netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

czy walczyc , czy uszanowac decyzje

66 odpowiedzi11 442 wyświetleniazałożony przez rozczarowany życiem30, 23.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 67 ]

1

Temat: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Witam wszystkich jestem facetem mam 30 lat , żona 29 jesteśmy małżeństwem 8 lat mamy syna w tym wieku . Nie umiem poradzić sobie z ta sytuacja więc pisze tu mieszkamy z. Jej rodzicami było wszystko ok układało się . Ale od pewnego czasu coś popsulo się nie spędzamy czasu razem mijamy się nie ma ochoty na rozmowę wczoraj usiedlismy i stwierdziła że jest źle między nami i najlepszym rozwiazaniem będzie jak na jakiś czas się wyprowadze bo chce odpocząć pobyc sama przemyśleć  , i oznajmiła mi że ona szuka dla siebie i syna mieszkania gdzie ja ja wiecznie blagalem o wyprowadzke a ona chce sama. Powiedziała że zależy jej na tym żebym odbierał syna ze szkoły utrzymywał kontakt pomagał itd. Jak mam to rozumieć ale co znami będzie nie umie mi tego powiedzieć. Ja tego nie chcę bo to tylko pogorszy sytuację i nas oddali . A no i jest osoba która się kręci obok niej , dużo młodszy kolega z pracy piszą sms dzwonią itd. Ale ona zazeka się że to tylko i wyłącznie kolega któremu może sie wyzalic i pogadać że ona mu to dosadnie powiedziała . Bo to jest nasza wspolna wina za ta sytacje jaka jest teraz. Nie wiem co robić zgodzić się na. to ?

2

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

To zawsze jest "tylko kolega."

I niech zgadnę, kryzys pogłębił się wraz z pogłębieniem się "koleżeństwa " żony?

3

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Co się dzieje od tego roku, że wszystkie zaczęły tak masowo zdradzać swych mężczyzn? Chłopie, czemu nie weźmiesz jej telefonu i nie poszukasz o czym tak sobie piszą? Jesteście małżeństwem, po co te tajemnice? Od razu widać, że ona jest zauroczona młodszym mężczyzną i Ciebie już nie potrzebuje. Normalna żona, która nie ma nic na sumieniu, nie zachowuje się w taki sposób.

4

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Motylek93 napisał/a:

Co się dzieje od tego roku, że wszystkie zaczęły tak masowo zdradzać swych mężczyzn? Chłopie, czemu nie weźmiesz jej telefonu i nie poszukasz o czym tak sobie piszą? Jesteście małżeństwem, po co te tajemnice? Od razu widać, że ona jest zauroczona młodszym mężczyzną i Ciebie już nie potrzebuje. Normalna żona, która nie ma nic na sumieniu, nie zachowuje się w taki sposób.

Bo tel. Ma ciągle przy sobie nie zostawia go na chwilę , twierdzi że to jej prywatność.

5

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Co to sie porobilo ze teraz kobiety zdradzaja wiecej jak mezczyzni:/

6

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

Bo tel. Ma ciągle przy sobie nie zostawia go na chwilę , twierdzi że to jej prywatność.

To gra nie fair. Niestety mieszkasz u niej i pozostaje Ci tylko spełnić jej postanowienie. Jednak bądź czujny, może w wasze życie wdarła się lekka rutyna. Choć sms-owanie i dzwonienie do rzekomego przyjaciela, to spora przesada.

7 Ostatnio edytowany przez Madziollka (2015-01-23 21:31:36)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Namów ją...abyście razem zamieszkali , sami z synem. To dużo daje. Walcz o nią....
ale ten telefon i smsy brrr

8 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2015-01-23 22:14:19)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Motylek93 napisał/a:
rozczarowany życiem30 napisał/a:

Bo tel. Ma ciągle przy sobie nie zostawia go na chwilę , twierdzi że to jej prywatność.

To gra nie fair. Niestety mieszkasz u niej i pozostaje Ci tylko spełnić jej postanowienie. Jednak bądź czujny, może w wasze życie wdarła się lekka rutyna. Choć sms-owanie i dzwonienie do rzekomego przyjaciela, to spora przesada.

Motylku, Autor nie podnajmuje lokum - on tam mieszka i JEST MĘŻEM, a zatem nie nie musi spełniać "postanowień" małżonki...
"sms-owanie i dzwonienie do rzekomego przyjaciela, to spora przesada" - jakżesz delikatnie ujęte...
A tą "przesadę" juz spokojnie kwalifikować mozna jako emocjonalną zdradę ("ona zazeka się że to tylko i wyłącznie kolega któremu może sie wyzalic i pogadać").
A nawiązując do uwag, iż jakoś rozpleniły sie takie sytuacje: coś musi być (na bank!) w powietrzu albo jedzeniu smile
A tak na serio: Autorze, jesteście małżeństwem od ośmiu lat i wciąż mieszkacie u tesciów? Dlaczego? Wspomniałeś, że małżonka nie chciała... Ale dlaczego? Wygodnie jej było? Rodzice wymagają opieki, pomocy? Nie mieliscie "środków" na wynajęcie choćby dla siebie osobnego lokum? Mieszkaliście w domku czy mieszkaniu? Które z Was pracuje? Od kiedy jest ten "koleś"? Dlaczego GODZISZ sie na wyprowadzkę? Dlaczego nie zrobisz porządku z tą "prywatnością" małzonki? Dlaczego tak spolegliwie patrzysz na znajomość z jakimś kolesiem? Nie masz mozliwości czegoś z tym zrobić? A choćby rozwalenie na ścianie jej telefonu (niechcący big_smile ) - to problem? No sorry... Odpowiesz na te pytania?
Swoją drogą Twoje pytanie zawarte w temacie ("uszanować decyzję") - jezu miłosierny... Co to ma być? Uszanować? To tyczy się całego małżeństwa, a Ty nie jesteś poddanym, by "uszanować" a równoprawnym członkiem rodziny i masz też prawo własnej decyzji i stanowiska!
Ustępując pola (zgadzając sie na odejście/rozstanie) - tracisz małżeństwo. Akurat wyjatkowo dobrze wiem, co piszę, mimo, ze "pola nie ustąpiłem" Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Przepraszam, że zapytam - chciałbym abyś zdobył sie na szczerość - jak wyglądały Wasze relacje w małżeństwie? Jak odnosiliscie sie do siebie, jak często miały miejsce kłótnie, o co, przez kogo wszczynane? Jaką "pozycję" w całej rodzinnej "hierarchi" zajmowałeś? Jako równorzędny mieszkaniec, jako mąż mieszkający "kątem" jako pomiot od czarnej roboty?

9

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
kosmiczny nick napisał/a:
Motylek93 napisał/a:
rozczarowany życiem30 napisał/a:

Bo tel. Ma ciągle przy sobie nie zostawia go na chwilę , twierdzi że to jej prywatność.

To gra nie fair. Niestety mieszkasz u niej i pozostaje Ci tylko spełnić jej postanowienie. Jednak bądź czujny, może w wasze życie wdarła się lekka rutyna. Choć sms-owanie i dzwonienie do rzekomego przyjaciela, to spora przesada.

Motylku, Autor nie podnajmuje lokum - on tam mieszka i JEST MĘŻEM, a zatem nie nie musi spełniać "postanowień" małżonki...
"sms-owanie i dzwonienie do rzekomego przyjaciela, to spora przesada" - jakżesz delikatnie ujęte...
A tą "przesadę" juz spokojnie kwalifikować mozna jako emocjonalną zdradę ("ona zazeka się że to tylko i wyłącznie kolega któremu może sie wyzalic i pogadać").
A nawiązując do uwag, iż jakoś rozpleniły sie takie sytuacje: coś musi być (na bank!) w powietrzu albo jedzeniu smile
A tak na serio: Autorze, jesteście małżeństwem od ośmiu lat i wciąż mieszkacie u tesciów? Dlaczego? Wspomniałeś, że małżonka nie chciała... Ale dlaczego? Wygodnie jej było? Rodzice wymagają opieki, pomocy? Nie mieliscie "środków" na wynajęcie choćby dla siebie osobnego lokum? Mieszkaliście w domku czy mieszkaniu? Które z Was pracuje? Od kiedy jest ten "koleś"? Dlaczego GODZISZ sie na wyprowadzkę? Dlaczego nie zrobisz porządku z tą "prywatnością" małzonki? Dlaczego tak spolegliwie patrzysz na znajomość z jakimś kolesiem? Nie masz mozliwości czegoś z tym zrobić? A choćby rozwalenie na ścianie jej telefonu (niechcący big_smile ) - to problem? No sorry... Odpowiesz na te pytania?
Swoją drogą Twoje pytanie zawarte w temacie ("uszanować decyzję") - jezu miłosierny... Co to ma być? Uszanować? To tyczy się całego małżeństwa, a Ty nie jesteś poddanym, by "uszanować" a równoprawnym członkiem rodziny i masz też prawo własnej decyzji i stanowiska!
Ustępując pola (zgadzając sie na odejście/rozstanie) - tracisz małżeństwo. Akurat wyjatkowo dobrze wiem, co piszę, mimo, ze "pola nie ustąpiłem" http://emotikona.pl/emotikony/pic/035.gif
Przepraszam, że zapytam - chciałbym abyś zdobył sie na szczerość - jak wyglądały Wasze relacje w małżeństwie? Jak odnosiliscie sie do siebie, jak często miały miejsce kłótnie, o co, przez kogo wszczynane? Jaką "pozycję" w całej rodzinnej "hierarchi" zajmowałeś? Jako równorzędny mieszkaniec, jako mąż mieszkający "kątem" jako pomiot od czarnej roboty?

Duzo razy namawialem ja na wyprowadzenie ale nigdy nie chciala bala sie jak to bedzie , czy wrazie problemow ktos nam pomoze ,  mieszkamy w bloku , prace mamy oboje moze nie zarabiamy milionow ale jest ok oni pracuja razem , a jakies 3 tygodnie stalo sie nagminne dzwonienie sms itd.niechce wyprowadzki mysle e to tylko pogorszy sytuacje zalezy mi na nich na nich poswiecilem wszystko  , wybucha zloscia jak tylko wspomne o nim o sms twierdzi ze zabraniam jej miec kolegow  i ze wymyslam sobie wszystko a zniej robie zwykla dzi.....

10 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2015-01-23 22:46:44)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

...wybucha zloscia jak tylko wspomne o nim o sms twierdzi ze zabraniam jej miec kolegow  i ze wymyslam sobie wszystko a zniej robie zwykla dzi.....

Aaaaaa... Czyli ...ograniczasz ją Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Toż to normalne big_smile Złość na samo wspomnienie... Coś mi to przypomina big_smile
Posłuchaj: żadna Twoja wyprowadzka, jesli już - razem do innego mieszkania. Nie ma żadnego rozstawania się, mieszkania osobno. Gwarantuję Ci, ze tuz po Twojej ewentualnej wyprowadzce żonka zacznie spotykać się (moze i za aprobatą teściowej) z kolesiem...
Idąc na ustępstwo, "uszanowując" jej decyzję zgadzasz się na rozpad małżeństwa. A tu jeszcze jest mały drobiazg: po jakimś czasie od Twojej wyprowadzki nastąpi rozwód Z TWOJEJ WINY, wszak ...porzuciłes małżeństwo big_smile
Chcesz tego?

11

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

No kur......  kocham ja i syna nie chce ich stracic , napewno nie jestem jakiego sobie wymazyla mam wady jak wszyscy ale to nieznaczy zeby skreslac osobe , mi sie wydaje ze chce sprawdzic czy sama da sobie rade w zyciu  dlatego potrzebuje mojej pomocy przy dziecku , jak sobie to uswiadomi to po co ja jej potrzebny zalamuje rece.

12

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
kosmiczny nick napisał/a:
rozczarowany życiem30 napisał/a:

...wybucha zloscia jak tylko wspomne o nim o sms twierdzi ze zabraniam jej miec kolegow  i ze wymyslam sobie wszystko a zniej robie zwykla dzi.....

Aaaaaa... Czyli ...ograniczasz ją http://emotikona.pl/emotikony/pic/035.gif
Toż to normalne big_smile Złość na samo wspomnienie... Coś mi to przypomina big_smile
Posłuchaj: żadna Twoja wyprowadzka, jesli już - razem do innego mieszkania. Nie ma żadnego rozstawania się, mieszkania osobno. Gwarantuję Ci, ze tuz po Twojej ewentualnej wyprowadzce żonka zacznie spotykać się (moze i za aprobatą teściowej) z kolesiem...
Idąc na ustępstwo, "uszanowując" jej decyzję zgadzasz się na rozpad małżeństwa. A tu jeszcze jest mały drobiazg: po jakimś czasie od Twojej wyprowadzki nastąpi rozwód Z TWOJEJ WINY, wszak ...porzuciłes małżeństwo big_smile
Chcesz tego?

to co robic jak mam ja przekonac by powalczyla o nas

13

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

No kur......

Ano własnie: no kur....!
Próbowałeś "nawiązać kontakt" z tym kolesiem? Wiesz, w momencie, gdy małzonka tak skrzętnie pilnuje telefonu - który słuzy jej nie do kontaktu z własnym mężem a z jakims glusiem - wypadałoby coś zadziałać. Wczesniej dałem radę dość radykalną, ale skuteczną (na chwilę). Moze pokombinuj i osobiscie jednak sprawdź jak wyglądają te kontakty. Wszelkie "zapewnienia", ze to nic takiego ...potraktowałbym jak "czerwoną lampkę", ostrzegającą, iz cos jest na rzeczy...

14

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
kosmiczny nick napisał/a:
rozczarowany życiem30 napisał/a:

No kur......

Ano własnie: no kur....!
Próbowałeś "nawiązać kontakt" z tym kolesiem? Wiesz, w momencie, gdy małzonka tak skrzętnie pilnuje telefonu - który słuzy jej nie do kontaktu z własnym mężem a z jakims glusiem - wypadałoby coś zadziałać. Wczesniej dałem radę dość radykalną, ale skuteczną (na chwilę). Moze pokombinuj i osobiscie jednak sprawdź jak wyglądają te kontakty. Wszelkie "zapewnienia", ze to nic takiego ...potraktowałbym jak "czerwoną lampkę", ostrzegającą, iz cos jest na rzeczy...

Tak rozmawialem z nim jest strasznie nie smialy ale prosto z mostu zapytalem czy cos ma do mojej zony i o co mu chodzi , a on pierwsze slowo / MOZE / a potem zmiekl jak podnioslem glos stwierdzil ze my musimy o tym porozmawiac razem co jest nie tak i albo starac sie to ratowac a lbo jak ludzie sie rozejsc , mowil ze moze jej wysluchac cos poradzic ale nic wiecej nie chce sie wpieprza...... w nasze zycie ato  ze pisze czasem sms to tylko sie przyjaznia  tak samo jak z innymi kolezankami tak powiedzial .

15

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

...zapytalem czy cos ma do mojej zony i o co mu chodzi , a on pierwsze slowo / MOZE / a potem zmiekl jak podnioslem glos stwierdzil ze my musimy o tym porozmawiac razem co jest nie tak i albo starac sie to ratowac a lbo jak ludzie sie rozejsc , mowil ze moze jej wysluchac cos poradzic ale nic wiecej nie chce sie wpieprza...... w nasze zycie ato  ze pisze czasem sms to tylko sie przyjaznia  tak samo jak z innymi kolezankami tak powiedzial .

Ech... Wypadałoby mu "ręcznie" zasugerować już "nie pisanie"...
A sumując całą naszą konwersację: zgadzając sie na "warunki" małzonki (wyprowadzka) - zgadzasz się na "zacieśnienie przyjacielskiej więzi" z tym ciu...em, odsunięcie juz całkowite mysli o ratowaniu małżeństwa w świadomości żony i za jakiś czas rozwodu z Twojej winy.
Walcz!

16

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
kosmiczny nick napisał/a:
rozczarowany życiem30 napisał/a:

...zapytalem czy cos ma do mojej zony i o co mu chodzi , a on pierwsze slowo / MOZE / a potem zmiekl jak podnioslem glos stwierdzil ze my musimy o tym porozmawiac razem co jest nie tak i albo starac sie to ratowac a lbo jak ludzie sie rozejsc , mowil ze moze jej wysluchac cos poradzic ale nic wiecej nie chce sie wpieprza...... w nasze zycie ato  ze pisze czasem sms to tylko sie przyjaznia  tak samo jak z innymi kolezankami tak powiedzial .

Ech... Wypadałoby mu "ręcznie" zasugerować już "nie pisanie"...
A sumując całą naszą konwersację: zgadzając sie na "warunki" małzonki (wyprowadzka) - zgadzasz się na "zacieśnienie przyjacielskiej więzi" z tym ciu...em, odsunięcie juz całkowite mysli o ratowaniu małżeństwa w świadomości żony i za jakiś czas rozwodu z Twojej winy.
Walcz!

Będę walczył , najbardziej boli to ze ona go tak broni ona nie chce zerwać znim kontaktu

17

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

No kur......  kocham ja i syna nie chce ich stracic , napewno nie jestem jakiego sobie wymazyla mam wady jak wszyscy ale to nieznaczy zeby skreslac osobe , mi sie wydaje ze chce sprawdzic czy sama da sobie rade w zyciu  dlatego potrzebuje mojej pomocy przy dziecku , jak sobie to uswiadomi to po co ja jej potrzebny zalamuje rece.

