Witam,
Mam na imię Michał i mam 22 lata. Przez prawie 2 lata byłem z związku z 2 lata młodszą dziewczyną. Byłem jej pierwszą miłością, a ona moją pierwszą prawdziwą partnerką. Razem przeżyliśmy swój pierwszy raz i w ogóle. Przez rok, było wspaniale. Długo czekaliśmy aż powiedzieliśmy sobie że się kochamy, z pójściem do łóżka i generalnie bardzo poważnie traktowaliśmy nasz związek. W pewnym momencie poczułem się zbyt pewnie i zawaliłem sprawę. Kiedy stwierdziła że ja to ten jedyny, zaczęło jej przeszkadzać moje skrajnie luzackie podejście do życia. W ciągu ostatniego pół roku przeprowadziliśmy wiele poważnych rozmów. Za każdym razem próbowałem się zmienić, i ufała mi, a ja to zaufanie zawodziłem. Przestałem być dla niej oparciem, i przestałem ją pociągać jako facet. Straciłem, poniekąd oddałem jej te cechy które się jej we mnie podobały, szaleńcza pewność siebie, odpowiedzialność, zawsze byłem liderem. Straciłem to. Gdy ze rozstawaliśmy się ze sobą miesiąc temu przebiegło to spokojnie. Powiedziała że nadal mnie kocha i jeszcze pewnie długo kochać będzie, ale ona nie ma już po prostu siły o nas walczyć i czuła się szantażowana. Chciałaby spróbować jeszcze ten ostatni raz, tym razem od zera, już bez gwarancji że się zejdziemy, ale sama nie wierzy że zobaczy szansę, bo teraz nie jest mi w stanie zaufać. 2 dni temu powiedziała mojej siostrze z którą się przyjaźni, że dopuszcza możliwość tego że się zejdziemy, ale na pewno nie teraz. Widzi wszystkie zmiany w moim życiu ale na chwilę obecną jej nie interesują i boi się mnie trochę bo nie wie czy czegoś nie wymyślę.
Spieprzyłem to rozstanie, długo się miotałem, na początku rozmiawiałem z jej znajomymi - wiem że to był błąd, dobrze że nie próbowałem i nakłaniać do przekonywania jej. Nie nachodziłem jej, ani nie chciałem osaczać ale każdą moją próbę kontaktu odbiera w ten sposób, zwłaszcza po jednym telefonie który był idiotyczny i bardzo się pokłóciliśmy. Spotkaliśmy się ostatnio na mikołajki i chyba chciała przyjść żeby ostatecznie zerwać ze mną kontakt. Ale było naprawdę sympatycznie, zawsze lubiliśmy razem spędzać czas, dostałem od niej prezent książkę "jak wytrzymać ze współczesną kobietą". Od 3 tygodni bardzo staram się zmienić. Przestałem olewać studia i pracę. Wyremontowałem pokój w którym czuła się źle, wywaliłem ubrania do których zawsze się czepiała i miała racje. Generalnie zacząłem o siebie dbać. Zapisałem się na praktyki, zmieniłem pracę na bardziej perspektywiczną, zacząłem chodzić na siłownię, kursy doszkalające, zajęcia z samorozwoju.Na pewno zareagowałem inaczej niż myślała bo powiedziała mi o tym. Chcę jej teraz dać czas, ograniczyć kontakt do sylwestra. Tylko to jest tak strasznie ciężkie. Jestem w ciężkiej depresji, cały czas o niej myślę. Wiem że na niej też się to odbiło bo od rozstania zaczęła mieć problemy z sercem na tle nerwowym. Ale poznała na studiach grupę ludzi z którymi ostatnio ciągle imprezuje i spędza czas i zastanawiam się czy ona w ogóle coś do mnie jeszcze czuje.
Jestem zły bo miałem tyle szans i je wszystkie zmarnowałem. Teraz kiedy na prawdę zacząłem nad sobą pracować, Jej już to nie interesuje. Boi się że się znowu złapie na moje zmiany a ja po jakimś czasie wrócę do normy. Nie będę w stanie ruszyć dalej ze świadomością że obdarłem ją z miłości. Chciałbym żeby chociaż dostrzegła to że znowu staję się wartościowym człowiekiem i nie potraktowała naszego związku tylko jako dobrego doświaczenia, lekcji życiowej i zmarnowanego czasu.
Moim celem jest do niej wrócić, póki jeszcze coś do mnie czuje. Sama powiedziała że potrzebuje czasu i przestrzeni teraz, więc staram się jej go dać, ale niepewność mnie zabija.