Witam. Moja historia podobna jest do pozostałych. Mąż mnie zdradził po 14 latach małżeństwa.
Ciągle pracował za granicą. Co prawda ostatnio nawet przyjeżdżał do domu co dwa tygodnie. Ale na krótko. Zaledwie jeden dzień. Czułam że oddalamy się od siebie. Naciskałam żeby znalazł pracę na miejscu.Ale on zawsze przedkładał dobra materialne ponad wszystko (teraz to widzę jeszcze bardziej). Ciągle mu było mało. Wyznaczał cele i dążył do nich.Wszystko byłoby dobrze gdyby nie działo się to kosztem rodziny.
Mamy syna - 11 lat. Właściwie wychowuję go sama od zawsze. Wszystkie sprawy : lekcje,wywiadówki. lekarze, zajęcia pozalekcyjne są na mojej głowie. Od zawsze też pracuję na pełen etat.
Oczywiście mąż oszukiwał mnie przez pewien czas. Potem wypierał się że nie zdradził. Że to tylko "przyjaciółka". Ale też natychmiast zadecydował ,że odchodzi. Spakował się i wyjechał. Po miesiącu zabrał resztę swoich rzeczy. Początkowo próbowałam dowiedzieć się " dlaczego". Co zrobiłam takiego ,że tak mnie potraktował. Odpowiedział mi ,że wiele mu się w naszym małżeństwie nie podobało ale bał się mnie. Czy tak postępuje dorosły facet. To wszystko bolało i boli nadal. Ale już nie tak bardzo jak dwa miesiące temu.
Najbardziej boli mnie jednak , że on nie poczuwa się do odpowiedzialności za swego syna.
Dzwoni jak mu pasuje. Umawia się z nim na konkretny dzień a potem nie dotrzymuje słowa.
Przed świętami obiecał synowi prezenty ale że przyjedzie albo w niedzielę albo zdąży do Nowego Roku. Syn czekał codziennie a tatuś odezwał się dziś wieczorem i zabierze go jutro na dwie godziny. Wigilię i Święta spędził w Spa z kochanką nad morzem. Pewnie że przemawia przeze mnie żal. Ale najbardziej żal syna. On bardzo dobrze orientuje się w całej sytuacji. Ciągle pyta kiedy tata przyjedzie. Czemu tata nie dzwoni. A mąż nie utrzymuje ze mną żadnych kontaktów. Próbowałam zachęcić lub nawet wymusić weekendowe spotkania. Mąż odpowiedział mi "od wychowywania dziecka jestem ja a on pracuje za granicą".
Syn ma problemy emocjonalne z tego powodu ,że ojca nigdy nie było. Nigdy nie zapewnił mu poczucia bezpieczeństwa. Jest pod opieką psychologa.
Pewnie zaślepiły nas pieniądze napiszecie. Nigdy nie żyłam ponad stan.Nigdy nie miałam wygórowanych żądań. A już ostatnio przestało mnie cokolwiek cieszyć- chodziłam na zakupy i nigdy nic nie kupowałam. Zawsze żyliśmy raczej skromnie ale równo, bez obaw że jutro nie wystarczy na coś.
Rodzina męża całkowicie się od nas odsunęła. Paradoks. On mnie zdradził a winna jestem ja.
No tak bo wchodzą w grę sprawy majątkowe - zrodziły się problemy.
Dziadkowie twierdzą ,że kochają wnuka ale nic w tym kierunku nie robią.Wręcz przeciwnie babcia jednego dnia powiedziała przez telefon do mojego syna, że to on i ja jesteśmy winni odejścia taty i że spotka nas za to kara. Po takim czymś kontakt musiał być zerwany,
Synuś poczuł się porzucony i odrzucony. Staram się mu to wynagradzać.
Ale dlaczego tak jest że ojciec może sobie latać po świecie i nie interesować się niczym podczas gdy ja padam ze zmęczenia.
Teraz widzę nasze małżeństwo inaczej. Zbyt wiele znosiłam, brałam na swe barki. Bo on był nieobecny, bo on pracował.
