netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

42 odpowiedzi4 531 wyświetleńzałożony przez organic, 23.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 43 ]

1

Temat: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Witajcie, zdecydowałam się dodać wątek w tym dziale bo myślę, że to co się dzieje ostatnio jest wynikiem tego co miało miejsce w moim związku. Byłam związana przez kilka lat z mężczyzną, który miał dwa oblicza. Zakochałam się w nim bo był spełnieniem moich marzen o partnerze na całe życie. Wspierał mnie we wszystkim co robiłam od samego początku, cudownie zajmował sie moimi dziećmi, był dla nich 100% ojcem, myśle, że je kochał. Czułam sie przez niego totalnie zaopiekowana, załatwiał wszystko na przedwczoraj, umiał ugotowac, uprac, posprzątać. Mieszkaliśmy razem niemal cały czas trwania naszego związku. On sie wtedy borykał z problemami podziału majątku po rozwodzie i paroma innymi, dość dużego kalibru. Dodam, ze poznaliśmy sie kiedy on był juz wolnym człowiekiem. Ja także wspierałam go jak tylko umiałam we wszystkim, obowiązkami domowymi dzieliliśmy się w miarę równo, oboje mieliśmy pracę. Seks był cudowny, była między nami do konca ogromna namiętność, rozmawiac moglismy o wszystkim. To był on nr 1. On nr 2 to...ech..miewał co jakis czas napady furii, poprzedzone jakąs kilkudniową aurą "czepiactwa" o wszystko. Po tej aurze zwykle przychodził dzien 0 i zaczynał pić od rana. Normalnie nie miał kłopotów z piciem żadnych. To było okresowe picie jednodniowe, po którym dostawal amoku. Obrzucał mnie takimi wyzwiskami, których istnienia nawet bym nie podejrzewała. Krzykiem wmawiał, że jestem nikim, że nie nadaję sie do niczego. Czasem podnosił na mnie rękę. Oczywiście kiedy trzeźwiał przepraszał..to sie powtarzało cyklicznie co ok 3-4 mce. Jestem przekonana, ze ten jego dualizm wziął sie z tego, ze całe swoje życie zawodowe spędził w wydz. kryminalnym... W koncu znalazłam w sobie siłę na to by zerwac z uzależnieniem od niego i odeszłam pól roku temu. I wcale nie jest mi lepiej sad Widze jak okrutnie odebrał mi mnie. Jak zniszczył moja kobiecośc i ufność. Moją radośc życia. Mam wrażenie, że nieodwracalnie.

Zawsze byłam spontaniczną, silną, wrażliwą kobietą. Doskonale radziłam sobie z zyciem i tym co ono niesie. Dziś jestem pusta, zmęczona, słaba. Próbuję pokazywać światu usmiech na twarzy i nadal udawac silną i czuje sie jak karykatura samej siebie.

Mam jedno marzenie. Miec u swojego boku kogoś, kto bedzie mnie kochał, przy kim moge zasnąć i czuc sie bezpiecznie. Ale ilekroć ktos taki pojawi sie, to trwa to tylko chwilę, bo ja wszytsko niszczę. Szukam w nim jakiegos ukrytego zła, węszę w obawie, ze zaraz spadnie na mnie jakies nieszczęście, kłamstwo, oszustwo. Koniec konców, czego sie nie tknę wszystko sp...rzę. A ta smotność mnie zabija.

Żeby postawić kropkę na "i" dziś dowiedziałam się, że mam raka. Wykryto go mimochodem, przy okazji zupełnie prostego badania. Szczęsliwie w takim stadium, ze jest niemal w 100% do wyleczenia. Ale ta wiadomość sprawiła, ze poczułam, że dobiłam do ściany.

Pisze w sumie nie wiem po co, chyba po to by móc sie wygadac i usłyszec jakies dobre słowo albo cokolwiek. Chciałabym odzyskac siebie sprzed 5 lat. Normalną, fajną, uśmiechniętą babkę, która kocha życie i czerpie je garściami. W tej chwili nie ma obok mnie nikogo, komu moglabym sie wygadac i spuścic z siebie to ciśnienie.

Dziękuję za dobrnięcie do końca..;)

2

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Poruszył mnie Twój wpis do tego stopnia że reaktywowałem swoje konto, kiedyś przypadkowo tutaj założone. Wyczuwam szczerość i zagubienie, ale też nadzieję i determinację. jesteś silną kobietą która sobie z pewnością poradzi. Za mną wiele przejść i wiele wyzwań, nie będę o tym pisał, bo jeszcze mam długa drogę do przebrnięcia. Będę za Ciebie trzymał kciuki, życzę wytrwałości i powodzenia. Pamiętaj nigdy nie wolno się poddawać, nawet wtedy kiedy mamy wrażenie że nasze życie legło w gruzach i pełzamy resztkami sił na samym dnie. Najlepszego. Sławek

3

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Dziękuję za to co napisałeś. Rzeczywiście jest we mnie sporo nadziei, ale nie wiem ile pozostało siły. Wiem, że jesli nie zawalczę o odzyskanie siebie, nawet z samą sobą, to moje życie juz nigdy nie będzie moje. W tej chwili jedyne co czuję to pustka i samotność. Nigdy nie miałam problemów w kontaktach z innymi ludźmi. Teraz czuje sie jak dzikie zwierzę...
Jak czytam tu dziesiątki wątków, w których jest napisane w gruncie rzeczy to samo tylko ubrane w inne słowa, to zastanawiam się ile człowiek musi doświadczyć, do jakiego stanu pozwolic sie doprowadzic by mu spadły klapki z oczu i by zechciał odzyskać swoją tożsamość.
Myslałam, że jak odejdę to zacznę oddychać. Nie umiem. Nie dlatego, ze tęsknie, bo to abstrakt. Ja się zwyczajnie czuję jakbym brodziła w smole zanurzona po czubek głowy. A gdzieś we mnie jest wspomnienie światła...

