Witam
Mam bardzo osobiste pytanie i dość intymne. Nie bardzo wiem nawet jak o to zapytać, choć piszę anonimowo, to trochę mnie to krępuje. No ale jeśli nie zapytam, to "umrę w nieświadomości:)
Chodzi mi o mojego męża, którego podejrzewam o zdradę/dy. Mąż pracuje od rana do wieczora, ciągle jest poza domem, ciągle mówi, że nie może wyrobić się w pracy, nie ma czasu zadzwonić do mnie lub w innych ważnych rodzinnych sprawach - mówi na wszystko nie mam czasu, pomijając, że w domu nic nie robi - mówi: nie chce mi się. W zasadzie nie sypia ze mną, lub jeśli nawet to mam wrażenie, jakby był gdzieś indziej w tym czasie. No i sedno sprawy........ bardzo mnie to właśnie nurtuje. Wczoraj wróćił z pracy, nieco wcześniej niż zwykle i co zauważyłam wieczorem, spodenki, w których chodził w tym dniu wrzucił do prania całe zaspermione. Czy to jest oznaką, że miał z jakąś kobietą stosunek seksualny, czy samo może się tak też dziać. Choć osobiście w to nie wieżę, że samo, bo miał już wcześniej historię zdradzania mnie. Jak zapytałam męża, co ma mi do powiedzenia na temat tych spodenek, wpadł w szał, po czym zwyzywał mnie od kurew, szmat, dziwek, popychał i odgrażał się , że zapamiętam ten wczorajszy dzień na zawsze......! Co o tym myślicie? Ja myślę, że mnie zdradził fizycznie....:(
pozdrawiam
Podobne tematy
No mleczko same nie wylatuje. Skoro zauważyłeś zaspermione spodnie to zdradził bo jak inaczej to wytłumaczyć ? Szczególnie jak wspomniałaś, że zdradził już kiedyś. Dowód jest- spodenki. I ten jego szał. Gdyby tego nie robił nie zachowywał by się tak i nie wyzywał by, na pewno by inaczej zareagował. Nie krępuj się bo nie ma czego. A co do jego wyzwisk to chyba sam o sobie mówił bo Ty jego nie zdradzasz, ale on Ciebie.
Do nas możesz śmiało walić z każdym problemem ![]()
istnieje coś takiego jak kobieca intuicja jeśli masz watpliwości to podejrzewam ze same z sibie się nie wzieły. potym co napisałaś odnosze wrażenie ze jednak masz rację, zdradza Cię bo:
1) wcześniej już to miało miejsce
2)spodenki..
3) zdenerwował się, jakby nie miał nic na sumieniu nie była by taka jego reakcja
4)odwrócił kota ogonem, zrobił Ciebie winną tej sytuac zeby odwrócić uwagę od siebie
5)później wraca
6)oddala się od Ciebie
z reszta Twój zwiazek raczej jest toksyczny....nie można w ten sposób poniżać a już nie mówiąc o popychaniu. Nie pozwól mu na takie traktowanie, czy Ty się go boisz?
Bać się go???....raczej nie, choć człowiek w desperacji może wiele zrobić, a on czasem zaciskał pięści na mnie, ale myślę, że trochę się ograniczał, bo w domu są dzieci. Nie wiem jak byłoby gdyby ich nie było..... nie mam zamiaru sprawdzać, bo znam uczucie bicia, którym odbdarowywał mnie mój pierwszy mąż, bo ten jest drugim. Chyba nie umiem lokować swoich uczuć. .... Ale w tej sytuacji, chciałabym nakryć go na zdradzie, tylko nie wiem jak, bo bardzo dobrze się ukrywa, po tamtym zajściu zdrady. Myślę, że ma kolejny numer telefonu, który używa tylko w pracy i do domu nie przynosi, bo tamtą zdradę odkryłam poprzez sms-y na telefonie, który miał w domu..........
