Witajcie
Tak, zagubilam sie w zyciu po raz kolejny. Po raz kolejny nie widze sensu w dalszym zyciu.
Jedyne co przy nim mnie trzyma, to synek. Kiedys, w mlodosci, zanim pojawil sie synek, tez szukalam sensu zycia I nie moglam go nigdy znalezc. Ciezka praca zwykle mi pomagala sie ogarnac, byla ucieczka od koszmaru rodzinnego domu i bezsensu.
Zwykle jestem postrzegana jako silna osoba I tak tez staram sie o sobie myslec, jednak coraz rzadziej te sile moge z siebie wykrzesac.
Pochodze z niezbyt zamoznego domu, gdzie bylo duzo przemocy slownej I fizycznej, a takze wymagania co do mojej osoby - w szkole musialam byc zawsze najlepsza. Bylam niezla, latwo mi przychodzilo nauczenie sie dowolnej rzeczy, ale nie czulam sie utalentowana.
Teraz jestem single mother, mam dobra prace, raczej jestem zamozna, zdrowa, ale od kilku lat jestem sama, od kiedy wyrzucilam ojca dziecka z mojego domu. Pasozytowal na mnie, nie chce juz opisywac tego w szczegolach.
Troche sie rozgladam za facetem tu I owdzie, ale mam wrazenie ze jako kobieta z dzieckiem, samodzielna finansowo i intelektualnie, jestem na straconej pozycji - nie jestem "dobra partia". Boje sie tez ze znowu przyklei sie do mnie kolejny "zagubiony w akcji", ktory nie bedzie mnie widzial, jako kobiety I czlowieka, a tylko stereotypy, ktore tak latwo mi przykleic...
Nie chce isc do psychologa, boje sie ze bedzie mi wyciagac to dziecinstwo, a ja juz wolalabym o tym nie mowic, tylko budowac pozytywna przyszlosc, nie chce grzebac w koszmarach...
Nie widze siebie dalej. Nie za bardzo mam czas na pasje, ze wzgledu na czasochlonna prace I na synka, ktorego bardzo kocham I chce o niego dbac I poswiecac mu czas. Nie jestem w stanie jednak poswiecic calego zycia dziecku. Urodzilam go gdy mialam 34 lata, teraz mam 40 - nigdy nie moglam powiedziec ze byl calym moim zyciem, bo zbyt wiele zawsze mialam na glowie poza nim - wszystko zawsze - w kazdym zwiazku - bylo na mojej glowie, lacznie ze sprawami, ktore zwykle przynaleza do obowiazkow mezczyzn.
Czuje sie pusta emocjonalnie i zyciowo - mam nadzieje ze dobrze to ujmuje...
Pisze tutaj, poniewaz czytalam dzis wiele watkow na tym forum I bardzo podobaly mi sie Wasze wypowiedzi, widze duza madrosc zyciowa, ktorej mi najwyrazniej brakuje...
Nie chcialam za bardzo sie rozpisywac
wiec I tak nie wszystko opisalam.
Bede wdzieczna za Wasze komentarze, jesli nalezy mi sie "opierdziel", to przyjme go...
Pozdrawiam Was wszystkich w te wietrzna, zimowa noc.