Hej, przede wszystkim pociesz się tym, że znam kilka osób w podobnym do Ciebie wieku, co też nigdy nie były w związku. Nie są jacyś ułomni czy coś i nikt tak o nich nie myśli- każdy (no dobra, ja) myśli, że najwyraźniej nie trafili jeszcze na swoją drugą połówkę. Masz 27 lat, jesteś jeszcze młody, z tego co pisałeś, fajny. Jasne, że będziesz mieć szansę jeszcze niejedną poznać, musisz tylko wychodzić z domu. Np. taka ja chciałabym poznać takiego faceta jak Ty, co jest kilka lat starszy, jest wykształcony, ma pracę (czyli jest odpowiedzialny), dobry, bo pomaga rodzicom, ćwiczy (bo sama biegam i wiem, że aktywność fizyczna kształtuje charakter, trzeba przezwyciężać swoje słabości). To, że nie byłeś w związku nie przeszkadzałoby mi ani nie skreślałoby Cię, wręcz przeciwnie- bo nie byłoby żadnych "byłych" co zaraz by sobie o Tobie przypomniały (mówię tu o swoim doświadczeniu życiowym). Szkoda jednak, że korzystałeś z usług prostytutek, bo widzisz, są dziewczyny, które się szanują, dla których ważny jest seks z miłości i które tego samego oczekiwałyby od faceta. Serio, mnie by nie przeszkadzało to, że nigdy nie byłeś z kobietą, ale przeszkadzałoby to, że korzystałeś z usług prostytutek. Bo w moich oczach traktujesz seks przedmiotowo, nie potrzebujesz uczuć, by to zrobić, niby nieśmiały, a jakoś miałeś śmiałość, żeby tam iść. Jak byłeś do tego zdolny w młodości, to co Cię powstrzyma po kilku latach związku/małżeństwa, gdy znudzisz się tą jedną dziewczyną. Ja bym w ten sposób już myślała i niestety nie zaufałabym, zwłaszcza, że nie chciałabym się zarazić czymś. Choćby wirusem HPV, bo dla facetów to nic, a dla kobiet może być bardzo niebezpieczne. Dlatego tu apel do mężczyzn w podobnej sytuacji: czekać na miłość. Przyjdzie prędzej czy później i doceni, nie wyśmieje i zrozumie.
A co do tego, jak zmienić los- przede wszystkim musisz popracować nad poczuciem własnej wartości. Bo niby opisujesz siebie w pozytywach, ale coś jest nie tak, skoro się blokujesz w kontaktach. Tak, jakbyś podświadomie zdawał sobie sprawę z jakiś swoich wad, które by Cię niby dyskwalifikowały. I tu nawet nie chodzi mi o wady jakieś obecne, ale o takie z przeszłości/ dzieciństwa. Teraz ich pewnie wcale nie ma, tylko je sobie wmawiasz, żyjesz pamięcią tego, co było. Mój brat był w okresie nastoletnim gruby, popadł w nieśmiałość, kompleksy. Potem schudł, zaczął biegać, ćwiczyć. Skończył informatykę, ma super pracę, jest bardzo przystojny, wysoki, zadbany, ma super dobry charakter. Ale jest sam. Panikuje, gdy ma zagadać do dziewczyny, która mu się spodoba. Powiedział mi, że wciąż w głowie tkwi mu to, że kiedyś był gruby i że choć ciało się zmieniło, to psychika wciąż pozostała dawna i że go to blokuje. W takim przypadku trzeba zmienić myślenie o sobie i popracowąć nad poczuciem własnej wartości.
Pamiętaj też, że nikt nie jest idealny, ale za to każdy z nas jest wyjątkowy, wspaniały właśnie ze względu na tę nieidealność. Jakby stworzyć masę idealnych i wspaniałych ludzi, to każdy z nich byłby jak robot, bez swojej indywidualności, osobowości i czegoś, co odróżnia go od innych. A gdyby kobiety chciały sztucznego, idealnego faceta bez wad, to kupiłyby sobie dmuchaną męską lalkę, a nie "zmuszałyby" się do obcowania z facetami i ich wadami
Nawet wady są fajne, bo nas w pewien sposób wyróżniają. Oczywiście trzeba się samodoskonalić, ale z przeświadczeniem, że i tak nigdy nie będzie się idealnym. Każdy z nas ma jakieś "ale
, to po co od razu cenić się gorzej od innych facetów, którzy też mają jakieś swoje wady? Musisz to przepracować, polecam na youtube można obejrzeć różna filmiki na temat poczucia własnej wartości, pewności siebie itd.