4

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Po pierwsze:

1. Facet miał coś z łbem. Serio. Ewidentnie zaburzenia. Co jakiś czas musiał upuścić pary, najlepiej na bliskich. Psycholog/psychiatra mógłby po wnikliwym wywiadzie postawić diagnozę.

2. Szacunek za rozsądek i niekontynuowanie relacji.

3. Jesteś ostrożna teraz przy wybieraniu partnera, to dobrze. Tylko jest jedna sprawa. Przyjrzyj się swoim wyborom i oceń czy przypadkiem nie wybierasz jakiś przemocowców. Możesz mieć taki skrypt. Możesz być tego nieświadoma. Ten skrypt może Tobie przeszkadzać w realizacji marzeń (tego, z kim tak naprawdę pragniesz być, z mężczyzną o jakich cechach). Jak ustalisz (najlepiej ze specjalistą), że u Ciebie wdruk jest ok, to spróbuj się otworzyć na drugiego człowieka. Tylko takim sposobem możesz doznać bliskości, relacji na poziomie, o którym marzysz. Bólu i rozczarowania nie do końca w miłości da się przewidzieć. Tylko sprawdź, jaki masz skrypt przy dobieraniu partnerów, bo wiele troski zmartwień można uniknąć.

4. Rak. No jesteśmy też tylko ciałem. Pewnie robiłaś profilaktyczne badania i wykryto. Zobacz, nie masz się czego bać. Wszystko przed Tobą. Innych też to dotyka. Taki ten cielesny los niestety mamy.

Wszystkiego dobrego zatem życzę. Wydajesz mi się być rozsądną osobą. Pozwól sobie na szczęście, tylko zastosuj profilaktykę smile.

5

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
organic napisał/a:

Dziękuję za to co napisałeś. Rzeczywiście jest we mnie sporo nadziei, ale nie wiem ile pozostało siły. Wiem, że jesli nie zawalczę o odzyskanie siebie, nawet z samą sobą, to moje życie juz nigdy nie będzie moje. W tej chwili jedyne co czuję to pustka i samotność. Nigdy nie miałam problemów w kontaktach z innymi ludźmi. Teraz czuje sie jak dzikie zwierzę...
Jak czytam tu dziesiątki wątków, w których jest napisane w gruncie rzeczy to samo tylko ubrane w inne słowa, to zastanawiam się ile człowiek musi doświadczyć, do jakiego stanu pozwolic sie doprowadzic by mu spadły klapki z oczu i by zechciał odzyskać swoją tożsamość.
Myslałam, że jak odejdę to zacznę oddychać. Nie umiem. Nie dlatego, ze tęsknie, bo to abstrakt. Ja się zwyczajnie czuję jakbym brodziła w smole zanurzona po czubek głowy. A gdzieś we mnie jest wspomnienie światła...

No ale co się stało, że tak się zatraciłaś? Tak Cię poharatał? Przecież odeszłaś, musiałaś wziąć na to siły. Co Cię jeszcze z nim wiąże emocjonalnie?

6

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Zanim do tego dotarłem minęło sporo czasu, zanim zrozumiałem że mogę zmienić tylko i wyłącznie siebie, że świata ani ludzi wokoło nie zmienię, że to jest ewidentną startą czasu wszystko pomalutku zaczęło nabierać sensu i wyrazistości. Wiem że o wiele łatwiej się pisze czy mówi, że łatwiej powiedzieć to co ktoś chce usłyszeć aby zyskać jego przychylność, ale niestety życie bezwzględnie wszystko weryfikuje. Swoje problemy zacząłem rozwiązywać drobnymi krokami 6 lat temu, kiedy tak jak Ty dotarłem do ściany i stałem pod nią zagubiony i niezdecydowany. Bez sił, bez wiary, pełen rezygnacji. Nie wiem na co czekałem, może na cud, może na gotową receptę podaną przez kogoś na tacy jak dalej żyć. Rozczarowałem się bardzo, nic takiego się nie wydarzyło, przestałem oglądać się za siebie, zrobiłem malutki wyłom w tej ścianie, potem coraz więcej, tak aby przejść na drugą stronę. Udało się, ale nic nie było proste, nowa droga, nowe wyzwania, wiele niewiadomych, dużo błędów, ale od tamtej pory nie żałuję żadnego dnia, każdy wnosi coś nowego nawet jak wydaje się kompletną porażką. Życie jest zbyt krótkie aby tracić czas na czekanie i tkwienie w niepewności i niezdecydowaniu. Nie bój się wyzwań, nie obwiniaj się za przeszłe niepowodzenia, przebij ten mur i ruszaj przed siebie po to co masz najcenniejsze. Swoje życie.
Sławek.