Ciężka sytuacja... Też mi się wydaje, ze kobieca intuicja Cię nie myli. Poobserwuj go, czy znowu będzie coś kombinował. Poczekaj na dogodny moment, kiedy on będzie spokojny, będzie miał humor i porozmawiaj z nim o tym, że ostatnio oddala się od Ciebie, czy coś się dzieje itd.
Właśnie przed chwilą zobaczyła, że w domu leży obrączka, wcześniej nigdy jej nie zdejmował. Jak myślicie, czy to jest próba zastraszenia mnie, że odejdzie??? Mam strasznie mieszane uczucia, bo mamy obecnie 3 letnie nieuleczalnie chore dziecko, a ja jestem na wychowawczym (bezpłatnym) i trochę się boję, czy sama poradzę sobie z tą sytuacją, z drugiej strony myślę, że On to wykorzystuje przeciwko mnie..........
raczej nie? ta odpowiedź nieustysfakcjonowała mnie. No ja nie byłabym taka pewna czy nie uderzy, teraz popycha a potem..? Bynajmniej uważaj na siebie i bądź ostrożna. ale po co chcesz go nakryć na zdradzie? Jak chcesz odejść to nie szukaj powodów, z reszta jak mu nie potrafisz zaufać to ten związek już nie się na czym opierać..
Droga Celio
Nie da się z mężem rozmawiać spokojnie, gdyż on mnie odrazu atakuje krzykiem, ucieka w ten sposób od jakiejkolwiek rozmowy! Kilka razy, może nawet wiele razy próbowałam rozmawiać z nim o jakichś problemach w związku, że czuję się samotna itp., ale on albo unika rozmowy, albo chce mnie zakrzyczeć, przy czym twierdzi, że jestem nienormalna!!!! psychiczna!!!! Myślę, że ja jako żona potrzebana jestem mu tylko do podania obiadu, kolacji, zajęcia się domem, dzieckiem, czyli co???? typowy robol !!!!!
On jest jakiś "nienormalny", czy co?! Powinien Tobie pomagać, bo macie chore dziecko, a zachowuje się jak kretyn. To on jest słaby psychicznie i nie potrafi sprostać obowiązkom. Jak będzie na Ciebie znowu wrzeszczał, zignoruj to jego gadanie, "olej" to, chyba że się nie da.
Zostawił dzisiaj obrączkę? To ciekawe, to tak, jakby nie chciał, by ktoś tą obrączkę na palcu zobaczył. Jak Ty z nim jeszcze wytrzymujesz?
Czasem sama się sobie dziwię, że jeszcze z nim wytrzymuję, ale całe moje życie to poświęcanie się dzieciom, a przynajmniej chcę, aby dzieci miały jak najlepiej. Przy tej okazji zapominam o sobie, poza tym nie mam dla siebie czasu, od rana do wieczora w domu, zajmując się nim i małym dzieckiem, nie mam nawet koleżanek, bo jak miałam sąsiadkę za bardzo dobrą koleżankę - nwet uważałam ją za przyjaciółkę, to okazało się, że jak z dzieckiem przebywałam w szpitalach, to mój mąż przesiadywał zamiast z nami w szpitalu, to u niej w domu, a nawet pomagał jej przy remoncie, dodtakowo ona się zmieniła jakość na korzyść dla niej, bo zaczęłą ładniej się ubierać, dbać o siebie, a potem dowiedziałam się, że mój mąż do niej wydzwaniał po nocach (rozmowy na moim bilingu w czasie mojego pobytu w szpitalu),,,,,, zerwałam z nią kontakt, bo doszłam do wniosku, że takie kontakty mogą lub doprowadziły już do zdrady mojego męża z nią, ale to mój tylko domysł.....
