Temat zainspirowany wpisem na pewnym blogu w którym autorka zastanawia się, czy oddanie znalezionych kluczyków od auta na parkingu przy kościele było spowodowane zwykła ludzka uczciwością czy trwającym akurat ważnym świętem kościelnym ( w domyśle - jakby było to innego dnia, to znalazca może by nie było już tak uczciwy).
Czy znajdując jakąś rzecz szukacie właściciela, czy może rozgrzeszacie się, że np. znaleziona komórka jest tania i stara, to mi się może przydać...
Albo znajdujecie list do sąsiada w klatce obok - odnosicie, czy uważacie, że to nie wasza sprawa, że listonosz się pomylił.
Jakie są granice naszych wyrzutów sumienia?
Podobne tematy
2 2014-12-12 13:28:05 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-12-12 13:32:48)
Temat zainspirowany wpisem na pewnym blogu w którym autorka zastanawia się, czy oddanie znalezionych kluczyków od auta na parkingu przy kościele było spowodowane zwykła ludzka uczciwością czy trwającym akurat ważnym świętem kościelnym ( w domyśle - jakby było to innego dnia, to znalazca może by nie było już tak uczciwy).
Czy znajdując jakąś rzecz szukacie właściciela, czy może rozgrzeszacie się, że np. znaleziona komórka jest tania i stara, to mi się może przydać...
Albo znajdujecie list do sąsiada w klatce obok - odnosicie, czy uważacie, że to nie wasza sprawa, że listonosz się pomylił.
Jakie są granice naszych wyrzutów sumienia?
Jak tak analizuję to, co rejestrowałem w tłumaczeniach ludzi podejrzanych (ew. obwinionych) o przywłaszczenie rzeczy zagubionej lub porzuconej, to większość poza tym, że nie miała żadnych oporów przed tym, wręcz zdziwiona była, czemu policja czepia się uczciwych ludzi - "przecież tego nie ukradłem, leżało na ulicy, w lesie, w taksówce itd."
Osoby te najczęściej zbywały milczeniem i zwieszeniem głowy pytanie o prawa kogoś innego, kto znalazłby rzecz zagubioną przez nie.
"Moralność Kalego", to niestety norma.
To, że słyszy się często o uczciwych znalazcach, to tylko potwierdzenie, że choć zdarzają się chlubne wyjątki (a dla wielu, ostatni frajerzy), nie świadczy jednak o wzroście szacunku dla cudzej własności, a jedynie o "ciszy nad tą trumną"
Pozdrawiam
3 2014-12-12 13:44:04 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-12-12 14:07:57)
Temat zainspirowany wpisem na pewnym blogu w którym autorka zastanawia się, czy oddanie znalezionych kluczyków od auta na parkingu przy kościele było spowodowane zwykła ludzka uczciwością czy trwającym akurat ważnym świętem kościelnym ( w domyśle - jakby było to innego dnia, to znalazca może by nie było już tak uczciwy).
Czy znajdując jakąś rzecz szukacie właściciela, czy może rozgrzeszacie się, że np. znaleziona komórka jest tania i stara, to mi się może przydać...
Albo znajdujecie list do sąsiada w klatce obok - odnosicie, czy uważacie, że to nie wasza sprawa, że listonosz się pomylił.
Jakie są granice naszych wyrzutów sumienia?
Basiu, dla mnie takie sytuacje, jakie tu opisalas nawet nie rodza pytania: co robic. Jesli tylko jest jakakolwiek mozliwosc znalezienia wlasciciela zawsze znaleziona rzecz oddaje.
Przykladow takiego postepowania jakie mnie spotkalo mam duzo i dlatego bedac "obdarowana" czyjas uczciwoscia, nie mam zadnych dylematow zeby "obdarowac" kogos innego.
Mnie pijak przyniosl portfel do domu, ktory zostawilam niechcacy w sklepie pakujac zakupy i dzieciaka do wozka jednoczesnie. Poszedl z tym portfelem za mna i w domu mi oddal. W srodku bylo pare banknotow i jeden mu dalam, cieszyl sie i dziekowal, jakbym to ja mu cos oddala:)
Mojej kilkuletniej corce kazalam (tzn. powiedzialam:) oddac znalezione 20? chlopakowi, ktory wrocil na parking gdzie je posial i pytal, czy nie widzialysmy takiego banknotu. Ona go pare chwil wczesniej znalazla a ze nie bylo nikogo w poblizu pozwolilam jej wziac (albo inny znalazca by wzial albo wiatr poniosl). Ale w chwili pojawienia sie tego chlopca oddala, choc przyznam, zal jej troche bylo.
Syn zgubil droga komorke na stacji kolejowej, znalazca zadzwonil, upewnil sie i odwiozl. Nawet znaleznego nie chcial.
Takich malych wydarzen sporo doswiadczylam.
