netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Toksyczna matka

26 odpowiedzi10 549 wyświetleńzałożony przez takatam, 24.09.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Toksyczna matka

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1 Ostatnio edytowany przez takatam (2015-09-24 00:33:10)

Temat: Toksyczna matka

Piszę to, bo jestem już naprawdę zdesperowana. Moja kochana mamusia zrujnowała mi całe życie. Jak? Popełnia chyba wszystkie możliwe błędy, jakie można popełnić względem dziecka. Wydaje mi się, że jest toksyczna.
1. Jest uzależniona od sprzatania. Cały dzień tylko sprząta. Nic innego nie robi. A przy tym całym sprzątaniu narzeka, że ma tyle roboty, jest taka umęczona i nikt jej w tym nie wyręczy. Jakby już wszystko posprżątała i nie byłoby co robić, to by pewnie jeszcze poszła posprzątać do sąsiadki. Bo przecież nie można odłożyć wytarcia kurzu na następny dzień, bo kurz się przyklei na zawsze i już się go nie wyczyści. A potem trzeba iść pozamiatać pustynię. Ja jestem mniej pracowita i sprzątam tylko to, co tego wymaga, resztę zostawiam. Mama narzeka, że tu mam plamkę w pokoju, tam mam pajęczynkę. Wmawia mi, że jak już będę miała męża, to będzie się przyklejał do syfu, że nie będę umiała zadbac o dom, ugotować mu obiadu i w ogóle będzie miał ze mną przekichane. Że ona to potrafi najlepiej na świecie sprzątać, a ja nie. Pomagam jej w tym sprzątaniu, ale jej wciąż mało. Powinnam robić więcej. Najlepiej jakbym zrezygnowała całkowicie z życia prywatnego i poświęciła się dla sprzątania w domu. Bo przecież taki jest cel kobiety. To, że umiem robić grafikę komputerową, że na tym trochę zarabiam, że maluję obrazy, mówię w trzech językach, znam się na komputerze, liznęłam trochę programowania stron, jestem zawodową krawcową i umiem jeszcze sporo innych rzeczy, to za mało. Bo nie umiem gotować i nie lubię sprzątać. A wg mojej matki to podstawa. Jestem więc nie nie warta i nic ze mnie już nie będzie. Nie pomaga mówienie, że jak przyjdzie czas, to się nauczę gotować i sprzątać też będę wcale nie gorzej od niej. Nieważne. Ważne, ze teraz mnie do tego nie ciągnie, i trzeba mnie za to skrytykować. Najlepiej przy znajomych. A żeby dodać dramatyzmu, trzeba opowiedzieć, jak 10 lat temu ugotowałam budyń na wodzie. Trzeba już pominąc fakt, że po prostu pomyliłam opakowania, bo tuż obok leżał kisiel, a ja z automatu wsypałam ten budyń myśląc, ze to właśnie kisiel. Nieważne, to trzeba pominąć w tej jakże dramatycznej opowieści. Ważne, że jestem skrajnie głupia i gotuję budyń na wodzie. Trzeba o tym wspomnieć facetowi, który mi się podoba, żeby przypadkiem się mną nie zainteresował.
2. Jest negatywna do granic możliwości. Wszędzie doszukuje się teorii spiskowych. Kasjerka w sklepie pomyliła się o 50 groszy przy wydawaniu reszty. Na pewno zrobiła to specjalnie, chciała ją oszukać. W ogóle wszyscy oszukują, kradną, zabijają. Nie wolno mi jechać do koleżanki na drugi koniec Polski, bo mnie zgwałcą, zabiją i zakopią w ogródku. Dostałam zlecenie na zrobienie grafik do gry. Mama mnie skutecznie zniechęciła. Wmówiła mi, że na pewno mnie oszukają, nie zapłacą, że na pewno mają 100 osób lepszych na moje miejsce i tylko czekają, żeby mnie wywalić z projektu. Najlepiej jak pójdę do pracy do biedronki i do końca życia będę pracować jako sfrustrowana kasjerka za najniższą krajową. Bo przecież na grafice nie zarobię, bo są lepsi ode mnie, a w ogóle zleceniodawcy mnie oszukają bo mieszkają na drugim końcu Polski.
3. Porównuje mnie z innymi, a najlepiej to ze sobą samą. Gdy jej mówię, że jej zachowanie wywiera na mnie wpływ, mówi, że jej rodzice zachowywali się tak samo i jakoś nic jej się przez to nie stało. Czyli ja jestem totalnie do bani, skoro jej sie nic nei stało, a ja mam przez to wszystko depresję. Porównuje mnie do dziewczyny mojego brata, bo ona tak super gotuje i w ogóle jest piękna i mądra. Robi to przy niej, przez co ta dziewczyna nie ma do mnie szacunku i traktuje mnie jak jakieś g**o, z którego można się śmiać. Ją to matka chwali za wszystko, a mnie za to samo nie pochwali. Jak ona upiecze ciasteczka u nas w domu, to jest taka super, kochana i w ogóle och ach. Ja upiekę ciastka "Osz ty grubasie, nie powinnaś piec ciastek, jestes za gruba, będziesz się teraz pasła tymi ciastkami." Czuję się jak jakiś śmieć.
4. Wszędzie wojny i katastrofy. Dzień w dzień od rana nastawia mnie negatywnie czytając wiadomości o uchodźcach i o tym, co oni wyczyniają. Swego czasu na topie była domniemana wojna z Rosją, to cały dzień katowała mnie informacjami na ten temat i czarnymi scenariuszami. Że oni przyjdą, pozabijają nas, będą gwałcić, kraść, torturować i w ogóle będzie bardzo źle. A gdzies tam było trzęsienie ziemi, trzeba o tym gadać cały dzień, najlepiej jeszcze wmawiać, że u nas na pewno też wkrótce będzie. A jak nie, to jakiś huragan, pożar, bomba atomowa. Mam przez to koszmary, często śnią mi się kataklizmy albo, że uciekam przed wojną, mimo że wojny w życiu nie doświadczyłam i nawet nie oglądam wojennych filmów.
5. Chce żebym była taka jak ona. Gdy wstanę o godzinie 13, to jest bardzo źle. Bo ona wstaje o 8 rano. I ja też powinnam. Ona od rana sprząta, ja siedzę przy kompie, jem śniadanie i za robotę biorę się dopiero po dwóch godzinach. To bardzo źle. Z pewnością jestem uzależniona od komputera i w ogóle jestem do niczego.
6. Mam wszystko robić natychmiast, jak nie to zrobi sama i będzie mi robiła pół dnia wyrzuty sumienia, że musiała coś za mnie zrobić. Nie uznaje czegoś takiego, że w tej chwili mam inne zajęcie (np. maluję obraz) i nie mogę zrobić tego, co ona chce. U niej nie ma słowa "później". Albo robię teraz albo dostanie ataku w stylu "mam leniwe dzieci, mam wszystkiego dość".
7. Wpędza mnie w poczucie winy praktycznie bezustannie. Gdy chcę z nią porozmawiać na temat jej zachowania, zaczyna się wściekać albo płakać. Nie nie mogę jej powiedzieć, bo wtedy mówi, że powinna się zabić, bo jest złą matką. Mi się robi przykro i cel ma osiągnięty.
8. Straszy mnie konsekwencjami. Jak nie posprzątam natychmiast, to brud się przyklei. Jak nie znajdę pracy na umowę, to nie wypracuję emerytury. I tak dalej i tak dalej.
9. Nigdy nie chwali za to co robię dobrze, tylko krytykuje za to co robię źle. Gdy przyniosłam ze szkoły dobrą ocenę, było to tak oczywiste, jak słońce w dzień. Jak przyniosłam złą ocenę, to tragedia w trzech aktach.
10. Mam żyć jak ona chce i robić to co ona chce. Mam iść do pracy jako sprzątaczka albo kasjerka, bo praca jako grafik komputerowy to żadna praca. Nieważne, ze zarobiłabym więcej. Nabawię się przecież zwyrodnień kręgosłupa (a na kasie to nie), stracę wzrok i tak dalej i tak dalej. Ona sama całe zycie pracowała w ten sposób, albo sklep albo sprzątanie. Nie dopuszcza myśli, że można inaczej.
11. Jak dzieje mi się coś złego, to jest to moja wina, ale jak coś dobrego, to to jej zasługa. Nigdy na odwrót. Moja depresja jest moją winą, nie jej. To ja mam złe myślenie, powinnam nad sobą pracować i tak dalej. Ona nie musi. Ona jest w porządku. Tak samo moje problemy z żołądkiem. To na pewno wina tego, że pół roku temu zjadłam zupkę chińską. A to, że ona sama ma refluks i nadkwasotę i mogę dziedziczyć to genetycznie, nie chce do siebie tego dopuścić. Na pewno to moja wina, bo źle się odżywiam. Jem dokładnie to samo, co ona, co każdy normalny człowiek. Ale to i tak moja wina że od pół roku mam silne wzdęcia nawet po wypiciu szklanki wody, czego wcześniej nigdy w życiu nie miałam.
12. Ciągle powtarza, że bez niej to bym sobie nie poradziła. Przykładowo, udało jej się sprać jakaś trudną plamę z dywanu. Przychodzi do mnie z tą jakże wiekopomną nowiną, opowiada jak to dzielnie walczyła z plamą na dywanie i na koniec dodaje "ty to byś nie wiedziała co zrobić, nie poradziłabyś sobie z tym".
13. Ploteczki ploteczki i jeszcze raz ploteczki. To jest w niej jedna z gorszych cech. Obdzwania koleżaneczki i do każdej na drugą psioczy. A bo ta jej to powiedziała, a bo ta pierdnęła, a bo ta coś tam. Do Agaty trzeba obgadać Ankę, a do Anki Agatę. Aaaa i jeszcze dodać 50 niestworzonych rzeczy, które nie miały w ogóle miejsca. Często jej zwracam uwagę o to, bo gdy np. jestem obecna przy jej rozmowie z sąsiadką, to dokładnie pamiętam, co mówiła. A ona za chwilę dzwoni do koleżanki, opowiada, co jej sąsiadka powiedziała i dodaje do tego rzeczy, których ta w ogóle nie powiedziała. Gdy zwracam uwagę, to pada tekst "no dobra dobra nie powiedziała tak ale na pewno miała to na myśli".
14. Wszystkich krytykuje. Bezustannie. Przegląda na FB tablicę sąsiadki i krytykuje jej zdjęcia. A bo takie zdjęcie z nowym facetem, a to takie zdjęcie z psem, a to takie i owakie, a bo sąsiadka robi to czy to, a jak ona się ubiera, a co ona nie napisała. Ona sama na jej miejscu to by zrobiła tak a tak. Co ta sąsiadka? A bo ta znajoma to taka niezaradna, a bo ta to pali papierosy, a tamta coś tam coś tam.

