Cześć.
Mam pytanie do Was, a w szczególności do damskiej części publiki. Wiem że nie rozwieje to moich wątpliwości bo każdy jest na swój indywidualny sposób inny ale może mnie co nie co naprowadzicie. Najlepiej było by ją wprost zapytać ale najpierw chce zrobić mały research.
Sytuacja prezentuje się następująco.
Podoba mi się moja koleżanka. W prawdzie nigdy jej tego wprost nie powiedziałem ale było sporo sytuacji które to sugerowały więc myślę że sama już wie ze coś jest na rzeczy. Problem polega na tym że w kontaktach z innymi facetami jest wyluzowana, potrafi z nimi żartować, zaczepiać ich, droczyć się z nimi. W kontaktach ze mną jest zupełnie inna. Bardziej poważna, spięta, zestresowana. Widzę to po tym, że podczas rozmowy ze mną zachowuje się jakby nie wiedziała co ma zrobić ze swoimi rękoma. Nerwowo nimi porusza, łapie się za wisiorek naszyjnika na jej szyi, bawi się długopisem itd. Ewidentnie są to odruchy spowodowane stresem. Nie potrafi też że mną zartowac, droczyć się i być tak "zaczepna" jak w kontaktach z innymi. Nawet gdy sam próbuje się z nią droczyć czy zaczepić to nie reaguje na to. Z innymi nie ma z tym problemów. Czasem zachowuje sie tez tak jakby chciała uciąć rozmowę lub nastaje niezreczna cisza. Z drugiej strony jednak nie daje też sygnałów jako by mogła mnie nie trawić. Jest dla mnie miła, podczas rozmowy patrzymy sobie prosto w oczy, odwzajemnia moje uśmiechy i sama z siebie też potrafi się czasem do mnie uśmiechać (nawet gdy czasem siedzieliśmy daleko od siebie to nasze spojrzenia potrafiły się spotkać co kończyło się długim patrzeniem prosto w oczy zakonczonym obustronnym usmiechem), cieszy się (myślę że to szczera radość lub bardzo dobrze udaje) gdy ją komplementuje. Nie wiem jak to odbierać. Czy jej dziwne zachowanie jest spowodowane tym że być może też jest mną zainteresowana czy może zupełnie odwrotnie czyli chce żebym dał jej spokój tylko nie umie o tym powiedzieć? Co o tym myślicie?
Z góry dziękuję za podpowiedzi.