netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

33 odpowiedzi4 615 wyświetleńzałożony przez Ainah, 19.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

1

Temat: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

15 lat małżeństwa, 2 dzieci -  6 lat szczęśliwych, reszta przepełniona zazdrością męża, awanturami, szarpaninami w końcu gwałtem. Próba zapomnienia o tym co się stało, tylko dlatego, żeby rodzina była pełna, ponieważ sama pochodzę z rozbitej. Nie dałam rady, w końcu wniosłam sprawę o rozwód.
W trakcie rozwodu można powiedzieć, że zostałam całkiem sama, On nastawił przeciwko mnie całą rodzinę i swoją i moją, miałam tylko dzieci, które nastwiano przeciwko mnie na każdym kroku i przyjaciół, którzy mieszkali daleko ode mnie. Mąż przez okres rozwodu ciągle mnie gnębił, próbował złośliwie odebrać dzieci, nie dawał na nie pieniędzy, z czasem zaczoł się spotykać z innymi...o dzieciach zapomniał, cały czas mieszkal z nami, też złośliwie, żeby uprzykrzać życie za to, że postanowiłam odejść. Okres rozwodowy trwał prawie rok. Przez ten czas przeżywałam horror. W końcu poznałam mężczyznę, który traktował mnie jak nikt inny. Zakochałam si Zbliżała się druga sprawa rozwodowa, mój mąż jakby stał się milszy dla mnie, sporadycznie odezwał się do mnie z uśmiechem... aż zaczęłam o nim spowrotem myśleć...nie wiem jak to się stało, ale zaczęłam za nim tęsknić. Nie minęły 2 tygodnie, rzuciłam x i już spowrotem z mężem planowałam przyszłość. Chwile uniesienia, cudowny czas, ogromne szczęście jednego z synów- najmłodszego, bo starszy nie chciał, żebym wracała do męża... 2 miesiące były cudowne- nowe warunki, obiecywania męża, że już nie będzie mi wszystkiego zakazywał itd itp....jednak wszystko zaczeło wracać... nakazy, zakazy, obwinianie za coś czego nie robiłam, wytykanie mojego związku z czasu trwania rozwodu, w końcu z wzajemnością, bo zaczłam robić mu to samo ...Kłócimy się co miesiąc, wiem, że powinnam odejść a nie potrafie tego zrobić, 2 miesiace były super az do momentu jak wyjechal w delegacje i zapomnial sie w domu wylogowac z fb i mi zaczela konwesacja wpadac z jakąś x, wybaczyłam, bo jechal całą noc po tym specjalnie bo wiedzial ze cos nie tak jest...no i tak potem z miesiąca na miesiąc przynajmniej raz w mcu jest awantura, glownie o to ze wypomina mi poprzednią znajomość ( a wie ze spotykalismy sie w trakcie rozwodu tylko) przez te klotnie wpadłam w depresje,w pracy ciglam zwolnienie potem sie zwolnilam, wyladowałam u psychologa potem u psychiatry, brałam antydepresanty, chcieli mnie zamknac w szpitalu.w tym czasie z jego strony zero wsparcia, zajmowal sie sam sobą rower, mecze itp nawet jak go prosilam zeby ze mną został to mowil ze nie zna sie na mojej chorobie i nie bedzie mnie sluchal... a ja jak głupia skomlałam zeby sie poprawil... potem lewe konto, potem nastepne, potem badoo- twierdzil ze nie jego itp... teraz znalazłam nastepne i zwyczajnie na nie weszłam do srodka czytałam wszystko -twierdzi ze tego juz od wtedy nie robi ...ale jakos nie chce mi sie w to wierzyc...

tłumaczy to tym ze mi nie ufal więc sie bawil dopiero jak sie zorientował, że go kocham to przestał....

głownie to tak wyglada ze kłocimy sie przez niego i to potem ja sie prosze zeby bylo dobrze, mysle logicznie i wiem ze powinnam to zakonczyć ale nie potrafię...nie wiem czemu albo sie zatracilam w tym związku albo jestem uzalzniona od niego...

Męża nie rozumiem. Twierdzi ze mnie kocha,a mimo to robi swoje...jego odpowiedz to "mam zryty łeb" albo on jest winny a jak mu to wygarniam to on argumenty przeciwko mnie wymysla i koniec konca temat konczy sie na tym ze ja jestem zła,bo go sprawdzam on sie nie oddzywa a potem to ja przepraszam... moim zdaniem facet jak cos nabroił to chyba powinien sie jakos wykazac jak mu zależy....prosic o wybaczenie itp...czy jak to jest... bo juz nic nie rozumiem
a on mi potrafi powiedziec np ze jakbym nie szpurała to by nie było tematu.

Nie wiem co mam robić, jak znaleźć w sobie siłę, żeby to zakończyć....

2

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

hey, zmiany nie bedzie, taki typ faceta. i albo juz tak przezyjesz zycie, na takim toksycznym związku i przywykniesz ,albo musisz wyrzucic go na Zawsze.

3

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Przykro mi Ainah czytać twoja historię. Bardzo dużo przeszłaś i wg mnie czas zrobic cos dla siebie. Dałaś sobie rade bez niego w najcięższych chwilach, więc nie musisz się bać, że teraz Ci sie nie uda. Dzieci nie są slepe i na pewno zrozumieją twoje decyzje. Dzieci dorosną a ty zostaniesz sama z awanturnikiem.

4

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
targa napisał/a:

hey, zmiany nie bedzie, taki typ faceta. i albo juz tak przezyjesz zycie, na takim toksycznym związku i przywykniesz ,albo musisz wyrzucic go na Zawsze.

Problem w tym, że już nie wytrzymuję i tak bardzo chciałabym, żeby był taki jak z początku małżeństwa, teraz jestem wrakiem człowieka z kobiety, która była pewna siebie, czuła się atrakcyjna dla siebie nie zostało nic, drżą mi ręce, mam nerwobóle, garściami wypadają mi włosy i nic kompletnie mi się nie chce, zmuszam się, żeby cokolwiek w domu zrobić, są dni, że nie wychodze spod kołdry i ciągle płacze i chociaż wiem, że powinnam odejść to nie mam na to siły...nie wiem boje się, że będzie mnie tak niszczył jak w trakcie rozowdu, wiem, że się nie wyprowadzi...mam ochotę zasnąć i się nie obudzić...