I jak tu żyć? Jest jeszcze wiele rzeczy, których nie wymieniłam, nie o wszystkich teraz pamiętam. Czuję, ze moje życie się rozpada na kawałeczki i nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Dzień w dzień pretensje o wszystko, narzekanie, czarne scenariusze, straszenie i podcinanie skrzydeł. To moja codzienność. Czuję się jak jakiś śmieć. Chciałabym wyjść z depresji, chodzę do psychologa, ale to nic nie daje, jak po sesji wracam do domu i mama zaczyna robić problem o wszystko. Mam 31 lat i mieszkam z rodzicami. Moja depresja sprawia, że nie jestem w stanie poprawnie funkcjonować. Mam zachwiane jakiekolwiek postrzeganie rzeczywistości. Nie wiem co to szczęscie, nigdy tego nie zaznałam. Myślę, że w każdym zakamarku czyha na mnie zło. Boję się usamodzielnić, bo przecież mama wmówiła mi że sobie nie poradzę. Nie wytrzymuję w żadnej pracy dłużej niż rok. Chciałabym się od nich wynieść, bo wiem, że im dłużej tu jestem, tym gorzej, ale z drugiej strony tak panicznie się boję, że coś pójdzie nie tak. Że wynajmę mieszkanie i wybuchnie mi gaz albo ktoś się włamie i mnie okradnie. Że nie zarobię na rachunki, że przyjdzie jakiś kataklizm i będę odcięta od rodziny. Lubię być sama, a jednocześnie boję się być sama. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Najlepiej jak jestem sama w pokoju, ale jednak jak jest ktoś w domu, w innym pomieszczeniu. Prawie nie wychodzę z domu, bo mam wrażenie, że wszyscy oceniają mnie negatywnie. Nie spotykam się z ludźmi, bo myślę, że każdy o mnie myśli jak najgorzej. Że jestem gruba, żałosna, do niczego. Najlepiej jak jestem sama i nikt mnie nie ocenia, nie krytykuje, nie patrzy na mój zakazany ryj. Myślę, że nie zasługuję na nic. Że nie zasługuję na to, by ktokolwiek liczył się z moimi uczuciami. To ja musze liczyć się z innymi, brac pod uwagę, co inni pomyślą, jak się poczują, gdy zrobię to czy tamto. Ale inni mają prawo mnie jechać za wszystko, sponiewierać, obrażać. I ja nie mam prawa czuć się przez to źle. Gdy pracuję, boję się walczyć o swoje prawa, gdy są łamane, gdy współpracownicy albo szef wyżywa się na mnie, boję się sprzeciwić, bo myślę, że nie mam prawa. Że poniewieranie mnie przez innych to część mojego życia i tak ma być, choć z drugiej strony wiem, że tak być nie powinno. W rezultacie boję się iść do pracy, bo wiem, że prędzej czy później pracownicy zobaczą, że jestem ofiarą losu i wykorzystają to przeciwko mnie. Tak było wielokrotnie. Boję się zagadać do faceta, który mi się podoba, bo wydaje mi się, że ja nie zasługuję na miłość. Że nikt mnie nie chce, bo na pewno coś jest ze mną nie tak i mam wypisane na czole, ze nie umiem gotować i w ogóle to nic nie umiem. Mnie nie można kochać. Mnie można tylko poniewierać i wyśmiewać. Nie zasługuję na nic. Nawet na splunięcie. A moja kochana mama cały czas nieświadomie mnie w tym utwierdza. Zdaję sobie sprawę z tego, ze ona nie robi tego specjalnie. Ona już po prostu taka jest i to nie jej wina. Bo ją też tak traktowali rodzice. Dziadek latał za nią z siekierą, kiedy coś przeskrobała, a babcia lała ją rózgą. Nie miała łatwo. Ale gdy jej mówię, co jest nie tak i co powinna zmienić, to wpada w szał albo zaczyna płakać. Nawet o to ma pretensje. Że jakim prawem ja ją pouczam. To ja mam się zmienić. Już jej w ogóle nie mówię o mojej depresji, ona nawet nie wie jak bardzo się męczę. Jak dzień w dzień myślę o samobójstwie i tylko strach ze to będzie bolało i będę miała swiadomość że umieram mnie powstrzymuje. Gdyby była możliwa eutanazja i zapewniliby mnie że to jest bezbolesne i umrę bez świadomości, już dawno bym się zdecydowała.  Nikt o tym nie wie. Na codzień się uśmiecham, żartuję sama z siebie, pokazując że mam do siebie dystans, tylko po to by nikt mnie nie mógł zranić. Znajomi myślą, ze jestem takim wesołkiem, ciągle się śmieję w towarzystwie, ciągle ich rozbawiam. A w środku coraz bardziej chcę po prostu przestać istnieć. Nie mam już do niczego motywacji. Kiedyś byłam tak zacięta ze wszystkim, jak chciałam schudnąć, to nie jadłam przez kilka dni, potrafiłam zrzucić 30 kilo przez pół roku. A teraz. Nawet tydzień na racjonalnej diecie, to dla mnie ogromne wyzwanie. Ciągle się obżeram słodyczami bo żadnej innej przyjemności z życia nie mam. Nic mnie już nie cieszy. Kompletnie nic. Jestem jak wypalona świeca. Nie ma już płomienia, nie ma nic, co gnałoby mnie do przodu. Stoję w miejscu i czekam na śmierć z utęsknieniem. Już teraz czuję się jak martwa za życia. I nei wiem co dalej robić. Walczę. Wciąż walczę, żeby rozpalić ten mój płomień na nowo. Żeby żyć normalnie. Bo jestem tak bardzo uparta i nie chcę się poddać. Ale wciąż przegrywam. A im więcej razy przegrywam, tym trudniej mi jest się podnieść na nowo. Mama nic nie wie i według niej jestem po prostu leniwa, przez co nic nie robię ze swoim życiem. Nie szukam pracy, nie zarabiam kokosów na grafice, bo nie wywiązuję się z terminów i zwyczajnie tracę zlecenia. A ja po prostu jestem tak zniechęcona, że za każdym razem jak mam wykonać jakieś zlecenie, to podejmuję ciężką walkę sama ze sobą, zeby w ogóle zacząć to robić. Bo i tak myślę, że robię to beznadziejnie i to jest nic nie warte. Z jednej strony chciałabym tak pracować, zarabiać dużą kasę, bo ogarnięci graficy dobrze zarabiają, z drugiej jestem tak obciążona psychicznym balastem, że ściąga mnie on na samo dno i nie jestem w stanie się podciągnąć.
I tyle. Rozpisałam się, ale musiałam. Po prostu musiałam.

2

Odp: Toksyczna matka

Nie, nie musiałaś się rozpisywać. To co najważniejsze można napisać w sposób prosty.

3

Odp: Toksyczna matka

"Najlepiej jakbym zrezygnowała całkowicie z życia prywatnego i poświęciła się dla sprzątania w domu. Bo przecież taki jest cel kobiety. To, że umiem robić grafikę komputerową, że na tym trochę zarabiam, że maluję obrazy, mówię w trzech językach, znam się na komputerze, liznęłam trochę programowania stron, jestem zawodową krawcową i umiem jeszcze sporo innych rzeczy, to za mało. Bo nie umiem gotować i nie lubię sprzątać."

"Chciałabym wyjść z depresji, chodzę do psychologa, ale to nic nie daje, jak po sesji wracam do domu i mama zaczyna robić problem o wszystko. Mam 31 lat i mieszkam z rodzicami."