No i zapracował " na rozwód". Przy pierwszym kryzysie uciekł. Zdaję sobie sprawę że winę za kryzys ponoszę również ja. Ale związek to dwie osoby i trzeba ze sobą rozmawiać i rozwiązywać problemy. On o nas nie zawalczył. Rodzinę spisał na straty. Nigdy mnie nie przeprosił.Nigdy nie prosił o wybaczenie.
Ale żeby tak potraktować swego syna. Domyślam się że to dzieje się pod wpływem kochanki. Albo dopiero wychodzi z niego prawdziwe oblicze.
Mąż ciągle tłumaczy że syn jak dorośnie to zrozumie jego postępowanie. Myślę że nigdy mu tego nie wybaczy. Co innego odejść od żony a co innego porzucić syna.
Podobne tematy
Nic nie zrobisz, taki typ faceta. Jak nie chce mieć kontaktów z własnym dzieckiem to jest nieodpowiedzialny człowiek. Kiedyś to mu się zemści. Będzie szukał szklanki wody a syn powie, nie jesteś moim tatą.
Przykre, że tacy faceci są nieodpowiedzialni, a powinni być, choć za swoje dzieci. W głowie mi się nie mieści aby dziadkowie tak powiedzieli do wnuczka. Obwiniać żonę za odejście męża. Nie dorzeczne, chore. To on źle postąpił, zostawiając rodzinę, zamiast ją ściagnąć albo wracać do domu.
Chora rodzina tego męża, i tyle w temacie.
Nic nie dzieje sie pod wpływem kochanki, ani nic z niego nie wychodzi - przecież sama napisałaś, że od zawsze syn był na twojej głowie.
A skoro tak było i skoro mąż pracował cały czas za granicą to kiedy miał nawiązać więź emocjonalną z synem?
Aby ta relacja się rozwijała powinnaś już dawno działać w tym kierunku widząc, że się dzieje źle, a nie teraz mieć pretensje do męża - swoją biernością sama się do tego przyłożyłaś.
Teraz to jest musztarda po obiedzie.
wiesz co Iceni musisz byc bardzo nieszczesliwa osoba skoro za każdym razem podciasz skrzydła innym osobom. Żal mnie bierze jak czytam Twoje posty
Witam Cie zasmucona
głowa do góry, zawsze jest tak, że w końcu i Twój mąż przejrzy na oczy ale to własnie dla niego bedzie już za poźno. Znam wiele podobnych historii ale uważam że nie powinnaś tego brać do siebie a już tym bardziej sie obwiniać. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Zajmij się swoim synem aby aż tak nie odczuł braku ojca. Poczucie bezpieczństwa jest teraz bardzo dla niego potrzebne. Domyslam sie jak jest mu ciężko, wiem że potrzebuje ojca ale i ta złość kiedyś minie a zostanie żal do tego człowieka. Tyle że to on bedzie ponosił ogromne koszty swojego postepowania. Nikt mu nie każe, nie kazał pracować za granicą. Jesli bedzie mu zależało na kontaktach z synem to wróci, ale na to już wpływu nie masz. Głowa do góry.
Czy byłam bierna? Starałam się raczej nie. Za wszelką cenę chciałam żeby spędzali ze sobą więcej czasu. Mieli wspólne zainteresowania. No ale tatuś tak wcale nie chciał.
To jest typ człowieka , który chce mieć rodzinę ale nic z nią nie robić.Wystarczy że zarabia.Wszystko przychodziło z trudem.Wyjść na basen nie, na rower nie, pograć w piłkę też nie. Ale cały czas mówił że kocha syna.Eh nawet teraz tak mówi. Tylko że to puste słowa.
Dziś się pojawił. Rzucił synowi kasę. Zabrał na dwie godziny i obowiązki ojcowskie wypełnione.
No i nagadał synowi ,że ja ponoszę winę za rozpad małżeństwa bo go nie przytulałam.
Młody wrócił pełen agresji do mnie. I wszystko zaczynam układać z nim od początku.
Smutne to wszystko. Mam taką nadzieję że kiedyś mąż będzie tego żałował.
A czy kochanka ma na niego wpływ czy nie?Myślę że ma.
Jak tłumaczyć to że zerwał natychmiast kontakty ze mną. Mamy rozmawiać tylko przez prawników. Jakoś tego nie rozumiem.
