Pomijając jak to się stało - jak w temacie. Zostałam singielką. Od 17 roku życia byłam w związku, a nie mówi się raczej o 16-letnich singielkach, toteż debiutuję niejako w nowej roli.
Zainspirował mnie wpis w jednym z tematów, o tym, że można uczyć się "sztuczek" z książek typu "Jak zdobyć faceta" - no przyznam, że zaniemówiłam, ale...
Zakładam nowy wątek, ponieważ zastanawiam się, czy ja coś powinnam wiedzieć? Zapewne nieco demonizuję, ale faceci czy świeże związki w moim wieku no to jest dla mnie całkowicie czarna magia, zupełnie nie wiem, co wypada, czego nie wypada, co robić, mówić etc. Nie to żebym to kiedykolwiek analizowała, bo właśnie nie! Jestem ekstremalnie nawet bezpośrednią osobą, ale...
Miałam taką jakby nauczkę, czy coś. Otóż umówiłam się na spotkanie z Jegomościem, spodobał mi się jak szlag, co pewnie było na tle nerwowym, ale to nieistotne.
Wątpliwości miałam całą górę: od zabawnych i najprostszych - czy to jest właśnie randka? Jeśli tak to moja pierwsza a jestem po 30-stce! Po różne większego kalibru.
Tak, czy owak ten przesympatyczny Jegomość zakończył ze mną współpracę jakimś komunałem pt. "nie jest gotów bla bla bla". Poczułam się trochę tak jakbym mu nieomalże proponowała małżeństwo. Tak czy inaczej chemia w moim przekonaniu była, była to moja najbardziej erotyczna przygoda w życiu (w sensie mojego odczucia czystego instynktu). Tymczasem nawet się nie całowaliśmy! Nie wiedziałam naprawdę dotąd co to jest prawdziwy pociąg seksualny.
Jestem trochę w kropce, czuję się nawet dość śmiesznie bo pewnie podniecam się jak podlotek!
Podchodzę do tego raczej z uśmiechem. Tylko może ja jednak coś powinnam wiedzieć? Cokolwiek? Jak w ogóle poznać np. czy on też czuje te chemię? Bo najwyraźniej jakoś mi to nie wyszło
Proszę dodajcie mi otuchy! ![]()