"Chciałabym się od nich wynieść, bo wiem, że im dłużej tu jestem, tym gorzej, ale z drugiej strony tak panicznie się boję, że coś pójdzie nie tak. Że wynajmę mieszkanie i wybuchnie mi gaz albo ktoś się włamie i mnie okradnie. Że nie zarobię na rachunki, że przyjdzie jakiś kataklizm i będę odcięta od rodziny. Lubię być sama, a jednocześnie boję się być sama. Nie wiem jak to wytłumaczyć. "

Mógłbym, jeszcze kilka, ale po co. To że masz takie życie, zalezy tylko od ciebie. Opisujesz siebie jako osobe zdolną, ale nie wyprowadzisz się bo nie wiesz czy sobie poradzisz. Czyli nie jesteś osobą zdolną. Osoba o takiej wiedzy utrzyma się spokojnie, ale ty nie chcesz, bo tak jest tobie wygodniej. Twój problem nie leży po stronie matki, ale po twojej i twojej "niemocy" wejścia w dorosłość, to jest śmieszne. Sorry, ale tak to widzę.
Nie postawiłaś sobie celu bo się boisz;
Nie masz swojego zycia, bo się boisz;
Nie potrafisz gotować, bo się nie nauczyłaś;
Chodzisz do psychologa, ale on nie pomaga, bo nie załatwia za ciebie twoich spraw;
Lubisz być sama, ale nie chcesz być sama.

Kobieto, najpierw to zacznij żyć jak osoba dorosła i bądź za siebie odpowiedzialna. Ale nie zrobisz tego, bo się boisz, co ozncza że nie potrafisz swoich zalet, umiejętności wykorzystać w życiu. Wolisz zrzucać na matkę.

Sorry, tak to widzę.

4

Odp: Toksyczna matka

Witaj! Napiszę tak.Udowodnij swojej matce, że  się myli. Pochwal się sukcesami i pokaż, że nie jesteście związane pępowiną i nie musi własnych kompleksów przelewać  na ciebie. Nie opowiadaj o kłopotach i problemach, a  zasyp ją własnymi osiągnięciami. Wynajmij mieszkanie i nie daj się sprowadzić do poziomu sprzątania i gotowania. Zapraszaj przyjaciół. Myślę, że ona w ciebie nie wierzy. Powodzenia.

5 Ostatnio edytowany przez Ba-Cha (2015-09-24 07:51:40)

Odp: Toksyczna matka
Summerka napisał/a:

Witaj! Napiszę tak.Udowodnij swojej matce, że  się myli. Pochwal się sukcesami i pokaż, że nie jesteście związane pępowiną i nie musi własnych kompleksów przelewać  na ciebie. Nie opowiadaj o kłopotach i problemach, a  zasyp ją własnymi osiągnięciami. Wynajmij mieszkanie i nie daj się sprowadzić do poziomu sprzątania i gotowania. Zapraszaj przyjaciół. Myślę, że ona w ciebie nie wierzy. Powodzenia.

popieram Sumerkę    tylko udowodnij SOBIE lol

masz TOKSYCZNĄ MATKĘ     ..... masakra  hmm hmm  ( takie ciągłe sprzątanie ... jest chore hmm )
a będzie co raz gorzej .... jak się nie usamodzielnisz ....

6 Ostatnio edytowany przez Ba-Cha (2015-09-24 08:05:52)

Odp: Toksyczna matka
facetJAKwielu napisał/a:

Mógłbym, jeszcze kilka, ale po co. To że masz takie życie, zalezy tylko od ciebie. Opisujesz siebie jako osobe zdolną, ale nie wyprowadzisz się bo nie wiesz czy sobie poradzisz. Czyli nie jesteś osobą zdolną. Osoba o takiej wiedzy utrzyma się spokojnie, ale ty nie chcesz, bo tak jest tobie wygodniej. Twój problem nie leży po stronie matki, ale po twojej i twojej "niemocy" wejścia w dorosłość, to jest śmieszne. Sorry, ale tak to widzę.
Nie postawiłaś sobie celu bo się boisz;
Nie masz swojego zycia, bo się boisz;
Nie potrafisz gotować, bo się nie nauczyłaś;
Chodzisz do psychologa, ale on nie pomaga, bo nie załatwia za ciebie twoich spraw;
Lubisz być sama, ale nie chcesz być sama.

Kobieto, najpierw to zacznij żyć jak osoba dorosła i bądź za siebie odpowiedzialna. Ale nie zrobisz tego, bo się boisz, co ozncza że nie potrafisz swoich zalet, umiejętności wykorzystać w życiu. Wolisz zrzucać na matkę. 

Sorry, tak to widzę.

   
nie masz za co przepraszać autorki - bo samą prawdę napisałeś
też popieram .. ..       powodzenia lol

7

Odp: Toksyczna matka

Znam ten ból...
Niestety, Ty musisz wykonać heroiczny krok i zacząć żyć po swojemu.
Wyprowadź się - to na początek.

8

Odp: Toksyczna matka
Ba-Cha napisał/a:
Summerka napisał/a:

Witaj! Napiszę tak.Udowodnij swojej matce, że  się myli. Pochwal się sukcesami i pokaż, że nie jesteście związane pępowiną i nie musi własnych kompleksów przelewać  na ciebie. Nie opowiadaj o kłopotach i problemach, a  zasyp ją własnymi osiągnięciami. Wynajmij mieszkanie i nie daj się sprowadzić do poziomu sprzątania i gotowania. Zapraszaj przyjaciół. Myślę, że ona w ciebie nie wierzy. Powodzenia.

popieram Sumerkę    tylko udowodnij SOBIE lol .

Dziewczyna walczy z nadwagą i potrzebuje wsparcia. Znajdzie je  u przyjaciół, a nie u matki, która w nią  nie wierzy. Nie można dobrze się czuć, spodziewając  się w każdej chwili krytyki. Oddalenie i wynajęcie mieszkania pozwoli na dystans wobec zachowania matki. Przesiadywanie przed komputerem i zajadanie stresu nie jest dobrym  rozwiązaniem i tu "toksyczna matka" ma rację. Ale nic poza tym.

9

Odp: Toksyczna matka
Cynicznahipo napisał/a:

Znam ten ból...
Niestety, Ty musisz wykonać heroiczny krok i zacząć żyć po swojemu.
Wyprowadź się - to na początek.


Cyniczna masz racje ....

po pierwsze temat Matki jest zawsze kontrowersyjny - bo zawsze znajdzie sie duszyczka co napisze :
nie wiadomo jaka będziesz Ty na starość hmm

takatam wyprowadź się od niej .... daleko ..... !!  uwierz w SIEBIE lol
jestem w wieku Twojej Matki
mieszkam ze swoją już staruszką ... nigdy do niej nie powiedziałam : mamusiu .... hmm  (może jako mniejsze dziecko smile )
całe życie była toksyczna ....
całe życie mnie wyśmiewała ..... echhh szkoda pisać .....
nie powtarzaj mojego błędu !! .... zacznij żyć swoim życiem >>>>

10

Odp: Toksyczna matka

kochana troche odwagi w życiu. 31 lat i dalej mieszkasz z rodzicami. to za dlugo ! odważ się i żyj sama dla siebie. z taka matką i z taka postawą niczego dobrego w życiu nie przeżyjesz.
Tylko d nas samych zależy jak przezyjemy życie. Życie nie jest ani lepsze ani gorsze od tego jak sobie je sama stworzysz. Nikt za Ciebie niczego nie zrobi. znajdz w sobie siłe i na początek się wyprowadź. A pozniej ułóż resztę planu i zacznij żyć! po swojemu smile

11

Odp: Toksyczna matka

Kiedy zaczęłam czytać Twój opis (to gonienie do sprzątania), pomyślałam że ja bym na Twoim miejscu wetknęła jej szpilę czy jej największą życiową ambicją jest bycie sprzątaczką z zamiłowania. Potem zdałam sobie sprawę, że to by nie była żadna szpila, tylko to jest faktyczny stan rzeczy.

Tak, Twoja matka jest toksyczna. Tak, jest ofiarą swoich rodziców, (a oni swoich, a oni swoich itd.) bo patologię przekazuje się z pokolenia na pokolenie, tak samo jak geny. To jej nie usprawiedliwia.

Miałam podobna matkę, tylko jednak chyba w lżejszej wersji. Sprzątanie, pretensje i zamiłowanie do napawania się nieszczęściami znam bardzo dobrze smile Miałam na przemian ciężkie pretensje o pierdoły, awantury, czasem szarpanie za włosy, czasem kopanie, wymuszanie poczucia winy, oraz "moja kochana córeczka". Nigdy nie wiedziałam czego się spodziewać. No i ja się buntowałam, praktycznie od zawsze smile
Ale i tak zaliczyłam epizody depresyjne i wiem co to znaczy wyuczona bezradność.