Obecnie biję się z własnymi myślami.........co robić?????????:((
raczej nie? ta odpowiedź nieustysfakcjonowała mnie. No ja nie byłabym taka pewna czy nie uderzy, teraz popycha a potem..? Bynajmniej uważaj na siebie i bądź ostrożna. ale po co chcesz go nakryć na zdradzie? Jak chcesz odejść to nie szukaj powodów, z reszta jak mu nie potrafisz zaufać to ten związek już nie się na czym opierać..
Ja mimo tylu przykrych sytuacji ze strony mężą, nie jestem pewna czy chcę odejść, jestem chyba za mało odważna podjąć tę życiową decyzję, z drugiej strony nadal jestem za mężem, a z trzeciej i kolejnej....... nie mam już sił na walkę z mężem! Wszystko co chcę muszę wywalczyć i nie zawsze wygrywam, choć to są tylko normalne sprawy życiowe, ale jakie strasznie trudne do wykonania ze strony męża. On najzwyczajniej mówiąc zawsze twierdzi że nie ma czasu, a do domu wraca po pracy więc jest zmęczony, więc musi odpocząć przy piwku i z pilotem w ręce..... i tak przychodzi noc i kolejny dzień odbicie lustrzane, potem jakaś kłótnia, nieodzywanie się przez męża nawet po kilka dni-tydzień-dwa.....ja wyciągam pierwsza rękę, kilka dni dobrze i znów to samo. Nie mam sił na walkę i nie mam odwagi na zakończenie związku, chcę rozmawiać z mężem o tej sytuacji, on nie chce lub obarcza mnie całą winą, bo on nie widzi u siebie żadnej, nawet najmniejszej winy, nie mam pomocy ze strony rodziny, bo nie chcą się wtrącać.......
Ja nie szukam powodów do odejścia od mężą, ale byłoby mi chyba łatwiej podjąć decyzję w naszej patowej sytuacji, gdybym go nakryłą na zdradzie, bo tak łudzę się, że może to tylko moje przypuszczenia nie do końca słuszne????? Ale fakt jest faktem - nie ufam mężowi, nie czuję się przy nim bezpieczna, kochana przez niego, nie mam prawie żadnej pomocy od niego, on ani jednego dnia nie był sam dzieckiem w szpitalu, na zwolnieniu lekarskim, nawet jak jest chora nie pomaga mi, nie zajmuje się mną, tylko ma pretensje, że coś w domu nie jest zrobione.... szkoda słów, tylko płakać.........
rozumiem....wiem że cięzko jest odejść, wiem że chciałabyś przyłapać go na zdradzie zeby zadziałał bodziec który powie KONIEC.
oszukiwana Ty masz siły! Tylko Ty tego nie widzisz i nikt Ci tego jeszcze nie powiedział. Zobacz ile czasu męczysz się w tym małżeństwie, dbasz o dom o rodzine a to wymaga mega wielkich pokładów energii. Przez czas tego związku Ty nawet nie wypoczełaś fizycznie jak i psychicznie a fakt ze to wytrzumujesz i wiążesz jakoś koniec z końcem świadczy o sile jaką masz w sobie. Brakuję Ci tylko odwagi, napewno nie będzie Tobie z dziećmi samym źle bo gorzej być nie może. Wiem że i tak nie stac jeszczę Cię na podjęcie takiej decyzji ale proszę Cie wyjedź chociaż na kilka dni sama bez męża i przemyśl sobie wszystko na spokojnie
zdradzil...
tacy ludzie sie nie zmieniaja,sama sie o tym przekonalam a teraz cierpie:(
zdradzil...
tacy ludzie sie nie zmieniaja,sama sie o tym przekonalam a teraz cierpie:(
No właśnie..... i to nie poraz pierwszy..... a ja??? Ja zadaję sobie ciągle to samo pytanie - dlaczego? Dlaczego za moją miłość, poświęcenie, wierność, spotyka mnie to? W czym tkwi problem?..... czyżbym za bardzo chciała być szczęśliwa?.......Mam już za sobą jeden nieudany związek (pierwszy: pił, bił, robił różne rzeczy, aż wylądował w kiciu), a drugi choć zupełnie inny, to niestety egoistyczny samolub, pragnący doznań z innymi kobietami, wracający do domu jakby nigdy nic, udający wiernego, dla świata zwnętrznego, przykładny mąż, ojciec, bo pracuje i wraca do domu, bo robi zakupy, bo wydaje się być bardzo spokojny, rozważny i stateczny, ale to tylko pozór, w domu rozgrywa się ta cała farsa. To w domu wychodzi z niego egoizm, chamstwo, lenistwo, itd., bo nikt tego nie widzi i nie słyszy......Ironio losu!
