Znaleźliśmy się jako rodzina w bardzo trudnej sytuacji. Zostaliśmy 1,5 roku temu rodziną zastępczą dla kilkumiesięcznego Szkraba z planem adopcji jeśli będzie wolny prawnie. Od początku Dziecko miało opóźnienie z którym walczyliśmy i biegaliśmy z rehabilitacji na stymulacje i wizyty u specjalistów, fizjoterapie prywatne, całe życie zrobiło się podporządkowane potrzebom Szkraba. Bardzo dużo nadrobiliśmy ale niestety coraz więcej zaczyna wskazywać na to że będzie upośledzenie - okazało się że jest bardzo duże obciążenie rodzinne, lekarz z por genetycznej stwierdził dysmorfie, dalej jest opóźnienie. I teraz stajemy przed decyzją co dalej bo kończą się sprawy o odebranie praw rodzicom. Kochamy go ale boimy się przyszłości, jesteśmy już po 40-tce, mamy 5-letnie biologiczne dziecko i zwyczajnie nie wiem jak dam sobie radę za 10 czy 15 lat, zwłaszcza że nie mamy rodziny na miejscu i nie możemy liczyć na niczyją pomoc, oboje pracujemy inaczej byśmy się nie utrzymali. Mój mąż jest definitywnie za odstąpieniem od adopcji a ja nie wiem co robić i jestem w rozpaczy. Mąż zgadza się jedynie że jeśli nie zgłosi się żadna rodzina adopcyjna to Szkrab zostanie z nami w rodzinie zastępczej. Dalej nie wiem co robić... Każde rozwiązanie wydaje mi się w tej chwili straszne.
Podobne tematy
Nie zazdroszczę sytuacji.
Wierzę, że Ci bardzo ciężko. Zaangażowaliście się w opiekę nad dzieckiem z myślą adopcji w niedalekiej przeszłości. Nie wiadomo było jednak jak bardzo poważna jest choroba dziecka. Teraz pojawiły się wątpliwości...
Ja co prawda za bardzo się nie znam na kwestiach formalnych, ale chyba jako rodzina zastępcza macie więcej środków finansowych na leczenie malucha niż jakbyście go adoptowali.
Ja myślę, że w tej sytuacji nie powinnaś czuć przede wszystkim presji. To że sytuacja prawna się normuje, nie oznacza, że musicie go już adoptować. Rozumiem. Jest ryzyko, że ktoś Wam go "zabierze", ale Wy nie możecie go adoptować w sytuacji, kiedy nie jesteście tego pewni.
Ja bym się wyłożyła i mnie to by szczerze przerosło. Znam swoje możliwości, znam siebie stad moja pewność, ze w tym temacie nie podołałabym, ale Ja pisze za siebie , nie znam was, nie znam waszej sytuacji życiowej, waszych osobowości, wiec nie ma co patrzeć się na mój punkt widzenia
Tutaj już do was musi zależeć ,czy piszecie się na to i czy udźwigniecie tak ciężar jaki będzie na was spoczywać , a jest to gigantyczna odpowiedzialność i nieustanna walka o choć minimalną poprawę zdrowia, postępy w rehabilitacji itd. Musicie sobie odpwiedziec czy jesteście gotowi na wiele wyrzeczeń , stresów, nerwów, trudów jakie trzeba wziąć pod uwagę ( nie ma co tu się oszukiwać ,ani fałszywie słodzić )
Sami musicie podjąć decyzję, ja bym doradzała pozostać w rodzinie zastępczej, choćby ze względów finansowych. Najgorsze co możecie zrobić sobie ale przede dziecku to uszczęsliwiać się na siłę bo nie wypada inaczej. Ani wy nie będziecie szczęśliwi ani maluch. Może znajdzie się ktoś kto go zaakceptuje i podejmie się tego trudu?
Głowa do góry i zróbcie tak jak uważacie za stosowne i nie patrzcie że ktoś będzie gadał...jeszcze się taki nie urodził co by każdemu dogodził.