Ja myślę, że Twoja depresja nie jest endogenna, tylko powstała w reakcji na sytuację, w związku z czym jeśli poprawi się sytuacja, poprawi się Twój stan psychiczny. Niestety, nikt nie zrobi za Ciebie rzeczy najważniejszej i kluczowej: wyjścia do ludzi i poszukania pracy, która umożliwiłaby Ci samodzielne funkcjonowanie. Im dłużej siedzisz w domu, otoczona przez powykrzywiane odbicia rzeczywistości generowane przez Twoja matkę, tym bardziej pogłębia się Twój stan. Trzeba opuścić ten gabinet krzywych luster. Nie sądzę, zeby ktokolwiek w Twojej sytuacji, bombardowany codziennie przez lata taka dawką psychicznego syfu, nie miał jakichś problemów psychicznych.
To nieprawda, że że ludzie źle Ciebie widzą, mnie na przykład wydajesz się fajną, inteligentną babką. Tak, masz duży problem do rozwiązania, ale oprócz tego jesteś fajną i inteligentną babką. A problemy, takie czy inne, ma każdy.

Wiesz, za każdym razem kiedy matka będzie próbowała zrównać Cię z ziemią, pomyśl, że że tam po drugiej stronie ekranu jest taka Czarna Kotka, która myśli o Tobie życzliwie. Bo rozumie w dużej mierze Twoje problemy i uważa że jesteś fajna i inteligentna.

Niestety, odpowiedzialność za to jak poradzisz sobie z tą całą sytuacją spoczywa na Tobie, nie na matce. Ona, pomimo że jest dorosłą, świadomą  osobą, wybrała tę samą drogę co jej rodzice. Ty nie musisz. Możesz wyjść z patologii. Z depresji. Ja wiem, że trzeba siły, a Ty czujesz że jej nie masz.
To masz trochę ode mnie smile
Obrazek dodany przez użytkowniczkę

Będę zaglądać do tego wątku.  I mam nadzieję, ze za jakiś czas napiszesz "jutro wyprowadzam się od rodziców".

12

Odp: Toksyczna matka
Cynicznahipo napisał/a:

Znam ten ból...
Niestety, Ty musisz wykonać heroiczny krok i zacząć żyć po swojemu.
Wyprowadź się - to na początek.

Popieram w 100%! Wyprowadź się, ogranicz wasze kontakty, niech matka nie wie o Tobie wszystkiego, tj. o której wstajesz, kiedy i jak sprzatasz, jaką pracę wykonujesz. Odradzałabym też udowadnianie jej swojej wartości, chwalenie się sukcesami: takiej osoby nie da się zadowolić. Choćby autorka dostała pracę na umowę w korpo z pensją 10 tyś., to matka i tak będzie nie zadowolona - zwyczajnie dlatego, że zadowoliłoby ją jedynie to, gdyby córka żyła tak, jak ona sama żyje. Udowodnić trzeba sobie: że możesz być grafikiem, że możesz mieszkać sama i dać sobie radę. Nie daj wzbudzić w sobie tzw. wyuczonej bezradności.

13

Odp: Toksyczna matka
takatam napisał/a:

Piszę to, bo jestem już naprawdę zdesperowana. Moja kochana mamusia zrujnowała mi całe życie. Jak? Popełnia chyba wszystkie możliwe błędy, jakie można popełnić względem dziecka. Wydaje mi się, że jest toksyczna.
1. Jest uzależniona od sprzatania. Cały dzień tylko sprząta. Nic innego nie robi. A przy tym całym sprzątaniu narzeka, że ma tyle roboty, jest taka umęczona i nikt jej w tym nie wyręczy. Jakby już wszystko posprżątała i nie byłoby co robić, to by pewnie jeszcze poszła posprzątać do sąsiadki. Bo przecież nie można odłożyć wytarcia kurzu na następny dzień, bo kurz się przyklei na zawsze i już się go nie wyczyści. A potem trzeba iść pozamiatać pustynię. Ja jestem mniej pracowita i sprzątam tylko to, co tego wymaga, resztę zostawiam. Mama narzeka, że tu mam plamkę w pokoju, tam mam pajęczynkę. Wmawia mi, że jak już będę miała męża, to będzie się przyklejał do syfu, że nie będę umiała zadbac o dom, ugotować mu obiadu i w ogóle będzie miał ze mną przekichane. Że ona to potrafi najlepiej na świecie sprzątać, a ja nie. Pomagam jej w tym sprzątaniu, ale jej wciąż mało. Powinnam robić więcej. Najlepiej jakbym zrezygnowała całkowicie z życia prywatnego i poświęciła się dla sprzątania w domu. Bo przecież taki jest cel kobiety. To, że umiem robić grafikę komputerową, że na tym trochę zarabiam, że maluję obrazy, mówię w trzech językach, znam się na komputerze, liznęłam trochę programowania stron, jestem zawodową krawcową i umiem jeszcze sporo innych rzeczy, to za mało. Bo nie umiem gotować i nie lubię sprzątać. A wg mojej matki to podstawa. Jestem więc nie nie warta i nic ze mnie już nie będzie. Nie pomaga mówienie, że jak przyjdzie czas, to się nauczę gotować i sprzątać też będę wcale nie gorzej od niej. Nieważne. Ważne, ze teraz mnie do tego nie ciągnie, i trzeba mnie za to skrytykować. Najlepiej przy znajomych. A żeby dodać dramatyzmu, trzeba opowiedzieć, jak 10 lat temu ugotowałam budyń na wodzie. Trzeba już pominąc fakt, że po prostu pomyliłam opakowania, bo tuż obok leżał kisiel, a ja z automatu wsypałam ten budyń myśląc, ze to właśnie kisiel. Nieważne, to trzeba pominąć w tej jakże dramatycznej opowieści. Ważne, że jestem skrajnie głupia i gotuję budyń na wodzie. Trzeba o tym wspomnieć facetowi, który mi się podoba, żeby przypadkiem się mną nie zainteresował.
2. Jest negatywna do granic możliwości. Wszędzie doszukuje się teorii spiskowych. Kasjerka w sklepie pomyliła się o 50 groszy przy wydawaniu reszty. Na pewno zrobiła to specjalnie, chciała ją oszukać. W ogóle wszyscy oszukują, kradną, zabijają. Nie wolno mi jechać do koleżanki na drugi koniec Polski, bo mnie zgwałcą, zabiją i zakopią w ogródku. Dostałam zlecenie na zrobienie grafik do gry. Mama mnie skutecznie zniechęciła. Wmówiła mi, że na pewno mnie oszukają, nie zapłacą, że na pewno mają 100 osób lepszych na moje miejsce i tylko czekają, żeby mnie wywalić z projektu. Najlepiej jak pójdę do pracy do biedronki i do końca życia będę pracować jako sfrustrowana kasjerka za najniższą krajową. Bo przecież na grafice nie zarobię, bo są lepsi ode mnie, a w ogóle zleceniodawcy mnie oszukają bo mieszkają na drugim końcu Polski.
3. Porównuje mnie z innymi, a najlepiej to ze sobą samą. Gdy jej mówię, że jej zachowanie wywiera na mnie wpływ, mówi, że jej rodzice zachowywali się tak samo i jakoś nic jej się przez to nie stało. Czyli ja jestem totalnie do bani, skoro jej sie nic nei stało, a ja mam przez to wszystko depresję. Porównuje mnie do dziewczyny mojego brata, bo ona tak super gotuje i w ogóle jest piękna i mądra. Robi to przy niej, przez co ta dziewczyna nie ma do mnie szacunku i traktuje mnie jak jakieś g**o, z którego można się śmiać. Ją to matka chwali za wszystko, a mnie za to samo nie pochwali. Jak ona upiecze ciasteczka u nas w domu, to jest taka super, kochana i w ogóle och ach. Ja upiekę ciastka "Osz ty grubasie, nie powinnaś piec ciastek, jestes za gruba, będziesz się teraz pasła tymi ciastkami." Czuję się jak jakiś śmieć.
4. Wszędzie wojny i katastrofy. Dzień w dzień od rana nastawia mnie negatywnie czytając wiadomości o uchodźcach i o tym, co oni wyczyniają. Swego czasu na topie była domniemana wojna z Rosją, to cały dzień katowała mnie informacjami na ten temat i czarnymi scenariuszami. Że oni przyjdą, pozabijają nas, będą gwałcić, kraść, torturować i w ogóle będzie bardzo źle. A gdzies tam było trzęsienie ziemi, trzeba o tym gadać cały dzień, najlepiej jeszcze wmawiać, że u nas na pewno też wkrótce będzie. A jak nie, to jakiś huragan, pożar, bomba atomowa. Mam przez to koszmary, często śnią mi się kataklizmy albo, że uciekam przed wojną, mimo że wojny w życiu nie doświadczyłam i nawet nie oglądam wojennych filmów.
5. Chce żebym była taka jak ona. Gdy wstanę o godzinie 13, to jest bardzo źle. Bo ona wstaje o 8 rano. I ja też powinnam. Ona od rana sprząta, ja siedzę przy kompie, jem śniadanie i za robotę biorę się dopiero po dwóch godzinach. To bardzo źle. Z pewnością jestem uzależniona od komputera i w ogóle jestem do niczego.
6. Mam wszystko robić natychmiast, jak nie to zrobi sama i będzie mi robiła pół dnia wyrzuty sumienia, że musiała coś za mnie zrobić. Nie uznaje czegoś takiego, że w tej chwili mam inne zajęcie (np. maluję obraz) i nie mogę zrobić tego, co ona chce. U niej nie ma słowa "później". Albo robię teraz albo dostanie ataku w stylu "mam leniwe dzieci, mam wszystkiego dość".
7. Wpędza mnie w poczucie winy praktycznie bezustannie. Gdy chcę z nią porozmawiać na temat jej zachowania, zaczyna się wściekać albo płakać. Nie nie mogę jej powiedzieć, bo wtedy mówi, że powinna się zabić, bo jest złą matką. Mi się robi przykro i cel ma osiągnięty.
8. Straszy mnie konsekwencjami. Jak nie posprzątam natychmiast, to brud się przyklei. Jak nie znajdę pracy na umowę, to nie wypracuję emerytury. I tak dalej i tak dalej.
9. Nigdy nie chwali za to co robię dobrze, tylko krytykuje za to co robię źle. Gdy przyniosłam ze szkoły dobrą ocenę, było to tak oczywiste, jak słońce w dzień. Jak przyniosłam złą ocenę, to tragedia w trzech aktach.
10. Mam żyć jak ona chce i robić to co ona chce. Mam iść do pracy jako sprzątaczka albo kasjerka, bo praca jako grafik komputerowy to żadna praca. Nieważne, ze zarobiłabym więcej. Nabawię się przecież zwyrodnień kręgosłupa (a na kasie to nie), stracę wzrok i tak dalej i tak dalej. Ona sama całe zycie pracowała w ten sposób, albo sklep albo sprzątanie. Nie dopuszcza myśli, że można inaczej.
11. Jak dzieje mi się coś złego, to jest to moja wina, ale jak coś dobrego, to to jej zasługa. Nigdy na odwrót. Moja depresja jest moją winą, nie jej. To ja mam złe myślenie, powinnam nad sobą pracować i tak dalej. Ona nie musi. Ona jest w porządku. Tak samo moje problemy z żołądkiem. To na pewno wina tego, że pół roku temu zjadłam zupkę chińską. A to, że ona sama ma refluks i nadkwasotę i mogę dziedziczyć to genetycznie, nie chce do siebie tego dopuścić. Na pewno to moja wina, bo źle się odżywiam. Jem dokładnie to samo, co ona, co każdy normalny człowiek. Ale to i tak moja wina że od pół roku mam silne wzdęcia nawet po wypiciu szklanki wody, czego wcześniej nigdy w życiu nie miałam.
12. Ciągle powtarza, że bez niej to bym sobie nie poradziła. Przykładowo, udało jej się sprać jakaś trudną plamę z dywanu. Przychodzi do mnie z tą jakże wiekopomną nowiną, opowiada jak to dzielnie walczyła z plamą na dywanie i na koniec dodaje "ty to byś nie wiedziała co zrobić, nie poradziłabyś sobie z tym".
13. Ploteczki ploteczki i jeszcze raz ploteczki. To jest w niej jedna z gorszych cech. Obdzwania koleżaneczki i do każdej na drugą psioczy. A bo ta jej to powiedziała, a bo ta pierdnęła, a bo ta coś tam. Do Agaty trzeba obgadać Ankę, a do Anki Agatę. Aaaa i jeszcze dodać 50 niestworzonych rzeczy, które nie miały w ogóle miejsca. Często jej zwracam uwagę o to, bo gdy np. jestem obecna przy jej rozmowie z sąsiadką, to dokładnie pamiętam, co mówiła. A ona za chwilę dzwoni do koleżanki, opowiada, co jej sąsiadka powiedziała i dodaje do tego rzeczy, których ta w ogóle nie powiedziała. Gdy zwracam uwagę, to pada tekst "no dobra dobra nie powiedziała tak ale na pewno miała to na myśli".
14. Wszystkich krytykuje. Bezustannie. Przegląda na FB tablicę sąsiadki i krytykuje jej zdjęcia. A bo takie zdjęcie z nowym facetem, a to takie zdjęcie z psem, a to takie i owakie, a bo sąsiadka robi to czy to, a jak ona się ubiera, a co ona nie napisała. Ona sama na jej miejscu to by zrobiła tak a tak. Co ta sąsiadka? A bo ta znajoma to taka niezaradna, a bo ta to pali papierosy, a tamta coś tam coś tam.

