Fragmenty moich prac. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 70 ]

Temat: Fragmenty moich prac.

Dużo Was czytam. Czasami krytykuję, częściej się zachwycam. (Często też wygłupiam, żeby nie wyjść na mądralę;)

To, że lubię bawić się słowem nie jest dla Was tajemnicą. Piszę dużo wprawek, z których nierzadko wychodzi jakiś zabawny lub, według gustu, mniej lotny kawałek. Ale kuszę się też o poważne przedsięwzięcia, z którymi wiązałam, albo wiążę nadzieję.
Pomyślałam, że skoro moje komentarze znajdują się pod Waszymi pracami, to czas udostępnić skrawek mojej twórczości ? tej, do której podchodzę poważniej, i która nie powstała z przypływu chwili ?na kolanie?.

Dziś udostępniam Wam fragment powieści ?ogród?.
Historia zielonookiej ogrodniczki Małgorzaty, utrzymana w formie romansu, opowiada o kobiecie, której życie znalazło się na rozdrożu. Niedoceniana i samotna w małżeństwie, zorganizowana i perfekcyjna w życiu zawodowym. Kobieta, która po wielu latach walki o pozycję zawodową osiąga sukces. Czy sukces niesie ze sobą również spełnienie, tego Wam nie zdradzę. Powiem tylko, że dążąc do celu ogrodniczka napotyka nie tylko trudności zawodowe, ale mierzy się z wieloma rozterkami wewnętrznymi.

Fragment, który tu publikuje, jest tylko znikomą częścią powieści, mimo to mam nadzieję, że chociaż w niewielkim stopniu odda klimat całości.

Uprzedzając wszelkie komentarze (a mam nadzieję, że takie się pojawią) wyjaśniam, że nie jestem dzieckiem (wszak to forum dla dorosłych;) i nie obrażam się na krytyczne wypowiedzi. Pochlebne łechczą moje ego, nie przeczę, ale nigdy nie uderzą mi do głowy w takim stopniu, żebym mogła zaniechać pracy nad swoim warsztatem.
W myśl słów miarą autora jest odbiorca - wszelkie uwagi i sugestie mile widziane.

Ale dość gadania.

Fragment ?ogrodu?.

     Po powrocie do domu zastała drzemiącego na kanapie męża i córkę, która usnęła przy odrabianiu lekcji. Do snu przygrywały im głośniki odbiornika telewizyjnego.
Wyprowadzona z równowagi rzuciła teczkę z dokumentacją na stolik obok brudnych naczyń, które z niewiadomych przyczyn wciąż stały w salonie i wyłączyła telewizor.
? Czy na ciebie nigdy nie można liczyć? ? warknęła półgłosem na budzącego się męża.
? Cholera przysnąłem. ? Poderwał się z kanapy. ? Przepraszam. Cały tydzień na obrotach i jeszcze spływ. Przesadziłem ? przyznał, przecierając oczy.
Bez słowa wzięła córkę na ręce i zaniosła do dziecięcego pokoju.
Kiedy wróciła mąż studiował zawartość pozostawionej przez nią teczki.
? Kiedy to się wykluło? ? zapytał.
? Wczoraj. ? Pozbierała zastawę i odniosła do kuchni.
? No dziewczyno! ? zawołał. ? Jestem zaskoczony twoim ekspresowym działaniem. ? Mówiąc, uniósł w górę otwarty skoroszyt i znacząco nim potrząsnął. ? Masz ten zmysł interesów. To będzie żyła złota.
? Nie jestem przekonana ? wyraziła wątpliwość. ? Możemy poślizgnąć się na tym, jak na psim łajnie. ? Talerze zadźwięczały we wsuwanym do zmywarki koszu.
Porównanie do psich odchodów przypomniało jej o rozmowie z córką. Musiała wyjaśnić z nim, czemu zbył dziecko wątpliwą obietnicą psa? Rozumiała, że nie jest gotowy na kolejne dziecko z powodu firmy i kredytu, ale zlekceważyć pytania własnej córki zdawkowym: ?to już szybciej pieska?, wołało o pomstę do nieba.
? Żartujesz?! Tego nie da się spieprzyć! ? ekscytował się, wyczuwając dochodowy interes. ? Damy radę. Zobaczysz. Pokażę ci, co znaczy dobra organizacja.
? Myślisz, że poradzimy sobie z takim zleceniem? Mamy mało ludzi. Nie chcę zawalić stałych zleceń. ? Usiadła w fotelu i bacznie wpatrzyła się w twarz męża, który studiował notatki.
? Przy dobrej organizacji, nawet nie odczujemy różnicy ? prorokował. ? Ty to masz nosa!
? I bukszpany do podlania! ? przypomniała sobie.
   
      W pomieszczeniu unosiła się para i osiadała na zimnej glazurze w weneckim stylu. Obszerna, narożna wanna zapełniała się gorącym wodospadem, powodującym pianę o cytrusowym zapachu. Zanurzając ciało w kojącej kąpieli czuła, jak opada z niej całe napięcie. Ignorowała dźwięk z telewizora dobiegający z niezamkniętego salonu. Przyjemne ciepło rozluźniało napięcie i koiło nerwy. Zatopiła się w nim po samą szyję.
Snuła plan jutrzejszego dnia.
Na afisz wysuwał się spóźniony tego roku i naglący termin flancowania roślin. Zaraz po nim zaprzątnęła jej myśli nierozładowana paka busa. Następnie troska o chore dziecko Bartka, która szybko ustąpiła miejsca potrzebie usadowienia w donicach iglaków. Powinny one już opuścić szkółkę, by zachęcać klientów swym urokiem do zakupu. W końcu obawa o powodzenie nowego przedsięwzięcia.
Bezsilnie odganiała natrętne myśli. Ogrom niekończących się spraw, które nigdy nie sięgają finału ponaglane kolejnymi, powodował u niej napięcie niepozwalające na chwilę wytchnienia. Doskonale zdawała sobie sprawę ze stresu, w jakim żyje. Pośpiech wypełniający jej dobę, wywierał na niej ciągłą presję. Bezskutecznie próbowała utrzymać codzienność w ściśle określonych ramach, nie pojmując mocy, wypychającej zdarzenia poza nawias harmonogramu. Żadne przedsięwzięcie, żaden drobiazg, żadna godzina nie toczyły się w ustalonym rytmie. Czuła się jak na karuzeli pędzącej z zawrotną prędkością i tylko cud pozwalał na utrzymanie się w piekielnej machinie wbrew potężnej sile odśrodkowej. Rzemiosło, którym się zajmowała, obfitowało w liczne czynniki, na jakie nie miała wpływu. Przedłużająca się zima, albo zbyt wczesna wiosna, susza, mokry sezon, ataki szkodników, choroby roślin, nawet niespodziewana letnia ulewa otwierały furtkę uporządkowanym realiom i burzyły plany.
Strategiczna natura, którą została obdarzona nakazywała jej systematyczność. Ułatwiała życie od dzieciństwa. Cecha przydatna w szkole i na studiach. Atut dzięki, któremu zdobyła tytuł magistra inżyniera ogrodnictwa. Zaleta, ułatwiająca pracę w hurtowni ogrodniczej, a później przebrnięcie przez czas zakładania szkółki roślin ozdobnych oraz rozszerzenia usług o ofertę projektowania i zakładania ogrodów, która okazała się idealnym posunięciem na głodnym rynku.
Ta skrupulatna i zorganizowana natura nie pozwalała jednocześnie na chwilę wytchnienia, wywołując panikę przy najmniejszym odstępstwie od założonych wcześniej reguł.
Zsunęła się pod wodę zanurzając głowę i twarz. Miała nadzieję, że zmyje z siebie natrętne myśli.

