Witajcie!
Mam ogromny problem, z którym już nie daje sobie rady. Moje życie obecnie to sinusoida - jednego dnia mam ogromną energie, chęc do życia, wraca nadzieja na to, że jakoś się ułoży - a kolejnego dnia czuje, że nie mam po co życ, że moje życie nie ma sensu. Ostatnio trochę myślałam o samobójstwie, nie w emocjach, ale tak normalnie, spokojnie, na chłodno... Zastanawiałam się, czy to była by dobra decyzja.
Ale może opisze Wam mój problem. Jestem z narzeczonym w związku 8 lat. Od kilku lat mieszkamy razem, za 3 lata mamy wyznaczony termin ślubu. Mieszkamy w domu jego rodziców. Dom dwupiętrowy, my na jednym piętrze, na drugim jego rodzice. Porządni, dobrzy ludzie, lubie ich i dogadujemy się. Nie raz przy mnie była mowa, że po ślubie piętro będzie "nasze", takie słowa padały z ust przyszłych teściów, ja nigdy na to nie nalegałam. Jeśli chodzi o mnie, moi rodzice już dawno nie żyją. Mam tylko starsze rodzeństwo. I mieszkanie, które opłacam od czasu śmierci rodziców. Ale nie było testamentu, więc mieszkanie jest na mnie i moje rodzeństwo. A problem polega na tym, że już jakiś czas temu była mowa, że rodzeństwo zgodzi się, bym to ja miała mieszkanie tylko na siebie. Początkowo się zgodzili, Potem były różne komplikacje, że ten nie chce, drugi chce spłaty z mojej strony itd.
Mój narzeczony ma na ten temat jedno zdanie - że jestem naiwna, że zbyt późno zaczęłam to załatwiac, że oni mnie wykorzystują, bo płace nie małe pieniądze a mieszkanie jest na wszystkich.
I najgorsze stało się niedawno - bardzo się z narzeczonym pokłóciłam. Tego dnia pękło we mnie wiele. Usłyszałam bardzo dużo ogromnie przykrych słów z jego strony, nie mogłam uwierzyc w to, że to z jego ust padają te słowa! Moge skrócic tą batalie do słów, że jeżeli jestem tak nieudolna, że nie potrafie załatwic sprawy z mieszkaniem, a w związku z tym nie mam żadnych pieniędzy, to żebym nigdy nie liczyła na to, że kiedykolwiek ten dom będzie na mnie. Że przed ślubem mam podpisac intercyze - bo po ślubie moge go zdradzic, a on nie będzie się ze mną szarpał o dom, który jest wiele warty. A, i to jeszcze nie koniec. Usłyszałam też, że powinnam załatwic tak, by mieszkanie było na mnie, a po jakimś czasie sprzedac, żeby dołożyc do ewentualnego remontu w domu jego rodziców (który kiedyś będzie na narzeczonego), i dopiero wtedy będę wpisana do tego domu, jako właściciel.
Chciała bym poznac wasze zdanie na ten temat - byc może to ja jestem jakaś staroświecka, i żyje wyobrażeniami o idealnej miłości? Może w dzisiejszych czasach jest tak, że małżeństwo to UKŁAD - mieszkamy razem, ale ty dajesz tyle pieniędzy, a ja tyle. A jeżeli ja nie mam ani złotówki? Pracuje ale nie zdołam uskładac takiej sumy? jestem sama, bez rodziców, i nie ma mi kto pomóc? Bo przecież narzeczony też dostanie piętro, czy cały dom od własnych rodziców, których jeszcze ma, ja już nie... a moje rodzeństwo teraz nie chce popuścic mi tego mieszkania... A Narzeczony zabronił mi płacic czynszu za to mieszkanie - że skoro jestem taka głupia, to mieszkanie ma się zadłuzyc, może dopiero wtedy każdy zrozumie, o co chodzi. Ale ja nie moge nie placic, dopoki sądownie nie wymusze od rodzenstwa, aby również dokładali do opłat. Ale narzeczony uważa, że to będzie dla mnie i dla nich nauczka...
Jak to jest z tą intercyzą? A może faktycznie mój narzeczony ma racje? Może intercyza wcale nie jest tak zła? Może to wcale nie świadczy o tym, że narzeczony mnie nie kocha???
Ja już nie wiem, jak mam dalej życ. Doszło do tego, że boje się każdego dnia. Prowadze rozmowy z rodzeństwem, ale w świetle prawa mogą żądac mojej spłaty na nich, a ja nie mam tylu pieniędzy... Każdego dnia myśle o tym, co robic?
Czasami budze się w środku nocy, lub nad ranem, i czuje jak mocno bije mi serce - czuje tak ogromny strach, myśli nie dają mi spac. Dopiero po dłuższej chwili uspokajam się. Nie wiem co robic! Jestem zagubiona i czasem myśle o tym, żeby życie zakończyc. Czy to, że jestem biedna, skreśla mnie całkowicie? tyle serca wkładam w ten dom, sprzątam, dbam. Ale taak, to się przecież nie liczy, miłością, dbałością nigdy nikt za nic nie zapłacił... Pomóżcie mi, bo ja już mam taki mętlik w głowie, że nie wiem co robic ![]()