Witam:) Co sadzicie o kobietach wynajmujacych swoj brzuch? Czy to faktycznie pomoc dla rodzin które nie moga mieć dzieci czy łatwa kasa? Jak sądzicie?
Podobne tematy
Osobiście nie wiem, jak do tego podejść.
Wiem jedno - nigdy bym się nie zdecydowała, by urodzić komuś dziecko i je oddać. I w życiu nie chciałabym, by obca kobieta urodziła mi dziecko. Obie te kwestie wydają mi się obrzydliwe.
To na bank nie jest łatwa kasa i wie to każda kobieta która była kiedyś w ciazy. w ciazy trzeba znosić dolegliwości, które potrafią byc upierdliwe a potem przychodzi poród i trzeba dziecko oddać... Nie każda kobieta byłaby w stanie.
Nie uważam tego za cos obrzydliwego, jeśli ktos nie może zajść w ciąże a pragnie miec dziecko i da rade pokochać "obce" to czemu nie? Przy surogatce przynajmniej wiadomo jak kobieta sie odzywała w ciazy, czy piła itp co przy adopcjach nie zawsze jest takie jasne.
Jednak jest tez ryzyko ze surogatka zmieni zdanie po urodzeniu dziecka...
Nie potrafiłabym ''kupić'' lub ''sprzedać'' dziecka. Dlatego obrzydliwe.
Jeśli byłabym młodsza sądzę, że bez problemu mogłabym być surogatką jeżeli użyta byłaby nie moja komórka jajowa.
Własnych genów bym nie oddała, cudze mogę pare miesięcy ponosić.
Gdybym jeszcze miała porody tak lekkie jak mój "własny" to i dla piątki mogłabym być inkubatorem ;P
Nie potrafiłabym ''kupić'' lub ''sprzedać'' dziecka. Dlatego obrzydliwe.
Ah, ja wzielam pod uwagę kwestie gdzie nie wchodzą w grę pieniądze tylko rodzina adopcyjna płaci za witaminy badania itp.
Jeśli ktos chce w ten sposób dziecko "kupic" to zwracam Ci honor, bo tez sie nie zgadzam.
Inceni, podziwiam, bo ja bym nie oddała dziecka, które nosiłam pod sercem 9 miesięcy. Nieważne, z czyjej komórki jajowej.
Ciezki temat, nie jestem w stanie nic konkretnego napisać procz tego ze nie bylabym w stanie urodzić komuś dziecko i zwyczajnie oddać.
Jeśli chodzi na odwrót nie wiem czy potrafiłabym zrozumieć kobiety które sie na to godzą chyba bardziej ze względu na kase niż na "pomoc" małżeństwu które staraja sie o dziecko ale są rożne komplikacje z zajściem.
Patrzac na to z innej strony - np. staram sie z facetem o dziecko, nie wychodzi itp to nie wiem czy podjęłabym sie na "zatrudnienie" kogoś takiego, znaczy sie kobiety chyba raczej nie. Bałabym sie ze wiecej by mnie to stresu kosztowało, niech by surogatka nie chciala oddac dziecka.
Po za tym jest wiele możliwości adopcja, in vitro czy również zaakceptowanie tego ze nie będę mogla miec dzieci.
No ok, moja znajoma jest po usunięciu macicy po wypadku. Jest młoda, silna i zdrowa, ale nie ma macicy. Co by jej dało in vitro?
No ok, moja znajoma jest po usunięciu macicy po wypadku. Jest młoda, silna i zdrowa, ale nie ma macicy. Co by jej dało in vitro?
In vitro akurat nic, ale adopcja coś.
A co, jeśli surogatka się rozmyśli po porodzie?
Leczenie depresji przez lata.
11 2014-10-06 16:12:15 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-10-06 16:16:11)
Spróbuj sobie adoptować dziecko w Polsce będąc po rozwodzie albo żyjąc w związku nieformalnym.
Co zrobisz jezeli adoptowane dziecko okaze się agresywne?
Kilka miesięcy temu czytałam dość ciekawy artykuł na temat adoptowanych dzieci i na jakie komplikacje mogą się narazić nowi rodzice.
Co jeżeli by zatajono przed tobą, że dzieci były molestowane lub uczone kradzieży lub w wieku kilku/kilkunastu lat odbywały stosunki kazirodcze?
Domy dziecka to nie są sklepy z niemowlaczkami jak lalki - do w dużej mierze dzieci kilku, kilkunastoletnie z rodzin patologicznych. Takie dzieci nie powinny trafiac do przypadkowych par, ale do ludzi, którzy mają w tym kierynku wiedzę i doświadczenie.
Ponadto tylko niewielka część tych dzieci ma uregulowaną prawnie sytuację. Wielu z nich nie mozna adoptować, bo ich rodzice nie maja odebranych praw rodzicielskich.
A pytanie co jezeli surogatka się nie zgodzi oddać... ty bys nie umiala podjąć takiego ryzyka. Inni potrafią. Ich sprawa.
Dla mnie bycie surogatką niewiele się rózni od in vitro klasycznego.
Poza tym co rozumiesz okreslając to jako "obrzydliwe"? Obrzydliwe to jest gnijące mięso albo zjadanie gili, ale to?...
Dziecko od surogatki też może być agresywne. I co, wywalamy na śmietnik? Nie, wychowujemy.
Już pisałam, co jest dla mnie obrzydliwe - handel dzieckiem, jakby było towarem.
Chyba, że obie strony nie umawiają się na pieniądze.
13 2014-10-06 17:41:28 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-10-06 17:46:03)
W UE placenie za urodzenie dziecka jest nielegalne,
Owszem, biologiczne dziecko tez moze byc chore czy agresywne, ale znasz go od urodzenia i od samego początku masz na to wplyw, a nie dostajesz ośmiolatka ze zwichrowaną psychiką i ktos "zapomina" cię o tym poinformowac byle sie tylko dziecka pozbyc, bo wiadomo ze malo osob chce naprawiac bledy po kims.
