Witam! Od dawna czytam to forum. Czerpię z Niego cenne doświadczenia (a i tak widać naiwna jestem). Jednak i mnie spotkała bardzo przykra historia niczym z jakiegoś filmu. Nie jestem nastolatką i mam za sobą kilka nieudanych związków. Myślałam, że w końcu los się do mnie uśmiechnął. W wakacje po 2letnim byciu samą z wyboru poznałam przez przypadek mężczyznę. Była to forma nowoczesnego autostopu ;)I tak się zaczęło...od zaproszenia od kawy. Spotykaliśmy się blisko pół roku. Kilka miesięcy, przez które zdążyłam mu oddać serce. Było cudownie... On wpatrzony we mnie jak w obrazek. Snuł ze mną plany na przyszłość (ślub, dzieci, podobno mieszkanie kupił, w którym mieliśmy razem zamieszkać za kilka miesięcy). Wydawałoby się, że mimo tego, że nie jest idealny, to jest idealny dla mnie. On przyjeżdżał do mnie, poznał całą moja rodzinę. Niestety ze względu na to, że dom rodzinny jego jest daleko, nie poznałam jego najbliższych, ale poznałam kolegów z pracy. Miałam do niego jechać, jak się ociepli.I tu jest mój błąd. W życiu nie przypuszczałabym, że on jest zupełnie kimś innym, a ja byłam tylko odskocznią...od małżeństwa. Dowiedziałam się przez przypadek węsząc w sieci po portalach internetowych i znalazłam jego i jego żonę. Mydlił mi oczy.
To co się działo, to jakiś horror. Pękło mi serce. Śmiał udawać, że jest z żoną w separacji i nie rozwiódł się tylko przez chorobę żony (nowotwór). Niby mieszkają osobno (mnie zapewnił, że mieszka w internacie.)Że liczę się tylko ja. Nie chciał mi tego powiedzieć, bo bał się, że mnie straci. Oczywiście na początku nie wierzyłam, ale zaczął mnie urabiać. Zaczęłam szperać po sieci. Znalazłam dowody, że był z nią w tym czasie, kiedy był na wyjazdach służbowych, czy rodzinnych. Wiem, że kłamie. On na każdy zarzut miał odpowiedź. Przestał się odzywać i to jest dowodem na jego łgarstwa. Sam się nie przyznał, nie wiem czemu.
Czuję się oszukana, bo zaufałam i pokochałam szczerym uczuciem.
Czuję się ze sobą źle, bo nie byłam wystarczająco ostrożna.
Nie wiem, jak sobie z tym poradzę.
Pewnie jestem sama sobie winna, ale jak nie ufać mężczyźnie, który każdym gestem, spojrzeniem i czynem pokazuje, jak mu zależy.
Najgorsze jest to, że ja go pokochałam szczerze i teraz boję się, że już nikomu nie zaufam. Już sparzyłam się kilka razy.
Jestem kobietą wykształconą, podobno atrakcyjną. Jednak nie potrafię ułożyć sobie życia osobistego. Pochodzę z normalniej rodziny.
To co opisałam, to tylko część historii, nie opisywałam szczegółów, bo by zabrakło miejsca. Ale zapewniam, że całą historia jest rodem z "Dlaczego ja?" lub "Trudne sprawy". Jestem w kiepskim stanie.
Dziękuję za dotrwanie do końca i za każdą radę.
Podobne tematy
Ależ na pewno były jakieś znaki ostrzegawcze, tylko że nie chciałaś ich dostrzec, a wszystkich rzeczy mogłaś dowiedzieć się o nim dużo wcześniej... Otrzepać kurz z rękawów i maszerować dalej.
Nie wiń siebie, w końcu to nie Ty kłamałaś. Ważne że wiesz już z kim miałaś do czynienia. Z pewnością kłamstwo boli a to było jak zdrada i o podwójna.
Dobrze że sprawy nie zaszły dalej i że tak to się skończyło.
A miłość jest ślepa...
Człowiek zakochany ma klapki na oczach. Zostałam oszukana, a czuję się winna. Chore to jest.
Bo po prostu mu zawierzyłaś, oczarował cię, przestałaś patrzeć na lampki. Choć dziwię się, że sie zakochałaś od ręki w facecie, który mieszkał gdzieś z dala. Nie pojechałaś do jego domu, do rodziców. Czasem warto zapytać o tych starych. Choćby mieli po 80 lat.
Pomyśl w inny sposób, może trzeba powiadomić żonkę o jego wybrykach. To przejży na oczka.
Będzie dobrze.
prawie jak historia kochanki mojego męża tylko z innym zakończeniem.
Kin-mik jakie było zakończenie z Twoim mężem? Chyba ludzie wymieniają się doświadczeniami zdradzania, schematy się powtarzają...