Napisze krótko. Juz ją straciłeś chlopie. Nie w czasie, kiedy zauwazyles, ze sobie pisze SMSy, ale kiedy ina spojrzała na innego faceta jak na obiekt zainteresowania. Faceci traca kobiety nim ona sobie znajdzie absztyfikanta! Rozumiesz? Kobieta zauroczy sie innym, jesli odroczy sie tym, ktorego ma. Dlatego twoja walka o nia bedzie głupia, jak zaczniesz byc zazdrosny, jak okażesz sie w jej oczach dupkiem. Ona juz sie zauroczyła innym. Wiec jesli Ci zalezy na niej, to masz 1% szans, że znowu zainteresuje sie Toba. A ten 1% szans uzyskasz, jesli przestaniesz byc dupkiem i ona zainteresuje sie znowu Tobą. A zainteresuje sie, jeśli zachowasz sie jak mezczyzna a nie jak d....a!
Wiec sie wyprowadzaj, powiedz, ze bardzo dobrze życzysz jej jakakolwiek podejmiesz decyzje. Nienokazujesz jej ze cierpisz, okazuj, ze tesknisz. Ale żyj pełnia zycia. Baw sie, zacznij towarzyskie zycie, niech ina sie dowie, jak bardzo ci dobrze, ale okazuj jej, ze tesknisz. Majac wiecej czasu, np, wiecej pracuj wynajmij wieksze mieszkanie, tak by ona jak wroci, miała wrocic do ciebie a nie do domu rodziców. Popełniłeś blad, jak wielu - ze mieszkaliście w domu rodziców (tak to zrozumiałem)
Walka o kobiete to stracony czas. Mezczyzna musi o kobiete traktowac jak ptaka. Pozwalać mu fruwać ale patrzec, czy po wolnym locie kobieta do mezczyzny wraca z radoscia. Jakiekolwiek ograniczanie kobiety działa na nia odstraszająco. Nie chce wracac, zaczyna interesować sie innym męskim ramieniem, bo na swojego mezczyzny ramie wracac juz nie za bardzo chce, gdyz tam coraz mniej jest miło.

Tak wiec pozostaje ci tylko odejsc, spokojnie, z duma i ... W wolnej chwili zajmowanie sie dzieckiem. W wolnej chwili - bo kobieta bedzie ci podrzucać syna ilekroc zainteresuje sie byciem z innym. Nie pozwól sie zamienić w opiekunkę do dziecka. Kochaj, cierp ale bać twardy. Nowy amant nie jest zainteresowany pania z dzieckiem albo bedzie zainteresowany do czasu. Wasze rozstanie da zonie czas na przemyślenia. Daj jej ten czas, jesli sie rozstaniecie, nie masz juz na to wpływu. Ale masz wpływ, by ona spojrzala na ciebie jak na innego człowieka, wiec odejdz, gdzies blisko, ale na tyle daleko, by czuła swobodę. Czas poświec na prace, na zabawę, na zbieranie kasy o odkładanie jej na przyszlosc nieważne jaka. Ona popelńila blad, ty tez - musisz wiedziec gdzie sie wasze drogi rozeszły. I dlaczego. Jak znajdziesz przyczynę, bedzie psa wiedział ci robic dalej, ale nie rob na Boga jej scen zazdrości i awantur. Bo to zakonczy nieodwolanie szanse na zejście sie. Bedziesz jej to pozniej wypominał a zadna kobieta tego nie zdzierży. Stwórz nowe gniazdo, ładne, przytulne, a moze ona do niego przeleci... i zostawi kukułkę, ktora jej wydaje sie atrakcyjna do czasu, kiedy odkryje, ze niczym nie różni sie od męża. Wiec zacznij sie rpszynio roznic in plus. Zadbaj o siebie, wyprzystojnij i bać bardziej atrakcyjny, a to tez oznacza, bys był madrżejszy,

18

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

Będę walczył , najbardziej boli to ze ona go tak broni ona nie chce zerwać znim kontaktu

Popelniasz blad. Wymusżajac na niej cokolwiek, co najwyzej przesuwasz problem w czasie.
Nic nie zyskasz na tym, ci najwyzej wpychasz ja w ramiona tamtego. Ja bym zrobił klasyczne samcze podejscie. Bez słowa pakujesz sie i odchodzisz. Nie mowisz, gdzie idziesz, co bedziesz robi, stajesz sie ZAGADKĄ. ONA BEDZIE CHCIAŁA WIEDZIEC CO U CIEBIE! I tak zepsujesz im zabawę, jesli wogole tam jest romans.
Popelniasz bledy, nie chce mi sie ich wyjasniac. Ale uwierz, ze moja propozycja jest najlepsza.
Spraw. By ona zaczęła bardziej myslec o Tobie, to inny facet bedzie tracił w jej oczach. Klucżem do kobiety jest jej mozg, i tam dotrzyj.
Wiec sie wyprowadzaj, kulturalnie, powiedz, ze kochasz ja i gdyby sie juz zreflektowała, to ma do ciebie telefon. Powiedz. Ze małego bedziesz odwiedzać, bo go kochasz bardzo. Powiedz, ze jak czegos potrzebuje, to musi do ciebie dzwonić.
I cierp w odosobnieniu rozważając, gdzie popełniłeś blad, ze żona zainteresowała sie innym facetem. Bo nie naprawisz bledu, jesli tego nie wiesz! Kobieta zakochana nie zainteresuje sie innym. Jesli interesuje sie innym, oznacza to, ze szuka tego, czego juz u męża znaleść nie umie!
Wiec co spieprzyłeś?

19

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Glosator podpisuję się pod twoimi postami.

20 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2015-01-24 11:48:03)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Szpileczka napisał/a:

Glosator podpisuję się pod twoimi postami.

A ja zdecydowanie nie...
Takie rady to nic innego jak zapewnienie małżonki, ze Autor będzie czekać na nią, ze jest "kołem zapasowym" jakby z tamtym gachem nic nie wyszło. A że jest "coś" na rzeczy z tamtym - nie wątpię... Już sam fakt częstych kontaktów, zdradzania prywatnych spraw, zalenie się, skrzętnego pilnowania narzędzia kontaktów (telefon) i zasłanianie się "prywatnoscią" - w małżeństwie, w takiej sytuacji miejsca miec nie powinno i świadczy o jednym. Wasze sugestie i porady to nic innego jak namawianie Autora do sromotnej klęski: jego potulna wyprowadzka dająca już pełną swobodę małżonce (któż wówczas będzie ją ograniczać?), wyprowadzka zgodna z życzeniem małżonki, okazanie miałkości i braku "jaj" zapewnianie o tęsknocie, uczuciu i pomocy komuś, kto ewidentnie ma Autora w czterech literach, dawanie pewności, że jakby "nie wyszło", albo jak sie wyszaleje - zawsze ma gdzie i do kogo wrócić. To taka nieformalna "separacja", na zasadach: nie jesteśmy razem i mogę robić co chcę, a tobie nic do tego. Czegóż chcieć więcej? Lajcik...
Ok, piękne porady i niby dajace szansę na naprawę jeżeli... Ale własnie: jeżeli! Co to miałoby być? Urlop dla małzonki od małżeństwa? Odpoczynek, przerwa? Na co? Na naprawę relacji? Tak relacji sie nie naprawia. Nawet jeżeli małżonka zmęczona korzystaniem "z wolności" wróci kiedyś - Autor przyjmie ja tak z otwartymi ramionami bez żadnych wątpliwosci? Nie bedzie mieć poczucia zdrady, poczucia klęski? Będzie umieć "normalnie" zyć z taką kobietą? Nie będą go trapić wątpliwości?
No wybaczcie, ale o związek, o małżeństwo należy - w momencie kryzysu - walczyć ramię w ramię i razem, bez "pomocy" osób trzecich. Tu są wszelkie przesłanki, by uznać, iż to małżeństwo nie przetrwa jeżeli Autor posłucha Waszych rad i spolegliwie posłucha małżonki...
Już wcześniej pisałem o sensowniejszych rozwiązaniach. Wspólna wyprowadzka "na swoje", ucięcie kontaktu z "przyjacielem". To postawa do dalszego ratowania związku. Inne rozwiązania prowadzą w krótkiej linii do prawnika i rozwodu... No chyba, ze Autor pozbawiony jest "męskiego atrybutu" i będzie czekać, czekać, czekać... Do usr...ej śmierci.

21

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Szpileczka napisał/a:

Glosator podpisuję się pod twoimi postami.

Dziekuje smile

22

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Glosator napisał/a:
Szpileczka napisał/a:

Glosator podpisuję się pod twoimi postami.

Dziekuje smile

ja też się podpisuję, zdecydowanie!

23

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Podpisuję się częściowo pod wpisem Glosatora. Bo racją jest, że ją straciłeś. I nie mów tylko, że się kochaliście i były jakieś tam sprzeczki i że to przecież normalne. Ona Ciebie już zdradziła. Jej myśli są u boku innego mężczyzny. Nawet jeśli będziesz walczył, co jesteś już na przegranej pozycji. Zostań... Wszak to też Twój dom. A nuż dojrzeje do tego, by być szczera wobec Ciebie. Bo póki co uchodzi za tę, która robi z Ciebie wariant.

Zwierza się koledze? Oni rozmawiają o Tobie, rozumiesz?! O Tobie! Jak śmie sugerować Tobie wyprowadzkę i odpoczynek od Was?! Że też baby niektóre są tak naiwne, że robią z was idiotów...

24 Ostatnio edytowany przez Glosator (2015-01-24 14:43:09)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
kosmiczny nick napisał/a:
Szpileczka napisał/a:

Glosator podpisuję się pod twoimi postami.

A ja zdecydowanie nie...
Takie rady to nic innego jak zapewnienie małżonki, ze Autor będzie czekać na nią, ze jest "kołem zapasowym" jakby z tamtym gachem nic nie wyszło.

Nie. Dałem człowiekowi dobrą radę, czy z niej skorzysta to już jego brocha. On nie rozumie, ani Ty, że jest już na outcie :-) Że coś stracil i ze zycie nie bedzie juz takie same jak kiedys...

Wyjśnienie jest łatwe - jesli zona po 8 latach malzenstwa podejmuje ryzyko utraty zwiazku, ma to swoja przyczyne, o ktorej piszacy tu jej maz nie wie, i nie wie o niej nikt z tu piszacych. Ma przyczynę - to jest ważne. Tu na tym forum sa wpisy tysiecy kobiet wyjacych za mezem, ktorego nie maja, za zwiazkiem, domem i dziecmi, miloscia i rodzina. A tu mamy kobiete, ktora wdaje sie moze w nic nie znaczacy biorowy romans (jak podaje to jej maz) albo moze tylko sie zakumplowali. Nie widze tu wyjasnienia kwestii, czemu zona szuka znajomosci z innym mezczyzna? Nie wie tego jej maz, bo gdyby wiedzial, to by o tym napisal. Dlatego poradzilem mu, by sie nad ta przyczyna zastanowil. Znajac przyczyne, mozna sobie dospiewac reszte, lacznie z tym co nalezy zrobic, by zona dalej (znowu) go pokochala. Kochajaca kobieta szuka znajomosci z innym majac ku temu wazna przyczne (ważną dla niej nie dla męża - dla męża zwykle jest błacha). Jesli facet nie zna przyczyny, to kazde jego dzialanie jest dzialaniem na oślep - metodą trafi sie lub nie. Kobieta w innym szuka tego, czego nie ma u swojego faceta, chocby byl dobry, mial miedzy nogami super parowe, i sie staral. O ttym wielu Panow nie mysli - ty tez nie (wybacz)


kosmiczny nick napisał/a:

A że jest "coś" na rzeczy z tamtym - nie wątpię... Już sam fakt częstych kontaktów, zdradzania prywatnych spraw, zalenie się, skrzętnego pilnowania narzędzia kontaktów (telefon) i zasłanianie się "prywatnoscią" - w małżeństwie, w takiej sytuacji miejsca miec nie powinno i świadczy o jednym.

Nie napisales o czym swiadczy. Dla mnie swiadczy o jednym: nie ma tego w malzenstwie, wiec szuka tego poza nim za cene rozpadu wniosku, a to znaczy, ze tego czego nie ma jest dla niej najwazniejsze. Najgorsze jest to, ze jeszcze pewnie do niczego nie doszlo. Albo juz doszlo, bo Pan Małżonek już popełnił błędy wpychajac żone w ramiony moze jedynie kolegi - powiernika, ktory ja "lepiej rozumie" niż mąż. Piszacy tu mąż powiedział ze chce walczyc. Ale nie za bardzo wiadomo o co? Nie zna przyczyny, wiec o co walczy? Jesli dla przykladu byl zazzdrosnikiem, to kobieta przed nim ucieka do takiego, co nim nie jest. Jesli nie dbal o rodzine i pozwolil by 8 lat gniezdzili sie u rodzicow, ktorzy zapewne uczestniczyli w ich zwiazku? No to szuka takiego, ktory ma wlasna chate i jest bardziej zaradny. I rozumie, ze takiie zycie u tesciow to najgorsza rzecz na swiecie. Nie znamy wiec przyczyny, ale juz radzimy? Dziekuje. Facet juz podjal decyzje, spotkal sie z gosciem, ktory sam pewnie nie kuma o co chodzi.


kosmiczny nick napisał/a:

jego potulna wyprowadzka dająca już pełną swobodę małżonce (któż wówczas będzie ją ograniczać?)

Ja nie pisalem o potulnej wyprowadzce, ale o pewnym rozsadnym kroku - otoz wyprowadzka, to zesjcie ze sceny jednego z bohaterow dramatu. Wtedy kiedy bohater znika, wszyscy interesuja sie co robi - staje sie nieobecny w centrum zainteresowania. Stary sprawwdzony chwyt. Jesli ten chlopak to juz kochanek - to bedzie sie on martwil, co robi maz kochanki. Jesli zona to juz niewierna, to bedzie zainteresowana, co maz kombinuje. A on bedzie mial czas myslec, zastanawiac sie i wiele spraw mu sie rozjasni. Jesli zona jest niewierna juz, to o co ma walczyc? Jak jest idiota, bedzie walczyl o niewierną zone? A kto taka chce? Zwiazek z niewiernym partnerem nie ma sensu - zaufanie - znika, milosci nie ma jest ttylko pieklo. Jesli facet chce walczyc o niewierna - to albo czegos nam nie mowi (np. ze sam byl niewierny i ma wyrzuty sumienia) albo ni dbal o zone i przyczynil sie sam do rozpadu zwiazku i dopiero jak sie przekonal, ze zona sie oddala, chce walczyc (zwykle juz nie ma o co). Wiec nie zachecam go do przegranej, ale do przemyslenia i dania drugiej stronie szansy na refleksje. Zwykle jesli kobieta widzi oddalajacego sie meza, tez zaczyna myslec. Jesli nie doszlo jeszcze do zdrady, to zaczyna sie martwic - ze oto moze konczy sie zwiazek, moze przesadzila, moze trzeba to swoje dzialanie przemyslec. Jesli kocha meza, to w koncu wroci, bo liczy, ze maz zacznie tez myslec. Jesli nie kocha, to sie ucieszy - i zacznie sie zakochiwac w nowym amanacie, wreszcie uwolniona od codziennych awantur meza. I wtedy jej maz o co ma walczyc? No o co Kosmiczny?
Wolnosc dla kazdego zwiazku ma zbawienny wplyw. Brak wolnosci zadusza zwiazek. Wolnosc to jak woda dla kwiatu jakim jest milosc. Brak wolnosci, powoduje wiedniecie milosci. Kazdy madry czlowiek to wie. Nie wiedza tego tylko idioci. Jesli wiec zona zaczerpnie oddechu wolnosci, albo wroci do meza, gdy go kocha i zbaczy, ze jej maz zaczyna funkcjonowac normalnie, zaczyna wic gniazdo (dla innej czy da mnie? - pojawi sie u niej zazdrosc) i zobaczy potencjalnego kochanka we wlasciwym, niewyidealizowanym swietle i go odrzuci zgodnie z zasada, ze lepsze to co znam, niz to co musze od poczatku ustawiac do pionu. Albo nie wroci - a wtedy walka o kobiete jest bezsensowna strata czasu i energii smile

Kolego, z tego co piszesz, podchodzisz do historii przedmowcy jak klasyczny samiec - prezacy muskuly i walczacy jak don Kiszot z wiatrakami. A zapomina sie o podstawach - kobieta jak po 8 latach i pomimo dziecka szuka czegos u innego mezczyzny, a nie u meza, zwykle pokazuje tym gestem mezowi -  nie dajesz mi tego czego potrzebuje wiec szukam tego gdzie indziej. Bo ma czegos mocno dosyc i potrafi swoja rodzine postawic na szali za to. A co to jest? Nie wie tego jej maz, wiec nikt z nas nie wie - Ty tez :-)

kosmiczny nick napisał/a:

Nawet jeżeli małżonka zmęczona korzystaniem "z wolności" wróci kiedyś - Autor przyjmie ja tak z otwartymi ramionami bez żadnych wątpliwosci?