Poza tym rownie dobrze mozna by napisac, że "obrzydliwe" i egoistyczne jest rodzenie drugiego czy trzeciego dziecka skoro w domach dziecka jest tyle sierot.
Albo prowadzenie rodzinnego domu dziecka - wszak z rodzicielstwa robisz wtedy platny zawod...
Inceni, nie, to nie jest to samo. Piszę o sytuacji, w której ktoś dostaje kasę za urodzenie dziecka, a ktoś tą kasę daje.
Jak za telewizor albo samochód.
No ok, moja znajoma jest po usunięciu macicy po wypadku. Jest młoda, silna i zdrowa, ale nie ma macicy. Co by jej dało in vitro?
In vitro nic.
Ale adopcja jak najbardziej. Jestem tego samego zdania co cyniczna.
Ja bałabym sie takiego ryzyka. Juz jeden w telewizji byl , dość glosno o tej sprawie bylo. Surogatka sie rozmyslila a najlepsze w tym wszystkim jest to ze dziecko na tym cierpi. Walka przez surogatke oraz przez "rodziców" nie wiem jak sie zakonczyla ta sprawa. Hm. Aż jestem ciekawa.
Iceni ja po prostu mam inne zdanie na ten temat. Mam do tego prawo.
Jasne kobieta chce urodzić dziecko pewnej parze nie widzę problemu, ale ja bym sie tego nie podjęła ani nie chcialabym aby ktoś mi "urodzil" dziecko.
Po prostu to jest moje zdanie.
Moze kiedyś zmienie zdanie, nie wiem. Na razie mam bardzo mieszane uczucia jeśli chodzi o ta sprawę.
Moim zdaniem Iceni ma racje.
Prawne blokowanie takich usług wynika właśnie z tego, że jest wiele dzieci w domach dziecka. Nie wiem co bym zrobił jak byśmy nie mogli mieć dzieci. Więc troszkę piszę z kapelusza, ale pamiętam że kiedyś dziewczyna w firmie szukała takiego rozwiązania. Nie wiem jak się skończyło.
Co z tego że można adoptować? A jeżeli ja nie chcę adoptować dziecka kilkuletniego? Mam takie prawo? Chyba tak. I czy w takim przypadku brak możliwości invitro, miałoby mnie pozbawić prawa do ojcostwa?
W UE placenie za urodzenie dziecka jest nielegalne,
Owszem, biologiczne dziecko tez moze byc chore czy agresywne, ale znasz go od urodzenia i od samego początku masz na to wplyw, a nie dostajesz ośmiolatka ze zwichrowaną psychiką i ktos "zapomina" cię o tym poinformowac byle sie tylko dziecka pozbyc, bo wiadomo ze malo osob chce naprawiac bledy po kims.
To jest również problem. Rodziny szukają do adopcji dzieci najlepiej po urodzeniu. A co jak nie ma takich? To nie wiadomo czy opinie wystawione przez Dom Dziecka są uczciwe.
Wolę wspierać domy dziecka tak jak to robimy co roku w firmie, składając się na paczki. Wszystkich swoich pracowników zachęcam do zrzuty i każdy daje.
Jednak nie adoptowałbym większego dziecka.
Nie potępiam w żaden sposób surogatki, która w zamian za pieniądze, rodzi komuś dziecko, bo dlaczego mam potępiać? Daje komuś szczęście i zarabia. Czy naprawdę jest aż tak wielka różnica w rodzeniu a w zarabianiu w zakładzie pracy? No zapewne jest, ale czy tak do końca to jest nieuczciwe?
Tego bym nie powiedział.
Iceni ja po prostu mam inne zdanie na ten temat. Mam do tego prawo
No oczywiście, że masz do tego prawo, tak samo jak ja mam prawo do wyrazania swojej opinii. Chyba po to jest ten temat i na tym polega dyskusja...
Jestem za jeśli obu stronom to odpowiada. Tylko nie daj boziu na dziko. Musi być to uregulowane prawnie.
Tu chyba są mylone pojęcia.
Bo jak dla mnie surogatka to taki brzydko mówiąc "inkubator". Czyli kobieta, która tylko użycza swojej macicy dla dziecka stworzonego z komórki jajowej i plemnika obcych ludzi.
A gdy kobieta oddaje swoje własne dziecko nazywane jest to "adopcją ze wskazaniem".
Na pewno nie jest proste "wynajmować brzuch" na te kilka miesięcy. Może narodzić się właśnie tak mocna więź z dzieckiem, że kobieta nie będzie umiała rozstać się z dzieckiem. Wtedy jest to tragedia obu stron.
Ale uważam, ze to, że pomaga się inny ludziom zostać rodzicami jest jakieś takie ładne. I według mnie kobiety, które się zdecydowały na taki krok są według mnie godne naprawdę dużego szacunku.
Chyba nie zrozumieliśmy się. Ja nikogo nie potępiam, nie jestem za, ani przeciw.
Po prostu osobiście nie podoba mi się taka ''wymiana''. W sensie: kasa za dziecko.
I ja bym tak nie mogła. To tyle.
21 2014-10-06 20:48:42 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-10-06 20:53:04)
A jezeli odbyłoby się to bez płacenia? Jedynie na przyklad zwrot poniesionych koszrów badań, lepszej żywności, witamin, porodu itp?
Bo w sposób LEGALNY w większości krajów tak to się odbywa?
"Kupić" dziecko to sobie chyba tylko w Tajlandii czy innych takich krajach można.
Edit: Właściwie nie. Powinno być coś takiego możliwe odpłatnie.
Ciąża niesie jednak pewne ryzyko dla zdrowia - skoro ktoś płaci dodatkowe wynagrodzenie w warunkach niebezpiecznych to dlaczego "praca jako inkubator" miałaby być traktowana inaczej?