Dlatego lepiej nie poznawac nikogo przez internet. Sa talkie glupie slog any
Mowiace wlasnue o tym ze nigdy nie wiesz kto jest po drugiej stronie. Gdy poznajemy logos na zywo zwykle poznajemy tez otoczenie tej osoby. Dlatego tez sie tak czesto nice rozczarowujeny. Ja poznalam 2 facetow swych bylych przez neta nigdy wiecej. Both to nie ma sensu po swym przykladzie widze jak ludzie potrafia grac name wiele frontow zreszta poznajac kogos przrz neta ta osoba jest w jakis sposob latwiejsza bo m iej wysilku poswiecilo sie na rozbudowe tej znajomosci I skoro Jedna kobieta z neta taka fajna to czemu nastepna ma byc gorsza I w ten sposob powstaja zdrady
Zakończenie jest takie że przez 1,5 roku też tak ją odwiedzał niby kawaler a jak się wydało że ma żonę i dziecko to jej rozum mówił odpuść a serce zostań no iiiiiii został .okłamywał mnie i ją ,jak go przyłapałam bo nawet nie miał na tyle godnośći żeby zakończyć jedno a zacząć drugie leciał na dwa fronty , to się wyprowadził następnego dnia na jakiś czas do siostry a pózniej zamieszkali razem .tak w zawieszeniu do dziś, mija ponad 5 lat i nadal rozwodu nie ma .Ona wzięła sprawy w swoje ręce i teraz jest z nim w ciąży więc w końcu może doprowadzi swoje życie do ładu tak jak powinno być a nie żyje z żonatym i tworzy z nim rodzine. Swięta spędzili razem u jego matki a dodam że mieszkamy w tej samej miejscowości niestety, zapraszają moją córkę na świąteczny obiad i udawają że jest wszystko ok. Nie chcę aby córka straciła z nim kątakt i tylko dla tego pozwalam na te spotkania bo widzę jak córce na tym zależy ale po powrocie jest bardzo rozdarta emocjonalnie bo wie że to jest chora sytuacja. Nie wiem jak się czuje kochanka w takiej sytuacji ,widocznie jej to odpowiada o wyrzutach sumienia nie wspomnę że odbiera dziecku ojca bo nawet nie pnie do tego żeby się kilka razy w miesiącu spotkali.Po trupach do celu ma to co chciała, chciała faceta nie ważne czy z bagażem czy bez czy świadomie czy nie byle by mieć. żałujesz tego że kłamał ,że ma żonę czy tego że jej nie zostawił czy chciała byś być Tą która nam żoną otwiera oczy jakich mężów i ojców wybrałyśmy na cale życie. Teraz gdy jesteś świadoma nadal uważasz że jest taki idealny czy strach przed samotnością nie daje bezpieczeństwa niż to że jak zostawi żonę to równie dobrze może zostawić Ciebie .
Dlatego tez warto mieć zasady postepowania, tak samo jak się np. kupuje nieruchomość i sprawdza się zapisy w KW (a nie wierzy na slowo) tak samo po 1-2 mies. znajomości jeśli jest powazna poznaje się rodzine wybranego. Nie chce mowic ze jesteś sama sobie winna, po prostu stracilas czujność. Co do oszustwa to ma ono to do siebie ze nie da się go wytlumaczyc. Oszust jest osoba zapatrzona w siebie, egoista, który nie liczy się z innymi. Dowodem jest to co Ciebie spotkalo. Nie mialas wyboru czy chcesz być z zonatym czy nie. Nie ma wiec tutaj zadnej Twojej winy. Sparzylas się bo nie sprawdzilas, bo jesteś naiwna. Co więcej to co Cie spotkalo nie ma przelozenia na innych ludzi. Jedynym sposobem jest postawienie na zasady i nie bycie naiwna na drugi raz. Pomysl, czy oszukany na duże pieniądze "wielbi" oszusta? Uczucia sa tez w pewnej części naszym wyborem.
12 2014-12-28 09:28:29 Ostatnio edytowany przez brzoskwina (2014-12-28 09:33:27)
"Mój ex" nie ma dzieci. Zostawiłam go. On mnie długo przekonywał, że z "żoną" nic go nie łączy, ale nie wierzyłam... W nocy napisał mi, że nie chce żyć beze mnie sugerując jakieś otrucie tabletkami. Istny horror.
Jest mi źle, że mnie okłamał i cały czas uparcie twierdzi, że chce być ze mną. Świadomie nie zaczęłabym tej znajomości wiedząc, że jestem odskocznią od żony. Jestem osobą świadomą jednak, jak widać cholernie naiwną i spragnioną szczerego uczucia.
Ależ na pewno były jakieś znaki ostrzegawcze, tylko że nie chciałaś ich dostrzec, a wszystkich rzeczy mogłaś dowiedzieć się o nim dużo wcześniej... Otrzepać kurz z rękawów i maszerować dalej.
Nieprawda. Miałam praktycznie identyczną sytuację i nie było oznak. Facet mieszkał w tym samym mieście, bywałam w jego domu, jego pracy, był u mnie co wieczór. I również okazało się, że ma żonę.
Tylko, że ja gdy się dowiedziałam (spotkałam ich na zakupach) pojechałam do jego żony i sobie z nią wszystko wyjaśniłam
"W nocy napisał mi, że nie chce żyć beze mnie sugerując jakieś otrucie tabletkami"
to jest dziecinne zachowanie, poza tym jest taka zasada ze szantażom się nie ulega, jeśli jednak się o niego martwisz możesz powiadomić zone o jego rzekomej probie otrucia się tabletkami, bo masz prawo być zaniepokojona i to podac jako powod, ciekawe co z tego wyniknie
czasami nie ma wyjścia i zona potrafi ustawić do pionu
ja bym odpowiedział ostrzeżeniem, albo dasz mi spokoj albo zona się dowie i być konsewentnym
niestety masz zasady i dlatego cierpisz
Pisałam do niej kilkakrotnie na portalu bez odzewu. Dopiero po Nowym Roku zamierzałam się z nią skonfrontować w jej pracy. Niestety nie mam na nią namiaru telefonicznego.
Skoro do niej napisałaś, a ona nie reaguje, dałabym sobie spokój.
17 2014-12-28 12:17:51 Ostatnio edytowany przez lupulina (2014-12-28 12:20:10)
"Śmiał udawać, że jest z żoną w separacji i nie rozwiódł się tylko przez chorobę żony (nowotwór)."
Podam Ci, jak zwykle brutalnie przyczyny Twojego położenia. Byłaś kochanką ŚWIADOMIE, nie zaś nieświadomie jak próbujesz nam wmówić, a wszelkie znaki na niebie i ziemi Ci to pokazywały.
W SEPARACJI I NIE ROZWIÓDŁ SIĘ !....Te lampki ostrzegawcze nic Ci nie zasygnalizowały ?
Zasada jest jedna, nie tyka się cudzych mężów/ chłopaków bez względu na to jakie bajeczki sprzedaje biedny miś. Skoro sprawa nie jest zakończona- to znaczy że związek nadal istnieje ! Smutne, że kobiety - kobietom świadomie robią taką krzywdę.