    Pierwszy dzień tygodnia rozpoczął się typową dla ich rodziny bezładną krzątaniną, uruchamiając machinę chaosu jeszcze przed śniadaniem.
Michał nerwowo przerzucał stertę odzieży, leżącą na podłodze w sypialni, którą tam pozostawił przedniego wieczoru i bezskutecznie usiłował skompletować swój ubiór. Czynność oprawiał niewyszukanymi epitetami.
Bliska histerii Michasia zachowywała się, jakby straciła wzrok przy szukaniu szkolnego plecaka.
Z kuchni dobiegał ponaglający głos pani Elżbiety, która z niewiadomych przyczyn postanowiła doprowadzić wychowankę do nerwicy, wmawiając dziecku półgodziny przed siódmą, że nie zdąży do szkoły.
Małgorzata, która zaczęła dzień od kontrolnego obchodu upraw, właśnie wróciła do domu.
W pierwszej kolejności ruszyła na pomoc dziecku. Wkroczyła do pokoju i podała córce tornister spod biurka, miejsca, w którym zawsze go zostawiała.
W drodze do męża, wychyliła się przez balustradę na piętrze i zawołała:
? Spokojnie pani Elu jest jeszcze mnóstwo czasu!
Wydostała z szuflady komody parę czystych skarpet i podała mężowi. Z prędkością światła porwała leżącą na podłodze, wczorajszą parę.
? Kosz na brudną bieliznę w łazience! Mówi ci to coś? ? zapytała, pomachawszy nie świeżą konfekcją.
Po chwili z precyzją koszykarza pozbyła się nie chluby w łazience, lokując w pojemniku na brudną bieliznę.
Zabrała tobołek edukacyjny z rąk roztargnionego dziecka i nakazała wymarsz na śniadanie. Oddając pociechę pod opiekę gosposi bez poczucia czasu, porwała kromkę suchego pieczywa i pobiegła do budynku biura. Chciała spokojnie wypić kawę, zanim zjawią się pracownicy.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...
Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Fragmenty moich prac.

Przeczytałam kilka razy. Trzymam kciuki, ale wiesz, że łaska czytelnika jest niezbadana.  Czy piszesz dla siebie czy chcesz jak najwięcej sprzedać? O dobrą prozę w Polsce trudno, Próbuj i daj więcej fragmentów. Pozdrawiam, Joanna

Ruda wiolonczela, radosna i szczera.
Supergirls don't cry, supergirls just fly.
Witches don't need drugs to fly.

3

Odp: Fragmenty moich prac.
joasiabasia61 napisał/a:

Przeczytałam kilka razy. Trzymam kciuki, ale wiesz, że łaska czytelnika jest niezbadana.  Czy piszesz dla siebie czy chcesz jak najwięcej sprzedać? O dobrą prozę w Polsce trudno, Próbuj i daj więcej fragmentów. Pozdrawiam, Joanna

Piszę dla siebie i dla czytelnika. Są to bardzo różne prace. Te osobiste (dla mnie) rzadko publikuje.
"ogród" jest powieścią dla czytelnika. Nie piszę dla pieniędzy (przynajmniej jeszcze tego nie robiłam) udostępniam swoją grafomanię na blogu, każdemu, kto ma ochotę poczytać.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...
Reklama

4

Odp: Fragmenty moich prac.

Skoro poprzedni fragment nie przypadł Wam do gustu, to może ten wzbudzi ciekawość.
Pochodzi z "wołanie zmroku".

tajemnica ewy
Koła terenowego BMW zatrzymały się na podjeździe. Jednorodzinny dom nie wyróżniał się niczym szczególnym wśród zabudowań na tej ulicy. Jedynie zewnętrzne rolety, których często nie unoszono nawet za dnia, czyniły budynek dla oka przechodniów ponurym i niedostępnym. Sugerowały, że we wewnątrz nie tętni życie.
Dla Ewy dom był czymś więcej niż mieszkaniem. Był azylem, kiedy potrzebowała ciszy i oddechu. Miejscem, w którym opadała z niej służbowa maska.
Zgrzyt zamka w drzwiach oddzielał od świata. Izolował od nierozumnej rzeczywistości.
Odłożyła kluczyki i torebkę na komodzie w korytarzu. Zdjęła z siebie biżuterię. Zegarek, pierścionki, kolczyki. Pozostawiła tylko wisiorek z sową. Szyta na miarę marynarka bezszelestnie opadła na podłogę w holu. Dotarła do swojego gabinetu i ściągnęła buty. Rozmasowała dłońmi obolałe stopy, podbicie i każdy z palców. Nacisnęła przycisk uruchamiania komputera i oczekując na start systemu, nalała sobie kieliszek brandy. Na monitorze pojawiła się tapeta, której mroczność rozświetlała, biegnąca z górnego, lewego rogu błyskawica. Sprawdziła pocztę. Jej uwagę przykuła tylko jedna wiadomość. Nie zawracając sobie głowy innymi, otworzyła tą z dobrze znanym tematem w tytule.
?Dziś w Czarcim Jarze. Bądź przed północą.?
Pozbyła się reszty garderoby, pozostawiając ją w podobny sposób jak żakiet, w miejscu, w którym stała. Pod prysznicem wystawiła twarz w stronę strumienia wody i czekała, aż zmyje z niej zmęczenie. Pozwoliła, by spływał po ciele, zabierając ze sobą pył znienawidzonego świata obłudy i hipokryzji, w którym przebywała przez pięć dni w tygodniu. Potok obejmował jej ciało od głowy poprzez twarz, ramiona i tułów, swobodnie opływając resztę ciała aż po koniuszki stóp. Szumiał w uszach, zagłuszając skupienie i nie pozwalał rozterką na świadomą wędrówkę.
Wymieniła perłową emalię na paznokciach na kolor nocy. Podkreśliła ciemne obramowanie oczu kredką, tuszem do rzęs nadała wyrazistość błękitnemu spojrzeniu. Usta przybrała w karminową czerwień. Klasyczny komplet ustąpił miejsca skórzanym spodnią i hebanowej koszulce odsłaniającej ramiona, spod której na prawej łopatce wyłaniał się skrawek tatuażu. Wysokie obcasy zastąpiła solidna podeszwa i cholewa z garbowanego bydlęcia sięgającą łydek, której szerokość regulowały stalowe klamry. Na czubkach butów połyskiwały srebrne metalowe osłony. Zarysowania na okuciach zdradzały, że nie jest to obuwie wkładane od święta. Wyjęła z szuflady karwasz i kilka ręcznie wykonanych bransoletek z koralowymi i kruczymi paciorkami. Do złotego medalionu sowy dołączyła srebrny wisior na rzemieniu. Ze szklanej buteleczki wysypała na dłoń białe pigułki. Jedną z nich włożyła do ust i popiła zawartością kieliszka. Wyłączyła komputer. Wciągnęła kurtkę i wyszła tylnym wyjściem.
Światła bijące od ulicy rzucały cień domu na trawnik i delikatnie oświetlały wewnętrzną część posesji. Chrzęst kroków po usypanej drobnym kamieniem ścieżce wypłoszył z ozdobnych krzewów w niewielkim ogrodzie świerszcza i uciszył rechotanie żab.
Kilka minut później wieczorną ciszę osiedla przeszył ryk silnika maszyny, która z ogromną prędkościom zniknęła w mroku.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...
Odp: Fragmenty moich prac.

Zaintrygowałaś mnie tym niebanalnym opisem smile Rażą błędy ortograficzne.

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?
Reklama

6

Odp: Fragmenty moich prac.
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Zaintrygowałaś mnie tym niebanalnym opisem smile

Dziękuję big_smile

Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Rażą błędy ortograficzne.

Łomatko! Cóż to ja znowu nawywijałam z tą ortografią?

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...
Odp: Fragmenty moich prac.
ewka3 napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Zaintrygowałaś mnie tym niebanalnym opisem smile

Dziękuję big_smile

Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Rażą błędy ortograficzne.

