Mam problem z moimi rodzicami.
Rodzice razem z moją młodzszą siostrą (15 lat) wyprowadzili się do małego miasteczka, kupili sobie dom z bardzo dużym ogrodem.
Rodzice obiecali siostrze że będzie miała psa.
Udało mi sie znaleźć idealnego psa dla rodziny. Pies jest kundlem podobnym do labradora (z charakteru również, jest mądry i łagodny)
Od początku były jakieś dziwne problemy i pretensje o tego psa.
Najpierw o to że pies będzie za dużo jadł (!), w takim razie powiedziałam iż to ja będę płacić za karmę ( zamawiam na allegro, opłacam, kurier przywozi do domu rodziców). Potem że pies kopie doły, kupiłam zabawki. Pierwsza zabawka popsuła się po ok. pół roku bo nikt nir pilnował psa podczas zabawy, potem druga zabawka się zgubiła, teraz kupiłam znów drogą zabawkę (ok.100 zł ) tej z kolei nie dają psu, bo boją się że zakpoie.
Kupiłam też oczywiście wyprawkę dla psa, szczotkę, zgrzebło, smycz, kantarek, adresówkę, witaminy, obroże p.pchelną i inne niezbędne rzeczy.
Dodam że pies jest bardzo mądry i podatny na tresurę.
Poczytałam w internecie, nauczyłam psa, siadać, leżeć, skakać przez przeszkody, pies chodzi już grzecznie na smyczy.
Potem był problem(ojciec) że pies obryza krzaki i drzewka. Powiedzialam że mu kupie po 2 sadzonki za każdy krzaczek który pies pogryzie. Pozatym fakt obryzania został mi przedstawiony iż pies zdemolował podwórko, a okazało się że ucierpialo pare gałazek.
W zimie ojciec mnie szantażował że wywiezie psa do lasu bo mu wszytsko niszczy "na placu" !
Moi rodzice nie pracują, siostra chodzi do gimnazjum i przejawia jeszcze w miarę największe zainteresowanie psem mianowicie utrwala komendy i szczotkuje psa.
Ale pies jest pozostawiony samemu sobie.
Zafundowałam też materiały na budowe kojca dla psa budę (bardzo ładną i solidną) zrobił wujek.
W efekcie pies czasem cały dzień siedzi w kojcu i jest znuszony sie w nim załatwiać. Rodziców odwiedzam rzadko, raz na dwa-trzy miesiące. Kilka razy jak przyjechałam w kojcu były psie kupy i śmierdziało. Sprzątnęłam to i powiedziałam siostrze że powinna bardziej dbać o swojego psa. Skoro przed moim przyjazdem nie sprzatają to normalnie pewnie też nie.
Ja tego psa uwielbiam i gdybym tylko miała warunki to bym go zabrała, bo mam wrażenie że pies się tam marnuje. Z psem się prawe nikt nie bawi ;/ a rodzice nie pracują i prawie cały czas siedzą w domu.
Teraz do czego zmierzam:
Jak pies był mały ktoś na posesje podrzucił kundla, małego słodkiego psa w stylu pekińczyka, oczywiście wszyscy go uwielbiali. po kilku dniach wysiadło ogrzewanei w domu, okazało sie że pies przegryzł kabel. Wszytsko było oczywiście na większego psa!!! Przyjrzalam się obryzionemu kablowi i oczywiste było ze zrobił to mały podrzutek. Wszyscy wtedy przyznali mi racje, potem jeszcze psy (tym razem juz pewnie na spółkę) potargały dywanik w przedpokoju) . Rzecz działa się w zimie, kiedy pies był jeszcze za mały na kojec.
Wytłumaczyłam rodzicom iż drugi pies jest im nie potrzebny, zwłaszcza że duży pies przy nim uczył się psocić.
Otrzymałam zgode na pozbycie się psa. Wykapałam go, wysuszyłam zapakowałam w karton dałam do środka stary koc i odwiozłam do schroniska.
Teraz dowiedziałam się że rodzice wzięli psa od mojego dziadka, któremu ktoś podrzucił na posesje. Mały kundel(znowu!).
Starałam się mamie wytłumaczyć że skoro nie dają sobie rady z jednym psem to po co biorą drugiego? Mama jakby się obraziła. Zastanawiam się co nimi kieruję, namawiałam Mamę żeby odwiozła psa do schroniska ale jakoś wymiguje się od tego.
Pewnie skończy się tak jak ostatnio, ja bedę musiała być ta zła i pozbywać się kundla.
Pozatym nie mam zamiaru drugiego psa uczyć wszytskiego od nowa, a rodzice na pewno tego nie zrobią, gdyż ich zdaniem zajmowanie się psem to wyłącznie karmienie go.
Miała któraś z was podobny problem?
Pomóżcie. Co mam zrobić z tym psem(podrzutkiem) i czy szukać nowego domu dla psa rodziców?
Dodam iż staram się pomagać rodzicom, zawsze przyjeżdzam do nich z jakims prezentem , wspieram finansowo jak tego potrzebują. Często do nich dzwonię. Ogólne kontakty sa ok.