Witam, na wstępie powiem ze chłopak ma 23 lata, studiujemy na tej samej uczelni. Jesteśmy ze sobą już 2 lata ale coraz częściej mam wątpliwości co do tego związku. Tak naprawdę mówi się że mężczyźni to istoty proste, ale czy aby napewno? Zacznę od tego ze chłopak ma straszne niskie poczucie własnej wartości (rodzice podobno nie doceniają go, jest takim jakby odrzutkiem w domu). Jego mama przejęła władze w domu, tzn " rządzi" tam. On biedny zawsze mi się żali ze tylko we mnie ma oparcie ale jak przyjdzie co do czego to widzę ze staje po stronie mamy. Codziennie mówi mi ze kocha mnie najbardziej na świecie, że jego życie nie istnieje beze mnie, potrafi napisać w ciągu dnia 3 smsy o treści "kocham Cię" normalnie by zrobił dla mnie wszystko... sam wie najlepiej co jest dla mnie najlepsze, kiedy ja powiem coś ostrym tonem albo się poklocimy, później wszystko niby wraca do normy ale nie w jego głowie. Niby jest dobrze niby kocha ale po każdej rzeczy która ja zrobię on ma później do mnie wielki żal, zaczyna oglądać filmy porno żeby mi podobno zrobić na złość...zaczyna być chamski i się zaczyna ze nie kocham, że jakbym była dobra to by tego nie było wszystkiego. Że za mało się staram ze go nie doceniam. Coś się stanie on ma już wątpliwości co do naszego związku a później okazuje się ze był tylko zdenerwowany i mówił głupoty.
Potrafi uchylić mi kawałek nieba być tak dobry, robić wszystko,na wszystko się zgadzac. Jest fajnie a tu sru coś ubzdura sobie w głowie ze np chce źle dla niego i juz ma żal. Na studenckiej imprezie na którą go zaprosiłam trochę się sprzeczalismy ale załagodzilam sprawę. Ten nagle wstaje i oznajmia mi ze wszystko moja wina i jedzie do domu co się później okazało Miał być to mały szantaż żeby zaczęła go zatrzymywać.
O co chodzi w ogóle? Mam zamiar go zostawic, chyba że istnieje jakiś sposób żeby zmienił swoje zachowanie.
Podobne tematy
Na pewno niebagatelny wpływ na jego zachowanie mają relacje rodzinne. Mnie to wygląda na takiego typowego maminsynka, którego zawsze ktoś musi za rączkę prowadzić. Jeśli nie matka, to Ty. Teraz pytanie- na ile Ty chcesz niańczyć swojego chłopaka? To on musi "odciąć pępowinę", Ty mu możesz w tym pomóc, ale nie zrobisz tego za niego. No i, też kwestia tego, ile jeszcze wytrzymasz. Myślę, że jemu by się jakiś psycholog przydał.
Ten nagle wstaje i oznajmia mi ze wszystko moja wina i jedzie do domu co się później okazało Miał być to mały szantaż żeby zaczęła go zatrzymywać.
Przecież on się zachowuje jak baba. Jak dla mnie to wymieniliście się ze sobą "rolami" w związku. Jeśli Wam to pasuje, to spoko. Ja bym tak nie mogła.
Mam zamiar go zostawic, chyba że istnieje jakiś sposób żeby zmienił swoje zachowanie.
No cóż, to wiele tłumaczy. Szczerze? Tutaj nie chodzi o zmianę jakiegoś nawyku, który Cię denerwuje. To jest całokształt zachowania, jego charakter. Tylko, chyba nie o to chodzi, żeby zmieniać kogoś -wbrew jemu samemu- po to, żeby nam "pasował". Nikt nie jest idealny, w związku chodzi o to, żeby tolerować swoje "wady", ale nie zawsze na wszystko da się przymknąć oko.
Mnie by męczyło strasznie, gdybym to ja miała przyjmować rolę "chłopa" w związku. Jednak i takie związki istnieją, więc najwyraźniej niektórym to nie przeszkadza. Wszystko zależy od tego, jacy Wy jesteście.