A jezeli odbyłoby się to bez płacenia? Jedynie na przyklad zwrot poniesionych koszrów badań, lepszej żywności, witamin, porodu itp?
Bo w sposób LEGALNY w większości krajów tak to się odbywa?
"Kupić" dziecko to sobie chyba tylko w Tajlandii czy innych takich krajach można.
A jeżeli odbyłoby się to bez płacenia, to nie mam nic przeciwko.
To, że coś jest nielegalne, to nie znaczy, że się nie odbywa.
Jest specjalne forum gdzie szukają dawców jajeczka,spermy,surogatek. wiec jest duży popyt na to.Ja jestem jak najbardziej za.Obie strony mają korzyść
No, handel narządami też się odbywa prawie równie długo jak możliwe są przeszczepy a mimo to jest i jasna strona transplantologii ![]()
Powiedzcie mi dlaczego widzę taką lekką hipokryzję. Czym się różni surogatka za kasę, od tej która nie weźmie pieniędzy? Jak dla mnie niczym. Obie robią to samo, tylko jedna jest bogatsza.
Ja nie widzę żadnego problemu w tym, żeby dziewczyna za urodzenie komuś dziecka, wzięła pieniądze.
To tak samo jak z narządami. Oddam nerkę jestem bohaterem, sprzedam - zakałą. A i w jednym i drugim przypadku chodzi o uratowanie komuś życia.
Ja naprawdę nie widzę w tym nic uwłaczającego, pobrać wynagrodzenie za urodzenie komuś dziecka.
Jak nie widzę nic uwłaczającego w tym, że ktoś chciałby pieniądze za swoją nerkę.
No, handel narządami też się odbywa prawie równie długo jak możliwe są przeszczepy a mimo to jest i jasna strona transplantologii
Pewnie.
onTAKIsobie, może się różni, może nie. Ja w to nie wnikam, po prostu nie podoba mi się pomysł kupowania/sprzedawania dzieci.
No nie, bycie płatną surogatką a sprzedanie nerki to dla mnie też wielka różnica.
Na sprzedaż narzădów też się nie zgadzam.
Cyni, ale to nie jest "sprzedawanie dzieci" tylko sprzedawanie swojego brzucha. Takie dzieci MAJĄ biologicznych rodziców.
Owszem, to niesie ze sobą ryzyko, ale ryzyko zrezygnowania z oddania dziecka jest w obu przypadkach chyba rownie mozliwe ( pewna nie jestem) ale gdyby to prawnie zabezpieczyc, to kto wie?...
Kurczę, jakoś nie podoba mi się ta wizja, serio.
Nie wiem, może jestem przeczulona.
Ja jestem za .A jeśli chodzi o branie pieniędzy to przecież ta kobieta poświęca swój czas ,znosi dolegliwości,poród.
Jeśli obie strony zawarły taki układ to w porządku .Ale jeśli chodzi o mnie to na pewno nie oddałabym dziecka które nosiłam przez dziewięć miesięcy Do tego trzeba być chyba bardzo odpornym psychicznie.
zmienia się świat i dlatego też nasze poglądy będą się zmieniały...
kiedyś też były "surogatki" no oczywiście nie było takiej techniki więc dziecko było albo obce genetycznie lub miało biologicznego ojca, wszystko odbywało się po cichu - cichutku
przy wyrażaniu poglądów typu - nigdy itd. zawsze zastanawiam się a co byś zrobiła/zrobił gdyby problem dotyczył ciebie
bo żyjąc trochę już na tym świecie coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu ... punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia ![]()
Temat trudny ale rozumiem ludzi, ktorzy sa gotowi zaplacic zeby miec dziecko, ktorego z roznych wzgledow miec nie moga. Komorka jajowa i nasienie czyli caly denotyp rodzicow, ktorzy dzieci chca miec. Ja bardzo bym sie bala, ze kobieta sie rozmysli i dziecka nie odda, poza tym konsekwencje prawne. Nie wiem co moze grozic w takiej sytuacji. Wolalabym adoptowac przy czym u nas w kraju to rez trudne, nawet przy spelnieniu wszelkich wymogow. Sa pary, ktore niestety wymogow nie spelniaja, chociazby zyjac w nieformalnym zwiazku, nie majac odpowiedniegocstazu malzenskiego czy czegos innego co tak na prawde nie ma znaczenia podczas wychowywania dziecka. Temat in vitro, sama to przerobilam. Sam proces jest do przezycia ale nie kazda para spelnia wymogi-wyniki moga byc tak kiepskie, ze nie da rady. Poza tym, nawet przy refundacji ministerstwa zdrowia, sa to spore koszty i nie kazdy moze sobie na to pozwolic nawet biorac kredyty.
Uwazam, ze kazdy podejmuje decyzje zgodne ze swoim sumieniem, mozliwosciami i pragnieniami. Nie mozna krytykokowac kogos za pragnienie dziecka za wszelja cene. Zycie nie jest proste i kazdy ma inne tlo swoich dzialan. To co dla nas proste innym moze wydawac sie nie do przejscia.
No nie, bycie płatną surogatką a sprzedanie nerki to dla mnie też wielka różnica.
Na sprzedaż narzădów też się nie zgadzam.
a gdzie Ty tutaj widzisz róznicę??
Wszystko może ładnie wyglądać gdy podejmujemy decyzje.. surogatka udostępnia brzuch, decyduje, że po urodzeniu odda dziecko.
W miarę gdy brzuch rosnie, dziecko kopie, widzi je na monitorze usg, czuje ruchy, widzi rosnący brzuch wiele mysli, pomysłów się przewartościowuje.
Burza hormonalna surogatki bardzo często ma wpływ na jej decyzję. Wiele osób wycofuje się bo pbciążenie psychiczne jest ogromne.
Ja uważam , że wynajmowanie surogatki to zabawa w Boga.
