Czy związalibyście się z osobą,która co pewien czas ma nawracające okresy nerwicy lękowej?Objawia się to głównie lękami,brakiem apetytu(utratą wagi),bólami brzucha,drętwieniami palców dłoni itd.Objawy takie mogą trwać miesiącami,ale może być również tak,że przez kilka lat jest spokój,jeżeli w życiu nic dramatycznego się nie dzieje. W tych gorszych okresach stosowane są leki oraz terapia.
Jeżeli natomiast jest okres nawrotu,osoba jest bardziej rozdrażniona,ogólnie taki człowiek staje się męczący dla otoczenia.
Jak wygląda małżeństwo z taką osobą,codzienne życie,zmaganie się z problemami,bo wiadomo,nie zawsze jest różowo.Jak wygląda jeszcze sprawa wychowywania ewentualnych dzieci?Czy nie mielibyscie obaw,ze cierpiący na nerwice partner nie będzie mógł dac dzieciom poczucia bezpieczeństwa,nie poradzi sobie w pewnych okolicznościach,a na dodatek trzeba się będzie zajmować oprócz dzieci jeszcze tym partnerem?
Macie jakieś doświadczenia w tym temacie?Czy lepiej nie wchodzić w bliższe relacje z taka osoba?
Podobne tematy
Witam..
Komuś kto lubi beztroskie życie..odradzilabym taki związek , znajomość itp.. - bo ''wyzwanie'' dla drugiej polowki i to dość ogromne.
Dla kogoś , kto nie boi się ''wyzwań'' życiowych jest taki związek ..możliwy i nie wyklucza udanego życia we dwoje. Trzeba jednak wspierać partnera , ktory ma taką ''chorobe'', pomagać mu , być wyrozumialym. Wspoluczestniczyć w terapii.. Uważam także , ze dobra terapia dotrze do żródla nerwicy i malymi krokami takiego chorego wyciągnie z tej '' trudnej przypadlości''..
Osobiście nie mam cierpliwości do osób niestabilnych emocjonalnie. Gdyby mojego partnera dopadło takie schorzenie w trakcie związku zapewne starałbym się mu pomóc w jego przezwyciężeniu. Niestety świadomie nie weszłabym w związek z osobą cierpiąca na nerwicę lekową.
4 2014-11-30 13:53:22 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-11-30 13:56:42)
To zalezy od co najmniej kilku czynnikow.
Czy taki facet sie leczy, czy jest z tych, co "sami sobie poradza". Czy bywa agresywny, klotliwy, nadpobudliwy, czy raczej jest osoba wycofana, spokojna i skryta. Czy choroba bylaby jedyna przeszkoda.
Nie mam doswiadczenia z osobami z tego typu nerwica wiec pewnie weszlabym w taki zwiazek bo nie mam pojecia "w co sie pakuje". Natomiast czy i jak dlugo bym wytrzymala odpowiedziec nie potrafie.
Jak ktoś nie ma własnych problemów, a chce je mieć zapewnione do końca życia, to może sobie wchodzić w taki związek ![]()
Czy związalibyście się z osobą,która co pewien czas ma nawracające okresy nerwicy lękowej?(...)Objawy takie mogą trwać miesiącami,ale może być również tak,że przez kilka lat jest spokój,jeżeli w życiu nic dramatycznego się nie dzieje. W tych gorszych okresach stosowane są leki oraz terapia.
Jeżeli natomiast jest okres nawrotu,osoba jest bardziej rozdrażniona,ogólnie taki człowiek staje się męczący dla otoczenia.
Ogólnie, to nerwica nie jest ciężką chorobą psychiczną, jak schizofrenia czy inna psychoza, więc nie powinna nasuwać AŻ takich obaw
tym bardziej jeżeli ma dobrą opiekę fachową.
Człowiek z nerwica jest człowiekiem nadmiernie wrażliwym po prostu. Z przyjemnością bym się związała z człowiekiem wrażliwym, dla odmiany... Co do dzieci, skoro JESZCZE nie ma żadnego związku to za wcześnie o tym mówić... gdyby już zaistniały "poważne zamiary" zwyczajnie pogadałabym z jego lekarzem. Jako "kandydatce na żonę" i przyszłą matkę dzieci pacjenta, zapewne objaśniłby co i jak ![]()
Ja mam nerwice i moj maz daje rade.
Moja nerwica objawia sie jednym moze odbijajacym sie na nim sposobem.
A poza tym reszta to moj problem, ze np mam objawy jak przy zawale.
To, ze mam jakies irracjonalne leki czasami to niby jak to sie na nim odbija? przeciez nie histeryzuje i nie jecze o tym.
To, ze mi sie rece robia lodowate albo nie moge oddychac to tez jest cos o czym bym musiala go poinformowac, zeby wiedzial.
Ja wogole nie jestem meczaca dla otoczenia - wrecz przeciwnie, ludzie mysla ze jestem zawsze spokojna.
Wszystko zalezy od nasilenia i od tego jak taki czlowiek sobie z tym radzi.
Albo sie proboje opanowac (ja zjadam banana - magnez, ide sie wykapac, slucham muzyki relaksacyjnej, ile polezec) , a jak trzeba to biore leki. A nie ze swoje problemy komus w buzie wciskam.
Moja mama ma nerwice i ciezka depresje i byla dobra matka. I zapewnila mi stabilosc.
Ja nie mam cierpliwości do osób z problemami emocjonalnymi, więc bym się w taką relację świadomie nie pakowała. Zależy też jak ciężki jest problem, jak się objawia i co najważniejsze - czy ta osoba się stara to jakoś ogarnąć, czy zrzuca odpowiedzialność za siebie i swój stan na drugą osobę.
Bardzo trudne do życia cechy, nawet samego ze sobą, a co dopiero z kimś gdy dochodzą nowe obciążenia, odpowiedzialność za bliskich.
gdybym ją pokochała - tak...
Czyli zdania są różne,chociaż przeważają te na "nie".
Może się jeszcze ktoś wypowie, ale ktoś kto obecnie jest w takim związku,w małżeństwie?Jak takie osoby to widzą?
U Ninalafairy - ona ma tą przypadłość,mąż jak rozumiem ją wspiera,a przynajmniej nie zostawia z tego powodu.
Inne głosy należą do osób,które nie są,nie były w takiej sytuacji,są bardziej teoretyczne.??
Spodziewałam się,że może być dużo głosów przeciwko,ale sądziłam,że będzie nich mniej.
Chociaż myślę,że jest to dosyć duży problem i nie każdy świadomie w " to" wejdzie.
12 2014-11-30 22:38:51 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-11-30 22:52:03)
Jak ta osoba pracowałaby nad sobą, chodziła do lekarza, to myślę, że nie widzialabym przeszkód. Sama nam epuzod nerwicowy, chodzilam do psychologa i nigdy nie wiadomo czy nie powtorzy się. To uciążliwe owszem, ale właśnie myślę, że jak ktoś idzie do lekarza, pracuje nad tym jak ja zrobiłam to nie miałabym dużych trudności związać. Lepiej jednak, żeby nawet jak z nerwica to taki mniej wrażliwy choć nieco niż ja i taki jest właśnie mój facet, bo wtedy cechy się rownowaza. Ja jestem takim wrazliwcem i muszę nad sobą pracować, jestem przez to bardziej podatna. Choć i plusy raczej to ma, np dużo empatii we mnie podobno. No ale dbać o siebie muszę mocni, bo przez to wrazliwsza i słabsza psychicznie, czasem potrzebuje wsparcia i po nue sięgam
Nie uważam też, bym z tego powodu miała rezygnować z posiadania dziecka/dzieci, to jest zaburzenie, ale nie jest powiedziane, że dziecko je przejmie. Nie ma co przesadzać. Ważniejsze będzie moin zdaniem jak wychowamy to dziecko. Dlatego ja dziecko i tak chcę mieć i zrezygnować z teho powodu akurat nie zrezygnuje. Jakieś choroby genetyczne, to bym pewnie zrezygnowala możliwe, ale tu nie. A i czasem miał może trudniej ze mną mój facet, ale potem już tak nue dużo nad tym pracowałam i pracuje. No i jest tu ok. To jest ważne.
Edit :Ja podobnie jak Nina miałam przy tym epizodzie objawy jak bym.miala coś z sercem. Bardzo się bałam, nigdy wcześniej tak nie miałam, więc szalalam ze strachu przy rodzucach. Potem już byłam u lekarzy i było wiadomo co i jak, wizyta u psychologa i potem jakiś czas, ale właśnie potem już po czasie uznała, że jest ok i jak nie będzie się powtarzać to nie musze chodzić więcej. No że taki epizod nerwicowy wytlumaczyla mi. No i póki się nie powtarza to nie muszę. No ale tak podatna jestem ale pracowałam i pracuję nad tym. Na terapię jak chodzilam ti opowiadalam chłopakowi co i jak, parę razy byłam drazliwa przy nim, niemila czy histeryzowalam, że może jednak coś poważnego mi jest, ale potem już nie. Wzięłam się za siebie
Dkatego uważam, że potem też już to nie miało na niego większego wplywu. Nie każdy kto ma zaburzenie to obarcza tym druga osobę. Takie twierdzenie jest tak krzywdzące jak mówienie że jak ktoś na schizofrenię to od razu jest nuebezpieczny dla innych. Choć wuadomo to zupełnie co innego niż schizofrenia, łatwiejsze w obycuu bo "tylk" zaburzenie a nue choroba. No i jak z tym walczymy to nie musi to wpływać na naszych bliskich naprawdę ![]()
Truskaweczko-A nie masz obaw,że nie zapewnisz dziecku do końca bezpieczeństwa,stabilności psychicznej?Przecież będzie ono widziało różne " dziwne" objawy wynikające z nerwicy?Może nie będzie miało przez to poczucia bezpieczeństwa?
Masz racje z tym podobieństwem partnerów.Sądzę,że powinni być zbliżenia pod względem wrażliwości.Może to jest jednym z kluczy do stworzenia udanego związku?
14 2014-11-30 22:55:17 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-11-30 22:57:38)
Truskaweczko-A nie masz obaw,że nie zapewnisz dziecku do końca bezpieczeństwa,stabilności psychicznej?Przecież będzie ono widziało różne " dziwne" objawy wynikające z nerwicy?Może nie będzie miało przez to poczucia bezpieczeństwa?
Masz racje z tym podobieństwem partnerów.Sądzę,że powinni być zbliżenia pod względem wrażliwości.Może to jest jednym z kluczy do stworzenia udanego związku?
Ja uwazam, ze to wlasnie kwestia podobnych osobowosci, temperamentow jest najwazniejsza - tutaj mamy rozroznienie w postrzeganiu roznych uczuc, wartosci czy potrzeb.
