Właściwie nie wiem po co tu piszę, i tak raczej nie uda się tego wszystkiego naprawic. Ale może chociaż Wy dacie mi jakąkolwiek szansę nadzieji?
Nie wiem czy wyda wam się to głupie, czy nie. Czy uznacie to za zdradę czy nie. Ale jednak przesadziłam. To był jeden głupi beznadziejny taniec z jakimś facetem, którego nie znałam. Mój narzeczony był tam razem ze mną, widział to. Nigdy tak się nie zachowywałam. Nigdy nie opuściliśmy się na imprezach na krok. Byliśmy dla siebie przyjaciółmi i największą miłością. Co we mnie wstąpiło tego wieczoru?? Nie wiem i chyba nigdy się nie dowiem. Dla niego to jest zdrada. Dla niego jest to sygnał, że była bym w stanie posunąc się jeszcze dalej! Nigdy go nie zdradziłam, kocham go nad życie. Co więc we mnie wstąpiło, no co??? Nie potrafię sobie tego wytłumaczyc. Kazał mi się pakowac, nawet sam wyjął moje ciuchy z szafy. Nie chce mnie znac. Planuje rozdzielenie wszystkich umów, które mamy na siebie. Nigdy nie było tak poważnie, znam go, wiem że to już koniec. On też cierpi. Ale mówi że to wytrzyma - ale nigdy nie daruje. Co robic? co myślec? gdzie się podziac? Ja mam w głowie tylko jedno. Koniec. Nie myśle o tym w emocjach. Dużo o tym myślałam i wiem, że to zrobię. Jeśli nie da mi żadnej nadzieji, zrobię to. Wiem już jak. Moje życie bez niego nie ma żadnego sensu. To ja to zniszczyłam, przez własną głupotę. Nie mam zamiaru życ z tym piętnem, że zniszczyłam coś, co było najważniejsze na świecie, dla mnie i dla niego. Co budowaliśmy tyle lat. I mieliśmy budowac dalej. Nie chce życ z tą myślą. Jeszcze pare dni poczekam, może dwa tygodnie. Każdego dnia będę błagała o jakikolwiek cień nadzieji! Jeśli tej nadzieji mi nie da - to już będzie koniec. Daje czas sobie i jemu do moich urodzin. To będzie ostateczny dzień, kiedy podejme decyzję. Nie widzę innej drogi! Dla mnie innej drogi nie ma.
Podobne tematy
Napisz coś konkretnego.
Rozebrałaś się w trakcie tego tańca ?
Obmacywał Cię facet z którym tańczyłaś ? Całowaliście się ? Trzymałaś go za tyłek ?
Czy po prostu zatańczyłaś z kimś innym ?
Bo jeśli tak, to podziękuj narzeczonemu za taką reakcję i otwieraj szampana, żeby świętować pozbycie się z życia niebezpiecznego wariata ...
o fuck to ja jestem zbyt tolerancyjny i dobry bo wybaczyłem zdradę emocjonalną i trochę tajemnic, kłamstw chociaż jest mi cholernie ciężko i trudno wrócić, mam obawy przed ponownym zranieniem bo było to tak silne uderzenie. Hm w chwili obecnej naprawiamy, ale ja borykam się z brakiem zaufania a ona z wyrzutami sumienia, iż pozowoliła mi tak cierpieć dla obcego faceta. Hm jeśli chodzi o tylko taniec to bez jaj, co Ty w więzieniu jesteś, że tylko on i on. Fuck wszystko się zmienia, to nie jest zdrada tylko taniec a do tego każdy z nas ma prawo o ile nie przekraczasz granic- takich przy których można się trochę zniesmaczyć.
4 2015-05-05 13:38:13 Ostatnio edytowany przez Alfabetka (2015-05-05 13:40:16)
Napisz coś konkretnego.
Rozebrałaś się w trakcie tego tańca ?
Obmacywał Cię facet z którym tańczyłaś ? Całowaliście się ? Trzymałaś go za tyłek ?
Czy po prostu zatańczyłaś z kimś innym ?Bo jeśli tak, to podziękuj narzeczonemu za taką reakcję i otwieraj szampana, żeby świętować pozbycie się z życia niebezpiecznego wariata ...
Wiesz, że ja nawet zbyt wiele nie pamiętam z tego całego zamieszania? W tą noc sporo alkoholu wypiłam... Podobno kręciłam do niego tyłkiem, byc może on złapał mnie za biodro itp. Aż mi niedobrze jak to piszę.
