Czasem w filmach (ale również w życiu) pojawia się motyw, gdy (przeważnie) kobieta po wielu latach małżeństwa używa argumentów w stylu: mogłam być kimś, gdybym się związałam z X (a nie ze ślubnym), po latach prania, prasowania, gotowania, rodzenia dzieci, należy mi się... itd.
Często ludzie mają żal do partnera za zmarnowane życie, ja nie do końca rozumiem taki tok myślenia. To oczywiste, gdybym się związała z kimś innym, moje życie nieco inaczej by wyglądało, mimo wszystko mam poczucie, że to ja kształtowałam je, że w jakiś sposób mam to, na co sobie zapracowałam i jestem z tego zadowolona.
A teraz pytanie trochę z przymrużeniem oka - czy macie takie momenty, do których chcielibyście się cofnąć i coś zmienić - jakby wyglądało wasze życie, gdybyście dokonali kiedyś innego wyboru? Oczywiście nie musi być to w kontekście małżeństwa, ot taka gdybologia.
Jeśli myślałam kiedyś o założeniu rodziny, to wyobrażałam sobie nieco większą (np. troje dzieci), więc gdyby można było coś zmienić, to może jednak miałabym więcej pociech i mniej czasu dla siebie ![]()