Podobienstwa w cechach negatywnych? Nie dziekuje. Chyba ze wyeliminowac. Co innego, by zrozumiec, to tak. Wtedy mamy kogos kto nadaje na tych samych falach i wyrzucamy samo pożądanie, ktore w pcha zwiazek z zapewnieniem tylko 1 sfery. Tej najbardziej prymitywnej.
Dziecko od najmlodszych lat podbiera energie rodzicow, emocje ktore wytwarzaja, wiec zwykle jest obciążone. Jak ojciec byłby rozny i akceptował nadwrazliwa matke, uczestniczył w wychowaniu i pokazywał jak sobie z tym radzic to szansa sie zmniejsza. Jak oboje przewrazliwieni, to efekt chyba nasuwa sie sam. Ta sama sytuacja z człowiekiem ktory ma lęki = jest przyblokowany. Jesli drugiej osobie to nie przeszkadza, to nie musi sie nad tym zastanawiac. Sama bierze na barki to wszystko i wie, ze zaraz przyjdą nowe obciążenia i ta osoba nie pomoże. Dla bardzo niezaleznych ludzi i do tego lubiacych sie opiekować to na pewno fajna perspektywa:) Pytanie na jak dlugo, gdy zacznie męczyć? Wiecej mamy przykladow, ze ludzie sie nie zmieniają niz na odwrot. Albo jesli zmieniaja... to na gorsze. Chocby dlatego, ze jesli wchodzisz z kims zwiazek to nie dlatego, ze będziesz akceptować za X czasu, jak się zmieni, tylko akceptujesz JUZ i liczysz sie z konsekwencjami. Jesli tej osoby nie akceptujesz dzis, to z automatu krzywdzisz dwie osoby. Ją i siebie.
15 2014-11-30 22:58:20 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-11-30 23:03:38)
Trochę pewnie obawa jest, ale wiem, że dam radę i zrobię co mogę by być wspaniala mamą, myślę że na tyle chcę mieć dziecko, że tym bardziej dam mu co najlepsze. To nie jest przechwalanie się, tak sądzę. Kochający rodzice mogą przenosić góry. Nue nue chodzi o to, że sama miłość, ale widzisz to był epizod, może powrócić a może nie . A jak powróci to ja już nie histeryzuje np po wizytach u psychologa jak miałam jeszvze te objawy to już dużo mniej się bałam, wiedziałam, że to tylko lęk. Dlatego nawet jak kiedyś wróci to nie dam, by zapanowalo nade mną. Lek niepodsycany szybko minie i wątpię by choćby wtedy dziecko coś szczególnego zauwazylo. Ja sama wtedy będę nad tym pracować jak będzie oczywiście potrzeba to też z psychologiem. Jednak mimo tej wrażliwości dzięki determinacji poradzilam sobie dobrze z tym epizodem, pracowałam nad tym dlatego generalnie wierzę, że bez problemu pewnie zapewnie w przyszłości dziecku stabilny dom.
Edit :Rossanko, thepass źle zrozumieliscie, w kwestii wrażliwości mój facet trochę mniej wrażliwy ode mnie, co tak tu uważam za dobre, by to było tu trochę inaczej.
Ja uwazam, ze to wlasnie kwestia podobnych osobowosci, temperamentow jest najwazniejsza - tutaj mamy rozroznienie w postrzeganiu roznych uczuc, wartosci czy potrzeb.
Podobienstwa w cechach negatywnych? Nie dziekuje. Chyba ze wyeliminowac. Co innego, by zrozumiec, to tak. Wtedy mamy kogos kto nadaje na tych samych falach i wyrzucamy samo pożądanie, ktore w pcha zwiazek z zapewnieniem tylko 1 sfery. Tej najbardziej prymitywnej.
Cechy negatywne-czyba nie chodziło Ci o wrażliwość?
Miałam na myśli,ze dobrze,jak maja zbliżona,a niezupełnie taką sama.Jeżeli jeszcze ktoś jest bardziej wrażliwy a druga osoba bardzo malo wrazliwa-to według mnie jest im trudniej się porozumieć.
Z pożadaniem- o co Ci chodziło,,bo niejasno jak dla mnie napisales ![]()
Ta sama sytuacja z człowiekiem ktory ma lęki = jest przyblokowany. Jesli drugiej osobie to nie przeszkadza, to nie musi sie nad tym zastanawiac. Sama bierze na barki to wszystko i wie, ze zaraz przyjdą nowe obciążenia i ta osoba nie pomoże. Dla bardzo niezaleznych ludzi i do tego lubiacych sie opiekować to na pewno fajna perspektywa:)
Dlaczego nie pomoże?Jeżeli ma gorsze okresy i nerwica wraca ,może nerwicowiec'też pomóc,ale sam będzie się w tych chwilach gorzej czuł,miał swoje dolegliwości,ale przecież nie będzie leżał i czekał na "obskakiwanie" przez druga osobę.Tak uważam.
Truskaweczko-no pewnie,że chcesz być jak najlepsza mamą,ale nerwica z reguły nawraca.Nie martwi Cie to,że w takich chwilach dziecko,jeżeli juz o tym mówimy,cos zauważy.Nie da się tak całkowicie ukryć przed dziećmi.
Jeśli mogę,to długo trwał Twój epizod z nerwica?
No fakt, jest mniej wrażliwy, ale nie tak, że bardzo mało wrażliwy, bo wtedy faktycznie mogłoby też być ciężko się dogadać. Jest trochę tu twardszy, ale też te wrażliwość ma, nie jest jej pozbawiony ![]()
No fakt, jest mniej wrażliwy, ale nie tak, że bardzo mało wrażliwy, bo wtedy faktycznie mogłoby też być ciężko się dogadać. Jest trochę tu twardszy, ale też te wrażliwość ma, nie jest jej pozbawiony
O to mi chodziło ![]()
Jak kto za bardzo różny to też niedobrze.
19 2014-11-30 23:37:48 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-11-30 23:39:33)
Wrazliwosc nie (bo sama w sobie wg mnie cechą pożądaną), ale nadwrazliwosc tak (blokady). Chodzilo mi o to, ze jak masz niedopasowanie osobowosci, to wchodzisz w zwiazek np tylko przez pożądanie. Jak sie rozumiecie, bo podobne myslenie, przezycia, wrazliwosc na podobne sprawy, to jest tego więcej i jest lepszy związek. Czyli w tym tkwi szkopuł dopasowania. Myslec podobnie, zachowywac sie podobnie, ale jednak umiec wyjsc z negatywnych historii obronną ręką. Z lękiem nie dasz rady.
Czemu nie pomoze? Ano dlatego, ze im dluzej trwa negatywny czas, tym bardziej to wchodzi w charakter tego człowieka, jego sposob funkcjonowania. Jak ktos ma lęki i to długotrwałe to wychodzi, ze on sam ze sobą sobie nie radzi. W jaki sposob miałby pomóc komus innemu?
Objawy ktore opisujesz są i będa cyklicznie nawracać. Są ciężkie. Jesli Ty bys była "tą zdrową" to moglabys sie czuc winna jego stanom.
Wrazliwosc nie (bo sama w sobie wg mnie cechą pożądaną), ale nadwrazliwosc tak (blokady). Chodzilo mi o to, ze jak masz niedopasowanie osobowosci, to wchodzisz w zwiazek np tylko przez pożądanie. Jak sie rozumiecie, bo podobne myslenie, przezycia, wrazliwosc na podobne sprawy, to jest tego więcej i jest lepszy związek. Czyli w tym tkwi szkopuł dopasowania. Myslec podobnie, zachowywac sie podobnie, ale jednak umiec wyjsc z negatywnych historii obronną ręką. Z lękiem nie dasz rady.
Ok to oczywiste,tz ta pierwsza część wypowiedzi .
Czemu nie pomoze? Ano dlatego, ze im dluzej trwa negatywny czas, tym bardziej to wchodzi w charakter tego człowieka, jego sposob funkcjonowania. Jak ktos ma lęki i to długotrwałe to wychodzi, ze on sam ze sobą sobie nie radzi. W jaki sposob miałby pomóc komus innemu?
Zależy od okoliczności.przecież jeśli druga osoba nie ma lęków,ale ma okresowo inne problemy: np zachoruje na grypę,będzie mieć zatargi z szefem,skręci nogę,może mieć dołek psychiczny,to ta osoba może przecież wysłuchać,doradzić,zaparzyc herbaty,zrobić zakupy....
Komuś może być jej łatwiej pomoc niż sobie.
Partner mógłby też chodzić na terapie,aby zmniejszyć swój poziom lęku.
Mógłby się wtedy udać taki związek.
Raczej nie związałabym się z taką osobą. Chyba, ze miałaby jakąś niezauważalną odmianę nerwicy...
Do związku potrzebuję partnera, nie umiem być niańką, pocieszycielką i wysłuchiwaczką. Oczywiście, mogę wspierać faceta w problemach, ale tylko "namacalnych". W obliczu demonów umysłu byłabym bezradna. A ja nie cierpię poczucia bezradności. Na domiar złego - błyskawicznie przesiąkam emocjami innych ludzi. Szybciutko więc nabawiłabym się nerwicy.
Jesli kochasz jak najbardziej...warto jest kogos kochac wspierac i mu pomagac jesli facet jest stabilny leczy sie nie warto go przekreslac tylko dlatego ze ma nerwice.
Raczej nie związałabym się z taką osobą. Chyba, ze miałaby jakąś niezauważalną odmianę nerwicy...
To znaczy?Jaką niezauważalną a jaka jest zauważalna odmiana?:/
Do związku potrzebuję partnera, nie umiem być niańką, pocieszycielką i wysłuchiwaczką. Oczywiście, mogę wspierać faceta w problemach, ale tylko "namacalnych". W obliczu demonów umysłu byłabym bezradna. A ja nie cierpię poczucia bezradności. Na domiar złego - błyskawicznie przesiąkam emocjami innych ludzi. Szybciutko więc nabawiłabym się nerwicy.
A gdyby ktos nie chciał niańki tylko wsparcia?Leczył się i chodził na terapię?
No wiesz, jak dotąd nie nabawiłaś się jej, to raczej nerwica Ci już nie grozi. Raczej rozdrażnienie, albo kłótnie z partnerem jakby co.
RDVX
Jesli kochasz jak najbardziej...warto jest kogos kochac wspierac i mu pomagac jesli facet jest stabilny leczy sie nie warto go przekreslac tylko dlatego ze ma nerwice.
Warto?W jaki sposób byś wspierał?
Ps. nie pisałam nic, że facet ma nerwice.
