Witam proszę o obiektywną ocenę. Mój mąż ma zajawke na punkcie rowera wraca z pracy ogląda na internecie rowery lub jak jeżdżą, poczym się zbiera i idzie na rower w lecie prawie codziennie teraz w grudniu 3 razy w tygodniu rano w niedziele wyjeżdża wraca popołudniu. Wszystko jest na mojej głowie sprzątanie zadanie z dzieckiem a też wracam z pracy po 17. Jak mówię mu żeby posprzatal to zawsze pada pytanie co on ma robić i czasami łaskawie to zrobi ale nigdy sam od siebie. Moim zdaniem jest nieodpowiedzialny i patrzy tylko na swoje zachcianki i każdą rozmowę sprowadza do roweru to już staje się nie do zniesienia. Co o tym myślicie jak oceniacie jego zachowanie.
Podobne tematy
Twój mąż ma fajną pasję - rower. A ty się po prostu czepiasz, bo nie rozumiesz, jak to jest kiedy robi się to, co się kocha i czerpie się z tego przyjemność. Gdyby mój facet truł mi non stop, że mam coś w domu robić, podczas gdy ja jestem totalnie zakręcona na punkcie pewnego sportu ogólnie uznanego za ekstremalny, gdyby mi prawił kazania o odpowiedzialności to zaliczyłby w najgorszym przypadku porządnego kopa.
A nie pomyślałaś, żeby chociaż raz w tygodniu odholować dziecko do babci lub cioci i sama wsiąść na rower i zacząć jeździć z nim? Dopływ tlenu plus ruch = zastrzyk endorfin. Nagle poczujesz się całkiem fajnie i przejdzie ci ochota na zrzędzenie. A do tego będziesz miała podstawy do wypracowania kompromisu: skoro dzielicie hobby to obowiązki domowe także. Albo poszukaj sobie jakiegoś ciekawego zajęcia, ale takiego, które absorbuje cię w 50 procentach. Tak żeby sam odczuł jak to jest, kiedy ciebie nie ma, bo robisz coś fajnego dla samej siebie, a on zostaje z dzieckiem w domu.
Ej ej ja nie gledze jeszcze delikatne zwracalam mu uwagę choć moje znajome już dawno stwierdziły że zachowuje się jak 12 latek który wrócił z szkoły i idzie na rower a mamusia za niego wszystko zrobi. Bo to tak wygląda z boku zero odpowiedzialności za dziecko i dom. Trudno jak tak będzie dalej smakuje dużego chłopczyka i odwioze spowrotem rodzicom na wychowanie.
I tak na marginesie pasja pasją ja też mam ale nie kosztem całej rodziny bo to też obowiązki a nie tylko przyjemnośći i wręczanie się innym.
Ostatnio luźno sobie rozmawiałam z kumplem po treningu i powiedział mi coś takiego: "Dobrze, że mi się udało dzisiaj wyrwać, miałem zostać w domu, ale pomyślałem, że jak nie wyjdę to zwariuję".
To samo mówi moja koleżanka, która ma 4 letnią córkę. Ona akurat nie przychodzi nawet trenować, prostego nie potrafi dobrze wsadzić w szczękę, kopie jak ostatnia sierota i generalnie g*wno z tego wynosi, zjawia się raz na tydzień, ale ona przychodzi po prostu żeby mieć chociaż te 2h tylko dla siebie.
Jak słyszę, że ktoś chce żeby się druga osoba domyśliła co ma robić, to mnie to osobiście śmieszy. Ja tak miałam kiedyś z moją mamą. Robiła mi nieraz dziką jazdę, że się nie domyśliłam i nie zrobiłam tego, czy owego jak jej nie było, a mnie się zdarzyło zwyczajnie przeoczyć, że pranie leży w pralce, albo zmywarkę trzeba ogarnąć. W końcu mi się udało przetłumaczyć, że co mi nie każe, to ja to zrobię natychmiast, tylko niech mnie informuje czego jej trzeba zamiast czekać na cud, bo coś tam mogę przeoczyć czasami.
Skoro facet robi, co mu powiesz, to ja nie wiem czego ty chcesz. Ma pasję, chodzi na rower. Jak masz z nim jakiś większy problem, to pogadajcie, ustalcie co zrobić żeby wszyscy byli zadowoleni. Chyba dorośli jesteście.
Emilia - mnie kiedyś się jeden facet zapytał na jaką cholerę mi ten sport, to kazałam mu spadać. Był też delikwent, który zaczął mnie ustawiać, że sporty walki to nie są dla dziewczyn (sam był karateką), że powinnam mieć faceta, który mnie będzie bronił (w domyśle - jego). Pajac jeden. Dość ostro powiedziałam mu co sądzę na ten temat, kazałam nie zawracać mi dupy.