Faceci, jak to faceci, są w wielu sprawach ułomni, ale kobieta powinna mieć godność i być rzeczniczką innych kobiet. W sytuacji kiedy wokół mnie kręcił się Pan z przyległością w krótkich, żołnierskich słowach podawałam mu sole trzeźwiące : "Przypominam, że masz żonę" okraszone spojrzeniem ze szczyptą politowania i pogardy. Skutkowało. Następnie zrywałam kontakt z delikwentem, bo osoby tego pokroju nie zasługują nawet na znajomość. Mimo to, a może właśnie dlatego nigdy nie narzekałam na powodzenie...
Kolejna sprawa. "Tylko choroba (nowotwór)" ? Nie pomyślałaś, że jeśli ta kobieta jest faktycznie umierająca to wskakiwanie w tym momencie do łózka z jej mężem świadczy o wybitnym emocjonalnym ku***wie ?
Proponowałabym przeprosić żonę za nękanie ( i dać już tej kobiecie spokój, na litość boską !), delikwenta kopnąć w dupę i rozpocząć ciężką i wyboistą pracę nad sobą, żeby już nigdy więcej nie skrzywdzić żadnej innej kobiety.
18 2014-12-28 12:25:05 Ostatnio edytowany przez Pietkap (2014-12-28 12:49:32)
Biedna jesteś ale ta jego żona jeszcze bardziej choć to nie jest pocieszenie.
Zwróć uwagę, że rozwodzi się z żoną gdy ta jest chora i to na raka. Taki kopniak może tylko pogorszyć stan a jednak. Zapytaj może co bylo powodem rozwodu, przecież kiedyś chyba byli sobie bliscy. Dlaczego daje jej kopniaka w takiej sytuacji? To że straszy tabletkami to przejaw pewnej desperacji w każdym razie to bardzo nieładne...
19 2014-12-28 12:35:17 Ostatnio edytowany przez brzoskwina (2014-12-28 12:37:20)
Nie rozumiem pojazdów w moim kierunku. To, że ma zonę dowiedziałam się tydzień temu. Więc nikomu nie wskakiwałam do łóżka! Od tygodnia nie widziałam się z nim! On tylko próbował mi wyjaśnić chorą sytuację, a ja powiedziałam, że nie wierzę w te bajki. W separacji są podobno od kwietnia, o chorobie dowiedziała się miesiąc po,a od roku ma innego faceta. Oczywiście w to nie wierzę.
Współczuję...
I rozumiem Cię. To tylko z boku wygląda tak, że przecież łatwo się połapać. Niestety kłamcy wiedzą, jak to robić. Mają gotowe wytłumaczenie, a człowiek, jeśli próbuje węszyć, wychodzi na paranoika.
Sama też dałam się tak złapać. Co prawda na krótko, bo niecałe dwa miesiące to trwało, ale jednak...
I też właśnie było tu ogromne jego zaangażowanie, wymuszanie wręcz na mnie decyzji... o zaproszeniu do domu, o poznaniu dziecka (zarzucanie, że widać nie traktuje go poważnie). A gdy zaczęłam coś podejrzewać, potrafił mi nawet powiedzieć, że przez mojego męża mam pochrzanione w głowie, że normalnemu, szczeremu mężczyźnie nie umiem zaufać.
Nie dawałam jednak za wygraną, choć bardziej mnie jego reakcje wystraszyły, właśnie obrażanie, żądanie zaufania skoro mi zależy. Zerwałam, o on do końca przekonywał, że mam paranoję. Sama nie byłam pewna, czy słusznie mu nie ufałam. Więc zerwanie nawet nie było z tego powodu, że kogoś ma.
Sprawa wyjaśniła się dopiero po kilku miesiącach. Zadzwoniła do mnie zapłakana dziewczyna mówiąc, że miałam romans z jej chłopakiem (okazało się, że nie byli małżeństwem, ale mieszkali ze sobą). Żal mi jej było. W tle słyszałam jego głos, jak się tłumaczy. Powiedziała, że on wygaduje na mnie okropne rzeczy.
Nie wiem, skąd się biorą tacy ludzie. Jakie deficyty empatii trzeba mieć, by robić tak podłe rzeczy. Normalnie przestałam mieć chęć, by kogoś poznawać.
Trzymaj się. Nie wierz w żadne jego słowo. Pomyśl, że kiedyś Ty możesz być jego stałą partnerką, a inna może być na Twoim miejscu. Tacy ludzie się nie zmieniają. Bo to brak poszanowania dla drugiego człowieka, skrajny egoizm. To nie ulega zmianie.
Dlatego tez warto mieć zasady postepowania, tak samo jak się np. kupuje nieruchomość i sprawdza się zapisy w KW (a nie wierzy na slowo) tak samo po 1-2 mies. znajomości jeśli jest powazna poznaje się rodzine wybranego. Nie chce mowic ze jesteś sama sobie winna, po prostu stracilas czujność.
"Były" mojej koleżanki w krótkim czasie po zawarciu znajomości, zaprosił ją do siebie w celu przestawienia matki oraz sióstr na potwierdzenie, że ma wobec niej "poważne" zamiary. Pan "zapomniał" tylko wspomnieć, że w tym czasie równie poważne zamiary zadeklarował czterem innym paniom i każdą z nich także zapoznał z najbliższą rodziną
Ostatecznie facet okazał się być ostatnim gnojem i logistycznym geniuszem jednocześnie. Ciekawa jestem, czy rodzina miała świadomość w czym uczestniczy. Mam nadzieje, że nie... choć moim zdaniem trzeba było dobrze się postarać, żeby "oślepnąć' na tę okoliczność...
Daj sobie z gościem spokój a jej także, po prostu pomyśl w ten sposób, zaliczyłaś gościa a ,że okazało się, iż jest żonaty to go olej.
"Nie rozumiem pojazdów w moim kierunku."
Brak autorefleksji może być sporym problemem w życiu.
" To, że ma zonę dowiedziałam się tydzień temu"
Więc sprawa od tygodnia powinna być definitywnie zakończona, a kontakt z lovelasem zerwany.
