witam ,mam problem. Mój mąż sie na mnie obraża, a najgorsze , że wprowadza mnie w poczucie winy. Teraz nie odzywa się już 3 dzień.
Prosiłam go od miesiąca nawet dłużej, żeby wziął się za testy na prawo jazdy,(generalnie rozmowy o tym , że ma je robic trwaja już długo)zawsze jak pytałam czy je rozwiązywał, to żartował, że nie ma czasu , ale w weekend bedzie rozwiązywał i tak w końcu wybuchłam. Wie,że mi zalezy na tym , żeby skończył prawko. Wiem , że urazilam jego męskie ego mówiąc , że mu się nie chce i zajmuje się tysiącem innych spraw i ze tchórzy. Dodałam na koniec może nie potrzebnie, że nawet jakbym była w ciązy na porodówke mnie nie zawiezie tylko po szwagra bede dzwonić, albo teścia ciągac...No i o to poszedł foch. Przeprosiąłm go juz dwa razy, pytałam czy sie gniewa, wytłumaczyłam, że byłam zła, bo mi obiecuje , żę się za to weźmie a wszystko jest wazniejsze, ale taki monolog to sobie mogę prowadzić.
Jestesmy 9 miesiecy po ślubie 3 raz sie na mnie obrazil, dwa poprzednie razy trwało to krótko dwa dni, ale teraz widze , ze sie zawziął bardzo go to dotkło. Ja go doceniam , za inne , rzeczy ,jestem czuła, chwale, nie mam z tym problemów, nie ma powodów myśleć że go nie doceniam. Nie przeszkadzało mi nigdy, a znamy się już 6 lat , ze nie miał tego prawo jazdy, ale chciałabym , żeby niekiedy jak gdzies jedziemy to mnie odciązył, są takie dni kiedy jest mi cięzko za kierownica bo jedziemy gdzies w nowy teren , denerwuje sie wtedy , czuje niepewnie , nie nalezę do tych kobiet które sa rajdowcami.
No i teraz nie wiem co zrobić, czuje się nie dobrze, bo mieszkamy u niego. Do pracy jeżdże tym autem.,które on kupił, co prawda teraz utrzymujemy go razem , dom tez remontujemy razem, ale czuje się jak intruz we własnym łózku, domu. A do tego nie jem bo mi wszystko w gardle stoi, a tej nocy nie zmrużyłam oka.
Poradźcie co zrobić, jak załagodzic tą całą sytuację?