Czytałam tu dziś jeden post, w którym kobieta pisze, że zraziła się do mężczyzn po jednym nieudanym związku. Ja też tak myślałam wczesniej, dopóki nie poznałam swojego obecnego męża. I co? Przełamałam się, odważyłam, zaufałam, oddalam mu swoje serce..... i znów porażka!!!!!!!!!
Kurde! Jestem naiwna i łatwowierna, jak kochająca to oddająca siebie całą, a co w zamian?.........
Sorry, że się tak wylewam, ale jestem na tym forum zaledwie od dziś, mam doła, nie mam z kim porozmawiać, nie mam gdzie pójść, bo mam na głowie małe dziecko, a i nie mam gdzie wyjechać na dłużej, jak sugerowała mi "apoteoza23" we wcześniejszym poście, gdyż nie mam z kim zostawić dziecka. Jestem ugotowana i zamknięta "w czterech ścianach" mieszkania. Jak mąż wraca z pracy (chyba z pracy, bo teraz to już nie wiem, czy tak dlugo pracuje czy jest z inną) to jest już późno i ciemno, a ja po nocach to nigdzie nie chodzę, niebezpiecznie....
Kochana wiem co czujesz...ja mam 22 lata a na swojej drodze spotkalam zwyklego skur****.raz zdradzil,wybaczylam i uwierzylam ze to sie nie powtorzy,ze kocha ze bedzie wszystko dobrze,jak bardzo sie mylilam:(powinnam od razu go zostawic ale nie glupia,zakochana,naiwna malolata...ale nie tym razem,teraz bedzie inaczej.jest ciezko placze moze nie nad tym co sie stalo tylko placze nad swoje glupota i naiwnoscia,no i te glupie wspomnienia:(trzymaj sie jestem z Toba:*
Jak zapytałam męża, co ma mi do powiedzenia na temat tych spodenek, wpadł w szał, po czym zwyzywał mnie od kurew, szmat, dziwek, popychał i odgrażał się , że zapamiętam ten wczorajszy dzień na zawsze......! Co o tym myślicie? Ja myślę, że mnie zdradził fizycznie....:(
pozdrawiam
Gratuluję, że nadal z nim jesteś, naprawdę gratuluję. Zdradził, nie zdradził - co za różnica, skoro i tak nie ma już za grosz szacunku do Ciebie i traktuje Cię jak g.wno?
Gratuluję, że nadal z nim jesteś, naprawdę gratuluję. Zdradził, nie zdradził - co za różnica, skoro i tak nie ma już za grosz szacunku do Ciebie i traktuje Cię jak g.wno?
Masz świętą rację!!! Poza tym dodam ci, choć wiem, że tak nie powinno być, ale jak się tak do mnie odzywa "czule" (nie pierwszy raz), to czuję się niestety ja g.wno! Chcę to zmienić, ale jak wyżej pisałam nie mam odwagi, brakuje mi namacalnego bodźca, nie koniecznie tylko słownego.
Potrzebuję jakiejś pomocy, choć nie wiem jakiej....
