Cześć... Chyba dostaję do głowy, mam cudowną córeczkę-ma 8 m-cy. Na pierwszy rzut oka wszystko jest ok, tylko że ja już nie daję rady psychicznie. W sumie od początku ciąży siedzę w domu- 16 m-cy. Przeprowadziliśmy się do innego miasta, gdzie nie mamy znajomych, przyjaciół.. i chyba mam już dosyć:( Od kilku dni wstaję i płaczę, jestem ciągle zła.. mąż wiadomo większość czasu w pracy..acie też tak??
Podobne tematy
Ubieraj dzidzie i spacerki . W domu w czterech ścianach za długo , to moźna nie świadomie doprowadzić się do smuuuuuutku .
Do pracy !!!
Do pracy !!!
A co zrobi z dzieckiem? Zrzuci ten obowiązek na kogoś innego? Do żłobka odda i będzie całą swoją wypłatę na owy żłobek przeznaczać?
Autorko, wytrzymaj do czasu, aż dziecko skończy 2 latka. Wiem, że jest Ci ciężko (mój syn ma półtora roku), bo też obecnie siedzę w domu, choć był czas, że pracowałam.
5 2014-12-18 21:46:56 Ostatnio edytowany przez Maugosias (2014-12-18 21:48:56)
Cześć... Chyba dostaję do głowy, mam cudowną córeczkę-ma 8 m-cy. Na pierwszy rzut oka wszystko jest ok, tylko że ja już nie daję rady psychicznie. W sumie od początku ciąży siedzę w domu- 16 m-cy. Przeprowadziliśmy się do innego miasta, gdzie nie mamy znajomych, przyjaciół.. i chyba mam już dosyć:( Od kilku dni wstaję i płaczę, jestem ciągle zła.. mąż wiadomo większość czasu w pracy..acie też tak??
kochana, ja się przeprowadziłam do mojego mężczyzny - z dużego miasta w innym województwie, na maleńką wiochę. Zaszłam w ciążę zanim znalazłam pracę (taki przypadek nawet jest dobry, bo tak mogłabym odkładać dziecko i w końcu byłoby za późno).
Tu praktycznie zero znajomych, zresztą są trudności w dotarciu do miasta (daleko, a tymczasowo brak drugiego środka transportu). Siedzę "na końcu świata". Mój pracuje. A my same; Teściowa - super, ale czasem człowiek wyszedłby "na miasto", na ludzi popatrzeć. Teraz nie mam jak...
Codziennie to samo... W dodatku wciąż bezrobocie... Żeby jakoś ciągnąć, muszę znaleźć coś za 2000 zł brutto na początek (bo dochodzi koszt dojazdów). A o to trudno...
Staram się trzymać, ale czasem - w takie dni jak dzisiaj, najchętniej ryczałabym w głos. Mam taką chandrę dzisiaj, że hej... Rozumiem Cię doskonale... Czasem mam wrażenie, że biję głową w mur, że nie wiem już, co zrobić, żeby coś znaleźć... Pozdrawiam serdecznie!
Są takie chwile kiedy każda matka ma dość siedzenia w domu. U mnie zdarza się to zazwyczaj jak długo siedzę i nie wychodzę bo np pogoda nie sprzyja, jak tylko coś mnie łapie od razu idę się dotlenić i jest o wiele lepiej a mieszkam na wsi i nawet żywej duszy nie spotykam jakoś do tego przywykłam i daję radę chociaż marzę by iść w końcu do pracy do ludzi
Doakonale Cię serduszko rozumiem.
Ja siedze tak w domu, z dala od rodziców znajomych już ponad dwa lata.. Niech mi tu ktoś nie mówi że pomagają spacery, że mam iść do pracy.
Mieszkam w dużym mieście już od roki, synek ma 21 miesięcy a ja nikogo tu nie znam. Wciąż sami w domu bo mąż w pracy. Marze by iść do pracy ale żłobek to wydatek 1000 zł, jeżeli przyjme się do nowej pracy jaki pracodawca przedłuży mi umowe gdy będe brała opieke gdy mały zachoruje? A wiadomo jak jest w takich placówkach. Na opiekunke mnie też nie stać. Błędne koło. Czekam kiedy tylko pójdzie do przedszkola.
Najgorsze że mąż nie rozumie że się dusze. Kiedyś byłam duszą towarzystwa teraz czuje się jak wrak. Nie mam z kim porozmawiać, komu się zwierzyć.
Ja też to przeżywałam... Ahh, jak sobie to przypomnę, to od razu we mnie wzbiera złość i żal na przemian. W tym momencie mój synek ma 3 lata, chodzi do przedszkola, ale po urodzeniu jego aż do jakiejś połowy tego roku, to się czułam tak, jakbym miała jakąś depresję, albo coś w tym stylu... Chodź niby nie mam takiego problemu, że mieszkam w innym mieście, bo ciągle mieszkam w tym samym, to od czasu, gdy się młody urodził, to nagle wszystkie koleżanki przestały się ze mną spotykać, dzwonić.. urwały się wszelkie kontakty... nikt już o mnie nie pamiętał, żadna z koleżanek nie była nigdy ze mną i z dzieckiem na spacerze, zawsze chodziłam sama ( bo oczywiście mąż w pracy, a jak przychodził, to zawsze był wielce zmęczony ;] ) nie miałam nawet komu się wygadać, jak mi było naprawdę źle. Jednak wszystko się zmieniło w tym roku, w lipcu jak poszłam do pracy, ale niestety krótko trwało bo do końca października... i teraz znów dostaję depresji, czuję się nikomu niepotrzebna, płaczę po kątach. Nie wiem, ale mam nadzieję, że kiedyś to życie będzie normalne...