Jeśli wdajesz się w bliższą znajomość, wypadałoby najpierw dokonać rozeznania wokół absztyfikanta. Tym bardziej, że jak sama piszesz jesteś po kilku ! nieudanych związkach. Intuicja to potęga, warto się na nią zdać. Rozumiem, że desperacja po 2 latach samotności zrobiła swoje i przysłoniła rzeczywistość, kiedy pojawił się miś adorator. Nie rozumiem tylko po co teraz dręczysz jego żonę wiadomościami na FB. Czego od niej oczekujesz? Że go rzuci i będziesz miała misia dla siebie
?
24 2014-12-28 13:24:04 Ostatnio edytowany przez KasiaKowa (2014-12-28 13:24:25)
lupulina. autorka zerwała z tym facetem od razu, gdy dowiedziała się, że jest żonaty. Zerwała związek, nie kontakt, bo - jak zapewne wiesz, o ile kiedyś kogokolwiek kochałaś i wierzyłaś danej osobie - do zerwania całkowicie kontaktu trzeba troszeczkę dojrzeć.
Emocje i uczucia bywają nieobliczalne, nie mamy na nie od razu dużego wpływu. Dopiero czas pomaga nam je okiełznać. Także daruj, bo żal mi się robi, gdy czytam Twoje przepełnione jadem odpowiedzi w tym wątku.
25 2014-12-28 14:02:59 Ostatnio edytowany przez brzoskwina (2014-12-28 14:03:50)
Od tygodnia mało co jem i nie śpię. Nie rozumiem czemu się nie przyznał, że działa na 2 fronty. Wysunęłam autorefleksję w postaci tego, że zawiodłam w czujności. Nikogo nie zdradziłam i nie oszukałam. Byłam szczera. Nie jestem komputerem w trybie off/on. Nie myślę racjonalnie. wiem tylko, że cierpię. Nie wiem czemu pisze, że liczę się tylko ja i jeszcze teraz aluzję, że mnie żegna i wspomina coś o tabletkach... Lupuliną, życzę Ci samych dobrych decyzji i mam nadzieję, że nikt nie zawiedzie Cię.
Od tygodnia mało co jem i nie śpię. Nie rozumiem czemu się nie przyznał, że działa na 2 fronty. Wysunęłam autorefleksję w postaci tego, że zawiodłam w czujności. Nikogo nie zdradziłam i nie oszukałam. Byłam szczera. Nie jestem komputerem w trybie off/on. Nie myślę racjonalnie. wiem tylko, że cierpię....
Cierpisz... To dobrze Brzoskwinko. Bo oznacza to jedynie, że masz w sobie pokłady uczuć. Teraz potrzebujesz trochę czasu, żeby sie z całą sytuacja pogodzić. Żeby ją w zasadzie przeiltrować.
Czasem czytając te wszystkie historie o łamaniu serc odnosze wrażenie jakby ci faceci uczestniczyli w tajemniczym szkoleniu jak oszukiwać i gruchać...
Na szczęście są Mężczyźni dla których liczy się długa szkoła zycia...
Nie rozumiem czemu się nie przyznał, że działa na 2 fronty.
A co tu jest do rozumienia? Faceci również posiadają mózg i nawet czasem go używają. Jeśli dajesz się poznać jako szczera, uczciwa osoba - oczywistą oczywistością jest, że na układ kochanki nie pójdziesz i swój stan cywilny trzeba zataić, żeby z Ciebie kochankę zrobić. To wszystko.
Zaufanie do ludzi to, wbrew pozorom, bardzo dobra cecha. Nie pozbywaj się jej. Warto tylko pamiętać, że nie każdy na tym świecie jest szczery i uczciwy. Odkryłaś nieuczciwość, zakończyłaś relację - to wszystko co możesz (i powinnaś) zrobić. W tej znajomości nie było Twojej winy, trafiłaś źle - trudno. Trzeba przeboleć i iść dalej. Poczucie winy w tej sytuacji jest naprawdę zupełnie niepotrzebne. Tylko...daj spokój jego żonie.
28 2014-12-28 15:02:54 Ostatnio edytowany przez brzoskwina (2014-12-28 15:03:47)
Czemu żona ma się nie dowiedzieć o wybrykach męża? Może wiadomości z portalu zostały przez niego usunięte. Żona ma prawo i powinna wiedzieć z kim się zadaje. Jest wina, musi być kara. Ja bym chciała wiedzieć z kim żyję obok... Poza tym chciałabym poznać w końcu prawdę...
Nowotwór żony to jakas bardzo popularna wymówka u lovelasów. Mojej kolżance z pracy koleś mydli w ten sposób oczy od 25 lat!!!(autentcznie). Żona ma "raka" od 20 lat. Koleżanka z pracy to kupuje i jest jego kochanka. Zdążyła die w ten sposób zestarzeć i niestety, ale jest pośmiewiskiem całej firmy.
Czemu żona ma się nie dowiedzieć o wybrykach męża? Może wiadomości z portalu zostały przez niego usunięte. Żona ma prawo i powinna wiedzieć z kim się zadaje. Jest wina, musi być kara. Ja bym chciała wiedzieć z kim żyję obok... Poza tym chciałabym poznać w końcu prawdę...
Przecież dopiero co się przejechałaś na myśleniu, że inni ludzie myślą tak jak Ty...
To, że Ty chciałabyś wiedzieć nie znaczy, że każdy chciałby wiedzieć. Część kobiet by chciała, część nie. Spora część zdradzanych świetnie o tym wie, ale, świadomie lub nieświadomie, nie chce o tym myśleć ani cokolwiek z tą wiedzą robić. Nie wiesz, do której "części" należy jego żona, więc humanitarnie byłoby zostawić jej życie jej obserwacjom i decyzjom. Zresztą - Ty już jej napisałaś, więc dalsze szukanie sposobów "doinformowania" podchodzi pod nękanie biednej kobiety.
Wina? Za winy kłamliwego faceta chcesz karać jego żonę? Nawet jeśli ona nic nie wie a chciałaby wiedzieć - otrzymanie takiej informacji od kochanki jest najbardziej upokarzającym i bolesnym ze wszystkich sposobów informowania.
