netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Jak mogę sobie wybaczyć?

14 odpowiedzi4 685 wyświetleńzałożony przez okropna_baba, 12.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Jak mogę sobie wybaczyć?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

1

Temat: Jak mogę sobie wybaczyć?

Zacznę może od tego, że dostatecznie źle sama o sobie myślę, więc bardzo proszę by osoby, które koniecznie chcą komuś dokopać znalazły sobie inny obiekt, bo mi bez tego jest ciężko.

A to moja historia: Byłam przez ponad 20 lat szczęśliwą mężatką i matką. Moje małżeństwo w ostatnich latach odrobinę wystygło, nie na tyle by był to powód do zmartwień, ale jednak. Mąż zawsze troszczył się o mnie i był moim najlepszym przyjacielem. Ja zaś hmm odwzajemniałam jego uczucia, ale przez to, że zawsze interesowało się mną wielu mężczyzn i wciąż mnie adorowało to nie raz odczuwałam, że czegoś brak mi w małżeństwie.
Póki mieszkaliśmy wszyscy razem, to moje małżeństwo jakoś się trzymało, niestety w pewnym momencie moje najstarsze dziecko wyjechało na studia, a mąż stwierdził, że bezpieczniej będzie jeśli zamieszka razem z nim by móc się nim opiekować. Ponieważ studia odbywały się bardzo daleko za granicą, automatycznie nasz kontakt był ograniczony i to bardzo, praktycznie tylko kilka wizyt w ciągu roku i wakacje, pozostawał tylko telefon lub rozmowy internetowe.

Kolejną moją wadą i problemem dla mnie był brak seksu. Nie umiałam bez niego żyć, to był prawdziwy koszmar. Wiem, że zaraz wierne żony będą "rzucać mięsem", ale cóż jestem na to przygotowana. Byłam nawet z tym problemem u lekarza to nie tak, że wskoczyłam do łóżka pierwszemu lepszemu facetowi. Ale to wszystko nie takie proste, a ja zakonnicą nie jestem. Wibrator jest ok, paluszki również, ale nic nie zastąpi, przytulania faceta.
Czułam się podle, naprawdę bardzo, nawet miałam zamiar wszystko naprawić, poskładać, ponieść karę. Wiem, że to co robiłam było złe. Nie przeszkadzało mi, że spotykam się z żonatymi facetami, że z nimi sypiam. Tłumaczyłam sobie, że gdyby nie było mnie pojawiła by się inna. Ci którzy mnie podrywali zwykle byli tacy "wyposzczeni" i nie musieli tego mówić ja to po prostu czułam i pasowało mi to.

Potem zdarzył się wypadek, przeszłam poważne operacje kilka w krótkich odstępach czasu. I to co mnie spotkało było prawdziwym piekłem. Bo kiedy przytrafił mi się wypadek to sadziłam, że to jakiś znak od Boga, że muszę z tym skończyć, być z mężem, naprawić to co zrobiłam. Wyczekiwałam przyjazdu męża, ale on się nie zjawił, on oczekiwał, że jak go poproszę, a ja że to jego zasrany obowiązek by być przy mnie. Nie wiedział o niczym co zrobiłam, nie miał żadnych powodów by coś podejrzewać. A mimo to go nie było. Przez pewien czas nie mogłam chodzić, ani się poruszać, potrzebowałam opieki. Oczywiście mój mąż mówił przez telefon, że jeśli zechcę to on przyjedzie, ale moja duma nie pozwoliła mi na to. Wciąż wmawiałam sobie, że to jego obowiązek. W taki sposób rosła we mnie złość i gniew. Przez rok opiekował się mną mój kochanek, zaniedbywał rodzinę by być ze mną. I im bliżej on był mnie tym bardziej ja nienawidziłam swojego męża.

Wyzdrowiałam, a mój mąż wymyślił sobie, że chce abyśmy wszyscy razem zamieszkali za granicą.
Zgodziłam się, zerwałam wszystkie kontakty z mężczyznami i wyjechałam. Coś jednak we mnie umarło, przestałam sypiać z mężem, spaliśmy w osobnych pokojach. Po tym co się stało nie umiałam ot tak do niego wrócić. Ponieważ operacje, które miałam były bardzo poważne musiałam wrócić po kilku miesiącach na kontrolne badania w szpitalu. Poznałam kogoś i już nie wróciłam do rodziny.