4 2014-12-12 13:55:34 Ostatnio edytowany przez Koniusia (2014-12-12 13:56:30)
Uważam się za osobę uczciwą.
Znalazłam telefon, zadzwoniłam okazalo się że należy do alkoholika, przyszła po tel. Jego schorowana 70 paro letnia matka z banknotem 100 zl, którego oczywiście nie przyjęłam.
Nawet ostatnio Pani w sklepie powiedziała że mało takich ludzi jak ja . synek zbił sok na sklepie, wzięłam inny i chciałam zapłacić . Okazało się że nie musze bo sklep pokrywa takie wypadki. Kasjerka uznala że rzadko zdarza się by ktoś chciał płacić za towar który uszkodził dla mnie była to normalna kolej rzeczy.
Wydaje mi się że jesy dużo takich ludzi którzy oddają to co do nich nie należy.
Wydaje mi się że jesy dużo takich ludzi którzy oddają to co do nich nie należy.
Może jestem frajer... ale uważam analogicznie ![]()
Inaczej szłoby zwariować chyba?
Znalazłam kiedyś b. drogi telefon. Zadzwoniłam, umówiłam się z panią na odbiór- przyszła naburmuszona, jakbym jej przerwała coś ważnego. Hello, oddałam jej telefon, który w dodatku był niezabezpieczony żadnym hasłem. Kalendarz wypełniony spotkaniami plus numery. Padło dziękuję (tylko tyle oczekiwałam. Było by lepiej gdyby dorzuciła uśmiech i wdzięczność).
Znalazłam kiedyś 50 zł. Rozejrzałam się dookoła, nikogo na ulicy. Co miałam zrobić? Pytać każdego dookoła, dwie ulice dalej? Ano nic, schowałam do kieszeni (proszę wieszać psy na mnie, czekam
)
Nie ma ani grama wątpliwości, że gdybym znalazła klucze, list czy torbę- od razu szukam wjakikolwiek sposób właściciela. Jeśli nie da rady- jakieś ogłoszenie, itd. Wiem, że niektóre rzeczy mogą mieć bardzo dużąwartość dla ludzi. To mogą być przedmioty na które ciężko pracowali.
7 2014-12-12 20:37:18 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-12 20:56:54)
...Znalazłam kiedyś 50 zł. Rozejrzałam się dookoła, nikogo na ulicy. Co miałam zrobić? Pytać każdego dookoła, dwie ulice dalej? Ano nic, schowałam do kieszeni (proszę wieszać psy na mnie, czekam
)...
A jak wyglądało to 50 złotych? Bo jak było takie ...niebieskie to chyba moje ![]()
Fakt, czasami jest coś, co mogło należeć potencjalnie do każdego, a żadnego prawdopodobnego własciciela nie ma w poblizu...
Pewnie jak zawsze będą rózne opinie...
Ja też mam czasami zadatki na ...frajera, ale cóz poradzić ![]()
Tak nawiązując do wspomnianych na początku kluczyków...
Miałem cos podobnego. Wracając z psiskiem ze spaceru, późnym wieczorem, przechodząc obok zaparkowanego "tuż przy przejściu" auta (zgrabne, Rover) dojrzałem, ze własciciel pozostawił kluczyki w zamku bagażnika... Rzucały sie w oczy. Miejsce przechodnie, sporo osób tam bywa... Wiadomo, że okazja czyni... a autko az sie prosiło by wsiąść i odjechać. Wyciągnąłem kluczyki i po chwili wróciłem z kartką, którą wcisnąłem za wycieraczkę. Tam podałem m.in. swój numer telefonu. Nazajutrz musiałem iść do pracy, a właściciela ni słychu... Pokombinowałem i kluczyki zostawiłem schowane w "tajemnym" miejscu. Własciciel zadzwonił w południe i został przeze mnie szczegółowo odpytany (o breloczek, czy był, jaki kształt, jaki kolor, ile kluczy itp.) - bo zakładałem, ze mógł ktoś przypadkowy wyjąć kartkę przecież
. Po rozwianiu wszelkich wątpliwości "zdradziłem" pechowcowi miejsce ukrycia
Za wszelka cenę chciał sie rewanżować (ponoć żona wracając roztargniona z zakupów zostawiła klucze w zamku...), ale odmówiłem. Nie wiedział z kim rozmawiał, ja też go nie widziałem na oczy i tak zostało
A powinienem przecież - zgodnie z zasadą, ze trzeba robić kasę na wszystkim i za wszelką cenę (wczoraj bodajże spotkałem sie z takimi załozeniami na innym wątku
) - by frajerem nie być i móc później przy drogim trunku rozmyslać nad pazernościa tego świata - oddać kluczyki w zamian za jakąś ...gratyfikację ![]()
Ale tak to jest, jak człowiek za młodu poddawany był indoktrynacji za pomocą programów typu "niewidzialna ręka" ![]()
Gdybym znalazła pieniądze leżące bezpańsko na ulicy, to wiadomo, że bym nie darła się "kto zgubił?" bo zaraz bym miała całe stado tych, co rzekomo zgubili. Inna sprawa jak to jest portfel, telefon, albo po prostu widzę, że komuś wypadła kasa, albo w ogóle okoliczności pozwalają na odnalezienie właściciela, to do głowy by mi nie przyszło żeby komuś coś zabrać.