5

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ainah napisał/a:

15 lat małżeństwa, 2 dzieci -  6 lat szczęśliwych, reszta przepełniona zazdrością męża, awanturami, szarpaninami w końcu gwałtem. Próba zapomnienia o tym co się stało, tylko dlatego, żeby rodzina była pełna, ponieważ sama pochodzę z rozbitej. Nie dałam rady, w końcu wniosłam sprawę o rozwód.
W trakcie rozwodu można powiedzieć, że zostałam całkiem sama, On nastawił przeciwko mnie całą rodzinę i swoją i moją, miałam tylko dzieci, które nastwiano przeciwko mnie na każdym kroku i przyjaciół, którzy mieszkali daleko ode mnie. Mąż przez okres rozwodu ciągle mnie gnębił, próbował złośliwie odebrać dzieci, nie dawał na nie pieniędzy, z czasem zaczoł się spotykać z innymi...o dzieciach zapomniał, cały czas mieszkal z nami, też złośliwie, żeby uprzykrzać życie za to, że postanowiłam odejść. Okres rozwodowy trwał prawie rok. Przez ten czas przeżywałam horror. W końcu poznałam mężczyznę, który traktował mnie jak nikt inny. Zakochałam si Zbliżała się druga sprawa rozwodowa, mój mąż jakby stał się milszy dla mnie, sporadycznie odezwał się do mnie z uśmiechem... aż zaczęłam o nim spowrotem myśleć...nie wiem jak to się stało, ale zaczęłam za nim tęsknić. Nie minęły 2 tygodnie, rzuciłam x i już spowrotem z mężem planowałam przyszłość. Chwile uniesienia, cudowny czas, ogromne szczęście jednego z synów- najmłodszego, bo starszy nie chciał, żebym wracała do męża... 2 miesiące były cudowne- nowe warunki, obiecywania męża, że już nie będzie mi wszystkiego zakazywał itd itp....jednak wszystko zaczeło wracać... nakazy, zakazy, obwinianie za coś czego nie robiłam, wytykanie mojego związku z czasu trwania rozwodu, w końcu z wzajemnością, bo zaczłam robić mu to samo ...Kłócimy się co miesiąc, wiem, że powinnam odejść a nie potrafie tego zrobić, 2 miesiace były super az do momentu jak wyjechal w delegacje i zapomnial sie w domu wylogowac z fb i mi zaczela konwesacja wpadac z jakąś x, wybaczyłam, bo jechal całą noc po tym specjalnie bo wiedzial ze cos nie tak jest...no i tak potem z miesiąca na miesiąc przynajmniej raz w mcu jest awantura, glownie o to ze wypomina mi poprzednią znajomość ( a wie ze spotykalismy sie w trakcie rozwodu tylko) przez te klotnie wpadłam w depresje,w pracy ciglam zwolnienie potem sie zwolnilam, wyladowałam u psychologa potem u psychiatry, brałam antydepresanty, chcieli mnie zamknac w szpitalu.w tym czasie z jego strony zero wsparcia, zajmowal sie sam sobą rower, mecze itp nawet jak go prosilam zeby ze mną został to mowil ze nie zna sie na mojej chorobie i nie bedzie mnie sluchal... a ja jak głupia skomlałam zeby sie poprawil... potem lewe konto, potem nastepne, potem badoo- twierdzil ze nie jego itp... teraz znalazłam nastepne i zwyczajnie na nie weszłam do srodka czytałam wszystko -twierdzi ze tego juz od wtedy nie robi ...ale jakos nie chce mi sie w to wierzyc...

tłumaczy to tym ze mi nie ufal więc sie bawil dopiero jak sie zorientował, że go kocham to przestał....

głownie to tak wyglada ze kłocimy sie przez niego i to potem ja sie prosze zeby bylo dobrze, mysle logicznie i wiem ze powinnam to zakonczyć ale nie potrafię...nie wiem czemu albo sie zatracilam w tym związku albo jestem uzalzniona od niego...

Męża nie rozumiem. Twierdzi ze mnie kocha,a mimo to robi swoje...jego odpowiedz to "mam zryty łeb" albo on jest winny a jak mu to wygarniam to on argumenty przeciwko mnie wymysla i koniec konca temat konczy sie na tym ze ja jestem zła,bo go sprawdzam on sie nie oddzywa a potem to ja przepraszam... moim zdaniem facet jak cos nabroił to chyba powinien sie jakos wykazac jak mu zależy....prosic o wybaczenie itp...czy jak to jest... bo juz nic nie rozumiem
a on mi potrafi powiedziec np ze jakbym nie szpurała to by nie było tematu.

Nie wiem co mam robić, jak znaleźć w sobie siłę, żeby to zakończyć....

totalny kolowrot,jestes  z kims kto ci mówi ,ze jakbys nie szperala to byś nie znalazla i potem jeszcze go za to przepraszasz,no nie bądź zdziwiona jak cię zamknie na oddziale zamkniętym,on sie nie odzywa bo ma focha ze ty odkrylas jego qrewstwo a ty go przepraszasz i co mamy ci pogratulować?? bo przecież wiesz ze sie poniżasz,ze on cię nie szanuje ,ze robi z tobą co chce,bo nic mu za to nie grozi,BEZKARNOŚĆ ROZBESTWIA,albo jak wolisz,nie ma kary ,nie ma miary,facet jest zerem ,nie ma wlasnego pionu moralnego,taki siedzi na dupie tylko wtedy gdy boi sie sankcji ,twój niczego sie nie boi,kpi z ciebie ,bo mu pozwalasz na to,????

6

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
werka.jeż napisał/a:

Przykro mi Ainah czytać twoja historię. Bardzo dużo przeszłaś i wg mnie czas zrobic cos dla siebie. Dałaś sobie rade bez niego w najcięższych chwilach, więc nie musisz się bać, że teraz Ci sie nie uda. Dzieci nie są slepe i na pewno zrozumieją twoje decyzje. Dzieci dorosną a ty zostaniesz sama z awanturnikiem.

Starszy syn, nawet marzy o tym, żeby odejść, nie znosi go. Młodszy jest za nim strasznie ... wiem, że wtedy dałam radę, ale wtedy byłam silniejsza - inna, teraz czuje, że z tamtej mnie nie zostało już nic....a tak bardzo bym chciała, żeby było inaczej, kiedyś każdy nam zazdrościł, On był cudownym mężem, ojcem... z czasem to się zmieniło, kiedys jego zazdrośc była na małym poziomie, z czasem stawała się coraz większa... wiem ,że nie widział pozamną świata ...kiedyś....

7

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ainah napisał/a:
werka.jeż napisał/a:

Przykro mi Ainah czytać twoja historię. Bardzo dużo przeszłaś i wg mnie czas zrobic cos dla siebie. Dałaś sobie rade bez niego w najcięższych chwilach, więc nie musisz się bać, że teraz Ci sie nie uda. Dzieci nie są slepe i na pewno zrozumieją twoje decyzje. Dzieci dorosną a ty zostaniesz sama z awanturnikiem.

