Hej, jestem tu nowa.
Wiem dokładnie co mi będziecie radzić, ale bardzo chciałam sie wygadac.
Byliśmy razem 3 lata i 10 miesięcy. Bywało bardzo różnie. Przez ponad trzy lata czułam od niego wielkie wsparcie, widywalismy sie praktycznie codziennie, mieszkaliśmy całkiem blisko siebie, wspieralismy sie, wszystko robiliśmy razem. Znaliśmy sie wcześniej, poznałam jeszcze przed związkiem wiele jego wad ( np. To ze po alkoholu potrafił nie być sobą i niszczyć wszystko na swej drodze), zawsze w rozmowach ze mną i ze znajomymi mega to docenial, ze znam go na wylot jak nikt a mimo to zdecydowałam sie z nim być. Spędziliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, imprezowalismy razem, czasem osobno, nigdy nie było z tym problemu. Faktem jest ze bywalam o niego zazdrosna, ale to chyba normalne, on takze. Razem graliśmy na konsoli, lezelismy na trawie, jeździliśmy na rowerach i marzylismy, ale tez jak trzeba było chodziliśmy na koncerty muzyki klasycznej - jak to sie mówi byliśmy dla siebie i do tańca u do Rozanca. W zeszła zimę było cudownie. Wyjechaliśmy z jego znajomymi w góry przed Sylwestrem gdzie była jego ex a on bardzo wspieral mnie w tym wypadzie. Potem miał wypadek, codziennie odwiedzalam go w szpitalu i oboje stwierdziliśmy ze teraz dzięki temu zdarzeniu zrozumielismy jak bardzo nam na sobie zależy. Potem tez było pięknie, dalsza cześć zimy, mnóstwo wyjazdów na snb na którym uczył mnie jeździć, kochalam go coraz mocniej i coraz pewniej czułam sie w tym związku. Robiłam dla niego bardzo wiele jak to zakochana kobieta ale widziałam, ze on tez sie stara. Potem ja byłam w ciężkim stanie zdrowotnym - przyjeżdżał do mnie codziennie, mimo ze nawet nie miałam siły wstać z łóżka, umyć wlosow czy sie pomalować. Zakochalam sie na zabój. On mieszkał z babcia alkoholiczka, z która nie było łatwo. Kompletnie nie miał pieniędzy zeby sie od niej wyprowadzić. Razem przezywalismy te chwile, kiedy po raz kolejny robiła coś strasznego. Wspieralam go we wszystkim, widziałam, ze jest mi za to wdzięczny. Ze jestem dziewczyna która jest przy nim gdy nie ma nic, poza starym samochodem, który wiecznie nie odpalal, a ja glaskalam go po głowie, mówiłam, ze kiedyś będzie miał swój wymarzony i szlam po prostowania zeby ładować z nim akumulator. W końcu zaczął lepiej zarabiać. Przyszedl maj. Trzech kolegów (w tym dwóch singli) zaproponowało mu zeby z nimi zamieszkał. To mogła byc świetna ucieczka od babci, z która tak sie męczył. I była. Ale zaczęliśmy sie od siebie oddalac. Nie byliśmy domatorami, często chodziliśmy na imprezy, ale jak sie przeprowadził do nich nie było wolnego piątku czy soboty - ciagle impreza i ciagle odyspianie - często beze mnie. Bo męski wypad bo to bo tamto. Ok, rozumialam, ja tez sama wychodzilam. W lipcu pojechaliśmy na wakacje. Było bardzo fajnie, potem cały czas tęsknil, bo na wyjeździe staliśmy w jednym łóżku przez kilka nocy a po powrocie wróciliśmy do swoich domów i tylko co któraś noc była nasza. Czułam tez ze nie jesteśmy sobie aż tak na maksa bliscy, ze koledzy robią swoje, ze przeprowadzają coraz to nowe dziewczyny, a on na to patrzy. Dodatkowo częściej to ja jeździłam do niego, on dużo pracował, ja częściej miałam wolne, a jego nieszczęsny samochód ciągle był w rozsypce. Powiedział ze jak tylko kupi nowy wszystko mi wynagrodzi. Nie było to dla mnie jakieś wielkie poświęcenie. Dodam, ze odkąd zamieszkał z nimi i tak imprezowalismy miał trochę inne podejście do życia - ani razu nie był nawet na rowerze ze mną bo ciagle coś, a raczej odyspianie lub granie z chłopakami na konsoli. Pod sam koniec września przeprowadził sie w kolejne miejsce w którym tymczasowo miał mieszkać sam - kawalerka jego mamy. Ja szukałam lepszej pracy i byłam pewna ( teraz wiem ze tylko ja) ze zamieszkały razem. Dzień przed wyprowadzka od kolegów poszedł z nimi sam na imprezę, cały czas mi opowiadał jaka to była super impreza. Potem wyprowadzka i już następnego dnia zabrał mnie na spacer i placzac powiedział ze nie możemy byc razem. Ze on chce sie pospotykac z innymi, porandkowac, ze sie nie wyszalal, ze to dla niego za wczesnie zeby byc z kimś do końca życia ( ma 26 lat ja 24) ze chce gdzieś pojechać z chłopakami w podróż życia i ze mnie nie kocha. Byłam w szoku. Ogromnym. Chyba właśnie przez to ublagalam go o jeszcze miesiac, zeby sie