Łomatko! Cóż to ja znowu nawywijałam z tą ortografią?

Proszę (molim) smile
Zamiast rozterką, powinno być rozterkom. W miejsce słowa spodnią ortografia prosi o spodniom. Z kolei prędkościom należy zamienić na prędkością.
Posiadasz talent i dar gawędziarski smile

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?

8

Odp: Fragmenty moich prac.
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:
ewka3 napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Zaintrygowałaś mnie tym niebanalnym opisem smile

Dziękuję big_smile

Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Rażą błędy ortograficzne.

Łomatko! Cóż to ja znowu nawywijałam z tą ortografią?

Proszę (molim) smile
Zamiast rozterką, powinno być rozterkom. W miejsce słowa spodnią ortografia prosi o spodniom. Z kolei prędkościom należy zamienić na prędkością.
Posiadasz talent i dar gawędziarski smile

Ajć, to "ą" i te "om". Postaram się wyeliminować takie byki ze swoich nawyków.

Co do "spodni", to mam wątpliwości. Na chwilę przed zamieszczeniem tu fragmentu zmieniłam na spodnią, bo uznałam, że to była jedna para. No dobra, mam odpowiedź. Para to dwa. Cóż za absurd. Spodnie były jedne, ale w liczbie mnogiej.

Dziękuję Ci za podpowiedzi. Bardzo trudno wychwycić błędy we własnym tekście. Wydaje mi się, że jedyną i najlepszą metodą jest wyrobienie nawyku poprawnego pisania, a to niestety wymaga pracy.

Jeszcze raz dziękuję.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

9

Odp: Fragmenty moich prac.
ewka3 napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:
ewka3 napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Zaintrygowałaś mnie tym niebanalnym opisem smile

Dziękuję big_smile
Łomatko! Cóż to ja znowu nawywijałam z tą ortografią?

Proszę (molim) smile
Zamiast rozterką, powinno być rozterkom. W miejsce słowa spodnią ortografia prosi o spodniom. Z kolei prędkościom należy zamienić na prędkością.
Posiadasz talent i dar gawędziarski smile

Ajć, to "ą" i te "om". Postaram się wyeliminować takie byki ze swoich nawyków.

Co do "spodni", to mam wątpliwości. Na chwilę przed zamieszczeniem tu fragmentu zmieniłam na spodnią, bo uznałam, że to była jedna para. No dobra, mam odpowiedź. Para to dwa. Cóż za absurd. Spodnie były jedne, ale w liczbie mnogiej.

Dziękuję Ci za podpowiedzi. Bardzo trudno wychwycić błędy we własnym tekście. Wydaje mi się, że jedyną i najlepszą metodą jest wyrobienie nawyku poprawnego pisania, a to niestety wymaga pracy.

Jeszcze raz dziękuję.

Jeśli chodzi o takie błędy to pikuś, gorzej jak ktoś po prostu jest grafomanem. A ty talent masz. Druga próbka chyba może być ciekawa. Pierwsza propozycja może nie wyjść, ale czas pokaże.

Ruda wiolonczela, radosna i szczera.
Supergirls don't cry, supergirls just fly.
Witches don't need drugs to fly.

10

Odp: Fragmenty moich prac.

Mi się podoba.. nawet bardzo.

Blędami się nie przejmuj, ja też je popelniam smile

''W I E L U wie wiele, NIKT wszystkiego'' - przyslowie lacińskie.
Odp: Fragmenty moich prac.
ewka3 napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:
ewka3 napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Zaintrygowałaś mnie tym niebanalnym opisem smile

Dziękuję big_smile
Łomatko! Cóż to ja znowu nawywijałam z tą ortografią?

Proszę (molim) smile
Zamiast rozterką, powinno być rozterkom. W miejsce słowa spodnią ortografia prosi o spodniom. Z kolei prędkościom należy zamienić na prędkością.
Posiadasz talent i dar gawędziarski smile

Ajć, to "ą" i te "om". Postaram się wyeliminować takie byki ze swoich nawyków.

Co do "spodni", to mam wątpliwości. Na chwilę przed zamieszczeniem tu fragmentu zmieniłam na spodnią, bo uznałam, że to była jedna para. No dobra, mam odpowiedź. Para to dwa. Cóż za absurd. Spodnie były jedne, ale w liczbie mnogiej.

Dziękuję Ci za podpowiedzi. Bardzo trudno wychwycić błędy we własnym tekście. Wydaje mi się, że jedyną i najlepszą metodą jest wyrobienie nawyku poprawnego pisania, a to niestety wymaga pracy.

Jeszcze raz dziękuję.

Nie ma za co smile Swoje teksty czytam po kilka razy, aby łapać wszelakie błędy. Natomiast interpunkcja u mnie kuleje.
Komu, czemu? Spodniom. Spodnie to taki ciekawy rzeczownik nie posiadający liczby pojedynczej. Nie, nie jestem polonistą smile

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?

12

Odp: Fragmenty moich prac.
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Nie ma za co smile Swoje teksty czytam po kilka razy, aby łapać wszelakie błędy. Natomiast interpunkcja u mnie kuleje.
Komu, czemu? Spodniom. Spodnie to taki ciekawy rzeczownik nie posiadający liczby pojedynczej. Nie, nie jestem polonistą smile

U mnie występuje kilkanaście czytań, a i tak wszystkiego nie zauważam. Często proszę o pomoc innych.

Zerknę na Twoją interpunkcję, chociaż wiersze rządzą się swoimi prawami i z tego, co czytałam, to można jej zaniechać całkowicie. Osobiście nie polecam, bo znaki przystankowe pomagają zrozumieć myśl autora, która, ze względu na formę, w wierszach jest skrócona.

Czytając ten tekst już tu na forum, nasunęły mi się kolejne błędy, których powinnam była uniknąć. Przytoczę je i mam nadzieję, że się do nich ustosunkujecie.
[Szyta na miarę marynarka bezszelestnie opadła na podłogę w holu.] - Marynarka? Handlowa, czy wojenna? Czy subtelniejszy nie byłby żakiet?
[Dotarła do swojego gabinetu i ściągnęła buty.] - Tu nasunęło mi się pytanie skąd ściągnęła. Z półki, z internetu? Buty się raczej zdejmuje.
Co myślicie?

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

13 Ostatnio edytowany przez Klaudyna59 (2015-01-09 23:46:03)

Odp: Fragmenty moich prac.

A ja myślę Ewka ze dzielisz włos na czworo i zupełnie niepotrzebnie. Marynarka - jak wiele wyrazów ma różne znaczenie, a buty ściągnęła też jest prawidłowo, myślę że jeśli będziesz każdy wyraz rozbierała na czynniki pierwsze to wyjdzie Ci zupełnie co innego niż zamierzałaś, mnie się podoba tak jak jest , oprócz tych błędów ortograficznych ale na to uwagę zwrócił już Wielbiciel . Pisz dalej a z przyjemnością będę czytała , ten się nie myli kto nic nie pisze.

14 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2015-01-10 00:53:03)

Odp: Fragmenty moich prac.

Dziękuję Klauduś. Z pewnością masz rację.
Dla własnego komfortu poprawię te drobiazgi, jednak cieszę się, że nie są rażące.
"wołanie zmroku" dopiero powstaje. Gdy człowiek pisze, boryka się z wątpliwościami. Dobrze, jeśli ma je z kim rozwiać.
Korzystam z pomocy for literackich, mimo to uważam, że ocena czytelnika jest ponad oceny ekspertów.