Ustalenie kontaktów z dzieckiem przez sąd. Ja mu nigdy kontaktów z synem nie utrudniałam wręcz do nich namawiałam. Myślałam że mi pomoże w wychowywaniu syna. Ale to chyba kłóci się z wizją ich nowego związku.Życie bez obowiązków. Wyjazdy , imprezy,luz. A nie problemy, nauka - przyziemne sprawy. Ona ma już dwa małżeństwa za sobą. Dwoje dzieci już dorosłych.
Myślę teraz ,że mój mąż nie dorósł do roli ojca - chociaż ma prawie 40 lat.
6 2014-12-27 21:52:48 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-12-27 22:00:37)
wiesz co Iceni musisz byc bardzo nieszczesliwa osoba skoro za każdym razem podciasz skrzydła innym osobom. Żal mnie bierze jak czytam Twoje posty
to bardzo nieelegancki chwyt, wiesz?
Myślę, że NIE tej żałujesz co trzeba... bo to nie Iceni się "wyżala"
prawda być może jest bolesna, ale "owijanie g... w złoty papierek" jeszcze nikomu nie pomogło.
AUtorko - NIC się nie dzieje bez przyczyny.
Skoro żyliście tak jak opisałaś to i skutkom nie ma co się specjalnie dziwić. Poziom życia okazał się ważniejszy niż więzi. To i one nadszarpnięte nie utrzymały fikcji. W zasadzie życie męża nie uległo specjalnej zmianie - tyle, że prawda ujrzała światło dzienne... mleko się już rozlało.
Teraz za późno na zabieganie o rozmowy, kontakty czy ich zacieśnianie.
I nie ma co obwiniać kochanki - TO nie ona przyrzekała na ślubnym kobiercu. Pewnie, ze to przykre i dla Ciebie bolesne. Lecz nawet jeżeli zrzucisz całą winę na tę obcą kobietę, to i tak niczego nie zmieni... niestety. Po co masz się oszukiwać?
Rozmawianie "przez prawników" na zachodzie jest normą, to samo ustalenie kontaktów - KTÓRE nie są wycelowane PRZECIWKO Tobie a mają unormować to, co jest boleśnie TRUDNE w obecnych emocjach. Jak widać. BYĆ może, że do tych ustaleń mąż się będzie dostosowywał, gdyż nie będą niosły ze sobą tego całego ładunku emocjonalnego, który niewątpliwie teraz cechuje jakiekolwiek wasze rozmowy.
Z biegiem czasu może przyniesie ci ulgę, że nie musisz oglądać zdrajcy i oszusta... bo to jak kręcenie widelcem w niezagojonej ranie.
Przykre ze dorosły człowiek nie umie się przyznać do tego co robi i manipuluje Twoim synem przy okazji spotkania. No ale sa i tacy ludzie. Dla Ciebie wiec nawet lepiej ze on nie poswieca czasu synowi dla syna nie ale co na to poradzisz.
Jak czytam wypowiedzi niektorych osob to nie dobrze mi sie robi.To pokazuje w jakich czasach zyjemy,nie liczy sie czlowiek,rodzina,uczucie,bezpieczenstwo,dzieci itd.Ale nie po to tutaj wpadłem.
Zasmucona wiem w jakim jestes teraz stanie,to boli cholernie boli.Tym bardziej ze ojciec zostawil nie tylko Ciebie ale i własnego syna.Twoj mąż zachowujac sie w ten sposob probuje sie usprawiedliwic i dlatego cała wine zgania na Ciebie.Niektórzy chyba nie przeczytali dokładnie Twojego postu,Ty kilka razy mówiłas żeby maż zmienił prace żebyście więcej czasu spedzali razem.Niestety Twoj mąż nie chciał a zmusic go nie mogłas.Nie obwiniaj siebie o to co sie stało bo Ty niczemu nie jestes winna.To Ty zajmowałaś sie domem,wychowywaniem syna to Ty rozwiązywałaś problemy i nie miałaś wsparcia w mezu.
On bedzie kiedyś tego żałował a napewno tego że zostawił syna.Wmawianie dziecku że to matka jest winna rozpadowi małżenstwa to tchórzostwo.Mąż boi sie że dziecko pozna prawde i bedzie miało żal do ojca dlatego On w tej chwili manipuluje dzieckiem.On próbuje sie wybielić i zgonic wine na matke.To jest chore ale niestety tak jest w dzisiejszych czasach.Ktoś kto zdradził,zostawił,okłamal nie przyzna sie do tego i bedzie robił wszystko żeby jak najdłużej ten stan utrzymać.Ale kiedyś prawda wyjdzie tego możesz być pewna.