24 2014-12-01 00:39:49 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-12-01 00:42:54)
Wrazliwosc nie (bo sama w sobie wg mnie cechą pożądaną), ale nadwrazliwosc tak (blokady). Chodzilo mi o to, ze jak masz niedopasowanie osobowosci, to wchodzisz w zwiazek np tylko przez pożądanie. Jak sie rozumiecie, bo podobne myslenie, przezycia, wrazliwosc na podobne sprawy, to jest tego więcej i jest lepszy związek. Czyli w tym tkwi szkopuł dopasowania. Myslec podobnie, zachowywac sie podobnie, ale jednak umiec wyjsc z negatywnych historii obronną ręką. Z lękiem nie dasz rady.
Czemu nie pomoze? Ano dlatego, ze im dluzej trwa negatywny czas, tym bardziej to wchodzi w charakter tego człowieka, jego sposob funkcjonowania. Jak ktos ma lęki i to długotrwałe to wychodzi, ze on sam ze sobą sobie nie radzi. W jaki sposob miałby pomóc komus innemu?
Objawy ktore opisujesz są i będa cyklicznie nawracać. Są ciężkie. Jesli Ty bys była "tą zdrową" to moglabys sie czuc winna jego stanom.
Ostatni akapit to do mnie? Nie nie sądzę, on nie czuje się temu winny. Wiele rozumiemy i rozumie co do tego mogło doprowadzić. Nerwica czy epizody jej są częste u wielu ludzi i tutaj nie ma winnego.
Rossanko, to było prawie rok temu i póki co nie powraca. Wiem jednak, że może, rozumiem. Ja jestem tutaj trochę zbyt wrażliwa, słabsza psychicznie, ptoblemy potrafią dać mi w kość, ale praca nad sobą wiele mi daje, radzę sobie lepiej. Mam za to dobra cechę optymizm ona mi pomagała i nawet jak było ciężko jak był epizod nerwicy to podskornie mimo smutku ciężkich chwil czulam, że w końcu będzie musiało być lepiej. Cały epuzod itp parę miesięcy, a spotkanua i terapia z psychologiem niecały rok, by podtrzymać efekty. To akurat jeszcze u mnie nie tak długo. Uznała ze bez leków można u mnie. Dobra terapua, wiele mi pomogła i sama dalej nad sobą pracuję jak pisze. Chyba tez myślę, że psycholog dobrze dotarła do źródła moich problemów i pokazała mi jak sobie z nimi lepuej radzić. Wiem, racja, że dzieci coś mogą zauważyć ale jak.mowie nie sądzę by to był w moim przypadku wielki problem skoro nie poddaje się, mam sporo optymizmu. To tak jakby powiedzieć, że nerwowy rodzic nie da stabilnego domu. A może dać spokojnie, ale oczywiście niech pracuje nad sobą, a ja to właśnie czynię. Nie przenosilam moich lęków itp pora kilkoma sytuacjami na innych. Nie jestem też typem osoby, która hy obarczala. Co inneho u psychologa to jest pomoc i wiedziałam, że muszę z niej skorzystać. Nie przecze nie da się tego uniknąć i może kiedyś dziecko wyczuje jeśli nerwica by mi powróciła ale skoro nad tym pracuje to nie sadze by tak bardzo. Znam siebie walczę z tym, więc wiem, że nie obarcze jego tym na pewno nie zaniedbam go też przy tym. Może zauwazy kiedyś przypadkiem, że akurat mam gorszy nastrój wszystkiego może nie da się ukryć, ale to nie myślę, by było tak często no i może tak się zdarzyć w każdym domu. Ja osobiście mam di tego pozytywne nastawienie, nie można się tym zbyt mocno przejmować, bo właśnie wtedy wraca lub wraca mocniej. A z pozytywnym nastawieniem wierzę, że może do mnie nawet nue wróci (kto wie) albo pewnie w delijatniejszej formie. Co ważne wiem jak sobie z nią radzić lepiej, więc myślę, że nie ma co się martwić
Nie że to bagatelizuje, ale myślę, że mój optymizm jest dobry i ten epizod nawet jeśli kiedyś wróci to nie sadze by miał wpłynąć negatywnie na założenie przeze mnie rodziny. Wiele jest tu kwestią podejścia. Rodzice głównie mogą źle wpływać na dzievko niekoniecznie dlatego, że akurat mają nerwice ale dlatego że jej nie leczą itp. Jak leczą to może być zupełnie inaczej. Te tenaty gdzie dziecko czy partner czuje się odpowiedzialny to jak widziałam wtedy, gdy ta druga strona się nie leczy. A jak się lexzy to można żyć jak każdy ppraktycznie
Wiadomo są różne nasilenua choroby ja jeszcze nie miałam tak silnej to nuecaly rok leczeniu a to ma e tak długo i wiadomo, że ktoś może mieć silniejszą i dłużej, ale determinacja i leczenie się myślę, że w końcu efekty przyniosą. Uważam, że taki partner właśnie jak nad tym pracuje nie jest w niczym gorszy tal samo ja nie uwazalam się i nie uważam za gorszą partnerkę
Co innego jak ktoś się być e leczy ale to już wiadomo
Rodzice głównie mogą źle wpływać na dzievko niekoniecznie dlatego, że akurat mają nerwice ale dlatego że jej nie leczą itp. Jak leczą to może być zupełnie inaczej. Te tenaty gdzie dziecko czy partner czuje się odpowiedzialny to jak widziałam wtedy, gdy ta druga strona się nie leczy. A jak się lexzy to można żyć jak każdy ppraktycznie
Wiadomo są różne nasilenua choroby ja jeszcze nie miałam tak silnej to nuecaly rok leczeniu a to ma e tak długo i wiadomo, że ktoś może mieć silniejszą i dłużej, ale determinacja i leczenie się myślę, że w końcu efekty przyniosą. Uważam, że taki partner właśnie jak nad tym pracuje nie jest w niczym gorszy tal samo ja nie uwazalam się i nie uważam za gorszą partnerkę
Co innego jak ktoś się być e leczy ale to już wiadomo
Też tak myślę, że jeżeli się człowiek leczy, nie poddaje (chociaż skutki są różne), może się udać zbudować coś trwałego.Ten epizod miałaś już jak byłas z obecnym partnerem czy jeszcze przed nim, jakoś mi to umknęło?Jak się to objawiało(tzn ta nerwica) u Ciebie?
Pewnie taki związek jest cięższy, może trudniejszy niż normalny, ale chyba się komuś udało?Chociaż jak tu czytam , to tylko jedna osoba jest obecnie w takim związku, reszta raczej by się w to nie pakowała, ale też osobiście nie była w takiej sytuacji, więc tez trudno(im)ocenić n(?).
Magluję tutaj na wątku ten temat, bo jest to dla mnie bardzo ważne, mam jakieś tam swoje przemyślenia.W sumie, nie wiem, czasem łatwiej jest zapytać o coś anonimowych ludzi,nie zaangażowanych w sprawe bezpośrednio.
Rossanko, nie znam się na rodzajach i odmianach nerwicy. Chodzi mi o to, że gdyby po danej osobie nie było widać jej problemów psychicznych - wtedy mogłabym się z nią związać. Gdyby było widać - nie. Po prostu w roli partnera widzę tylko osobę stabilną emocjonalnie. O ile w przypadku koleżanek czy znajomych zupełnie mi to nie przeszkadza (bo i tak dopasowuję relację do charakteru i zachowania danej osoby) - w związku bym nie mogła. Nie wyobrażam sobie codziennego życia z osobą, której się nastroje zmieniają bez uzasadnienia, która boi się czegoś, czego ja zupełnie nie rozumiem, lub nawet taką, która ma zaniżone poczucie własnej wartości. W związku bardzo ważne jest dla mnie tzw. "porozumienie dusz" - a jak mam osiągnąć porozumienie z duszą, której nie rozumiem?
Tak samo nie weszłabym w związek z trzeźwym alkoholikiem (przed taką decyzją akurat stałam). Jak dla mnie - za duże ryzyko. Wiem, że kazdy człowiek zasługuje na szansę, ale ja mam prawo wybrać komu chcę ją dać.
Oczywiście, rozważam tu sobie czysto teoretycznie, w dodatku biorąc pod uwagę tylko początek znajomości i decyzję i wejściu w związek. Tu jestem wygodna - jeśli na początku widzę problemy to się w nie nie pakuję. Zupełnie inaczej sprawa wygląda kiedy już w tym związku jestem. Jeśli wtedy pojawiają się problemy - nie rezygnuję, czasem nawet zbyt długo ![]()
Jeśli taka osoba się leczy czyli bierze leki, jest pod stałą opieką psychiatryczną, chodzi na terapię to nie ma najmniejszego problemu w stworzeniu związku. Oczywiście trzeba się przygotować na trudne chwile ale nie przesadzajmy i nie demonizujmy tego typu problemów.
Acha od razu mówię, że nie teoretyzuję. Znam to z życia
28 2014-12-01 12:06:31 Ostatnio edytowany przez rossanka (2014-12-01 12:08:13)
Rossanko, nie znam się na rodzajach i odmianach nerwicy. Chodzi mi o to, że gdyby po danej osobie nie było widać jej problemów psychicznych - wtedy mogłabym się z nią związać. Gdyby było widać - nie.
czekaj, ale jabybyło widać, to co ta osoba miałaby robić jakby się zachowywać aby nie było to akceptowalne?Nie wiem coś w stylu rzucania się na podłoge etc??
Po prostu w roli partnera widzę tylko osobę stabilną emocjonalnie. O ile w przypadku koleżanek czy znajomych zupełnie mi to nie przeszkadza (bo i tak dopasowuję relację do charakteru i zachowania danej osoby) - w związku bym nie mogła. Nie wyobrażam sobie codziennego życia z osobą, której się nastroje zmieniają bez uzasadnienia, która boi się czegoś, czego ja zupełnie nie rozumiem, lub nawet taką, która ma zaniżone poczucie własnej wartości. W związku bardzo ważne jest dla mnie tzw. "porozumienie dusz" - a jak mam osiągnąć porozumienie z duszą, której nie rozumiem?
Oczywiscie, rozważam tu sobie czysto teoretycznie, w dodatku biorąc pod uwagę tylko początek znajomości i decyzję i wejściu w związek. Tu jestem wygodna - jeśli na początku widzę problemy to się w nie nie pakuję. Zupełnie inaczej sprawa wygląda kiedy już w tym związku jestem. Jeśli wtedy pojawiają się problemy - nie rezygnuję, czasem nawet zbyt długo
Z jeżeli taka osoba zdawałaby sobie z tego sprawę i pracowała nad sobą, jeśli czasem by tego sytuacja wymagała brała leki, co wtedy?
Prawda, dyskusja staje się teoretyczna, może się ktoś wypowie , kto już jest w takim związku?
Nie wierzę, że związek taki tak zupełnie jest skazany na niepowodzenie.Może kwestia dobrania osobowości, charakterów, postaw/?