I jak tu żyć? Jest jeszcze wiele rzeczy, których nie wymieniłam, nie o wszystkich teraz pamiętam. Czuję, ze moje życie się rozpada na kawałeczki i nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Dzień w dzień pretensje o wszystko, narzekanie, czarne scenariusze, straszenie i podcinanie skrzydeł. To moja codzienność. Czuję się jak jakiś śmieć. Chciałabym wyjść z depresji, chodzę do psychologa, ale to nic nie daje, jak po sesji wracam do domu i mama zaczyna robić problem o wszystko. Mam 31 lat i mieszkam z rodzicami. Moja depresja sprawia, że nie jestem w stanie poprawnie funkcjonować. Mam zachwiane jakiekolwiek postrzeganie rzeczywistości. Nie wiem co to szczęscie, nigdy tego nie zaznałam. Myślę, że w każdym zakamarku czyha na mnie zło. Boję się usamodzielnić, bo przecież mama wmówiła mi że sobie nie poradzę. Nie wytrzymuję w żadnej pracy dłużej niż rok. Chciałabym się od nich wynieść, bo wiem, że im dłużej tu jestem, tym gorzej, ale z drugiej strony tak panicznie się boję, że coś pójdzie nie tak. Że wynajmę mieszkanie i wybuchnie mi gaz albo ktoś się włamie i mnie okradnie. Że nie zarobię na rachunki, że przyjdzie jakiś kataklizm i będę odcięta od rodziny. Lubię być sama, a jednocześnie boję się być sama. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Najlepiej jak jestem sama w pokoju, ale jednak jak jest ktoś w domu, w innym pomieszczeniu. Prawie nie wychodzę z domu, bo mam wrażenie, że wszyscy oceniają mnie negatywnie. Nie spotykam się z ludźmi, bo myślę, że każdy o mnie myśli jak najgorzej. Że jestem gruba, żałosna, do niczego. Najlepiej jak jestem sama i nikt mnie nie ocenia, nie krytykuje, nie patrzy na mój zakazany ryj. Myślę, że nie zasługuję na nic. Że nie zasługuję na to, by ktokolwiek liczył się z moimi uczuciami. To ja musze liczyć się z innymi, brac pod uwagę, co inni pomyślą, jak się poczują, gdy zrobię to czy tamto. Ale inni mają prawo mnie jechać za wszystko, sponiewierać, obrażać. I ja nie mam prawa czuć się przez to źle. Gdy pracuję, boję się walczyć o swoje prawa, gdy są łamane, gdy współpracownicy albo szef wyżywa się na mnie, boję się sprzeciwić, bo myślę, że nie mam prawa. Że poniewieranie mnie przez innych to część mojego życia i tak ma być, choć z drugiej strony wiem, że tak być nie powinno. W rezultacie boję się iść do pracy, bo wiem, że prędzej czy później pracownicy zobaczą, że jestem ofiarą losu i wykorzystają to przeciwko mnie. Tak było wielokrotnie. Boję się zagadać do faceta, który mi się podoba, bo wydaje mi się, że ja nie zasługuję na miłość. Że nikt mnie nie chce, bo na pewno coś jest ze mną nie tak i mam wypisane na czole, ze nie umiem gotować i w ogóle to nic nie umiem. Mnie nie można kochać. Mnie można tylko poniewierać i wyśmiewać. Nie zasługuję na nic. Nawet na splunięcie. A moja kochana mama cały czas nieświadomie mnie w tym utwierdza. Zdaję sobie sprawę z tego, ze ona nie robi tego specjalnie. Ona już po prostu taka jest i to nie jej wina. Bo ją też tak traktowali rodzice. Dziadek latał za nią z siekierą, kiedy coś przeskrobała, a babcia lała ją rózgą. Nie miała łatwo. Ale gdy jej mówię, co jest nie tak i co powinna zmienić, to wpada w szał albo zaczyna płakać. Nawet o to ma pretensje. Że jakim prawem ja ją pouczam. To ja mam się zmienić. Już jej w ogóle nie mówię o mojej depresji, ona nawet nie wie jak bardzo się męczę. Jak dzień w dzień myślę o samobójstwie i tylko strach ze to będzie bolało i będę miała swiadomość że umieram mnie powstrzymuje. Gdyby była możliwa eutanazja i zapewniliby mnie że to jest bezbolesne i umrę bez świadomości, już dawno bym się zdecydowała.  Nikt o tym nie wie. Na codzień się uśmiecham, żartuję sama z siebie, pokazując że mam do siebie dystans, tylko po to by nikt mnie nie mógł zranić. Znajomi myślą, ze jestem takim wesołkiem, ciągle się śmieję w towarzystwie, ciągle ich rozbawiam. A w środku coraz bardziej chcę po prostu przestać istnieć. Nie mam już do niczego motywacji. Kiedyś byłam tak zacięta ze wszystkim, jak chciałam schudnąć, to nie jadłam przez kilka dni, potrafiłam zrzucić 30 kilo przez pół roku. A teraz. Nawet tydzień na racjonalnej diecie, to dla mnie ogromne wyzwanie. Ciągle się obżeram słodyczami bo żadnej innej przyjemności z życia nie mam. Nic mnie już nie cieszy. Kompletnie nic. Jestem jak wypalona świeca. Nie ma już płomienia, nie ma nic, co gnałoby mnie do przodu. Stoję w miejscu i czekam na śmierć z utęsknieniem. Już teraz czuję się jak martwa za życia. I nei wiem co dalej robić. Walczę. Wciąż walczę, żeby rozpalić ten mój płomień na nowo. Żeby żyć normalnie. Bo jestem tak bardzo uparta i nie chcę się poddać. Ale wciąż przegrywam. A im więcej razy przegrywam, tym trudniej mi jest się podnieść na nowo. Mama nic nie wie i według niej jestem po prostu leniwa, przez co nic nie robię ze swoim życiem. Nie szukam pracy, nie zarabiam kokosów na grafice, bo nie wywiązuję się z terminów i zwyczajnie tracę zlecenia. A ja po prostu jestem tak zniechęcona, że za każdym razem jak mam wykonać jakieś zlecenie, to podejmuję ciężką walkę sama ze sobą, zeby w ogóle zacząć to robić. Bo i tak myślę, że robię to beznadziejnie i to jest nic nie warte. Z jednej strony chciałabym tak pracować, zarabiać dużą kasę, bo ogarnięci graficy dobrze zarabiają, z drugiej jestem tak obciążona psychicznym balastem, że ściąga mnie on na samo dno i nie jestem w stanie się podciągnąć.
I tyle. Rozpisałam się, ale musiałam. Po prostu musiałam.

