Wszystko było by dobrze gdyby nie ten cholerny wyjazd z którym nie mogę się pogodzić. Zaczęło się niewinnie, niby znajomy z neta i nic więcej, mimo że mieszkamy w tej samej miejscowości, nie planowaliśmy się spotykać, mieliśmy być tylko znajomymi z neta, jednak wszystko potoczyło się inaczej niż, planowaliśmy.
Zaczęły się spotkania najpierw rzadko, potem coraz częściej, spędzaliśmy ze sobą sporo czasu, na początku wiadomo nie tak często potem miał ciężki okres prawie się nie widzieliśmy, ale potem z czasem nadrobiliśmy zaległości. No a w pewnym momencie ja coś do niego poczułam, chciałam spędzać z nim coraz więcej czasu, ale ukrywałam to wszystko bo widziałam ze on i tak nic nie czuje, więc powoli stopniowo rozumiała że nic z tego nie wyjdzie i akceptowałam to. Próbowałam nawet sobie jakoś wszystko poukładać na nowo, ale nie udało mi się to. Po jakimś czasie wszystko się zmieniło, wspominał o wjeździe do Anglii i poczułam ukłucie, zrozumiałam ze czuje coś ale nadal to tłumiłam, do czasu, do czasu kiedy nie pocałował mnie pierwszy raz... Potem spotkania codzienne, wtedy już zachowywał się jak byśmy byli parą, spotykałam się z nim, zabierał mnie do swoich znajomych. Aż w końcu zapytał czy zostanę jego dziewczyną i przypieczętowaliśmy to pocałunkiem. No i tak zostało. Ale teraz wszystko tak jak by się sypie. jesteśmy ze sobą krótko. To dopiero początki, bo jesteśmy ze sobą niecałe 2 tygodnie, ale on planuje wyjazd w najbliższym czasie, prawdopodobnie teraz albo po świętach, i nie wiem... Nie wiem co myśleć co czuć, jestem tym podłamana. Po co to wszystko zaczynał skoro i tak wyjedzie ? Czy ma to szanse przetrwać ? Co będzie po powrocie ? Mamy jakiekolwiek szanse czy znowu się rozczaruje ? Co o tym myśleć ?
Zatrzymać go przy sobie chyba nie mogę, skoro musi jechać, ale czy mu na mnie zależy skoro jedzie ?
Podobne tematy
Według mnie nie ma związków na odległość...one z czasem się rozpadają i szkoda na nie czasu.To moje zdanie.Związek to nie tylko randki,piekne ciuchy i kapanie emocji lub wybuch pożądania.Związek się buduje...nad nim się pracuje....jest jak roślinka.Jka brakuje wody to usycha i tyle.Faceci czasem przedłużają takie agonie bo im tak wygodniej i tyle.Facet któremu zależy umie rozmawiać,stara się i dba o to by być z partnerką.Nie czekałabym na faceta po nocach,miesiacach i dniach.Szkoda czasu na takich..
hm zalezy na ile chce tam wyjechac i zalezy co ile bedziecie mogli sie widywac (i na ile). osobiscie bym chyba nie wytrzymał. jesli to sobie dobrze zaplanujecie i bedziecie sie czesto spotykac to przetrwacie. a jesli nie to coz... nawet malzenstwa sie przez odleglosc rozpadaja
jesli chce tam na stale pojechac, to powyzsze jest ciagle aktualne. cale wakacje z nim co rok + dosyc czesto w roku i jakos zleci.
przeciez mozesz z nim pojechac, jesli nic teraz nie robisz. jesli studiujesz to po studiach. jesli nie, to poznaj go, pobadz troche w takim zwiazku, podszkol jezyk i za rok np pojedz do niego.
Wszystko było by dobrze gdyby nie ten cholerny wyjazd z którym nie mogę się pogodzić. Zaczęło się niewinnie, niby znajomy z neta i nic więcej, mimo że mieszkamy w tej samej miejscowości, nie planowaliśmy się spotykać, mieliśmy być tylko znajomymi z neta, jednak wszystko potoczyło się inaczej niż, planowaliśmy.
Zaczęły się spotkania najpierw rzadko, potem coraz częściej, spędzaliśmy ze sobą sporo czasu, na początku wiadomo nie tak często potem miał ciężki okres prawie się nie widzieliśmy, ale potem z czasem nadrobiliśmy zaległości. No a w pewnym momencie ja coś do niego poczułam, chciałam spędzać z nim coraz więcej czasu, ale ukrywałam to wszystko bo widziałam ze on i tak nic nie czuje, więc powoli stopniowo rozumiała że nic z tego nie wyjdzie i akceptowałam to. Próbowałam nawet sobie jakoś wszystko poukładać na nowo, ale nie udało mi się to. Po jakimś czasie wszystko się zmieniło, wspominał o wjeździe do Anglii i poczułam ukłucie, zrozumiałam ze czuje coś ale nadal to tłumiłam, do czasu, do czasu kiedy nie pocałował mnie pierwszy raz... Potem spotkania codzienne, wtedy już zachowywał się jak byśmy byli parą, spotykałam się z nim, zabierał mnie do swoich znajomych. Aż w końcu zapytał czy zostanę jego dziewczyną i przypieczętowaliśmy to pocałunkiem. No i tak zostało. Ale teraz wszystko tak jak by się sypie. jesteśmy ze sobą krótko. To dopiero początki, bo jesteśmy ze sobą niecałe 2 tygodnie, ale on planuje wyjazd w najbliższym czasie, prawdopodobnie teraz albo po świętach, i nie wiem... Nie wiem co myśleć co czuć, jestem tym podłamana. Po co to wszystko zaczynał skoro i tak wyjedzie ? Czy ma to szanse przetrwać ? Co będzie po powrocie ? Mamy jakiekolwiek szanse czy znowu się rozczaruje ? Co o tym myśleć ?
Zatrzymać go przy sobie chyba nie mogę, skoro musi jechać, ale czy mu na mnie zależy skoro jedzie ?
Masz prawo do złości i nerwów. Udało się coś osiągnąć i to stoi pod znakiem zapytania... Jesteście młodzi myślę i on wyjedzie, bo chce lepszego finansowo życia, nie wiem czy zapomni czy wróci, ale nie będzie nigdy jak jest teraz.
Zdałaś sobie sprawę ze swoich uczuć, z tego że zależy ci, a on zniknie, nie wiesz czy wróci nawet. Jestem sporo starszy niż ty, ten chłopak i wiem co się w takich sytuacjach mawia - Ok, jedź, ale powrotu już nie ma.