Niektórzy ludzie są odpowiedzialni aż do bólu, nigdy sobie nie odpuszczą, nigdy też nie odłożą niczego na później. Inni potrzebują przysłowiowego bata nad głową, aby zabrać się za cokolwiek, co wymaga wysiłku czy nakładu jakiejkolwiek pracy. Jedni konsekwentnie dążą do celu, wytrwale idąc wytyczoną ścieżką, inni żyją chwilą, nie myśląc co będzie jutro.
I żadna skrajność nie jest dobra, bo choć ogromna odpowiedzialność oraz perfekcjonizm mogą być atutem w pracy, to jednak w życiu osobistym czasem mogą jednak zawadzać. Spontaniczność, elastyczność, radość z życia - to przecież jego uroki, bez nich traci ono smak, lecz z drugiej strony życie pod jednym dachem z zupełnym lekkoduchem do łatwych na pewno też nie należy.
A jak jest z Waszą odpowiedzialnością? Bierzecie wszystko na poważnie (nawet jeśli Was samych czasem to męczy) i niezmiennie obowiązek stawiacie ponad wszystko? A może zdecydowanie skłaniacie się ku temu drugiemu biegunowi i żyjecie chwilą, nie martwiąc się co będzie potem? Co jest Waszym zdaniem lepsze? Z kim łatwiej się żyje, tworzy związek, idzie do przodu?