Sprawa przedstawia sie nastepująco. Po rozstaniu obiecałem sb ze w nic sie wiecej nie pakuje. Zacząłem spotykac sie z dziewczynami na 1-2 spotkania, na jednej zaczęło mi zależec ale ona nic wiecej nie chciała, co jeszcze bardziej mnie w tym przekonaniu utrzymało. Spotykałem sie, spotykałem w koncu zaczęło mi brakować kogoś zeby sie przytulić, pocałować, nie chodzi nawet o seks, tylko o obecność drugiej osoby. Poznałem na imprezie pewna dziewczyne... miałą cos w sobie ze nie mgłem od niej wzroku oderwać. Jednak 1msc przed tym spotkaniem poznałem tez inna dziewczyne, przypadkiem ale poznałem na necie. Nie chciałem sie jakoś z nia spotykac, ale spotkałem ja na mieście. Od tego momentu zaczęła dawać jednoznaczne sygnały ze sie jej podobam. Natomiast wymieniona wyżej "piękność" znikneła, czasem odpisała pogadałą itd.. spotkałem sie koleżanka która znałem wcześniej i było naprawde fajnie, miło. Miała super charakter jednak nie robiła na mnie takigo wrażenia jak tamta. Pomyslałem ze spotkam sie z obiema i wtedy pomyśle z która mozna coś więcej pociągnąć. Zaprosiłem ta dziewczyne z imprezy ale termin mielismy ustalić jeszcze. Wtedy druga koleżanka chciała sie spotkac na miescie, poszedłem było milo i zaczelismy sie przytulac cos we mnie pekło i zwierzyłem sie jej. Załowałem tego bo ona uznała to za sygnał, rozmowa zaczęła wyglądać jak z dziewczyna.,, na drugi dzien napisała dziewczyna z imprezy, sama jak nigdy! Była bardzo miła, wieczorem zaczepiła na facebooku itd.
Nie wiem co mam w tej syt zrobic... Mam metlik w głowie. Mam iść w "pewniaka" czy spróbować z druga, poznac ja bo jej praktycznie nie znam, jednak bardzo mnie pociąga...
Pozdrawiam i dziękuje