Chciałabym również, żeby odbiorca zrozumiał, że pisanie to nie tylko talent i pasja. Że wiersz nie powstaje w kilkanaście minut pod wpływem chwili, felieton w ciągu godziny, a powieść w miesiąc. Że autor waży słowa, wciąż się uczy, bada fakty, szlifuje warsztat. Co najciekawsze? Robi to z pasji, bo pieniądze z tego żadne. Po te, które można uczciwie zarobić, nawet nie opłaca się wyciągać rąk.

ewa, jet postacią drugoplanową w tej historii. Udostępniłam już swego czasu kawałki, które przybliżają tę bohaterkę i zamieszczam również tu. (Wspomnę tylko, że tekst spotkał się z ogromną krytyką ze strony literatów.)

"wołanie zmroku" - tajemnica ewy - cd.
Ewa zaparkowała motocykl przed zajazdem ?Czarci Jar?.
Stanęła w progu i rozejrzała się w poszukiwaniu znajomych twarzy.
Wewnątrz huczały ciężkie, metalowe rytmy. Unosił się zapach alkoholu, podniecenia, garbowanych skór i potu.
Dostrzegła grupę przyjaciół przy stoliku w końcu sali.
W drodze do nich wpadła na mężczyznę w długich jasnych włosach i zaroście zaplecionym w warkocz. Niósł sześć szklanek z drinkami, trzymając je za obrzeża tak, że jego palce opuszkami dotykały płynów.
- O! ? zawołał, zagradzając jej drogę. - Nasza blond mecenas.
- Dla ciebie pani mecenas. ? Złapała go za warkoczyk, przyciągnęła do siebie i pocałowała w usta.
- Potrzebujesz czegoś? ? Wskazał brodą na kieszeń kamizelki.
- Nie od ciebie. ? Spojrzała w jego zamglone oczy. ? Kiedyś cię całkiem popierdoli po tym twoim świństwie. Igrasz z życiem Głuchy.
- Bo mi na nim nie zależy. ? Zachwiał się. ? Może się zabawimy?
- Już nie ta liga kolego ? zakomunikowała z pogardliwym spojrzeniem.
- Damulka z wyższych sfer? ? zakpił. ? Już się nie bratamy, co?
- Umyj się prosiaku i zmień koks, to pogadamy. ? Szarpnęła go za szczecinę. ? A teraz złaź mi z drogi. ? Pchnęła nim, aż się zatoczył. Na podłogę ulały się napoje, pozostawiając lepką plamę na drewnianych deskach.
- Jeszcze przyjdziesz suko ? syknął, łapiąc równowagę.
Zignorowała jego słowa i podeszła do stolika, przy którym siedziała czwórka mężczyzn, ubranych w ciężką skórzaną odzież oraz dwie kobiety w krótkich szortach i oficerkach na wysokich obcasach. Ich naturalne podobieństwo podpowiadało, że są bliźniaczkami. Dziewczyny eksponowały swe kobiece wdzięki pod skąpą odzieżą.
Ewa nie lubiła ich wyzywającego stylu, uważała, że kuszą seksapilem, jakby nie miały nic innego do zaoferowania. Zwyczajnie żebrzą o adoracje.
- Jesteś. Siadaj. ? Jeden z bywalców wskazał miejsce obok siebie. ? Czego chciał Głuchy?
- Coś mu się uroiło. Jeżeli nie odstawi tego świństwa, narobi nam kłopotów. Uważajcie na niego.
- Mogę się nim zająć ? zaproponował człowiek z irokezem, któremu jedna z dziewcząt wkładała język w ucho.
- Nie wyrywaj się Młody. Nie potrzebujemy kłopotów ? uspokoiła prawniczka. ? Gdzie moja brandy? ? rozejrzała się po stoliku.
- Mam coś lepszego. ? Mężczyzna, który wskazał jej miejsce, wyjął z kieszeni saszetkę z białą sproszkowaną substancją.
- Brendy! ? zmroziła go morderczym wzrokiem. ? Jak będę potrzebować kreski, to wezmę czystą nie ścierwo! I niech ta kurwa przestanie lizać Młodego, bo mnie mdli.
- Młody wypieprzaj! - powiedział gość z falami o kruczym połysku, opadającymi na plecy. - Hubert! ? zwrócił się do właściciela amfetaminy i skinął głową na bar.
Hubert natychmiast schował woreczek i posłusznie udał się po drinka. Właściciel ciemnych włosów usiadł obok Ewy.
- Jakaś nerwowa jesteś ? zauważył. ? Kłopoty?
- Nie. Nadzwyczaj spokojnie. Ludzie sami ładują mi kasę w łapę. Nie rozumiem ich. Potrafią sprzedać własne dzieci, a nas nazywają popaprańcami.
- Jesteś zmęczona? ? Wstał i zaczął masować jej ramiona.
- Męczy mnie ten świat. ? Zsunęła kurtkę. ? Kiedyś bawiłam się możliwością manipulowania nimi, ale teraz czuję do nich obrzydzenie. Marzy mi się pięć minut bezprawia. ?  W ten sposób określano we właściwym jej środowisku domniemania na temat chwilowego, niekontrolowanego użycia broni i ewentualnego wyeliminowania skrajnych jednostek.
- Wtedy nie będziesz miała kim manipulować ? zauważył z nie ukrywanym rozbawieniem.
- Wybiorą nowych Czarcie. ? Rozluźniła się pod wpływem jego dłoni. - Zawsze znajda się rządne władzy łapy.
- Znam sposób na twoje frustracje ? zaintrygował.
- Tak?
- Chodźmy do mnie ? skinął głową w kierunku drewnianych, ażurowych schodów.
Hubert przyniósł z baru alkohol, którego się domagała. Usiadł i wprawnym ruchem posłał go po blacie stołu w jej stronę. Złapała szklankę z niebezpiecznie rozhuśtaną brandy, ale nie uroniła nawet kropli. Popiła spory łyk i oparła głowę o mężczyznę za sobą.
- Chcesz mi zaoferować noc wrażeń? ? spytała, patrząc wyzywająco w jego czarne oczy. ? Zastanów się na co się porywasz.
- Czy kiedyś nie sprostałem twoim oczekiwaniom? ? Potrząsnął zawartością identycznej buteleczki jaką miała w domu.
- Masz dwie godziny. Na razie schowaj, już brałam. ? Pokazała na pigułki wstając.
- Może jednak? ? Ociągał się. ? Podkręcimy atmosferę na maksa.
- Idziesz, czy nie? - Wyciągnęła do niego rękę.
Odeszli na piętro. Ich kompani pozostali przy stoliku, do którego powrócił Młody ze swoją partnerką.
- Suka ? stwierdziła dziewczyna odprowadzając odchodzącą parę wzrokiem. ? Kurwi się z szefem i ma czelność zwracać mi uwagę.
Natychmiast po wypowiedzeniu tych słów poczuła silne uderzenie, które odchyliło gwałtownie jej głowę. Młody uderzył ją w twarz otwartą dłonią.
- Nie waż się więcej tak o niej mówić. Rozumiesz? ? Jego wskazujący palec znalazł się na wysokości oczu, z których popłynęły łzy. ? Nigdy!
Pozostali biesiadnicy nawet nie zareagowali na scenę. Rozmawiali, pili, śmiali się. Znali porywczą naturę Młodego i niewyparzony język jego dziewczyny. Wiedzieli również, że lepiej aby on ją poskromił, niż miałaby to zrobić Ewa, która nie tolerowała w swoim otoczeniu osób fałszywie knujących za jej plecami. Gdyby dziewczyna wyraziła swoją opinię bezpośrednio do niej, miałaby nawet szansę na cień szacunku ze strony Lisowskiej, ale nazwanie jej suką poza zasięgiem jej uszu, musiało sprowokować konsekwencje, gdy się o tym dowie. To, że któryś z towarzyszy doniesie jej o incydencie, nie ulegało wątpliwości.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

15

Odp: Fragmenty moich prac.
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Nie ma za co smile Swoje teksty czytam po kilka razy, aby łapać wszelakie błędy. Natomiast interpunkcja u mnie kuleje.
Komu, czemu? Spodniom. Spodnie to taki ciekawy rzeczownik nie posiadający liczby pojedynczej. Nie, nie jestem polonistą smile

Wybacz, ale w kontekście rozmowy nie mogę nie skomentować - partykułę nie z imiesłowami przymiotnikowymi (czynnymi i biernymi) piszemy zawsze łącznie.
Zwykle od reguły zdarzają się wyjątki, nie inaczej jest i tutaj, ale ogólna zasada nakazuje pisownię łączną. Rozdzielnie partykułę nie piszemy tylko w wyraźnych przeciwstawieniach, na przykład: "nie biegający, ale spacerujący" czy "ani nie lodowaty, ani nie ciepły".