Komiczny, a jak wroci to przymie? Jesli zrozumie przyczyny, jej odejscia to moze przyjmie,  a moze nie - to zalezy od faktycznej przyczyny. Jesli przyczyna byla po stronie zony, to jej nie przyjmie, bo dwa razy nie wchodzi sie do tej samej rzeki. Nie wiadomo - zobaczy jak bedzie, moze zrozumie, ze zona odeszla, bo np. mial jej potrzeby w d...e i ona to odebrala jako odrzucenie. I moze wjak wroci, zrozumie i przyjmie? Bo odeszla z jego podowu? Faceci preza muskuly, nadymaja sie, oskarzaja zony, kochanki, o wszystko nie zdajac sobie srpawy, ze tylko durna kobieta odejdzie od madrego, dojrzalego, troskliwego, przystojnego i zaradnego mezczyzny!
Kto chce wiec glupia kobiete? Tylko idiota. Jak jest idiotka i od takiego odchodzi, to krzyz jej na drodze! Ale jesli nie odchodzi od madrego, ale od durnego? A moze on nasz przedmowca, jest niezaradnym pieprz...nym leniem, nie podejmujacym wysilku o troske o zone, o dziecko, bo nie ma casu smile To co? Ma byc menczenica i gniezdzic sie u rodzicow? Kiedy inni przez 8 lat sa w stanie zarobic na kredyt? Potrafia po pracy przyztulic zone, zabawic ja a wieczorem porzadnie zerżnąć i jeszcze w nocy wstawac do dziecka? O tym Kolego Kosmiczny nie pomyslales. prawda?


kosmiczny nick napisał/a:

Nie bedzie mieć poczucia zdrady, poczucia klęski? Będzie umieć "normalnie" zyć z taką kobietą? Nie będą go trapić wątpliwości?

Wiesz? jesli go zdradzi z powodu jego niewiernosci, to nie powiinien miec do niej pretensji. Jesli zdradzi go, bo on byl winien, przelknie to. Jesli zdradzi bo byla durna - nie, nie zdzierzy i wygna za drzwi. Nie da sie normalnie żyć z niewierną żoną, jesli sie jest niewinnym niewiernosci. Ale jesli sie wepchnelo kobiete samemu w ramiona innego, mozna to odpokutowywac do konca zycia i dziekowac żonie gdy wraca widzac, ze jej maz zmadrzal. Sa to nieliczne wyjątki potwierdzajace tylko regułę, że gdy żona odchodzi to juz po wszystkim. A tak dla mnie najwazniejsze pytanie: Dlaczego Zalozyciel tego watku do tej pory ani razu nie zapytal: Czemu moja zona zainteresowana jest innym a nie mna? Odpowiem - BO NASZ ROZMOWCA UWAZA, ZE ONA NIE MA POWODU DO ZAINTERESOWANIA SIE INNYM. A to oznacza, ze nie ma sam odpowiedzi na to pytanie, i nie ma nawet watpliwosci. Innymi slowy - dla mnie to oznacza, ze ona ma powod ale On go nie zna! Wiec jeszcze pocierpi.

kosmiczny nick napisał/a:

No wybaczcie, ale o związek, o małżeństwo należy - w momencie kryzysu - walczyć ramię w ramię i razem, bez "pomocy" osób trzecich.

Ale frazes! Można wlaczyc ale tylko jesli jest o co i wiadomo o co! Jesli nie ma o co albo nie wiadomo o co - to najpierw trzeba sie dowiedziec, potem zrozumiec co zrobilo sie zle, poem dopiero mozna wspolnie, walczyc - jesli OBIE STRONY TEGO CHCA. Jesli chce tego tylko jedna a druga nie chce, to walka to nic innego jak pokazywanie swojej urazonej dumy. I jest bezskuteczna, bo na sile kochac sie nie da! :-)


kosmiczny nick napisał/a:

Tu są wszelkie przesłanki, by uznać, iż to małżeństwo nie przetrwa jeżeli Autor posłucha Waszych rad i spolegliwie posłucha małżonki...

Dobre, rozbawiles mnie. Tu nie ma zadnych przeslanej, ze to malzenstwo przetrwa czy nie przetrwa, bo malzonek nie mowi wszystkiego, bo po prostu tego nie wie. Przyszedl po rade -kogo poslucha a kogo nie poslucha, to jego rzecz. Jak madry, to poslucha madrych rad, jak nie madry, to poslucha takich, ktore uzna za madre- np. twoje smile


kosmiczny nick napisał/a:

Wspólna wyprowadzka "na swoje", ucięcie kontaktu z "przyjacielem". To postawa do dalszego ratowania związku. Inne rozwiązania prowadzą w krótkiej linii do prawnika i rozwodu... No chyba, ze Autor pozbawiony jest "męskiego atrybutu" i będzie czekać, czekać, czekać... Do usr...ej śmierci.

Wpolna przeprowadzka do nowego lokum ma sens, jesli przyczyny sytuacji leza po obu stronach albo po stronie meza i jesli brak wspolnego lokum jest jedna z przyczyn. jesli przyczyna jest inna, przeprowadzka nic nie da. Uciecie konkatu z przyjaciele ma sens, jesli to jest przyczyna kryzysu, ale ja nie stawiam na to. To skutek a nie przyczyzna. Jesli ustali sie przyczyne, usunie ja, skutek sam zniknie. Twoje rozwiazania bez rozpoznania przyczyn, sa g.... warte jak i moje :-)
I taka jest prawda. Zalozyciel watku nie wie czemu zona zainteresowala sie innym. Pewnie mu mowila wiele razy czego jej brak, ale tego nam tu nie napisal. Pewnie ignorowal to i nawet moze zapomnial. DOPIERO JAK WIDZI, ŻE JĄ TRACI - spowodowalo, ze zaczal sie przejmowac. Niestety z tego co pisze, nie stal sie wcale madrzejszy i raczej watpie, by to co planuje, dalo mu sukces.

I PS: Do urazonego Męża - napisz co Twoja żona od Ciebie oczekiwala? Co Ci wypominala, przypomnala, o co miala pretensje, czego nie zalatwiles, nie robiles... napisz co wedlug Ciebie oczekiwala, czego pragnela i czego jej nie dales. Moze wtedy sam zrozumiesz, czemu zainteresowala sie innym. I pamietaj, rozmawianie, sms-owanie, ukrywanie SMS-ow przed toba to nie oznaka zdrady, ale czestso jest to reakcja na czyjas chorobliwa zazdrosc. Ja nie interesuje sie smsami mojej zony, bo ufam zonie. Dlaczego nie interesuje sie telefonem zony? Bo nie mam powodow? Bo moze wiem, ze takie skrywanie telefonu to oznaka, ze mam co skrywac? A moze sobie niech zaglada, by wiedziala, ze jestem jej wierny., bo mnie zna? Wszytsko po trochu. Nie mam nic przciwko by miala kolegow i kolezanki - bo to nie jest zachecanie do zdrady. Inne samce kolo mojej zony zbowiazuja mnie i obliguja do nieustannych staran. Zreszta ja lubie, jak moja zone podrywaja, bo widze jak zona ma ubaw z ich spalawiania. Ja jestem samcem Alfa, wiec mnie too bawi - moja samica musi umiec byc ze mna. A elementem tego bycia jest zaufanie. Dlatego dbam by zawsze czula sie atrakcyjnie, by czula sie kobieco a ja staram sie, byc zawsze lepszym od nich. Bo gdy jestem lepszy od nich, moja zona majac wybor gorszy ode mnie i ja - zawsze wybierze mnie. I na tym polega madra milosc. I wybor na partnerke madrej (a nie tylko atrakcjnej) kobiety. I samemu trzeba znac swoja wartosc. Obawiam sie, ze na taka  Milosc Cie nie stac. A moze sie myle? To przekonaj sie sam czy jestes w stanie madrze kochac. Trzymam za Ciebie kciuki

25

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Twja zona chce wziac urlop od zwiazku?Nie rozumiem.Rozmawiales z nia o tym szczerze?Pytales ja skad taka decyzja?pzdr.

26 Ostatnio edytowany przez Sponi (2015-01-24 15:17:47)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
kosmiczny nick napisał/a:

No wybaczcie, ale o związek, o małżeństwo należy - w momencie kryzysu - walczyć ramię w ramię i razem, bez "pomocy" osób trzecich.

Tak, to stereotyp. Częściowy, bo prawdą jest że do dialogu wystarczy tylko ich dwoje. Nie podzielam jednak opinii, że w momencie takiego kryzysu, z jakim zetknął się Autor na własnym podwórku, da się wyjść razem - za rękę. Z tego nic nie będzie... Nawet jeśli kobieta się "opamięta" - kiedyś wykrzyczy mu, że przez niego jest nieszczęśliwa.

kosmiczny nick napisał/a:

Tu są wszelkie przesłanki, by uznać, iż to małżeństwo nie przetrwa jeżeli Autor posłucha Waszych rad i spolegliwie posłucha małżonki...

To małżeństwo nie przetrwa bez względu na to co napiszemy. Nie pojmujecie, że w myślach tej kobiety jest już inny? To trójkąt. I ktoś z niego musi wylecieć...


kosmiczny nick napisał/a:

Wspólna wyprowadzka "na swoje", ucięcie kontaktu z "przyjacielem". To postawa do dalszego ratowania związku. Inne rozwiązania prowadzą w krótkiej linii do prawnika i rozwodu... No chyba, ze Autor pozbawiony jest "męskiego atrybutu" i będzie czekać, czekać, czekać... Do usr...ej śmierci.

Tak, jesli postanowi odejść i powiedzieć jej, że ją kocha i być może, że będzie na nią czekał. Uwięziony w klatce emocjonalnej.

Ucięcie kontaktu z "przyjacielem"? Zakazany owoc bardziej kusi...

27

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Glosator napisał/a:
kosmiczny nick napisał/a:
Szpileczka napisał/a:

Glosator podpisuję się pod twoimi postami.

A ja zdecydowanie nie...
Takie rady to nic innego jak zapewnienie małżonki, ze Autor będzie czekać na nią, ze jest "kołem zapasowym" jakby z tamtym gachem nic nie wyszło.

Nie. Dałem człowiekowi dobrą radę, czy z niej skorzysta to już jego brocha. On nie rozumie, ani Ty, że jest już na outcie :-) Że coś stracil i ze zycie nie bedzie juz takie same jak kiedys...

Wyjśnienie jest łatwe - jesli zona po 8 latach malzenstwa podejmuje ryzyko utraty zwiazku, ma to swoja przyczyne, o ktorej piszacy tu jej maz nie wie, i nie wie o niej nikt z tu piszacych. Ma przyczynę - to jest ważne. Tu na tym forum sa wpisy tysiecy kobiet wyjacych za mezem, ktorego nie maja, za zwiazkiem, domem i dziecmi, miloscia i rodzina. A tu mamy kobiete, ktora wdaje sie moze w nic nie znaczacy biorowy romans (jak podaje to jej maz) albo moze tylko sie zakumplowali. Nie widze tu wyjasnienia kwestii, czemu zona szuka znajomosci z innym mezczyzna? Nie wie tego jej maz, bo gdyby wiedzial, to by o tym napisal. Dlatego poradzilem mu, by sie nad ta przyczyna zastanowil. Znajac przyczyne, mozna sobie dospiewac reszte, lacznie z tym co nalezy zrobic, by zona dalej (znowu) go pokochala. Kochajaca kobieta szuka znajomosci z innym majac ku temu wazna przyczne (ważną dla niej nie dla męża - dla męża zwykle jest błacha). Jesli facet nie zna przyczyny, to kazde jego dzialanie jest dzialaniem na oślep - metodą trafi sie lub nie. Kobieta w innym szuka tego, czego nie ma u swojego faceta, chocby byl dobry, mial miedzy nogami super parowe, i sie staral. O ttym wielu Panow nie mysli - ty tez nie (wybacz)


kosmiczny nick napisał/a:

A że jest "coś" na rzeczy z tamtym - nie wątpię... Już sam fakt częstych kontaktów, zdradzania prywatnych spraw, zalenie się, skrzętnego pilnowania narzędzia kontaktów (telefon) i zasłanianie się "prywatnoscią" - w małżeństwie, w takiej sytuacji miejsca miec nie powinno i świadczy o jednym.

Nie napisales o czym swiadczy. Dla mnie swiadczy o jednym: nie ma tego w malzenstwie, wiec szuka tego poza nim za cene rozpadu wniosku, a to znaczy, ze tego czego nie ma jest dla niej najwazniejsze. Najgorsze jest to, ze jeszcze pewnie do niczego nie doszlo. Albo juz doszlo, bo Pan Małżonek już popełnił błędy wpychajac żone w ramiony moze jedynie kolegi - powiernika, ktory ja "lepiej rozumie" niż mąż. Piszacy tu mąż powiedział ze chce walczyc. Ale nie za bardzo wiadomo o co? Nie zna przyczyny, wiec o co walczy? Jesli dla przykladu byl zazzdrosnikiem, to kobieta przed nim ucieka do takiego, co nim nie jest. Jesli nie dbal o rodzine i pozwolil by 8 lat gniezdzili sie u rodzicow, ktorzy zapewne uczestniczyli w ich zwiazku? No to szuka takiego, ktory ma wlasna chate i jest bardziej zaradny. I rozumie, ze takiie zycie u tesciow to najgorsza rzecz na swiecie. Nie znamy wiec przyczyny, ale juz radzimy? Dziekuje. Facet juz podjal decyzje, spotkal sie z gosciem, ktory sam pewnie nie kuma o co chodzi.


kosmiczny nick napisał/a:

jego potulna wyprowadzka dająca już pełną swobodę małżonce (któż wówczas będzie ją ograniczać?)

Ja nie pisalem o potulnej wyprowadzce, ale o pewnym rozsadnym kroku - otoz wyprowadzka, to zesjcie ze sceny jednego z bohaterow dramatu. Wtedy kiedy bohater znika, wszyscy interesuja sie co robi - staje sie nieobecny w centrum zainteresowania. Stary sprawwdzony chwyt. Jesli ten chlopak to juz kochanek - to bedzie sie on martwil, co robi maz kochanki. Jesli zona to juz niewierna, to bedzie zainteresowana, co maz kombinuje. A on bedzie mial czas myslec, zastanawiac sie i wiele spraw mu sie rozjasni. Jesli zona jest niewierna juz, to o co ma walczyc? Jak jest idiota, bedzie walczyl o niewierną zone? A kto taka chce? Zwiazek z niewiernym partnerem nie ma sensu - zaufanie - znika, milosci nie ma jest ttylko pieklo. Jesli facet chce walczyc o niewierna - to albo czegos nam nie mowi (np. ze sam byl niewierny i ma wyrzuty sumienia) albo ni dbal o zone i przyczynil sie sam do rozpadu zwiazku i dopiero jak sie przekonal, ze zona sie oddala, chce walczyc (zwykle juz nie ma o co). Wiec nie zachecam go do przegranej, ale do przemyslenia i dania drugiej stronie szansy na refleksje. Zwykle jesli kobieta widzi oddalajacego sie meza, tez zaczyna myslec. Jesli nie doszlo jeszcze do zdrady, to zaczyna sie martwic - ze oto moze konczy sie zwiazek, moze przesadzila, moze trzeba to swoje dzialanie przemyslec. Jesli kocha meza, to w koncu wroci, bo liczy, ze maz zacznie tez myslec. Jesli nie kocha, to sie ucieszy - i zacznie sie zakochiwac w nowym amanacie, wreszcie uwolniona od codziennych awantur meza. I wtedy jej maz o co ma walczyc? No o co Kosmiczny?
Wolnosc dla kazdego zwiazku ma zbawienny wplyw. Brak wolnosci zadusza zwiazek. Wolnosc to jak woda dla kwiatu jakim jest milosc. Brak wolnosci, powoduje wiedniecie milosci. Kazdy madry czlowiek to wie. Nie wiedza tego tylko idioci. Jesli wiec zona zaczerpnie oddechu wolnosci, albo wroci do meza, gdy go kocha i zbaczy, ze jej maz zaczyna funkcjonowac normalnie, zaczyna wic gniazdo (dla innej czy da mnie? - pojawi sie u niej zazdrosc) i zobaczy potencjalnego kochanka we wlasciwym, niewyidealizowanym swietle i go odrzuci zgodnie z zasada, ze lepsze to co znam, niz to co musze od poczatku ustawiac do pionu. Albo nie wroci - a wtedy walka o kobiete jest bezsensowna strata czasu i energii smile

Kolego, z tego co piszesz, podchodzisz do historii przedmowcy jak klasyczny samiec - prezacy muskuly i walczacy jak don Kiszot z wiatrakami. A zapomina sie o podstawach - kobieta jak po 8 latach i pomimo dziecka szuka czegos u innego mezczyzny, a nie u meza, zwykle pokazuje tym gestem mezowi -  nie dajesz mi tego czego potrzebuje wiec szukam tego gdzie indziej. Bo ma czegos mocno dosyc i potrafi swoja rodzine postawic na szali za to. A co to jest? Nie wie tego jej maz, wiec nikt z nas nie wie - Ty tez :-)

kosmiczny nick napisał/a:

Nawet jeżeli małżonka zmęczona korzystaniem "z wolności" wróci kiedyś - Autor przyjmie ja tak z otwartymi ramionami bez żadnych wątpliwosci?