Wątłusz - to może coś więcej z tego życia?Jak to wygląda?
czekaj, ale jabybyło widać, to co ta osoba miałaby robić jakby się zachowywać aby nie było to akceptowalne?Nie wiem coś w stylu rzucania się na podłoge etc??
![]()
Żadnego rzucania się na podłogę. Wystarczy, że wyczuję jakąś skłonność do smęcenia, umartwiania się, dziwnych rozważań. Podejście do życia u mojego potencjalnego partnera jest dla mnie najważniejsze. Ja nawet nie musiałabym takiej osoby świadomie odrzucić ze względu na chorobę - najzwyczajniej w świecie nie osiągnęłabym z nią wystarczającego porozumienia.
Nie wypytuję na wstępie o aktualne i przebyte choroby, więc, być może, leczonej nerwicy bym nie rozpoznała. Gdybym jednak wiedziała o tym - to byłby dla mnie taki "trzeźwy alkoholik" - szacuneczek, ale nie do związku.
Żeby nie wyjść na taką niedobrą - zupełnie nie przeszkadzają mi choroby i ułomności fizyczne. Dla mnie nawet seksualność człowieka mieści się głównie w jego mózgu, więc nie widziałabym faceta w osobie, która ma z tym mózgiem problemy.
Żadnego rzucania się na podłogę. Wystarczy, że wyczuję jakąś skłonność do smęcenia, umartwiania się, dziwnych rozważań. Podejście do życia u mojego potencjalnego partnera jest dla mnie najważniejsze. Ja nawet nie musiałabym takiej osoby świadomie odrzucić ze względu na chorobę - najzwyczajniej w świecie nie osiągnęłabym z nią wystarczającego porozumienia.
aaaha.Tylko wtedy ktos nie musiałby być nerwicowcem tylko smęcić, umartwiać się i tak dalej, ale i tak byś się z nim nie związała?
To chyba nie do końca odrzucasz osobę z nerwicą, tylko taka osobę, która ma takie a nie inne cechy charakteru i podejście do życia.
Jeden woli ludzi głośnych, aktywnych, wesołych, inny natomiast najlepiej się czuje w towarzystwie osób wyciszonych, poważniejszych, kwestia preferencji jak myślę.
Także nie tyle odrzuciłaby Cie nerwica , ale podejście do życia.Nie trezba miec nerwicy żeby być czarnowidzem, czy pesymistą.
Nie wypytuję na wstępie o aktualne i przebyte choroby, więc, być może, leczonej nerwicy bym nie rozpoznała. Gdybym jednak wiedziała o tym - to byłby dla mnie taki "trzeźwy alkoholik" - szacuneczek, ale nie do związku.
.
Czyli nerwica=życie samamu i na zawsze?Niefajnie.:(
Nie no, musiało się komuś przecież udać.Chce w to wierzyć.
Wątłusz - to może coś więcej z tego życia?Jak to wygląda?
Normalnie, jak życie z każdym innym człowiekiem. Tak jak pisałem warunkiem jest to aby taka osoba brała leki i była pod opieką lekarza. Stała opieką, nie na zasadzie "jak będzie gorzej to pójdę do lekarza". Oczywiście są chwile kiedy jest gorzej. Stany lękowe to istna masakra (tak obrazowo mówiąc) i wtedy musisz być dla takiej osoby mocnym wsparciem. Nie ma innej opcji. To na Ciebie spadnie 100% obowiązków domowych plus tak jak mówię wspieranie chorego czy chorej co bywa trudne. Czasami zwyczajnie nie wiadomo co zrobić, jak się zachować. Najważniejsze jednak to po prostu być. Bywa, że trzeba zerwać się z pracy, wziąć wolne. W odstawkę idą znajomi. Jednak myślę, że jak się kocha to akurat znajomi schodzą na plan dalszy bez bólu w takim wypadku. Nieprzespane noce, martwienie się...
Jednak tak jak pisałem nie demonizujmy. Większość czasu z taką osobą to zwykły związek jak każdy inny. W każdym razie ja bym się nigdy nie zamienił ![]()
Normalnie, jak życie z każdym innym człowiekiem. Tak jak pisałem warunkiem jest to aby taka osoba brała leki i była pod opieką lekarza. Stała opieką, nie na zasadzie "jak będzie gorzej to pójdę do lekarza". Oczywiście są chwile kiedy jest gorzej. Stany lękowe to istna masakra (tak obrazowo mówiąc) i wtedy musisz być dla takiej osoby mocnym wsparciem. Nie ma innej opcji. To na Ciebie spadnie 100% obowiązków domowych plus tak jak mówię wspieranie chorego czy chorej co bywa trudne. Czasami zwyczajnie nie wiadomo co zrobić, jak się zachować. Najważniejsze jednak to po prostu być. Bywa, że trzeba zerwać się z pracy, wziąć wolne. W odstawkę idą znajomi. Jednak myślę, że jak się kocha to akurat znajomi schodzą na plan dalszy bez bólu w takim wypadku. Nieprzespane noce, martwienie się...
Jednak tak jak pisałem nie demonizujmy. Większość czasu z taką osobą to zwykły związek jak każdy inny. W każdym razie ja bym się nigdy nie zamienił
Hm mimo tych stanów lękowych, wspierania, zarywania się z pracy,rezygnacji ze spotkań ze znajomymi-hm dlaczego jestes wciąz z tą osobą, nie męczy Cię to?Macie dzieci?
To wytłuszczone zdanie- myślę , że to jest klucz, to już jest dużo i czasem tylko to wystarczy.
A gdyby ta osoba miała np lęki, bóle brzucha, duszności, nudności ale nie wymagałoby to Twoich zwolnień z pracy, anie robienia wszystkiego w domu na 100% , jakby bylo?Lepiej?
Tak jesteśmy razem. Tak jak mówię, nie myślę nawet co by było gdyby... jest jak jest i jestem szczęśliwy mimo problemów.
Urywanie się z pracy itp. to tak jak pisałem tylko w sytuacjach ekstremalnych. Jeśli taki ktoś się leczy to działa i funkcjonuje jak każdy inny człowiek. Doskonale sobie radzi i z domem i ze wszystkim innym. Nie róbmy z lęków czegoś czym nie są a więc choroby, która powoduje, że chory jest niezaradny życiowo. Po prostu bywa ,że są gorsze chwile i wtedy ktoś taki potrzebuje wsparcia, poczucia, że się przy nim jest. Skoro już wjechaliśmy na moje życie to tak - moja żona ma takie problemy. I teraz tak: jest matką (super matką dodam), świetną kochanką, specjalistą od swojego "niszowego" fachu, w firmie bez niej nie są w stanie działać, ma swoje pasje, dba o siebie jak każda kobieta. Wszystko jest normalnie. Powtórzę trzeci raz - nie demonizujmy
A gdyby ta osoba miała np lęki, bóle brzucha, duszności, nudności ale nie wymagałoby to Twoich zwolnień z pracy, anie robienia wszystkiego w domu na 100% , jakby bylo?Lepiej?
Nawet nie wiem. To jest gdybanie na zasadzie "gdybym mieszkał na Majorce to czy byłoby fajnej bo jest więcej słońca". Nawet minuty nie spędziłem myślać "może lepiej byłoby być z kimś bez takich problemów"
Wątłusz,dajesz nadzieję.Twój glos jest ważny,bo już jesteś w takiej sytuacji wiec znasz ja od środka.
Faktycznie, to takie gdybanie,cobybyło gdyby...cobybyło tego nie wiemy.
Jak poznaliście sie z żoną już miała ta przypadłość?Powiedziała Ci,czy wyszło w praniu jak to się mówi?
Czy związalibyście się z osobą,która co pewien czas ma nawracające okresy nerwicy lękowej?Objawia się to głównie lękami,brakiem apetytu(utratą wagi),bólami brzucha,drętwieniami palców dłoni itd.Objawy takie mogą trwać miesiącami,ale może być również tak,że przez kilka lat jest spokój,jeżeli w życiu nic dramatycznego się nie dzieje. W tych gorszych okresach stosowane są leki oraz terapia.
Jeżeli natomiast jest okres nawrotu,osoba jest bardziej rozdrażniona,ogólnie taki człowiek staje się męczący dla otoczenia.
Jak wygląda małżeństwo z taką osobą,codzienne życie,zmaganie się z problemami,bo wiadomo,nie zawsze jest różowo.Jak wygląda jeszcze sprawa wychowywania ewentualnych dzieci?Czy nie mielibyscie obaw,ze cierpiący na nerwice partner nie będzie mógł dac dzieciom poczucia bezpieczeństwa,nie poradzi sobie w pewnych okolicznościach,a na dodatek trzeba się będzie zajmować oprócz dzieci jeszcze tym partnerem?
Macie jakieś doświadczenia w tym temacie?Czy lepiej nie wchodzić w bliższe relacje z taka osoba?
Takiej osobie należy pomóc i to jak najszybciej, należy niezwłocznie namówić ją na wizytę u specjalisty, ponieważ taki stan będzie się pogłębiał z każdym rokiem, a samemu niczego się nie zdziała. Ale jeśli miałabym taki dylemat - niestety musiałabym się nad tym głęboko zastanowić,bo wiadomo, że każda chce być szczęśliwa,bo problemy zawsze potem bywają - jak to w życiu ,a zaczynać nowy start z takimi problemami - to jednak wielkie wyzwanie, ale przecież wszystko jest do wyleczenia,jeśli będzie się przestrzegało wszelkie zalecenia,bo skoro kogoś kochamy całym sercem i naprawdę , pokonać można wszystko, tylko czy ta nasza szczera i gorąca miłość warta jest w pewnym sensie do "poświęcenia" ,bo może nadejść taki dzień, że będziemy mieli wszystkiego dosyć,a wtedy choremu robi się podwójną przykrość,a i sami będziemy czuli niesmak. Nie miałam takiej sytuacji i sama nie wiem jak bym się zachowała.Miłość to jedna sprawa, a choroba od początku naszej znajomości z kim - to druga.
36 2014-12-01 13:06:36 Ostatnio edytowany przez Wątłusz_Pierwszy (2014-12-01 13:08:52)
Wątłusz,dajesz nadzieję.Twój glos jest ważny,bo już jesteś w takiej sytuacji wiec znasz ja od środka.
Faktycznie, to takie gdybanie,cobybyło gdyby...cobybyło tego nie wiemy.
Jak poznaliście sie z żoną już miała ta przypadłość?Powiedziała Ci,czy wyszło w praniu jak to się mówi?