7

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Moje dzieciństwo było prawie idealne. Mam kochanych rodziców, ojciec zawsze był i jest nadal dla mnie autorytetem. Miałam kilka dobrych, normalnych związków. Ten ostatni był z innej bajki, a to w niego własnie zainwestowałam najwięcej. Poza tym boli świadomośc tego, ze zainwestowały i zaufały tez moje dzieci. Skrypt mam chyba ok wink choc jak sie czasem głębiej zastanowię, to fakt, że byłam kochana córeczką, ale wychowaną w duchu stawiania siebie zawsze w pozycji za kimś. Zawsze rodzice uczulali mnie na to, ze to jak się czuje i co mysli drugi człowiek w odniesieniu do moich wobec niego uczynków jest ważniejsze niż to, co czuję i myśle  ja. Moze tu tkwi haczyk? no ale nigdy wczesniej nie spotkało mnie z niczyjej strony nic zlego. Jakiś skrypt z opóźnionym zapłonem?? wink

Co do emocji jakie mnie z nim łączą to nie ma we mnie juz nic poza żalem i złością na samą siebie, że w ogóle dałam mu wejść w swoje zycie. To on zabiegał o mnie bardzo długo, intensywnie i wytrwale. Niestety nadal odzywa sie co jakis czas, próbuje ze mna spotkac, mówi, że jestem kwintesencją kobiecości wink i miłością jego zycia. Ech...ten haczyk juz się zerwał.

8

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

W takim razie, skąd ten pesymizm, stan, który opisujesz? Bo nie łączysz go już ze swoim byłym, ani rodziną czy dzieciństwem.

9

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Pojęcia nie mam skąd pesymizm. Ze złości, ze zostałam skrzywdzona i oszukana? Na pewno. Z tego, że jakimś cholernym prawem serii od pół roku nic mi nie idzie? Z samotności zdecydowanie tak. Ja niestety nie jestem typem samotnika. Wiele razy czytałam tutaj słowa o tym, że ludzie po rozstaniu czerpią siłę z bycia z samym sobą. Ja tego nie potrafię, choć usilnie próbuję na wszelakie sposoby. Moją siłą zawsze była miłość do drugiego człowieka.

10 Ostatnio edytowany przez slaw47 (2015-01-23 19:49:50)

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Jest to typowy brak pogodzenia się ze stratą. Myśli się mieszają umysł snuje różne projekcje, typowa analiza poniesionej w pewnym sensie porażki. Trudno nagle przejść z tym do porządku dziennego, to są lata, wspomnienia, nie zawsze te najgorsze. Wydaje mi się że pewien etap przez który musisz przejść jest nieunikniony i będzie wymagał dużego wysiłku. Czas jest tutaj bardzo dobrym lekarstwem tylko trzeba nim się odpowiedni posługiwać.
Sławek

11

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Sławku ja nie mam poczucia straty. No chyba, ze masz na mysli utratę samej siebie. Jesli chodzi o niego ja nazwałabym to uwolnieniem się. Ale masz rację pisząc o czasie. Ja jestem dośc niecierpliwą osobą w niektórych kwestiach. Jak czegoś chce, najlepiej by to było tu i teraz. A trzeba umiec poczekac, popracowac samemu z tym czasem jaki się ma do dyspozycji. I nie chochlą tylko łyżeczką. Ale to sie wszystko fajnie mówi, gorzej wprowadzic w czyn.

12

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Dodam jeszcze że nie wierzę w coś takiego jak czerpanie siły z samego siebie. Tak piszą Ci którzy nie potrafią sobie poradzić w życiu i szukają jakiegoś uzasadnienia na istniejący stan rzeczy. Ludzie powinni się wzajemnie wspierać, samotni przetrwają ale powinni sobie odważnie zadawać pytanie dlaczego tak się dzieje że nie maja nikogo obok siebie.

13

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Może źle to określiłem, może to nie strata, może to jakaś forma niepowodzenia, nie wiem, trudno mi oceniać Twoje odczucia. Najgorszy jest lęk, brak poczucia swojej wartości, to akurat mówię na podstawie własnego doświadczenia.

14

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
slaw47 napisał/a:

Dodam jeszcze że nie wierzę w coś takiego jak czerpanie siły z samego siebie. Tak piszą Ci którzy nie potrafią sobie poradzić w życiu i szukają jakiegoś uzasadnienia na istniejący stan rzeczy. Ludzie powinni się wzajemnie wspierać, samotni przetrwają ale powinni sobie odważnie zadawać pytanie dlaczego tak się dzieje że nie maja nikogo obok siebie.

Dzis panuje moda na bycie w pojedynkę. To jest jakas swoista nobilitacja. Ja tak to postrzegam. Singiel = zaradnośc, przebojowość. Single ciągle sa w biegu, maja wielu "przyjaciół", niezliczona ilośc spraw do załatwienia, imprez do odfajkowania i bardzo dużo pracy. Tylko zastanawiam się, dlaczego tak chętnie wychodza z domu, czemu tak rzadko w nim bywają..

15

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Czyli co? Swoje szczęście uzależniasz od bycia w związku, z kimś? Inaczej czujesz się źle, samotna, nikim, mało warta?

16

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
lifrinat napisał/a:

Czyli co? Swoje szczęście uzależniasz od bycia w związku, z kimś? Inaczej czujesz się źle, samotna, nikim, mało warta?

Tak, czuję się źle i samotnie. Ale nie bezwartościowo. Odwzajemnione uczucie jest dla mnie źródłem siły, nie poczucia własnej wartości. smile

17

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Zgadzam się z Tobą w 100 procentach. Tą myśl warto zapamiętać, bardzo dobrze to ujęłaś.

18 Ostatnio edytowany przez slaw47 (2015-01-23 20:35:58)

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Życie dal samego siebie po to żeby tylko pracować trąci troszkę egoizmem, ale pracować żeby żyć to już zupełnie co innego :-)

19

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

To teraz powiem Ci coś. Nie wiem ile masz lat, ale Twoje własne przekonania nie dają Ci szczęścia. Druga osoba (uczucia odwzajemnione od niej) nigdy nie może stać się Twoją osią, nie możesz uzależniać od niej swojego poczucia szczęścia. Piszesz o dzieciństwie, o tym, że byłaś córką tatusia - coś mi się zdaje, że w dorosłym życiu próbujesz odegrać tę samą rolę (tatusiu, kochaj mnie, zwracaj na mnie swoją uwagę, bo inaczej więdnę, opiekuj się mną).