Na wiele spraw umiem przymknąć oko ale on nie wydaje mi się ze jest takim biedakiem jakiego gra. Ja mam wrażenie ze to wszystko jest jakaś kombinacja. Kilka razy przyjeżdżał do mnie i płakał ze on naprawdę nikogo nie ma oprócz mnie ale gdyby tak było to by uważał chyba na to co robi żeby mnie nie krzywdzić. W towarzystwie gra takiego cwaniaka, mi płacze w ramie, nie wiem o co w tym chodzi
Przecież on się zachowuje jak baba. Jak dla mnie to wymieniliście się ze sobą "rolami" w związku. .
dokładnie
Jest niezrównoważony emocjonalnie. Prawdopodobnie wynika to własnie z niskiej samooceny, stara się swoimi zachowaniami i tymi dziecinnymi szantazykami podnieść swoją wartość. I jestem pewna, że jak powiesz o rozstaniu to zacznie się niezła jatka emocjonalna - złość, a potem rozpacz i Bóg wie jakie jeszcze cyrki.
Ja bym sobie dała spokój, jest niedojrzały a na dodatek toksyczny.
Ja bym mogła go wyciągnąć z tych problemów tylko jakby się dał, a tu ja chcę dla niego dobrze cały czas a facet sobie cały czas ucina line do pomocy. Czyli sądzę że jest mu dobrze w takim stanie jak jest, narzeka na rodziców ile to oni wymagają od niego ze nie ma w nich oparcia ale mimo wszystko nic z tym nie chce zrobić i to ja jestem wtedy ta złą
Ja chyba powoli tracę cierpliwość
No na siłę się nie da nikomu pomóc, jak słusznie zauważyłaś. Wiesz, niektórzy lubią odgrywać taką rolę ofiary, żeby sobie postękać jaki to ciężki żywot mają i że nic nie jest w stanie zmienić tej sytuacji...to też taki sposób na zwrócenie na siebie uwagi - patrz, jak ja cierpię, ja to znam życie, po dupie dostaje, cóż Ty możesz o tym wiedzieć. Jeszcze masz obrywać za te jego problemy w domu, a jakże. Czyli kolejna próba dowartościowania się Twoim kosztem, niestety.
Powiedziałam ze mam pewne wątpliwości co do jego zachowania ze mnie to meczy powoli itp a ten dostał jakiegoś ataku zaczęły się przekleństwa, teksty ze najgorszym dniem w jego życiu był dzień w którym mnie poznał, że on dziękuję za zmarnowane tych 2lat, że go nie kocham, że myślę tylko o sobie a nie o jego uczuciach ze musze się leczyć, jestem darmozjadem, głupia baba, samolubna, bawiąca się ludźmi manipulantka..
Nie wierzę.
U Ciebie widze tak samo jak w przypadku takiego typka który mnie mocno irytuje- pełnisz dla niego nie rolę dziewczyny,ale bardziej drugiej mamy. Niefajnie wygląda to z boku ale jak Ci się to podoba to w sumie lej na to:)
Po tym co się wczoraj stało chce to skończyć ale on zaczna wariować, wiec jak tu delikatnie ulotnic się z jego życia?
Po tym co się wczoraj stało chce to skończyć ale on zaczna wariować, wiec jak tu delikatnie ulotnic się z jego życia?
Po pierwsze nie ma delikatnie, będą schizmy i rozne oskarżenia pod Twoim adresem. Po drugie można takiego chłopaka zrozumieć, ale żeby z nim być trzeba go wychować. Z tego co czytałem on nie szanuje Ciebie ani siebie, oglądanie filmow porno za cos...wybacz ale to swiadczy o czyms co nawet trudno mi nazwac jakims dostępnym epitetem. Po prostu dno i tyle.
No, ale na pewno nie stał się taki z dnia na dzień. Maminsynkiem to on jest od zawsze. Wychodzi na to, że będąc z nim 2 lata w związku jakoś Ci to wszystko nie przeszkadzało i teraz nagle się ocknęłaś?
No, ale na pewno nie stał się taki z dnia na dzień. Maminsynkiem to on jest od zawsze. Wychodzi na to, że będąc z nim 2 lata w związku jakoś Ci to wszystko nie przeszkadzało i teraz nagle się ocknęłaś?
Bo celem kobiety jest związek, rodzina, dzieci a nie koniecznie konkretny człowiek.
Uwierzcie mi ze na początku tego widać kompletnie nie było, długo powtarzał ze zdanie matki ma się nijak do tego związku, to jego życie i nikt nie ma prawa się w to mieszać
Owszem ja mogę pomoc ale żeby facet dal sobie pomóc
Przepraszam ale ja nie jestem Caritas.