Komiczny, a jak wroci to przymie? Jesli zrozumie przyczyny, jej odejscia to moze przyjmie,  a moze nie - to zalezy od faktycznej przyczyny. Jesli przyczyna byla po stronie zony, to jej nie przyjmie, bo dwa razy nie wchodzi sie do tej samej rzeki. Nie wiadomo - zobaczy jak bedzie, moze zrozumie, ze zona odeszla, bo np. mial jej potrzeby w d...e i ona to odebrala jako odrzucenie. I moze wjak wroci, zrozumie i przyjmie? Bo odeszla z jego podowu? Faceci preza muskuly, nadymaja sie, oskarzaja zony, kochanki, o wszystko nie zdajac sobie srpawy, ze tylko durna kobieta odejdzie od madrego, dojrzalego, troskliwego, przystojnego i zaradnego mezczyzny!
Kto chce wiec glupia kobiete? Tylko idiota. Jak jest idiotka i od takiego odchodzi, to krzyz jej na drodze! Ale jesli nie odchodzi od madrego, ale od durnego? A moze on nasz przedmowca, jest niezaradnym pieprz...nym leniem, nie podejmujacym wysilku o troske o zone, o dziecko, bo nie ma casu smile To co? Ma byc menczenica i gniezdzic sie u rodzicow? Kiedy inni przez 8 lat sa w stanie zarobic na kredyt? Potrafia po pracy przyztulic zone, zabawic ja a wieczorem porzadnie zerżnąć i jeszcze w nocy wstawac do dziecka? O tym Kolego Kosmiczny nie pomyslales. prawda?


kosmiczny nick napisał/a:

Nie bedzie mieć poczucia zdrady, poczucia klęski? Będzie umieć "normalnie" zyć z taką kobietą? Nie będą go trapić wątpliwości?

Wiesz? jesli go zdradzi z powodu jego niewiernosci, to nie powiinien miec do niej pretensji. Jesli zdradzi go, bo on byl winien, przelknie to. Jesli zdradzi bo byla durna - nie, nie zdzierzy i wygna za drzwi. Nie da sie normalnie żyć z niewierną żoną, jesli sie jest niewinnym niewiernosci. Ale jesli sie wepchnelo kobiete samemu w ramiona innego, mozna to odpokutowywac do konca zycia i dziekowac żonie gdy wraca widzac, ze jej maz zmadrzal. Sa to nieliczne wyjątki potwierdzajace tylko regułę, że gdy żona odchodzi to juz po wszystkim. A tak dla mnie najwazniejsze pytanie: Dlaczego Zalozyciel tego watku do tej pory ani razu nie zapytal: Czemu moja zona zainteresowana jest innym a nie mna? Odpowiem - BO NASZ ROZMOWCA UWAZA, ZE ONA NIE MA POWODU DO ZAINTERESOWANIA SIE INNYM. A to oznacza, ze nie ma sam odpowiedzi na to pytanie, i nie ma nawet watpliwosci. Innymi slowy - dla mnie to oznacza, ze ona ma powod ale On go nie zna! Wiec jeszcze pocierpi.

kosmiczny nick napisał/a:

No wybaczcie, ale o związek, o małżeństwo należy - w momencie kryzysu - walczyć ramię w ramię i razem, bez "pomocy" osób trzecich.

Ale frazes! Można wlaczyc ale tylko jesli jest o co i wiadomo o co! Jesli nie ma o co albo nie wiadomo o co - to najpierw trzeba sie dowiedziec, potem zrozumiec co zrobilo sie zle, poem dopiero mozna wspolnie, walczyc - jesli OBIE STRONY TEGO CHCA. Jesli chce tego tylko jedna a druga nie chce, to walka to nic innego jak pokazywanie swojej urazonej dumy. I jest bezskuteczna, bo na sile kochac sie nie da! :-)


kosmiczny nick napisał/a:

Tu są wszelkie przesłanki, by uznać, iż to małżeństwo nie przetrwa jeżeli Autor posłucha Waszych rad i spolegliwie posłucha małżonki...

Dobre, rozbawiles mnie. Tu nie ma zadnych przeslanej, ze to malzenstwo przetrwa czy nie przetrwa, bo malzonek nie mowi wszystkiego, bo po prostu tego nie wie. Przyszedl po rade -kogo poslucha a kogo nie poslucha, to jego rzecz. Jak madry, to poslucha madrych rad, jak nie madry, to poslucha takich, ktore uzna za madre- np. twoje smile


kosmiczny nick napisał/a:

Wspólna wyprowadzka "na swoje", ucięcie kontaktu z "przyjacielem". To postawa do dalszego ratowania związku. Inne rozwiązania prowadzą w krótkiej linii do prawnika i rozwodu... No chyba, ze Autor pozbawiony jest "męskiego atrybutu" i będzie czekać, czekać, czekać... Do usr...ej śmierci.

Wpolna przeprowadzka do nowego lokum ma sens, jesli przyczyny sytuacji leza po obu stronach albo po stronie meza i jesli brak wspolnego lokum jest jedna z przyczyn. jesli przyczyna jest inna, przeprowadzka nic nie da. Uciecie konkatu z przyjaciele ma sens, jesli to jest przyczyna kryzysu, ale ja nie stawiam na to. To skutek a nie przyczyzna. Jesli ustali sie przyczyne, usunie ja, skutek sam zniknie. Twoje rozwiazania bez rozpoznania przyczyn, sa g.... warte jak i moje :-)
I taka jest prawda. Zalozyciel watku nie wie czemu zona zainteresowala sie innym. Pewnie mu mowila wiele razy czego jej brak, ale tego nam tu nie napisal. Pewnie ignorowal to i nawet moze zapomnial. DOPIERO JAK WIDZI, ŻE JĄ TRACI - spowodowalo, ze zaczal sie przejmowac. Niestety z tego co pisze, nie stal sie wcale madrzejszy i raczej watpie, by to co planuje, dalo mu sukces.

I PS: Do urazonego Męża - napisz co Twoja żona od Ciebie oczekiwala? Co Ci wypominala, przypomnala, o co miala pretensje, czego nie zalatwiles, nie robiles... napisz co wedlug Ciebie oczekiwala, czego pragnela i czego jej nie dales. Moze wtedy sam zrozumiesz, czemu zainteresowala sie innym. I pamietaj, rozmawianie, sms-owanie, ukrywanie SMS-ow przed toba to nie oznaka zdrady, ale czestso jest to reakcja na czyjas chorobliwa zazdrosc. Ja nie interesuje sie smsami mojej zony, bo ufam zonie. Dlaczego nie interesuje sie telefonem zony? Bo nie mam powodow? Bo moze wiem, ze takie skrywanie telefonu to oznaka, ze mam co skrywac? A moze sobie niech zaglada, by wiedziala, ze jestem jej wierny., bo mnie zna? Wszytsko po trochu. Nie mam nic przciwko by miala kolegow i kolezanki - bo to nie jest zachecanie do zdrady. Inne samce kolo mojej zony zbowiazuja mnie i obliguja do nieustannych staran. Zreszta ja lubie, jak moja zone podrywaja, bo widze jak zona ma ubaw z ich spalawiania. Ja jestem samcem Alfa, wiec mnie too bawi - moja samica musi umiec byc ze mna. A elementem tego bycia jest zaufanie. Dlatego dbam by zawsze czula sie atrakcyjnie, by czula sie kobieco a ja staram sie, byc zawsze lepszym od nich. Bo gdy jestem lepszy od nich, moja zona majac wybor gorszy ode mnie i ja - zawsze wybierze mnie. I na tym polega madra milosc. I wybor na partnerke madrej (a nie tylko atrakcjnej) kobiety. I samemu trzeba znac swoja wartosc. Obawiam sie, ze na taka  Milosc Cie nie stac. A moze sie myle? To przekonaj sie sam czy jestes w stanie madrze kochac. Trzymam za Ciebie kciuki

Tak to wszystko prawda co mówisz wczoraj też mieliśmy rozmowę to samo mi powiedziała że o całokrztalt  naszego życia ze dużo razy mi mowila że jej się to i to nie podoba że wszyscy liczą tylko na nia i że ona ma wszystko na głowie ( ona ma prace zmianowa ja od 7 do 16 ) powiedziała ze dwa dni było dobrze a potem wszystko Wraca spowrotem. Twierdzi że nie lubie jej znajomych bo znimi nie umiem rozmawiac , ze nie chce z nią rozmawiać kompletna bzdura to wygląda tak po pracy przyjdzie to zapytam się co w pracy jak miną dzien ona odpowie 3 słowa i koniec muszę ją ciągnąć za język. Ale ja nie mówię że to nie jest moja wina może faktycznie za mało czasu jej poswiecalem za malo się wszystkim interesowalem jeżeli znalazła sobie oparcie w kimś innym i nie chodzi mi tu o zdradę bo w to nie wieżę znam ją 12 lat i wiem jak do tego podchodzi. To znaczy że ją nie rozumiem swoich błędów a ona nie chce mi powiedzieć bo ja sam to powinienem wiedzieć . Zamieszkać nie zabardzo chce mówiąc ze to nic dalej nie zmieni. Chyba faktycznie dopiero teraz uswiadamiam sobie że to wszystko moja wina tak to prawda jestem zazdrosnikiem staram sie to tlumic . Miała kilku kolegów o każdego bylem zazdrosny ale idiota ze mnie , teraz nawet niechce zemna rozmawiać bo znowu "zaczynam " zawsze to ona podejmowala decyzję bo ona byla czesciej w domu , ja praktyczni pracowałem przychodzilem to wtedy mieliśmy chwile dla siebie . Pytajcie jak o coś chcecie . Jak się zmienić jak jej udowo#nic że chce sie zmienić dla nas dla naszego małżeństwa dla dziecka. Bo to na to wyglada że ja muszę pracowac nad sobą.

28 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-01-24 16:39:48)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

No kur......  kocham ja i syna nie chce ich stracic , napewno nie jestem jakiego sobie wymazyla mam wady jak wszyscy ale to nieznaczy zeby skreslac osobe , mi sie wydaje ze chce sprawdzic czy sama da sobie rade w zyciu  dlatego potrzebuje mojej pomocy przy dziecku , jak sobie to uswiadomi to po co ja jej potrzebny zalamuje rece.

nie pociesze cie,niestety.........
twoja zona się nie opamięta poki ,,jej kolega,,nie zasadzi jej kopa w dupe....a to może potrwać,bo teraz jest u nich faza zalotow albo już ,,konsumpcji,, to zauroczenie,twoja zona wsiakla calkowice,skoro chce postawić na szali wasze  malzenstwo,nie mowi ci prawdy bo chce cie mieć w razie ,,W,, będziesz wyjściem awaryjnym,coz,smutne ale tak jest....

przestan sluchac tych jej wyrzutow,to sa farmazony,zeby swój tylek wybielić,to jest standard ,szuka baba sobie usprawiedliwienia,nie daj się wpedzic w poczucie winy,gacha sobie znalazła to ja teraz naszlo ze wszystko zle robiles

29 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2015-01-24 17:15:12)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
LUSILJU napisał/a:

...twoja zona wsiakla calkowice,skoro chce postawić na szali wasze  malzenstwo,nie mowi ciprawdy bo chce cie mieć w razie ,,W,, będziesz wyjściem awaryjnym,coz,smutne ale tak jest....
przestan sluchac tyh jej wyrzutow,to sa farmazony,zeby swój tylek wybielić,to jest standard ,szuka baba sobie usprawiedliwienia,nie daj się wpedzic w poczucie winy,gacha sobie znalazła to ja teraz naszlo ze wszystko zle robiles

Ano właśnie!
A wracając do wcześniejszej wypowiedzi Glosatora... No cóż, szczerze pisząc to niesamowicie irytuje mnie takie rozczłonkowywanie wypowiedzi, poddawane skrupulatnej analizie kazdego zdania i podważanie zasadnosci... Po co? By ....wykazać czyjąś indolencję? Wystarczyło podtrzymać własne zdanie i ewentualnie ogólnie ustosunkować sie do mojej wersji. Aż chciałoby się zrobic to samo i też "poćwiartować cała litanię. Ale jakoś nie bawi mnie słowna przepychanka i pisanie tekstów, których czytanie wymagałoby cierpliwosci i czasu... Zatem poprzestanę tylko na drobiazgach, jednocześnie podtrzymując swoje stanowisko.

Glosator napisał/a:

... jesli zona po 8 latach malzenstwa podejmuje ryzyko utraty zwiazku, ma to swoja przyczyne, o ktorej piszacy tu jej maz nie wie, i nie wie o niej nikt z tu piszacych. Ma przyczynę - to jest ważne. Tu na tym forum sa wpisy tysiecy kobiet wyjacych za mezem, ktorego nie maja, za zwiazkiem, domem i dziecmi, miloscia i rodzina. A tu mamy kobiete, ktora wdaje sie moze w nic nie znaczacy biorowy romans (jak podaje to jej maz) albo moze tylko sie zakumplowali. Nie widze tu wyjasnienia kwestii, czemu zona szuka znajomosci z innym mezczyzna? Nie wie tego jej maz, bo gdyby wiedzial, to by o tym napisal. Dlatego poradzilem mu, by sie nad ta przyczyna zastanowil. Znajac przyczyne, mozna sobie dospiewac reszte, lacznie z tym co nalezy zrobic, by zona dalej (znowu) go pokochala. Kochajaca kobieta szuka znajomosci z innym majac ku temu wazna przyczne (ważną dla niej nie dla męża - dla męża zwykle jest błacha). Jesli facet nie zna przyczyny, to kazde jego dzialanie jest dzialaniem na oślep - metodą trafi sie lub nie. Kobieta w innym szuka tego, czego nie ma u swojego faceta, chocby byl dobry, mial miedzy nogami super parowe, i sie staral. O ttym wielu Panow nie mysli - ty tez nie (wybacz)

Ok, szczegółów nie znamy. Znamy natomiast dziwna sytuację kilkuletniego małżeństwa wciąż mieszkajacego z teściami z powodu - wedle Autora - niechęci żony do zmiany lokum. Autor nie sprecyzował tego zagadnienia. O ile wciąż byli jakimś małżeństwem - jakim to trudno okreslic na podstawie zdawkowych informacji - o tyle zaczęło sie sypać najprawdopodobniej PO "zaprzyjaźnieniu się" z kolegą. Zdziwiłbym się, gdyby owa przyjaźń nie była powodem kryzysu. Nagle kolega stał sie powiernikiem, przyjacielem, zaufanym i ...ciekawszym, lepszym - a to automatycznie w rankingu obniżyło wartość małżonka. Zazwyczaj tak to przebiega... Fakt, pozostaje tu odpowiedź dlaczego małzonka zainteresowała sie innym? Może z nudów, moze znużona małżeństwem "stojącym w miejscu", może zdesperowana miałkoscią swego slubnego? Odpowiedź zna ona i częściowo Autor wątku... Ja zakładam, że oczarowana nowym znajomym zaczęła w trybie przyspieszonym dostrzegać bądź wyolbrzymiać sobie wady i mankamenty małżonka. To typowe...

Glosator napisał/a:

Nie napisales o czym swiadczy. Dla mnie swiadczy o jednym: nie ma tego w malzenstwie, wiec szuka tego poza nim za cene rozpadu wniosku, a to znaczy, ze tego czego nie ma jest dla niej najwazniejsze...
...Pan Małżonek już popełnił błędy wpychajac żone w ramiony moze jedynie kolegi - powiernika, ktory ja "lepiej rozumie" niż mąż...

...Świadczy o zauroczeniu innym, o przerzuceniu uwagi i zaangazowania na innego - czyli coś znanego pod pojęciem zdrady w wersji emocjonalnej. Kolega "lepiej rozumie" - to tylko sugeruje, iz został głęboko wtajemniczony w sprawy małżeństwa, a zdradzanie prywatnych spraw związku osobie trzeciej - to już jest chyba dla każdego oczywiste... Wydawało mi się...
"nie ma tego w malzenstwie, wiec szuka tego poza nim" - a nie może byc odwrotnie? Nieswiadomie zaitrygował ją inny, zaczęło ją to wciągać, aż doszła do takiego momentu, ze - na zasadach porównywania - nowość ją tak ujęła, iż przestała dostrzegać jakiekolwiek pozytywne cechy dotychczasowego partnera? Ile przypadków, gdzie małżeństwo funkcjonuje prawidłowo, a któras ze stron z nudów, z ciekawosci, na zasadzie eksperymentu zaczyna swą uwagę przenosić na kogoś trzeciego? I bynajmniej nie jest to efekt "braku czegoś tam" w małżeństwe... Byc moze i tu mamy z czymś takim do czynienia?

Glosator napisał/a:

Kolego, z tego co piszesz, podchodzisz do historii przedmowcy jak klasyczny samiec - prezacy muskuly i walczacy jak don Kiszot z wiatrakami. A zapomina sie o podstawach - kobieta jak po 8 latach i pomimo dziecka szuka czegos u innego mezczyzny, a nie u meza, zwykle pokazuje tym gestem mezowi -  nie dajesz mi tego czego potrzebuje wiec szukam tego gdzie indziej. Bo ma czegos mocno dosyc i potrafi swoja rodzine postawic na szali za to. A co to jest? Nie wie tego jej maz, wiec nikt z nas nie wie - Ty tez :-)

Co to jest? big_smile Wcześniej napisałem...

Glosator napisał/a:

Komiczny, a jak wroci to przymie?...Faceci preza muskuly, nadymaja sie, oskarzaja zony, kochanki, o wszystko nie zdajac sobie srpawy, ze tylko durna kobieta odejdzie od madrego, dojrzalego, troskliwego, przystojnego i zaradnego mezczyzny!
Kto chce wiec glupia kobiete? Tylko idiota...A moze on nasz przedmowca, jest niezaradnym pieprz...nym leniem, nie podejmujacym wysilku o troske o zone, o dziecko, bo nie ma casu smile To co? Ma byc menczenica i gniezdzic sie u rodzicow?...O tym Kolego Kosmiczny nie pomyslales. prawda?