Mój narzeczony to facet który zawsze ma własne zdanie. Dla niego takie dziewczyny zawsze były dnem. Dla innego może nie było by to aż tak destrukcyjne, dla mojego - niestety tak. Taki już jest. On twierdzi, że to co widział, udowodniło mu, że była bym w stanie zrobic wszystko - również zdradzic go. I nie da się mu wytłumaczyc, że nie zdradziła bym go nigdy! Ale co ja mogę?? Dawał mi wszystko - miłosc, opiekę, mogłam na niego zawsze liczyc. To najlepszy facet i najlepszy przyjaciel! W tak prosty, idiotyczny sposób to wszystko zniszczyłam! W tak obrzydliwy sposób! Dla niego może niekoniecznie sam taniec zakończył wszystko - tylko pewnosc, że była bym w stanie posunąc sie dalej. Tu tkwi problem. Jak mam mu udowodnic teraz, że dalej bym się nie posunęła???
Szczerze? Dla mnie sprawa jest prosta. Czekam na jakikolwiek znak od niego, że jest jeszcze szansa. Jeśli nie, to wiem że posunę się dalej.
Niestety ale Twoj "narzeczony" nadaje sie do psychiatryka, gdyz nie zdarzylo sie nic co by usprawiedliwialo jego zachowanie. Po alkoholu jest zabawa i to Cie moze poniosla ale nie zrobilas nic z tego co Ci zarzuca facet. Poza tym zle zrobilas ze przyznajesz sie do winy, winy ktorej nie ma, winy ktora jest hipotetyczna. Oczywiscie mozna byc zazdrosnym, mozna byc zniesmaczonym czyms ale to nie kategoria zdrady. Zdradza wasze uczucia i zwiazek raczej twoj "narzeczony", ktory jest widac czlowiekiem niekompromisowym i chyba niezrownowazonym. Co wogole cie sklonilo to przyznania mu racji w jego chorej wrecz wizji rzeczywistosci?
"Jeśli nie, to wiem że posunę się dalej."
Co oznacza powyzsze autorko?!!!!
Z tego wszystkiego (krotkiego wrecz lakonicznego opisu) wynika ze ten "narzeczony" traktuje Ciebie jako element, rzecz, swojego wlasnego, egoistycznego zycia. Moze Ci to odpowiadalo, ale dzis widac ze nie panuje on nad soba a przeciez nigdzie nie znajdzie idelanej osoby, a sam jest wrecz daleki od idealu, raczej charakterystyczny to typ do pewnego rodzaju toskycznych relacji. Albo wiec zostanie sam albo nauczy sie ze czlowiek jest czlowiekiem. Tobie radze labo skonczyc z pisaniem bajek tutaj w przerwie egzaminu maturalnego albo wziecie sie w garsc i nie wchodzenie w czyjesc chore klimaty. Nie mozna dawac sobie bowiem wmawiac jakis bzdur, bezsensow, zrodzonych w czyjesc wyobraznic. Byc moze sa to jakies symptomy pojawiajacej sie choroby psychicznej, byc moze obecnej w tamtej rodzinie.
Na prawdę, serio nie ma powodu, żebyś zakładała na siebie worek pokutny i siebie tak strasznie biczowała. Wiesz, po alkoholu człowiek robi czasem wiele idiotycznych rzeczy do których zdrowo jest mieć odpowiedni dystans. Twój mąż tego nie rozumie, ale to jest jego problem nie twój. Przede wszystkim ty praktycznie nic z tego wieczoru nie pamiętasz, możesz polegać wyłącznie na relacjach męża, które lekko mówiąc, nie są najbardziej obiektywne. Jak masz się bronić? Jak masz się wytłumaczyć, skoro nawet nic nie pamiętasz? On powinien to zrozumieć, a nie cię jeszcze piętnować. Sam taniec zresztą, nawet z innym facetem, nie jest przecież jakąś straszną zbrodnią.
Niestety ale Twoj "narzeczony" nadaje sie do psychiatryka, gdyz nie zdarzylo sie nic co by usprawiedliwialo jego zachowanie. Po alkoholu jest zabawa i to Cie moze poniosla ale nie zrobilas nic z tego co Ci zarzuca facet. Poza tym zle zrobilas ze przyznajesz sie do winy, winy ktorej nie ma, winy ktora jest hipotetyczna. Oczywiscie mozna byc zazdrosnym, mozna byc zniesmaczonym czyms ale to nie kategoria zdrady. Zdradza wasze uczucia i zwiazek raczej twoj "narzeczony", ktory jest widac czlowiekiem niekompromisowym i chyba niezrownowazonym. Co wogole cie sklonilo to przyznania mu racji w jego chorej wrecz wizji rzeczywistosci?
