Witajcie ![]()
Ostatnio pisałam Wam o moich miłosnych problemach - od tamtej pory wiele się zmieniło
Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi, które bardzo dużo mi dały
Teraz mam do Was pytanie innej kategorii a właściwie prośbę o poradę bo już nie daję rady i nie wiem co robić. Ponad pół roku temu poznałam mojego obecnego chłopaka - jest na prawdę cudownym człowiekiem, ze świecą takiego szukać. Dużo rozmawiamy, oboje wiemy że chcemy stworzyć kiedyś razem rodzinę. On jest z miejscowości oddalonej od mojego miasta o jakieś 50 km i ciężko mu jest pogodzić dwie prace i dojazd. Oczywiście nie robi mi wyrzutów o to,że musi dojeżdżać - widzimy się jak tylko damy radę jednak nie jest łatwo bo wiadomo jak to wygląda...ja w pracy On w pracy, ja na uczelni (studiuję zaocznie)On wolne, ja wolne On w drugiej pracy i widujemy się nocami przeważnie. Ale jakoś dajemy radę, ludzie przecież mieszkają na dwóch końcach Polski a nie narzekają
Ostatnio podczas rozmowy zeszło na temat wspólnego mieszkania...w ten sposób spędzalibyśmy więcej czasu razem. Kocham go nade wszystko i ufam mu w 100 % jednak wstyd się przyznać - boję się trochę. Michał już szuka mieszkania,mówi że sobie poradzimy i że na razie On będzie pracował (ja jestem w trakcie zmiany pracy i szukam nowej) a potem ja coś znajdę i będzie dobrze. Na prawdę, czuję się okropnie bo mój strach nie wynika z tego,że się obawiam jego czy go nie kocham. Moje studia są płatne (ale chce je skończyć,jestem na ostatnim roku już ) , na prawdę co miesiąc dużą sumę wpłacam a do tego dochodzą koszty materiałów,bilety mpk. Jak do tego dojdzie czynsz,opłata za gaz,prąd,wodę,jedzenie i cała gama innych rzeczy na które się pozornie nie zwraca uwagi to jestem tym przerażona. On sam nie da rady a ja mając ograniczenie czasowe (praca jedynie od poniedziałku do piątku) też nie zarobię nie wiadomo ile
Obecnie mieszkam z rodzicami,pomagają mi bardzo dużo i też czuję ogromny niepokój na myśl że miałabym ich zostawić samych z siostrą. Wychowywała mnie mama, bo tata pracował za granicą ale z obojgiem jestem bardzo zżyta. Wiem,powiecie że to może dziecinne i niedojrzałe bo trzymam się rodziców ale nie w tym rzecz - pracuję i staram się im pomóc bo mają ogromne długi a jestem osobą bardzo rodzinną. Może to kwestia przyzwyczajenia a strach potęguje dodatkowo to poczucie. Na prawdę chciałabym mieć Michała obok siebie ale nie wiem co robić z tym. Po nocach nie śpię bo się martwię co począć w tej sytuacji...