Starszy syn, nawet marzy o tym, żeby odejść, nie znosi go. Młodszy jest za nim strasznie ... wiem, że wtedy dałam radę, ale wtedy byłam silniejsza - inna, teraz czuje, że z tamtej mnie nie zostało już nic....a tak bardzo bym chciała, żeby było inaczej, kiedyś każdy nam zazdrościł, On był cudownym mężem, ojcem... z czasem to się zmieniło, kiedys jego zazdrośc była na małym poziomie, z czasem stawała się coraz większa... wiem ,że nie widział pozamną świata ...kiedyś....

pracujesz?jestes zalezna od niego finansowo?
czy oprócz tego ze chcesz by bylo tak jak kiedyś czyli na początku zwiazku,masz jakieś oczekiwania wzg niego ? pytam o REALNE oczekiwania ,na teraz ,na dzisiaj,sami sie nie zrobi,mozesz mu powiedzieć ,walnąć pięścią w stol raczej i zagrozić że albo zmieni sie to i to i to ,a raczej wszystko,albo ty sie wymiksowujesz z tego,bo tkwienie w tym czymś,to jakieś chore jest i masochistyczne

8

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Rozwód rodziców nie oznacza, że ojciec przestaje być ojcem, a matka matką.

Marzenia w Twej sytuacji o tym, by mąż zachowywał się wobec Ciebie tak jak przed 15 laty, są co najmniej niepoważne. Po co marzysz o czymś, co jest nierealne?

9

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
LUSILJU napisał/a:
Ainah napisał/a:
werka.jeż napisał/a:

Przykro mi Ainah czytać twoja historię. Bardzo dużo przeszłaś i wg mnie czas zrobic cos dla siebie. Dałaś sobie rade bez niego w najcięższych chwilach, więc nie musisz się bać, że teraz Ci sie nie uda. Dzieci nie są slepe i na pewno zrozumieją twoje decyzje. Dzieci dorosną a ty zostaniesz sama z awanturnikiem.

Starszy syn, nawet marzy o tym, żeby odejść, nie znosi go. Młodszy jest za nim strasznie ... wiem, że wtedy dałam radę, ale wtedy byłam silniejsza - inna, teraz czuje, że z tamtej mnie nie zostało już nic....a tak bardzo bym chciała, żeby było inaczej, kiedyś każdy nam zazdrościł, On był cudownym mężem, ojcem... z czasem to się zmieniło, kiedys jego zazdrośc była na małym poziomie, z czasem stawała się coraz większa... wiem ,że nie widział pozamną świata ...kiedyś....

pracujesz?jestes zalezna od niego finansowo?
czy oprócz tego ze chcesz by bylo tak jak kiedyś czyli na początku zwiazku,masz jakieś oczekiwania wzg niego ? pytam o REALNE oczekiwania ,na teraz ,na dzisiaj,sami sie nie zrobi,mozesz mu powiedzieć ,walnąć pięścią w stol raczej i zagrozić że albo zmieni sie to i to i to ,a raczej wszystko,albo ty sie wymiksowujesz z tego,bo tkwienie w tym czymś,to jakieś chore jest i masochistyczne

Nie, pod koniec roku straciłam prace z powodu depresji, leczyłam się psychiatrycznie, teraz nie mam siły, żeby ją podjąć, do wszystkiego się zmuszam, nawet do tego, żeby pozmywać, nic nie daje mi przyjemności, poza dziećmi, dzięki którym jeszcze w ogóle żyje...
Mam oczekiwania, chciałabym, żeby traktował mnie tak, jak traktował mnie do momentu przyjścia na świat drugiego dziecka, żeby mnie szanował, żeby adorował, żeby czuła, że jestem ważna, żeby poświęcał dzieciom trochę czasu, tymczasem jego nie ma od 6 do 19...praca- do tego jest pracoholikiem. Próbowałam to zmienić, prosiłam, mówiłam, że bardzo mi go brakuje, żeby wracał czasem trochę wcześniej, żebyśmy gdzieś wyszli... Jak ja wyjde z dziećmi nawet do siostry to ma mi to za złe. Powiedział, że jak czuje sie samotna to mam iśc do pracy a on wczesniej nie będzie wracał bo ja to bym chciała żeby on nie pracował i siedział w domu...co jest nie prawdą ....

10

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ainah napisał/a:
LUSILJU napisał/a:
Ainah napisał/a:

Starszy syn, nawet marzy o tym, żeby odejść, nie znosi go. Młodszy jest za nim strasznie ... wiem, że wtedy dałam radę, ale wtedy byłam silniejsza - inna, teraz czuje, że z tamtej mnie nie zostało już nic....a tak bardzo bym chciała, żeby było inaczej, kiedyś każdy nam zazdrościł, On był cudownym mężem, ojcem... z czasem to się zmieniło, kiedys jego zazdrośc była na małym poziomie, z czasem stawała się coraz większa... wiem ,że nie widział pozamną świata ...kiedyś....

pracujesz?jestes zalezna od niego finansowo?
czy oprócz tego ze chcesz by bylo tak jak kiedyś czyli na początku zwiazku,masz jakieś oczekiwania wzg niego ? pytam o REALNE oczekiwania ,na teraz ,na dzisiaj,sami sie nie zrobi,mozesz mu powiedzieć ,walnąć pięścią w stol raczej i zagrozić że albo zmieni sie to i to i to ,a raczej wszystko,albo ty sie wymiksowujesz z tego,bo tkwienie w tym czymś,to jakieś chore jest i masochistyczne

Nie, pod koniec roku straciłam prace z powodu depresji, leczyłam się psychiatrycznie, teraz nie mam siły, żeby ją podjąć, do wszystkiego się zmuszam, nawet do tego, żeby pozmywać, nic nie daje mi przyjemności, poza dziećmi, dzięki którym jeszcze w ogóle żyje...
Mam oczekiwania, chciałabym, żeby traktował mnie tak, jak traktował mnie do momentu przyjścia na świat drugiego dziecka, żeby mnie szanował, żeby adorował, żeby czuła, że jestem ważna, żeby poświęcał dzieciom trochę czasu, tymczasem jego nie ma od 6 do 19...praca- do tego jest pracoholikiem. Próbowałam to zmienić, prosiłam, mówiłam, że bardzo mi go brakuje, żeby wracał czasem trochę wcześniej, żebyśmy gdzieś wyszli... Jak ja wyjde z dziećmi nawet do siostry to ma mi to za złe. Powiedział, że jak czuje sie samotna to mam iśc do pracy a on wczesniej nie będzie wracał bo ja to bym chciała żeby on nie pracował i siedział w domu...co jest nie prawdą ....