Ciężka sprawa.
Bardzo szkoda mi malucha - powinniście byli pomyśleć o tym wcześniej.
Wychodzi na to, że decydując się na zostanie rodziną zastępczą nie wiedzieliście, że dziecko jest upośledzone. Pytanie czy instytucja organizująca adopcję znała diagnozę? Znam przypadek, w którym dziecko zostało przekazane do adopcji jako zdrowe, a ośrodek zataił bardzo poważną chorobę, która wymaga sporych nakładów finansowych ze strony rodziców, nie mówiąc już o ich nerwach. To była choroba genetyczna, której ich biologiczne dziecko nigdy by nie miało. Ostatecznie dziecko wróciło do sierocińca. Czy jesteście w stanie ustalić, że ośrodek zdawał sobie sprawę ze stopnia upośledzenia?
Jakie są rokowania, jakiego rodzaju jest to choroba? Czy jest nadzieja na poprawę stanu dziecka?
Myślę, że twój mąż ma rację - powinniście kontynuować opiekę nad dzieckiem jako rodzina zastępcza. Będziecie mieli wtedy środki na leczenie. Zwłaszcza że jak piszesz zdążyliście już pokochać to dziecko.
Bardzo ci współczuję. Znając siebie nie podołałabym.
Witam..
Wypowiem się jako doświadczona kobieta mająca do czynienia z niepelnosprawnością i upośledzeniem. Macie z męzem powyżej 40 lat i swoje wlasne, zdrowe dziecko, chcecie się poświecic dla pokochanego już przez Was SZkraba, jednak mam wątpliwości czy podolacie? Pomimo najlepszych chęci to musicie wiedziec,ze takie ogromne wyzwanie moze Was przerosnąc...Przepraszam z gory jeżeli moje slowa Was ranią(mysle, ze moze nawet ranią glęboko) jednak nie są kierowane z takim zamiarem... Nie napisze , ze odradzam taką adopcje, badz tez pozostanie rodziną zastępczą( co wiąze się z wiekszymi srod. finansowymi)
Chcialabym tylko uświadomić jaki to potężny trud: rechabilitacja, ciągla opieka i troska, czasami trwoga o przyszlośc i...pojawiająca się bezradnośc..
Czy macie tyle sily i wytrwalości w sobie?...
To wszystko musicie rozważyć nie tylko raciolalnie, ekonomicznie, ale przede wszystkim zdrowym rozsądkiem i sumieniem..
LeeBee Dziecko za chwilę będzie wolne prawnie i zgodnie z prawem będzie zgłoszone do adopcji - my mamy pierwszeństwo a jeśli się nie zdecydujemy będą szukać innej rodziny. być może moglibyśmy przedłużyć czas bycia RZ tylko po pierwsze jak Szkrab będzie większy to szanse na adopcję maleją a my będziemy z nim związani coraz bardziej i coraz trudniej będzie się rozstać.
Cynicznahipo Nie bardzo rozumiem Twoją wypowiedź. W jakim sensie pomyśleć wcześniej - to znaczy nie tworzyć RZ i pozostawić malucha w placówce? Czy wycofać się kiedy sytuacja zaczęła wskazywać że będzie źle i oddać go do placówki? Tak nam radzono ale stwierdziliśmy że powinien u nas zostać na zawsze albo od nas iść prosto do RA żeby mu nie fundować traumy po drodze.
Emilia W przypadku maleńkiego dziecka trudno mówić o upośledzeniu, wiedzieliśmy trochę o obciążeniu rodzinnym ale wiele rzeczy wyszło później. Rokowania były dobre, rozmawiałam z psychologami i rodzinami adopcyjnymi i wydawało się że powinno być ok. Niestety okazało się że akurat w tym przypadku pewnie będzie niepełnosprawność. Wynika to prawdopodobnie z mutacji w pojedynczych genach, których nosicielami byli rodzice. Dr z por genetycznej stwierdziła że na tą chwilę nie wiadomo czego szukać, może za kilka lat nauka będzie więcej wiedziała na ten temat.