Poszukaj tej pomocy u psychologa. Jesteś już uzależniona od tego faceta, a to tak samo groźne uzależnienie jak alkoholizm czy narkomania. Masz zaburzoną ocenę sytuacji, bo nadal wydaje Ci się, że nie masz "namacalnego bodźca", a dla każdej zdrowej kobiety (nie mam tu oczywiście na celu Cię obrazić, pisząc "zdrowej" mam na myśli taką, która nie tkwi w toksycznym, uzależniającym związku) takim bodźcem już jest nazwanie Cię kurwą czy szarpanie. Jak najszybciej poszukaj pomocy specjalisty.
Jak widzę Anemonne, radzisz mi dobrze - jesteś bardzo mądrą kobietą. Ja już wcześniej o tym myślałam, ale mam problem z opieką do dziecka, które obecnie wymaga stałej opieki (zbyt wiele, aby o tym pisać dlaczego). Faktycznie to już wygląda na uzależnienie od męża, ale ni broniąc się tu, jestem od niego zależna nie tylko emocjonalnie, bo myślę że z czasem to by minęło. Moje uzaleznienie polega chyba na tym, że mamy nieuleczalnie chore dziecko (3 latka), ciągle trzeba z nim jeżdzić na kontrole. do szpitali itp., ale poza miejsce zamieszkania (ok.100km). Więc zależna jestem od samochodu (ja nie jeżdżę), pomocy, finansów... na to składa się wiele spraw, głównie dziecko, bo gdyby nie ono, to myślę, a jestem pewna, że rozstalibyśmy się już wcześniej.......
Niezależnie serdecznie Ci dziękuję za radę, a może jednak coś w tym kierunku zrobię, tylko w niewiedzy przed mężem, bo i tak dość często nazywa mnie psychiczną, jak nie podoba mu się rozmowa ze mną, lub coś jest nie po jego myśli, więc nie mogę dać mu kolejnej pożywki do kpin i drwin, wyzwisk - kolejnej satysfakcji.
Na marginesie - jego matka od wielu lat zażywa leki psychotropowe, może coś się w naszym związku wzięło od tej strony?
20 2009-10-29 18:57:02 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2009-10-29 18:58:09)
oszukiwana2, dziękuję za komplement - ale gdybym sama nie spędziła sporo czasu w gabinecie psychologa, pewnie nie byłabym teraz taka "mądra".
Nasunęła mi się taka myśl: czy nie możesz formalnie rozejść się z mężem, przestać być jego partnerką, wyprowadzić się (lub wyrzucić jego, nie wiem jaką macie sytuację mieszkaniową) z dzieckiem, ale nadal korzystać z jego pomocy dla dziecka? Ewentualnie, jeśli to niemożliwe, po prostu mieszkać nadal pod jednym dachem, ale wnieść o rozwód i co najważniejsze, nie wdawać się w dyskusje (tudzież kłótnie i szarpaniny). Tobie pomagać faktycznie nie musi, ale do pomocy dziecku jest prawnie zobowiązany, niezależnie od tego, czy pozostaje Twoim mężem, czy nie.
Dziwne zachowanie faceta nie bierze sie z nikąd gdzies to podloze musi byc , niestety wszystko wskazuje jednak na zdrade, gdyby tego nie zrobil tak by sie nerwowo nie zachowal , bo w ten sposób zachowuja sie osoby ktore jedna maja cos na sumieniu....domyslam sie ze jest to trudne byc w zwiazku gdzie jest sie zdradzanym poniewaz w tej calej sytuacji to Ty cierpisz a facet jak to facet zaspokoi swoja rządze i mysli ze wszystko jest wporzadku , taki meski punkt widzenia.....pozdrawiam
Oszukiwana2 Ty niestety też masz problem. Byłaś już raz w toksycznym związku, tak to jest że albo trzeba nad sobą pracowac albo drugi raz wchodzi się w taki sam związek.
piszesz że przecież go kochasz i wszystko dla niego robisz -jesteś NALOGOWCEM KOCHANIA, wasz związek jest związkiem toksycznym, nad którym napewno można pracować ale muszą chcieć dwie osoby,
ale najpierw musisz zacząć od siebie. Zgłoś się do jakiegoś terapeuty