A wiesz, jak jest dojrzała kobieta, to ona właśnie czerpie siłę z tego, że jest decyzyjna, nie uzależnia swoich stanów, emocji, odczuć od drugiego człowieka. Ona jest z kimś, bo chce. Czyli najpierw ma całą resztę, swój świat (swoje plany, marzenia, cele, potrafi o sobie zadbać, zarobić, chce się rozwijać, z kimś pogada, gdzieś pojedzie, coś sama zrobi), a potem dokłada inną osobę.

U Ciebie jest brak tego zaplecza, które powinnaś sobie wytworzyć. Później jak zabraknie mężczyzny obok Ciebie, to jest jak odcięcie respiratora, bo on był całym Twoim tlenem. Czyli de facto nie żyłaś swoim życiem.

Zbuduj swój świat, a z pewnością będziesz szczęśliwa. Przyciągniesz też wtedy fajnych mężczyzn smile.

20

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Odważna analiza lifrinat. Myślę że zbyt łatwo oceniasz kogoś na podstawie kilku wpisów. Ale Twoją ocenę pozostawiam zainteresowanej.
Sławek

21

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
lifrinat napisał/a:

To teraz powiem Ci coś. Nie wiem ile masz lat, ale Twoje własne przekonania nie dają Ci szczęścia. Druga osoba (uczucia odwzajemnione od niej) nigdy nie może stać się Twoją osią, nie możesz uzależniać od niej swojego poczucia szczęścia. Piszesz o dzieciństwie, o tym, że byłaś córką tatusia - coś mi się zdaje, że w dorosłym życiu próbujesz odegrać tę samą rolę (tatusiu, kochaj mnie, zwracaj na mnie swoją uwagę, bo inaczej więdnę, opiekuj się mną).

A wiesz, jak jest dojrzała kobieta, to ona właśnie czerpie siłę z tego, że jest decyzyjna, nie uzależnia swoich stanów, emocji, odczuć od drugiego człowieka. Ona jest z kimś, bo chce. Czyli najpierw ma całą resztę, swój świat (swoje plany, marzenia, cele, potrafi o sobie zadbać, zarobić, chce się rozwijać, z kimś pogada, gdzieś pojedzie, coś sama zrobi), a potem dokłada inną osobę.

U Ciebie jest brak tego zaplecza, które powinnaś sobie wytworzyć. Później jak zabraknie mężczyzny obok Ciebie, to jest jak odcięcie respiratora, bo on był całym Twoim tlenem. Czyli de facto nie żyłaś swoim życiem.

Zbuduj swój świat, a z pewnością będziesz szczęśliwa. Przyciągniesz też wtedy fajnych mężczyzn smile.

Mam 39 lat smile
ujmę to tak - mam swoje pasje. Kocham motoryzację. Zdarza się, że lubie polatac ze znajomymi na moto. Ogromnie pociąga mnie off road i marze by kiedys tego spróbować. Uwielbiam tańczyć, trenuję 4 razy w tygodniu. Mam dwóch fajnych, ogarniętych synów w wieku wysoce niepieluchowym, totez mamy trochę wspólnych spraw do obgadania. Kocham gotować i piec ciasta. Mam JAKIEŚ życie własne, nie podpięte pod respi. To wszystko daje mi ogromną frajdę. Ale żeby coś pomnożyć, to fajnie jest móc to najpierw podzielic... Rozumiesz mnie? Pełnia odczuwania.

Zdaję sobie sprawe, ze moje posty momentami tchną totalną deprechą, ale nie jest tak, że jestem teraz na etapie "nie chce mi sie wstać z łóżka bo nie mam po co". Raz mnie nosi złośc i bezsilnośc, raz dół jak rów Mariański, a bywa tak, ze mam ogromnego kopa do działania. To jest moje dochodzenie do ładu z sobą.

Do mojego byłego mam żal chyba głównie o to, że pozbawił mnie jednej dla mnie bardzo ważnej rzeczy. Ufności. Zawsze każdy miał u mnie kredyt zaufania na dzien dobry. Co z nim zrobił jego sprawa. Tamten pan nie dośc, że moje zaufanie wsadził sobie gdzies, to jeszcze teraz ja musze sobie zadac trud by postawic wszystko do pionu.

22

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

a poza tym ja nie mam żadnych inklinacji do bycia wojującą feministka i skonczenia na starośc z kotem w łóżku wink Lubie być czyjaś. No tak juz mam. Natury nie zmienisz:)

23 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-01-23 20:58:09)

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
organic napisał/a:
lifrinat napisał/a:

To teraz powiem Ci coś. Nie wiem ile masz lat, ale Twoje własne przekonania nie dają Ci szczęścia. Druga osoba (uczucia odwzajemnione od niej) nigdy nie może stać się Twoją osią, nie możesz uzależniać od niej swojego poczucia szczęścia. Piszesz o dzieciństwie, o tym, że byłaś córką tatusia - coś mi się zdaje, że w dorosłym życiu próbujesz odegrać tę samą rolę (tatusiu, kochaj mnie, zwracaj na mnie swoją uwagę, bo inaczej więdnę, opiekuj się mną).