owszem ,masz problem,masz toksyczna matke .....

ale glownym problemem jestes ty sama,masz 31 lat ,czas by sie usamodzielnić,mentalnie zatrzymalas sie na wieku nastoletnim,ZDOMINOWANA PRZEZ,MATKE NIE ZAUWAŻYŁAŚ ZE DOROSŁAŚ ,czas opuscic trujące gniazdo,czas myslec samodzielnie,czas na podejmowanie decyzji,trzaśnij drzwiami i nie oglądaj sie za siebie,nie ma juz dziewczynki która stara sie zadowolić matke za wszelka cenę,jest dorosla kobieta,która musi wziasc odpowiedzialność za sama siebie.....

14

Odp: Toksyczna matka
takatam napisał/a:

Piszę to, bo jestem już naprawdę zdesperowana. Moja kochana mamusia zrujnowała mi całe życie. Jak? Popełnia chyba wszystkie możliwe błędy, jakie można popełnić względem dziecka. Wydaje mi się, że jest toksyczna.
1. Jest uzależniona od sprzatania. Cały dzień tylko sprząta. Nic innego nie robi. A przy tym całym sprzątaniu narzeka, że ma tyle roboty, jest taka umęczona i nikt jej w tym nie wyręczy. Jakby już wszystko posprżątała i nie byłoby co robić, to by pewnie jeszcze poszła posprzątać do sąsiadki. Bo przecież nie można odłożyć wytarcia kurzu na następny dzień, bo kurz się przyklei na zawsze i już się go nie wyczyści. A potem trzeba iść pozamiatać pustynię. Ja jestem mniej pracowita i sprzątam tylko to, co tego wymaga, resztę zostawiam. Mama narzeka, że tu mam plamkę w pokoju, tam mam pajęczynkę. Wmawia mi, że jak już będę miała męża, to będzie się przyklejał do syfu, że nie będę umiała zadbac o dom, ugotować mu obiadu i w ogóle będzie miał ze mną przekichane. Że ona to potrafi najlepiej na świecie sprzątać, a ja nie. Pomagam jej w tym sprzątaniu, ale jej wciąż mało. Powinnam robić więcej. Najlepiej jakbym zrezygnowała całkowicie z życia prywatnego i poświęciła się dla sprzątania w domu. Bo przecież taki jest cel kobiety. To, że umiem robić grafikę komputerową, że na tym trochę zarabiam, że maluję obrazy, mówię w trzech językach, znam się na komputerze, liznęłam trochę programowania stron, jestem zawodową krawcową i umiem jeszcze sporo innych rzeczy, to za mało. Bo nie umiem gotować i nie lubię sprzątać. A wg mojej matki to podstawa. Jestem więc nie nie warta i nic ze mnie już nie będzie. Nie pomaga mówienie, że jak przyjdzie czas, to się nauczę gotować i sprzątać też będę wcale nie gorzej od niej. Nieważne. Ważne, ze teraz mnie do tego nie ciągnie, i trzeba mnie za to skrytykować. Najlepiej przy znajomych. A żeby dodać dramatyzmu, trzeba opowiedzieć, jak 10 lat temu ugotowałam budyń na wodzie. Trzeba już pominąc fakt, że po prostu pomyliłam opakowania, bo tuż obok leżał kisiel, a ja z automatu wsypałam ten budyń myśląc, ze to właśnie kisiel. Nieważne, to trzeba pominąć w tej jakże dramatycznej opowieści. Ważne, że jestem skrajnie głupia i gotuję budyń na wodzie. Trzeba o tym wspomnieć facetowi, który mi się podoba, żeby przypadkiem się mną nie zainteresował.
2. Jest negatywna do granic możliwości. Wszędzie doszukuje się teorii spiskowych. Kasjerka w sklepie pomyliła się o 50 groszy przy wydawaniu reszty. Na pewno zrobiła to specjalnie, chciała ją oszukać. W ogóle wszyscy oszukują, kradną, zabijają. Nie wolno mi jechać do koleżanki na drugi koniec Polski, bo mnie zgwałcą, zabiją i zakopią w ogródku. Dostałam zlecenie na zrobienie grafik do gry. Mama mnie skutecznie zniechęciła. Wmówiła mi, że na pewno mnie oszukają, nie zapłacą, że na pewno mają 100 osób lepszych na moje miejsce i tylko czekają, żeby mnie wywalić z projektu. Najlepiej jak pójdę do pracy do biedronki i do końca życia będę pracować jako sfrustrowana kasjerka za najniższą krajową. Bo przecież na grafice nie zarobię, bo są lepsi ode mnie, a w ogóle zleceniodawcy mnie oszukają bo mieszkają na drugim końcu Polski.
3. Porównuje mnie z innymi, a najlepiej to ze sobą samą. Gdy jej mówię, że jej zachowanie wywiera na mnie wpływ, mówi, że jej rodzice zachowywali się tak samo i jakoś nic jej się przez to nie stało. Czyli ja jestem totalnie do bani, skoro jej sie nic nei stało, a ja mam przez to wszystko depresję. Porównuje mnie do dziewczyny mojego brata, bo ona tak super gotuje i w ogóle jest piękna i mądra. Robi to przy niej, przez co ta dziewczyna nie ma do mnie szacunku i traktuje mnie jak jakieś g**o, z którego można się śmiać. Ją to matka chwali za wszystko, a mnie za to samo nie pochwali. Jak ona upiecze ciasteczka u nas w domu, to jest taka super, kochana i w ogóle och ach. Ja upiekę ciastka "Osz ty grubasie, nie powinnaś piec ciastek, jestes za gruba, będziesz się teraz pasła tymi ciastkami." Czuję się jak jakiś śmieć.
4. Wszędzie wojny i katastrofy. Dzień w dzień od rana nastawia mnie negatywnie czytając wiadomości o uchodźcach i o tym, co oni wyczyniają. Swego czasu na topie była domniemana wojna z Rosją, to cały dzień katowała mnie informacjami na ten temat i czarnymi scenariuszami. Że oni przyjdą, pozabijają nas, będą gwałcić, kraść, torturować i w ogóle będzie bardzo źle. A gdzies tam było trzęsienie ziemi, trzeba o tym gadać cały dzień, najlepiej jeszcze wmawiać, że u nas na pewno też wkrótce będzie. A jak nie, to jakiś huragan, pożar, bomba atomowa. Mam przez to koszmary, często śnią mi się kataklizmy albo, że uciekam przed wojną, mimo że wojny w życiu nie doświadczyłam i nawet nie oglądam wojennych filmów.
5. Chce żebym była taka jak ona. Gdy wstanę o godzinie 13, to jest bardzo źle. Bo ona wstaje o 8 rano. I ja też powinnam. Ona od rana sprząta, ja siedzę przy kompie, jem śniadanie i za robotę biorę się dopiero po dwóch godzinach. To bardzo źle. Z pewnością jestem uzależniona od komputera i w ogóle jestem do niczego.
6. Mam wszystko robić natychmiast, jak nie to zrobi sama i będzie mi robiła pół dnia wyrzuty sumienia, że musiała coś za mnie zrobić. Nie uznaje czegoś takiego, że w tej chwili mam inne zajęcie (np. maluję obraz) i nie mogę zrobić tego, co ona chce. U niej nie ma słowa "później". Albo robię teraz albo dostanie ataku w stylu "mam leniwe dzieci, mam wszystkiego dość".
7. Wpędza mnie w poczucie winy praktycznie bezustannie. Gdy chcę z nią porozmawiać na temat jej zachowania, zaczyna się wściekać albo płakać. Nie nie mogę jej powiedzieć, bo wtedy mówi, że powinna się zabić, bo jest złą matką. Mi się robi przykro i cel ma osiągnięty.
8. Straszy mnie konsekwencjami. Jak nie posprzątam natychmiast, to brud się przyklei. Jak nie znajdę pracy na umowę, to nie wypracuję emerytury. I tak dalej i tak dalej.
9. Nigdy nie chwali za to co robię dobrze, tylko krytykuje za to co robię źle. Gdy przyniosłam ze szkoły dobrą ocenę, było to tak oczywiste, jak słońce w dzień. Jak przyniosłam złą ocenę, to tragedia w trzech aktach.
10. Mam żyć jak ona chce i robić to co ona chce. Mam iść do pracy jako sprzątaczka albo kasjerka, bo praca jako grafik komputerowy to żadna praca. Nieważne, ze zarobiłabym więcej. Nabawię się przecież zwyrodnień kręgosłupa (a na kasie to nie), stracę wzrok i tak dalej i tak dalej. Ona sama całe zycie pracowała w ten sposób, albo sklep albo sprzątanie. Nie dopuszcza myśli, że można inaczej.
11. Jak dzieje mi się coś złego, to jest to moja wina, ale jak coś dobrego, to to jej zasługa. Nigdy na odwrót. Moja depresja jest moją winą, nie jej. To ja mam złe myślenie, powinnam nad sobą pracować i tak dalej. Ona nie musi. Ona jest w porządku. Tak samo moje problemy z żołądkiem. To na pewno wina tego, że pół roku temu zjadłam zupkę chińską. A to, że ona sama ma refluks i nadkwasotę i mogę dziedziczyć to genetycznie, nie chce do siebie tego dopuścić. Na pewno to moja wina, bo źle się odżywiam. Jem dokładnie to samo, co ona, co każdy normalny człowiek. Ale to i tak moja wina że od pół roku mam silne wzdęcia nawet po wypiciu szklanki wody, czego wcześniej nigdy w życiu nie miałam.
12. Ciągle powtarza, że bez niej to bym sobie nie poradziła. Przykładowo, udało jej się sprać jakaś trudną plamę z dywanu. Przychodzi do mnie z tą jakże wiekopomną nowiną, opowiada jak to dzielnie walczyła z plamą na dywanie i na koniec dodaje "ty to byś nie wiedziała co zrobić, nie poradziłabyś sobie z tym".
13. Ploteczki ploteczki i jeszcze raz ploteczki. To jest w niej jedna z gorszych cech. Obdzwania koleżaneczki i do każdej na drugą psioczy. A bo ta jej to powiedziała, a bo ta pierdnęła, a bo ta coś tam. Do Agaty trzeba obgadać Ankę, a do Anki Agatę. Aaaa i jeszcze dodać 50 niestworzonych rzeczy, które nie miały w ogóle miejsca. Często jej zwracam uwagę o to, bo gdy np. jestem obecna przy jej rozmowie z sąsiadką, to dokładnie pamiętam, co mówiła. A ona za chwilę dzwoni do koleżanki, opowiada, co jej sąsiadka powiedziała i dodaje do tego rzeczy, których ta w ogóle nie powiedziała. Gdy zwracam uwagę, to pada tekst "no dobra dobra nie powiedziała tak ale na pewno miała to na myśli".
14. Wszystkich krytykuje. Bezustannie. Przegląda na FB tablicę sąsiadki i krytykuje jej zdjęcia. A bo takie zdjęcie z nowym facetem, a to takie zdjęcie z psem, a to takie i owakie, a bo sąsiadka robi to czy to, a jak ona się ubiera, a co ona nie napisała. Ona sama na jej miejscu to by zrobiła tak a tak. Co ta sąsiadka? A bo ta znajoma to taka niezaradna, a bo ta to pali papierosy, a tamta coś tam coś tam.

