Drogi Don Pedro... Wiem od dawna, ze jestem strasznie zazdrosna i walcze z tym, jak moge... Fakt, nie zawzse mi wychodzi, ale nic nie moge na to poradzic... Ja sie przynajmniej staram... A on?? Brakuje mi czulosci i milosci z jego strony... Nasze dni wygladaja w ten sposob: idziemy do pracy, wracamy, ja zajmuje sie domem (gotowanie, pranie, itp.), on zasiada zas przed swoim komputerem i robi swoje... Rzadko mi pomaga, nasze wspolne wyjscia ograniczaja sie do odwiedzin rodzicow... Nasz wolny czas spedzamy przed tv, on z rekoma pelnymi pilotow zapatrzony w ekran i ja, gdzies tam obok... Czasem chcialabym byc takim pilotem lub telewizorem... Moze to w pewien sposob tlumaczy tez moje zachowanie? Ze ja ciagle latam i staram sie choc o troche uwagi, tesknie za jego czuloscia... Moze waznym faktem bedzie tu tez, ze mieszkamy w Niemczech i czuje sie tu obco, to on jest mi tu jedyna najblizsza osoba, moja podpora, ktora coraz bardziej chyli sie ku dolowi... Moich wszystkich prawdziwych przyjaciol zostawilam w Polsce, a tutaj to tylko nic nie znaczace znajomosci, ludzie, z ktorymi nigdy nie stworzysz takiej wiezi, jak te, na ktore pracowalo sie tyle lat...
Wczoraj chcialam z ni pogadac... I jak wspominalam wyzej, nasza rozmowa stala sie po chwili moim monologiem, a po chwili klotnia... A przyczyna bylo to, iz po raz kolejny okazalo sie, ze on za moimi plecami oglada porno... Ja wychodze do kuchni, czy do lazienki, on nawet wtedy wykorzystuje chwile... I to ma byc normalne? Kochamy sie raz w tygodniu, (dla mnie wiele za malo), jestesmy rok po slubie... Nie tak to sobie wyobrazalam... Na moje stwierdzenie: Ide sie kapac, idziesz ze mna? On odpowiada krotko: nie, nie mam teraz ochoty... Ja zamykam za soba drzwi od lazienki, a on przelacza na "swoje" programy... I jak ja mam sie czuc??? A w dodatku mnie oklamuje, ze tego nie robi... Nie zaakceptuje tego nigdy!! I nie wmawiajcie mi, ze jestem nienormalna!! Co mi na to wszystko odparl?? Ze u mnie w zacofanej wiosce wbili mi taki poglady do glowy (pochodze z malego miasteczka) i zebym lepiej poszla do kosciola... Tak wygladala nasza rozmowa... Ja ze lzami w oczach mowie mu, co mnie boli, co mi w srodku siedzi, a on ma to gdzies... Zawsze, gdy nie ma nic do powiedzenia, odwraca i zrzuca wszystko w moja strone... I jak ma byc teraz dalej??? Jak ja mam mu ufac???
Moze jeszcze tylko dodam, ze po naszej wczorajszej klotni, gdy ja poszlam spac do innego pokoju... On dalej ogladal porno... :-((
CYTAT DON PEDRO:
"Widocznie nerwy mu już zaczynają puszczać. Niektóre Twoje zachowania lub reakcje naprawdę mogą mu się wydawać głupie choć akurat powiedzenie komuś "jesteś głupia" ma niewiele z dojrzałością wspólnego."
Drogi Don Pedro, a gdzie sa moje nerwy?????? Ile ja jeszcze moge zniesc??? Zwiazek to walka dwoch stron o wspolne szczescie, w pojedynke duzo nie zdzialamy..... :-(