A tak z ciekawości - jaki sport uprawiasz?
izunia02, dobra, nie ględzisz. Nagle zaczął na tym rowerze jeździć? Może jest jakiś powód, dla którego woli to od siedzenia w domu z tobą i dzieckiem? Ile on ma lat? Zmienił ostatnio środowisko, pracę, znajomych? Rozmawiałaś z nim w ogóle, nie licząc tego delikatnego upominania? Myślę, że on wszelkie uwagi na temat odpowiedzialności odbierze jako atak na siebie i swoją pasję. Ja bym tak zrobiła. No bo w końcu najważniejsze w życiu jest znaleźć coś, co się kocha, co daje nam radość i to robić. A obowiązki domowe radości nikomu raczej nie dają.
WitchQueen, sporty walki bardzo się w życiu przydają. Tak samo jak noszenie w torebce gazu pieprzowego. Kobieta, która potrafi o siebie zadbać, która potrafi walczyć zawsze będzie czuła się bezpiecznie. Kiedyś miałam epizod z kung-fu, wcześniej z judo, ale nie podobało mi się, raczej mój ojciec nalegał, więc jako grzeczna córeczka tatusia robiłam, co chce. Raz mi się te umiejętności przydały i mam nadzieję, że nigdy więcej. Później był taniec towarzyski, potem taniec brzucha, a teraz od kilku lat jest wspinaczka. W tej chwili ostro przygotowuję się do zimowego sezonu tatrzańskiego. Zawsze byłam aktywna i nie rozumiem kobiet, które sport mają w pogardzie, a swojego faceta widziałyby przed tv najlepiej.
Emilia - Gaz lepiej nosić w kaburze przy pasku. Z torebki może nie być szansy wygrzebać. - to tak odbiegając od tematu. Tańczyć kompletnie nie umiem
drewno po prostu. Za to dziwnym trafem jak się tłukę na treningach to ciało bardzo ładnie pracuje. Wspinaczki nie próbowałam, ale domyślam się, że zabawa jest przednia
Góry ogólnie bardzo lubię, o każdej porze roku.
Ja też tego nie ogarniam, że można nie chcieć się nigdzie ruszyć, zrobić coś dla swojego ciała. Mało aktywny tryb życia jest zwyczajnie niezdrowy. Pomijając, że dla mnie w tej chwili nie do wyobrażenia. Ja tam bym się cieszyła ze sprawnego fizycznie faceta. Niektórym to ledwo 30 lat stuknie i już zapuszczeni jak stare dziady. Ja nawet słyszałam teksty w stylu "ja już mam drugą połówkę, to nie muszę się bawić w sport" Zgroza po prostu.
Sorry ale ja to widzę jakoś inaczej bo gdyby jechał na godzinę ale jak wyjdzie to go nie ma 4-5 a wszystko na mojej głowie już nie wspomnę że nasz syn mimo że jest bardzo inteligentny ale ma dużo wrodzonych braków dlatego w zeszłym roku miał nauczanie indywidualne, i nauka z nim to masakra. Więc rozumiem że mam być zadowolona ze mąż ma pasję wracać z pracy po17 uczyć się z dzieckiem do 20 sprzątać i inne rzeczy po nocach. Żyć nie umierać super cieszę się że mój mąż jest wysportowany i ma pasję. A to że już mam wrażenie że mam dwoje dzieci to nic i trzeba wszystko palcem pokazywać to nie szkodzi, szkoda że mi nikt nie mówi i jakoś wszystko jest porobione tylko jak długo to jeszcze wytrzymam tego nie wiem.
Witam proszę o obiektywną ocenę. Mój mąż ma zajawke na punkcie rowera wraca z pracy ogląda na internecie rowery lub jak jeżdżą, poczym się zbiera i idzie na rower w lecie prawie codziennie teraz w grudniu 3 razy w tygodniu rano w niedziele wyjeżdża wraca popołudniu. Wszystko jest na mojej głowie sprzątanie zadanie z dzieckiem a też wracam z pracy po 17. Jak mówię mu żeby posprzatal to zawsze pada pytanie co on ma robić i czasami łaskawie to zrobi ale nigdy sam od siebie. Moim zdaniem jest nieodpowiedzialny i patrzy tylko na swoje zachcianki i każdą rozmowę sprowadza do roweru to już staje się nie do zniesienia. Co o tym myślicie jak oceniacie jego zachowanie.
Mój mąż jeździ motocyklem. Przez cały rok, z wyjątkiem zimy, w czasie której spędza większość wolnego czasu ze swoją miłością w garażu. Dużo pracuje i uważa, że musi odreagować. Ma stresującą pracę i wolę żeby się wyżył na jednośladzie, niżby miał mi taki rozbuchany testosteron chodzić po chałupie.
Próbowałam zarazić się jego pasją, ale ileż można się nudzić jako plecak.
Też mam stresującą pracę;) - przynajmniej tak utrzymuję - i potrzebuję odreagować. On, jak nikt inny, powinien to zrozumieć. Raz na jakiś czas wsiadam na rower i przepadam na parę godzin. Gdy dzieci były młodsze musiał się nimi w tym czasie zająć.