31 2014-12-28 15:27:47 Ostatnio edytowany przez zwiazkowy_len (2014-12-28 15:35:53)
Nie czaję. To z góry każdego i każdą mamy prześwietlać detektywem po dwóch miesiącach znajomości widząc jak bardzo w kimś się zauroczyliśmy? Żeby przypadkiem nie trafić na zamężną/żonatego? Brak zaufania od samego początku? To co chcecie potem na tym zbudować?
Nawet jeżeli to by był zdrowy, szczęśliwy związek bez żon i dzieci. To jeżeli dom rodzinny jest daleko to za wiele okazji w ciągu roku nie ma aby do niego zawitać. A to trwało ledwie pół roku.
Bynajmniej do mnie zasada ograniczonego zaufania nie przemawia. Mam myśleć codziennie czy wszystko jest na swoim miejscu? Chyba wolę wierzyć w to że jest jak być powinno i dostać obuchem w łeb niż być podejrzliwym. Tak jak powyżej zostało napisane. Cztery jednocześnie... W każdym przypadku, w każdym momencie związku tak się może stać.
Nie chcę karać żony, chcę tylko zdemaskować zdradzającego męża. A co ona zrobi z tym faktem, jej sprawa. Wysłałam 2 wiadomości i nie wiem nawet czy dotarły do rąk własnych. Nikogo nie zamierzam nękać. Chcę zacząć żyć, żyć prawdziwie, a moja podświadomość mi mówi, że nie mogę teraz udawać biednej ofiary i udawać, że nic się nie stało. Chętnie dowiem się o tym, czy rzeczywiście jest chora. Sama nie wiem, czy ona też nie zdradza i jak wygląda to małżeństwo.
Tego Pana już nie chcę...
33 2014-12-28 15:51:02 Ostatnio edytowany przez Sponi (2014-12-28 16:14:46)
Czemu żona ma się nie dowiedzieć o wybrykach męża? Może wiadomości z portalu zostały przez niego usunięte. Żona ma prawo i powinna wiedzieć z kim się zadaje. Jest wina, musi być kara. Ja bym chciała wiedzieć z kim żyję obok... Poza tym chciałabym poznać w końcu prawdę...
Brzoskwinko! Żona ma prawo wiedzieć, ale kto dał Tobie prawo być w tej sytuacji dobrym duszkiem?! Ty chcesz zemsty, nie sprawiedliwości.
Byłaś kiedyś zdradzona? Bo ja tak. Dawno temu. O pierwszej zdradzie byłego dowiedziałam się od dobrotliwej znajomej. Po co mi to mówiła?! Nie chciałabyś czuć tego upokorzenia co ja wtedy... Jak ostatni smieć. Pośmiewisko. Nawet jeśli miałaby to być tajemnica Poliszynela, nie miej wkładu w "ratowanie" zycia tej kobiecie. Ona w swoim czasie będzie wiedziała co robic.
34 2014-12-28 16:08:03 Ostatnio edytowany przez brzoskwina (2014-12-28 16:08:17)
Czuję się, jakbym była zdradzona...
Chcę zacząć żyć, żyć prawdziwie, a moja podświadomość mi mówi, że nie mogę teraz udawać biednej ofiary i udawać, że nic się nie stało. Chętnie dowiem się o tym, czy rzeczywiście jest chora. Sama nie wiem, czy ona też nie zdradza i jak wygląda to małżeństwo.
Nie zaczniesz żyć prawdziwie, dopóki będziesz rozmyślała o przeszłości i o tym facecie. Dopóki będzie Cię interesowało jak wygląda jego małżeństwo - nie będziesz żyła swoim życiem, tym upragnionym.
Odcinając się od niego i od spraw jego małżeństwa nie udajesz, że nic się nie stało. Stało się. Wplątałaś się w relację z oszustem. On jest kłamcą. To jest fakt. I naprawdę nie ma znaczenia czy jego żona ma raka czy nie, czy im się układa czy nie, czy ona wie, czy nie wie o jego romansie. Jeśli nie będziesz w tych sprawach grzebać to nie będzie znaczyło, że jesteś "biedną ofiarą". To będzie jedynie znaczyło, że zajęłaś się porządkowaniem własnego życia i jesteś na dobrej drodze. Chęć wyjaśniania i odwetu są naturalne na tym etapie, zwykle jednak nie prowadzą do poprawienia czegokolwiek.
Czuję się, jakbym była zdradzona...
Wiem Brzoskwinko... Byłam kochanką. Jeszcze rok temu. Zostałam zdradzona
Emocjonalnie a może i inaczej też.
Nie podjęłam żadnych kroków, by sobie ulzyć. Bo tak by to wyglądało. Zresztą... jak mozna zdradzić kochankę ![]()
"Także daruj, bo żal mi się robi, gdy czytam Twoje przepełnione jadem odpowiedzi w tym wątku."
Kasiu droga, dla Ciebie to jad, dla mnie nazywanie rzeczy po imieniu. To ciekawe, że tak wzięłaś do siebie moje wypowiedzi kierowane do kogoś innego, że musiałaś się odezwać. Być może w tym wszystkim najbardziej żal Ci samej siebie...
Brzoskwinko, dobrze robisz. Ja bym tez poinformowala zone, gdyby koles mnie tak oszukal. Niech wie jakiego gadama w domu.
Najgorzej, jak ktoś jest debilem i próbuje z drugiej osoby zrobić debila. Nie wiem na co pisanie o "chęci" próby samobójstwa. Przecież to jest szantaż emocjonalny. Prawda czy nieprawda mam prawo być zaniepokojona.
Ja czuję się zdradzona tylko i wyłącznie dlatego, że myślałam, że jestem tą jedyną. Zdrady na papierku nie ma, ale w umyśle jest.
40 2014-12-28 16:39:56 Ostatnio edytowany przez kicur (2014-12-28 16:40:42)
lupulina a może jesteś tym oszukującym i chcesz celowo zdyskredytować tą kobietę... I wcale by mnie to nie dziwiło bo złapałem kilka osób na tym działaniu na kafeterii...