zastanowił. Zgodził sie. Miesiąc był cudowny - już na jego nowym mieszkaniu. Dalej sie widywal na mieście z chłopakami, ale zabierał mnie tez na spacery i w miejsca w których nigdy nie byliśmy a zawsze chcieliśmy. Poszliśmy na kolejna imprezę, znów przy mnie mówił swojemu znajomemu jakie to super, ze znalalam go przed związkiem i wiem jaki jest, a nasz wspólny kolega na tej samej imprezie mówił nam ze łzami w oczach jak to sie cieszył jak sie dowiedział ze jesteśmy razem ponad trzy lata temu... Po miesiącu nagle znów zaczął płakać i powiedział ze teraz mu jeszcze trudniej ale ze nie możemy byc razem.... Podał te same argumenty. Podczas tego miesiąca wrócił do naszego miasta jego młodszy brat, który co tu dużo mówić - ma spore wzięcie i nie narzeka na brak dziewczyn na i po imprezach na noc. Rozmawialiśmy o tym, mój ex powiedział, ze widzi to jak dziewczyny szaleją za jego bratem, a jak to mówił w jego oczach widziałam, ze jakby mu zazdrościl... No i sie rozstalismy. Miesiąc temu. Wiem, ze mój ex skręcił sie w ekipę swojego brata, ktorej celem jest ciagle wyrywanie lasek na imprezach, imprezuje kilka dni w tygodniu, chodzi spać codziennie po 2, a rano do pracy. Dodatkowo znajomi z którymi mieszkał są już dla niego nudni - sam mi tak powiedział. Zadaje sie z ludźmi, o których zawsze mówił, ze są pozerami. A ja? A ja głupia ciagle zakochana. Wiem, ze on to już nie on, ale nie rozumiem tego jak z ciepłego człowieka zmienił sie w taka maszynkę do imprezowania i wykrywania lasek i ze nawet jego znajomi dawni sie nie liczą .... Wiem ze to głupie i naprawdę staram sie myśleć o sobie i zając sie sobą, ale tak bardzo bym chciała zeby był jak kiedyś .... Eh.
Podobne tematy
błagam o radę i opinię...
Chłopak 26letni to jeszcze chłopiec. Niech sobie polata.
A Ty masz jeszcze dużo czasu!
Niestety ale musisz zacząć żyć bez niego. Nie będzie to łatwe, ale nikogo nie można zmusić do miłości. Nie da się tego oszukać. Z jego strony to nie była miłość.
Znajdź sobie jakąś pasję i inwestuj w siebie. Nie rozpaczaj, nie wydzwaniaj do niego nie pisz. Zniknij. On wybrał, Ty tez masz prawo. Powodzenia!
Najgorsze, ze męczą mnie myśli, że może byłam za dobra. Pamiętam, że kiedys sobie na chwilę odpuscilam i wtedy przyjechal do mnie z płaczem, że nie chce zebym taka byla i prosil, zebym znow byla kochana.... Pierwszy raz wtedy widzialam jak płakał... Dodatkowo nie mogę się pogodzić z tym, że nie odwiodłam go od zamieszkania z kolegami.
Witam ..
Odpuść sobie.. Bo on to żadna ( na dziś ) partia na wspólne życie..
Niech się wyszumi i wylata, widocznie tego potrzebuje..
Witam ..
Odpuść sobie.. Bo on to żadna ( na dziś ) partia na wspólne życie..
Niech się wyszumi i wylata, widocznie tego potrzebuje..
Jeśli chodzi o kontakt już sobie odpuściłam, nie piszę do niego, na jego wiadomości też staram się nie odpisywać już nie mówiąc o odbieraniu telefonu... ale on ciągle jakoś tam daje o sobie znać. Tęsknię za nim okropnie. Myślicie, że za jakiś czas może coś zrozumieć? Proszę, nie wieszajcie na mnie psów za to pytanie.
up
Hermionko ... nikt tego nie wie, czy on za jakiś czas zacznie rozumować tak, jak Ty byś chciała, żeby rozumował.
Nie można odpowiedzieć na to pytanie.
Być może nie, i dalej będzie się uganiał za różnorodnością i żył w taki sposób jak teraz.
Być może tak, zrozumie i odkryje że jesteś dla niego ważna i być może będzie chciał powrotu.
Tylko pytanie ... czy tak bardzo rozchodzone buty mogą być jeszcze wygodne .... Czy Ty sama będziesz chciała kogoś takiego, co to z połową miasta szalał i bawił się ... ?
Myślicie, że za jakiś czas może coś zrozumieć?
On juz zrozumiał co potrzebował i mu z tym dobrze.
Jak ja to znam...taka nagła zmiana, aż nie do uwierzenia...
Myślę, że na razie odpuść. Nie naciskaj, bo będzie gorzej (wiem z doświadczenia). To trudne tak się odciąć, ale może dzięki temu On coś sobie przemyśli, zabraknie mu Ciebie? I Ty też masz czas, żeby sobie poukładać uczucia, przemyśleć, to wszystko. Faktycznie, na razie On nie nadaje się do związku. Niech się bawi, ale zobaczysz, że pewnego dnia zabraknie mu czegoś.
Nie dziwię się, że pytasz, czy zrozumie. Kochasz Go i chciałabyś, żeby znów było tak, jak dawniej. Rozumiem to doskonale. Tylko może czasami kochamy wyobrażenie kogoś a nie prawdziwe oblicze?
Pozdrawiam Cię i ściskam ciepło ![]()