Pewna australijska vlogerka znalazła prosty i fajny sposób na obraźliwe teksty, jakie otrzymuje od internautów, z reguły bardzo młodych - odnajduje w internecie ich matki i pokazuje, co napisało jej dziecko. Wygląda to na przykład tak:


W internecie znalazłam informację, że dokładnie ta mama nie poprzestała na rozmowie, ale w porozumieniu z innymi matkami i szkołą zorganizowała zajęcia z młodzieżą.
Czy Wy w jakiś sposób kontrolujecie, co piszą Wasze dzieci w internecie? Czy uważacie, że należy kontrolować? W końcu grzebanie w ich prywatnych wiadomościach to naruszenie ich intymności, z drugiej strony nie ma innego sposobu, żeby stwierdzić, czy nasze grzeczne w domu dziecko w internecie nie jest małym potworem.
Jak byście zareagowali, gdybyście odkryli, że Wasz syn lub córka prowadzi rozmowy złożone z samych bluzgów, grozi komuś, stalkuje w sieci, szykanuje, albo że grożenie gwałtem to dla niego żartobliwy komplement?