Spotykam się od 4 miesięcy z chłopakiem, na początku nie zależało mi - złamałam swoje zasady, poszłam z nim do łóżka. Potem znajomość trochę się umocniła, często się spotykaliśmy, nie tylko na seks. Na rozmowę, kawę, piwo, tańce, obiad. Tak jakoś wyszło, że wciąż się spotykamy, śpimy u siebie, nie zawsze uprawiamy seks, czasem po prostu przytulamy się, rozmawiamy i idziemy spać. Wracamy do swoich światów, nie odzywamy się 3 dni, potem idziemy na obiad. Czasem jesteśmy jak kumple, czasem jesteśmy jak para. Na początku było to dla mnie super, ciągle wcześniej byłam w związkach i po prostu chciałam czegoś luźnego i bez zobowiązań, chciałam by był ktoś kto przytuli, pocałuje, a potem zniknie, bym mogła być po prostu sama.
Nie wiem na co liczyłam, bo chyba wpadłam. Może nie po uszy, może nie wzdycham i nie tęsknię bardzo. Czasem mnie nawet irytuje. Ale przyzwyczaiłam się do niego.
Oboje mówimy, że nie chcemy stałego związku. Jeszcze miesiąc temu wiedziałam to, ale teraz zastanawiam się czy nie chcę go bardziej na wyłączność. Zaczyna mi po prostu przeszkadzać ta relacja, zaczyna mi go naprawdę brakować podczas tych dni, w których się nie odzywamy. Dla mnie to nowa sytuacja ze względu na to, że zawsze byłam w związku 2-3 lata i nigdy nie spotykałam się z kimś tak totalnie na luzie, a dla niego to nowa sytuacja, bo od kilku dobrych lat nie spotykał się z kimś tak "długo", zawsze miał epizody, przelotne romansy na raz, czasem na tydzień.
Mówi, że mnie bardzo lubi, że ma do mnie jakieś uczucie, że nie wie, co to. Jest bardziej czuły niż na początku, więcej mówi, ufa mi (powierzył mi pewną ważną sprawę), inaczej dotyka... Ja tak samo w sumie.
Czasem chcę go bardziej, czasem myślę, że jednak nie, że jest mi samej dobrze.
Boję się przyznać przed samą sobą i tym bardziej przed nim, że zaczyna mi naprawdę zależeć. Boję się. Nie wiem, czy dla niego taka sytuacja jest po prostu wygodna, że raz jestem - raz nie. Ale z drugiej strony wiem, że nie jest totalnie bezuczuciowym człowiekiem (jest dobry) i ta "przyjaźń" też coś dla niego znaczy. Może jednak coś do mnie ma, ale boi się po prostu do tego przyznać? Mówi, że jestem dobrą dziewczyną dla niego, mówi dużo. W wiele miejsc mnie zaprasza. Czuję, że jest pomiędzy nami nei tylko chemia i pociąg seksualny, ale przyjaźń. Potrafimy przy sobie milczeć, gotować, gadać o wszystkim.
O co chodzi?
(Potrzebowałam się wygadać, ale komentarze odnośnie sytuacji mile widziane.) ![]()