Poznaliśmy się jak miała 14 lat
Problemy pojawiły się jakieś 4-5 lat później. Najpierw lekkie, na zasadzie "czuję się źle" później się rozwijały. Tak minęły jakieś 2 lata totalnego hardcoru. Jednak dobry lekarz , lekarstwa (odpowiednio dobrane, bo słaby lekarz + złe leki = dno, co też przeszliśmy), terapia jest wręcz koniecznością.
Przyznam, że jestem trochę zasmucony, ze pokutuje pogląd według którego z osobą ze stanami lękowymi, nerwicą czy depresją nie da się żyć i stworzyć związku. To pokazuje na jakim poziomie wiedzy o takich ludziach jesteśmy
Spychamy ich na margines robiąc z nich sieroty a tymczasem często np. doskonały pan informatyk z naszej firmy może być gościem mającym lęki
Acha i rzecz ważna, o której już też tu było ale zawsze mówię o tym do znudzenia jeśli ten temat się pojawia. Taka osoba sama sobie nie pomoże. My będąc nawet najlepszym wsparciem pod słońcem nie wyciągniemy jej z jej problemów. Leczeni to KONIECZNOŚĆ i zawsze należy namawiać kogoś takiego na wizytę u specjalisty
Po raz kolejny napisze-tak terapia,psycholog,jeśli trzeba farmakologia-to oczywiste.Ale niestety nerwica w kryzysie może wrócić.Jest jak jest.Idealnie by było,jakby zawsze było dobrze,ale tak nie jest i nie będzie.
Na Waszym przykładzie widać,ze można stworzyć z taka osoba rodzinę.
I masz słuszność,dużo ludzi z góry skreśla taką osobę,chociaż niektórym to nie przeszkadza.
Tylko martwi mnie jeszcze jedna rzecz.W wypadku ewentualnych dzieci,kiedy jeden z rodziców ma w wyniku jakiś tam okoliczności nawrot,co wtedy z dziećmi?Jak one reagują?Czy boją się,czy nie czują się zagrożone?A może to dla nich stan normalny,wiedza,zże czasami jeden z rodziców 'tak ma 'i traktują to jako cos normalnego,bo nie maja innego wzorca,wychowują się w takiej a nie innej rodzinie.
Ale niestety nerwica w kryzysie może wrócić
Jasne. Niestety z taką przypadłością jest tak, że nigdy nic nie wiadomo do końca. Jednak takie kryzysy i nawroty można przetrzymać. Na prawdę są gorsze rzeczy niż nerwica i w końcu od czego jest się z kimś jeśli nie do tego żeby go wspierać w trudnych chwilach
Wiążąc się z kimś liczymy na wsparcie gdy będzie nam trudno ale sami też jesteśmy gotowi to wsparcie dać czyż nie?
Co do dzieci to nie pomogę nasze jest jeszcze zbyt małe. Jak będzie zobaczymy, czas pokaże
Ale niestety nerwica w kryzysie może wrócić
Jasne. Niestety z taką przypadłością jest tak, że nigdy nic nie wiadomo do końca. Jednak takie kryzysy i nawroty można przetrzymać. Na prawdę są gorsze rzeczy niż nerwica i w końcu od czego jest się z kimś jeśli nie do tego żeby go wspierać w trudnych chwilach
Wiążąc się z kimś liczymy na wsparcie gdy będzie nam trudno ale sami też jesteśmy gotowi to wsparcie dać czyż nie?
Co do dzieci to nie pomogę nasze jest jeszcze zbyt małe. Jak będzie zobaczymy, czas pokaże
A jak żona czuła się w ciąży?Rozumiem macie paromiesieczne dziecko,jak sobie teraz radzicie(w kontekście nerwica-opieka nad dzieckiem-wasze relacje).
40 2014-12-01 14:22:38 Ostatnio edytowany przez Wątłusz_Pierwszy (2014-12-01 14:24:18)
Teraz jest bardzo dobrze. Żona jest świetną matką. Synek ma 7 m-cy. Jedynie początki były trudne i konieczna była wizyta u psychiatry tym bardziej, ze w ciąży odpadło przyjmowanie leków. Było trudno. Pierwszy miesiąc po porodzie był jak obóz przetrwania. Wziąłem 2 tyg. wolnego z pracy. Inaczej wiem, że byłoby bardzo źle. Asystowałem przy każdym karmieniu, każdej zmianie pieluchy, kupie, kichnięciu, kaszlnięciu dziecka. Kolejne 2 tyg. byłem w pracy cały czas pod telefonem. Leki plus wizyty u lekarza pomogły. Teraz żona cieszy się dzieciakiem i nową rolą mamy. Wróciła już do pracy, która jest jej pasją. Wszystko jest OK ![]()
Nasze relacje są teraz tak samo dobre jak zawsze. Chociaż fakt jest taki, że dziecko dużo zmienia i bardzo zbliża
Teraz jest bardzo dobrze. Żona jest świetną matką. Synek ma 7 m-cy. Jedynie początki były trudne i konieczna była wizyta u psychiatry tym bardziej, ze w ciąży odpadło przyjmowanie leków. Było trudno. Pierwszy miesiąc po porodzie był jak obóz przetrwania. Wziąłem 2 tyg. wolnego z pracy. Inaczej wiem, że byłoby bardzo źle. Asystowałem przy każdym karmieniu, każdej zmianie pieluchy, kupie, kichnięciu, kaszlnięciu dziecka. Kolejne 2 tyg. byłem w pracy cały czas pod telefonem. Leki plus wizyty u lekarza pomogły. Teraz żona cieszy się dzieciakiem i nową rolą mamy. Wróciła już do pracy, która jest jej pasją. Wszystko jest OK
Nasze relacje są teraz tak samo dobre jak zawsze. Chociaż fakt jest taki, że dziecko dużo zmienia i bardzo zbliża
To bardzo się cieszę
![]()
Wynika z tego,że jak się chce i jak się stara,to może być całkiem dobrze.
jak się chce i jak się stara,to może być całkiem dobrze
Może i dlatego nie bójmy się osób z takimi problemami. Z nimi też można mieć fajny związek ![]()
Tak się składa, że jestem osobą chorą na nerwicę i szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem, czego się obawiacie w kontakcie z taką osobą? Jeśli chodzi o mnie to zachowuję się zupełnie normalnie, nikt poza moim partnerem i rodzicami nie wie, a nawet nie podejrzewa że choruję. Jestem osobą spokojną, matką dwójki dzieci. Nie mam żadnych wahań nastroju, nie panikuję, nie rzucam się na podłogę, nie krzyczę. Czym się więc objawia moja nerwica? Otóż boję się dużego tłumu ludzi unikam, więc dużych galerii i tego typu obiektów, bo robi mi się wtedy słabo i mam wrażenie, że zemdleję. Tak poza tym jestem zupełnie normalną osobą.
Tak się składa, że jestem osobą chorą na nerwicę i szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem, czego się obawiacie w kontakcie z taką osobą? Jeśli chodzi o mnie to zachowuję się zupełnie normalnie, nikt poza moim partnerem i rodzicami nie wie, a nawet nie podejrzewa że choruję. Jestem osobą spokojną, matką dwójki dzieci. Nie mam żadnych wahań nastroju, nie panikuję, nie rzucam się na podłogę, nie krzyczę. Czym się więc objawia moja nerwica? Otóż boję się dużego tłumu ludzi unikam, więc dużych galerii i tego typu obiektów, bo robi mi się wtedy słabo i mam wrażenie, że zemdleję. Tak poza tym jestem zupełnie normalną osobą.
A czytałaś jakie objawy ma człek z postu? Każdy ma inny stopien nasilenia, inny typ, powiązane choroby itd.
Ty masz praktycznie niezauważalne i tylko w konkretnych (trudniejszych?) sytuacjach.
Raczej NIE związałabym się. Nie dałabym rady.
Wiem że nie należy nikogo skreślać za to że jest chory i ma różne problemy emocjonalne i psychiczne ( i ja też tak zrobiłam) ale po wszystkich nieprzyjemnych doświadczeniach z moim byłym facetem, unikam i będę unikała takich osób...
Wszystkie glosy na 'nie' i na 'tak' sprowadzaja sie do jednego - zalezy jakie nasilenie i jak ktos sie zachowuje.
Moj maz mnie w tym nie wspiera, bo nie ma w czym. Bo po prostu tego nie widac. Nie lubie dramatyzowania i nie dramatyzuje, jak zle sie poczuje to ide sie na kilka minut polozyc i uspokoic - w samotnosci. Albo czasami spie dlugo zeby odbic stres - jak mam wolne.
Wiekszosc osob jakie znam ma nerwice rozne i nie jest to widoczne, ani problematyczne w ich zwiazkach, macierzynstwie ani wogole w zyciu.
Ale to zalezy od tego jaki to czlowiek i czy jego problemy rzadza nim czy on problemami.
48 2014-12-01 22:37:58 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2014-12-01 22:56:02)
O objawach ciężej mi pisać Rossanko, ale napisze. To była głównie lekowa, miałam jak Nina uczucie jak opisują przy zawale, bardzo bałam się, że umieram. Bylam potem na pogotowiu, bałam się (teraz wiem, że niepotrzebnie), że chyba umieram i muszę na pogotowie. Bardzo siny i szybki puls, tak mocny, że bicie serca było wręcz jakby widoczne przez koszulkę, na tle nerwowym jeszcze uczucie stawania i przeskakiwania serca- takie uczucie miałam pierwszy raz w życiu wiec wiadomo, że bardzo się bałam i miałam dokładne badania. Potem jeszcze przez parę miesięcy jak już miałam terapię to miałam czasem te lęki ale powoli radzilam sobie z niki lepiej. Chociaż ns początku oczywiście były i ciężkie ch w ile, gdy jeszcze nie wiedziałam co robić, prawie nic nie moglam spać i plakalam ze strachu i bezsilności. No, ale potem już wiedziałam z czym się mierze i było łatwiej. Czasem też było uczucie kuli w gardle, nogi jak z waty i uczucie omdlewania, drżenie ciała, problemy z oddychaniem. To tak mniej więcej. Takie objawy psychosomatyczne. Wiadomo, że osłabialo to na początku jeszcze moją koncentracje, było ciężkim okresem. No aoe potem było coraz lepiej, a pod konirc już te ataki robiły na mnie małe wrażenie. Dlatego jeśli kiedyś powróci to raczej będzie łatwiej. Tak, chłopak był już ze mną sporo, bo 4 lata wtedy, teraz jesteśmy 6 lat. To była taka pierwsza sytuacja w moim życiu. Wiem, że to inaczej jak juz się z kimś jest spory czas, bo 4 lata to już niemało, ale ja sama myślę, że jak ktoś nie ustaje w staraniach, leczy się, to i wejście w zwiazek jakieś bardzo trudne nie będzie. Oczywiscie rozumiem jak ktoś nie chce i nie wejdzie w zwiazek ale pewnie dla wielu osób nie byłoby to tez wielką przeszkoda skoro druga strona pracuje nad sobą, nie chce się uwiesic na drugiej osobie. A jak tak szczerze rozmawiamy to zdradzisz może czy vhodxi o Ciebie czy o Twojeho potencjalnego faceta? Chcesz chyba konkretnych porad a wtedy znając lepiej te sytuacje będzie łatwiej. Mnie nie jest łatwo pisać o tym epizodzie nerwicy dotąd nie pisalam o tym na forum wiadomo jest to mocno osobiste, ale teraz napisalam, bo chcę doradzić, pomoc.