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."
Odp: Fragmenty moich prac.
ewka3 napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Nie ma za co smile Swoje teksty czytam po kilka razy, aby łapać wszelakie błędy. Natomiast interpunkcja u mnie kuleje.
Komu, czemu? Spodniom. Spodnie to taki ciekawy rzeczownik nie posiadający liczby pojedynczej. Nie, nie jestem polonistą smile

U mnie występuje kilkanaście czytań, a i tak wszystkiego nie zauważam. Często proszę o pomoc innych.

Zerknę na Twoją interpunkcję, chociaż wiersze rządzą się swoimi prawami i z tego, co czytałam, to można jej zaniechać całkowicie. Osobiście nie polecam, bo znaki przystankowe pomagają zrozumieć myśl autora, która, ze względu na formę, w wierszach jest skrócona.

Czytając ten tekst już tu na forum, nasunęły mi się kolejne błędy, których powinnam była uniknąć. Przytoczę je i mam nadzieję, że się do nich ustosunkujecie.
[Szyta na miarę marynarka bezszelestnie opadła na podłogę w holu.] - Marynarka? Handlowa, czy wojenna? Czy subtelniejszy nie byłby żakiet?
[Dotarła do swojego gabinetu i ściągnęła buty.] - Tu nasunęło mi się pytanie skąd ściągnęła. Z półki, z internetu? Buty się raczej zdejmuje.
Co myślicie?

W wierszach interpunkcja to jeszcze nic smile Ostatnio mierzę się z pewnym opowiadaniem i tu jest gorzej. Twoje obawy językowe tyczące marynarki i ściągania butów moim skromnym zdaniem są nieuzasadnione. Określenia przez Ciebie zastosowane absolutnie nie psują jakości opisu.
Z ostatniego fragmentu Twej pracy: zamiast rządne powinno być żądne władzy. Nie podoba mi się sformułowanie: "w długich jasnych włosach". O wiele lepiej brzmi o długich jasnych włosach.
Bardzo ciekawie opowiadasz smile
Olinko, dziękuję za zwrócenie uwagi smile Cóż, skompromitowałem się smile

Hrvatska Ljubavi Te!
Wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia,
Serca ukojenia
Non omnis moriar?

17

Odp: Fragmenty moich prac.
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:
ewka3 napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Nie ma za co smile Swoje teksty czytam po kilka razy, aby łapać wszelakie błędy. Natomiast interpunkcja u mnie kuleje.
Komu, czemu? Spodniom. Spodnie to taki ciekawy rzeczownik nie posiadający liczby pojedynczej. Nie, nie jestem polonistą smile

U mnie występuje kilkanaście czytań, a i tak wszystkiego nie zauważam. Często proszę o pomoc innych.

Zerknę na Twoją interpunkcję, chociaż wiersze rządzą się swoimi prawami i z tego, co czytałam, to można jej zaniechać całkowicie. Osobiście nie polecam, bo znaki przystankowe pomagają zrozumieć myśl autora, która, ze względu na formę, w wierszach jest skrócona.

Czytając ten tekst już tu na forum, nasunęły mi się kolejne błędy, których powinnam była uniknąć. Przytoczę je i mam nadzieję, że się do nich ustosunkujecie.
[Szyta na miarę marynarka bezszelestnie opadła na podłogę w holu.] - Marynarka? Handlowa, czy wojenna? Czy subtelniejszy nie byłby żakiet?
[Dotarła do swojego gabinetu i ściągnęła buty.] - Tu nasunęło mi się pytanie skąd ściągnęła. Z półki, z internetu? Buty się raczej zdejmuje.
Co myślicie?

W wierszach interpunkcja to jeszcze nic smile Ostatnio mierzę się z pewnym opowiadaniem i tu jest gorzej. Twoje obawy językowe tyczące marynarki i ściągania butów moim skromnym zdaniem są nieuzasadnione. Określenia przez Ciebie zastosowane absolutnie nie psują jakości opisu.
Z ostatniego fragmentu Twej pracy: zamiast rządne powinno być żądne władzy. Nie podoba mi się sformułowanie: "w długich jasnych włosach". O wiele lepiej brzmi o długich jasnych włosach.
Bardzo ciekawie opowiadasz smile
Olinko, dziękuję za zwrócenie uwagi smile Cóż, skompromitowałem się smile

No ładne kwiatki, a to się popisałam z tą "rządną" władzą. Chyba zestawienie wyrazów natchnęło mnie, żeby pożądanie pomylić z rządami.
Co do uwagi o włosach - masz słuszność. Poprawiłam już u siebie te "byki" i przy okazji znalazłam kilka innych.
"Marynarka" kojarzy mi się z ubiorem męskim i dlatego mnie drażni. Oczywiście są marynarki damskie i męskie, ale i tak mi zgrzyta. A słowo "ściągnęła" w odniesieniu do damskich butów, wydaje mi się mało subtelne.
W sprawie interpunkcji, to nie należy z nią przesadzać. Osoby, które piszą często wypowiadają się, że stosują ją intuicyjnie i zazwyczaj ich teksty wyglądają dobrze.
Nie u wszystkich występuje natręctwo sprawdzania  każdego słowa i znaku;) Pierwszą radą, którą otrzymałam zaczynając pisanie było, że schludny tekst, to wyraz szacunku dla czytelnika.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

18

Odp: Fragmenty moich prac.
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Olinko, dziękuję za zwrócenie uwagi smile Cóż, skompromitowałem się smile

Nie nazwałabym tego aż kompromitacją, każdy z nas popełnia błędy, z przykrością przyznaję, że ja również. Zauważyłam zresztą, że im człowiek bardziej się stara, tym więcej wątpliwości zaczyna się pojawiać. Z pisownią partykuły "nie" z innymi częściami mowy problem ma bardzo wiele osób, często będąc tego zupełnie nieświadomymi. 
Zapewniam, że w moim poprzednim poście nie było cienia złośliwości, a i ja sama konstruktywną krytykę chętnie przyjmuję, bo pozwala wyeliminować potknięcia.

Nie o tym jednak jest ten wątek, zatem przepraszam za mały off top, być może jednak ktoś skorzysta smile.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

19 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2015-01-11 23:41:14)

Odp: Fragmenty moich prac.
Olinka napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Olinko, dziękuję za zwrócenie uwagi smile Cóż, skompromitowałem się smile

Nie nazwałabym tego aż kompromitacją, każdy z nas popełnia błędy, z przykrością przyznaję, że ja również. Zauważyłam zresztą, że im człowiek bardziej się stara, tym więcej wątpliwości zaczyna się pojawiać. Z pisownią partykuły "nie" z innymi częściami mowy problem ma bardzo wiele osób, często będąc tego zupełnie nieświadomymi. 
Zapewniam, że w moim poprzednim poście nie było cienia złośliwości, a i ja sama konstruktywną krytykę chętnie przyjmuję, bo pozwala wyeliminować potknięcia.

Nie o tym jednak jest ten wątek, zatem przepraszam za mały off top, być może jednak ktoś skorzysta smile.