"Jeśli nie, to wiem że posunę się dalej."
Co oznacza powyzsze autorko?!!!!
Z tego wszystkiego (krotkiego wrecz lakonicznego opisu) wynika ze ten "narzeczony" traktuje Ciebie jako element, rzecz, swojego wlasnego, egoistycznego zycia. Moze Ci to odpowiadalo, ale dzis widac ze nie panuje on nad soba a przeciez nigdzie nie znajdzie idelanej osoby, a sam jest wrecz daleki od idealu, raczej charakterystyczny to typ do pewnego rodzaju toskycznych relacji. Albo wiec zostanie sam albo nauczy sie ze czlowiek jest czlowiekiem. Tobie radze labo skonczyc z pisaniem bajek tutaj w przerwie egzaminu maturalnego albo wziecie sie w garsc i nie wchodzenie w czyjesc chore klimaty. Nie mozna dawac sobie bowiem wmawiac jakis bzdur, bezsensow, zrodzonych w czyjesc wyobraznic. Byc moze sa to jakies symptomy pojawiajacej sie choroby psychicznej, byc moze obecnej w tamtej rodzinie.
Maniek, szczerze, bardzo podniosło mnie na duchu to co napisałeś, bo bałam się, że napiszecie, że faktycznie przegięłam. Nie, nie przyznałam mu racji - powiedziałam że nie zdradziłam go, że dla mnie to nic nie znaczyło. Ale on uparcie twierdzi, że to co widział, pokazało mu, że gdyby w pobliżu go nie było, to zdradziła bym go z tym czy innym facetem. Że od tego się zaczyna. Że teraz już mi nie ufa i nie da rady zaufac, że do niczego by nie doszło. Zawsze miał bujną wyobraźnię, która w jakiś sposób jemu też niszczy życie. Bo on nie potrafi pozbyc się uczucia, że coś by się nie wydarzyło. Wyobraźnia podpowiada mu różne sceny w głowie, z którymi on nie może sobie poradzic. Może to faktycznie problem psychiczny?
Maniek, co w związku z tym mam zrobic? Poczekac i nic nie robic? Niestety maturę pisałam kupę lat temu i chyba to jest najsmutniejsze - że w chwili słabości zachowuje się jak jakaś głupia nastolatka, która nie potrafi poradzic sobie z emocjami.
Dalej upieram się przy swoim Alfabetko.
Definitywnie coś mi tu podśmierduje w sposobie w jaki on kreuje tą sytuację na wielki skandal, świństwo i gołodupstwo które jemu nieszczęśliwemu uczyniono.
Po pierwsze - kręciłaś dupiem i gość być może złapał Cię za biodro.
Żadnego innego spoufalania nie było ?
Trochę to dla mnie niedorzeczne przyznam Ci.
Zobacz na przykład tak - u mnie w pracy większość zespołu to mężczyźni.
I jak idziemy na obiad, to oni mnie z koleżankami puszczają przodem na schodach.
I jak wchodzimy po tych schodach na górę, no to siłą rzeczy kręci się tym kuprem
Bynajmniej nie mam poczucia że zdradzam męża ...
I po drugie - co ważniejsze - i proszę, żebyś się nad tym zastanowiła.
Dawał Ci miłość i opiekę i jest najlepszym przyjacielem i najlepszym facetem - tak utrzymujesz.
To ja się pytam, gdzie ten najlepszy opiekuńczy przyjaciel był, kiedy wypiłaś zdecydowanie zbyt dużo ?
Bo skoro nie pamiętasz tańca, to wypiłaś ZDECYDOWANIE zbyt wiele.
W mojej ocenie najlepszy opiekuńczy przyjaciel w takiej sytuacji wsadza Twoją szanowną osobę do taksówki, wiezie do domu i przed wyjściem podstawia Ci przy łóżku miskę w wiadomym celu.
Skoro jest tak BARDZO opiekuńczy jak Twój narzeczony, to ewentualnie zostawia jakieś antykacówki i wodę z cytryną na nocnym stoliku.
A nie siedzi spokojnie i przygląda się, jak Ty pijana do nieprzytomności tańczysz z innymi facetami.
Dla mnie nie ma to nic wspólnego z opiekuńczością.
Wygląda to na brzydką manipulację i tak jakby szukał sobie argumentu na urządzenie teatru jaki teraz odstawia.
Bezsprzecznie zachowałaś się niewłaściwie.
Ale postaraj się uspokoić i otworzyć oczy ...