Ja tak kiedyś zostawiłam portfel w sali treningowej i mi ten portfel zwrócono w całości, z wszystkimi dokumentami i gotówką. Mojemu ojcu tak telefon kiedyś oddali. Innym razem taki sam telefon mu z kolei ukradli. Mnie kiedyś na ktoś rąbnął kalosze w różową kratkę - ja bym się brzydziła do cudzego buta stopę w łożyć, same buty nawet drogie nie były, tyle, że całkiem ładne. Zależy na kogo się trafi po prostu.
9 2014-12-13 04:56:04 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-12-13 05:31:52)
Temat zainspirowany wpisem na pewnym blogu w którym autorka zastanawia się, czy oddanie znalezionych kluczyków od auta na parkingu przy kościele było spowodowane zwykła ludzka uczciwością czy trwającym akurat ważnym świętem kościelnym ( w domyśle - jakby było to innego dnia, to znalazca może by nie było już tak uczciwy).
Czy znajdując jakąś rzecz szukacie właściciela, czy może rozgrzeszacie się, że np. znaleziona komórka jest tania i stara, to mi się może przydać...
Albo znajdujecie list do sąsiada w klatce obok - odnosicie, czy uważacie, że to nie wasza sprawa, że listonosz się pomylił.
Jakie są granice naszych wyrzutów sumienia?
W takich sytuacjach znalezioną rzecz oddaje. Chociaż przyznam, że tak się złożyło, że nie znalazłam jeszcze takiej cudzej rzeczy. Jednak wiem, że tu bym oddała. Nie mogłabym mieć np cudzego telefonu z myślą, że no jest cudzy, jest czyjaś karta, kontakty, ja mogę go oddać, a tak olewam to i sobie zabieram. Jakby były pieniądze w portfelu, po którym można by tę osobę znaleźć, to też bym oddała. Co innego tylko jak są pieniądze luzem, to co? Przecież i tak nie wiem komu oddać, można chyba oddać na komisariat *tak kiedyś słyszałam, żeby tak robić, ale mówię, dla mnie to jakiś bezsens), ale co to da? Jakiś bezsens dla mnie jak pisałam. Wtedy jasne, że sobie wezmę i nie mam wyrzutów sumienia. No, ale to chyba inna sytuacja. No i właśnie pieniądze jakieś małe znalazłam kiedyś, ale luzem, to wzięłam. No, ale tutaj nie wiadomo kogo i raczej wiadomo, że automatycznie stają się moje jak znajdę. Tak uważam, bo i tak właściciela nie znajdę. A powyższe sytuacje, to co innego i oddałabym. Ja kiedyś dawno zgubiłam telefon jako nastolatka i zadzwonili, oddali mi. Niestety, byłam jakaś ciamajda hehe i znowu zgubiłam telefon z rok temu do czego następnym razem już na pewno nie dopuszczę. Na szczęście drogi to nie, stary model. Akurat jak zgubiłam, to chyba rozładowany był, chyba tak. Dzwoniłam na ten numer w razie czego, ale wyłączony no i ogólnie tego telefonu nikt mi nie zwrócił
No bywa, trudno. Mój facet parę miesięcy temu miał gorzej, bo zgubił telefon i to pierwszy raz w życiu, bo tak to nic nie gubił. A to jest smartfon, no to trochę kosztuje, może nie najnowszy, bo nie ma system Android, tylko ten starszy, no ale jednak... Szczęśliwie jednak i tu trafiło na uczciwą osobę i dziewczyna, która znalazła oddała. Chłopak chciał jej dać coś pieniędzy, nie miał dużo niestety w tym okresie, ale chciał, no ale nie chciała, więc no ok. Z tym, że wiecie telefon, klucze jeszcze zgubić dość łatwo, że tak ujmę, a ja widziałam ogłoszenie, że ktoś zgubił laptop i prosi o kontakt. Tutaj to już naprawdę uważam, że laptopa zgubić trudniej i trochę mnie to dziwi
No masakra, klucze, telefon wypadną nie zawsze usłyszysz, a laptop to musiał na siedzeniu zostawić... Strasznie roztargniona to musiała być, by o takiej rzeczy zapomnieć. No, ale jakbym znalazła, to oczywiście też bym oddała.
a czy to dotyczy kwestii
znalazłam cudzego męża ale ... po co, miałabym oddać ![]()
a czy to dotyczy kwestii
znalazłam cudzego męża ale ... po co, miałabym oddać
A nie... przecież taka "zguba" to powinna mieć mózgownicę wmontowaną?