Renata2014 Dziękuję za Twój post, dziękuje też wszystkim innym za zrozumienie naszej trudnej sytuacji. Cóż z bólem serca muszę przyznać że też się boję że nie podołam. I tak naprawdę czuję że prawidłowa jest decyzja o odstąpieniu od adopcji, jeśli znajdzie się rodzina która będzie w stanie pokochać Szkraba i się nim zająć. Nie wiem tylko jak to uczynić, jak my to zniesiemy, szczególnie nasz 5-latek który przez tyle czasu miał rodzeństwo a teraz znów zostanie jedynakiem, jak pozwolić odejść dziecku które było częścią naszej rodziny przez tak długi czas.
Jesteście w naprawdę trudnej sytuacji, ale wierze ze podejmiecie najlepszą decyzję. Mam w rodzinie adoptowane dziecko, które rodzina wzięła prosto z pogotowia opiekuńczego. Tam spędził pierwsze pół roku, w tym czasie miał "braci i siostrzyczkę". Rodzina prowadząca pogotowie bardzo zżyła się z maluszkiem, przez pierwsze tygodnie odwiedzanie dziecka odbywało się w pogotowiu, więc i obie rodziny się poznały. teraz mija 3 lata od adopcji i wciąż obie rodziny są w kontakcie, a maluszek wychowuje się ze świadomością że ma inne bliskie osoby, w tym "braci i siostrzyczkę". Może to wydaje się poplatane, ale u nich jest to naturalne. Bardziej naturalne niż odcięcie się od wszystkiego.
14 lat temu adoptowaliśmy syna, miał wadę serca, nigdy nie żałowałam czasu poświęconego, nigdy nie myślałam, żeby zrezygnować z adopcji /miał 7 dni jak staliśmy się z mężem RZ/. 5 lat temu urodziłam córkę i jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi mam 2 wspaniałych dzieci które kocham tak samo.No może syna troszkę bardziej jako że syn jest zawsze mamusi:-). Mimo rozstania z mężem jesteśmy dobrymi i kochającymi rodzicami, nie wyróżniamy dziecka biologicznego od adopcyjnego. Wybacz, ale nie rozumiem jednego- mając swoje już biologiczne zdecydowaliście się na adopcję i uważam że nie nadajecie się na rodziców adopcyjnych. Jakby to było Twoje biologiczne nie mielibyście takiego dylematu.Nie umiecie kochać bezwarunkowo niebiologicznego dziecka. To tylko z Waszej strony przyzwyczajenie. Dlatego jak najszybciej oddajcie go- nie będzie w przyszłości słyszał, że zmarnował Wam życie a tak naprawdę nie jest nawet Wasz.Gdybyś czuła się matką tego Szkraba nie miałabyś dylematu zostawić czy oddać. Uwierz mi...
14 lat temu adoptowaliśmy syna, miał wadę serca, nigdy nie żałowałam czasu poświęconego.Gdybyś czuła się matką tego Szkraba nie miałabyś dylematu zostawić czy oddać. Uwierz mi...
Bardzo cieżka sytuacja,bardzo wspołczuje autorce ale zgadzam się z mrethberg
Sarcia-M sytuacja była ciężka, walczyliśmy o życie dziecka ale teraz wierz mi jest wspaniale i jestem szczęśliwą matką dwójki dzieci.
A napisałam to gdyż dla mnie nie ma różnicy pomiędzy córką biologiczną a synem z adopcji. Nie chciałam autorce posta czynić zarzutów ale wiem że sytuacja jest trudna. Wiem też że najważniejsze jest szczęście dziecka. Jeżeli ta Pani ma jakieś dylematy to powinna niestety pozwolić innym ludziom przyjąć na wychowanie Szkraba. Nie jest gotowa na adopcję i ja to rozumiem,
Witam serdecznie
Jestem studentką II roku studiów magisterskich "Edukacja integracyjna i włączająca" na UW. Piszę pracę na temat adopcji dzieci z niepełnosprawnościami w Polsce. Będę planowała badania rodziców, którzy na taką adopcję się zdecydowali - może być w formie internetowej.