Olinko, Twoja wypowiedź nie nadaje się na określenie off-topic. (Nie tym razem;)
Piszesz o istotnych dla osób, którym na sercu leży poprawność pisanego słowa.
Sama często popełniam błąd, o którym mówisz, pomimo, że się staram i pilnuję pisowni.
W pierwszym fragmencie napisałam: "zapytała, pomachawszy nie świeżą konfekcją". Mój błąd jest z niższej półki, niż opisujesz. Konfekcja bywa "nieświeża".
Jeżeli komentator swoją uwagą sprawi, że "obcy" język polski stanie się dla mnie bardziej przyjazny, to nie jest to internetowa dygresja. Będzie to komentarz odnośnie pisania (również mojego), dzięki któremu stanie się ono bardziej zrozumiałe.
(Nawiasem mówiąc, na literackich forach takie rozmowy pod tekstem są normą. Chodzi o szlifowanie warsztatów, a nie o zachwyt.)

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

20

Odp: Fragmenty moich prac.

Ewka3 czy ty nie powinnaś pisać przypadkiem kabaretowych kawałków?:)
"Szyta na miarę marynarka bezszelestnie opadła na podłogę w holu. Dotarła do swojego gabinetu i ściągnęła buty."  Z przyjemnością przeczytałam.

21

Odp: Fragmenty moich prac.

Na razie przeczytałam tylko fragment z pierwszego posta. Jedno mi się rzuciło w oczy, ale uprzedzam, że nie mam pojęcia, czy to ma jakiekolwiek oparcie w "zasadach pisania" (nie wiem, jak to nazwać big_smile), czy jest tylko moim widzimisię, więc niekoniecznie musisz wziąć to pod uwagę. tongue
Chodzi mi o to, że zazwyczaj piszesz prosto, konkretnie i z humorem, a w "Ogrodzie" było parę zdań, które hm... jakby wybijały z rytmu przy czytaniu, bo były w innym stylu - nie wiem, za bardzo ee... podniosłe? subtelne? Złe słowa, nie umiem tego określić, może na przykładzie lepiej. Czyli na początku: cholera, brudne naczynia stojące z niewiadomych przyczyn, a chwilę wcześniej "Do snu przygrywały im głośniki odbiornika telewizyjnego". Jakby z innej bajki, bardziej pasowałby mi zwykły telewizor grający w tle. Tak samo dalej "W pomieszczeniu unosiła się para i osiadała na zimnej glazurze w weneckim stylu. Obszerna, narożna wanna zapełniała się gorącym wodospadem, powodującym pianę o cytrusowym zapachu" - nie to, że samo to jest złe, bo dobrze się czyta i jest "ładne", klimatyczne, tylko... jakoś tak nie pasuje mi do reszty. tongue

Tysiąc razy mówiłam ludziom, że jestem miła. Krzyczałam, groziłam, biłam... Bez skutku. Nikt mi nie wierzy.

22

Odp: Fragmenty moich prac.
Summerka napisał/a:

Ewka3 czy ty nie powinnaś pisać przypadkiem kabaretowych kawałków?:)
"Szyta na miarę marynarka bezszelestnie opadła na podłogę w holu. Dotarła do swojego gabinetu i ściągnęła buty."  Z przyjemnością przeczytałam.

Swego czasu pisałam wyłącznie satyrę, ale gdy zauważyłam, że nikt mnie już nie odbiera poważnie, zrezygnowałam. Nie chciałam, żeby przykleiła się do mnie etykieta "błazna" wink

Eileen napisał/a:

Na razie przeczytałam tylko fragment z pierwszego posta. Jedno mi się rzuciło w oczy, ale uprzedzam, że nie mam pojęcia, czy to ma jakiekolwiek oparcie w "zasadach pisania" (nie wiem, jak to nazwać big_smile), czy jest tylko moim widzimisię, więc niekoniecznie musisz wziąć to pod uwagę. tongue
Chodzi mi o to, że zazwyczaj piszesz prosto, konkretnie i z humorem, a w "Ogrodzie" było parę zdań, które hm... jakby wybijały z rytmu przy czytaniu, bo były w innym stylu - nie wiem, za bardzo ee... podniosłe? subtelne? Złe słowa, nie umiem tego określić, może na przykładzie lepiej. Czyli na początku: cholera, brudne naczynia stojące z niewiadomych przyczyn, a chwilę wcześniej "Do snu przygrywały im głośniki odbiornika telewizyjnego". Jakby z innej bajki, bardziej pasowałby mi zwykły telewizor grający w tle. Tak samo dalej "W pomieszczeniu unosiła się para i osiadała na zimnej glazurze w weneckim stylu. Obszerna, narożna wanna zapełniała się gorącym wodospadem, powodującym pianę o cytrusowym zapachu" - nie to, że samo to jest złe, bo dobrze się czyta i jest "ładne", klimatyczne, tylko... jakoś tak nie pasuje mi do reszty. tongue

Wiem o czym piszesz. Akurat wczoraj, kolejny raz, słyszałam podobną uwagę. Powieść z założenia miała być spisana prostym i lekkim językiem. Próbowałam trzymać się tego kanonu, ale chyba nie potrafię. Prawdopodobnie wpływ literatury, którą czytam. Sama bardzo lubię, gdy otoczenie mówi za autora i w podobny sposób piszę. W "ogrodzie" powstało trochę rażące połączenie stylów. Przyznam się, że nie mam już do tej powieści serca i nie mogę się zmusić, żeby chociaż trochę zrównać tą przepaść. Bliższy mojemu sercu i predyspozycją jest styl "wołania zmroku" oraz obyczajowość, niż lekki romans.
Mimo tych mankamentów, osoby, które przeczytały "ogród", zazwyczaj pochlebnie się o tej powieści wypowiadają.
Samo pisanie było drogą po bruku. Konsultowałam się na bieżąco z ogrodnikiem i ogromny wpływ na całokształt miała moja przyjaciółka, która wiele razy wylewała mi na łeb kubeł zimnej wody na przemian z pomyjami;) Gdyby nie motywacja z jej strony, książka nigdy nie zostałaby skończona.
Swego czasu zgłosiłam powieść do konkursu i wysłałam do kilku wydawnictw. Czasami cisza jest wymowniejsza od tysiąca słów. Uznałam, że nie warto wkładać energii w coś, co jest zwyczajnie słabe. Bardzo możliwe, że popełniłam błąd, ale tego się już nie dowiem;)
Na chwilę obecną komputerowy wydruk przechodzi z rąk do rąk i sporo kobiet go czytało. Wszystkich opinii nie poznam, bo już wędruje w obce ręce. Na oceny znajomych zawsze trzeba brać poprawkę, bo często nie chcą po prostu urazić i przemilczają istotne uwagi.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

23

Odp: Fragmenty moich prac.
ewka3 napisał/a:

Swego czasu pisałam wyłącznie satyrę, ale gdy zauważyłam, że nikt mnie już nie odbiera poważnie, zrezygnowałam. Nie chciałam, żeby przykleiła się do mnie etykieta "błazna" wink

A gdybyś pisała pod pseudonimem? A przecież są tacy, którzy pisali satyrę i nikt ich nie odbierał jako błaznów.

24

Odp: Fragmenty moich prac.
Summerka napisał/a:
ewka3 napisał/a:

Swego czasu pisałam wyłącznie satyrę, ale gdy zauważyłam, że nikt mnie już nie odbiera poważnie, zrezygnowałam. Nie chciałam, żeby przykleiła się do mnie etykieta "błazna" wink

A gdybyś pisała pod pseudonimem? A przecież są tacy, którzy pisali satyrę i nikt ich nie odbierał jako błaznów.

Nie odcinam się całkowicie od satyry. Od czasu do czasu coś napiszę i świetnie się przy tym bawię. Chciałabym pokazać, że potrafię pisać również poważnie.