W momentach kiedy między nami jest dobrze, mam siłe, potrafie się uśmiechać , pomalować, wszystko robić, szukam pracy ....wtedy przychodzi następna awantura, wtedy spadam w dół znowu jestem wrakiem i nie mam na nic siły i tak w kółko

11

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ainah napisał/a:

15 lat małżeństwa, 2 dzieci -  6 lat szczęśliwych, reszta przepełniona zazdrością męża, awanturami, szarpaninami w końcu gwałtem. Próba zapomnienia o tym co się stało, tylko dlatego, żeby rodzina była pełna, ponieważ sama pochodzę z rozbitej. Nie dałam rady, w końcu wniosłam sprawę o rozwód.
W trakcie rozwodu można powiedzieć, że zostałam całkiem sama, On nastawił przeciwko mnie całą rodzinę i swoją i moją, miałam tylko dzieci, które nastwiano przeciwko mnie na każdym kroku i przyjaciół, którzy mieszkali daleko ode mnie. Mąż przez okres rozwodu ciągle mnie gnębił, próbował złośliwie odebrać dzieci, nie dawał na nie pieniędzy, z czasem zaczoł się spotykać z innymi...o dzieciach zapomniał, cały czas mieszkal z nami, też złośliwie, żeby uprzykrzać życie za to, że postanowiłam odejść. Okres rozwodowy trwał prawie rok. Przez ten czas przeżywałam horror. W końcu poznałam mężczyznę, który traktował mnie jak nikt inny. Zakochałam si Zbliżała się druga sprawa rozwodowa, mój mąż jakby stał się milszy dla mnie, sporadycznie odezwał się do mnie z uśmiechem... aż zaczęłam o nim spowrotem myśleć...nie wiem jak to się stało, ale zaczęłam za nim tęsknić. Nie minęły 2 tygodnie, rzuciłam x i już spowrotem z mężem planowałam przyszłość. Chwile uniesienia, cudowny czas, ogromne szczęście jednego z synów- najmłodszego, bo starszy nie chciał, żebym wracała do męża... 2 miesiące były cudowne- nowe warunki, obiecywania męża, że już nie będzie mi wszystkiego zakazywał itd itp....jednak wszystko zaczeło wracać... nakazy, zakazy, obwinianie za coś czego nie robiłam, wytykanie mojego związku z czasu trwania rozwodu, w końcu z wzajemnością, bo zaczłam robić mu to samo ...Kłócimy się co miesiąc, wiem, że powinnam odejść a nie potrafie tego zrobić, 2 miesiace były super az do momentu jak wyjechal w delegacje i zapomnial sie w domu wylogowac z fb i mi zaczela konwesacja wpadac z jakąś x, wybaczyłam, bo jechal całą noc po tym specjalnie bo wiedzial ze cos nie tak jest...no i tak potem z miesiąca na miesiąc przynajmniej raz w mcu jest awantura, glownie o to ze wypomina mi poprzednią znajomość ( a wie ze spotykalismy sie w trakcie rozwodu tylko) przez te klotnie wpadłam w depresje,w pracy ciglam zwolnienie potem sie zwolnilam, wyladowałam u psychologa potem u psychiatry, brałam antydepresanty, chcieli mnie zamknac w szpitalu.w tym czasie z jego strony zero wsparcia, zajmowal sie sam sobą rower, mecze itp nawet jak go prosilam zeby ze mną został to mowil ze nie zna sie na mojej chorobie i nie bedzie mnie sluchal... a ja jak głupia skomlałam zeby sie poprawil... potem lewe konto, potem nastepne, potem badoo- twierdzil ze nie jego itp... teraz znalazłam nastepne i zwyczajnie na nie weszłam do srodka czytałam wszystko -twierdzi ze tego juz od wtedy nie robi ...ale jakos nie chce mi sie w to wierzyc...

tłumaczy to tym ze mi nie ufal więc sie bawil dopiero jak sie zorientował, że go kocham to przestał....

głownie to tak wyglada ze kłocimy sie przez niego i to potem ja sie prosze zeby bylo dobrze, mysle logicznie i wiem ze powinnam to zakonczyć ale nie potrafię...nie wiem czemu albo sie zatracilam w tym związku albo jestem uzalzniona od niego...

Męża nie rozumiem. Twierdzi ze mnie kocha,a mimo to robi swoje...jego odpowiedz to "mam zryty łeb" albo on jest winny a jak mu to wygarniam to on argumenty przeciwko mnie wymysla i koniec konca temat konczy sie na tym ze ja jestem zła,bo go sprawdzam on sie nie oddzywa a potem to ja przepraszam... moim zdaniem facet jak cos nabroił to chyba powinien sie jakos wykazac jak mu zależy....prosic o wybaczenie itp...czy jak to jest... bo juz nic nie rozumiem
a on mi potrafi powiedziec np ze jakbym nie szpurała to by nie było tematu.

Nie wiem co mam robić, jak znaleźć w sobie siłę, żeby to zakończyć....

Boze,dziewczyno,jestes w slepym zaulku-tak jak ja bylam.I nadal jestem-tyle,ze myslami przy nim jestem,a to tez jest megawyczerpujace.Czytalas w ogole o chorych,toksycznych zwiazkach?znasz teorie na ten temat?Duzo sily Ci zycze.Pzdr.

12

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ismena1976 napisał/a:
Ainah napisał/a:

15 lat małżeństwa, 2 dzieci -  6 lat szczęśliwych, reszta przepełniona zazdrością męża, awanturami, szarpaninami w końcu gwałtem. Próba zapomnienia o tym co się stało, tylko dlatego, żeby rodzina była pełna, ponieważ sama pochodzę z rozbitej. Nie dałam rady, w końcu wniosłam sprawę o rozwód.
W trakcie rozwodu można powiedzieć, że zostałam całkiem sama, On nastawił przeciwko mnie całą rodzinę i swoją i moją, miałam tylko dzieci, które nastwiano przeciwko mnie na każdym kroku i przyjaciół, którzy mieszkali daleko ode mnie. Mąż przez okres rozwodu ciągle mnie gnębił, próbował złośliwie odebrać dzieci, nie dawał na nie pieniędzy, z czasem zaczoł się spotykać z innymi...o dzieciach zapomniał, cały czas mieszkal z nami, też złośliwie, żeby uprzykrzać życie za to, że postanowiłam odejść. Okres rozwodowy trwał prawie rok. Przez ten czas przeżywałam horror. W końcu poznałam mężczyznę, który traktował mnie jak nikt inny. Zakochałam si Zbliżała się druga sprawa rozwodowa, mój mąż jakby stał się milszy dla mnie, sporadycznie odezwał się do mnie z uśmiechem... aż zaczęłam o nim spowrotem myśleć...nie wiem jak to się stało, ale zaczęłam za nim tęsknić. Nie minęły 2 tygodnie, rzuciłam x i już spowrotem z mężem planowałam przyszłość. Chwile uniesienia, cudowny czas, ogromne szczęście jednego z synów- najmłodszego, bo starszy nie chciał, żebym wracała do męża... 2 miesiące były cudowne- nowe warunki, obiecywania męża, że już nie będzie mi wszystkiego zakazywał itd itp....jednak wszystko zaczeło wracać... nakazy, zakazy, obwinianie za coś czego nie robiłam, wytykanie mojego związku z czasu trwania rozwodu, w końcu z wzajemnością, bo zaczłam robić mu to samo ...Kłócimy się co miesiąc, wiem, że powinnam odejść a nie potrafie tego zrobić, 2 miesiace były super az do momentu jak wyjechal w delegacje i zapomnial sie w domu wylogowac z fb i mi zaczela konwesacja wpadac z jakąś x, wybaczyłam, bo jechal całą noc po tym specjalnie bo wiedzial ze cos nie tak jest...no i tak potem z miesiąca na miesiąc przynajmniej raz w mcu jest awantura, glownie o to ze wypomina mi poprzednią znajomość ( a wie ze spotykalismy sie w trakcie rozwodu tylko) przez te klotnie wpadłam w depresje,w pracy ciglam zwolnienie potem sie zwolnilam, wyladowałam u psychologa potem u psychiatry, brałam antydepresanty, chcieli mnie zamknac w szpitalu.w tym czasie z jego strony zero wsparcia, zajmowal sie sam sobą rower, mecze itp nawet jak go prosilam zeby ze mną został to mowil ze nie zna sie na mojej chorobie i nie bedzie mnie sluchal... a ja jak głupia skomlałam zeby sie poprawil... potem lewe konto, potem nastepne, potem badoo- twierdzil ze nie jego itp... teraz znalazłam nastepne i zwyczajnie na nie weszłam do srodka czytałam wszystko -twierdzi ze tego juz od wtedy nie robi ...ale jakos nie chce mi sie w to wierzyc...

tłumaczy to tym ze mi nie ufal więc sie bawil dopiero jak sie zorientował, że go kocham to przestał....

głownie to tak wyglada ze kłocimy sie przez niego i to potem ja sie prosze zeby bylo dobrze, mysle logicznie i wiem ze powinnam to zakonczyć ale nie potrafię...nie wiem czemu albo sie zatracilam w tym związku albo jestem uzalzniona od niego...

Męża nie rozumiem. Twierdzi ze mnie kocha,a mimo to robi swoje...jego odpowiedz to "mam zryty łeb" albo on jest winny a jak mu to wygarniam to on argumenty przeciwko mnie wymysla i koniec konca temat konczy sie na tym ze ja jestem zła,bo go sprawdzam on sie nie oddzywa a potem to ja przepraszam... moim zdaniem facet jak cos nabroił to chyba powinien sie jakos wykazac jak mu zależy....prosic o wybaczenie itp...czy jak to jest... bo juz nic nie rozumiem
a on mi potrafi powiedziec np ze jakbym nie szpurała to by nie było tematu.

Nie wiem co mam robić, jak znaleźć w sobie siłę, żeby to zakończyć....

Boze,dziewczyno,jestes w slepym zaulku-tak jak ja bylam.I nadal jestem-tyle,ze myslami przy nim jestem,a to tez jest megawyczerpujace.Czytalas w ogole o chorych,toksycznych zwiazkach?znasz teorie na ten temat?Duzo sily Ci zycze.Pzdr.

Tak czytałam dużo, dlatego wiem z czym mam do czynienia, wiem, że jestem uzależniona, ale nie potrafię znaleźć w sobie tej siły, która pozwoli mi odejść, nie wiem już co musi sie stać zebym w końcu dała sobie spokój...

13

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

A zadawalas sobie kiedys pytanie-co Cie przy nim trzyma?Probowalas tak sama ze soba szczerze pogadac?pzdr.

14

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ismena1976 napisał/a:

A zadawalas sobie kiedys pytanie-co Cie przy nim trzyma?Probowalas tak sama ze soba szczerze pogadac?pzdr.

Zanim do niego wróciłam, zaczęłam tęsknić, śmieszne to jest ale gdy zostawiam u siebie w pokoju koszulkę to przytulalam ja do twarzy wdychając jego zapach, kiedy cos mu podawałam to tak żeby nasze ręce sie dotknely , kiedy przechodziliśmy kolo siebie to tak, żeby sie dotknąć...niby niechcący ,potem gdy Np jechałam pociągiem, lub gdzies bylam widziałam szczęśliwe pary z dziecmi i tak bardzo zapragnelam tego spowrotem, pomyślałam ze tak na prawde go kocham nadal... Później doszlo tez do mnie ze nie zdzierzyłabym myśli, ze jakas obca kobieta mogłaby sie zajmowac naszymi dziećmi, gdy one bylyby u niego, ze one moglyby ja polubić... To chyba chore, ale tak czuje... Wróciłam i byłoby pięknie, gdyby nie wrocila jego zaborczosc, zazdrość, bo potrafi byc naprawde cudowny... Ale przez okres rozwodu doszla mu nastepna wada, fikcyje konta, pisanie z innymi, choc ostatnia wiadomość byla z lata tamtego roku... Moze rzeczywiście przestał z tym... Ale zostaje cala reszta...gardze sobą gdy pomyślę ze udalo mi się zapomnieć o tym co zrobil mi przed rozwodem i ze poczułam to co poczułam. Moze wszystko byloby inaczej gdyby on w trakcie rozwodu sie wyprowadził a tak zawsze tu byl, na noce ale byl i chyba to mnie zgubiło.

15

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Jestem w podobnej sytuacji.Rozumiem teorie,ale nie radze sobie z praktyka.Wiem,ze tacy ludzie sie nie zmieniaja,a mimo to czuje tesknote.nienawidze go za to,co zrobil,le cierpie,ze ma babe.Dlatego wydaje mi sie,ze potrafie Cie zrozumiiec.

16

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ismena1976 napisał/a:

Jestem w podobnej sytuacji.Rozumiem teorie,ale nie radze sobie z praktyka.Wiem,ze tacy ludzie sie nie zmieniaja,a mimo to czuje tesknote.nienawidze go za to,co zrobil,le cierpie,ze ma babe.Dlatego wydaje mi sie,ze potrafie Cie zrozumiiec.

Ty odeszłaś?

17

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Niedługo wróci z pracy... Jestem ciekawa jak będzie się zachowywał, czy zrobi cokolwiek, bo pokłóciliśmy sie wczoraj rano , po kłótni w ogóle sie zrobil nic , jak zaspialam na chwile przytulił, a rano przed wyjazdem pocalowal w czoło... I caly dzień echo, poza jednym smsem "dzien dobry" ...

