Witajcie,
Pozwoliłem sobie napisać w tym wątku bo mam podobną sytuację, jeszcze świeżą.
Ale od początku.
Symptomy na początku powiedziałbym książkowe, telefon zawsze przy sobie, zasypianie przy tv w innym pokoju. Dodatkowo żona nie pracuje, a ja w domu jestem dopiero od ok. 19. Nie jestem pracoholikiem, po prostu dojazdy mi tyle zajmują. Zacząłem coś podejrzewać, ale jakoś sobie wypierałem te myśli, że to niemożliwe itp. Dodam, że żona ma mnóstwo znajomych koleżanek i tak to sobie tłumaczyłem. Ale ostatnio coraz częściej widziałem podejrzane zachowania i postanowiłem, że muszę to sprawdzić. Również jestem informatykiem więc nie miałem z tym problemu.
Oczywiście potwierdziły się moje podejrzenia już po jednym dniu. Nie potrafiłem jej śledzić dłużej i od razu jej wygarnąłem. Pierwsze co powiedziała, to że się pogubiła, i że to było tylko wirtualnie. Widziałem, że była w szoku. Od razu przyznała się do tego, że smsy były także intymne. Cała znajomość trwała ok. 3mies., a intymne smsy ok. 1.5mies. Koleś z naszego miasta więc zapytałem czy spotkała się z nim realnie. Powiedziała, że tak ale niczego nie było tylko rozmowy, bo się bała tej sytuacji. Dodam, że miejscowość jest mała i wiele ludzi ją zna. Niestety nie potrafię jej w to uwierzyć, że mino erotycznych smsow w realu do niczego nie doszło. Oczywiście zapiera się, że właśnie tak było i dodatkowo, że facet znalazł dziewczynę i tak mieli to zakończyć, bo to było bez sensu. Zadzwoniłem do niego i potwierdził, ale kto wie czy się nie umówili na wspólną wersję.
Jest jeszcze coś, jak zacząłem sprawdzać bilingi to okazało się, że jest również inny numer. Z tym że ok. 3 tygodnie. Tłumaczyła, że to nie to samo co z tamtym, że tutaj tylko smsy i nawet spotkania nie było, ale jak ją postraszyłem, że są metody na odczytanie skasowanych smsów to zaraz przyznała, że chciał się z nią umówić na kawę, a ona się zgodziła. W tym przypadku jestem pewien, że nie było spotkania bo to nasz znajomy i przez ten czas leżał w szpitalu. Ilości smsow z pierwszym kolesiem to jakaś masakra bo ok. 50 na dzień, z drugim faktycznie mniej, ok. 2-3 na dzień. Smsy zaczynały się zaraz po moim wyjściu i często do nocy. Nawet na urlopie znajdywała czas na pisanie mimo, że prawie cały czas byliśmy razem. Nie mam pojęcia kiedy to robiła.
Dowiedziałem się o tym wszystkim prawie miesiąc temu i jak pewnie się domyślacie dalej nie mogę dojść do siebie. Była moją jedyną poważną miłością w życiu i nie wiem czy przez to, to wszystko jeszcze bardziej boli.
Kusi mnie ciągle żeby podłączyć ten telefon i odczytać wszystko, ale boje się, że jak to zrobię to nie będę miał wyjścia.
Dodam, że mamy dwójkę małych dzieci (wiek przedszkolny) i chyba teraz tylko to mnie trzyma od przysłowiowego kopa jej w... Nie chcę dzieciom spaprać dzieciństwa. Od 8 lat się znamy, od 5 jesteśmy małżeństwem.
Z jej strony: urwała kontakt z kolesiami, przepraszała wielokrotnie, że się będzie starała i tak jest. Paradoksalnie nasz związek "odżył" (przytulanie, rozmowy, nawet seks), ale ja codziennie o tym myślę i jestem wściekły. Nie wiem czy z czasem to przeminie, ale w miłość miedzy już nie wierzę mimo, że zapewnia mnie, że mnie kocha i nie chciała mnie skrzywdzić. Ale czy nie popadnę w fobię i nie będę jej kontrolował non stop? Wcześniej miałem do niej całkowite zaufanie, nie czytałem smsów, nic nie sprawdzałem bo uważałem, że to będzie z mojej strony nie fair i generalnie to nie mój styl, a tu proszę taki numer.
Dużo gadamy, ale ona nie chce do tego wracać, chce zapomnieć i mówi, że jest jej wstyd i żebym nie czytał tych smsow bo są idiotyczne i żałuje tego, że poszuka pracy itp.
Jak pisałem, mi to nie daje spokoju bo po prostu nie wierze, że mówi mi całą prawdę. Postawiłem warunki, że koniec kontaktów (pisanie, dzwonienie) z facetami, nawet tych co znamy wspólnie. Kontroluję jej telefon i na razie nic podejrzanego nie widzę, ale co będzie za 5-6 lat?? Przecież nie da się tak cały czas.
Zadałem jej ostatnio pytanie dlaczego to zrobiła. Odpowiedziała, że widocznie czegoś jej brakowało. Nie wiem czy chcę ją usprawiedliwiać, ale może faktycznie było za mało starań z mojej strony, nie wiem. Na razie nie potrafię, (za radą maniek_z_maniek) być dla niej aniołkiem, za wcześnie.
I sprawdziło się powiedzenie ufaj, ale kontroluj.
ps. Sorry za nieskładny post ale emocje nadal żywe, sami rozumiecie.