Dla porównania wstawię tu dwie wprawki. Jedna satyryczna, druga miała silić się na prozę poetycką.
Nie trudno zauważyć, że słownictwo i konstrukcje zdań się różnią. Także tempo utworów powinno być inne.
Zresztą sami oceńcie;)

Niedaleko pada jabłko od jabłecznika

Chodzi właściwie o buty, ale nie zwykłe buty, bo glany, to nie tylko obuwie. Zakłada się je na stopy, nie przeczę, jednak chodzi w nich nietypowo. Glany to kult, subkultura, etykieta, wizerunek.
Takie glany zmieniają wszystko. Szufladkują właściciela pomiędzy pankiem a metalem, a nawet w obu nacjach i mówią o nim wszystko. Mówią, że właściciel nie lubi techno, disco, pop nie dla niego. Tańczy oryginalnie i wcale nie w parach. Potrafią nawet trunek wydać, że siarkę powinien zawierać. Zdradzają, że posiadacz kotki lubi inaczej. Niektórzy, to nawet coś o dziewicach z takich buciorów umieją wywróżyć.

Glany dla amatora tanich płynów kosztują majątek, więc nikogo nie powinno dziwić, że przez cztery pory roku je nosi, dekady w nich przedeptuje.

Takie właśnie magiczne buty stoją w mojej sieni. Nie, nie moje. Rozmiar dalece odległy.

Należą one do ministranta, co to kiedyś seminarium chciał zaszczycić i uczyniłby to z pewnością, gdyby nie drobny szczegół w postaci płci pięknej, którą to później odkrył. Duchowości pozostał wierny, ale dopełnił ją demonstracją ulubionej muzyki na co dzień, co niczym nie koliduje we wszystkich zainteresowaniach.

Mnie te buty strasznie denerwują. Duże są, wysokie, ciężkie, opinacze po kolana, podeszwa do kostek i jeszcze blachy i gwoździe wkomponowane ukradkiem. Stoi coś takiego w korytarzu i co rusz ktoś glebę prze nie zaliczy. Żeby tylko domownicy, ale goście o podłogę rypną. Pod nogi nie patrzą. Protektory w nich jak rowy tektoniczne, głębokie, pojemne. Jak na dworze plucha, to całe podwórko do domu znoszą. Przejdzie się w nich taki młody człowiek i już można na posadzce badania okolicznych gruntów robić. Znam z tego procederu glebę z parku i spod fontanny, z wiaty przy przystani, z placu pod pubem i z posesji wszystkich okolicznych metalowców. A! Jeszcze monopolowy, ten od siarki, ale tam chyba beton na parkingu.

Najbardziej mnie irytują, kiedy gdzieś wychodzę w szpilkach. Żegnają mnie bezczelnie w tej mojej sieni i szydzą. Obcasy zaczepiają.
- Co dorosło się? Kiedy ten czas zleciał? ? sarkazm w szpile wbijają.

Gdybym tylko swoich wieki temu nie zarzuciła, tobym dopiero z tymi chłystkami w pląsy pogo się wdała.

Cisza

Świerzbią palce. Opuszki swędzą, bo maleńkie igiełki, których średnicy ludzkie oko nie dostrzeże, wymuszają nerwowy odruch drapania.
Wycisza się codzienność. Skupienia nie wymusza czytanie i film nie przyciąga uwagi. Bezsensownym jazgotem rozprasza telewizja, a muzyka pomału przytłumia brzmienie.
W pustostanie czaszki hula wiatr. Coś przyniesie, ale odgadnąć inspiracji nie sposób.
Panoszy się stan zawieszenia pomiędzy ziemią, a westchnieniem Ikara.
Nie smakuje wódka, kawa nabrała goryczy, w ustach pęcznieje strawa, oczy drażni dym.
Kolory się wyostrzają. Zapachy powodują nudności. Powieki częściej opadają na oczy, które jeszcze nic nie widzą spod kurtyny mroku.
Noce budzą sny niespokojne i ubierają w niezrozumiałe wizje. Obrazy dnia, wkradają się pod nieobecność świadomości i gniazdo sobie wiją w uśpionych myślach. Powrócą, gdy się w kryształ zmienią, kiedy w pełnym słońcu ich kontury zaczną rzucać cień.
Ale teraz cisza. Melancholia i spokój struny serca łechcą smyczkiem.
Milkną ptaki przytłoczone lepkim ciśnieniem powietrza. Zamiera wiatr niosący umiarkowaną szarość. Niebo zbiera sine obłoki w swoich bezkresnych podwojach.
Ołowiana kula wisi nad umysłem. Spadnie, kiedy zerwie się nawałnica. Gęstym deszczem myśli zaatakuje głowę, gromem wbije się w serce i poruszy strunę.
Zaczną krzyczeć słowa pod palcami i ukojenie przyniesie tęcza nowych wersów.
Lecz noc przedtem jeszcze. Ciemności spowijają niebo, by wiatr mógł chmury przygnać pod osłoną mroku.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

25

Odp: Fragmenty moich prac.

Do mnie trafia ten pierwszy tekst. W "Ciszy" jest za dużo hałasu moim zdaniem.

26

Odp: Fragmenty moich prac.
Summerka napisał/a:

Do mnie trafia ten pierwszy tekst. W "Ciszy" jest za dużo hałasu moim zdaniem.

big_smile Bardzo się cieszę, że dostrzegasz hałas w "Ciszy", bo to cisza przed burzą. Dziękuję.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

27

Odp: Fragmenty moich prac.
ewka3 napisał/a:
Summerka napisał/a:

Do mnie trafia ten pierwszy tekst. W "Ciszy" jest za dużo hałasu moim zdaniem.

big_smile Bardzo się cieszę, że dostrzegasz hałas w "Ciszy", bo to cisza przed burzą. Dziękuję.

Czy mogłabyś tu zamieścić więcej swoich tekstów?

28

Odp: Fragmenty moich prac.
Summerka napisał/a:
ewka3 napisał/a:
Summerka napisał/a:

Do mnie trafia ten pierwszy tekst. W "Ciszy" jest za dużo hałasu moim zdaniem.

big_smile Bardzo się cieszę, że dostrzegasz hałas w "Ciszy", bo to cisza przed burzą. Dziękuję.

Czy mogłabyś tu zamieścić więcej swoich tekstów?

Mogłabym, ale nie wiem po co? Są dostępne w internecie (większość) i jest ich tyle, że zdominowałyby dział, a ja lubię poczytać innych. Nie zawsze komentuję, ale czytam prawie wszystko, co się tu ukazuje.
Dziś dołożę jeszcze małą, rymowaną satyrę. Nie wiem, czy przypadnie komuś do gustu, ale skoro mi się coś ułożyło w internetowym temacie, to niech oceni internet;)

Na trolla
Patrzy sobie mały ludzik,
co słówkami by pobrudzić.
Potrollować, pohejtować,
w zdania szpile zabukować.

Widzi zdradę ? pisze dziwka,
bo rymuje się do piwka.
Feministce klapsa strzeli,
niech się lezba rozweseli.
Dla moherów ma bejsbola,
psami straszy już kibola.
Spali tęczę ? wiecie komu,
nie wychodząc wcale z domu.
Nawet dzieci nie oszczędzi,
niech gówniarzy tyłek swędzi.

Spotkał niemłodego ziomka,
teraz zacznie się nagonka.
W grupie zawsze raźniej trollom,
wtedy słowa głośniej solą.
Kuflem bracia się stukają,
wirtualnie popijają.
Umęczyli się już obaj,
obszczekali cały kraj.
Główki do snu swe złożyli,
klawiatury odstawili.