Albo pro prostu twój mydlił ci oczy winą kochanki a ty to łapiesz to już byłoby żałosne.
Szantażuje Cię tym, że coś sobie zrobi, bo jest emocjonalnie niedojrzały i nie ma lepszego pomysłu. Widocznie wcześniej podobne podjazdy i gra na biednego misia z mokrym noskiem, na Ciebie działały.
Takich trzeba kastrować a tym postem udowodniłeś że jesteś tym gnojkiem. W każdym razie facetem z jajecznica zamiast jajami.
Kicur, a może Ty jesteś sojopatą, podającym się za rycerskiego obrońcę kobiet, tylko po to, aby wyłapać co słabsze egzemplarze dla swoich celów jak np. Kasia czy brzoskwinka. Właściwe wcale by mnie to nie zdziwiło bo spotkałam się z takimi typami, nie tylko na forum.
Nie dziękuj. Żart za Żart.
Najgorzej, jak ktoś jest debilem i próbuje z drugiej osoby zrobić debila. Nie wiem na co pisanie o "chęci" próby samobójstwa. Przecież to jest szantaż emocjonalny. Prawda czy nieprawda mam prawo być zaniepokojona.
Brzoskwinko... Mój kochanek ponoć miał mieć nowotwór. I co? Myslał, że mnie zmiękczy? On chciał, żebym jego dupa na boku była! Nigdy w zyciu. Oszukał mnie. Ale to nie ja byłam oszustką.
Notabene jeszcze żyje.
Nie daj sobie wciskać bredni. to chwyt poniżej pasa... Żałosny typ.
45 2014-12-28 16:58:03 Ostatnio edytowany przez brzoskwina (2014-12-28 16:59:11)
Sądzę, że może boi się konsekwencji i udaje przysłowiowego misia. A czy dawałam się nabierać na akcje typu słodka minka? Jak widać po tym co wniknęło - widocznie tak.
Spokojnie, wszystko wyjdzie w praniu.
A Ty lupulina na siłę nie musisz pokazywać mi, że jestem sama sobie winna, bo po części jestem. Czyli teraz, ta osoba, która została oszukana, jest ta gorszą... Ok.
No fakt kobiety zgwałcone tez prowokują gwałcicieli. Jak śmią!!!
Witam wszystkich!
KasiaKowa "wyjęłaś mi to z ust " dziękuje.......w pełni zgadzam się z tym co napisałaś. W życiu nie należy mówić " ja nigdy nie zrobię tego czy tamtego...." niestety nie do końca to tak działa. Żaba błota się wyrzekała i..........znamy to powiedzenie.
lupulina. autorka zerwała z tym facetem od razu, gdy dowiedziała się, że jest żonaty. Zerwała związek, nie kontakt, bo - jak zapewne wiesz, o ile kiedyś kogokolwiek kochałaś i wierzyłaś danej osobie - do zerwania całkowicie kontaktu trzeba troszeczkę dojrzeć.
Emocje i uczucia bywają nieobliczalne, nie mamy na nie od razu dużego wpływu. Dopiero czas pomaga nam je okiełznać. Także daruj, bo żal mi się robi, gdy czytam Twoje przepełnione jadem odpowiedzi w tym wątku.
Brzoskwinko, bardzo wybiórczo traktujesz moje słowa. Próbowałam Ci tylko pokazać inny punkt widzenia, chociażby w kwestii pisania do żony, czy innego spojrzenia na biednego misia. Być może nie tak jak oczekiwałaś, ale próbowałam też kilkoma słowami Cię wesprzeć mimo wszystko. Jestem konkretną babką i często wywalam kawę na ławę. Mnie kilka takich właśnie stawiających do pionu zdań od innych kobiet, kiedyś bardzo pomogło. Wiem, dla Ciebie to jeszcze nie ten etap. Masz chaos w głowie, jesteś rozżalona, szukasz pocieszenia, to zrozumiałe. W tej chwili jesteś skupiona na swoim rozczarowaniu, zranieniu, chcesz żeby innych bolało tak jak Ciebie. Nic personalnie do Ciebie nie mam i nie chcę dalej wikłać się w tę emocjonalną wymianę zdań.
Potrzebujesz czasu, na wyciszenie, na refleksję, na przepracowanie własnych emocji. Powodzenia.
Oczywiście, czas jest tu najlepszym lekarstwem. Nie poddam się. Nie pozwolę, by osoba bez ambicji i honoru zniszczyła mnie. Wiem, że nie raz będzie ciężko. Już nie jedna burzę człowiek przeszedł. Jestem osobą wrażliwą, emocjonalną i empatyczną. Potrafię szczerze kochać. Dla Niego największa karą jest utrata mnie. Teraz poczucie mojej wartości równa się zeru. Ale przyjdzie taki czas, że znowu zaświeci słońce. On ma już karę po części. Chociaż wątpię, że taką osobę dręczą wyrzuty sumienia.
Ja miałam to samo kilka lat temu. Owszem, pewnie autorka dostawała sygnały,ale nie myślała o tym. Musisz wyciągnąć wnioski na przyszłość i być bardziej uważna. Na mnie do tej pory się to odbija, ale czas leczy rany. Nikt nie mówił,że życie będzie łatwe.
"Także daruj, bo żal mi się robi, gdy czytam Twoje przepełnione jadem odpowiedzi w tym wątku."
Kasiu droga, dla Ciebie to jad, dla mnie nazywanie rzeczy po imieniu. To ciekawe, że tak wzięłaś do siebie moje wypowiedzi kierowane do kogoś innego, że musiałaś się odezwać. Być może w tym wszystkim najbardziej żal Ci samej siebie...
Nie, ponieważ nie byłam w takiej sytuacji z którejkolwiek strony. To dotyczy tylko i wyłącznie empatii (znasz takie słowo?), której najwyraźniej Ci brakuje. W związku z czym Twoje oceny są błędne, gdyż nie potrafisz wczuć się w położenie autorki.