Pomyslałem. Zadałem też na ten temat wczesniej pytanie, o ile zauwazyłeś... Nie jestem "komiczny" - pragnę zauważyc...
Chcesz mi tu cos udowodnić?

Glosator napisał/a:

Wiesz? jesli go zdradzi z powodu jego niewiernosci, to nie powiinien miec do niej pretensji. Jesli zdradzi go, bo on byl winien, przelknie to. Jesli zdradzi bo byla durna - nie, nie zdzierzy i wygna za drzwi. Nie da sie normalnie żyć z niewierną żoną, jesli sie jest niewinnym niewiernosci. Ale jesli sie wepchnelo kobiete samemu w ramiona innego, mozna to odpokutowywac do konca zycia i dziekowac żonie gdy wraca widzac, ze jej maz zmadrzal.

Ciekaw jestem na czego podstawie zakładasz, iz Autor w jakis sposób zawinił? Nie zawsze jakaś reakcja (tu postępowanie małżonki) jest czymś uzasadniona. Wcześniej zapytałem o mieszkanie "na kupie" z teściami - Autor wyjasnił, że żona nie chciała sie wyprowadzać pełna obaw...

Glosator napisał/a:
kosmiczny nick napisał/a:

No wybaczcie, ale o związek, o małżeństwo należy - w momencie kryzysu - walczyć ramię w ramię i razem, bez "pomocy" osób trzecich.

Ale frazes! Można wlaczyc ale tylko jesli jest o co i wiadomo o co! Jesli nie ma o co albo nie wiadomo o co - to najpierw trzeba sie dowiedziec, potem zrozumiec co zrobilo sie zle, poem dopiero mozna wspolnie, walczyc - jesli OBIE STRONY TEGO CHCA. Jesli chce tego tylko jedna a druga nie chce, to walka to nic innego jak pokazywanie swojej urazonej dumy. I jest bezskuteczna, bo na sile kochac sie nie da! :-)

To też frazes... Wybacz, ale widzę, że celujesz tu - od niedawna będąc - w pisaniu w sposób mało obojetny... Nawet jesli to frazes, to, co napisałem - jest to chyba oczywistość. Sugerując Autorowi odejście, czyli poddanie się - sugerujesz brak juz mozliwości takiej formy ratowania związku i zdanie sie tylko na "widzimisię" małzonki w amoku.

Glosator napisał/a:
kosmiczny nick napisał/a:

Tu są wszelkie przesłanki, by uznać, iż to małżeństwo nie przetrwa jeżeli Autor posłucha Waszych rad i spolegliwie posłucha małżonki...

Dobre, rozbawiles mnie. Tu nie ma zadnych przeslanej, ze to malzenstwo przetrwa czy nie przetrwa, bo malzonek nie mowi wszystkiego, bo po prostu tego nie wie. Przyszedl po rade -kogo poslucha a kogo nie poslucha, to jego rzecz. Jak madry, to poslucha madrych rad, jak nie madry, to poslucha takich, ktore uzna za madre- np. twoje smile

Rozumiem, ze własne uważasz za mądrzejsze... Skoro tak uważasz -ok. Ja mam swoje wyrażone zdanie i na nim poprzestanę. Nie mam w naturze - w przeciwieństwie do Ciebie - pisania w tak irytujacy rozmówcę sposób: poprzez insynuację, wysmianie czy wykazanie bezzasadnosci. Mnie jakoś nie przekonałeś do swojego stanowiska. Moze za bardzo skupiłeś się na wykazywaniu mankamentów moich spostrzeżeń? Nie będę się posuwać dalej do takiej ...analitycznej i irytującej formy - najzwyczajniej mnie to nie bawi big_smile
I Tobie też zalecam trochę ważenia własnych słów i formy odpowiedzi...

30

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Cieszy mnie, ze Autor watku zaczyna myslec. Widzi wreszie, ze popelnil blad, przyznal sie, ze byl zazdrosny. Z tego co piszesz Brachu, masz o czym myslec. Musisz zebrac mysli, ja napisalem juz wszystko. Nie mam zamiaru przekonywac Kosmicznego Nicka, ze jest madrzejszy ode mnie. Wazne, ze widzisz, ze Zona miala prawo miec Cie dosyc. Tak, teraz bedzie bolalo, ale pamietaj, ze na bledach ludzie sie uczą. Czy Żona zobaczy, ze sie znieniasz? Jesli zaczniesz sie zmieniac, to zauwazy. Problemem jest, czy Ty sie zaczniesz zmieniac. Napisales, ze wszystkie zmiany poprzednie byly jak słomiany ogień i ona ajuz nie liczy na trwala zmiane. Wiec musisz sie spieszyc. Szybka wyprowadzka to moim zdaniem dobry krok. Jak napisalem. Widzac oddalajacego sie czlowieka, kobieta odkryje puste miejsce. Po Tobie. Jak zobaczyz, ze sie zmieniasz (a zobaczy - bedzie ciekawa jak sobie radzisz, zapewniam) wtedy musisz pokazac, ze sie zmnieniasz. Chorobliwa zazdrosc niszczy wiele zwiazkow. Jeszcze wiecej juz zniszczylo. Wiele kobiet nienawidzi zazdrosci, reszta kocha te madra zazdrosc, o ktorej napisalem Ci.
Teraz wszystko co bedziesz robic, ona oceni jako dzialanie na pokaz. Meczenie jej sprawi, ze bedzie uciekac. Jak znikniesz, tamten facet zrozumie, ze musi sie zaangazowac. Watpie, by chcial. Romans rzadko przemienia sie w zaangazowanie powazne. Jest duze prawdopodobienstwo, ze jak naprawde zrozumiesz swoje bledy (sam, bo cokolwiek Ci ludzie napisza, nie za bardzo bedziez w to wierzyl, wiec musisz sprawdzic to sam i sam wszystko odkryc) to zaczniesz sie zmieniac na lepsze. Ja tez kiedys bylem dupkiem. Odkryycie tego jest bolesne, ale wyzwala w nas proces dojrzewnia. Tego Ci zycze. Wiem, ze teraz kombinujesz i zrobisz wszystko, by to co bylo wrocilo. Ale im szybciej zrozumiesz, ze to se newrati, uczyni Cie szybko lepszym. Nie siedz tutaj - spisz sobie jej wszystkie zarzuty - zobacz, do czego prowadzi ignorowanie kobiety. To co robiles zle dla zony, zrobisz zle i dla innych jesli tego co to powoduje u siebie nie zniwelujesz. I dzialaj. uzalanie sie nad soba nic Ci nie da. Byles durniem, mozesz sie tylko modlic, ze zona doceni to, co zdazysz zrobic teraz. I sie w pol kroku powstryzma wierzac, ze tym razem bedzie to trwalsze. Ale jak bedzie walczyl o nia zamiast walczyc o Was, czyli zaczac od siebie i naprawiac bledy oraz szybko dojrzewac, moze byc za pozno. I z tym musisz sie tez pogodzic. Dzialaj i wierz mocno, ze to pomoze. ale jak nie pomoze, to poboli i z kims innym bedzie juz lepiej. Bedziesz bowiem madrzejszy. 3mam kciuki

31 Ostatnio edytowany przez Glosator (2015-01-24 17:55:53)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Kosmiczny Nick - powiem krotko, opowiedz kolegi pokazuje, ze mnie zrozumial. Ty mozez to ,co pisze uznac za gleboko durne. Mam w d.... to, czy Ci sie to, co pisze podoba czy nie. Ja nie pisze tego by Ci sie to podobalo. Mam tez gdzies to, co o mnie myslisz. Moge dla Ciebie byc skonczonym idiotą. Dla ludzi myslacych, ktorzy beda mnie czytac ze zrozumieniem, to oni ocenia, czy to co pisze jest madrzejsze czy glupsze od tego co ty piszesz. To nie konkurs pieknosci.
Przyjmij do wiadomosci, ze nie interesuje mnie to, co Ci sie we mnie i w tym co i jak pisze - podoba czy nie. jak chcesz, odpisuj, jak nie chcesz nie odpisuj. Swiat przez to co piszesz nie jest piekniejszy. Wiele rzeczy w tym co pisze nie zrozumiesz. Pociesze Cie, nie bedziesz jedynym. Dla mnie wazne jest, aby osoba, do ktorej kieruje slowa, zrozumiala co pisze. Nie ty byles adresatem. Ja tylko prostowalem to co napisales. Bos mnie nie zrozumial. Ludzie pisza w necie nie tylko wierszami ale i pomiedzy nimi. Na bazie tego co ktos pisze, mozna (jesli ma sie takie zdolnosci i wiedze) odczytac wiele miedzy wierszami. O tym, co sie dzieje w zwiazku Autora - widac po tym czego nie napisal. Wiec nie bede Ci tlumaczyl, gdzie Autor Watku napisal, ze popelnil blad. Jak widzisz w pozniejszej wypowiedzi, uzmyslowil sobie to co ja zobaczylem. I to go boli. Jak chcesz ze mna pogadac, to zaloz jakis watek. Nie mam zamiaru Ci tlumaczyc czegos, czego nie rozumiesz. Nie chce tez zasmiecac watku prywatnym off topic'iem - nie chce rozgniewac Admina. Ale jak zapytasz czego konkretnie nie rozumiesz, to Ci poświece czas.
Ja czesto cytuje wypowiedzi, do ktorych sie odnosze. By bylo wadomo o czym pisze.Tak lubie - przyzwyczjaj sie, albo mnie nie czytaj. Teraz napisalem ogolnie, pasuje?

Pozdrawiam

32

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Jestem kobietą i jestem absolutnie zdania, ze autor wątku powinien się wyprowadzic, ale zachowac odpowiednią formę tegoż. Glosator o tym pisze ale nie wprost, a ludziom trzeba czasem bardzo wprost. On sie nie może wyprowadzic z pozycji zbitego psa, wypędzonego na śnieg. On się musi wyprowadzić jak męzczyzna. I jak mężczyzna żyć sam, choc nie ucinac kontaktu choćby ze wzgl na syna. Musi znaleźć sposób żeby ona "widziała" jak on zyje. Pojśc na siłownie, dobrze wyglądać, byc atrakcyjnym pod każdymj względem. I zachowac głowę w pionie a nie pochyloną w oczekiwaniu na cios. Tylko wtedy jest szansa, że ona zobaczy w nim samca, którego traci. Samca, który znów jest atrakcyjny dla innych samic. No wybaczcie ale tak to działa. To jest trudne ale do zrobienia. A on albo chce walczyć, albo oddac swoja panią walkowerem. Jego wybór. A jesli ona w takiej sytuacji nie dostrzeze nic to nie dostrzeże juz nigdy. Jesli zostanie przy niej to będzie dla niej opcją,a nie świadomym wyborem. Opcją która ona wybierze, kiedy ten nowy adorator ewentualnie zniknie. Opcją, która będzie złem koniecznym az znów sie ktos pojawi na horyzoncie.

33 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-01-24 18:15:26)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
kivikivi napisał/a:

Jestem kobietą i jestem absolutnie zdania, ze autor wątku powinien się wyprowadzic, ale zachowac odpowiednią formę tegoż. Glosator o tym pisze ale nie wprost, a ludziom trzeba czasem bardzo wprost. On sie nie może wyprowadzic z pozycji zbitego psa, wypędzonego na śnieg. On się musi wyprowadzić jak męzczyzna. I jak mężczyzna żyć sam, choc nie ucinac kontaktu choćby ze wzgl na syna. Musi znaleźć sposób żeby ona "widziała" jak on zyje. Pojśc na siłownie, dobrze wyglądać, byc atrakcyjnym pod każdymj względem. I zachowac głowę w pionie a nie pochyloną w oczekiwaniu na cios. Tylko wtedy jest szansa, że ona zobaczy w nim samca, którego traci. Samca, który znów jest atrakcyjny dla innych samic. No wybaczcie ale tak to działa. To jest trudne ale do zrobienia. A on albo chce walczyć, albo oddac swoja panią walkowerem. Jego wybór. A jesli ona w takiej sytuacji nie dostrzeze nic to nie dostrzeże juz nigdy. Jesli zostanie przy niej to będzie dla niej opcją,a nie świadomym wyborem. Opcją która ona wybierze, kiedy ten nowy adorator ewentualnie zniknie. Opcją, która będzie złem koniecznym az znów sie ktos pojawi na horyzoncie.

Autorze, dokładnie. Zgadzam się z przedmówcami (choć samica by mi nie przeszło przez usta wink). Podetniesz jej w ten sposób gałąź i zmusisz do myślenia. Do myślenia, użycia rozumu. To jest jedyny sposób postępowania, gdzie możesz coś wygrać. Zobaczysz i ocenisz w czasie czy było to możliwe (ta metoda to wykryje). Teraz skup się na sobie, przemyśl własne błędy popełnione względem jej, małżeństwa. Tak samo jak ona musisz włączyć rozum. Zmiana otoczenia doskonale ci w tym pomoże. Trzymam kciuki.

34

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Rzuc ja stary skoro ona twierdzi, że to jej prywatność a jest twoja zona i macie syna razem i ona tajeminice przed toba ma to nie jest ciebie warta znajdziesz lepsza co nie bedzie miec przed toba tajemnic.

35 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2015-01-24 19:21:19)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Glosator...
Skoro wypowiedzi katalogujesz na głupie (czyjeś) i mądre (własne) nie dopuszczając do świadomosci istnienia innego zdania na zasadzie albo/albo - nie ma o czym tu dyskutować. Fakt, mnie też to ryra... Nie ma potrzeby "prostowania" moich wypowiedzi, bo nie masz tu podstaw do bycia wyrocznia i piewcą nieomylności smile i - wybacz - nie wymagam "korekty" i nauk big_smile
Rzeczywiście, mnie też jest całkiem obojetne czy przekonam kogoś czy nie - wyrażam tylko własne zdanie bez "dopi...nia się" do wypowiedzi innych na takich - jakie prezentujesz - zasadach.  Szkoda, że zarzucajac innym "nierozumienia" sam uzurpujesz sobie prawo do rozumienia (ale tego WŁASCIWEGO) wszystkiego. Mam swoje niezalezne zdanie i tyle. Nie odczuwam też jakoś potrzeby na dalszą konwersację - wystarczy, ze nie będziemy wchodzić sobie w drogę w taki jak obecnie sposób. Przyjaciółmi chyba nie zostaniemy smile To tyle.
A wracajac do meritum:
Autor dokonał samobiczowania dając pożywkę... smile
Pytałem wcześniej (jak wyglądały Wasze relacje w małżeństwie? Jak odnosiliscie sie do siebie, jak często miały miejsce kłótnie, o co, przez kogo wszczynane? Jaką "pozycję" w całej rodzinnej "hierarchi" zajmowałeś? Jako równorzędny mieszkaniec, jako mąż mieszkający "kątem" jako pomiot od czarnej roboty?), zadałem kilka istotnych pytań - szkoda, że wcześniej nie napisałes Autorze tych słów.
W sumie jesli małżonka miewała "kolegów" na takich - jak obecny - zasadach, objawy zazdrosci były w jakimś sensie uzasadnione... Nadal na postawione pytania nie odpowiedziałes wyczerpujaco...
Skoro wspomniałeś, iż miały z Twojej strony "sceny zazdrosci" - w jakich okolicznosciach? Jak wyglądały Wasze relacje w małżeństwie? To istotne... Pisałeś o charakterze pracy: Ty do 16, żona na zmiany. W czym problem? Znam pracę w stałych godzinach, wyczerpującą i znam (ze szczerych opowieści) pracę "na zmiany", gdzie w nocy się śpi/ogląda filmy/gra). Jest jakaś róznica w Waszym zaangażowaniu w dotychczasowym budowaniu rodziny? Jak wyglądało Wasze życie, Twój udział w prowadzeniu domu, opiece nad dzieckiem? Byłeś bezwolny zrzucajac wszelkie decyzje na żonę? Jak wyglądały relacje z teściami? Czy rzeczywiście aż tak pasowało Tobie i małżonce zycie "na kupie" z tesciami przez tyle lat?

36

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

A dlaczego jeśli w związku się nie układa, gdy kobieta rozmawia z kimś innym, to zawsze wina tego, że facet nie daje tyle ile powinien ?
Ktoś tam wymyślił taką teorię widać i każdy powtarza ją wiecznie. Gdyby to facet pisał z kobietą, związek się nie układał wina byłaby po stronie faceta, a nie myślenie, że to wina małżonki, że on nie zabiega tyle o nią już.
Każdy ma swój rozum i ten kto szuka szczęścia poza związkiem będącym w związku jest winny, czy to facet czy kobieta.

37

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

A co sadzicie by nie wyprowadzić sie ale dać jej spokój nie kłócić się pracować nad sobą  dać jej swob9de .

38

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

A co sadzicie by nie wyprowadzić sie ale dać jej spokój nie kłócić się pracować nad sobą  dać jej swob9de .

To jakie wobec tego mialeś z nią relacje? A teściowie? Bo stwierdziłeś - "nie kłócic się"...

Co Ty jej zrobiłeś? Jej tutaj nie ma. Nie może sie bronić.

39

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Sponiewierana napisał/a:
rozczarowany życiem30 napisał/a:

A co sadzicie by nie wyprowadzić sie ale dać jej spokuj nie kłócić się pracować nad sobą  dać jej swob9de .