I jak tu żyć? Jest jeszcze wiele rzeczy, których nie wymieniłam, nie o wszystkich teraz pamiętam. Czuję, ze moje życie się rozpada na kawałeczki i nie jestem w stanie nic z tym zrobić. Dzień w dzień pretensje o wszystko, narzekanie, czarne scenariusze, straszenie i podcinanie skrzydeł. To moja codzienność. Czuję się jak jakiś śmieć. Chciałabym wyjść z depresji, chodzę do psychologa, ale to nic nie daje, jak po sesji wracam do domu i mama zaczyna robić problem o wszystko. Mam 31 lat i mieszkam z rodzicami. Moja depresja sprawia, że nie jestem w stanie poprawnie funkcjonować. Mam zachwiane jakiekolwiek postrzeganie rzeczywistości. Nie wiem co to szczęscie, nigdy tego nie zaznałam. Myślę, że w każdym zakamarku czyha na mnie zło. Boję się usamodzielnić, bo przecież mama wmówiła mi że sobie nie poradzę. Nie wytrzymuję w żadnej pracy dłużej niż rok. Chciałabym się od nich wynieść, bo wiem, że im dłużej tu jestem, tym gorzej, ale z drugiej strony tak panicznie się boję, że coś pójdzie nie tak. Że wynajmę mieszkanie i wybuchnie mi gaz albo ktoś się włamie i mnie okradnie. Że nie zarobię na rachunki, że przyjdzie jakiś kataklizm i będę odcięta od rodziny. Lubię być sama, a jednocześnie boję się być sama. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Najlepiej jak jestem sama w pokoju, ale jednak jak jest ktoś w domu, w innym pomieszczeniu. Prawie nie wychodzę z domu, bo mam wrażenie, że wszyscy oceniają mnie negatywnie. Nie spotykam się z ludźmi, bo myślę, że każdy o mnie myśli jak najgorzej. Że jestem gruba, żałosna, do niczego. Najlepiej jak jestem sama i nikt mnie nie ocenia, nie krytykuje, nie patrzy na mój zakazany ryj. Myślę, że nie zasługuję na nic. Że nie zasługuję na to, by ktokolwiek liczył się z moimi uczuciami. To ja musze liczyć się z innymi, brac pod uwagę, co inni pomyślą, jak się poczują, gdy zrobię to czy tamto. Ale inni mają prawo mnie jechać za wszystko, sponiewierać, obrażać. I ja nie mam prawa czuć się przez to źle. Gdy pracuję, boję się walczyć o swoje prawa, gdy są łamane, gdy współpracownicy albo szef wyżywa się na mnie, boję się sprzeciwić, bo myślę, że nie mam prawa. Że poniewieranie mnie przez innych to część mojego życia i tak ma być, choć z drugiej strony wiem, że tak być nie powinno. W rezultacie boję się iść do pracy, bo wiem, że prędzej czy później pracownicy zobaczą, że jestem ofiarą losu i wykorzystają to przeciwko mnie. Tak było wielokrotnie. Boję się zagadać do faceta, który mi się podoba, bo wydaje mi się, że ja nie zasługuję na miłość. Że nikt mnie nie chce, bo na pewno coś jest ze mną nie tak i mam wypisane na czole, ze nie umiem gotować i w ogóle to nic nie umiem. Mnie nie można kochać. Mnie można tylko poniewierać i wyśmiewać. Nie zasługuję na nic. Nawet na splunięcie. A moja kochana mama cały czas nieświadomie mnie w tym utwierdza. Zdaję sobie sprawę z tego, ze ona nie robi tego specjalnie. Ona już po prostu taka jest i to nie jej wina. Bo ją też tak traktowali rodzice. Dziadek latał za nią z siekierą, kiedy coś przeskrobała, a babcia lała ją rózgą. Nie miała łatwo. Ale gdy jej mówię, co jest nie tak i co powinna zmienić, to wpada w szał albo zaczyna płakać. Nawet o to ma pretensje. Że jakim prawem ja ją pouczam. To ja mam się zmienić. Już jej w ogóle nie mówię o mojej depresji, ona nawet nie wie jak bardzo się męczę. Jak dzień w dzień myślę o samobójstwie i tylko strach ze to będzie bolało i będę miała swiadomość że umieram mnie powstrzymuje. Gdyby była możliwa eutanazja i zapewniliby mnie że to jest bezbolesne i umrę bez świadomości, już dawno bym się zdecydowała.  Nikt o tym nie wie. Na codzień się uśmiecham, żartuję sama z siebie, pokazując że mam do siebie dystans, tylko po to by nikt mnie nie mógł zranić. Znajomi myślą, ze jestem takim wesołkiem, ciągle się śmieję w towarzystwie, ciągle ich rozbawiam. A w środku coraz bardziej chcę po prostu przestać istnieć. Nie mam już do niczego motywacji. Kiedyś byłam tak zacięta ze wszystkim, jak chciałam schudnąć, to nie jadłam przez kilka dni, potrafiłam zrzucić 30 kilo przez pół roku. A teraz. Nawet tydzień na racjonalnej diecie, to dla mnie ogromne wyzwanie. Ciągle się obżeram słodyczami bo żadnej innej przyjemności z życia nie mam. Nic mnie już nie cieszy. Kompletnie nic. Jestem jak wypalona świeca. Nie ma już płomienia, nie ma nic, co gnałoby mnie do przodu. Stoję w miejscu i czekam na śmierć z utęsknieniem. Już teraz czuję się jak martwa za życia. I nei wiem co dalej robić. Walczę. Wciąż walczę, żeby rozpalić ten mój płomień na nowo. Żeby żyć normalnie. Bo jestem tak bardzo uparta i nie chcę się poddać. Ale wciąż przegrywam. A im więcej razy przegrywam, tym trudniej mi jest się podnieść na nowo. Mama nic nie wie i według niej jestem po prostu leniwa, przez co nic nie robię ze swoim życiem. Nie szukam pracy, nie zarabiam kokosów na grafice, bo nie wywiązuję się z terminów i zwyczajnie tracę zlecenia. A ja po prostu jestem tak zniechęcona, że za każdym razem jak mam wykonać jakieś zlecenie, to podejmuję ciężką walkę sama ze sobą, zeby w ogóle zacząć to robić. Bo i tak myślę, że robię to beznadziejnie i to jest nic nie warte. Z jednej strony chciałabym tak pracować, zarabiać dużą kasę, bo ogarnięci graficy dobrze zarabiają, z drugiej jestem tak obciążona psychicznym balastem, że ściąga mnie on na samo dno i nie jestem w stanie się podciągnąć.
I tyle. Rozpisałam się, ale musiałam. Po prostu musiałam.