Nie obarczaj się winą, Twój chłopak zdecydowanie przesadza, może tylko czekał na okazję?
Nawet jeśli nie, to jego reakcja jest zastanawiająca. Jeśli w ciągu tylu wspólnych lat nie miał do Ciebie zastrzeżeń, to przekreślenie całej Waszej wspólnej przeszłości z powodu incydentu którego nie zaakceptował, nie stawia go w dobrym świetle.
Wyobrażam sobie, jaki rygor narzuciłby w przyszłości, cały czas zastanawiałabyś się i pilnowała, czy nie zrobiłaś lub nie powiedziałaś czegoś, czego on nie zaakceptuje. To życie jak na beczce z prochem.
Czy on wcześniej dawał już jakieś sygnały, że ma tak ortodoksyjne podejście do wierności w związku?
Jeśli taniec dla niego był pretekstem do zerwania, to nie facet tylko dzieciak...
Po co sie tak biczujesz?Twoje poczucie winy jest az mdle.I co?Tak Cie kochal,ze z powodu jakiegos tanca Cie zostawil?Zaloze sie ,ze przez caly ten zwiazek bylas zdominowana przez niego,wszystko robilas pod niego,zero wolnosci.I raptem osmielilas sie na taniec z innym-a w jego oczach to zbrodnia.Niewolnica nagle poczula odrobine wolnosci,pozwolila sobie na odrobine szalestwa.I to poczucie winny ,wyolbrzymione....Ludzie nie rozstaja sie z powodu takich bzdur.Pzdr.
Mi też to wygląda na pretekst...
Jeśli nawet nie, to ciesz się ze to się okazało teraz. Wiem, że w tej chwili jest to dla Ciebie mało możliwe, ale zaufaj mi wiem co mówię. Za jakiś czas otworzysz oczy i pomyslisz matko, jaka ja byłam głupia! I dostrzeżesz że to najlepsze co mogło Cie spotkać!
Zazdrość jest w związku dobra, ale to już nie jest zazdrość. To jest choroba i nawet jeśli by Ci "wybaczyl" to za jakiś czas stała byś się dosłownie jego niewolnica a już na bank wypominal by Ci to do końca życia.
Uwierz takiego życia nie chcesz. Będziesz miała lepsze.
Jakos ciezko tanczyc nie krecac tylkiem. A Twoj narzeczony to nie facet majacy swoje zdanie, tylko zakompleksiony nieborak ktory ze swoich kompleksow zrobil Wasz Wielki Problem.
Dla mnie on nie może przeżyć, że się dobrze bawiłaś, a co gorsza nie z nim. Chłop ma bardzo duży problem z niską samooceną. Stąd taka reakcja i próba odwrócenia kota ogonem. Próba wzbudzenia w Tobie poczucia winy. Typowe postępowanie.
maniek_z_maniek napisał/a:Niestety ale Twoj "narzeczony" nadaje sie do psychiatryka, gdyz nie zdarzylo sie nic co by usprawiedliwialo jego zachowanie. Po alkoholu jest zabawa i to Cie moze poniosla ale nie zrobilas nic z tego co Ci zarzuca facet. Poza tym zle zrobilas ze przyznajesz sie do winy, winy ktorej nie ma, winy ktora jest hipotetyczna. Oczywiscie mozna byc zazdrosnym, mozna byc zniesmaczonym czyms ale to nie kategoria zdrady. Zdradza wasze uczucia i zwiazek raczej twoj "narzeczony", ktory jest widac czlowiekiem niekompromisowym i chyba niezrownowazonym. Co wogole cie sklonilo to przyznania mu racji w jego chorej wrecz wizji rzeczywistosci?
"Jeśli nie, to wiem że posunę się dalej."
Co oznacza powyzsze autorko?!!!!
Z tego wszystkiego (krotkiego wrecz lakonicznego opisu) wynika ze ten "narzeczony" traktuje Ciebie jako element, rzecz, swojego wlasnego, egoistycznego zycia. Moze Ci to odpowiadalo, ale dzis widac ze nie panuje on nad soba a przeciez nigdzie nie znajdzie idelanej osoby, a sam jest wrecz daleki od idealu, raczej charakterystyczny to typ do pewnego rodzaju toskycznych relacji. Albo wiec zostanie sam albo nauczy sie ze czlowiek jest czlowiekiem. Tobie radze labo skonczyc z pisaniem bajek tutaj w przerwie egzaminu maturalnego albo wziecie sie w garsc i nie wchodzenie w czyjesc chore klimaty. Nie mozna dawac sobie bowiem wmawiac jakis bzdur, bezsensow, zrodzonych w czyjesc wyobraznic. Byc moze sa to jakies symptomy pojawiajacej sie choroby psychicznej, byc moze obecnej w tamtej rodzinie.