Jesli ktoś nie może mieć dziecka, jesli żadna z metod nie pomaga to powinniśmy pogodzić się z zaistniałą sytuacją.
ktoś pisał o adopcji. To jest rozwiązanie.Ktoś tez pisał ze adopcja ogranicza np wymaga aby związek był zalegalizowany. A dlaczego w imie pragnienia dziecka związku nie zalegalizować??
Ktoś tez pisał, że chce tylko małe dziecko, najlepiej noworodka.
Chciałam zauważyć, że takie myslenie jest płytkie i o czym świadczy? Każde dziecko pragnie miłości, uczucia, zrozumienia, szacunku.
Skąd pewność że to dziecko urodzone przez surogatkę będzie zdrowe? mądre? bez problemów?
jesli takie się pojawią na horyzoncie wówczas potencjalni rodzice- kupcy się rozmyslą i szukają kolejnej osoby???
Legalizacja ok. Ale do adopcji nalezy spelnic wiele elementow i byc np. 5 lat po slubie. A jak ktos od 10 lat jest w zwiazku, stara sie i nic i musi czrkac kolejne lata to rozumiem ta chec i pragnienie dziecka. A mowienie, ze jezli ktos nie moze miec dzieci to trudno tak musi byc jest bezduszne. Jesli ktos nie doswiadczyl tego bolu nie potrafi zrozumuec.
Iceni napisał/a:No nie, bycie płatną surogatką a sprzedanie nerki to dla mnie też wielka różnica.
Na sprzedaż narzădów też się nie zgadzam.a gdzie Ty tutaj widzisz róznicę??
Wszystko może ładnie wyglądać gdy podejmujemy decyzje.. surogatka udostępnia brzuch, decyduje, że po urodzeniu odda dziecko.
W miarę gdy brzuch rosnie, dziecko kopie, widzi je na monitorze usg, czuje ruchy, widzi rosnący brzuch wiele mysli, pomysłów się przewartościowuje.
Burza hormonalna surogatki bardzo często ma wpływ na jej decyzję. Wiele osób wycofuje się bo pbciążenie psychiczne jest ogromne.
Ja uważam , że wynajmowanie surogatki to zabawa w Boga.
Jesli ktoś nie może mieć dziecka, jesli żadna z metod nie pomaga to powinniśmy pogodzić się z zaistniałą sytuacją.ktoś pisał o adopcji. To jest rozwiązanie.Ktoś tez pisał ze adopcja ogranicza np wymaga aby związek był zalegalizowany. A dlaczego w imie pragnienia dziecka związku nie zalegalizować??
Ktoś tez pisał, że chce tylko małe dziecko, najlepiej noworodka.
Chciałam zauważyć, że takie myslenie jest płytkie i o czym świadczy? Każde dziecko pragnie miłości, uczucia, zrozumienia, szacunku.Skąd pewność że to dziecko urodzone przez surogatkę będzie zdrowe? mądre? bez problemów?
jesli takie się pojawią na horyzoncie wówczas potencjalni rodzice- kupcy się rozmyslą i szukają kolejnej osoby???
Najczęściej dlatego, że takie dzieci posiadają geny rodziców, a nie samej surogatki.
a skąd masz pewność że Twoje geny sa ok??
AniaFrania a co powstrzymywało te osoby aby zalegalizowac związek? 10 lat zyć razem i nic z tym nie robić? wiedząc tym bardziej że są problemy z własnym potomstwem... to jest zwyczajny brak myslenia
37 2014-10-07 10:36:25 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-10-07 10:43:32)
Jaki brak myslenia? Slub nie wplywa na plodność. Moze ktos po prostu NIE CHCE slubu. Wolno mu. Ale dlaczego z tego powodu odmawia mu się prawa do adopcji? A na przyklad samotnej osobie wolno adoptowac?
Poza tym sorry... jeżeli będę chciała urodzic komuś dziecko to i prawo tego zabronic nie moze...
A idąc twoim tokiem rozumowania ( o czym wspomniałam gdzies juz wyzej) - jakim egoistycznym prawem ludzie mają po dwoje, troje czy więcej dzieci, kiedy domy dziecka pękają w szwach. Czy te osoby nie powinny czuc się w obowiăzku do adoptowania dzieci? Przeciez mając w domu jednego 10-latka to żaden problem miec dwóch czy trzech. Przeciez zachodzac w ciązę taka kobieta ryzykuje zdrowie, dziecko moze urodzic sie niepelnosprawne, a tak to idzie do bidula i dostaje Jasia czy Małgosię bez żadnego (teoretycznie) ryzyka...
Dlaczego jednak ludzie wolą ryzykowac i rodzic po troje dzieci?...
jak widzisz prawo tego zabrania i ja jestem za tym . To nie targ, że można sobie przyjść, kupić dziecko, wybrac matke i już...
poczytaj ustawe o adopcji i bedziesz doinformowana jak to działa...
a skąd masz pewność że Twoje geny sa ok??
AniaFrania a co powstrzymywało te osoby aby zalegalizowac związek? 10 lat zyć razem i nic z tym nie robić? wiedząc tym bardziej że są problemy z własnym potomstwem... to jest zwyczajny brak myslenia
Widzę po swoich córkach. Poza tym logicznym dla każdego chyba jest że posiadanie własnych genów jest jednak jakimś wyznacznikiem.
Nie każdy musi legalizować związek, jak nie chce. I nie musi.
Prawo tego nie zabrania. Prawo zabrania handlu dziecmi, a nie adopcji ze wskazaniem, a to wystarczy by znalezc surogatkę.
Przeciez to sie dzieje...
ONA1997, a dlaczego państwo chce zmusić ludzi do legalizacji związku, jeżeli chcą mieć dzieci z adopcji? Bo co? Jaki jest powód? A jeżeli chcę mieć dzieci, ale nie mogę mieć, to dlaczego jedyną możliwość jaką mam to iść i adoptować? A jeżeli nie chcę wychowywać cudze dzieci, obce? Muszę? Nie, nie muszę.