Żal mi ludzi wypowiadających się na tematy, o których nie mają bladego pojęcia (nie z braku doświadczenia, lecz empatii).
A ja myślę, że gdyby więcej ludzi wymierzało sprawiedliwość takim draniom, może mniej czuliby się bezkarni. Oni przecież właśnie na tym bazują i na to liczą, że urażona kochanka usunie się w cień i będzie w samotności lizać rany. Oni za to mogą w tym czasie tulić się do swojej niczego niepodejrzewającej żonki, a na boku znów się rozglądać za nowym obiektem urozmaicającym szarą codzienność.
Nie widzę powodu, by Brzoskwinia miała chronić żonę. To nie ona ją skrzywdziła. Ona jedynie nazwała rzeczy po imieniu.
Ma moralne prawo mówić o swojej krzywdzie, której przyczyną jest ten facet.
Zwłaszcza że sama była nieświadoma tego że jest wykorzystywana.
A żonie zrobi przysługę. Fakt, z pewnością jej nie podziękuje. Może nawet i wolałaby nie wiedzieć (są ludzie, którzy lubią się oszukiwać), ale to do Brzoskwini należy decyzja, co z tym zrobić. Chroniąc żonę, chroni tak naprawdę tego faceta, daje mu poczucie bezkarności, a tym samych zachęca do podobnych działań w przyszłości.
Nie widzę powodu, by przedkładać święty spokój innych nad własne poczucie krzywdy.
Tez uważam że zachowując dla siebie wiedze o zdradzie stajemy po stronie zdradzajacego i dajemy mu przyzwolenie na kolejne oszustwa. Z drugiej strony sama bedac osoba poinformowana której związek się zakonczyl po takiej wiadomosci, nie do końca wierze w szczerosc tej kobiety, bo kierowala nia chec zemsty..
lupulina napisał/a:"Także daruj, bo żal mi się robi, gdy czytam Twoje przepełnione jadem odpowiedzi w tym wątku."
Kasiu droga, dla Ciebie to jad, dla mnie nazywanie rzeczy po imieniu. To ciekawe, że tak wzięłaś do siebie moje wypowiedzi kierowane do kogoś innego, że musiałaś się odezwać. Być może w tym wszystkim najbardziej żal Ci samej siebie...
Nie, ponieważ nie byłam w takiej sytuacji z którejkolwiek strony. To dotyczy tylko i wyłącznie empatii (znasz takie słowo?), której najwyraźniej Ci brakuje. W związku z czym Twoje oceny są błędne, gdyż nie potrafisz wczuć się w położenie autorki.
Żal mi ludzi wypowiadających się na tematy, o których nie mają bladego pojęcia (nie z braku doświadczenia, lecz empatii).
Kasiu, tyle w Tobie złośliwości, a zarzucasz ją innym. To się chyba nazywa projekcja. Zrozum to nie ja jestem obiektem Twojej frustracji i cierpienia. Rozwiąż własne problemy z przemocowym partnerem i popracuj nad empatią....dla samej siebie. Pozdrawiam
KasiaKowa napisał/a:lupulina napisał/a:"Także daruj, bo żal mi się robi, gdy czytam Twoje przepełnione jadem odpowiedzi w tym wątku."
Kasiu droga, dla Ciebie to jad, dla mnie nazywanie rzeczy po imieniu. To ciekawe, że tak wzięłaś do siebie moje wypowiedzi kierowane do kogoś innego, że musiałaś się odezwać. Być może w tym wszystkim najbardziej żal Ci samej siebie...
Nie, ponieważ nie byłam w takiej sytuacji z którejkolwiek strony. To dotyczy tylko i wyłącznie empatii (znasz takie słowo?), której najwyraźniej Ci brakuje. W związku z czym Twoje oceny są błędne, gdyż nie potrafisz wczuć się w położenie autorki.
Żal mi ludzi wypowiadających się na tematy, o których nie mają bladego pojęcia (nie z braku doświadczenia, lecz empatii).
Kasiu, tyle w Tobie złośliwości, a zarzucasz ją innym. To się chyba nazywa projekcja. Zrozum to nie ja jestem obiektem Twojej frustracji i cierpienia. Rozwiąż własne problemy z przemocowym partnerem i popracuj nad empatią....dla samej siebie. Pozdrawiam
Jesteś agresywna. Dziewczyna z tego wątku została perfidnie oszukana. Nie ma w niej żadnej winy w tej sytuacji !
Człowiek, który żyje uczciwie, tak też patrzy na świat. Nawet nie przypuszcza, że ta kochana, druga osoba to oszust. Dlatego prawie każdy w życiu daje się choć raz oszukać. Bo myśli skoro ja jestem miły to i dla mnie ktoś jest miły. Dopiero po takich sytuacjach człowiek robi się ostrożniejszy i mądrzejszy w tą wiedzę mniej ufnie patrzy na innych ludzi - to jest doświadczenie.
Bardzo perfidny facet !
Nieświadoma kochanko,
nie wiem, czy powinnaś mówić żonie. Tak , jak on wszystko wmówi teraz Tobie, abyś tylko nie namieszała mu w żuciu, tak i jej wmówi wiele, aby tylko nie wierzyła w " Twoje brednie ". Potrzebna Tobie taka walka? Uciekaj od drania
55 2014-12-30 01:14:27 Ostatnio edytowany przez KasiaKowa (2014-12-30 01:18:48)
KasiaKowa napisał/a:lupulina napisał/a:"Także daruj, bo żal mi się robi, gdy czytam Twoje przepełnione jadem odpowiedzi w tym wątku."
Kasiu droga, dla Ciebie to jad, dla mnie nazywanie rzeczy po imieniu. To ciekawe, że tak wzięłaś do siebie moje wypowiedzi kierowane do kogoś innego, że musiałaś się odezwać. Być może w tym wszystkim najbardziej żal Ci samej siebie...