Dziadkowie w tej sytuacji powinni dać wsparcie wnukowi ale niestety oni stoja za synem i w wielu przypadkach tak sie dzieje.Chca oczernic Ciebie żeby ocalić swojego syna.Taką sytuacje smiało można nazwać patologia.Ojciec który ma możliwość widywania dziecka w kazdej chwili nie chce z tego skorzystać i woli załatwic to przez prawników?A gdzie uczucia?Gdzie poczucie ojcostwa?
To żałosne.Zycie kiedyś to zweryfikuje i odpłaci.
Rozmawiaj z synem,dawaj mu dużo miłości i wsparcia bo macie tylko siebie.I nie obwiniaj siebie o to co sie stało.Dasz sobie rade bo już udowodniłaś że jesteś silna kobietą i wspaniałą matka.Trzymam za Ciebie kciuki.
9 2014-12-28 09:34:05 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-12-28 09:34:49)
On bedzie kiedyś tego żałował a napewno tego że zostawił syna.Wmawianie dziecku że to matka jest winna rozpadowi małżenstwa to tchórzostwo.Mąż boi sie że dziecko pozna prawde i bedzie miało żal do ojca dlatego On w tej chwili manipuluje dzieckiem.On próbuje sie wybielić i zgonic wine na matke.To jest chore ale niestety tak jest w dzisiejszych czasach.Ktoś kto zdradził,zostawił,okłamal nie przyzna sie do tego i bedzie robił wszystko żeby jak najdłużej ten stan utrzymać.Ale kiedyś prawda wyjdzie tego możesz być pewna.
Dziadkowie w tej sytuacji powinni dać wsparcie wnukowi ale niestety oni stoja za synem i w wielu przypadkach tak sie dzieje.Chca oczernic Ciebie żeby ocalić swojego syna.Taką sytuacje smiało można nazwać patologia.Ojciec który ma możliwość widywania dziecka w kazdej chwili nie chce z tego skorzystać i woli załatwic to przez prawników?A gdzie uczucia?Gdzie poczucie ojcostwa?
To żałosne.Zycie kiedyś to zweryfikuje i odpłaci.Rozmawiaj z synem,dawaj mu dużo miłości i wsparcia bo macie tylko siebie.I nie obwiniaj siebie o to co sie stało.Dasz sobie rade bo już udowodniłaś że jesteś silna kobietą i wspaniałą matka.Trzymam za Ciebie kciuki.
Rozumiem TWE wzburzenie dotyczące dzisiejszych czasów, ale CO na nie poradzisz? Mówisz, że to patologia? To rozejrzyj się wkoło - ILE jest rozwodów? Może cały świat się spatologizował... nie wykluczam
to smutne, ale TEJ akurat sytuacji nie naprawi TAKIE stwierdzenie.
Rodzice przeważnie stają za swymi dziećmi - rodzice zdrajcy analogicznie. Jak niby oczernianie synowej miałoby ocalić syna? Jego NIE DA się ocalić... wbrew jego woli! Oni szukają tłumaczeń. Dokładnie tak jak WSZYSCY zaangażowani w tę sytuację.
I uważałabym z tym obiecywaniem "gruszek na wierzbie" - BO jak się poczuje autorka jeśli ON NIE POŻAŁUJE... a będzie kwitł...?
Pod OSTATNIM (wytłuściłam) akapitem podpisuje się obiema rękoma!
halls napisał/a:On bedzie kiedyś tego żałował a napewno tego że zostawił syna.Wmawianie dziecku że to matka jest winna rozpadowi małżenstwa to tchórzostwo.Mąż boi sie że dziecko pozna prawde i bedzie miało żal do ojca dlatego On w tej chwili manipuluje dzieckiem.On próbuje sie wybielić i zgonic wine na matke.To jest chore ale niestety tak jest w dzisiejszych czasach.Ktoś kto zdradził,zostawił,okłamal nie przyzna sie do tego i bedzie robił wszystko żeby jak najdłużej ten stan utrzymać.Ale kiedyś prawda wyjdzie tego możesz być pewna.