To jakie wobec tego mialeś z nią relacje? A teściowie? Bo stwierdziłeś - "nie kłócic się"...

Co Ty jej zrobiłeś? Jej tutaj nie ma. Nie może sie bronić.

Nie kłócić się bo od jakiegoś miesiaca nie umiemy że soba rozmawiać wychodzi wszystko awantura bo ja się czepiam bo ja mam jakieś ale że poważne tematy olewam , np. Miesiąc mialem przerwy w pracy więc zajelem się dzieckiem. Ale i tak była awantura bo ja siedze w domu jak pracuje to jest problem bo czasami pracuje dłużej. I znowu z długo , chciałem żeby mi odp. Co z tymi sms i dzwonieniem też się zdenerwowala bo ja oskarzam niewiadomo o co . Zapytałem czy mnie kocha i zależy jej na nas stwierdziła że musi się zastanowić przez kilka dni nie umiała mi odpowiedzieć , wyjechałem z granicę na tydzień po przyjeździe spytałem czy tesknila choć trochę odp. Niemialam kiedy.    Konkretnie porozm!wialismy kilka dni temu żeby wszystko mi wyjaśniła niby ma już dosc jest przytloczona chce odpoczac  , i ze nie potrzebni oskazam tego kolegę bo on nie jest niczemu winny trafił miedzy młotem a kowadlo że miedzy nami było już dawno źle tylko zacisnela zeby i nic nie mówiła.

40

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
kosmiczny nick napisał/a:

Glosator...
Skoro wypowiedzi katalogujesz na głupie (czyjeś) i mądre (własne) nie dopuszczając do świadomosci istnienia innego zdania na zasadzie albo/albo - nie ma o czym tu dyskutować.

Sluchaj, ja mam juz u Ciebie przerabane, bo nie wpilem Ci sie w usta i nie zachwycilem twoimi tekstami. Ok, przykmuje to co napisales, ale jak nie ma czego dyskutowac, to czemu dyskutujesz?
Bo musisz miec ostatnie zdanie? Tak - ludzie sa rozni - sa madrzy, glupi, szukajacy, etc. Wypowiadaja rozne zdania, wsrod nich zdania madre, glupie i nic nie wnoszace do sprawy. ja nic nie kataloguje jak mi imputujesz. Ja tobie to rybka, to idz swoja droga i przestan sie publicznie zalic jak rozlazla baba. Nie jestem wyrocznia, jestem przypadkowym przechodniem, zaproszonym tutaj i sobie czytam i odpisuje i nie pretenduje tutaj do jakiejkolwiek roli. Moge nawet sie zgodzic z niektorymi, ze jestem glupi jesli im to da satysfakcje. Imputujesz mi tutaj, ze jestem wyrocznia albo piewca nieomylnosci. Nie, nie jestem - po prostu mam swoje zdanie. Mam tez wlasna strone i nawet tam pojawiaja sie jakies osoby, ktore musza wyrazac tak jak Ty swoje niezadowolenia z tego, ze jestem i mam inne zdanie. Tak, mam inne zdanie niz Ty i mozesz to wpisac sobie w kajecik Nie jestem Toba ty mna i dlatego jestesmy rozni i mamy inny punkt widzenia. Nie musisz sie od razu na mnie wsciekac. Szkoda zdrowia i nerwow. Niepotrzebnie sie denerwujesz. Nie interesuje mnie tez twoje zdanie jesli mnie samego ono nie zainteresuje - jak uznam znowu, ze cos piszesz co wymaga sprostowania, to ja to napisze, czy Ci sie to podoba czy nie. Ja sobie zdaje sprawe z potegi slowa i czuje sie odpowiedzialny za slowa. Dlatego jak widze, ze ktos pisze bzdure a ktos inny moze sie tego posluchac i zrobi sobie krzywde, to zainterweniuje zawsze. Ja pisze tutaj i powiem Ci, ze widzac odpowiedzi innych rozumiem, ze moze Cie frustrowac, ze tyle osob ma inne zdanie niz TY :-) Nie łam sie, to naprawde nic strasznego. Moze kiedyś Ty bedziesz mial racje i ludzie będą mieli racje z Tobą a ja będe sie mylił :-) Tak wyglada życie.

To kto ma racje w dyskusji nie jest wynikiem przekonania Panie Kosmiczny Nick. Ale efektem tego co inne osoby z tego co piszemy uznaja za sensowne. Nie ty i nie ja - mamy racje, ale racje moze przyznac nam ta osoba, ktora stwierdzi, ze mamy racje. Ja i Ty mamy przekonanie, iz mamy racje. Dlatego Ty sie tak obruszasz i denerwujesz, bo wkurza Cie to. Ale nie przejmuj sie. Ja moge miec przekonanie, ale dopiero jak moj rozmowca, do ktorego adresuje slowa, albo osoby, ktore mnie przeczytaja, powiedza, że mam racje - to dopiero daje mi przekonanie, ze moge mieć racje. Do tego czasu dziele się tylko tym co wiem, co czuje ze jest sensowne, logiczne. Poniewaz mam te szkole podstawową skonczoną, jestem w stanie ocenic, czy to co ktos pisze jest logiczne, ma sens i jest madre. Tak samo moge ocenic ze cos jest glupie. Po to mam mozg, po to jest pofaldowany, by umiec odróżniać rzeczy madre od glupich i powiem Ci, ze jesli mi sie to udaje, to jestem caly happy smile
Moze trudno Ci uwierzyc, ale niczego sobie nie uzurpuje. Jestem poczatkujacym Forumowiczem i chce by tak pozostalo. Pewnie za jakis czas - to tez Cie wkurzy - pojawi sie grono osob, ktore bedzie przyznawalo mi racje i grupa innych, ktorych moje wypowiedzi beda wkurzaly tak jak Ciebie. To tez jest normalne. :-) Prosisz mnie, bym nie wchodzil Ci w droge - niestety musze odmowic. Będe czytal wypowiedzi jakie chce, odpowiadał na takie czy inne. Zapewniam Cie, ze nie bede marnowal czasu na niektore wypowiedzi. Ale jak w pewnym momencie sie w końcu zorientujesz, ze mna nie ma łatwo :-) Widzisz, ja już jestem starym wygą. Parę osób w koncu rozszyfruje Ci, kim jestem i wedy zrozumiesz, że kopiesz sie z kobyłą. Cieszę się, że mamy rozne zdania bo nie bedzie nudno. Nie jestem tu by szukac przyjaciol, ale za jakis czas, jak sie uwolnisz od uprzedzen sam odkryjesz, ze pisze z sensem :-) Nie zaklinam sie, ze nawet mnie polubisz. Jak nie polubisz, swiat nie zniknie smile

A wracajac do meritum:
Autor niedokonał samobiczowania ale zaczął słuchać i myśleć smile i to dobrze. Ty to nazwałeś biczowaniem dlatego gdybys znalazl sie na jego miejscu, Twoj zwiazek by sie juz skonczyl.

Zazdrosc nigdy nie jest uzasadniona. Uzasadniona jest wolnosc. Zazdrosc jest katem milosci i zwiazku. Wyrazem miłosci jest zaufanie - zazdrosc, jest zaprzeczeniem zaufania. Jesli ktos nie ufa, to zaczyna zazdroscic. Mozesz założyc, ze kazda kobieta ma kolegow. Tylko ciepłe kluchy, nie maja kolegow. Ale kazda normalna kobieta ma kolegow - w pracy, ze szkoły, sąsiada, kolege z autobusu, sprzedawce na stacji benzynowej. Jak jest atrakcyjna, to ma ich na pęczki. A jesli to jej partnera denerwuje, to dla partnera jest tylko gorzej. Dlatego objawy zazdrosci nie sa uzasadnione. Zazdrosc tylko źle świadczy o zazdrośniku smile Autor Wątku - zamęczyl swoja partnerkę swoja zazdroscia. Nawet jestem pewien, ze ona powiedziala mu prawde - ze jej kolega, jest tylko ofiara, ze miedzy nimi do niczego nie doszło. Widzisz, zazdrość mądra polega na tym, ze kobiety kochaja uwodzic i być uwodzone. Lubia budzic zazdrosc, takze innych kobiet. Nie robia tego by zwiazki, relacje niszczyc, ale by czuc sie kobieco. Madry mezczyzna potrafi swietnie to wykorzystywac by kobiete ze soba bardziej zwiazac, by ja ta gra zwiazala mocniej. Jak napisałem a co zlałeś i nadal zlewasz, gdyby to nasz Autor, zaczal budzic zazdrosc swojej zony, ona by zaraz zapomniala o sprawie. Ale ja zameczyl, co zreszta mu ona sama opisala a co Autor juz nam zdarzyl potwierdzic. Wiec zamiast sie dalej madrzyc, czytaj to co Pan pisze. Widzisz Kosmiczny, On już wszystko powiedzial a Ty ciagle zadajesz pytanie jakbys robil koledze psychoanalize. Chcesz by czlowiek Ci wszystko opowiedzial a ja twierdze, ze to zbyteczne. On juz wie, ze zameczyl zone swoimi podejrzeniami, ze ja zaniedbal i juz wie, ze ona chce odpoczac, chce zatesknic, i prosi go by dal jej odpoczac. Kobieta jest juz zaduszona jego natarczywoscia, neofity, ktory teraz kiedy w niej wszystko juz tylko burzy, wscieka - on chce kochac, i sie poprawiac. Powiem wiecej, ja ją rozumiem. Dlugie 8 lat dawala mu mocniejsze, lub slabsze sygnaly, dawala szanse, tlumaczyla, wykrzykiwala mu podczas klotni - to co dla niej bylo wazne, istotne najwazniejsze a on raz posluchal raz nie ale generalnie to olewal. Najpierw wkurzal ja seks, potem byla zmeczona, a na koncu miala juz dosyc. Dosyc obietnic na dwa dni, dosyc zapewnien be pokrycia. Nagle chciala poczuc sie kobieta, a nie kobietronem. No i pojawil sie kolega, ktory zaczal ja rozumiec. Jak sprawa wyszla, zamiast sie zapytac - pogadac, zamienil sie w Taliba, w strasz Proroka, ktora zaczela ja nekac, przypominac o zasadach. Ja sam bym sie w koncu przespal z facetem, by jesli wracajac do domu miec awamtury, wyrzuty i oskazenia, ze cos zrobilam zlego, w koncu sie przespala z tym facetem, by chociaz jedna awantura dala jej jakas pipeprzona satysfakcje. Tak - tak to dziala Najmadrzejszy Kosmiczny :-) A Ty dalej zadawaj swoje pytania. Cale tabuny facetow niszczy swoje zwiazki swoimi poderjzeniami a i tak 36% facetow utrzymuje nie swoje dzieci :)Tak Kolego - 36% facetow jest ojcami nie swoich dzieci i nie maja o tym zielonego pojecia. Nie wiedza nawet czemu kobiety zdradzaja! IO czemu wiele kobiet z nimi tylko jest. Oni czuja sie madrymi samcami, majacymi wierna kobiete przy sobie. Nie wiedza, ze tak jak faceci w polowie zdradzaja swoje zony, tak zony w polowie zdradzaja swoich mezow. To co rozni kobiety i mezczyzn, to fakt, ze kobieta zawsze zdradzajac ma powod.

Wiesz, Kosmiczny - zrobiles przesluchanie Autorowi Watku, zadajac mase pytan. Zapewniam Cie, ze odpowiedzi jakie bys uslyszal i tak doprowadzily by Cie do zlej diagnozy. Wiesz czemu?
On naprawde nie wie czemu jego zona ma go serdecznie dosc. Ty tez nie wiesz. Pociesze., ja sie tylko domyslam... A teraz ze mna nie dyskutuj, bo nie ja mam problem smile
Dobranoc

41 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2015-01-24 22:34:56)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Glosator napisał/a:

...zrobiles przesluchanie Autorowi Watku, zadajac mase pytan. Zapewniam Cie, ze odpowiedzi jakie bys uslyszal i tak doprowadzily by Cie do zlej diagnozy. Wiesz czemu?
On naprawde nie wie czemu jego zona ma go serdecznie dosc. Ty tez nie wiesz. Pociesze., ja sie tylko domyslam... A teraz ze mna nie dyskutuj, bo nie ja mam problem smile
Dobranoc

Łaskawie już się ..., innymi słowy: zejdź ze mnie i zajmij sie pisaniem  - nie do mnie - a do Autora wątku. Jest pewna róznica między rozmową a "rozmową", gdy ścieraja się rózne poglady. Tą pierwszą cechuje inteligentne wykazywanie zasadności własnych argumentów, tą drugą: umniejszanie wartości tez głoszonych przez interlokutora...
Nie odczuwam potrzeby prowadzenia w taki sposób rozmowy z wątkiem w tle, "miszczu".

42

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Glosator napisał/a:
kosmiczny nick napisał/a:

Glosator...
Skoro wypowiedzi katalogujesz na głupie (czyjeś) i mądre (własne) nie dopuszczając do świadomosci istnienia innego zdania na zasadzie albo/albo - nie ma o czym tu dyskutować.

Sluchaj, ja mam juz u Ciebie przerabane, bo nie wpilem Ci sie w usta i nie zachwycilem twoimi tekstami. Ok, przykmuje to co napisales, ale jak nie ma czego dyskutowac, to czemu dyskutujesz?
Bo musisz miec ostatnie zdanie? Tak - ludzie sa rozni - sa madrzy, glupi, szukajacy, etc. Wypowiadaja rozne zdania, wsrod nich zdania madre, glupie i nic nie wnoszace do sprawy. ja nic nie kataloguje jak mi imputujesz. Ja tobie to rybka, to idz swoja droga i przestan sie publicznie zalic jak rozlazla baba. Nie jestem wyrocznia, jestem przypadkowym przechodniem, zaproszonym tutaj i sobie czytam i odpisuje i nie pretenduje tutaj do jakiejkolwiek roli. Moge nawet sie zgodzic z niektorymi, ze jestem glupi jesli im to da satysfakcje. Imputujesz mi tutaj, ze jestem wyrocznia albo piewca nieomylnosci. Nie, nie jestem - po prostu mam swoje zdanie. Mam tez wlasna strone i nawet tam pojawiaja sie jakies osoby, ktore musza wyrazac tak jak Ty swoje niezadowolenia z tego, ze jestem i mam inne zdanie. Tak, mam inne zdanie niz Ty i mozesz to wpisac sobie w kajecik Nie jestem Toba ty mna i dlatego jestesmy rozni i mamy inny punkt widzenia. Nie musisz sie od razu na mnie wsciekac. Szkoda zdrowia i nerwow. Niepotrzebnie sie denerwujesz. Nie interesuje mnie tez twoje zdanie jesli mnie samego ono nie zainteresuje - jak uznam znowu, ze cos piszesz co wymaga sprostowania, to ja to napisze, czy Ci sie to podoba czy nie. Ja sobie zdaje sprawe z potegi slowa i czuje sie odpowiedzialny za slowa. Dlatego jak widze, ze ktos pisze bzdure a ktos inny moze sie tego posluchac i zrobi sobie krzywde, to zainterweniuje zawsze. Ja pisze tutaj i powiem Ci, ze widzac odpowiedzi innych rozumiem, ze moze Cie frustrowac, ze tyle osob ma inne zdanie niz TY :-) Nie łam sie, to naprawde nic strasznego. Moze kiedyś Ty bedziesz mial racje i ludzie będą mieli racje z Tobą a ja będe sie mylił :-) Tak wyglada życie.

To kto ma racje w dyskusji nie jest wynikiem przekonania Panie Kosmiczny Nick. Ale efektem tego co inne osoby z tego co piszemy uznaja za sensowne. Nie ty i nie ja - mamy racje, ale racje moze przyznac nam ta osoba, ktora stwierdzi, ze mamy racje. Ja i Ty mamy przekonanie, iz mamy racje. Dlatego Ty sie tak obruszasz i denerwujesz, bo wkurza Cie to. Ale nie przejmuj sie. Ja moge miec przekonanie, ale dopiero jak moj rozmowca, do ktorego adresuje slowa, albo osoby, ktore mnie przeczytaja, powiedza, że mam racje - to dopiero daje mi przekonanie, ze moge mieć racje. Do tego czasu dziele się tylko tym co wiem, co czuje ze jest sensowne, logiczne. Poniewaz mam te szkole podstawową skonczoną, jestem w stanie ocenic, czy to co ktos pisze jest logiczne, ma sens i jest madre. Tak samo moge ocenic ze cos jest glupie. Po to mam mozg, po to jest pofaldowany, by umiec odróżniać rzeczy madre od glupich i powiem Ci, ze jesli mi sie to udaje, to jestem caly happy smile
Moze trudno Ci uwierzyc, ale niczego sobie nie uzurpuje. Jestem poczatkujacym Forumowiczem i chce by tak pozostalo. Pewnie za jakis czas - to tez Cie wkurzy - pojawi sie grono osob, ktore bedzie przyznawalo mi racje i grupa innych, ktorych moje wypowiedzi beda wkurzaly tak jak Ciebie. To tez jest normalne. :-) Prosisz mnie, bym nie wchodzil Ci w droge - niestety musze odmowic. Będe czytal wypowiedzi jakie chce, odpowiadał na takie czy inne. Zapewniam Cie, ze nie bede marnowal czasu na niektore wypowiedzi. Ale jak w pewnym momencie sie w końcu zorientujesz, ze mna nie ma łatwo :-) Widzisz, ja już jestem starym wygą. Parę osób w koncu rozszyfruje Ci, kim jestem i wedy zrozumiesz, że kopiesz sie z kobyłą. Cieszę się, że mamy rozne zdania bo nie bedzie nudno. Nie jestem tu by szukac przyjaciol, ale za jakis czas, jak sie uwolnisz od uprzedzen sam odkryjesz, ze pisze z sensem :-) Nie zaklinam sie, ze nawet mnie polubisz. Jak nie polubisz, swiat nie zniknie smile

A wracajac do meritum:
Autor niedokonał samobiczowania ale zaczął słuchać i myśleć smile i to dobrze. Ty to nazwałeś biczowaniem dlatego gdybys znalazl sie na jego miejscu, Twoj zwiazek by sie juz skonczyl.