Zamieszkałam z tym mężczyzną, oboje zwariowaliśmy na swoim punkcie, przynajmniej tak nam się wydawało. Oboje złożyliśmy wnioski rozwodowe. Być może wszystko ułożyłoby się inaczej gdyby nie to, że na 2 miesiące przed rozwodem okazało się, że mój maż umiera. Okazało się, że ma raka był za późno wykryty, lekarz dał mu dwa miesiące życia. Kiedy do mnie zadzwonił w mgnieniu okaz zniknęła złość, gniew wszystko. Chciałam wrócić, on płakał prosił bym wróciła, mężczyzną z którym mieszkałam również rozpaczał bo bał się, że mnie straci. Obaj błagali bym z nimi była, a ja nie wiedziałam co robić. Spakowałam się i wyjechałam, było za późno. Zmarł. A mi pękło serce. Od tamtego dnia nie było nocy bym o nim nie śniła, nie myślała.

Wyszłam ponownie za mąż za mężczyznę z którym mieszkałam. Wzajemnie zniszczyliśmy sobie życie. Ja nie umiem żyć z nim wciąż porównuję go, doszukuję się czegoś czego nigdy nie było. Tęsknię za mężem, brakuje mi go, nie umiem przestać o nim myśleć i nie umiem sobie wybaczyć. Wielokrotnie próbowałam się zabić, zakończyć ten ból który czuje każdego dnia. Już ponad dwa lata leczą mnie na depresje i pilnują bym sobie czegoś nie zrobiła.

Obecny maż niczego mi nie ułatwia, właściwie nie wiem co ja w nim widziałam. Cudowny sex był przez rok a potem okazało się, że niestety częstotliwość jest znacznie poniżej przeciętnej. Był miły, tyle, że teraz jednego zdania nie umie miło powiedzieć. Nie pracuje, wciąż na wszystko ma wymówki i akceptuje mojego syna, a jego rozmowy ograniczają się do rozmów o Internecie. Rozwieźć się z nim tez nie umiem, bo strach przed skrzywdzeniem kolejnej osoby jest paraliżujący. Tym bardziej, że zostawiając absolutnie wszystko byłej żonie nie miałby dokąd wrócić. Więc mimo, że jest wredny, to żyjemy obok siebie, jak pies z kotem. Oczywiście zdarza się nam nawet być dla siebie mili. Oglądamy razem film, i chodzimy na zakupy, jak para sąsiadów, która spotkała się wychodząc z domu.

I nie wiem co dalej robić, wiem tylko, że nie mogę tak żyć nie mogę znieść cierpienia, bólu, tęsknoty, samotności jestem bezsilna, nie mogę się rozwieść i żyję niczym zakonnica i nie umiem znaleźć wybaczenia, ani rozwiązania tego paskudnego impasu.

2

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?

Wciąż uczymy się żyć na nowo,nowe zdarzenia, sytuacje i nasze pochopne działania odnoszą niestety niemiłe skutki
i konsekwencję na dalsze życie. Trudno jest przewidzieć  co będzie kiedyś tam, ale z drugiej strony człowiek przez
fascynację i chwilowe uniesienia cierpi na własne życzenie. Analiza swojego życia przychodzi , niestety już  po "szkodzie"
Z drugiej strony, jak wiadomo człowiek ciągle czegoś pragnie...czegoś chce,i nie umie się oprzeć pokusom....


Jak widać z Twojej Historii zdajesz sobie świetnie sprawę, co zrobiłaś i jak postąpiłaś...
Ja życzę zdrowia i powrotu do równowagi. Cóż można na tę chwilkę poradzić, czy też doradzić.
Musisz Sobie wybaczyć, pomodlić się za duszę Męża...a co do obecnego partnera,,,, trzeba rozmawiać.



Pozdrawiam i życzę dużo siły.

3

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?

Tylko jak rozmawiać, kiedy on ucina każda rozmowę, jemu dobrze jest jak jest i nie obchodzi go, że ktoś tego nie może znieść.

4

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?
okropna_baba napisał/a:

Tylko jak rozmawiać, kiedy on ucina każda rozmowę, jemu dobrze jest jak jest i nie obchodzi go, że ktoś tego nie może znieść.

Zmienić na innego ? Może i jestem młody ale brak mi słów . . .

5

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?