A co do poznawania- miałam przypadki, gdy obcy faceci zagadywali do mnie na ulicy i proponowali spotkanie. Muszę przyznać, że wtedy odmówiłam. Nie przez nich, ale dwóch zagadało, gdy akurat z kimś innym już się spotykałam, a inni, gdy spieszyłam się na uczelnię. Myślami byłam gdzie indziej, spieszyłam się. I tak mnie zaskoczyli, że aż się przestraszyłam, bo nie spodziewałam się, bo wyrwali mnie z myślenia o czymś innym. I odpowiedź była taka, jak jest wtedy, gdy ktoś obcy proponuje ulotkę albo zaczepia o inne tego typu rzeczy. Mechanicznie odmówiłam, bo nie zdążyłam ich utożsamić z facetem, z którym można by było się spotkać. Natomiast miałam przypadek, gdy inny facet zagadał po czasie- wcześniej wielokrotnie się mijaliśmy, zaczął od utrzymywania kontaktu wzrokowego, już więc tam podświadomie miałam myśli, że się patrzy, że może się podobam itd. I gdy zagadał, to nawet się ucieszyłam, wydawał mi się już "znany", bo kojarzyłam go z widzenia itd. Więc jak już zagadywać na ulicy, to do dziewczyny, którą zna się z widzenia, którą wielokrotnie się mija, bo to zwiększa szansę.
Możesz wychodzić z kolegami lub sam do pubu/ kawiarni/ kina/ na imprezę i tam zagadywać. Panuje tam luźniejsza atmosfera, ludzie są bardziej otwarci na poznawanie kogoś.
Mój drugi brat po zerwaniu z narzeczoną, gdy już pracował i nie miał za bardzo gdzie poznawać nowych osób, założył sobie konto na portalu randkowym i ceni to sobie. Muszę przyznać, że fajne dziewczyny tam poznaje, raz był z jedną w związku pół roku, z innymi tak spotyka się po 2 miesiące i szuka. Niestety nie znalazł jeszcze tej jedynej tam, ale ma kontakt z kobietami, uczy się, jak z nimi przebywać, co mówić itd. I patrząc na to, ile dziewczyn poznaje w ciągu roku- to tak, zdecydowanie większe szanse ma na to, że pozna tam miłość, niż gdyby siedział w domu i chodził jedynie do pracy, gdzie ma samych kolegów.
Aha i musisz zmienić nastawienie, myślenie. Teraz masz takie, że zawsze byłeś sam, że nie umiesz zagadać, że jesteś beznadziejny. A wszystko zależy od nastawienia. Ja siebie oceniam 11/10. A wiesz czemu? Bo mogę, kto mi zabroni
Przecież to my sami znamy siebie najlepiej, znamy swoje myśli, swoje postępowanie. Nikt inny nie jest przy nas tak długo jak my sami. I co? Co ma o Tobie pomyśleć jakaś dziewczyna, gdy tak nisko się cenisz, gdy źle o sobie myślisz i mówisz? Gdy mówisz, że nie umiesz gadać z dziewczynami, poznawać ich? Pomyśli, że faktycznie musi być coś na rzeczy, że z Tobą musi być naprawdę coś nie tak. Bo choć sama tego nie zauważy, to swoim zachowaniem i mówieniem jej to powiesz (nieśmiałością, wycofaniem, smutkiem, zrezygnowaniem, brakiem pewności siebie).. a czemu ma Ci nie uwierzyć, skoro to Ty sam znasz siebie najlepiej? Musisz zmienić nastawienie- myśleć, że jesteś super wartościowy, fajny, że poznasz miłość, a ten czas czekania był po to, by Cię na nią przygotować. Musisz przede wszystkim polubić siebie, znaleźć też pasje, poczuć szczęście w sobie, którym będziesz promieniować. I którym ewentualnie podzielisz się z jakąś dziewczyną,a nie którego będziesz od niej wymagać, żeby to ona dała Ci to szczęście.