Nie, ponieważ nie byłam w takiej sytuacji z którejkolwiek strony. To dotyczy tylko i wyłącznie empatii (znasz takie słowo?), której najwyraźniej Ci brakuje. W związku z czym Twoje oceny są błędne, gdyż nie potrafisz wczuć się w położenie autorki.
Żal mi ludzi wypowiadających się na tematy, o których nie mają bladego pojęcia (nie z braku doświadczenia, lecz empatii).
Kasiu, tyle w Tobie złośliwości, a zarzucasz ją innym. To się chyba nazywa projekcja. Zrozum to nie ja jestem obiektem Twojej frustracji i cierpienia. Rozwiąż własne problemy z przemocowym partnerem i popracuj nad empatią....dla samej siebie. Pozdrawiam
To, co napisałas, naprawdę jest żałosne, totalnie odpadłam po tym, co przeczytałam
Zwracam Ci, jak człowie, uwagę dot. bezcelowości Twoich postow wynikających z braku empatii, a Ty mi wyjeżdżasz o jakichś przemocowych partnerach
Tak się składa, że jestem w bardzo szczęsliwym związku,a przemoc została w pełni wyeliminowana i jesteśmy obrzydliwie szczęśliwi
. Boli, co?
Teraz już nie jest mi Cię żal. Teraz zaczynam Ci zwyczajnie współczuć, bo nie rozumiesz treści, które do Ciebie kieruję ![]()
I zwróć uwagę, że nie jestem jedyną osobą, która uważa, że nie jesteś do końca... empatyczna. ![]()
Moje drogie Panie tylko spokój może Nas uratować
. Każdy ma prawo wypowiedzieć się, ale nie róbmy niepotrzebnych wymian zdań.
brzoskwinia
zastanów się nad tą konfrontacją z żoną. Ja tego nie zrobiłam i nie żałuję. Jest takie powiedzenie, że jak zaczniesz w gównie grzebać to samemu zacznie się nim śmierdzieć. Wierz mi, prawda i tak wyjdzie na jaw, zawsze wychodzi, tym bardziej, ze ten facet to zwykły chujopląt.
Oczywiście ze "konfrontacja" powinna być scisle powiazania z powodami. Jeśli to jest zemsta to sam radze z tego zrezygnować. Ale jeśli celem jest to żeby facet miał hamulec i nie oszukal kolejnej osoby to jak najbardziej jestem za tym żeby zonie powiedzieć. Sytuacja ze stronu autorki jest tutaj "czysta". Ona nie miała swiadomosci ze spotyka się z zonatym, została oszukana i ma prawo powiadomić zone o postepowaniu jej meza. Z moralnego punktu widzenia ma do tego pelne prawo.
Ale ona już żonie powiedziała! Nie dostała odpowiedzi, więc zaczyna, już zdecydowanie nadgorliwie, szukać innych sposobów poinformowania. Że niby mąż usunął te wiadomości? Bardziej prawdopodobne jest to, że ta kobieta je przeczytała, ale nie odpisze, bo i co ma odpisać? "Ach, dziękuję ci, dobra kobieto, że otworzyłaś mi moje niedowidzące oczęta"?
Autorka by chciała, żeby jego żona demonstracyjnie wyrzuciła drania na zbyty pysk. I jeszcze ją o tym poinformowała. Żeby sobie po przyjacielsku porozmawiały, żeby tamta odpowiedziała jej na wszystkie dręczące pytania (jak im się w małżeństwie układało (
) ). Bardzo małe są na to szanse. Jeśli nawet kobieta była nieświadoma poczynań męża to i tak do Brzoskwinki będzie czuła wrogość. A Brzoskwinka ma konkretne oczekiwania co do swojej misji informacyjnej i sama świadomość, że tamta wie i tak jej nie zadowoli.
Na razie nie myślę, czy powiem, czy nie. Miałam to w planie w skrajnych emocjach. Na razie muszę ochłonąć i przemyśleć wiele rzeczy. I tak ich małżeństwo ideałami nie pachnie. Póki co muszę zająć się tylko sobą. Jego żona już ma karę w postaci "cudownego" męża. A czy wiadomości doszły czy nie. Już mi to obojętne...
"Ale ona już żonie powiedziała! Nie dostała odpowiedzi, więc zaczyna, już zdecydowanie nadgorliwie, szukać innych sposobów poinformowania"
A jaki jest dowod ze zona przeczytala? Żaden. Niestety, przykre jest to ze niektórzy wola chowac glowe w piasek. Taka wlasnie tolerancja rodzi kolejne gorsze skutki. Sam jestem tego przykładem. Dlatego jestem za jawnoscia i mowieniem prawdy nawet jeśli prawda kogos zrani. Bo w rzeczywistości to nie prawda rani ale postepowania kogos. Potencjalne narazanie kolejnej osoby na oszustwo jest rowniez zle.
Oczywiście nie mam żadnego dowodu na to, że Ona przeczytała. Więcej nie będę pisać, bo to nie ma sensu. Jeżeli Ona ma się dowiedzieć to tylko osobiście i z czasem kiedy będę na to gotowa. To nie jest forma zemsty na Niej, tylko forma sprawiedliwości na Nim. Muszę to wszystko przemyśleć. Jedno wiem, nie dam się już wodzić za nos...
Przeczytaj raz jeszcze to co napisała vinnga, nic dodać nic ująć..
Sytuacja albo nabrała barw, albo zmieniła się o 180 stopni. Pan winowajca zjawił się u mnie z wyjaśnieniami osobiście. Ciągle trzyma się tej wersji, przedstawił dokumenty separacyjne. Przeprosił... Zaprosił do domu rodzinnego, aby porozmawiać z jego rodzicami...
brzoskwinia
proponuję skonfrontować jednak z żoną jaka jest jej wersja. Większość facetów, mężów zdradzaczy, są albo w separacji albo rozwiedzeni, albo co najmniej od 10 lat nie sypiają z żonami. Znam nawet historie, ze facet spreparować wyrok sądowy dotyczący rozwodu. Można? Można.
Zresztą samo to, ze Cię kłamał już o czymś świadczy.