Watlusz z tymi lekami to różnie. Czasem lepiej je brać a czasem nie trzeba. U mnie uznano, że nie trzeba. Potem po tej terapii powiedziała kiedy w razie czego będę musiała do niej się zgłaszać, ale póki vo prawie rok nie wraca i oczywiście sama pracuje też nad sobą i teraz jestem zdrowa (tzn nerwica może wracać ale prawie rok jest dobrze, nie ma objawów jest tak jak przed chorobą to myślę że w yym momencie mogę nazwać się zdrowa, jest dobrze). A nerwica może wrócić ale z tego co eiem to nie musi, może być tak, że nie wróci też podobno jak najbardziej. No, ale jakby co to wiem co robić. Jesli wróci to też sobie poradzi
No i Rossanko nie bierz tego wątku tak do siebie. To, że więcej osób opowiedziało się na nie, to nie znaczy, że i w życiu tak jest. Owszem jak pisze Watlusz i tu pokutuja może pewne stereotypy. Niektórzy nie chcą po prostu takiego związku na start rozumiem, a niektórzy pewnie błędnie uważają, że osoba mająca nerwice ciągle się nad sobą uzala itp. A to jest naprawdę różnie. Ja jestem optymistka rzadko narzekam ale wrazliwa mocniej i miałam ten epizod różnie bywa.Jednak nerwica nie jest nnaprawdę zaburzeniem, które zmienia nas w inne osoby. Może niektórzy mają obraz człowieka, który ciągle narzeka, potrzebuje mamusi a nie partnerki lub partnera. A to zależy od charakteru a numie od tego czy ktoś ma nerwice czy nie. Nerwica nie wyklucza też nijak partnerstwa owszem będą chwile że może bedziemy potrzebować więcej pomocy, ake ogólnie gdy pracuje się nad sobą partnerstwo w związku generalnie może być.
Truskaweczko- no mnie właśnie to dotyczy,mnie. Miałam objawy w sumie takie same psychosomatyczne jak Twoje,tylko zamiast tego przyspieszonego bicia serca ( domyslam się,ze to fatalne uczucie),u mnie jest kompletny brak łaknienia w wyniku stresu.koszmarnie wtedy chudne,dopóki się nie pozbieram.
W skrócie mam to od dziecka,jak sobie przypominam,z różnymi nasileniami,ale zdiagnozowane dopiero miałam w wieku 23 lat.
W życiu mam różne okresy,czasem jest fajnie,czasem,gdy stres jest za silny nie obejdzie się bez lekarza.Terapia tez dużo mi pomaga,jest o niebo lepiej niż kiedyś,ale zdarzają się nawroty,tylko mniej silne i potrafię sobie z nimi na ogół poradzić.
Leki bralam dwa -trzy razy w życiu po parę miesięcy,a raz przez półtora roku plus terapia rzecz jasna.Miałam leki średnio silne i te słabsze. Tyle wystarczyło.Raz tylko przez ok2 tygodnie takie mocniejsze,ale wtedy stres był juz za duży,w sumie zaczęło to rzutowac na moja prace i funkcjonowanie.Ale jak mowie,raz się tylko tak bardzo silnie wydarzyło,nie mogłam sama dac rady.
Ostatni nawrot byl t jakiś czas temu,kiedy mój związek zmierzał po równi pochyłej w dol,potem rozstanie ,bardzo przezylam.Ale juz jest w porządku,to jest juz wyleczona :)Z reszta wtedy tez zarejestrowalam m się na forum,szukalam faceta i takie tam.Jak teraz patrzę z perspektywy czasu,dobrze,ze wtedy nie znalazłam ,bo byłam nie gotowa i niepozbierana a w ogóle to jeszcze jedna nogą w starym związku.Ale nie ma tego złego i myślę ze w tej materii stanęłam juz na nogi.:)
Tu zblizam się do sedna tematu,pomyślałem sobie,ze dobrze by było,czuje taka potrzebę aby wejść w nowa relacje .Bylabym dobra partnerka,żoną.Tak myślę.Mam tu pozytywne nastawienie
Ale ,właśnie,w pakiecie ze mną jest to'cudo' czyli nerwica.Aja zdaje sobie sprawę,ze to jak widać może odstraszać.
Nie chce ,aby partner mnie niańczyl,terapeutyzowal,czy uszczesliwial sama obecnością.Chciałabym tylko,aby w razie czego ze mną był, anie przestraszył się albo co gorsza nie uciekł.Radzie sobie,wiem,kiedy potrzebuje leków albo rozmowy z terapeuta,ale nie jestem jakimś super człowiekiem i mogę mieć chwile zniżki formy,a co za tym idzie nawrot objawów:brak apetytu,kule w gardle,placzliwosc,zawroty głowy,odrętwienie dłoni.Po prostu robię co mogę,ale czasami nie daje przez moment rady.
W życiu prywatnym jestem sama,mieszkam sama, pracuje,jeździe samochodem,podróżuje,wychodze z przyjaciółmi - normalne rzeczy. Kiedy mam duży stres,zmartwienie,mogę mieć te swoje objawy.Potrzebuje wtedy wyciszenia,czasem tylko porozmawiania,nic z rzeczy typu- cały dom na głowie partnera,a ja niezdolna do niczego(mowie,raz w życiu miałam tylko taki dwu tygodniowy prawie epizod).
Nie chce być komuś kula u nogi,ani nie szukam zastępczego rodzica.
Chciałam się na forum dowiedzieć,jakie panują poglądy wśród obcych aczkolwiek znanych mi niektórych osób z forum opinie.Osobiście rzadko się spotykam jako dorosła z niechęcią innych z powodu nerwicy ale ostatnio miałam sytuacje,gdy znajoma określiła moje objawy jako-smieszne
Dla mnie śmieszne nie są,ale cóż to jej opinia nie mój problem.Ale dało mi to do myślenia .
Nawet tu, padły określenia niezbyt przyznam mile,nawet ze 'starych'nikow. No trudno.
Tym większą wartość maja dla mnie w wpisy nie tyle osób teoretyzujacych,co juz będących w takich związkach.Za co Wam dziękuje.
Rozumiem
No ja szukam pracy, pewnie bym już ją miała wcześniej ale tu zawalilam przez lenistwo. No ale na pewno wkrótce znajdę już się nie lenie tak. Nie ma co, bo nic samo się nie zrobi
Widzisz, skori pozbieralas się pi związku to ja nie widzę przeszkód. Radzisz sobie, więc naprawdę jak się facetiwi spodobasz to ja sądzę że to może nie mieć wcale znaczenia. Nerwica to pewna część, ale nadal jesteś sobą, osobą na pewno ciekawą z pasjami i to na pewno bedzie ważne. Przecież "nie składamy się" tylko z nerwicy, nadal fajne z nas osoby. Mamy nadal dużo do zaoferowania, nie osiadlysmy na laurach, pracujemy nad sobą. Jesteśmy też dzięki temu bardziej świadome siebie. Znajomym to nie trzeba mówić, ja nie mówię za bardzo, wolę tym najblizszym. Oni właśnie predzej zrozumieją. Twoja znajoma nietaktownie, pewnie nie wie nic o nerwicy.
Rozumiem
No ja szukam pracy, pewnie bym już ją miała wcześniej ale tu zawalilam przez lenistwo. No ale na pewno wkrótce znajdę już się nie lenie tak. Nie ma co, bo nic samo się nie zrobi
Widzisz, skori pozbieralas się pi związku to ja nie widzę przeszkód. Radzisz sobie, więc naprawdę jak się facetiwi spodobasz to ja sądzę że to może nie mieć wcale znaczenia. Nerwica to pewna część, ale nadal jesteś sobą, osobą na pewno ciekawą z pasjami i to na pewno bedzie ważne. Przecież "nie składamy się" tylko z nerwicy, nadal fajne z nas osoby. Mamy nadal dużo do zaoferowania, nie osiadlysmy na laurach, pracujemy nad sobą. Jesteśmy też dzięki temu bardziej świadome siebie. Znajomym to nie trzeba mówić, ja nie mówię za bardzo, wolę tym najblizszym. Oni właśnie predzej zrozumieją. Twoja znajoma nietaktownie, pewnie nie wie nic o nerwicy.
Tez nie rozpowiadam,wiedza tylko ci najbliżsi.Ale i tak akurat ta osoba mnie zaskoczyła.
Co do związku,to jeszcze nikogo konkretnego nie ma,ale tak na poważnie zaczyna mi chodzić po głowie chęć zmiany.Jeszcze rok temu niby chcialam być z kim Ale teraz mam wrażenie,ze bardziej na zasadzie aby zapełnić pustkę niż na zasadzie aby być na równi z kimś.Teraz jestem co prawda sama ale tej pustki juz nie ma.
Chciałabym tylko,aby w razie czego ze mną był, anie przestraszył się albo co gorsza nie uciekł
Gdyby ktoś "uciekł" od Ciebie bo masz nerwicę to jeszcze mu daj kopa w tyłek żeby szybciej leciał. Co jest wart człowiek, który w takiej chwili daje dyla od partnera? Co będzie jak się pojawią gorsze problemy? Też ucieknie - proste. Szkoda słów na takich
Watlusz z tymi lekami to różnie. Czasem lepiej je brać a czasem nie trzeba. U mnie uznano, że nie trzeba. Potem po tej terapii powiedziała kiedy w razie czego będę musiała do niej się zgłaszać, ale póki vo prawie rok nie wraca
Tak jak piszesz leki nie zawsze są potrzebne. Jednak gdy nerwica jest na prawdę silna to z tego co wiem nie obejdzie się bez nich. Moja żona przyjmuje je już od 10 lat. Z przerwami ale niestety bardzo krótkimi. Dawki oczywiście się zmieniają - na szczęście ostatnio zmniejszają ![]()
Mam wrażenie, że kobiety mają w tej kwestii łatwiej, dużo łatwiej. Kobieta ma społeczne przyzwolenie na gorsze dni, okazywanie słabości, lęki i obawy. Zdecydowana większość społeczeństwa niewiele wie o nerwicy, więc jej zwyczajnie u kobiety nie rozpozna. U mężczyzny też nie, ale facet z takimi objawami dostaje łatkę "dziwnego". Kobieta ma na to mniejsze szanse.