Jesteśmy małżeństwem z dość pokaźnym stażem i wypracowaliśmy jakiś kompromis.
Nie wyobrażam sobie, żeby obowiązki mogły spaść tylko na jedną osobę. Ten wózek trzeba ciągnąć we dwoje.
Według mnie najlepszym sposobem będzie, gdy znajdziesz sobie jakąś pasję. Będziesz potrzebowała na nią czasu i będzie trzeba podzielić zajęcia domowe.
Najgorsze, co może spotkać kobietę, to mniemanie ze strony partnera, że dom i rodzina jest jej jedynym hobby.
We wszystkim trzeba zachować równowagę, i w zajmowaniu się domem, i we własnych zainteresowaniach. Życie, to nie tylko powinności, i nie tylko przyjemności.
Droga Izo, nie ma obiektywnej odpowiedzi na Twój problem a wszystko zależy jak sobie meza "wychowasz". Jakis czas temu pojawil się na forum temat siłowni i spędzania tam całego czasu przez parnera a odpowiedzi w temacie były na pewno nieobiektywne, przewazaly glosy ze strony tych co "sport uprawiają".
Tutaj mamy kilka problemów:
1. Oczywiście ze hobby, zainteresowania sa ważne i nie należy ludziom im zakazywać, z drugiej strony pojawia się kwestia czasowa oraz w przypadku autorki "monotematyczność" rozmow z mezem. To drugie mnie bardzo niepokoi bo w pracy mam taka kolezanke która przez prawie 1,5 roku była "monotematyczna" i wszyscy mieli tego serdecznie dość keidy wchodzila i już było wiadomo o czym będzie mowic. Jest to wiec również kwestia kultury oraz dostrzeganiem drugiego człowieka.
Ja mogę się czyms fascynować ale z czasem zauwazylem ze nie każdego to interesuje, nawet jeśli chodzi o parnera. Za to sa na pewno inne wspólne tematy. Trzeba się tutaj nauczyć komunikować i mowic prosto ze może porozmawiajmy o czyms innym, wiesz dzisiaj to, tamto. Moza tez trochę zainteresować się hobby meza i pobutac o to i owo. Chodzi o to żeby maza widział akceptacje tego co robi a z drugiej strony żeby zauwazyl ze również sa inne aspekty zycia i rozmowy z Toba nie musza dotyczyc jego hobby.
2. Zupelnie inna sprawa wrzucana do jednego worka jest aspekt czasowy hobby. Otoz można mieć pretensje o podzial obowiazkow ale to trzeba sobie wypracować poprzez wychowanie parnera i rozne "sztuczki" jak choćby z ta opisane o swoim hobby. Prawdziwy problem jest inny. Jeśli spędzamy mało czasu z parnerem to oslabia się wiez emocjonalna miedzy nami, co może skutkować roznymi problemami w przyszłości, w malzenstwie, ze zdrada czy rozpadem związku wlacznie. Dzieje się tak dlatego ze druga osoba oczekuje poswiecenia czasu, uwagi i spedzanai go razem, zwłaszcza ze tego typu potrzeby spelniaja układy towarzyskie a jeśli ich nie ma w pracy czy poza domem w postaci przyjaciol, to spelnenia tej potrzeby oczekuje się w domu.
Jeśli wiec sytuacja wygląda tak, ze nie spędzamy ze sobą tych chociaż 2h dziennie oraz dnia w weekend to to nie jest malzenstwo, tylko układ domowo-hotelowy. W temacie siłowni były przykłady ze ktoś przychodzi z pracy, idzie na silownie wraca po 23, potem pracuje w domu w weekendy. To typowy układ domowo-hotelowy a nie normalne malzenstwo. I nie dziwi wtedy ze ludzie uciekają na silownie bo w domu zla atmosfera.
W Twoim przypadku maz spedza chyba 1 - 1,5 dnia w weekendy w domu, wieczory w domu wiec należy to jakos efektywnie wykorzystać, bo jeśli wraca z roweru i idzie spac to nie jest dobrze, czy nie ma go caly dzień w weekend, tak samo nie dobrze. Natomiast jeśli macie wieczorem te 1-2h dla siebie, dzień czy pol dnia w weekend (jeśli powrot po południu oznacza powrot po 16,17tej to nie jest dobrze - niech wyjezdza wcześniej) to trzeba je dobrze wykorzystać. Poza tym ważne dla wiezi rodzinnej sa wspólne posiłki czy to codzienne kolacje, czy sniadanai i obiady w weekend. I o to trzeba walczyc bo inaczej - mamy hotel. Natomiast oddzielna sprawa sa obowiązki bo tu czujesz się niedoceniania. To kwestia organizacji i wychowania. Można np. zrobić grafik. Na pewno masz tutaj dużo racji w tym co piszesz i możesz zastoswoac dużo inwencji organizacyjnej.