18

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ainah napisał/a:
Ismena1976 napisał/a:

Jestem w podobnej sytuacji.Rozumiem teorie,ale nie radze sobie z praktyka.Wiem,ze tacy ludzie sie nie zmieniaja,a mimo to czuje tesknote.nienawidze go za to,co zrobil,le cierpie,ze ma babe.Dlatego wydaje mi sie,ze potrafie Cie zrozumiiec.

Ty odeszłaś?

Tak.Odeszlam prawie dwa lata temu i ...nadal cierpie.

19

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ismena1976 napisał/a:
Ainah napisał/a:
Ismena1976 napisał/a:

Jestem w podobnej sytuacji.Rozumiem teorie,ale nie radze sobie z praktyka.Wiem,ze tacy ludzie sie nie zmieniaja,a mimo to czuje tesknote.nienawidze go za to,co zrobil,le cierpie,ze ma babe.Dlatego wydaje mi sie,ze potrafie Cie zrozumiiec.

Ty odeszłaś?

Tak.Odeszlam prawie dwa lata temu i ...nadal cierpie.

O Boże.... Bardzo mi przykro , 2 lata to dużo czasu,strasznie to brzmi ... Nie udalo Ci sie nikogo poznać? Ja jak bylam w trakcie rozwodu cierpialam strasznie, ale tez bylam taka silna z 2 strony zdeterminowana , nie nawidzilam go a potem tak łatwo wszystko mi przeszlo, czasem sobie mysle ze gdyby caly czas mnie zle traktował i nie zrobilby sie chwilowo mily to byloby po  wszystkim... Pewnie byłabym z mezczyzna ktorym sie spotykalam i miałabym dobre życie, bez cierpienia, blokowania mnie itp

20

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Nie potrafie byc z kims nie czujac nic do tej osoby-dlatego jestem i bede sama.Poza tym,ja juz nikomu nie zaufam.To byla milosc,ale chora milosc-z przemoca,zdradami,itd.Nikt nie dal mi tego co on i nikt mnie tak nie upodlil jednoczesnie.I ta potworna zazdrosc o jego kolejna babe-straszne...pzdr.

21

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ismena1976 napisał/a:

Nie potrafie byc z kims nie czujac nic do tej osoby-dlatego jestem i bede sama.Poza tym,ja juz nikomu nie zaufam.To byla milosc,ale chora milosc-z przemoca,zdradami,itd.Nikt nie dal mi tego co on i nikt mnie tak nie upodlil jednoczesnie.I ta potworna zazdrosc o jego kolejna babe-straszne...pzdr.

Rozumiem... To tak jak u mnie... Pozdrawiam, trzymaj sie mocno.

22

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ainah napisał/a:
Ismena1976 napisał/a:

Nie potrafie byc z kims nie czujac nic do tej osoby-dlatego jestem i bede sama.Poza tym,ja juz nikomu nie zaufam.To byla milosc,ale chora milosc-z przemoca,zdradami,itd.Nikt nie dal mi tego co on i nikt mnie tak nie upodlil jednoczesnie.I ta potworna zazdrosc o jego kolejna babe-straszne...pzdr.

Rozumiem... To tak jak u mnie... Pozdrawiam, trzymaj sie mocno.

przeczytaj sobie moj watek "On bedzie mial dziecko z inna!".To byl dopiero toksyczny zwiazek!pzdr.

23

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
Ismena1976 napisał/a:
Ainah napisał/a:
Ismena1976 napisał/a:

Nie potrafie byc z kims nie czujac nic do tej osoby-dlatego jestem i bede sama.Poza tym,ja juz nikomu nie zaufam.To byla milosc,ale chora milosc-z przemoca,zdradami,itd.Nikt nie dal mi tego co on i nikt mnie tak nie upodlil jednoczesnie.I ta potworna zazdrosc o jego kolejna babe-straszne...pzdr.

Rozumiem... To tak jak u mnie... Pozdrawiam, trzymaj sie mocno.

przeczytaj sobie moj watek "On bedzie mial dziecko z inna!".To byl dopiero toksyczny zwiazek!pzdr.

????

24

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Wczoraj wrocil po 21... Juz lezakam w łóżku, wykapal sie i polozyl za mną wtulajac sie w plecy, bez słowa, a dzis rano wstal i pojechał do pracy. Gdy tak lezalam czułam potworna zlosc aż momentami wytrzymać nie moglam i zaciskalam piesci, ciężko oddychalam, czułam ze zaczynam go chyba nienawidzić, w końcu przeniosłam sie na 2 stronę lozka i poczułam cholerna ulgę gdy mnie nie dotykal.

25

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Elle liczę, ze nie zapomniałaś i zajrzysz tutaj, jezeli to możliwe chciałabym przesłać takie streszczenie życia z nim od poczatku do momentu rozwodu, bo to co jest w wątku to garstka informacji zaledwie... I w gruncie rzeczy sytuacje które dzieja sie teraz po rozwodzie ale po powrocie. Dodam jeszcze ze mimo ze wróciliśmy do siebie to rozwód wzięłam z obawy o to ze to wszystko się powtórzy. Jezeli to możliwe to proszę podaj maila bo chcialabym to wyslac bardziej prywatnie, dlatego ze w pliku są imiona itp, a niestety cos sie stalo i nie mogę edytowac tekstu... Fajnie byloby gdybys najpierw przeczytala to co przesle a potem zabrala sie za watek tutaj to by bardziej naswietlilo caly obraz...

26 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-20 20:50:07)

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

6 lat szczęśliwych, reszta przepełniona zazdrością męża, awanturami, szarpaninami w końcu gwałtem.

No nie. NIE i jeszcze raz nie. Az mnie zmroziło jak przeczytałam hmm
A dalszy ciąg jest nawet gorszy..

Słuchaj, ja nie mam potrzeby czytać całości. Na tej podstawie mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć Ci, żeście się dobrali 'jak w korcu maku' (nie mylić z 'trafnym wyborem').

Napisałaś, że chodziłaś do psychiatry, więc zakładam, że przynajmniej nazwał Twój główny problem. Mąż na moje oko jest podręcznikowym przykładem psychopaty ze źródłem w dda (w jego rodzinie ktoś pił? nadużywał przemocy? ..ale to raczej pytania pro forma).
Ty też jesteś dda, tylko u Ciebie przeszło to w obciążenia innego typu - na zasadzie przeciwwagi: współuzależnienie i bierność.

Nikt tak nie zrozumie i nie 'zakocha się' w dda jak drugie dda: "No z kim będzie Ci tak źle jak ze mną? - znasz to wink I tak to działa. Wzorce są jak podskórne chipy - takie osoby namierzą się wszędzie i zanim pokażą prawdziwa twarz, zanim zacznie się prawdziwa jazda bez trzymanki to podświadomość już dawno wie kto zacz i to jest moment 'przyćpania' po raz pierwszy. Uzależnienie postępuje, aż do momentu gdzie trudno rozróżnić gdzie kończę się 'ja' a zaczyna partner.

