Temat może i dość dziwny, ale od jakiegoś czasu zastanawia mnie ten problem. Zauważam w otoczeniu różne rzeczy jeżeli chodzi o ludzi. W dużej części jestem intrawertykiem, nie lubię tłumów ani częstych spotkań ze znajomymi co nie znaczy, że gdy już do tego dochodzi zachowuje się dziko, nienaturalnie, bo nie, zachowuje się normalnie
Po prostu często lubie spędzać czas samemu, może dlatego nauczyłem się bardziej patrzeć i słuchać wokół niż mówić. Ale do rzeczy ![]()
Co jakiś czas zauważam w mieście, głównie na osiedlach, przebywające grupki młodych mężczyzn, których zwykle określa się jako huligani, margines społeczny itp. Nieobce im są kradzieże, pobicia, alkoholizm i narkotyki. Razem z nimi od czasu do czasu przebywają młode kobiety. Zwykle są to tzw. "czarnulki"- kobiety z włosami farbowanymi na czarno. Zauważyłem ten fenomen już wcześniej, także w szkole średniej te farbujące się na czarno ciągnęły do tzw. bad-boys", czy ta kobieta w średnim wieku w sklepie, o której napiszę później. Nie oznacza to, że każda brunetka ciągnie do takiego towarzycha, ale jednak jeśli już zauważam wśród nich kobiety, to właśnie "czarnulki".
Zastanawia mnie, czy te kobiety rzeczywiście tak bardzo ulegają swoim emocjom, zafascynowaniu tą niepoprawnością huligana, że logika i zdrowy rozsądek przestają mieć znaczenie? Czy świadomość, że stojący obok mnie osobnik, który ze mną żartuje, wczoraj kogoś pobił lub coś ukradł, nie sprawia że nie chcę mieć z nim nic wspólnego? A co z tzw. "bezpieczeństwem", którego kobiety szukają? Kobieta przede wszystkim szuka mężczyzny dajacego bezpieczeństwo ekonomiczne, niestety huligan takowego jej nie da, co najwyżej fizyczne. Z tego jednak się utrzymać nie da. Co kieruje tymi kobietami? Nie potrafię do końca pojąć. Część z tych, które zauważałem, wydawały się w porządku a jednak podświadomie pchały się w te patologiczne relacje.
Znam przypadek jednego młodego małżeństwa, które ma już dwójkę dzieci, ale problemy z pracą jak były tak są. On jeździ poniewierać się fizycznie do Włoch, różne rzeczy tam robi z obcymi kobietami z tego co się chwalił, a potem wraca i jakoś się im kręci. Oboje bez wykształcenia, bez perspektyw na lepszą przyszłość. Znam ich tylko dlatego, że jej mąż dorabiał przy remoncie w wynajmowanym pod działalność lokalu.
Trzeba tu zaznaczyć, że co gorsza niektóre patologiczne związki robią dzieci rok w rok. Nie wiem na co liczą, przecież takie dziecko trzeba utrzymać a to kosztuje.
Autentyczna sytuacja: kilka miesięcy temu w supermarkecie przy kasie za mną stanęła para że tak to nazwę: mężczyzna (sądząc po twarzy menel) i jego kobieta (taka farbowana "czarnulka, wyraźny makijaż, na oko koło czterdziestki). Kupowali flaszkę jakiejś wódki, chcąc nie chcąc zauważyłem w jaki sposób jej facet się do niej zwracał. Trochę mi się jej żal zrobiło, gdzie ona miała oczy xx lat temu?
To jeden z tych związków, które od początku wiały patologią a przetrwały do dzisiaj. Flaszka rozwiązuje wiele problemów i ma znaczenie integracyjne w ich patologicznym gronie. Czemu jednak wybrały takie życie? Nie potrafię zrozumieć.