15 lat małżeństwa, 2 dzieci - 6 lat szczęśliwych, reszta przepełniona zazdrością męża, awanturami, szarpaninami w końcu gwałtem. Próba zapomnienia o tym co się stało, tylko dlatego, żeby rodzina była pełna, ponieważ sama pochodzę z rozbitej. Nie dałam rady, w końcu wniosłam sprawę o rozwód.
W trakcie rozwodu można powiedzieć, że zostałam całkiem sama, On nastawił przeciwko mnie całą rodzinę i swoją i moją, miałam tylko dzieci, które nastwiano przeciwko mnie na każdym kroku i przyjaciół, którzy mieszkali daleko ode mnie. Mąż przez okres rozwodu ciągle mnie gnębił, próbował złośliwie odebrać dzieci, nie dawał na nie pieniędzy, z czasem zaczoł się spotykać z innymi...o dzieciach zapomniał, cały czas mieszkal z nami, też złośliwie, żeby uprzykrzać życie za to, że postanowiłam odejść. Okres rozwodowy trwał prawie rok. Przez ten czas przeżywałam horror. W końcu poznałam mężczyznę, który traktował mnie jak nikt inny. Zakochałam si Zbliżała się druga sprawa rozwodowa, mój mąż jakby stał się milszy dla mnie, sporadycznie odezwał się do mnie z uśmiechem... aż zaczęłam o nim spowrotem myśleć...nie wiem jak to się stało, ale zaczęłam za nim tęsknić. Nie minęły 2 tygodnie, rzuciłam x i już spowrotem z mężem planowałam przyszłość. Chwile uniesienia, cudowny czas, ogromne szczęście jednego z synów- najmłodszego, bo starszy nie chciał, żebym wracała do męża... 2 miesiące były cudowne- nowe warunki, obiecywania męża, że już nie będzie mi wszystkiego zakazywał itd itp....jednak wszystko zaczeło wracać... nakazy, zakazy, obwinianie za coś czego nie robiłam, wytykanie mojego związku z czasu trwania rozwodu, w końcu z wzajemnością, bo zaczłam robić mu to samo ...Kłócimy się co miesiąc, wiem, że powinnam odejść a nie potrafie tego zrobić, 2 miesiace były super az do momentu jak wyjechal w delegacje i zapomnial sie w domu wylogowac z fb i mi zaczela konwesacja wpadac z jakąś x, wybaczyłam, bo jechal całą noc po tym specjalnie bo wiedzial ze cos nie tak jest...no i tak potem z miesiąca na miesiąc przynajmniej raz w mcu jest awantura, glownie o to ze wypomina mi poprzednią znajomość ( a wie ze spotykalismy sie w trakcie rozwodu tylko) przez te klotnie wpadłam w depresje,w pracy ciglam zwolnienie potem sie zwolnilam, wyladowałam u psychologa potem u psychiatry, brałam antydepresanty, chcieli mnie zamknac w szpitalu.w tym czasie z jego strony zero wsparcia, zajmowal sie sam sobą rower, mecze itp nawet jak go prosilam zeby ze mną został to mowil ze nie zna sie na mojej chorobie i nie bedzie mnie sluchal... a ja jak głupia skomlałam zeby sie poprawil... potem lewe konto, potem nastepne, potem badoo- twierdzil ze nie jego itp... teraz znalazłam nastepne i zwyczajnie na nie weszłam do srodka czytałam wszystko -twierdzi ze tego juz od wtedy nie robi ...ale jakos nie chce mi sie w to wierzyc...
tłumaczy to tym ze mi nie ufal więc sie bawil dopiero jak sie zorientował, że go kocham to przestał....
głownie to tak wyglada ze kłocimy sie przez niego i to potem ja sie prosze zeby bylo dobrze, mysle logicznie i wiem ze powinnam to zakonczyć ale nie potrafię...nie wiem czemu albo sie zatracilam w tym związku albo jestem uzalzniona od niego...
Męża nie rozumiem. Twierdzi ze mnie kocha,a mimo to robi swoje...jego odpowiedz to "mam zryty łeb" albo on jest winny a jak mu to wygarniam to on argumenty przeciwko mnie wymysla i koniec konca temat konczy sie na tym ze ja jestem zła,bo go sprawdzam on sie nie oddzywa a potem to ja przepraszam... moim zdaniem facet jak cos nabroił to chyba powinien sie jakos wykazac jak mu zależy....prosic o wybaczenie itp...czy jak to jest... bo juz nic nie rozumiem
a on mi potrafi powiedziec np ze jakbym nie szpurała to by nie było tematu.
Nie wiem co mam robić, jak znaleźć w sobie siłę, żeby to zakończyć....