A wiesz, jak jest dojrzała kobieta, to ona właśnie czerpie siłę z tego, że jest decyzyjna, nie uzależnia swoich stanów, emocji, odczuć od drugiego człowieka. Ona jest z kimś, bo chce. Czyli najpierw ma całą resztę, swój świat (swoje plany, marzenia, cele, potrafi o sobie zadbać, zarobić, chce się rozwijać, z kimś pogada, gdzieś pojedzie, coś sama zrobi), a potem dokłada inną osobę.

U Ciebie jest brak tego zaplecza, które powinnaś sobie wytworzyć. Później jak zabraknie mężczyzny obok Ciebie, to jest jak odcięcie respiratora, bo on był całym Twoim tlenem. Czyli de facto nie żyłaś swoim życiem.

Zbuduj swój świat, a z pewnością będziesz szczęśliwa. Przyciągniesz też wtedy fajnych mężczyzn smile.

Mam 39 lat smile
ujmę to tak - mam swoje pasje. Kocham motoryzację. Zdarza się, że lubie polatac ze znajomymi na moto. Ogromnie pociąga mnie off road i marze by kiedys tego spróbować. Uwielbiam tańczyć, trenuję 4 razy w tygodniu. Mam dwóch fajnych, ogarniętych synów w wieku wysoce niepieluchowym, totez mamy trochę wspólnych spraw do obgadania. Kocham gotować i piec ciasta. Mam JAKIEŚ życie własne, nie podpięte pod respi. To wszystko daje mi ogromną frajdę. Ale żeby coś pomnożyć, to fajnie jest móc to najpierw podzielic... Rozumiesz mnie? Pełnia odczuwania.

Zdaję sobie sprawe, ze moje posty momentami tchną totalną deprechą, ale nie jest tak, że jestem teraz na etapie "nie chce mi sie wstać z łóżka bo nie mam po co". Raz mnie nosi złośc i bezsilnośc, raz dół jak rów Mariański, a bywa tak, ze mam ogromnego kopa do działania. To jest moje dochodzenie do ładu z sobą.

Do mojego byłego mam żal chyba głównie o to, że pozbawił mnie jednej dla mnie bardzo ważnej rzeczy. Ufności. Zawsze każdy miał u mnie kredyt zaufania na dzien dobry. Co z nim zrobił jego sprawa. Tamten pan nie dośc, że moje zaufanie wsadził sobie gdzies, to jeszcze teraz ja musze sobie zadac trud by postawic wszystko do pionu.

No rozumiem smile.

Czyli to musi być kwestia tego jak Ty siebie postrzegasz i oceniasz. Bo to co piszesz, nijak ma się do tego co robisz. Po Twoich postach można było mieć wrażenie, że teraz już tylko rak (bez obrazy), odcięcie respiratora i śmierć.

To lubisz siebie i jesteś zadowolona ze swojego życia, czy nie? wink.

24

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Ech...musiałabym zacytować samą siebie z pierwszego postu. Idzie w tym wszystkim o dwie rzeczy:

1. Odzyskanie samej siebie sprzed tamtego związku - silnej, spontanicznej, ufnej, bez masek i pancerzy ochronnych, bo nigdy nie były mi potrzebne.

2. Jak juz to zrobię, chciałabym mieć z kim się sobą i swoimi pasjami podzielic.

Wtedy będe szczęsliwa.

25

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
organic napisał/a:

Ech...musiałabym zacytować samą siebie z pierwszego postu. Idzie w tym wszystkim o dwie rzeczy:

1. Odzyskanie samej siebie sprzed tamtego związku - silnej, spontanicznej, ufnej, bez masek i pancerzy ochronnych, bo nigdy nie były mi potrzebne.

2. Jak juz to zrobię, chciałabym mieć z kim się sobą i swoimi pasjami podzielic.

Wtedy będe szczęsliwa.

No brawo! To znaczy, że masz PLAN! smile. Ja też mam taki sam plan. Będę Ci kibicować.

26

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

PS. No widzisz, nie jest tak źle. Aż się nawet jeden kolega po latach zalogował, bo myślał, że trzeba ratować na gwałt smile.

27

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

W takim razie trzymam kciuki za Ciebie i siebie smile

A tak nawiasem mówiąc, dużo łatwiej jest dostrzec pewne, wydawałoby sie proste, prawdy kiedy sie meritum wywlecze na światło dzienne i z kimś je obgada. Jakoś tak sie raźniej człowiekowi robi i jaśniej w głowie.

28

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Dobrze, że dostałaś to, czego pragnęłaś smile.

29

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Zwykle sama sobie brałam to, czego chciałam. Mam nadzieje, że przyjdzie czas, że znów tak będzie. Zdaję sobie sprawe, że sporo przede mną pracy. W teorii wiem co i jak, cała sztuka tkwi w tym by umieć ją efektywnie przełożyć na praktykę...

30

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

bylaś w toksycznej relacji. to co czujesz po odejściu od niego to zupełnie normalne po takim związku, poczytaj trochę forum to zobaczysz że kazda z nas dotknięta tym problemem czuje dokładnie to samo bo to pewien schemat. ja również mimo, że minął rok jeszcze dochodzę do siebie, mam swój rozum i codziennie walczę z tym syfem jaki we mnie został. muszę sobie przypominać, że jestem wartościowa, że muszę ufać ludziom, że mam fajne życie, że jeszcze będzie przepięknie. czasem zapominam bo przez tyle czasu bylam z kimś kto we mnie zabijał radość zycia i pewność siebie. nie bardzo mogę ci pomóc, moim zdaniem trzeba to zrozumieć, te mechanizmy. pozniej uznać, że jesteśmy w czarnej du*ie (nie wypierac) a pozniej zacząć z tym walczyć. bo tak, po takich zwiazkach jesteśmy lekko zwichnięci psychicznie, dlatego jeśli sobie nie radzisz, skorzystaj z pomocy psychologa lub terapeuty. daj sobie czas. mam wrazenie że teraz panikujesz "na zapas" bo jesteś jeszcze w tej czarnej du*ie, panikujesz. uspokoj sie. na kilka misięcy skup się na sobie, myśl, medytuj, szukaj rozwiązania. wykorzystaj ten czas na poskładanie siebie od nowa, bo w takim stanie w jakim jesteś nie wydaje mi się, żeby nowy związek był dla ciebie wskazany.