Dziadkowie w tej sytuacji powinni dać wsparcie wnukowi ale niestety oni stoja za synem i w wielu przypadkach tak sie dzieje.Chca oczernic Ciebie żeby ocalić swojego syna.Taką sytuacje smiało można nazwać patologia.Ojciec który ma możliwość widywania dziecka w kazdej chwili nie chce z tego skorzystać i woli załatwic to przez prawników?A gdzie uczucia?Gdzie poczucie ojcostwa?
To żałosne.Zycie kiedyś to zweryfikuje i odpłaci.Rozmawiaj z synem,dawaj mu dużo miłości i wsparcia bo macie tylko siebie.I nie obwiniaj siebie o to co sie stało.Dasz sobie rade bo już udowodniłaś że jesteś silna kobietą i wspaniałą matka.Trzymam za Ciebie kciuki.
Rozumiem TWE wzburzenie dotyczące dzisiejszych czasów, ale CO na nie poradzisz? Mówisz, że to patologia? To rozejrzyj się wkoło - ILE jest rozwodów? Może cały świat się spatologizował... nie wykluczam
to smutne, ale TEJ akurat sytuacji nie naprawi TAKIE stwierdzenie.
Rodzice przeważnie stają za swymi dziećmi - rodzice zdrajcy analogicznie. Jak niby oczernianie synowej miałoby ocalić syna? Jego NIE DA się ocalić... wbrew jego woli! Oni szukają tłumaczeń. Dokładnie tak jak WSZYSCY zaangażowani w tę sytuację.
I uważałabym z tym obiecywaniem "gruszek na wierzbie" - BO jak się poczuje autorka jeśli ON NIE POŻAŁUJE... a będzie kwitł...?
Pod OSTATNIM (wytłuściłam) akapitem podpisuje się obiema rękoma!
Co do żałowania to osoby które zdradziły i zostawiły przez to rodzine bardzo czesto żałują póżniej swoich czynów.Sam osobiście znam takie przypadki.A za jakiś czas gdy autorka już sie upora ze swoimi problemami i stanie na nogi to już nie bedzie Ja to obchodziło czy on żałuje czy nie.
Na dzisiejsze czasy nic nie poradze ale sama zauważ że kiedyś ludzie byli inni.Rodzina drugi człowiek znaczył o wiele wiecej niż dzisiaj.Co znaczy dzisiaj sakrament małżeństwa a jak było kiedyś?Dzisiaj to już nie ma takiego znaczenia.Kiedyś każdy każdemu by pomógł a dzisiaj kazdy myśli tylko o sobie.To smutne ale niestety taka jest prawda.
Wiem jak to jest gdy jest sie niewinnym a inni Ciebie oczerniaja.W tym przypadku rodzice próbuja wybielić swojego syna ale czyim kosztem?Matki i wnuka?To jest chore.
Jak ma wygladac życie dziecka skoro takie zachowanie ojca oraz dziadków może trwać latami?
W ten sposób karza niewinne dziecko,dziecko ktore teraz potrzebuje dużo miłości i wsparcia a zamiast tego dostaje kolejne baty.
To co sie stało powinno być miedzy Nimi ( matka i ojcem ) a dziecko trzeba uchronić od tego.Niestety w tym przypadku jak i w wiekszosci tak nie ma.Dziecko jest wykorzystywane jako broń i tarcza.Dlatego uważam takie zachowanie za wypaczenie i patologie.
11 2014-12-28 17:37:19 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-12-28 17:37:44)
...Co do żałowania to osoby które zdradziły i zostawiły przez to rodzine bardzo czesto żałują póżniej swoich czynów.Sam osobiście znam takie przypadki...
NO. A ja znam i takie przypadki, że żałuja i takie, że nie...
Masz gwarancję, który przypadek TU nastąpi?
Szafowanie takimi obietnicami (o słusznej karze) może zaowocować KOLEJNYM ZAWODEM?
No może - to po co dodawać bólu do bólu?
Na dzisiejsze czasy nic nie poradze ale sama zauważ że kiedyś ludzie byli inni.Rodzina drugi człowiek znaczył o wiele wiecej niż dzisiaj.