Takie praktyki to droga na skróty. Najpierw odbiera się dzieci rodzicom, umieszcza w domach dziecka a potem przekazuje rodzicom adopcyjnym i każdy jest zadowolony.
Nie, nie jest.
Człowiek, obywatel, powinien mieć prawo skorzystać z takiej metody, w jakiej mu wygodnie i jakiej chce.
Gdybym miał tak postawione ultimatum - nie miałbym dzieci i żaden urzędnik nie przekonałby mnie do adopcji.
42 2014-10-07 10:55:16 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-10-07 11:06:21)
Przede wszystkim z adopcjami, jak się człowiek odrobinę wgłębi w temat to są niezłe klocki. Po pierwsze w Polsce wsparcie psychologiczne dla takich rodzin bywa na poziomie zerowym - czysty łut szczęścia na kogo się trafi za biurkiem - historii o urzędasach bez odrobiny empatii jest mnóstwo. Jezeli taka rodzina nie ma wsparcia przy trudnym dziecku często dochodzi do rozwiazywania adopcji, bo ludzie nie maja sily ani przygotowania.
W "cywilizowanych" krajach za adopcję dostaje się dofinansowanie i konczy sie to tak, ze najczesciej adoptuja ludzie biedni traktujac zasilek adopcyjny jako swego rodzaju co miesięczne "becikowe"...
Zanim zaczniemy na sile zbawiac te dzieci to powinnismy skonstruowac odpowiednie prawo i zaplecze zeby takie rodziny wspierac w dzialaniach, a nie zabraniac rodzenia WLASNYCH dzieci w imię jakiegos dziwnie rozumianego altruizmu...
_________________
W ogóle to jest to ciekawy problem. O ile jakies długofalowe badania pokażą, że urodzenie z matki-surogatki wpływa negatywnie na dalszy rozwój dziecka, to ja sie bez problemu wycofam i zmienię zdanie na ten temat.
A że surogatka może zmienić zdanie? No to właśnie dlatego należałoby ten sposob zalegalizować by móc to robic profesjonalnie. Wystarczy żeby takie kobiety przechodziły szczegółowe testy psychologiczne, miały takie wsparcie podczas ciąży i po porodzie, żeby cały czas miały kontrolę nad swoimi emocjami i nie kierowały się chwilową histerią emocjonalną wywołaną porodem.
Po drugie nie dość, że niektórzy chcą decydowac o cudzych macicach i zakazano aborcji, to są okazuje się i tacy, co by chcieli decydowac o tym w jaki sposob mozna zajsc w ciązę i co zrobić z dzieckiem po porodzie.
taka między innymi jest definicja rodziny
Zbigniew Zaborowski definiuje rodzinę jako: grupę naturalną
Opartą na związkach krwi, małżeństwa lub adopcji. Jest to grupa o charakterze wspólnoty, której podstawową funkcją jest utrzymanie ciągłości gatunkowej (biologicznej) społeczeństwa, stąd prokreacja
dzieci jest istotną jej funkcją. Członkowie rodziny powiązani są
nie tylko węzłami pokrewieństwa, lecz również związkami prawno ? ekonomicznymi.
Żyjesz w takim kraju a nie innym.
Ja akurat jestem na nie.
Własnie surogatka to pójście na skróty ....
Ona1977 czasem zycie sie tak uklada, ze nie legalizuje sie zwiazku. My bylismy 12 lat w takim. Przyczyny byly rozne. Od banalnych, jak pieniadze, poprzez problemy rodzinne, choroby bliskich i smierc. Zycie nie zawsze jest proste i uklada sie tak jak chcemy.
Ona1977 czasem zycie sie tak uklada, ze nie legalizuje sie zwiazku. My bylismy 12 lat w takim. Przyczyny byly rozne. Od banalnych, jak pieniadze, poprzez problemy rodzinne, choroby bliskich i smierc. Zycie nie zawsze jest proste i uklada sie tak jak chcemy.
przepraszam, ale jak ktoś pisze że z powodu braku kasy nie zalegalizował związku to ogarnia mnie smiech, żałosne są takie tłumaczenia
taka między innymi jest definicja rodziny
Zbigniew Zaborowski definiuje rodzinę jako: grupę naturalną
Opartą na związkach krwi, małżeństwa lub adopcji. Jest to grupa o charakterze wspólnoty, której podstawową funkcją jest utrzymanie ciągłości gatunkowej (biologicznej) społeczeństwa, stąd prokreacja
dzieci jest istotną jej funkcją. Członkowie rodziny powiązani są
nie tylko węzłami pokrewieństwa, lecz również związkami prawno ? ekonomicznymi.Żyjesz w takim kraju a nie innym.
Ja akurat jestem na nie.
Własnie surogatka to pójście na skróty ....
Czyli dziecko zrodzone z surogatki jest rodziną naturalnych rodziców wedlug tej definicji, bo to z nimi dziecko jest powiązane przez krew (geny) a nie z matką-surogatką. Z nią więź biologiczna konczy się z chwila narodzin.
Oczywiście mozesz byc na nie, ale bycie na nie nie powinno odbierac prawa innym do bycia na tak.
ale definicja pana Zbyszka, to jedna z wielu definicji
nigdzie nie ma zapisanej definicji rodziny i jednej przyjętej przez wszystkich
pewne instytucje na swoje potrzeby przyjmują daną definicję rodziny ...
zmiany kulturowe niosą potrzebę nowych rozwiązań prawnych, tak samo jak i nowych definicji
poglądy nadal możemy mieć różne i pewno zawsze tak już pozostanie ![]()
jak ze wszystkim - będą zwolennicy i przeciwnicy
Ona czasem ktos ma marzenia i jesli chce sie pieknej uroczystosci, wspanialej sukni, zeby byc najpiekniejsza tego dnia a nie moze sobie pozwolic na to, to dlaczego ma sie zadowolic tylko tym co moze miec. Ja rozumiem ludzi, ktorzy wola zrezygnowac z namiastki. Ponadto wez pod uwage, ze sa rodziny, ktore w swojej tradycji maja wielki wesela i wiele osob woli uniknac nieporozumien rodzinnych.
