Witajcie
Mam 26 lat, ona 27. Poznaliśmy się na studiach, znamy się od paru ładnych lat. Dotychczas mieliśmy pracę w tym samym mieście i byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Jednak ona miała problemy w pracy. Męczyli ją i dawali zawsze zadania poniżej kwalifikacji (oboje jesteśmy inżynierami). Zaczęła szukać nowej pracy i znalazła............ w delegacjach...............
Jestem załamany. Tym bardziej, że niedawno kupiłem mieszkanie i mogliśmy tam zamieszkać razem. A teraz ja będę siedział w pustem mieszkaniu, a ona sama gdzieś na zadupiu. A przecież nic jej nie zmuszało do zmiany pracy na taką. Mogła poczekać, prędzej czy później znalazła by się lepsza. Nie głodujemy, niczego sobie nie musimy odmawiać... aż do teraz. Będzie przyjeżdżać raz na dwa tygodnie, tylko na weekend.
Ja mam stabilną pracę. Niedawno otworzyłem jeszcze firmę. Mamy mieszkanie, samochód. W łóżku też znakomicie. Nikt jej nie zmuszał do takich radykalnych kroków. Można powiedzieć, że sytuacja idealna. Ale coś jej strzeliło w ten głupi łeb.
Dlaczego to zrobiła? Bo myśli, że na delegacjach będzie fajnie i się będzie dobrze bawić. Poza tym naściemniali jej, że będzie mogła zrobić jakieś uprawnienia budowlane. Niby 4 lata to trwa, ale na 100% jestem pewny, że po tych 4 latach jej nie wypuszczą, bo niby dlaczego, tylko będą kazali jej podpisać jakąś umowę lojalnościową na kilka lat. W ten sposób związek na odległość będzie ciągnął się w nieskończoność. Kasa z tej pracy jest tylko 200zł większa niż z poprzedniej. Ale na delegacjach fajnie będzie............ żal
Powiedzcie mi co mam robić, bo mam ochotę się powiesić. To jest już 3 raz, kiedy kobieta mnie zostawia. Pierwszy raz na początku studiów - musiała wrócić swojego miasta, bo rodzice nie mieli kasy jej finasnować, a wyjazd do niej był również niemożliwy. Drugi raz kobieta wyjechała do anglii, bo tu nie miała wcale pracy i nie miała za co żyć. Teraz trzecia wyjeżdża, bo chce się bawić na delegacjach...... ludzie, co robić, jak ją zatrzymać i wybić jej z głowy ten idiotyzm. Chcemy być razem, ale boję się, że to się nie uda. Że będziemy czekać na siebie nie wiadomo ile lat, a potem staniemy się zgorzkniałymi dziadami. Gdybyśmy się rozstali, to jej jako kobiety w delegacjach nikt nie weźmie (chyba że na jedną noc, potem i tak pojedzie) i skończy jako stara panna, a ja boję się samotności i straconego czasu. Nie chcę mieszkać sam w pustym mieszkaniu, które kupowałem po to, żeby być z nią. Stracimy najlepsze lata życia. Siedzę tu przy kompie i ryczę bo nie mogę się opanować. To dla mnie wielka tragedia. Już bym wolał, żeby była bezrobotna niż żeby jeżdziłą na te wygnajewa.
Ale ona jeszcze nie wyjechała. Dopiero jedzie za dwa tygodnie. Potem ma 3 miesiące okres próbny. Jest więc szansa żeby coś z tym zrobić. Nigdy jej nic nie zabraniałem i dopiero pierwszy raz tak rozmawiamy ze sobą. Ona chyba zaczyna rozumieć, że ma dużo do stracenia, ale już lawina ruszyła i trudno ją zatrzymać. Błagam pomóżcie mi!!!!!!!!!!!!!!!!!!111
![]()