Wiem jak to jest gdy jest sie niewinnym a inni Ciebie oczerniaja.W tym przypadku rodzice próbuja wybielić swojego syna ale czyim kosztem? Matki i wnuka? To jest chore.
Typowe zachowanie rodziców.
Już widzę jak to "wypisują" własne dziecko z rodziny...
Kolejna utopia... Nie wiemy do końca jak to wygląda z punktu widzenia innych "zamieszanych". Zapominasz jak często rodzice posiadający przy sobie dziecko rozgrywają swe rozgrywki utrudniając kontakty z nim. TO również JEST chore. Dorośli nie zachowują poziomu, a w dzieci to uderza.
CO ma przynieść autorce utyskiwanie na słabość moralną naszych czasów? Wspólne popsioczenie doda jej sił? Zagrzeje do... czego? WALKI? z dzieckiem POMIĘDZY zwaśnionymi?!
Jak ma wygladac życie dziecka skoro takie zachowanie ojca oraz dziadków może trwać latami?
W ten sposób karza niewinne dziecko,dziecko ktore teraz potrzebuje dużo miłości i wsparcia a zamiast tego dostaje kolejne baty.
To co sie stało powinno być miedzy Nimi ( matka i ojcem ) a dziecko trzeba uchronić od tego.Niestety w tym przypadku jak i w wiekszosci tak nie ma.Dziecko jest wykorzystywane jako broń i tarcza.Dlatego uważam takie zachowanie za wypaczenie i patologie.
A do walki trzeba przeciwnika.
Gdy zaś dobro dziecka staje się nadrzędnym celem, ZAMIAST walki można spróbować USTALEŃ.
To co my uważamy, ma się nijak do tego CO trzeba zrobić by dziecko doznało jak najmniejszego uszczerbku pomiędzy nimi.
I DLATEGO WŁAŚNIE ustalenie kontaktów z ojcem jest takie ważne. By wszystko było jasne i klarowne. DLA tego dziecka...
Co do zasady się przecież zgadzamy - tyle, że ja "na zimno" szukam rozwiązań, bo wiem, że żadne "dolewanie" oliwy NICZEGO dobrego nie wniesie...
No fakt zdrajca=oszust. Trudno takie coś pochwalać... Ale powtarzam: mleko JUŻ się wylało. Wylewanie kubłów pomyj na jego (czy tym bardziej kochanki) GŁOWĘ niczego nie zmieni...
Bo niby CO i jak?
Tak , a teraz to wręcz już nie chce żeby się z synem kontaktował.
Nie , nie będę utrudniać mu kontaktów ale zachęcać nie będę.
"Gdy zaś dobro dziecka staje się nadrzędnym celem, ZAMIAST walki można spróbować USTALEŃ."
Myślałam , że właśnie w tej sprawie dojdziemy do porozumienia. Dla dobra syna. Ustalimy wszystko zgodnie.
Ale jak widać nie będzie tak. Okazało się że tatuś wciąga syna w sprawy sądowe. Straszy go że ma mu wszystko opowiadać co dzieje się w domu, bo jak nie to już nie będą się spotykać.
Dziadkowie to nie patologia. Wiem że będą bronić syna. Bo przecież to ich syn. Ale wobec wnuka powinni być bezstronni. Otaczać go miłością i wsparciem. Po 14 latach jednak okazało się że to rodzina obłudników. Wspólne spotkania , rozmowy to udawanie.
Mąż już przedstawił im (miesiąc po tym jak mleko się rozlało) kochankę. Została zaakceptowana. Chora sytuacja.
Dziś nic nie jest ważne . Przysięgi , sakramenty, rodzina.
Mój mąż wierzy tylko w pieniądze. Każda rozmowa jest tylko o pieniądzach i podziale majątku.
Stąd ta nienawiść do mnie.
Ja złożyłam pozew z orzeczeniem o jego winie. Więc czeka mnie ciężki czas prania brudów.
Ale co mi tam, dam radę.
Czasem tak myślę czy mąż taki był zawsze i ja byłam ślepa, czy teraz się tak zmienił.
Pewnie było tak zawsze ale "różowe okulary" nie pozwalały mi tego zobaczyć.