31

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Czyli jak napisała autorka był psem tak?Szkoda,że go olałaś mój kolega już 3 razy lądował w takim szpitalu dla policjantów bo mu szajba odbijała.Mogłaś mu go zaproponować zamiast się przyglądać to typowy objaw piją i puszczają im nerwy,łatwo mówic debil,ma coś z garem itd ale ciekawe jak długo wytrzymali byscie w takim syfie?To co mi opowiadał nie jest na głowę zwykłego obywatela.Szkoda go.

32

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
słodko-kwaśny napisał/a:

Czyli jak napisała autorka był psem tak?Szkoda,że go olałaś mój kolega już 3 razy lądował w takim szpitalu dla policjantów bo mu szajba odbijała.Mogłaś mu go zaproponować zamiast się przyglądać to typowy objaw piją i puszczają im nerwy,łatwo mówic debil,ma coś z garem itd ale ciekawe jak długo wytrzymali byscie w takim syfie?To co mi opowiadał nie jest na głowę zwykłego obywatela.Szkoda go.

Tak, był psem. Z najgorszej sekcji. Gwałty, morderstwa itp. Oni nie mają prawa wyjśc stamtąd "normalni". Słyszałam od niego wiele historii, wiele barwnych opisów...:( Wiele razy proponowałam mu terapię chcąc ratować jego i nas. Tyle samo razy się zgadzał i tyle samo razy nic z tego nie wynikało. Szanowałam jego i jego pracę. Byłam z nim w najgorszych momentach, ale wtedy obrywałam najbardziej. Jakbym była odgromnikiem... To sa cholernie trudne wspomnienia. Tym bardziej, że ciągle odnosze wrażenie, ze on naprawdę nie chciał, ze nie był do konca świadom. To wyglądało, jakby było gdzies poza nim.

Ale to chyba jest trochę off topic jak sądzę. A może nie...

33

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Wysli go do szpitala w Tuszyn lesie leczą tam im ich chore łby może musi kilka razy tam "odpocząć"zanim znormalnieje.

34

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
słodko-kwaśny napisał/a:

Wysli go do szpitala w Tuszyn lesie leczą tam im ich chore łby może musi kilka razy tam "odpocząć"zanim znormalnieje.

Po pierwsze musiałby tego chciec. Po drugie nie mam z nim juz kontaktu. On ze mna tak... Mam nadzieję, ze nie bez końca.

35

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Witam Cie serdecznie.Mysle,ze to forum jest odpowiednim miejscem do wygdania,mysle tez ,ze nie bedziesz czula sie tu samotnie.Naprawde duzo ludzi ma podobne problemy.Kiedy czytalam ,to ,co pisalas o swoim mezu,wniosek byl tylko jeden-przemocowiec.Cyklicznosc tego zwiazku-raz cudownie,raz ohydnie,to jego czepianie sie,a potem wybuch agresji,a potem znow dobrze-to jest wlasnie chory zwiazek.Podziwiam Cie,ze potrafilas sama zebrac sily i z tym skonczyc.Wiadomo,ze dalej byloby jeszcze gorzej.Pewnie,ze tosknota zostaje-oczywiscie,za tym dobrym,za to jasna strona Twojego meza.Mysle,ze samotnosc jest trudna,ale w tej sytuacji jest najlepszym wyborem.Duzo sily Ci zycze.pzdr.

36

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
organic napisał/a:

Witajcie, zdecydowałam się dodać wątek w tym dziale bo myślę, że to co się dzieje ostatnio jest wynikiem tego co miało miejsce w moim związku. Byłam związana przez kilka lat z mężczyzną, który miał dwa oblicza. Zakochałam się w nim bo był spełnieniem moich marzen o partnerze na całe życie. Wspierał mnie we wszystkim co robiłam od samego początku, cudownie zajmował sie moimi dziećmi, był dla nich 100% ojcem, myśle, że je kochał. Czułam sie przez niego totalnie zaopiekowana, załatwiał wszystko na przedwczoraj, umiał ugotowac, uprac, posprzątać. Mieszkaliśmy razem niemal cały czas trwania naszego związku. On sie wtedy borykał z problemami podziału majątku po rozwodzie i paroma innymi, dość dużego kalibru. Dodam, ze poznaliśmy sie kiedy on był juz wolnym człowiekiem. Ja także wspierałam go jak tylko umiałam we wszystkim, obowiązkami domowymi dzieliliśmy się w miarę równo, oboje mieliśmy pracę. Seks był cudowny, była między nami do konca ogromna namiętność, rozmawiac moglismy o wszystkim. To był on nr 1. On nr 2 to...ech..miewał co jakis czas napady furii, poprzedzone jakąs kilkudniową aurą "czepiactwa" o wszystko. Po tej aurze zwykle przychodził dzien 0 i zaczynał pić od rana. Normalnie nie miał kłopotów z piciem żadnych. To było okresowe picie jednodniowe, po którym dostawal amoku. Obrzucał mnie takimi wyzwiskami, których istnienia nawet bym nie podejrzewała. Krzykiem wmawiał, że jestem nikim, że nie nadaję sie do niczego. Czasem podnosił na mnie rękę. Oczywiście kiedy trzeźwiał przepraszał..to sie powtarzało cyklicznie co ok 3-4 mce. Jestem przekonana, ze ten jego dualizm wziął sie z tego, ze całe swoje życie zawodowe spędził w wydz. kryminalnym... W koncu znalazłam w sobie siłę na to by zerwac z uzależnieniem od niego i odeszłam pól roku temu. I wcale nie jest mi lepiej sad Widze jak okrutnie odebrał mi mnie. Jak zniszczył moja kobiecośc i ufność. Moją radośc życia. Mam wrażenie, że nieodwracalnie.