Rankiem budzą się niecnoty,
lica zdobi im qwerty.
W internetach makiem siali,
ich wysiłek zakopali.
Posypały się już bany,
co niweczą trolli plany.
Walka zacznie się od nowa,
gdy troll swe IP gdzieś schowa.
W dzień da spokój, w dzień pracuje,
w pracy szef mu głowę truje.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

29

Odp: Fragmenty moich prac.

W twojej interpretacji troll to taki mały nieszkodliwy psotnik, który się wyżywa w necie, bo nie ma zbyt ciekawego życia i "trololuje" A przecież nieraz nieustanne trollowanie potrafi komuś uprzykrzyć  życie.

30 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2015-02-01 15:20:06)

Odp: Fragmenty moich prac.
Summerka napisał/a:

W twojej interpretacji troll to taki mały nieszkodliwy psotnik, który się wyżywa w necie, bo nie ma zbyt ciekawego życia i "trololuje" A przecież nieraz nieustanne trollowanie potrafi komuś uprzykrzyć  życie.

Masz rację, ale chyba przyznasz, że odrobinę ośmiesza trolling?

Coś z zupełnie innej beczki, również satyra.

Autorze,

gdy swoje myśli w pióro uzbroiłeś,     
na pustej kartce kilka słów skreśliłeś, 
włóż do szuflady papier, niech odpocznie, 
nim tego świata nakarmisz wyrocznie.
W mroku komody niech paruje nocą,   
zanim słonecznym blaskiem go pozłocą. 

Wersy się czują najlepiej w ciemności, 
stygną emocje, stateczność w nich gości.
Pośpiech, to diabeł, piekielna pokusa, 
niejeden przezeń w chaszczach żalu hasa. 
Kiedy już wyschnie, ostygnie atrament,
wygrzeb na światło, żeby posiał zamęt. 

Ale pamiętaj byś nie zgrzeszył formom, 
swą pisaninę wydumał na dworną.   
I byś przypadkiem nie uznał za głupca 
swego łaskawcy, którym jest odbiorca. 
Jeśli nie weźmie bazgrołów Twych darmo, 
pożywką moli wnet staną się marną.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

31

Odp: Fragmenty moich prac.

Trolling opisałaś w sposób bardzo delikatny. Jasne, że ośmiesza. Satyra pt. "Autorze" - o, tę powinnam mocno sobie wziąć do serca. Często piszę coś na gorąco, a potem żałuję I powiem, że jest to właśnie satyra. Po pewnym czasie można uporządkować kłębiące się myśli. Traci na tym ostrość widzenia, ale za to jest to rzecz bardziej zrozumiała dla czytających.

32

Odp: Fragmenty moich prac.
Summerka napisał/a:

Trolling opisałaś w sposób bardzo delikatny. Jasne, że ośmiesza. Satyra pt. "Autorze" - o, tę powinnam mocno sobie wziąć do serca. Często piszę coś na gorąco, a potem żałuję I powiem, że jest to właśnie satyra. Po pewnym czasie można uporządkować kłębiące się myśli. Traci na tym ostrość widzenia, ale za to jest to rzecz bardziej zrozumiała dla czytających.

Summerko, dla kogo wyciągamy prace z szuflad? Dla siebie?

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

33

Odp: Fragmenty moich prac.
ewka3 napisał/a:
Summerka napisał/a:

Trolling opisałaś w sposób bardzo delikatny. Jasne, że ośmiesza. Satyra pt. "Autorze" - o, tę powinnam mocno sobie wziąć do serca. Często piszę coś na gorąco, a potem żałuję I powiem, że jest to właśnie satyra. Po pewnym czasie można uporządkować kłębiące się myśli. Traci na tym ostrość widzenia, ale za to jest to rzecz bardziej zrozumiała dla czytających.

Summerko, dla kogo wyciągamy prace z szuflad? Dla siebie?

No tak. Odbiorca powinien być najważniejszy. Ale czasem radosna zabawa słowem zbyt wciągnie.

34

Odp: Fragmenty moich prac.
Summerka napisał/a:
ewka3 napisał/a:
Summerka napisał/a:

Trolling opisałaś w sposób bardzo delikatny. Jasne, że ośmiesza. Satyra pt. "Autorze" - o, tę powinnam mocno sobie wziąć do serca. Często piszę coś na gorąco, a potem żałuję I powiem, że jest to właśnie satyra. Po pewnym czasie można uporządkować kłębiące się myśli. Traci na tym ostrość widzenia, ale za to jest to rzecz bardziej zrozumiała dla czytających.

Summerko, dla kogo wyciągamy prace z szuflad? Dla siebie?

No tak. Odbiorca powinien być najważniejszy. Ale czasem radosna zabawa słowem zbyt wciągnie.

Czyli zgodzisz się ze mną, że czytelnik jest wykładnią przekazu? Odbiorca kreuje słowa, a autor może się podporządkować, bądź nie?
Mówiąc krótko piszemy pod publikę?
Piszem pod czytelnika, czy nie?! Szuflada, czy publika?

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

35 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-02-01 22:59:50)

Odp: Fragmenty moich prac.

Ewka to tak nie do końca jest. Pisze się dla odbiorcy. Ale temu odbiorcy warto pokazać przy okazji coś nowego. Gdybym pisała przykładowo tylko dla amatorów piwa, to pisząc tylko o walorach piwa, nic bym nie wniosła od siebie. Twórcy odkrywają wciąż coś nowego w banalnych prostych tematach. Pamiętasz, jak Mickiewicz opisał zwykłe grzybobranie?

36

Odp: Fragmenty moich prac.

Summerko, źle się wyraziłam. Nie twierdzę, że temat i sposób pisania jest uwarunkowany oczekiwaniami czytelnika, tylko, że należy się liczyć z odbiorcą.
Przykładowo teksty piosenek, są pisane w taki sposób, żeby jak największa liczba osób mogła się z nimi utożsamić, od tego w dużej mierze zależy sukces, no i od muzyki;)

Summerka napisał/a:

Pamiętasz, jak Mickiewicz opisał zwykłe grzybobranie?

Pamiętam.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

37

Odp: Fragmenty moich prac.

Ewka wiem, chodzi o to, że powinniśmy mieć szacunek do odbiorcy i nie uważać go za prymitywa czy kogoś niespełna rozumu. Taka postawa jest godna pochwały. Nie wszyscy tak postępują, a szkoda.
Autor  powinien się wcześniej zastanowić do kogo kieruje swoją twórczość. Jak to zrobić, żeby być zrozumianym, a jednocześnie mieć szacunek? Kiedyś w teatrze oglądając spektakl, wysłuchałam mnóstwo wulgaryzmów ze strony występujących tam aktorów. Zauważyłam, że niektórym widzom  bardzo się to podobało. A była też część  taka, która po prostu opuściła widownię. Autor sztuki chciał być rozumiany przez publiczność, ale niektórzy odebrali to jako brak szacunku do odbiorcy  i traktowanie innych  jako takich, do których docierają jedynie wulgaryzmy.

38 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2015-02-13 09:03:12)

Odp: Fragmenty moich prac.

"Od czapy"

Chciałam Cię odpiąć wcześniej? Robię to już.
Zgrałeś mnie nieraz, dziś niech zabrzmi Twój tusz.
Sztuka, to dorodny w Twej sakiewce rum.
Zmysłowość -  ?Pan Wielki?, niech robi tu szum.
Prawdy ludzkie, bez przenośni zna Pan Bóg.
Kto z rozumnych w Jego prawie dotąd mógł?
Mogło pospólstwo bez wiedzy i tych miar.
Mogła też szlachta. Tfu! Na Bóg! Dasz im wiar.
Mogliśmy wszyscy. My ? bracia nie nasz mór!
Pan innych światów rozjaśnia cudzy dwór.
Możemy się tutaj znać jako ten ród.
Niech ojcom nie będzie daremny ich trud.

rekreacyjnie preferuję chodzenie, często zachodzę w głowę...

Posty [ 1 do 38 z 70 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018