Teraz krótki opis dla Ciebie, jak to działa od str. podświadomości - w ogóle zasada dobierania się w pary:

Każdy z nas przychodzi na świat jako Istota względnie 'pełna' tj. z nie okaleczonym jeszcze ciałem emocjonalnym , a przynajmniej jeśli jakieś okaleczenia są, to nie pochodzą z obecnego wcielenia. 
Od tego momentu zaczyna się względnie krótki (do 4 max 6 r.ż.) etap, gdzie mózg dziecka funkcjonuje na poziomie fal delta, co praktycznie oznacza funkcjonowanie zbliżone do pół-snu, czyli jeden z dwóch najlepszych stanów dla kodowania podświadomości. Oczywiście kodowanie to nie odbywa się w sposób zaplanowany w typowym rozumieniu tego słowa, ale w praktyce nie robi to różnicy o tyle, że dziecko w tym okresie jest jak chłonąca wszystkie bodźce i postawy z otoczenia gąbka, można to porównać do robienia milionów 'kopii zapasowych' z bieżących obrazów i doznań, które upycha się i przechowuje w podświadomości. wiadomo, że w tym okresie z wielu źródeł tych bodźców 2 są najważniejsze: Mama, Tata i stosunki między nimi plus mój stosunek z każdym z nich z osobna i najbliższa rodzina.
Od jakości tych stosunków zależy jak bardzo przez ten krótki okres dzieciństwa ucierpi 'ciało emocjonalne' - a będzie to 'stempel' na resztę życia.

I teraz: rany na ciele em. tworzą coś w rodzaju blizn, które przechodzą w zapisy w podświadomości - tzw.wzorce (obciążenia). Jest tego multum rodzajów, ale w najogólniejszym podziale wzorce dotyczą relacji, innymi słowy są to 'obciążenia relacyjne'. Przy czym sprawą zupełnie nieistotną z punktu widzenia uruchamiania się i działania wzorców jest to, czy zdajemy sobie z ich istnienia sprawę czy nie. Możemy być tego faktu kompletnie nieświadomi, a one i tak będą znakomicie działać -to jest autopilot.

I najważniejsza część: Od momentu powstania wzorca w naszej podświadomości wytwarza się coś w rodzaju wolnego połączenia, które mniej lub bardziej aktywnie podczas dalszego życia domaga się połączenia z 'wzorcem dopełniającym' - przy czym dopełniający nie musi oznaczać zupełne przeciwieństwo, bo one się ze sobą świetnie krzyżują w taki sposób, że u 1 osoby ten sam rodzajowo typ wzorca może ujawniać się w postaci biernej/autoagresja (współuzależnienie, skrajna uległość, syndrom sztokholmski, etc.) a u drugiej w postaci aktywnej/agresja wyrażana bardziej wprost (zachowania z pogranicza psychopatii, syndrom kata, ogólnie agresor, itd.) - tak jak w waszym z mężem przypadku.

Ale teraz, po co w ogóle wzorce chcą się łączyć, histerycznie szukając swoich dopełnień i znajdują je z taką precyzją?

Działa tu zasada jedności - wbrew teorii, że świat ma naturę dualistyczną (nie mylić z zasadą kontrastu). Gdyby tak było, gdyby wszechświat naprawdę dążył do tworzenia niezależnych i niepodzielnych bytów, człowiek i inne istoty nie miałyby w sobie palącej potrzeby poszukiwania 'swojej pełni' poprzez dążenie do zjednoczenia się z inna istota, która uzupełnia go o cechy, których nam brakuje, bo zostały podczas okresu dojrzewania wyparte i z tego powodu nie mogą być przejawiane.
To dlatego partner, pomimo że często wydaje się być 'lustrzanym odbiciem' w podstawowych aspektach, najbardziej imponuje nam cechami, o których wiemy, że ich nie posiadamy, tylko nie znamy przyczyny.

Najprostszym przykładem relacji opartej o wzorce, a jednocześnie 'uzupełniające się' cechy jest związek kata i ofiary. Partner w roli ofiary głęboko wyparł u siebie cechy takie jak: agresja, bezwzględność, bezpośredniość czy siła przebicia, a kat chowa na dnie podświadomości: delikatność, wrażliwość, strach czy ckliwość. Oboje POSIADAJĄ te wszystkie cechy w tym samym stopniu, ale różnica polega na tym, że zostały -adekwatnie do sposobu radzenia sobie z dawna traumą - wyparte do podświadomości. A to co wyparte nie może się przejawiać.
Człowiek jest wtedy w 'potrzasku' - pragnie odczuwać pełnię, ale żeby tak się stało musi "odzyskać" wypartą część swojej natury. Ponieważ nie może tego uczynić w sposób otwarty i bezpośredni, szuka partnera, który nie ma problemu z ich przejawianiem. W ten sposób, przebywając w bliskim towarzystwie partnera, może - niestety tylko w określonych momentach - odczuwać swoja 'pełnię'.
Ale w ten sposób to odczucie jest całkowicie zależne od utrzymania takiego partnera przy boku -pryska w sytuacji rozpadu związku, dając wrażenie 'rozpadania się na części', 'utraty części osobowości' i tak jest w istocie wink skoro byliśmy 'cali' tylko w konfiguracji z dana osobą.

Jest to oczywiście mocno skrótowe przedstawienie działania tych mechanizmów, ale mam nadzieję, że oddaje istotę wikłania się w związki oparte na obciążeniach i brakach relacyjnych.

Jeśli chciałabyś autorko poznać sposób w jaki można się z tych zależności wyplątać, to droga jest tylko jedna: "opatrzyć" dawne rany, odkazić blizny na ciele emocjonalnym - innymi słowy uzdrowić wzorce i uwolnić wyparte cechy, pozwolić im się przejawiać. Tylko wtedy, szukając partnera, szukamy istoty,z którą mnożymy poczucie szczęścia, a nie istoty -plastra, 'opiatów', które uśmierzą nam tzw. ból istnienia.

27

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Dziewczyno powiem ci prosto, coby nie zaglebiac sie w werbalne masturbowanie sie jak to robią niektórzy...- spieprzaj od niego jak najdalej i jak najszybciej!!

Pierwsze co wrzuc w wyszukiwarke "mojedwiegłowy" i potem zasuwaj na "uciekamydoprzodu". Dostaniesz wsparcie. Ratuj się bo ten świr Cię zamknie w wariatkowie i dzieci będą miały matke "wariatke", albo doprowadzi Cię do samobójstwa.