Maniek, szczerze, bardzo podniosło mnie na duchu to co napisałeś, bo bałam się, że napiszecie, że faktycznie przegięłam. Nie, nie przyznałam mu racji - powiedziałam że nie zdradziłam go, że dla mnie to nic nie znaczyło. Ale on uparcie twierdzi, że to co widział, pokazało mu, że gdyby w pobliżu go nie było, to zdradziła bym go z tym czy innym facetem. Że od tego się zaczyna. Że teraz już mi nie ufa i nie da rady zaufac, że do niczego by nie doszło. Zawsze miał bujną wyobraźnię, która w jakiś sposób jemu też niszczy życie. Bo on nie potrafi pozbyc się uczucia, że coś by się nie wydarzyło. Wyobraźnia podpowiada mu różne sceny w głowie, z którymi on nie może sobie poradzic. Może to faktycznie problem psychiczny?
Maniek, co w związku z tym mam zrobic? Poczekac i nic nie robic? Niestety maturę pisałam kupę lat temu i chyba to jest najsmutniejsze - że w chwili słabości zachowuje się jak jakaś głupia nastolatka, która nie potrafi poradzic sobie z emocjami.
Co robic? Po pierwsze nie dac sobie wmowic winy ale stanac "okoniem". Po drugie nie musisz nic nie robic ale rownie dobrze mozesz zainicjowac spotkanie, rozmowe. Moze niech wytlumaczy swoje zachowanie skoro wszyscy twierdza ze nie jest normalne. Po trzecie zrozumiec ze przyszle zycie z takim czlowiekiem, lagodnie mowiac, nie byloby latwe.
Bez przesady, o taniec ?? Na pewno wszystko pamiętasz i wiesz jak to wyglądało ? Bo nawet z opisu tego co powiedział Ci Twój chłopak (ex
) nie wyglądało to jakoś tragicznie. I tak zareagował po 8 latach związku ? Czy wcześniej, przez te 8 lat zachowywał się podobnie ? Spójrz na to bez emocji i się zastanów jak wyglądał Wasz związek przez te 8 lat.
Prawdopodobne powody to:
1. Tylko pretekst to zerwania bo planował to od jakiegoś czasu i szukał powodu aby jakoś zwalić na Ciebie. Jeśli tak jest to zapomnij o nim.
2. Ma problemy z samooceną i zazdrością. Nie wiem czy potrafił tak się z Tob bawić jak Ty bawiłaś się z tym gościem i nie może tego teraz przeboleć. To dla takiego faceta urażona duma i plama na honorze więc stąd taka reakcja. Ludzie też widzieli jak się bawiłaś nie ze swoim chłopakiem i teraz on myli, że się z niego nabijają i mają za mięczaka. Zastanów się czy z kimś takim chciała byś spędzić resztę życia.
Z tego co widzę to on zdominował Cię strasznie. Wszystko podporządkowałaś jemu. Przejrzyj na oczy dziewczyno ![]()
skoro jest taki zadrosny i jak mowisz ciagle musisz być przy nim to on ci robi przysluge tym zerwaniem
jeszcze się przekonasz
na pewno się nie biczuj tak
często jest tak ze każdy mierzy swoja miara i ci najbardziej zazdrosni sami zdradzaja
Dokładnie. Zgadzam się Mariolą.
Nie chcesz mieć takiego męża. Skończysz w klatce torturowana psychicznie i emocjonalnie.
To tylko pretekst, żeby Cię rzucić bo po 8 latach już dawno mu się znudziłaś i nie chce się z Tobą żenić, i taka jest prawda. Teraz znalazł jakiś powód, żeby się z Tobą nie żenić ![]()
To tylko pretekst, żeby Cię rzucić bo po 8 latach już dawno mu się znudziłaś i nie chce się z Tobą żenić, i taka jest prawda. Teraz znalazł jakiś powód, żeby się z Tobą nie żenić
Mysle ze to jest wlasnie głowny powod jego zachowania. Najczestszy i najbardziej oczywisty. Drugi mozliwy to ze jest to osobowosc psychopatyczna, w tym drugim przypadku mozna lub nie, leczyc to, z roznych skutkiem. Niestety bylo to ukrywane ale moze w jego rodzinie krewni przejawiali podobne zachowania. Moze jest jakas wiedza o tym?