Zawsze byłam spontaniczną, silną, wrażliwą kobietą. Doskonale radziłam sobie z zyciem i tym co ono niesie. Dziś jestem pusta, zmęczona, słaba. Próbuję pokazywać światu usmiech na twarzy i nadal udawac silną i czuje sie jak karykatura samej siebie.

Mam jedno marzenie. Miec u swojego boku kogoś, kto bedzie mnie kochał, przy kim moge zasnąć i czuc sie bezpiecznie. Ale ilekroć ktos taki pojawi sie, to trwa to tylko chwilę, bo ja wszytsko niszczę. Szukam w nim jakiegos ukrytego zła, węszę w obawie, ze zaraz spadnie na mnie jakies nieszczęście, kłamstwo, oszustwo. Koniec konców, czego sie nie tknę wszystko sp...rzę. A ta smotność mnie zabija.

Żeby postawić kropkę na "i" dziś dowiedziałam się, że mam raka. Wykryto go mimochodem, przy okazji zupełnie prostego badania. Szczęsliwie w takim stadium, ze jest niemal w 100% do wyleczenia. Ale ta wiadomość sprawiła, ze poczułam, że dobiłam do ściany.

Pisze w sumie nie wiem po co, chyba po to by móc sie wygadac i usłyszec jakies dobre słowo albo cokolwiek. Chciałabym odzyskac siebie sprzed 5 lat. Normalną, fajną, uśmiechniętą babkę, która kocha życie i czerpie je garściami. W tej chwili nie ma obok mnie nikogo, komu moglabym sie wygadac i spuścic z siebie to ciśnienie.

Dziękuję za dobrnięcie do końca..;)

mi sie aż łezka zakręciłą w oku,
tak bardzo cie rozumiem...
wiem co czujesz ile jest w tobie strachu i niepewności...
kiedy czytam takie posty łapie mnie frustracja, bo ile razy mozna sie sparzyc, jak przewidziec ze twój ukochany nagle nie skrzywdzi cie, od tak z partyzanta...
ale mozna zamknac sie w sobie lub zaryzykowac ponownie ze tym razem moze sie uda..
wydaje mi sie ze faecta mozna poznac nie po tym ze robi wszystko idealnie, sprzata gotuje pracuje tylko po jego sercu, czym jest napelnione..ile w nim spokoju i dobroci...
nie łam sie, niech nie wygra nad tobą ten czlowiek co cie skrzywdzil,
wiesz jaka bedziesz dumna gdy usmiechniesz sie do siebie i powiesz nie nie dam sobie odebrac radosci zycia bo jakis dupe.k nie potrafil docenic tego co miał ? smile

37

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
organic napisał/a:
słodko-kwaśny napisał/a:

Wysli go do szpitala w Tuszyn lesie leczą tam im ich chore łby może musi kilka razy tam "odpocząć"zanim znormalnieje.

Po pierwsze musiałby tego chciec. Po drugie nie mam z nim juz kontaktu. On ze mna tak... Mam nadzieję, ze nie bez końca.

To mu spróbuj dać szanse niech znormalnieje.Czasem warto choć trochę wysiłku.

38

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
słodko-kwaśny napisał/a:
organic napisał/a:
słodko-kwaśny napisał/a:

Wysli go do szpitala w Tuszyn lesie leczą tam im ich chore łby może musi kilka razy tam "odpocząć"zanim znormalnieje.

Po pierwsze musiałby tego chciec. Po drugie nie mam z nim juz kontaktu. On ze mna tak... Mam nadzieję, ze nie bez końca.

To mu spróbuj dać szanse niech znormalnieje.Czasem warto choć trochę wysiłku.

To chyba powinna być odwrotna kolejność: najpierw facet idzie po rozum do głowy, potem coś ze sobą robi, leczy się, a na końcu może coś wartościowego od siebie dać.

Autorko, wyszłaś z bagna, więc mam nadzieję, że do niego nie wrócisz. Pamiętaj też, że z Twoich postów wyszło, że potrafisz być sama ze sobą szczęśliwa, ze synami i że masz plan jak tu się ogarnąć i poznać kiedyś nowego towarzysza. Nie schodź z tej drogi smile.

39

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
lifrinat napisał/a:
słodko-kwaśny napisał/a:
organic napisał/a:

Po pierwsze musiałby tego chciec. Po drugie nie mam z nim juz kontaktu. On ze mna tak... Mam nadzieję, ze nie bez końca.

To mu spróbuj dać szanse niech znormalnieje.Czasem warto choć trochę wysiłku.

To chyba powinna być odwrotna kolejność: najpierw facet idzie po rozum do głowy, potem coś ze sobą robi, leczy się, a na końcu może coś wartościowego od siebie dać.