28

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Napisałaś, że chodziłaś do psychiatry, więc zakładam, że przynajmniej nazwał Twój główny problem. Mąż na moje oko jest podręcznikowym przykładem psychopaty ze źródłem w dda (w jego rodzinie ktoś pił? nadużywał przemocy? ..ale to raczej pytania pro forma).
Ty też jesteś dda, tylko u Ciebie przeszło to w obciążenia innego typu - na zasadzie przeciwwagi: współuzależnienie i bierność.

Nikt tak nie zrozumie i nie 'zakocha się' w dda jak drugie dda: "No z kim będzie Ci tak źle jak ze mną? - znasz to wink I tak to działa. Wz

Jego rodzinę znam 16 lat, nie wiem co działo się, gdy mąż był mały, gdy poznałam rodzinę, to z moich obserwacji: Nikt nie nadużywał alkoholu, żeby się upijać itp, to rodzina na poziomie z własnym biznesem, wieczorny drink po pracy i tyle ( chyba, że codziennie to też problem?). Matka - kobieta twarda, nie ustępliwa, fałszywa, musiało być jak ona chce. Teść- był o nią strasznie zazdrosny, dużo mi nie opowiadała , skrótowo, że jak był młodszy to ją wyzywał , w wieku 50 lat nawet potrafił robić sceny na weselu, gdy teściowa tańczyła z własnym kuzynem. Jednak myślę, że sobie nie dawała, jakby miała go też pod pantoflem, bo tańczył jak mu zagrała nie jeden raz.

U mnie alkoholu nie było. Tata zostawił mame, gdy miałam 2 latka, bił ją i zdradzał, ale ja nic nie pamiętam, byłam mała. Potem mama poznała mojego ojczyma (złoty człowiek) i się przeprowadziła z nim, mnie i siostre zostawiając u babci, a może inaczej, bo doskonale pamiętam, mama chciała nas wziąść, ale babcia nie pozwoliła, twierdziła że byłyśmy jej i koniec bo u niej sie wychowywałyśmy, nie było gadania , pobiły się nawet, mama odchodziła z ogromnym płaczem, roztrzesiona, nie panowała nad sobą wtedy, od tamtego momentu jest do tej pory na antydepresantach. I tak wychowywała nas babcia. Myśle, że nas kochała, cięzko pracowała, żeby nas utrzymać , dbała o nas, czasem dostałyśmy w dupe za jedynke  w szkole, ale pamiętam też że w wieku 15 lta poszłam z znajomymi do pabu i nie wróciłam na czas do domu, to na początku osiedla czekała na mnie z paskiem, nie uderzyła mnie bo się buntowałam i nie pozwoliłam na to . Z mamą miałyśmy kontakt, przychodziła do nas, zabierała na weekend. Mój tata gdy miałam 8- 9 lat zechcial mnie poznac, przychodził przez jakis czas może rok póltora, przewrócił mój świat do góry nogami, Zakochałam sie w nim.Ale potem przestał, trafił do więzienia , po dłgim czasie gdy miałam 14 lat znów się zjawił ale bałam się go i uciekłam , krótko po zginął w wypadku.

29

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Elle mi wydawało się, że jak się uwolniłam, nienawidziłam go, nie chciałam z nim być , brzydziłam sie nim wniosłam sprawe o rozwód, rok nie byliśmy razem, ale razem mieszkalismy bo on sie nigdy nie wyprowadził i nie mogę zrozumieć jak to się stało, że to wszystko w jednej minucie Ch** strzelił, po prostu nie wiem, ... ja planowałam już życie z kimś innym i zostawiłam tego człowieka, zostawiłam z dnia na dzień kogoś kogo kochałam i kto mi pomagał i wspierał tak bardzo. Nie mogę tego zrozumieć jak to się kurcze stało.Wystarczyło to , że przestał sie na mnie wyrzywać , nie dokuczał, nie obrazał, czasem się uśmiechnol ( on wtedy też był z kimś innym, ale był w trakcie rzucania jej, bo ona chciała czegoś więcej i go dociskała - tak twierdził, w trakcie naszego rozwodu miał kontakt z paroma innymi, kazdą tyak na chwile , dla sexu - nie wiem jak moglam go potem wziąść...)i tak zaczęło mi odbijać na jego punkcie a on bez wahania wrócił do mnie .

30

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Znam cały ten popaprany mechanizm chyba już na pamięć, chciałabym poczuć to co przed rozwodem, żeby poszło mi tak łatwo jak wtedy, prosciej jest mi jak on jest zły , jak się zaczyna przymilać albo nie robi nic to mi już odbija w drugą stronę . Uważam, że fizycznie mnie juz nie zrani, nie zrobił tego odkąd wróciliśmy do siebie , założyłam mu niebieską kartę- może się boi... ale rany psychiczne bolą tak samo, jak nie bardziej.

Postaram się wejśc z innego komputera i przesłac Wam to jak wyglądało nasze życie przed rozwodem. Też myślę, że to co tutaj jest to juz wystarczy, ale mam jakąś wewnętrzną ochotę to wyrzucić na cały świat...może mi ulży

31

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Gwałt tu jest najgorszy,nie mogłabym byc z takim czlowiekiem...wyzwiska..to chora milosc jak sama zauwazylas,uzaleznienie...nie wiem co by sie musiało stać żeby taki czlowiek sie zmienil nagle na lepsze.

32

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Jesteś okaleczona emocjonalnie. Jedynie praca nad sobą i zauważenie problemu to droga wyjścia na prostą. Autoagresja jaka pojawia się w Tobie w momencie gdy on np. "przytula Cię" oznacza, że po prostu tego nie chcesz. Sama wiesz jak jest w depresji, karmią ją takie działania wbrew sobie.

Tu potrzebne są drastyczne cięcia, niestety.

33

Odp: Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?
sluuu napisał/a:

Jesteś okaleczona emocjonalnie. Jedynie praca nad sobą i zauważenie problemu to droga wyjścia na prostą. Autoagresja jaka pojawia się w Tobie w momencie gdy on np. "przytula Cię" oznacza, że po prostu tego nie chcesz. Sama wiesz jak jest w depresji, karmią ją takie działania wbrew sobie.

Tu potrzebne są drastyczne cięcia, niestety.

Autoagresji jest więcej, byly sytuacj (w czasie kłótni) kiedy sama się drapalam po nogach, żeby mnie bolalo, kiedys tez uderzylam głową w drzwi, a pare dni temu uderzylam sie butelką w czoło, bo juz miałam dosyć, tak mnie zaszczekiwal, ja mówiłam mu to co czuje, potem co mi zrobil a on mi odgadywał, ze jestem nie lepsza tylko on nie jest tak dobry, żeby mnie na czymś złapać...

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Toksyczny związek - czy dawać mu ciągle szanse?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026