Starajac sie o dziecko nie od poczatku wiadomo, ze beda problemy i gdy pk latach staran okazuje sie, ze nie ma szans takie osoby czasu nie cofna. Slub ok. Ale brak tych lat stazu-kolejne lata oczekiwan.
Nie uwazam, ze jakiekolwiek bodzce kierujace ludzmi do podejmowania decyzji badz ich braku sa smieszne. Kazdy ma prawo do wlasnego zdania a ze jest ono odmienne od mojego nie oznacza, ze jest zle.
AniaFrania napisał/a:Ona1977 czasem zycie sie tak uklada, ze nie legalizuje sie zwiazku. My bylismy 12 lat w takim. Przyczyny byly rozne. Od banalnych, jak pieniadze, poprzez problemy rodzinne, choroby bliskich i smierc. Zycie nie zawsze jest proste i uklada sie tak jak chcemy.
przepraszam, ale jak ktoś pisze że z powodu braku kasy nie zalegalizował związku to ogarnia mnie smiech, żałosne są takie tłumaczenia
Jak dla mnie żałosne są wymagania społeczne, że każdy musi ślubować. Bo co? Dlaczego? Gdzie masz napisane że dzieci w związkach zalegalizowanych mają lepiej niż te w małżeńskich? nigdzie. Jedne i drugie mają rodziców i z nimi żyją. I jest miło. Twój pogląd na tę sprawę jest bardzo zacieśniony.
AniaFrania Kiedy mówi sie o bezpłodności lub problemach z zająciem w ciąże?
Już okres 2-letnich starań o dziecko i zero efektów powinien być znakiem, że nalezy sie skonsultować z lekarzem, więc nie pisz że po wieluuu latach dowiadują się że nie moga mieć dzieci. Ludzie świadomi nie czekają na cud , ale korzystają ze zdobyczy medycyny
ale definicja pana Zbyszka, to jedna z wielu definicji
nigdzie nie ma zapisanej definicji rodziny i jednej przyjętej przez wszystkich
pewne instytucje na swoje potrzeby przyjmują daną definicję rodziny ...
zmiany kulturowe niosą potrzebę nowych rozwiązań prawnych, tak samo jak i nowych definicjipoglądy nadal możemy mieć różne i pewno zawsze tak już pozostanie
jak ze wszystkim - będą zwolennicy i przeciwnicy
Otóż to, jedna definicja rodziny nie czyni.
Inceni, podziwiam, bo ja bym nie oddała dziecka, które nosiłam pod sercem 9 miesięcy. Nieważne, z czyjej komórki jajowej.
To tak jakbyś opiekowała się czyimś dzieckiem przez 12h dziennie jako opiekunka i powiedziała po roku rodzicom, że nie oddasz im dziecka, bo się tak długo nim opiekowałaś.
Dziecko NIE z Twoimi genami, NIE jest Twoje. Twój brzuch to tylko inkubator, więc z biologicznego punktu widzenia nie masz do niego żadnych praw.
To nie jest prawnie dobrze ustalone, bo moim zdaniem, jeśli dziecko jest kompletnie obce genetycznie, to surogatka nie powinna mieć prawa do zatrzymania go. I taka kobieta powinna być tego świadoma, że dziecko zaraz po porodzie zostanie przekazane BIOLOGICZNYM rodzicom, a nie potem cyrki z instynktem macierzyńskim...
Ona czasem ktos ma marzenia i jesli chce sie pieknej uroczystosci, wspanialej sukni, zeby byc najpiekniejsza tego dnia a nie moze sobie pozwolic na to, to dlaczego ma sie zadowolic tylko tym co moze miec.
Według Ciebie ślub bierze się tylko dla spełnienia marzeń o wyglądaniu jak księżniczka a nie dla założenia "podstawowej komórki społecznej" jaką jest rodzina?
To się nie dziw, że jesteś dla ośrodka adopcyjnego mało wiarygodna.
W moim kraju sa specialne agiencji, ktorzy poszukuja kobiet-surogatek. I to wszystko nie jest takie proste. Jak ktos chce byc surogatka, to idzie i zglasza sie do tej agiencji. Kobieta powinna byc w wieku 20-35 lat, byc w zwiazku malzenskim, zdrowa. Kobieta robi rozne badania. I tylko jesli kobieta spelnia wszystkie kryteria, agencja podpisuje z nia umowe.
Malzenstwo taksamo podpisuje umowe z surogatka i agencja. Kosztuje to wszystko min 15 tys$. Cala ciaze surogatka znajduje sie na utrzymaniu malzenstwa i miesiac po porodzie. I nie ma takiej mozliwosci, ze surogatka nie bedzie chcila otdac dziecka. Bo to wszystko kontroluje Panstwo. Nieoddanie dziecka jest karalne. Ale nawet nie ma takiej mozliwosci, po urodzeniu dziecko zabieraja i surogatka wiencej nie widuje dziecka. To mozliwe w przypadku jesli rodzice sami beda tego chceli ( np. dla karmienia dziecka przez jakis czas). To wszystko omawia sie przy skladaniu i podpisaniu umowy.
Nie wiem jak jest w Polsce. Ale jak ktos zna jakie sa procedure, prosze opisac, chetnie poczytam.
I jak dla mnie, nie ma tu czegos sie brzydzic. Jak ktos pragnie dziecka, marzy o tym, to skorzysta z kazdej mozliwosci, zeby je miec. Tylko nie kazdy ma na to kase. Kazdy wybiera swoja droge.
Slubu nie bierze sue zeby wygladac jak ksiezniczka bo ja wzielam cywilny po 12 latach bycia razem, nie mialam wesela i dlatego nie placze ale jestem w stanie zrozumiec innych. Uwazam, ze kazdemu nalezy sie zrozumienie.