Autorko, wyszłaś z bagna, więc mam nadzieję, że do niego nie wrócisz. Pamiętaj też, że z Twoich postów wyszło, że potrafisz być sama ze sobą szczęśliwa, ze synami i że masz plan jak tu się ogarnąć i poznać kiedyś nowego towarzysza. Nie schodź z tej drogi smile.

Zgadzam się, udało Ci się odejść, więc nigdy nie wracaj. Nie chciał się leczyć, gdy z nim byłaś, więc teraz po rozstaniu tym bardziej nie będzie chciał. Nie poddawaj się manipulacji, nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina.
Ta huśtawka nastrojów od euforii po konkretny dół emocjonalny, to podobno normalne po tego typu związkach. U mnie niedługo będzie rok od odejścia, a nadal jeszcze jestem w proszku. Ale pomalutku wychodzę na prostą. Chciałabym odnaleźć w sobie dziewczynę, którą byłam przed wejściem w związek. Jednak to chyba niemożliwe. Trzeba polubić siebie taką jaką jestem teraz. Czego i Tobie życzę.

40

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
organic napisał/a:

On nr 2 to...ech..miewał co jakis czas napady furii, poprzedzone jakąs kilkudniową aurą "czepiactwa" o wszystko. Po tej aurze zwykle przychodził dzien 0 i zaczynał pić od rana. Normalnie nie miał kłopotów z piciem żadnych

Zachowanie alkoholika: zbliża się ciąg (czasami są to jednodniowe zapicia), alkoholik zaczyna szukać powodu do nachlania się. Oczywiście żaden alkoholik nie wierzy w swój alkoholizm, więc powód musi być zewnętrzny, najlepiej kłótnia z bliską osobą. Czyli przez kilka dni jest narastająca agresja - czepia się o bzdury, kłóci, w końcu wybucha. Ufff, ma powód do nachlania.

41 Ostatnio edytowany przez slaw47 (2015-01-24 23:28:58)

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Już nie będę wypowiadał się w więcej w Twoim wątku. Chciałbym tylko abyś częściowo poznała moją historię, może coś z tego dla siebie znajdziesz. Jestem alkoholikiem, nie piję 6 lat, bez terapii, bez grup wsparcia, bez żadnej pomocy z zewnątrz. Jestem żonaty, mieszkamy razem ale ,żyjemy w takiej niepisanej separacji. Ustaliliśmy z żoną że w każdej chwili, kiedy tylko podejmie decyzję o rozstaniu uszanuje to i jestem skłonny całą winę wziąć na siebie. Wychowaliśmy dwoje wspaniałych dzieci, nigdy nikogo ze swoich najbliższych nie skrzywdziłem fizycznie, nigdy nie pozwoliłem aby czegokolwiek brakowało, utrzymałem firmę przez 15 lat bez żadnych finansowych i prawnych problemów. Ale to nie jest powód do dumy, poczucie krzywdy jakie sprawił mój nałóg, ich psychiczne cierpienie w tamtym okresie jest już według mnie nienaprawialne. Czasu nie cofnę, złych wspomnień ani ze swojej ani z ich pamięci nie wymażę. Od listopada żona ciężko zachorowała, zdiagnozowano szpiczaka mnogiego. Jest chora, mam poczucie winy, byłem o krok od powrotu do nałogu, to były i są trudne chwile, ale nie mam zamiaru się nad sobą rozczulać, będę walczył i zrobię wszystko aby pokonać wspólnie z nią tą chorobę. Życie bywa przewrotne, praktycznie jeszcze latem planowaliśmy spokojnie że każde z nas pójdzie w swoją stronę i poszuka szczęścia które każdemu się należy. Nigdy nie poddam się dopóki nie zrobię wszystkiego co w mojej mocy. Już nie myślę o przyszłości, jej dla mnie nie ma, jest dzisiaj i być może będzie jutro, lepsze lub gorsze, ale zawsze mam nadzieję że będzie. Moim motem od pewnego czasu jest to żeby nigdy nie zapominać że jutro to będzie pierwszy dzień reszty mojego życia. Nie mam zamiaru pocieszać założycielki tego tematu, możliwe że przed nią trudne i ciężkie dni, ale jeżeli znajdzie w sobie siłę aby im odważnie się przeciwstawić, przetrwa i wyjdzie z tego zwycięsko. Tego Ci życzę. Wszystkiego najlepszego. Swoją prawdziwą siłę poznajemy wtedy kiedy wydaje nam się że jesteśmy zupełnie bezsilni. Sławek.

42

Odp: dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać
EeeTam napisał/a:
organic napisał/a:

On nr 2 to...ech..miewał co jakis czas napady furii, poprzedzone jakąs kilkudniową aurą "czepiactwa" o wszystko. Po tej aurze zwykle przychodził dzien 0 i zaczynał pić od rana. Normalnie nie miał kłopotów z piciem żadnych

Zachowanie alkoholika: zbliża się ciąg (czasami są to jednodniowe zapicia), alkoholik zaczyna szukać powodu do nachlania się. Oczywiście żaden alkoholik nie wierzy w swój alkoholizm, więc powód musi być zewnętrzny, najlepiej kłótnia z bliską osobą. Czyli przez kilka dni jest narastająca agresja - czepia się o bzdury, kłóci, w końcu wybucha. Ufff, ma powód do nachlania.

W mojej opini to klasyczne fazy przemocy: najpierw budowanie napięcia, następnie eskalacja przemocy i później faza miodowego miesiąca z obietnicami poprawy.

Posty [ 43 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » dobrnęłam do ściany, chcę się wygadać

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026