Charakteru czlowieka nie zmienimy wiec albo kogos akceptujemy jaki jest i jest nam dobrze albo nie i sie rozstajemy niestety. Zmienic to mozna nawyki jakies tylko ewentualnie ale nie nature danej osoby.
Nie warto. On potrzebuje silnego bodźca. Musi się zreflektować nad tym jaki jest. Naturę człowieka można w jakimś stopniu zmienić, ale musi chcieć zmienić to sam dla siebie i być świadomym tego, że to co robi jest niewłaściwe, że rani tym kogoś, a zarazem siebie.
Dawno temu miałem podobnie, ale nie aż w takim stopniu, aby robić sceny. Działo się to tylko w mojej głowie, co na pewno wpływało na moje czyny.
Macie rację, czuje się po prostu zmęczona tym związkiem, widzę że faceta trzeba ciągle chwalić, czcić bo cały czas jest ze go nie kocham. Teraz zaczyna się to wszystko nasilać, kompletnie mnie nie szanuje i zaczyna traktować jak szmate. Traktuje mnie jak ostatniego wroga. Chyba czas uciekać
Tak, czas uciekać zanim zrobi się niebezpiecznie. Zostaw go niech kwili sobie sam jak małe piskle. Jak dorośnie to niech inna z nim będzie i się męczy, bo niektóre cechy nadal zostaną. Znajdziesz lepszego, po co tracić swój cenny czas na takie coś?
19 2014-12-28 21:44:07 Ostatnio edytowany przez bakalia (2014-12-28 21:45:24)
bakalia napisał/a:No, ale na pewno nie stał się taki z dnia na dzień. Maminsynkiem to on jest od zawsze. Wychodzi na to, że będąc z nim 2 lata w związku jakoś Ci to wszystko nie przeszkadzało i teraz nagle się ocknęłaś?
Bo celem kobiety jest związek, rodzina, dzieci a nie koniecznie konkretny człowiek.
Chyba celem ZDESPEROWANEJ kobiety.
Mam faceta, z którym jestem szczęśliwa. Tak, kiedyś chciałabym z nim założyć rodzinę. No, ale bez jaj... to nie jest mój "cel" życiowy. Na pewno samo przekazanie dalej moich genów nie spowodowałoby u mnie uczucia spełnienia. Ja chcę "coś" więcej w życiu robić, chociażby rozwijać się zawodowo. Człowiek jest tak stworzony, że potrzebuje miłości. Tak, fajnie być z kimś, kogo się kocha i ta osoba to odwzajemnia. We dwoje jest lepiej, łatwiej, fajniej i tak dalej. No, ale nie jestem osobą, która bez faceta nie przetrwa. Nie potrzebuję chłopa tylko po to, żeby był u mego boku albo, żeby "ludzie nie gadali".
Uważam, że lepiej nie mieć nikogo, niż być w związku tylko po to, żeby móc sobie na fejsie status zmienić. No i to nie są tylko słowa- tego się trzymałam bardzo mocno. Zanim poznałam mojego faceta, to spotykałam się przez pewien okres czasu z pewnym chłopakiem. Mimo, że chciałam "mieć kogoś", to czułam, że to nie jest "ten" facet. No i co zrobiłam? Przerwałam to. Wolałam być sama niż z kimś, do kogo nic nie czuję.
Proszę powiedzcie mi jaki jest cel tego co robi ten facet? Jak można być w związku 2 lata z dziewczyną która ma za wroga? Udaje takiego biednego i kochającego? Czy to jest jakaś psychiczna choroba czy dużo osób tak ma?
Jak jest zły np jak dowiedział się o moich wątpliwościach wylał cała żółć na mnie, co o mnie myśli, to jest straszne. Facet czasem był taki dobry...ze zrobiłby wszytko dla mnie. O co tu chodzi? ![]()
O nic. Wszystko chcesz mieć podane na tacy. Ludzie sa rozni, przerzucają poczucie winy, własne frustracje na innych. A jeśli chcesz naprawdę go zrozumieć to trzeba podjąć wysiłek, zacząć "studiować" psychologie, dużo czytac, itd. Tu trzeba być specjalista od ludzi. Ja sam takich ludzi nie rozumiem. Przede wszystkim dlatego, ze oni sami siebie okaleczają.