A co do osiagniec medycyny. Sa i owszem ale nie dla kazdego przede wszystkim ze wzgledow finansowych i zdrowotnych. Przeszlam przez in vitro, ktore mimo programu zadowego w sumie kosztowalo mnie ponad 10.000. W tym momencie leki na podtrzymanie ciaxy kosztuja ponad 1500 zl. Miesiecznie i mam swiadomosc, ze nie kazdego na to stac.
Ja sie nie przejmuje tym co powiedza ludzie ale sa osoby, dla ktorych to jezt wazne i to szwnuje.
Ludzi trzeba zrozumiec nawet, gdy nie sa tacy jak my i maja odmienne poglady, ktore dla nas sa niezrozumiale i banalne.
Nie mozna ocenic kogos zle dlatego, ze my bysmy tak nie postapili.
Kazdy ma inna definicje szczescia i inna droge jego osiagniecia.
Uwazam, ze i w Polsce powinno to byc legalne. Kazdy-zarowno surogatka, jak i decydujacy sie na jej uslugi podejmowalby decyzje zgodnie ze swoim sumieniem i normami spolecznymi. W Polsce a pewno to sie zdarza ale nielegalnie. Nie oceniam nikogo. Kazdy ma praeo do wlasnych decyzji.
Slubu nie bierze sue zeby wygladac jak ksiezniczka bo ja wzielam cywilny po 12 latach bycia razem, nie mialam wesela i dlatego nie placze ale jestem w stanie zrozumiec innych. Uwazam, ze kazdemu nalezy sie zrozumienie.
A co do osiagniec medycyny. Sa i owszem ale nie dla kazdego przede wszystkim ze wzgledow finansowych i zdrowotnych. Przeszlam przez in vitro, ktore mimo programu zadowego w sumie kosztowalo mnie ponad 10.000. W tym momencie leki na podtrzymanie ciaxy kosztuja ponad 1500 zl. Miesiecznie i mam swiadomosc, ze nie kazdego na to stac.
Ja sie nie przejmuje tym co powiedza ludzie ale sa osoby, dla ktorych to jezt wazne i to szwnuje.
Ludzi trzeba zrozumiec nawet, gdy nie sa tacy jak my i maja odmienne poglady, ktore dla nas sa niezrozumiale i banalne.
Bo biologii się nie oszuka. Nie wiem jak było w Twoim przypadku, ale większość wygląda tak, że kobieta ma 35-36 lat i nagle orientuje się, że nie ma dziecka i jest wielkie staranie, a potem płacz, ze się nie da. Ale jak się przez 20 lat wcinało hormony, antykoncepcje i inne cuda, to nie można się dziwić, że w tym wieku i po takich przygodach organizm odrzuca pomysł o ciąży.
Jeszcze nie wymyślili jak sprawić, aby dziewczynki dojrzewały później, aby opóźnić ich płodność i jakby media nie i styl życia nie reklamowali "nowoczesnej kobiety", to biologii się nie oszuka, niestety.
AniaFrania napisał/a:Slubu nie bierze sue zeby wygladac jak ksiezniczka bo ja wzielam cywilny po 12 latach bycia razem, nie mialam wesela i dlatego nie placze ale jestem w stanie zrozumiec innych. Uwazam, ze kazdemu nalezy sie zrozumienie.
A co do osiagniec medycyny. Sa i owszem ale nie dla kazdego przede wszystkim ze wzgledow finansowych i zdrowotnych. Przeszlam przez in vitro, ktore mimo programu zadowego w sumie kosztowalo mnie ponad 10.000. W tym momencie leki na podtrzymanie ciaxy kosztuja ponad 1500 zl. Miesiecznie i mam swiadomosc, ze nie kazdego na to stac.
Ja sie nie przejmuje tym co powiedza ludzie ale sa osoby, dla ktorych to jezt wazne i to szwnuje.
Ludzi trzeba zrozumiec nawet, gdy nie sa tacy jak my i maja odmienne poglady, ktore dla nas sa niezrozumiale i banalne.Bo biologii się nie oszuka. Nie wiem jak było w Twoim przypadku, ale większość wygląda tak, że kobieta ma 35-36 lat i nagle orientuje się, że nie ma dziecka i jest wielkie staranie, a potem płacz, ze się nie da. Ale jak się przez 20 lat wcinało hormony, antykoncepcje i inne cuda, to nie można się dziwić, że w tym wieku i po takich przygodach organizm odrzuca pomysł o ciąży.
Jeszcze nie wymyślili jak sprawić, aby dziewczynki dojrzewały później, aby opóźnić ich płodność i jakby media nie i styl życia nie reklamowali "nowoczesnej kobiety", to biologii się nie oszuka, niestety.
Jakoś to u nas nie zafunkcjonowało. Po pierwszym porodzie, żona zaczęła brać tabletki, brała bez przerwy przez 3 lata, odstawiła i normalnie zaszła i normalnie, bez komplikacji urodziła drugą córkę.
nie wiem skąd bierzecie takie przykłady, z nieba?
Co ma antykoncepcja i promocja nowoczesnej kobiety do tego, że się chce mieć własne dziecko, z własnych genów a nie z domu dziecka? Nic. A problemy z zajściem, kobieta może mieć bardzo różne i z różnych powodów.
Wlasnie nie wiesz jak wygladalo moje zycie i nie obudzilam sie, tabletek i hormonow nie bralam a moj stan zdrowia to moja sprawa. Oslabiacie mnie tym osadzaniem innych. Nie wszystkim zycie uklada sie idealnie i czasem trzeba sie poswiecac dla innych nie myslac o sobie. Czasem pozno przychodzi kolej na wlasne zycie i szczescie.
Ponadto uwazam, ze moj wiek nie zabiera mi prawa do bycia matka.
