Witajcie.
Od prawie dwóch lat jestem z moim TŻ. Układa Nam się bardzo dobrze. Nie zaprzeczam, zdażają nam się kłótnie, ale bardzo się kochamy i nie widzimy świata poza sobą.
Od lipca nie utrzymuję kontaktów z przyjaciółką ,(raczej już byłą.(nazwijmy ją Ania). Jej zachowanie stało się tak bardzo okropne,niemalże doprowadziło do rozstania z TŻ.
Z Anią przyjaźniłam się od 2009. Na dobrą sprawę jest to 5 lat. Wydawać się mogło,że przez tak długi okres czasu można kogoś poznać bardzo dobrze. Na początku to ona zawsze mnie pouczała: nie zmieniaj tak szybko chłopaków, dlaczego Ty palisz, pijesz tyle itp. Od kiedy poznałam Igora jej zachowanie zaczęło się zmieniać. Zaczęła poznawać chłopaków, flirtowała z nie jednym w tym samym czasie, zaczęły się imprezy itp.
Mój związek z TŻ był na początku dosyć na luzie... Zdażyło nam się rozstać po ok 2 miesiacach z mojego powodu. Miałam ogromną słabość do mojego byłego, pomimo że traktował mnie jak zero.Wiedziałam o tym, ale znów musiał mnie zranić aby rany się ponownie otworzyły. Wtedy zrozumiałam, że to był najwiekszy błąd, że zostawiłam takiego człowieka jak mój TŻ.
Bardzo się starałam,o jego zaufanie,powrót... udało się! Byłam znów najszczęśliwszą kobietą. Za to moja przyjaciółka nie cieszyła się z tego... Ciągle mówiła: "Ale Twój były to ma taką furę... jest taki bogaty,nie to co Twój TŻ, który mieszka na wsi(tak, mój chłopak mieszka na wsi, nie przeszkadza mi to. Jest to normalny człowiek jak każdy) Jak mogłaś to zrobić... miałaś taką okazję." Właśnie od tego momentu zaczęłam zauważać, że Ania zachowuje się jak tzw blachara, pociągają ją sportowe, zajebiste samochody, wnętrze człowieka jest nie ważne..
Spotkała kiedyś kolesia, z którym się związała. Najważniejsze że miał zajebistą furę i dużego
. Pierwsze spotkanie, od razu stosunek. Nie poznawałam jej, coś się zmieniło. Przecież to ona zawsze MNIE pouczała...Zmieniła się na tyle, że potrafiła w towarzystwie moim,mojego TŻ i jego kolegów mówić o tym jak on ją "jeb** swoim dużym ku***em w jego wspaniałym samochodzie". To zaczęło mnie irytować. Gdy prosiłam ją o wytłumaczenie ona się dziwiła. Twierdziła ze to całkiem normalne.
Zaczynała twierdzić, że nie lubi mojego TŻ, nie chciała się spotykać w wspolnym towarzystwie. Denerwowało mnie to...
Pewnego razu wyszłyśmy tylko we dwie i że los chciał,musiałysmy spotkać mojego byłego. Ania wiedziała że najlepiej by było, żebym nie utrzymywała z nim kontaktu, tymbardziej, że mój TŻ jest uczulony na niego. Ale moja przyjaciółka chciała się zemścić.. wykorzystała sytuację i podeszła do niego i rozpoczęła konwersację. Ja stałam z boku i się przyglądałam. na szczescie, nie trwało to długo.
Następnego dnia miałyśmy jechać na drugi koniec miasta rowerami. Musiałam dla znajomej podrzucić pare rzeczy. W ostatniej chwili Ania sie rozmyśliła i niestety musiałam jechać sama. Zawsze jezdzę przez centrum, tam mój były (oczywiscie to nie był powód wyboru trasy). Ania doskonale o tym wiedziała i uknuła plan.. bardzo dziwny widok zastałam przejeżdzając obok domu byłego...stał z rowerem pod bokiem tak jakby na mnie czekał. Nie wiem dlaczego, ale uległam i pojechaliśmy razem. Sytuacja jak sytuacja... następnego dnia powtórzyło się to samo, tylko w towarzystwie Ani..
Wiedziałam, ze to jej sprawka. Udało się jej, mój TŻ się dowiedział... mieliśmy straszny kryzys, ale zrozumiał, że główną "realizatorką" była Ania. Ja czułam się do tego stopnia winna, że chciałam odejść. Nie pozowolił... Powiedział tylko:JA albo ONA.
Wybrałam jego...a ona z przyjaciółki stała się wrogiem. Nie mamy ze sobą kontaktu. Może opisując to nie oddaje wszytstkich uczuc (nie jestem w tym dobra), ale takie są realia.
Nie mam teraz żadnej przyjaciółki. Są koleżanki. Wolę poświęcać swoją uwagę i czas dla mojego przyszłego MĘŻĄ ![]()