Rossanko, to chyba nie nerwica jest Twoim problemem, ale...jej kompleks. Dlaczego zadajesz pytanie czy osoba z nerwicą może być dobrym rodzicem? Przecież to Ty i tylko Ty wiesz najlepiej. Tylko Ty możesz ocenić jak bardzo Twoja nerwica przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, możesz "z grubsza" oszacować jak wyglądałby związek z Tobą i Twój stosunek do macierzyństwa.
Dlaczego pytasz innych czy da się być w związku z osobą chorą na nerwicę? Ci "inni" żyją z innymi przypadkami nerwicy. Ty, tylko Ty, powinnaś wiedzieć, czy da się z Tobą być w związku.
Wiesz, opisane przez Ciebie objawy, o ile są przejściowe, nie wyglądają dramatycznie. Na ziemię się nie rzucasz
Mam jednak wrażenie, że nerwica towarzyszy Ci na co dzień. Ciągłe myśli o tym, że jesteś chora, "niepełnowartościowa" - to raczej bardziej przeszkadza w postrzeganiu Cię jako potencjalnej partnerki niż okresy gorszego samopoczucia...
Edit:
tak, masz rację. We wcześniejszych wypowiedziach mówiłam o charakterze, osobowości mojego potencjalnego partnera. Nie mogłabym być z pesymistą, melancholikiem, osobą chwiejną emocjonalnie. Bez różnicy, czy on ma nerwicę, czy nie. Jednak osoby z nerwicą zazwyczaj posiadają którąś z tych cech. Stąd moja odpowiedź, że nie mogłabym być z osobą chorą na nerwicę. Ale gdyby był wątek: "Czy moglibyście być z pesymistą" to tak samo odpowiedziałabym: nie. Moje poglądy więc nie są ściśle powiązane z nerwicą.
U znajomego, przyjaciela, szczególnie jak byłby bardzo interesujący, nie przeszkadzałaby mi nerwica.
Natomiast w związku- absolutnie nie ma mowy.
Mam za sobą małżeństwo z mężczyzną ze schizotypowym zaburzeniem osobowości i nigdy więcej nie chciałabym do takiego układu wracać
Ciągłe zmiany nastroju, paranoja, napady złości, nadużywanie alkoholu- dzięki, ale dzięki nie. Nigdy nie wiedziałam czy jak wrócę z pracy czy mąż będzie "normalny" czy na przykład ogarnięty podejrzeniami o tym, że go nagminnie zdradzam ( "widziałem jak patrzyłaś na listonosza"- tak, do tego stopnia), a może przestanie się odzywać bez powodu na kilka dni, a może będzie wydzierał się na mnie przez kilka godzin po nocy, a może płakał o szóstej rano. Mój mąż był pod obserwacją lekarza i brał leki, jak zarówno chodził na terapię. Aż mi ciarki po plecach chodzą jakby się zachowywał gdyby odmówił pomocy lekarskiej.
Oczywiście taki ciężki przypadek zaburzenia osobowości z cechami schizofrenii (okazyjnie słyszał głosy) to nie jest jakaś umiarkowana nerwica lękowa, ale mimo tego raczej nie zdecydowałabym się na związek z kimś, kogo stany emocjonalne są rozchwiane. Mój dom to mój zamek- nie chcę tam chaosu.
rossanka napisał/a:Chciałabym tylko,aby w razie czego ze mną był, anie przestraszył się albo co gorsza nie uciekł
Gdyby ktoś "uciekł" od Ciebie bo masz nerwicę to jeszcze mu daj kopa w tyłek żeby szybciej leciał. Co jest wart człowiek, który w takiej chwili daje dyla od partnera? Co będzie jak się pojawią gorsze problemy? Też ucieknie - proste. Szkoda słów na takich
Mam obawę, że własnie nerwica to byłby ten gorszy problem dla partnera.
Z innymi problemami dam radę.
Mam wrażenie, że kobiety mają w tej kwestii łatwiej, dużo łatwiej. Kobieta ma społeczne przyzwolenie na gorsze dni, okazywanie słabości, lęki i obawy. Zdecydowana większość społeczeństwa niewiele wie o nerwicy, więc jej zwyczajnie u kobiety nie rozpozna. U mężczyzny też nie, ale facet z takimi objawami dostaje łatkę "dziwnego". Kobieta ma na to mniejsze szanse.
Dla mnie nerwica to nerwica, bez różnicy, czy jest u kobiety czy u mężczyzny.Może tylko kobieta predzej szuka pomocy , a facet nie, a co gorsze może popaść a w alkoholizm.Wtedy staje się "pijakiem"a nie nerwicowcem.(tylko oczywiście nie każdy alkoholik ma nerwice, żeby nie było).
Rossanko, to chyba nie nerwica jest Twoim problemem, ale...jej kompleks. Dlaczego zadajesz pytanie czy osoba z nerwicą może być dobrym rodzicem? Przecież to Ty i tylko Ty wiesz najlepiej. Tylko Ty możesz ocenić jak bardzo Twoja nerwica przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, możesz "z grubsza" oszacować jak wyglądałby związek z Tobą i Twój stosunek do macierzyństwa.
Dlaczego pytasz innych czy da się być w związku z osobą chorą na nerwicę? Ci "inni" żyją z innymi przypadkami nerwicy. Ty, tylko Ty, powinnaś wiedzieć, czy da się z Tobą być w związku.
Nie dokońca.Nigdy nie miałam dzieci, nie wiem jakim bym była rodzicem.Może mi się wydawac, ze dobrym ,że bym się starała, ale tego nikt nie wie.
Ogólnie myślę, że dam radę, ale w gorszych chwilach przypomina mi się ta nerwica,wtedy mam wątpliwości, nie byłabym takim pełnowartościowym rodzicem przez to
I partnerem ![]()
Co do związku, nie odpowiadam za myśli partnera, mi może się wydawać, że da się ze mną być w związku, ale co będzie uważała druga strona-tego nie wiem.Dlatego się pytam.
Wiesz, opisane przez Ciebie objawy, o ile są przejściowe, nie wyglądają dramatycznie. Na ziemię się nie rzucasz smile Mam jednak wrażenie, że nerwica towarzyszy Ci na co dzień. Ciągłe myśli o tym, że jesteś chora, "niepełnowartościowa" - to raczej bardziej przeszkadza w postrzeganiu Cię jako potencjalnej partnerki niż okresy gorszego samopoczucia...
No Vinnga, ale zobacz jak to wygląda. Ludzie na ogół mówią, ze tak, cierpiący na nerwice, oczywiście , może sobie funkcjonowac w społeczeństwie, mogą mieć taką przyjaciółkę, przyjaciela, sąsiada,ciotke,ale już do związku to nie(nie wszyscy , żeby było jasne).Ciężko żyć jak jakiejś trędowatej.
Mam takie przemyślenia, że dotąd nie udało mi się stworzyć stałego związku, że możeby były w przeszłości szanse, tylko ja te szanse odpuszczałam po jakim ś czasie.Nie mieściło mi się w głowie, że ktoś, facet , mógłby być w związku z nerwicą. To wolałam odpuścić.
U znajomego, przyjaciela, szczególnie jak byłby bardzo interesujący, nie przeszkadzałaby mi nerwica.
Natomiast w związku- absolutnie nie ma mowy.
O tym własnie mówię, Vinnga.
za sobą małżeństwo z mężczyzną ze schizotypowym zaburzeniem osobowości i nigdy więcej nie chciałabym do takiego układu wracać hmm Ciągłe zmiany nastroju, paranoja, napady złości, nadużywanie alkoholu- dzięki, ale dzięki nie. Nigdy nie wiedziałam czy jak wrócę z pracy czy mąż będzie "normalny" czy na przykład ogarnięty podejrzeniami o tym, że go nagminnie zdradzam ( "widziałem jak patrzyłaś na listonosza"- tak, do tego stopnia), a może przestanie się odzywać bez powodu na kilka dni, a może będzie wydzierał się na mnie przez kilka godzin po nocy, a może płakał o szóstej rano.
Nie mam żadnych z tych zachowań, więc nie bardzo na temat:/ To chyba bardziej pod schizofrenie podchodzi.
Ale jakby mi się ktoś tak zachowywał, albo by był agresywny, bił, podejrzliwy, ganiał po domu z nożem też bym uciekła, nie patrzac czy to nerwica, czy schozofrenia czy "po pijaku".
Oczywiście taki ciężki przypadek zaburzenia osobowości z cechami schizofrenii (okazyjnie słyszał głosy) to nie jest jakaś umiarkowana nerwica lękowa, ale mimo tego raczej nie zdecydowałabym się na związek z kimś, kogo stany emocjonalne są rozchwiane. Mój dom to mój zamek- nie chcę tam chaosu.
czy moje stany są rozchwiane?Niech pomyślę.Raczej nie, przynajmniej na zewnątrz.Powiedziałaby , ze u mnie problem jest nadwrażliwość.Np widze bezdomnego psa - potrafie myślec o nim do wieczora i się martwić, ze jest tyle bezdomnych zwierząt a ja im nie mogę wszystkim pomóc.Albo mam nieprzyjemną sytuacje w kolejce po bułki, z kimś się pokłoce, przez pare nastepnych godzin zamiast jak normalny człowiek zapomnieć, będe myślała:amoże trzebabyło powiedzieć lepiej tak i tak?Martwie się o swoich bliskich, czy nie zachorują nie beda miec wypadku itd.
Ogólnie nie rzucam talerzami, nie spazmuje, nie wyrzucam za drzwi, nie kontroluje.Tylko ta nerwica.To mnie stawia niżej od normalnych ludzi, wiem.
Ale i tak nadal szukam człowieka , któremu by to nie przeszkadzało. Nawet jeśli 80 procent jest na nie 20 jest na tak.
Rossanka, ale jak partner by reagował nieproporcjonalnie do tego co mu się przydarzyło każdego dnia, to by mnie to bardzo męczyło. Nie mam ochoty wysłuchiwać ile biednych babć targa siatki na ulicy, ile jest bezdomnych psów i jak wredna była pani w kolejce- godzinami. Szczerze, taka nadwrażliwość denerwowałaby mnie nawet w przyjaciółce.
Szczerze, taka nadwrażliwość denerwowałaby mnie nawet w przyjaciółce
Nadwrażliwość a choroba to różnica jednak.
Poza tym osoba z nerwicą niekoniecznie jest (jak to określasz) nadwrażliwa
Rossanka, ale jak partner by reagował nieproporcjonalnie do tego co mu się przydarzyło każdego dnia, to by mnie to bardzo męczyło. Nie mam ochoty wysłuchiwać ile biednych babć targa siatki na ulicy, ile jest bezdomnych psów i jak wredna była pani w kolejce- godzinami. Szczerze, taka nadwrażliwość denerwowałaby mnie nawet w przyjaciółce.