Dziękuję za słowa wsparcia.
Wiem że muszę być silna bo mam dla kogo.
Początkowo rzeczywiście doszukiwałam się winy w sobie. Jakąś winę ponoszę z pewnością.
Tylko ja jestem osobą , która mówi co jej nie pasuje. A mąż nigdy nie powiedział że coś jest nie tak.
A teraz twierdzi " że dużo mu się nie podobało w naszym związku tylko mnie się bał".
Ale to tylko wymówka.
Wszystko grało dopóki nie pojawiła się ona.
Gdzieś wyczytałem, że ta jego kochanka ma za sobą już dwa małżeństwa. Coś mi się zdaje, że go omotała, czaruje go miłymi słówkami, dobrze ciągnie i daje , stąd ma klapki na oczach. Trzeba jeszcze powiedzieć, że jak dostaniecie rozwód to kochanka zniknie z jego życia i zostanie sam. 90% procentach tak się dzieje, do rozwodu jest kochanka albo kochanek a z dniem otrzymania rozwodu , wiejemy. Tak jak moja była żonka mówiła, on mnie kocha, jest wspaniały i takie tam pierdoły. A ja na to.. puknij się ty w łeb, z dniem otrzymania wolności ucieknie gdzie pieprz rośnie. I oczywiście jak tylko dostała rozwód, to zniknął.
Nie było mi łatwo wtedy, małe dziecko, jej córka ciągle płakała za mną, wypominała matce czemu mnie wygania, itp. Coż, czas leczy przykrości, człowiek w jakimś stopniu zapomina, bo naprawdę nie zapomni tak do końca wszystkiego.
Oczywiście nie można żyć przeszłością tylko przyszłością. Zanim zacznie się żyć przyszłością trzeba zamknąć przeszłość. Mam tu na myśli: nie mieć nic sobie do zarzucenia.
... czas leczy przykrości, człowiek w jakimś stopniu zapomina, bo naprawdę nie zapomni tak do końca wszystkiego.
Oczywiście nie można żyć przeszłością tylko przyszłością. Zanim zacznie się żyć przyszłością trzeba zamknąć przeszłość. Mam tu na myśli: nie mieć nic sobie do zarzucenia.
AMEN
I niech tak się stanie...
W sądzie będą JEDNAK pytać o te kontakty z dzieckiem... Dobra wola bądź jej brak, i TEGO przyczyny.
Dobrze, że dzieci szybko rosną. Za chwilę przestaną być zależne od dobrej woli kogokolwiek, prócz SIEBIE
Wiem - przerobiłam ![]()
A jak nie wiadomo O CO chodzi... to wiadoma rzecz WALKA o kasę wrze pod spodem.
Czas leczy rany.
Fakt
nie mogę się tego doczekać
Po ostatniej wizycie męża mam już dość. Prawie dochodziło do rękoczynów.
Chciałabym aby to się nigdy nie wydarzyło.
Wszyscy są zdenerwowani, ale potem przychodzi moment na spuszczenie powietrza.
Ale nie u niego.
Dobrze by było gdyby syn mógł sam o sobie decydować. Ale to jeszcze potrwa.
Chciałam uregulować ich kontakty, żeby syn wiedział kiedy ojciec zadzwoni i przyjedzie. Wielokrotnie
czekał już przy skype kilka godzin a ojca nie było, telefonu nie odbierał chociaż się umawiał.
Ojciec już tylko kłamie. Patrząc w oczy.
Najlepiej więc zapomnieć o tym co było. Nie dać wyprowadzić się z równowagi.
Czy walczę o majątek? Walczę tylko o kąt do życia dla syna i dla mnie. Potem chcę mieć spokój.
A z kochanką czy to będzie trwało?
Jakoś mam takie życiowe spostrzeżenia "że swojego szczęścia nie buduje się na nieszczęściu innych"
Pewnie są siebie warci i "szukali się całe życie".
A ja uwolnię się od tej toksycznej rodziny i męża materialisty.
Zdradę pewnie bym mu wybaczyła, ale nie to zachowanie po.
Na szczęście już mam ten etap za sobą.
Był żal, płacz, smutek ,żałoba, tęsknota.
Teraz już jest walka. Może nie tak powinno być. Ale wyjścia nie mam.