Zazdrosc nigdy nie jest uzasadniona. Uzasadniona jest wolnosc. Zazdrosc jest katem milosci i zwiazku. Wyrazem miłosci jest zaufanie - zazdrosc, jest zaprzeczeniem zaufania. Jesli ktos nie ufa, to zaczyna zazdroscic. Mozesz założyc, ze kazda kobieta ma kolegow. Tylko ciepłe kluchy, nie maja kolegow. Ale kazda normalna kobieta ma kolegow - w pracy, ze szkoły, sąsiada, kolege z autobusu, sprzedawce na stacji benzynowej. Jak jest atrakcyjna, to ma ich na pęczki. A jesli to jej partnera denerwuje, to dla partnera jest tylko gorzej. Dlatego objawy zazdrosci nie sa uzasadnione. Zazdrosc tylko źle świadczy o zazdrośniku smile Autor Wątku - zamęczyl swoja partnerkę swoja zazdroscia. Nawet jestem pewien, ze ona powiedziala mu prawde - ze jej kolega, jest tylko ofiara, ze miedzy nimi do niczego nie doszło. Widzisz, zazdrość mądra polega na tym, ze kobiety kochaja uwodzic i być uwodzone. Lubia budzic zazdrosc, takze innych kobiet. Nie robia tego by zwiazki, relacje niszczyc, ale by czuc sie kobieco. Madry mezczyzna potrafi swietnie to wykorzystywac by kobiete ze soba bardziej zwiazac, by ja ta gra zwiazala mocniej. Jak napisałem a co zlałeś i nadal zlewasz, gdyby to nasz Autor, zaczal budzic zazdrosc swojej zony, ona by zaraz zapomniala o sprawie. Ale ja zameczyl, co zreszta mu ona sama opisala a co Autor juz nam zdarzyl potwierdzic. Wiec zamiast sie dalej madrzyc, czytaj to co Pan pisze. Widzisz Kosmiczny, On już wszystko powiedzial a Ty ciagle zadajesz pytanie jakbys robil koledze psychoanalize. Chcesz by czlowiek Ci wszystko opowiedzial a ja twierdze, ze to zbyteczne. On juz wie, ze zameczyl zone swoimi podejrzeniami, ze ja zaniedbal i juz wie, ze ona chce odpoczac, chce zatesknic, i prosi go by dal jej odpoczac. Kobieta jest juz zaduszona jego natarczywoscia, neofity, ktory teraz kiedy w niej wszystko juz tylko burzy, wscieka - on chce kochac, i sie poprawiac. Powiem wiecej, ja ją rozumiem. Dlugie 8 lat dawala mu mocniejsze, lub slabsze sygnaly, dawala szanse, tlumaczyla, wykrzykiwala mu podczas klotni - to co dla niej bylo wazne, istotne najwazniejsze a on raz posluchal raz nie ale generalnie to olewal. Najpierw wkurzal ja seks, potem byla zmeczona, a na koncu miala juz dosyc. Dosyc obietnic na dwa dni, dosyc zapewnien be pokrycia. Nagle chciala poczuc sie kobieta, a nie kobietronem. No i pojawil sie kolega, ktory zaczal ja rozumiec. Jak sprawa wyszla, zamiast sie zapytac - pogadac, zamienil sie w Taliba, w strasz Proroka, ktora zaczela ja nekac, przypominac o zasadach. Ja sam bym sie w koncu przespal z facetem, by jesli wracajac do domu miec awamtury, wyrzuty i oskazenia, ze cos zrobilam zlego, w koncu sie przespala z tym facetem, by chociaz jedna awantura dala jej jakas pipeprzona satysfakcje. Tak - tak to dziala Najmadrzejszy Kosmiczny :-) A Ty dalej zadawaj swoje pytania. Cale tabuny facetow niszczy swoje zwiazki swoimi poderjzeniami a i tak 36% facetow utrzymuje nie swoje dzieci :)Tak Kolego - 36% facetow jest ojcami nie swoich dzieci i nie maja o tym zielonego pojecia. Nie wiedza nawet czemu kobiety zdradzaja! IO czemu wiele kobiet z nimi tylko jest. Oni czuja sie madrymi samcami, majacymi wierna kobiete przy sobie. Nie wiedza, ze tak jak faceci w polowie zdradzaja swoje zony, tak zony w polowie zdradzaja swoich mezow. To co rozni kobiety i mezczyzn, to fakt, ze kobieta zawsze zdradzajac ma powod.

Wiesz, Kosmiczny - zrobiles przesluchanie Autorowi Watku, zadajac mase pytan. Zapewniam Cie, ze odpowiedzi jakie bys uslyszal i tak doprowadzily by Cie do zlej diagnozy. Wiesz czemu?
On naprawde nie wie czemu jego zona ma go serdecznie dosc. Ty tez nie wiesz. Pociesze., ja sie tylko domyslam... A teraz ze mna nie dyskutuj, bo nie ja mam problem smile
Dobranoc

Co bys zrobił na moim miejscu wyprowadzić sie dać jej czas, czuje się osaczona z mojej strony , nie chce ich zostawiać ze wzgledu na dziecko. Zapytać się jeszcze raz czy napewno tego chce czy mam zostac. Ile taka rozlaka powinna trwać?

43

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Autorze...przeczytalem pare odpowiedzi do twojego postu ale wiekszosci nie dalem rady, szczegolnie Panow ekspertow udzielajacych sie w kazdym temacie, kolesi ktorym nie wypalilo w zwiazkach. Nie sluchaj rad typu olej ją, nie walcz, juz za pozno.....bo nie wiesz kto to jest i jaki poziom reprezentuje. Posluchaj np kivikivi.

44

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

....bedzie ci ciezko, nie bedziesz rozumial, bedziesz zagubiony i niepewny. Ale daj jej czas, twoja obecnosc moze tylko poglebiac jej lęki. Nie reaguj agresja, badz opanowany. A jak jestes zainteresowany dlaczego tak pisze poszukaj mojego wątku

45

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Proszę o merytoryczną, skupiającą się na pomocy Autorowi wątku, wymianę zdań. Osobiste wycieczki i wzajemne złośliwości nie tylko nie są mile widziane, ale też stanowią naruszenie naszych zasad.
Przy okazji zwracam uwagę, że pisanie postów jeden pod drugim - co w tym wątku zdarzyło się już kilkakrotnie - jest sprzeczne z Regulaminem Forum. Chcąc coś dopisać, należy użyć funkcji "edytuj".
Z pozdrowieniami, Olinka

46

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

No będzie tak jak wasza większość zwas mówiła . Zapytalem ostatni raz czy naprawde tego chce żebym się wyprowadził  . Powiedziała że raczej tak choć sama nie wie czy to dobry pomysł , ale jak wcześniej mówiła chce trochę czasu Zapytalem ile :: tydzień może dwa   zgodziłem się . Chciała wiedzieć gdzie bede mieszkal ale jej nie powiedziałem a niech myśli .;) . Martwi mnie teraz syn bo ona chce żeby. Było jak teraz zaprowadze go do szkoły ,odbiore pomogę w lekcjach , będę mieszkal 25km od nich i co mam teraz jeździć do nich 5 razy dziennie i do tego praca chyba nie poważne

47

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Wyprowadzka, to nie jest zaniechanie walki. W tym przypadku może być najlepszym wyjściem, ale tak jak niektórzy tu piszą: powinien się wyprowadzić jak mężczyzna.
Jednakże zaczynają tu wychodzić inne sprawy. Sytuacja z synem.
No tak pisałeś już, że w sumie to ona w waszym związku rządzi, ale zaczyna przeginać. Najpierw : wyprowadź się. Teraz: masz codziennie odbierać syna i pomagać mu w lekcjach. Zapytaj się jej czy ma w głowie pokolei. Masz się wyprowadzić, ale masz być codziennie w domu. No chore. Czy ty nie możesz zabrać syna ze sobą. No w tym momencie to bym się wkurzyła, bo wszystko ma być jak ona chce, a zbyt mądra kobietą nie jest. Co niestety widać po podejmowanych przez nią decyzjach. Więc ty musisz być tym mądrzejszym, ale i stanowczym. Bo mądrość bez czynów jest nic nie warta. Postaw się, spakuj walizki i zabieraj syna.

48 Ostatnio edytowany przez rozczarowany życiem30 (2015-01-25 11:27:38)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Szpileczka napisał/a:

Wyprowadzka, to nie jest zaniechanie walki. W tym przypadku może być najlepszym wyjściem, ale tak jak niektórzy tu piszą: powinien się wyprowadzić jak mężczyzna.
Jednakże zaczynają tu wychodzić inne sprawy. Sytuacja z synem.
No tak pisałeś już, że w sumie to ona w waszym związku rządzi, ale zaczyna przeginać. Najpierw : wyprowadź się. Teraz: masz codziennie odbierać syna i pomagać mu w lekcjach. Zapytaj się jej czy ma w głowie pokolei. Masz się wyprowadzić, ale masz być codziennie w domu. No chore. Czy ty nie możesz zabrać syna ze sobą. No w tym momencie to bym się wkurzyła, bo wszystko ma być jak ona chce, a zbyt mądra kobietą nie jest. Co niestety widać po podejmowanych przez nią decyzjach. Więc ty musisz być tym mądrzejszym, ale i stanowczym. Bo mądrość bez czynów jest nic nie warta. Postaw się, spakuj walizki i zabieraj syna.

Chodziło o to żeby syn. o tym nie wiedział że ja sie wyprowadzilem tylko np.zmienił pracę na chwilę i żeby go często odwiedzać , żeby tego nie odczuł , hm. Hm chce im pomagać ale co to za rozlaka . Podejzewam że sie zagubila i to ze. Sie zgodziłem zaczyna twozyc problem w codziennych obowiązkach. Jeszcze kilka dni temu nie odważył bym się na to ale czytając was jest dużo osub za tym i potrzebowałem takiego kopa w dup....

49 Ostatnio edytowany przez Glosator (2015-01-25 12:28:56)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

Powiedziała że raczej tak choć sama nie wie czy to dobry pomysł , ale jak wcześniej mówiła chce trochę czasu Zapytalem ile :: tydzień może dwa   zgodziłem się . Chciała wiedzieć gdzie bede mieszkal ale jej nie powiedziałem a niech myśli .;) . Martwi mnie teraz syn bo ona chce żeby. Było jak teraz zaprowadze go do szkoły ,odbiore pomogę w lekcjach , będę mieszkal 25km od nich i co mam teraz jeździć do nich 5 razy dziennie i do tego praca chyba nie poważne

Nie jest zdecydowana, wiec masz sporo szans, ze ona rzeczywiscie odkryje, ze wina zawsze leży po dwoch stronach a nie tylko po jednej. Tak, odejdz jak mezczyzna. Na spokojnie, bez trzaskanie drzwiami, pocałuj ja z uśmiechem i ogniskami w oczach, powiedz, ze bedziesz tęsknił i sie oddał jak kowboj na westernach w kierunku zachodzącego słońca smile Tu ci wszyscy dobrze radza.

Powiedz jej, ze musi sie zdecydować. Jesli sie wyprowadzasz, mozesz np. Odbierać dziecko albo je zawozić do szkoły. Ale wtedy zadaj pytanie, po co masz sie wyprowadzać, jesli ma byc tak samo jak było smile
Moja rada: zrób tak, by ona poczuła jak Ciebie nie bedzie. Dziecka nie mozna w to wprowadzać, powiedz synkowi, ze musisz zawodowo poświecić czas na prace i pojawisz sie za jakis czas. Jak synek bedzie przez dwa tygodnie suszył glowe mamie: Gdzie jest tata - to tez jej da duzo do myślenia. Twoja żona musi poczuc co to znaczy samej wychowywać dziecko i odczuć Twoj brak, wtedy masz szanse, ze zadziała efekt: jestem madry kiedy cos tracę. Dziecku nic sie nie stanie. Mozesz zawsze dziecko wziasc na weekend tak jak robia to setki rozwiedzionych ojców. Natomiast na pewno mozesz wprowadzic zwyczaj, dobry w kazdym małzeństwie, ze żona i maz maja jeden dzien na wychodne, tak by sobie do siebie zatęsknić. Tak wiec wyprowadź sie tak na poważnie, powiedz zonie, ze ma czas, dwa tygodnie, powiedz ze by sobie wszystko przemyślała, uszanuj ja, powiedz, ze zawsże noże zadzwonic kiedy bedzie Cie potrzebowała. Ale chcesz, aby poczuła jak to jest, kiedy ciebie nie ma. Przejmij w tej jej decyzji inicjatywę. I nie nękaj ją smsami - przyjmij zasadę, że odpowiadasz na jej SMSy z lekkim parominutwym opóźnieniem.
I sam przemyśl to co robiłeś. Niewiele piszesz o potencjalnych powodach wasżego kryzysu.
8 lat - to zwykle czas wlasnie tego rodzaju kryzysu. Trzeba to przejsc.
Jesli moge Ci cos radzic, wylecz sie z zazdrości. Przeproś ja, ze nawrzucałeś jej koledze, ale powiedz, ze zrobiles to bo jestes mezczyzna, ktory ja kocha. Ze gdyby Ci na niej nie zalezalo, nie zareagowałabyś. Powiedz tylko to: czy tez chcesz bym miał przyjaciółki?
W zaleznosci od jej odpowiedzi bedziesz wiedział, co ona jeszcze do ciebie czuje. A dasz jej do myślenia. Na bazie tego co napisales, masz szanse, ze ten kryzys da Wam mozliwosc startu od nowa. Przez te dwa tygodnie zrób wszystko byscie w koncu zamieszkali sami razem. Wynajmij mieszkanie, albo takiego poszukaj. Mieszkanie z rodzicami jest wygodne, ale niestety rozwala to małżeństwo. Powodzenia.

Ps: po paru dniach zadzwoń do niej i zaproponuj romantyczna kolacje, wez ja do knajpki, sam sie porzadnie ubierz, jakis garniaczek. Zróbcie sobie randkę we dwoje i spotkaj sie nie by rozstrzasac cokolwiek, ale by sie dowiedziec jak sie czuje, pogadac o pogodzie, o czymkolwiek, ale nie o waszych problemach. Zaskakuj ja, rob jej niespodzianki. Pokaz, ze co na ńiej zalezy ale bez przesady. I co najwazniejsze - pokazuj sie jako mezczyzna, spokoj, szacunek, spokojny głos, odrobina nonszalancji, i uśmiech. Powoduj by Twoje oczy sie uśmiechały.
Jesli cały czas kobieta jest z problemami, to i mezczyzna zaczyna stawać sie problemem. Pamietaj o tym.

50

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:
Szpileczka napisał/a:

Wyprowadzka, to nie jest zaniechanie walki. W tym przypadku może być najlepszym wyjściem, ale tak jak niektórzy tu piszą: powinien się wyprowadzić jak mężczyzna.
Jednakże zaczynają tu wychodzić inne sprawy. Sytuacja z synem.
No tak pisałeś już, że w sumie to ona w waszym związku rządzi, ale zaczyna przeginać. Najpierw : wyprowadź się. Teraz: masz codziennie odbierać syna i pomagać mu w lekcjach. Zapytaj się jej czy ma w głowie pokolei. Masz się wyprowadzić, ale masz być codziennie w domu. No chore. Czy ty nie możesz zabrać syna ze sobą. No w tym momencie to bym się wkurzyła, bo wszystko ma być jak ona chce, a zbyt mądra kobietą nie jest. Co niestety widać po podejmowanych przez nią decyzjach. Więc ty musisz być tym mądrzejszym, ale i stanowczym. Bo mądrość bez czynów jest nic nie warta. Postaw się, spakuj walizki i zabieraj syna.

Chodziło o to żeby syn. o tym nie wiedział że ja sie wyprowadzilem tylko np.zmienił pracę na chwilę i żeby go często odwiedzać , żeby tego nie odczuł , hm. Hm chce im pomagać ale co to za rozlaka . Podejzewam że sie zagubila i to ze. Sie zgodziłem zaczyna twozyc problem w codziennych obowiązkach. Jeszcze kilka dni temu nie odważył bym się na to ale czytając was jest dużo osub za tym i potrzebowałem takiego kopa w dup....

No jeżeli syn ma o tym nie wiedzieć, to lepiej zrób jak pisze Glosator, nie kontaktuj się przez te tygodnie. Powiedz, że wyjeżdżasz do pracy. Jej też wytłumacz, że tak będzie lepiej, bo przecież jak będziesz codziennie w domu, to chłopak (już duży) i tak się domyśli, że coś nie gra. możesz przyjeżdżać codziennie do nich ale nie sypiasz, mieszkasz gdzie indziej. No bez sensu. Dzieciaki nie są głupie jak się niektórym wydaje.