Jakoś to u nas nie zafunkcjonowało. Po pierwszym porodzie, żona zaczęła brać tabletki, brała bez przerwy przez 3 lata, odstawiła i normalnie zaszła i normalnie, bez komplikacji urodziła drugą córkę.
nie wiem skąd bierzecie takie przykłady, z nieba?
Co ma antykoncepcja i promocja nowoczesnej kobiety do tego, że się chce mieć własne dziecko, z własnych genów a nie z domu dziecka? Nic. A problemy z zajściem, kobieta może mieć bardzo różne i z różnych powodów.
To, że akurat Twoja żona nie miała problemów z zajściem w ciążę nie znaczy, że antykoncepcja hormonalna nie rozregulowuje gospodarki hormonalnej innych kobiet.
Skąd wobec tego coraz powszechniejsze problemy z zajściem i donoszeniem ciąży wśród współczesnych młodych kobiet? I to raczej wśród tych wykształconych, świadomych swojego ciała i potrzeb?
Sama brałam tabletki antykoncepcyjne przez parę lat. I powiem Ci, że cykl po ich odstawieniu nie uregulował się nawet po trzech latach.
Teo napisał/a:AniaFrania napisał/a:Slubu nie bierze sue zeby wygladac jak ksiezniczka bo ja wzielam cywilny po 12 latach bycia razem, nie mialam wesela i dlatego nie placze ale jestem w stanie zrozumiec innych. Uwazam, ze kazdemu nalezy sie zrozumienie.
A co do osiagniec medycyny. Sa i owszem ale nie dla kazdego przede wszystkim ze wzgledow finansowych i zdrowotnych. Przeszlam przez in vitro, ktore mimo programu zadowego w sumie kosztowalo mnie ponad 10.000. W tym momencie leki na podtrzymanie ciaxy kosztuja ponad 1500 zl. Miesiecznie i mam swiadomosc, ze nie kazdego na to stac.
Ja sie nie przejmuje tym co powiedza ludzie ale sa osoby, dla ktorych to jezt wazne i to szwnuje.
Ludzi trzeba zrozumiec nawet, gdy nie sa tacy jak my i maja odmienne poglady, ktore dla nas sa niezrozumiale i banalne.Bo biologii się nie oszuka. Nie wiem jak było w Twoim przypadku, ale większość wygląda tak, że kobieta ma 35-36 lat i nagle orientuje się, że nie ma dziecka i jest wielkie staranie, a potem płacz, ze się nie da. Ale jak się przez 20 lat wcinało hormony, antykoncepcje i inne cuda, to nie można się dziwić, że w tym wieku i po takich przygodach organizm odrzuca pomysł o ciąży.
Jeszcze nie wymyślili jak sprawić, aby dziewczynki dojrzewały później, aby opóźnić ich płodność i jakby media nie i styl życia nie reklamowali "nowoczesnej kobiety", to biologii się nie oszuka, niestety.Jakoś to u nas nie zafunkcjonowało. Po pierwszym porodzie, żona zaczęła brać tabletki, brała bez przerwy przez 3 lata, odstawiła i normalnie zaszła i normalnie, bez komplikacji urodziła drugą córkę.
nie wiem skąd bierzecie takie przykłady, z nieba?
Co ma antykoncepcja i promocja nowoczesnej kobiety do tego, że się chce mieć własne dziecko, z własnych genów a nie z domu dziecka? Nic. A problemy z zajściem, kobieta może mieć bardzo różne i z różnych powodów.
Rozumiem, że żona przed pierwszą ciążą brała tabletki minimum 10 lat i nie miała problemów z ciążą, a potem kolejne 3 lata i również problemów brak? Bo jeśli mówisz tylko o tych 3 latach brania tabletek, to nie mamy o czym rozmawiać. Aha i podstawowe pytanie - ile Twoja żona miała lat jak zaszła w ciążę z pierwszym dzieckiem?
Znalazłam forum na ten temat z ogłoszeniami. Jest pelno ogłoszen o udostepnianiu brzuszka jak i duzo osob ktore wrecz za kazda cene chce miec dziecko. Bije sie z myslami bo sama nie wiem czy jestem za jak i przeciw. Mam córke i to jest moje oczko w głowie ale tez mysle ze to wielki bol dla osoby która tego szczescia doswiadczyc nie moze... Podziwiam osoby które szukaja matek zastepczych trzeba byc bardzo odwaznym zeby zaufac takiej osobie, przeciez nigdy nie wiadomo na kogo sie trafi...
onTAKIsobie napisał/a:Jakoś to u nas nie zafunkcjonowało. Po pierwszym porodzie, żona zaczęła brać tabletki, brała bez przerwy przez 3 lata, odstawiła i normalnie zaszła i normalnie, bez komplikacji urodziła drugą córkę.
nie wiem skąd bierzecie takie przykłady, z nieba?
Co ma antykoncepcja i promocja nowoczesnej kobiety do tego, że się chce mieć własne dziecko, z własnych genów a nie z domu dziecka? Nic. A problemy z zajściem, kobieta może mieć bardzo różne i z różnych powodów.To, że akurat Twoja żona nie miała problemów z zajściem w ciążę nie znaczy, że antykoncepcja hormonalna nie rozregulowuje gospodarki hormonalnej innych kobiet.
Skąd wobec tego coraz powszechniejsze problemy z zajściem i donoszeniem ciąży wśród współczesnych młodych kobiet? I to raczej wśród tych wykształconych, świadomych swojego ciała i potrzeb?
Sama brałam tabletki antykoncepcyjne przez parę lat. I powiem Ci, że cykl po ich odstawieniu nie uregulował się nawet po trzech latach.
To logiczne i normalne że antykoncepcja hormonalna ma za zadanie wpływać na hormony, ale bez przesady. Dzisiaj tabletki, plastry, obok prezerwatyw to najpopularniejszy środek antybaby, i jakoś kobiety mają dzieci. Więc nie przesadzaj. Myślę, że dzisiejsze problemy współczesnych kobiet w tych sprawach, są spowodowane innymi czynnikami niż hormony.