Kurde prawie jakbym czytała o sobie

15 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2015-10-02 12:28:49)

Odp: Toksyczna matka

Mam troszkę inną sytuacje, ale tez mam toksyczną matkę. Twoja mama funkcjonuje podobnie jak moja : wytyka Ci wady, albo nie docenia Cię za to co zrobiłaś czy kim jesteś. Poniża przy znajomych opowiadając jaka to ty jesteś niezaradna, głupia... itp. Obniża poczucie własnej wartości, żeby Cię do siebie przywiązać jeszcze bardziej i zniewolić. Nad takimi osobami najlepiej  się panuje. "pamiętaj kłamstwo powtarzane tysiąc razy, w końcu staje się prawdą" Patrzysz na siebie, jej oczyma. Nie ma szans zbudowania poczucia własnej wartości przy takiej osobie. Co byś nie zrobiła, jej i tak będzie za mało, zawsze cos wytknie. Pogódź się z tym i zaufaj instynktowi, jeżeli jeszcze tam jest.  Wszystko Ci mówi, że ona nie jest dobrą osobą i trzeba to zakończyć dla własnego zdrowia. Czyli wyprowadzić się z domu, nie będę Cię oszukiwać, będzie Ci bardzo ciężko. Minie wiele czasu zanim staniesz na nogi i skończą się jej manipulacje. Ale z czasem poznasz siebie, swoją wartość, zobaczysz jaką masz moc:-p i nigdy więcej nie pozwolisz sobie na takie traktowanie.
Nie ważne, kto uczynił twoją matkę taką osobą i czy w ogóle ktoś miał na nią taki wpływ. Ważne co ona robi tobie. Czasem takie osoby same się tworzą mimo że rodzice się starają ale z naturą nie wygrasz:-p

16

Odp: Toksyczna matka

Facetjakwielu...Twój komentarz świadczy o bardzo słabej znajomości ludzkiej psychiki.
Świetnie rzucona rada, weź się kobieto za siebie i nie zrzucaj na matkę.
Tylko jednak warto przyjrzeć się głębiej całej sprawie. Jeśli ktoś od urodzenia słyszy, że jest nieudacznikiem, że nic nie potrafi, to w końcu zaczyna w to wierzyć prawda?
Nie każdy ma silna psychikę, jedni są bardziej inni mniej podatni na wpływy silnych, toksycznych jednostek.

Autorka przez lata pozwalała sobie kłaść do głowy że jest zerem.
Do tego stopnia, że boi się wyjść do ludzi, nie czuje sie kimś wartościowym itp.
Tu potrzeba pomoc z zewnątrz. I jednoczesne odcięcie się od toksycznej matki.
Terapia konieczna.

17 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2015-10-02 12:34:28)

Odp: Toksyczna matka

A ja zgodze się z facetemJakwielu. Matka matką - można powiedzieć, jak ktoś chce, ze jest toksyczna, ale jednak dorosły człowiek odpowiada sam za siebie, za swoje zycie, również za to, jak postrzega sam siebie. Jeśli widzi u siebie jakies braki, idzie np. na terapie.

Autorko, po prostu to, czy przejmujesz się, co matka sądzi o Tobie czy masz to w nosie, zależy finalnie tylko od Ciebie. Szukaj wsparcia u innych ludzi, matka to nie caly swiat.

18

Odp: Toksyczna matka

Jeśli ktoś zna problem depresji, będzie wiedział, jak "łatwo" wziąć się za siebie.

19

Odp: Toksyczna matka

A kto powiedział, ze ma być łatwo?

20 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-10-02 12:48:38)

Odp: Toksyczna matka

Nie jest łatwo, ale w pewnych sytuacjach potrzeba pomocy z zewnątrz.
Dziewczyna ma ewidentną depresję.

21

Odp: Toksyczna matka

Monia, a to już inna sprawa. Ale warto pamietac, ze dużo zależy od nas samych. Toksyczną matkę można zostawić daleko za sobą (mentalnie) i zyc bez obciązen.

22 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2015-10-02 12:53:27)

Odp: Toksyczna matka
Benita72 napisał/a:

Monia, a to już inna sprawa. Ale warto pamietac, ze dużo zależy od nas samych. Toksyczną matkę można zostawić daleko za sobą (mentalnie) i zyc bez obciązen.

Powiem tak. Znam depresje od podszewki, bo moja mama z nią walczyła przez 30 lat. Nie jest ważne w tej chwili na tle czego była ta depresja. Wiem tylko jedno. W najcięższych stanach depresyjnych nawet wstanie z łóżka jest niemożliwe. Wiem ile trudu musieliśmy sobie zadać, żeby mamę "doprowadzić" do lekarza. Ja nie mówię, że u autorki ta depresja jest aż tak ciężka, tylko rozumiem jej brak sił, chęci, mocy na zmianę swego życia. Do tego myśli samobójcze.
Byłoby dobrze, gdyby autorka miała jaką bliska osobę, której mogłaby wszystko opowiedzieć, która pomogłaby jej rozpocząć terapię, pomogła w ukierunkowaniu na próbę usamodzielnienia się.
Domyślam się jak jej trudno wyjść na ten "straszny, wielki świat" samej.

23

Odp: Toksyczna matka

Moja mama tez jest depresyjna, chco stara się to ukryc, co dodatkowo nam, corkom, utrudnia jakąs pomoc, - do tego ma męza przemocowca, wiec znam tego typu problemy, ze tak powiem, od podszewki. Nie jest łatwo, to prawda.

24

Odp: Toksyczna matka

Benita,
można wiele rzeczy, ale wszystko zależy tez od "wielu" rzeczy:-). Znam mnóstwo ludzi, którzy nie radzili sobie z życiem, rzeczywistość ich przerastała. A potem gdy zaczęli próbować, okazywali się bardziej szlachetni i silniejsi, niż Ci co "dawali dobre rady". Fakt, nie ma co się nad człowiekiem rozckliwiać, ale na wszystko przyjdzie miejsce i czas.
No i jeszcze jedno to "twoja" mama ma męża przemocowca, to "twoja" ma depresje, a nie ty. Ty jesteś z boku i patrzysz na sytuacje:-) to bardzo zmienia postrzeganie sytuacji.
Mimo wspólnych cech typu : toksyczni rodzice. Kazda sytuacja będzie zupełnie inna i zależeć ona będzie od wielu czynników. Typu charakteru(melancholik, singwinik), nasilenia bezradności, uzależnienia, zależności emocjonalnej, finansowej, poczucia własnej wartości, wsparcia osób bliskich... a to jest zaledwie tylko mała część wszystkich faktorów. Pamiętaj nie ma dwóch tych samych osób, nie ma dwóch identycznych sytuacji.

25

Odp: Toksyczna matka

Czytajac to,co napisalas zrobilo mi sie zal nie tylko Ciebie,ale i twojej matki.Odnosze wrazenie,ze ona chyba nie do konca jest tego wszystkiego swiadoma.

26

Odp: Toksyczna matka

Niektórzy wychodzą z założenia, że "jak ktoś się nad sobą użala" to wystarczy porządny kop, a ten ktoś weźmie się za siebie.
W przypadku osoby z depresją, ten porządny kop może równie dobrze spowodować, że osoba, zamiast wziąć się za siebie, zabierze się z tego świata. Zazwyczaj tego typu oceny i rady wychodzą od ludzi, którzy nie mają pojęcia co to jest depresja, co to jest tresowanie poczuciem winy od małego i co to jest wyuczona bezradność. To jest patrzenie na osobę chorą przez pryzmat osoby zdrowej. Równie dobrze można by spodziewać się, że osoba sparalizowana, jeśli ją wystarczająco mocno kopnąć, zatańczy walca. "Weź się w garść" to najgorsza rada, którą można dać osobie w depresji.
Wpiszcie do wyszukiwarki "depresja weź się w garść".

27

Odp: Toksyczna matka

czarna kotka,
lepiej bym tego nie ujęła:-)
pozdrawiam,

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Toksyczna matka

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026