51

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Szpileczka napisał/a:
rozczarowany życiem30 napisał/a:
Szpileczka napisał/a:

Wyprowadzka, to nie jest zaniechanie walki. W tym przypadku może być najlepszym wyjściem, ale tak jak niektórzy tu piszą: powinien się wyprowadzić jak mężczyzna.
Jednakże zaczynają tu wychodzić inne sprawy. Sytuacja z synem.
No tak pisałeś już, że w sumie to ona w waszym związku rządzi, ale zaczyna przeginać. Najpierw : wyprowadź się. Teraz: masz codziennie odbierać syna i pomagać mu w lekcjach. Zapytaj się jej czy ma w głowie pokolei. Masz się wyprowadzić, ale masz być codziennie w domu. No chore. Czy ty nie możesz zabrać syna ze sobą. No w tym momencie to bym się wkurzyła, bo wszystko ma być jak ona chce, a zbyt mądra kobietą nie jest. Co niestety widać po podejmowanych przez nią decyzjach. Więc ty musisz być tym mądrzejszym, ale i stanowczym. Bo mądrość bez czynów jest nic nie warta. Postaw się, spakuj walizki i zabieraj syna.

Chodziło o to żeby syn. o tym nie wiedział że ja sie wyprowadzilem tylko np.zmienił pracę na chwilę i żeby go często odwiedzać , żeby tego nie odczuł , hm. Hm chce im pomagać ale co to za rozlaka . Podejzewam że sie zagubila i to ze. Sie zgodziłem zaczyna twozyc problem w codziennych obowiązkach. Jeszcze kilka dni temu nie odważył bym się na to ale czytając was jest dużo osub za tym i potrzebowałem takiego kopa w dup....

No jeżeli syn ma o tym nie wiedzieć, to lepiej zrób jak pisze Glosator, nie kontaktuj się przez te tygodnie. Powiedz, że wyjeżdżasz do pracy. Jej też wytłumacz, że tak będzie lepiej, bo przecież jak będziesz codziennie w domu, to chłopak (już duży) i tak się domyśli, że coś nie gra. możesz przyjeżdżać codziennie do nich ale nie sypiasz, mieszkasz gdzie indziej. No bez sensu. Dzieciaki nie są głupie jak się niektórym wydaje.

Cytuję jej słowa.( Ja mam nadzieje ze pamietasz o tym ze jak nie bede miala go z kim zostawic albo bede miala druga zmiane to bedziesz musial z nim posiedziec  i nie mow mu ze sie wyprowadzasz tylko ze musisz isc do innej pracy bo bedzie to przezywac a ja nie chce zeby widzial .) Robi sobie plan awaryjny . Dziś jest miła do rany przyloz , i rozmawia . Ja. tak myślę że nie sadzila  do kaca że to zrobię i zuce to w nie pamiec , ale nie tym razem !.

52

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

Cytuję jej słowa.( Ja mam nadzieje ze pamietasz o tym ze jak nie bede miala go z kim zostawic albo bede miala druga zmiane to bedziesz musial z nim posiedziec  i nie mow mu ze sie wyprowadzasz tylko ze musisz isc do innej pracy bo bedzie to przezywac a ja nie chce zeby widzial

No hallo, hallo - jeśli chce, abyś się wyprowadził, to z całymi konsekwencjami tej decyzji. Ty będziesz - tak jak to ustalicie - najlepiej na papierze i podpisy wasze - a nie na zasadzie, mężulku wypieprzaj z domu ale zapieprzaj tak jakbyś tu nadal był. Ona podejmując tę decyzję musi brać odpowiedzialność za to, że męża już w domu nie będzie, co oznacza, że nie ma go na każde zawołanie, o każdej godzinie.

Zastanawiające są takie kobiety. Zresztą, mężczyzn z takim podejściem też znajdziemy. To pokazuje, jak bardzo twoja żona nie jest zaangażowana w to małżeństwo. Jest gdzieś indziej, troszczy się o siebie.

53 Ostatnio edytowany przez Szpileczka (2015-01-25 15:11:36)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Wiesz, co jednak na twoim miejscu nie wyprowadzałabym się. Jeśli chce od ciebie odpocząć to niech weźmie urlop i wypie...a na parę tygodni się odseparować od ciebie. Powiem ci tak nie jesteś bez wad, ale któż jest, jednak ona zbyt mądrze w życiu nie postępuje. Samo to, że nie chciała się wyprowadzić tylko gnieździć się w bloku z rodzicami, to normalne nie jest. Bo przecież dziesięciu pokoi nie macie. Teraz ci stawia warunki bezsensowne.
Tak ona sobie robi plan awaryjny. I myśli tylko o sobie.
Ja bym jednak postawiła sprawę jasno, bo widać, że kombinuje jak się dobrze ustawić. Jak jej wyjdzie z innym to i tak cię kopnie, a jak nie to może łaskawie cię przyjmie pod swój dach. Powiedz jej stanowczo, że ty się nie wyprowadzasz i daj jej jakiś czas żeby się zastanowiła co chce. Czy chce ratować, czy nie, bo sam niczego nie uratujesz. Niestety, do tego trzeba dwojga.
Jeśli się wyprowadzisz, to kiedy ona będzie chciała rozwodu, to będzie miała czarno na białym, że to ty ich zostawiłeś i swoimi słowami niekoniecznie udowodnisz przed sądem, że to ona chciała.
Zastanów się dobrze i obserwuj ją, bo ona coś kombinuje i nie jest to uczciwe zagranie.

54 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-01-25 15:17:32)

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Szpileczka napisał/a:

Jeśli się wyprowadzisz, to kiedy ona będzie chciała rozwodu, to będzie miała czarno na białym, że to ty ich zostawiłeś i swoimi słowami niekoniecznie udowodnisz przed sądem, że to ona chciała.
Zastanów się dobrze i obserwuj ją, bo ona coś kombinuje i nie jest to uczciwe zagranie.

Dlatego, wszystko ma być zapisane na papierze, podpisane przez was oboje.

Np.

Na prośbę mojej małżonki, która chciała ode mnie i od małżeństwa odpocząć wyprowadziłem się tego i tego dnia.

W kwestii opieki nad synem ustalamy to i to.

W kwestii finansów ustalamy to i to.

I dodaj na końcu w rozmowie, że to jest papier w razie waszego rozwodu, poświadczający na jakich zasadach i wedle jakich ustaleń odbyła się wasza separacja smile. Zobaczysz jak zareaguje i zblednie.

Bez papieru nie wychodź z domu. Jeśli nie będzie chciała podpisać, zaproponuj, że to ona może się wyprowadzić + papier smile.

55

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
lifrinat napisał/a:
Szpileczka napisał/a:

Jeśli się wyprowadzisz, to kiedy ona będzie chciała rozwodu, to będzie miała czarno na białym, że to ty ich zostawiłeś i swoimi słowami niekoniecznie udowodnisz przed sądem, że to ona chciała.
Zastanów się dobrze i obserwuj ją, bo ona coś kombinuje i nie jest to uczciwe zagranie.

Dlatego, wszystko ma być zapisane na papierze, podpisane przez was oboje.

Np.

Na prośbę mojej małżonki, która chciała ode mnie i od małżeństwa odpocząć wyprowadziłem się tego i tego dnia.

W kwestii opieki nad synem ustalamy to i to.

W kwestii finansów ustalamy to i to.

I dodaj na końcu w rozmowie, że to jest papier w razie waszego rozwodu, poświadczający na jakich zasadach i wedle jakich ustaleń odbyła się wasza separacja smile. Zobaczysz jak zareaguje i zblednie.

Bez papieru nie wychodź z domu. Jeśli nie będzie chciała podpisać, zaproponuj, że to ona może się wyprowadzić + papier smile.

Dokładnie.

56

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

jeśli chce od ciebie odpocząć to niech ona się wyprowadzi, najgorsze co możesz zrobić to twoja wyprowadzka

57

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Już postanowilem o wyprowadce zrobię jak chce nie będę zmieniał sie jak choragiewka , bo ona liczy na to że ja zostawie ten temat i będę potulny jak baranek niech zobaczy czy będzie tak miło jak myśli . To że mam się wyprowadzić nikt o tym najlepiej żeby nie wiedział tak wygląda z jej strony , a z dzieckiem nie wiem on ma teraz ferie a ona na 6 rano do pracy jak ona chce to załatwić

58

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

rozczarowany życiem30, Twoja decyzja...
Ale pamietaj, ze jeśli nie będziesz mieć jakiegoś (chocby w formie pisemnych ustaleń) potwierdzenia tej decyzji, a stan Twojej "wyprowadzki" utrzyma się dłużej (a tak będzie chocbyś ze skóry wyłaził) - małżonka będzie mieć wszelkie podstawy do wniesienia pozwu rozwodowego z orzeczeniem Twojej winy: porzucenie małżeństwa. Bierz to pod uwagę...
Mam do Ciebie jedno pytanie, i chociaż na to moze odpowiesz... Jakie stanowisko w Waszej obecnej sytuacji, i całości relacji ją porzedzającej zajmują Wasi teściowie? Jesli mieszkacie pod jednym dachem to chyba w jakimś stopniu sa w stanie zaobserwować Wasz związek, byc moze mają jakieś własne wyartykułowane zdanie, być moze stają po czyjejś stronie? Czy wspólna rozmowa (nie po cichu wyprowadzka - to małżeństwo) w ich towarzystwie - skoro wspólnie mieszkacie - nie miała miejsca na powyższy temat?

59

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
kosmiczny nick napisał/a:

rozczarowany życiem30, Twoja decyzja...
Ale pamietaj, ze jeśli nie będziesz mieć jakiegoś (chocby w formie pisemnych ustaleń) potwierdzenia tej decyzji, a stan Twojej "wyprowadzki" utrzyma się dłużej (a tak będzie chocbyś ze skóry wyłaził) - małżonka będzie mieć wszelkie podstawy do wniesienia pozwu rozwodowego z orzeczeniem Twojej winy: porzucenie małżeństwa. Bierz to pod uwagę...
Mam do Ciebie jedno pytanie, i chociaż na to moze odpowiesz... Jakie stanowisko w Waszej obecnej sytuacji, i całości relacji ją porzedzającej zajmują Wasi teściowie? Jesli mieszkacie pod jednym dachem to chyba w jakimś stopniu sa w stanie zaobserwować Wasz związek, byc moze mają jakieś własne wyartykułowane zdanie, być moze stają po czyjejś stronie? Czy wspólna rozmowa (nie po cichu wyprowadzka - to małżeństwo) w ich towarzystwie - skoro wspólnie mieszkacie - nie miała miejsca na powyższy temat?

Ja ztesciami nie mam zby dobrych relacji teściowa zawsze ma jakieś ale , tesciu jest ok . Ale teściowa już coś widzi te jej sms dzwonienie , nawet był w domu na kawie sama teściowa powiedziała i pytała się mnie co się dzieje ja powiedzialem że nic o tym nie wiem , jak się. Jej zapytała to odp. ze był w mieście to zajechał na kawę bo jest na urlopie. Teściowa drazyla temat to żona się wściekła i powiedziała żeby. W jej życie się nie wpierdal.......

60

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

Ja ztesciami nie mam zby dobrych relacji teściowa zawsze ma jakieś ale , tesciu jest ok . Ale teściowa już coś widzi te jej sms dzwonienie , nawet był w domu na kawie sama teściowa powiedziała i pytała się mnie co się dzieje ja powiedzialem że nic o tym nie wiem , jak się. Jej zapytała to odp. ze był w mieście to zajechał na kawę bo jest na urlopie. Teściowa drazyla temat to żona się wściekła i powiedziała żeby. W jej życie się nie wpierdal.......

Czyli to nie jest zwykły "kolega"... No cóż, ja ponadto, co pisałem juz wczesniej - nie mam nic wiecej do dodania.

61

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Rozczarowany zyciem - ja tez juz zakończę ze swojej strony temat, bo dostales wystarczajaco duzo rad ze masz co wybierać. Na koniec tylko powiem - jeżeli sie wyprowadzisz i dalej bedziesz zajmował sie domem, bedzie to nienormalne. Jak ona chce sie zastanawiac, to juz ma duzo czasu na zastanawianie sie. Wyprowadzając jak napisałem, ona musi odkryc konsekwencje takiego obrotu sprawy. Nie mozna miec faceta i nie miec, nie mozna miec meza i go nie miec, nie mozna kazać sie rozstać i wyznaczać zadania, co ma robic maz na wygnaniu. Chce pomysleć, ok - wyprowadzasz sie i wpadasz raz na tydzien. Jak jej brakuje czasu, na opiekę, niech jej "przyjaciel" opiekuje sie Waszym dzieckiem - dumę schowaj gleboko. Teraz edukujesz sie i swoja zone. Ona ma poczuc jak wyglada zycie bez ciebie. Albo pokazesz sie jako twardy facet i cos zyskasz, albo bedziesz mięczak i ona bedzie Cie robic w trąbę ciagle. Ty masz swoje wady i popełniłeś swoje bledy. Ale ona popełniła ich tez sporo. I nie mozesz ułatwiać jej zycia, bo ona nie odkryje na co sie decyduje. Z tego co piszesz, to wygodna panna. I to wykorzystaj. Tak. Bron Cie panie Boze, by jak jej nie ma, zajmował sie dzieckiem. Bo nie wiesz czy w tym czasie jej przyjaciel, kiedy ty zajmiesz sie dzieckiem, bedzie ją pukał, albo oni beda przezywać inaczej romantyczne chwile. Albo masz jaja i pokazesz to o czym ci tu pisano, albo bedziesz trąba i stracisz wszystko. Dziecko straci ojca. Wiec przez jakis czas nic sie dziecku nie stanie, ale jak Cie straci na zawsze, sam sie przekonasz jak to jest....

I w sumie juz sie zamykam.... Powodzenia

62

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Myślę że to dobry moment bo syn ma teraz feriie musi sie dobrze naglowic co. Z nim zrobić i nie będzie nie miała za bardzo czasu by ewentualnie się spotkać a więcej by pomyśleć.

63

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Rozczarowany życiem30 i jak tam? Co u ciebie?

64

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
rozczarowany życiem30 napisał/a:

i ze nie potrzebni oskazam tego kolegę bo on nie jest niczemu winny trafił miedzy młotem a kowadlo że miedzy nami było już dawno źle tylko zacisnela zeby i nic nie mówiła.

Tez slyszalem takie teksty, ze to "sie wypalilo" i ten "ktos" nie ma z tym nic wspolnego itd. itd., chce odpoczac, pobyc sama.. pozniej z kolei ze nie po to "czyscila atmosfere" zeby byc sama...
Ja nie jestem ekspertem - wlasnie rozpadl sie moj 13letni i pierwszy "powazny" zwiazek - sam nadal jestem w szoku w jaki sposob to zrobila i nie moge dojsc do siebie od miesiecy - moge tylko powiedziec, ze w moim przypadku juz pozamiatane - ona nie ma zadnych skrupolow i nie wykazala zadnego zainteresowania naprawa czegokolwiek. Twoja zona zdaje sie tez nie jest zainteresoawna - gdyby tak bylo to chyba zerwalaby kontakt z tym gachem? (mazenstwo-rodzina chyba wazniejsze?). Przerwa w zwiazku? Zeby odpoczas, poukladac? Albo sie z kims jest, kocha sie, albo sie nie jest - nie rozumiem koncepcji przerwy.

Mam o tyle "korzystniejsza" sytuacje bo nie mielismy slubu i nie mamy dzieci. - wiec moge zajac sie teraz swoim zyciem, chociaz to wciaz ciezki temat dla mnie.

65

Odp: czy walczyc , czy uszanowac decyzje
Szpileczka napisał/a:

Rozczarowany życiem30 i jak tam? Co u ciebie?

Wszystko sie possypalo wyprowadzilem sie . Pozniej dowiedzialem sie ze w boze narodzenie byla z nim u jego siostry na chrzcinach nie rozumiem jak mozna jechac na taka uroczystosc do obcych ludzi. W lutym pojechali z moim synem nad moze do babki na urodziny pojechali samochodem z nim , gdzie mi wmawiala ze pociagiem jada. Przyjezdza do niej czesto na kawe tyle wiem ona wcale nie zaprzecza tego dalej twierdzi ze miedzy nimi nic nie jest naawet przysiegala ze znim nie spala choc bylo duzo okazji do tego .Rozwodu nie chce z tego co mi powiedziala( bo co pozniej znowu bedziemy brali slub ) to sa jej slowa ja chyba juz nie potrafie jej zaufac nawet jak by chciala z powrotem sie zejsc . Nie umial bym z tym zyc ze mnie tak oklamywala na kazdym kroku. Ale nie powiem chyba dalej ja kocham teskie za nia , nie sadzilem ze to bedzie takie trudne czasami az musze sie powstrzymywac by nie zadzwonic aby uslyszec jej glos. Choc ona pierwsze tygodnie sie nie odywala , lecz teraz coraz czesciej dzwoni. Najbardziej zabolalo to jak powiedzialaa mi w oczy ale i tak jej wzrok uciekal gdzie indziej ( ze do mnie juz jak narazie nic nie czoje) i chce roztania ni rozwodu tylko roztania separacji. Co mam zrobic ? teraz dzien kobiet  czy wypada zebym kupil jej kwiaty nie jako dla zony tylko jako kobiety czy to bedzie zalosne ?.

Posty [ 1 do 65 z 67 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy walczyc , czy uszanowac decyzje

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026