Wiem.Dlatego ja sobie tak tylko wewnętrznie myślę ale nikomu o tym nie mowie.Mogę raz cos wspomnieć,ale resztę zachowuje dla siebie.Bo zdaje sobie sprawę,ze to może być dla drugiej strony męczące.
Co nie znaczy ,ze z tym nic nie robię.Gdy mam problem dzialam,terapeutyzuje się,i tak zrobiłem juz duze postępy .Nie uznaje takiego " nic się nie da zrobić ,wiec nic nie robiue",chociaż możliwe są jeszcze potknięcia.
Wiem tylko,ze z ta wrazliwoscia do konca nic nie zrobię,denerwuje się gdy ktoś z bliskich choruje,umiera,ma wypadek,gdy cierpi jakieś zwierzę,gdy pokloce się z kimś.Staram się przynajmniej w miarę możliwości panować nad tym to jest nienakrecac się dalej,myśląc pozytywnie.Postępy juz są.Wrażliwość jednak jest wrodzona.Powiem tak wrażliwość swoja zostawiam ale pracuje nad nadwrażliwością.
O teraz jaśniej.
Wiem o co Ci chodzi,tez męczy mnie,jeżeli ktoś mi dzień w dzień jeczy o tym samym nic z tym dalej nie robiąc.
Moja nerwica mam wrażenie jest bardziej wewnętrzną,uderza głównie we mnie. Działać to może tak,ze nawarstwia mi się dużo spraw, dochodzi do psychosomatycznychy objawow i boje się ze właśnie te objawy odstrasza partnera.
Jako osoba zmagająca się z tym problemem ( sama mam nerwice, stany lękowe) mogę napisać, że to może spotkać każdego bez wyjątku. Też kiedyś byłam normalna beztroska i dosyć silna psychicznie. Niestety spotkała mnie naprawdę straszna rzecz która rozwaliła moją psychikę totalnie.
Czasami nie warto skreślać kogoś tylko dlatego, że ma problemy ze sobą. Można powiedzieć, że jestem w tej samej sytuacji co autor wątku ale z drugiej strony bo to ja jestem chora ale mimo to mam kogoś i ta osoba nie przestraszyła się i na wieść o chorobie nie uciekła.
Beyondblackie napisał/a:Rossanka, ale jak partner by reagował nieproporcjonalnie do tego co mu się przydarzyło każdego dnia, to by mnie to bardzo męczyło. Nie mam ochoty wysłuchiwać ile biednych babć targa siatki na ulicy, ile jest bezdomnych psów i jak wredna była pani w kolejce- godzinami. Szczerze, taka nadwrażliwość denerwowałaby mnie nawet w przyjaciółce.
Wiem.Dlatego ja sobie tak tylko wewnętrznie myślę ale nikomu o tym nie mowie.Mogę raz cos wspomnieć,ale resztę zachowuje dla siebie.Bo zdaje sobie sprawę,ze to może być dla drugiej strony męczące.
Co nie znaczy ,ze z tym nic nie robię.Gdy mam problem dzialam,terapeutyzuje się,i tak zrobiłem juz duze postępy .Nie uznaje takiego " nic się nie da zrobić ,wiec nic nie robiue",chociaż możliwe są jeszcze potknięcia.
Wiem tylko,ze z ta wrazliwoscia do konca nic nie zrobię,denerwuje się gdy ktoś z bliskich choruje,umiera,ma wypadek,gdy cierpi jakieś zwierzę,gdy pokloce się z kimś.Staram się przynajmniej w miarę możliwości panować nad tym to jest nienakrecac się dalej,myśląc pozytywnie.Postępy juz są.Wrażliwość jednak jest wrodzona.Powiem tak wrażliwość swoja zostawiam ale pracuje nad nadwrażliwością.
O teraz jaśniej.
Wiem o co Ci chodzi,tez męczy mnie,jeżeli ktoś mi dzień w dzień jeczy o tym samym nic z tym dalej nie robiąc.
Moja nerwica mam wrażenie jest bardziej wewnętrzną,uderza głównie we mnie. Działać to może tak,ze nawarstwia mi się dużo spraw, dochodzi do psychosomatycznychy objawow i boje się ze właśnie te objawy odstrasza partnera.
Rossanko, zajrzyj do wątku "Niski wzrost = brak randek" i zamien kazde "niski wzrost" na"nerwicę" i masz swoj wątek ;P
Nerwica to tylko jeden z aspektów bycia takim, a nie innym. A ty zaczynasz się zafiksowywać na tym jednym aspekcie robiąc z niego zyciowy problem. I jeżeli on faktycznie urasta do rangi przeszkody, to tylko dlatego, że ty sam pozwoliłaś mu tak się rozrosnąc i przejąc dominujące miejsce.
Czy ktoś mógłby pokochać osobę z nerwica? A czy TY SAMA umiesz siebie pokochać taka, jaką jesteś?
61 2014-12-02 13:36:47 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2014-12-02 13:59:53)
Rossanka, jest różnica pomiędzy reakcją na ciężkie sytuacje, poważny stres, czyjąś chorobę, śmierć, a spędzaniem godzin nad nieistotnymi (w moim odczuciu) głupotami, typu "ktoś na mnie krzywo na ulicy popatrzył". Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że dla danej osoby, np. mającej nerwicę na tle relacji społecznych, jakiekolwiek kontakty z innymi są źródłem wielkiego stresu i bólu, a nie czymś nieistotnym, tylko, że nie wydaje mi się, że chciałabym z taką osobą na co dzień się zmagać. Trudno podobne zaburzenia ukrywać i po pewnym czasie stają się prawdziwym problemem w związku.
Nie mówię, że osoby z nerwicami nie mogą być w udanych związkach- ależ mogą
Tylko, że nie każdy sprawdza się w takich relacjach. Wszystko należy od nasilenia objawów i od tego drugiego człowieka.
Problemem nerwicy jest sama nerwica ![]()
Nie wiem,czasem myślę,ze ok mam ta nerwice,jest to jakastam moja przypadłość,jeden ma chore nerki inny trądzik,ktoś jest bez nogi inny jest za niski...Ja mam nerwice i jest ok.
Ale zaraz pojawia się myśl,ze to nie jest wina tych osób,bo nikt nie ma wpływu na wzrost,albo na chorobę serca,a że ja mam "to", wiec musi być to moja niejako wina,bo pozwalam na to i jeszcze za malo się staram.
Bywało o wiele gorzej,nie mam juz od dawna silnych napadów leków,objawy somatyczne- niektóre całkowicie ustąpiły,albo są o wiele,wiele mniejsze ,ale jakieś tam zdarzają sie.Kiedy wracają, jestem zła,ze znowu je mam,ze nawalilam,nie staralam się wystarczająco.Niewystarczająco dobra.Ciągle za malo(jeśli chodzi o nerwice).
W wątku Beyondblack bodajże rozmawialiśmy o robieniu czegoś na czas ,Ona odkłada wiecznie cos-ja jak u niej juz w wątku pisalam ,byłam zbyt zorganizowana,wszystko musiało być pod dyktando.Obecnie wrzucilam sobie w innych sprawach życia na luz.Nie muszę być zawsze punktualna,na czas,mogę się pomylić,mogę nawet przy parkowaniu zarysować auto,albo dostać mandat za złe parkowanie. Tu sobie odpuscilam i żyje mi się lepiej.
Z nerwica jest juz lepiej ale jeszcze niewystarczająco.
Niski wzrost faceta przeszkoda w związku?Tak jak nerwica?No nie wiem, on nie ma wpływu.Ja ,,nie wiem,nie dość dobra jestem,ze jeszcze ja mam:/
Karmel-i jak sobie radzisz?Co na to partner?
Oj rossanka trochę się "zakręcasz" na swojej chorobie. W sumie przy nerwicy jest o to dosyć łatwo. Chodzisz aktualnie na jakąś terapię, korzystasz z pomocy fachowca? Wydaje mi się, że powinnaś takiemu komuś powiedzieć to co tera znam tutaj piszesz
Oj rossanka trochę się "zakręcasz" na swojej chorobie. W sumie przy nerwicy jest o to dosyć łatwo. Chodzisz aktualnie na jakąś terapię, korzystasz z pomocy fachowca? Wydaje mi się, że powinnaś takiemu komuś powiedzieć to co tera znam tutaj piszesz
Tak chodze, chodze.Właśnie ten problem jest aktualnie na tapecie i tu utknelam.I ani rusz dalej na razie.
No i widzisz,Ty mówisz ze ja się nakrecam,ale teraz widzę,ze to mój problem a inni to bagatelizuja,nie widza,ze ja mam racje bo to duży problem-tak widzę z poziomu nerwicy.Jakąś tam moja bardziej realistyczna część widzi jednak,ze mogę się mylić i niepotrzebnie wyolbrzymiam.To tak:teoretycznie wiem,ze Wy,terapeuta macie racje,ale uczuciowo tego nie czuje.
65 2014-12-02 14:36:44 Ostatnio edytowany przez Wątłusz_Pierwszy (2014-12-02 14:37:05)
No i widzisz,Ty mówisz ze ja się nakrecam,ale teraz widzę,ze to mój problem a inni to bagatelizuja,nie widza,ze ja mam racje bo to duży problem-tak widzę z poziomu nerwicy.Jakąś tam moja bardziej realistyczna część widzi jednak,ze mogę się mylić i niepotrzebnie wyolbrzymiam
Typowy objaw nerwicowców. Powiem Ci na uspokojenie, że wyjdziesz z tego jak mówią lekarze w filmach
Głowa do góry. Moja żona miała identyczny problem tylko dotyczył "zakręcania" się na tym, że upadnie i dostanie jakiegoś ataku. Później było tak, że obwiniała siebie za nerwice, że to ona jest winna temu, że ją ma. Plus obwinianie się za wszystko i wymyślanie powodów pod tytułem "skąd wzięła się moja nerwica" oczywiście, że niby to ona do niej sama doprowadziła. Dobra terapia pomogła jej z tego wyjść. Ostatni raz tego typu objawy miała ponad 2 lata temu ![]()
Pamiętam, że jedną z rzeczy którą robiła było wypisanie na kartce co myślę o sobie, o chorobie, czego się boję a obok co mnie uspokaja, jakie są realne problemy, jak realnie (na chłodno) to wszystko wygląda.
np. "boję się ataku padaczki" a obok "nie choruję na padaczkę"
Oczywiście cała ta lista została później solidnie przepracowana z terapeutą i zajęło to spoooooooro czasu
Pracujesz nad sobą i będą efekty. To nie katar i po tygodniu nie minie ale minie