Witam.
2 tyg temu poznalam faceta na imprezie. Zaczelismy ze soba pisac i poszlismy na 1 randke. Wszystko zaczynalo sie pieknie, umowilismy sie na drugą. Przez przypadek znalazlam na fb dziewczyne ktora miala z nim status w zwiazku i zdjecia razem. Zamurowalo mnie i od razu wyslalam mu jej profil i napisalam: zegnam. Zaczal do mnie wydzwaniac, pisać i sie tlumaczyc, że od wakacji sie miedzy nimi popsulo, ze juz sie nei spotykaja i praktycznie nie piszą. Tlumaczyl ze jakby z nia byl to by do mnie nie dzwonil i nie odpisywal w kazdej chwili.Na zadna wiadomosc nie odpowiedzialam ale przez 2 dni pisal non stop, że dla niego ten zwiazek juz nie istnieje, ze nie jest do odratowania. Pisal ze musze dac mu szanse chociaz to wyjasnic ze potem moge podjac jakas decyzje ze jesli tego nie zrobie to i tak przyjedzie i bedzie stac moja klatka czy uczelnia nawet caly dzien. Odpisalam ze jesli chce porozmawiac to tylko dziś. Odpisal ze nie da rady wiec napisalam ze sie nie spotkamy juz wiecej. Dostalalm wiadomosc ze zrobi wszystko zeby byc. Mieszka ode mnie 130 km a przyjechal po niecalej godzinie. W skrocie powiedzialam mu zeby odezwal sie do mnie dopiero jak zakonczy swoj zwiazek. Nastepnego dnia dostalam wiadomosc ze widzial sie z nia przez chwile i ze jutro ma przyjechac po swoje rzeczy.
Nie wiem czy dobrze zrobilam. Czy powinnam z nim w ogole rozmawiac, czy dac mu szanse ale najbardziej meczy mnie to ze jemu nie ufam. Mam zle przeczucia i ciagle czuje ze mnie oszukal i pewnie dalej bedzie to robil. Nie wiem czy sama sie juz za bardzo nie nakrecam.
Niestety tak mi na nim zalezy ze nie potrafie dac sobie z nim spokoju. Czuje sie jakbym zwariowala.. Podobne uczucie jakbym sie zakochala ale zamiast szczescia czuje wielki strach. Sama nie wiem co bedzie dla mnie lepsze.