Siemka (założyłem teraz konto, aczkolwiek często przeglądam forum).
Mam taki pewien problem, z dziewczyną jestem prawie 7 lat, w sumie nigdy nie mieliśmy jakiegoś wielkiego kryzysu, drobne sprzeczki, że tak powiem oboje jesteśmy względem siebie bardzo ugodowi i idziemy często na kompromis, jak ONA chce do kina a ja nie chce to i tak się zgadzam, jak JA chce biegać to biegamy itp. Jednak od jakiegoś czasu dziwnie się zachowuje, tzn: w lecie już jakoś dziwniej bywało np: jak co roku gdzieś jeździmy na wakacje, tym razem nigdzie, chociaż miałem już prawie wyznaczoną datę, to tak gdzie ona zawsze nalega na wyjazd i zawsze szuka noclegu i atrakcji, a ja zawsze płace
, tak tym razem NIC (mimo że mówi że a ta para i ta pojechali tu i tu), na sylwestra NIC (gdzie w większości razy już w listopadzie wiedziałem gdzie będę się bawił) a ja proponowałem. Ostatnio proponowałem żebyśmy gdzieś pojechali w zimę - na gadaniu się skończyło bo od razu zaproponowała że gdzieś pojedziemy w lecie.
Jak jesteśmy razem, normalnie rozmawiamy, jak zawsze jest temat, nie ma zamuły, ale mamy takie charaktery które muszą coś mówić.Kontakt jest (bo na razie nie mieszkamy razem), ale nie taki jak kiedyś (wiadomo), mimo wszystko krótko i na temat, pożegnań itp od niej jakiś czas nie ma.
Jakieś kilka tygodni temu, trochę zacząłem wspominać przez sms itp, nasze rozmowy z przez lat itp. Dość szybko skończyła temat - gdzie normalnie ja to robiłem i gdzie ona w większości wspominała itp.
Zauważyłem że na facebooku, cześciej niż kiedyś wrzuca swoje fotki - sama ze sobą, ale jak by nie było nasze też wrzuca (także może po prostu wrzuca fotki).
Co mogę dalej powiedzieć ? To że nie planuje przyszłości z nami, nie mówi nic otwarcie, o mieszkaniu itp ja muszę myśleć, o pracy ja muszę myśleć a ONA chyba tylko jest, zrobiła się bierna (ostatni koniec studiów więc nie naciskam, niech skończy, znajdzie pracę), niedawno jak rozmawialiśmy o oświadczynach, odniosłem wrażenie że jest jakaś oschła - gdzie kiedyś była rozmarzona jeśli chodzi o te sprawy. Nie raz próbuje ją przywrócić do pionu - ale i tak robi swoje.
Dzieli nas różnica 5 lat (ja mam 28), jestem jak by nie było do niej przywiązany, ale cenie swój czas, nie młodnieje, latka lecą i pasują jakieś konkrety, bo nie zamierzam zostać starym kawalerem.