Bardzo proszę wszystkich gotowych do opowiedzenia o swojej drodze, radościach i trudnościach o odzew, gdyż na pewno trudno będzie mi znaleźć wystarczającą liczbę chętnych. Oczywiście badania będą anonimowe.
Z poważaniem
WRz.
Przez 10 lat z moim mężem nie stosowaliśmy antykoncepcji. Dziecka nie było, tragedii też nie, bo jesteśmy młodzi i wychodzimy z założenia co Bóg da to będzie. Adopcje zostawialiśmy na kiedyś tam, na in vitro się nie zgadzałam. Po tych 10 latach pojawiła się fasolka w brzuchu, która teraz ma 15 miesięcy i smacznie śpi. Synek urodził się przedwcześnie, był bardzo chory, po dwóch miesiącach wyszedł do domu ze szpitala z prognozą mózgowego porażenia dziecięcego i całkowitej głuchoty, wiem czym pachnie niepełnosprawność dziecka, wiem ile kosztuje zarówno czasu, jak i pieniędzy. Teraz jest już dobrze, mały dogonił rówieśników, ale do 11 msc życia był dzieckiem leżącym, nie obracał się, nie raczkował. Bałam się, ale nigdy nawet mi przez myśl nie przeszło, że dobrze gdyby go nie było. Gdyby rzeczywiście rozwinęła się choroba - za cholerę bym go nigdzie nie oddała. Bo jest moim DZIECKIEM i go kocham. Zdecydowaliście się Państwo na adopcję dziecka z problemami zdrowotnymi, myślę że mieliście świadomość, że sytuacja może rozwinąć się w różnych kierunkach, więc skąd teraz wahanie? Jesteście dla tego dziecka rodzicami, czy wujkami czy traktujecie je zupełnie jak obcego człowieka? Jeśli to ostatnie - lepiej pozostawić opiekę tym, którzy naprawdę tego pragną. Szkoda mi tylko maluszka, bo przez półtora roku zdążył do Was przywyknąć i Was pokochać. Nie chcę nikogo oceniać, ale igrając z ludzkim losem nie można bawić się w niezdecydowanie lub tchórzostwo...
18 2016-10-09 12:21:36 Ostatnio edytowany przez celinienne (2016-10-09 13:50:41)
Adopcja powinna byc swiadoma z calym pakietem informacji o dziecku. Podjeliscie decyzje o adopcji dziecka zdrowego, a teraz w gre najprawdopodobniej bedzie wchodzic sprawa zwolnienia sie z pracy a moze nawet oddania dziecka do placowki specjalistycznej. Na waszym miejscu odstapilabym od adopcji na rzecz nastepnego dziecka. Sama czekam na adopcje dziecka i po licznych rozmowach z psychologiem - zgodzilam sie na adopcje dziecka z opoznieniem mentalnym. Nie wyobrazam sobie, abym zostala "zaskoczona" informacja o uposledzeniu dziecka po adopcji.
To nie jest sprawiedliwe, ze zaskoczono was taka wiadomoscia - to jedno a drugie jezeli twoj maz nie zgadza sie na adopcje tego dziecka, to nie mozesz go zmusic do pelnienia roli ojca wobec tego dziecka, ktorego on nie chce. Nie wiadomo takze, czy twoje biologiczne dziecko zaakcpetuje nowego czlonka rodziny Wspolczuje, ze tak sie stalo, ale aby nie pomnazac problemow swojej rodzinie - powinnas chyba raczej odpuscic. Jednakze przed ostateczna decyzja zrobilabym konsultacje u kilku dobrych spoecjalistow (nie oparlabym sie na diagnozie tylko jednego)