Nasunęło mi się jedno, że doceniamy tak naprawdę to, co straciliśmy. Jeśli nic się nie zmieni, to w końcu odejdziesz od męża, obyś po czasie nie żałowała swojej decyzji. Twój poprzedni mąż nie żyje i go sobie idealizujesz, kochasz wyobrażenia o nim, a nie człowieka jakim był, a prawda jest taka, że nie byłaś z nim szczęśliwa, również uważam, że powinien przyjechać do ciebie po twoim wypadku. Może nawet i on miał kochankę. Ratuj małżeństwo, a jeśli się nie da to szukaj szczęścia gdzieindziej, życie jest zbyt krótkie, by z niego nie kożystać. Byłaś na tyle silna, by sama przejść własną chorobę, teraz też dasz radę stanąć na nogi.
Powodzenia

6

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?
okropna_baba napisał/a:

Tylko jak rozmawiać, kiedy on ucina każda rozmowę, jemu dobrze jest jak jest i nie obchodzi go, że ktoś tego nie może znieść.

Witaj ponownie


To nie dobrze że on tak reaguje,a właściwie jest obojętny na sytuacje. Rozmowa to podstawa w związku aby jeden drugiego wspierał... a może wyjedz na troszkę odpocząć gdzieś sama.... nad morze,w góry, może wtedy zaczął by w końcu rozmawiać...

Pozdrawiam serdecznie. smile

7

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?

Hej napisałam e maila do Ciebei

8

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?

Przyjaciółko, wyjechałam na 4 dni wprawdzie nie nad morze, czy w góry, ale by pomóc siostrzenicy, mieszka około 100 km ode mnie. Wiem, że to może za krótko bo to i tak nic nie wniosło. A pierwszy dzień po moim powrocie wyglądał tak, że żałowałam, że wróciłam.

Mój mąż z racji, że nie pracuje siedzi w domu w tygodniu zmywa naczynia i obiera ziemniaki do obiadu. To właściwie jego jedyne obowiązki. Ponieważ ja wstaje nieco wcześniej pomyślałam, że pozmywam sama nie będę na niego czekać, a potem zjemy wspólnie śniadanie może uda się zacząć jakąś rozmowę.

Wstał kiedy jeszcze zmywałam, zszedł do kuchni i bez słowa zagrzał sobie w mikrofalówce kiełbasę i zrobił kawę i jadł śniadanie. Nie ukrywam, że szlak mnie trafił. Ja przed wyjazdem naszykowałam jedzenia na wszystkie dni, wystarczyło włożyć do piekarnika, a nawet kiedy jestem to sama nic nie przełknę, jak nie zapytam czy też ma na coś ochotę. A on tak w najlepsze jadł sobie śniadanie, nawet nie zapytał czy coś, piłam czy jadłam? Ubrałam się i chciałam wyjść. Dlaczego zapytał? No to wyjaśniłam, że mi to śniadanie nie przeszło by przez gardło gdybym nie zrobiła dla nas obojga. Ze złości poszłam do pobliskiej kawiarni na kawę. Poszedł za mną, jak zawsze to samo tłumaczenie, że ja robię problem, że się czepiam, że nic by się przecież nie stało gdybym skończyła zmywać skoro wzięłam się za to i coś bym sobie zrobiła.

Więc znowu zaczęłam wyjaśniać, że zaczęłam zmywać za niego w nadziei, że razem coś zjemy, że będzie jakoś normalnie, że porozmawiamy. Skończyło się na tym, że skoro mi tak zależy to czemu ja się nie zmienię tylko jego próbuje...

9

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?

myślę że wiele przezyłas w swoim życiu peiknych jak i tych strasznych chwil.
To co było w twoim meżem juz mineło. nie mozesz nosić tego ciezaru do konca zycia musisz sprobowac zapomnieć i życ w terazniejszości jak najlepiej potrafisz.

jeśli nie jesteś szczęśliwa z mężem to masz wyjście- rozwieść się albo sprobować napwić wszystko abyście byli szczęśliwi. przecież nie chcesz sie meczyć do końca życia.

10

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?

Kalaa, pewnie, że nie chcę nikt chyba nie chce. Tylko po tym jak bardzo skrzywdziłam pierwszego męża nie umiem świadomie zranić kolejnego człowieka, który bądź co bądź zrezygnował właśnie dla mnie z rodziny, ze wszystkiego. On nawet nie miałby się gdzie podziać...

Z drugiej zaś strony nie umiem akceptować go takim jakim jest. Ciągle wmawiałam sobie, że jak będę miła, dobra dla niego to w końcu sam przestanie być wiecznie krnąbrny, zgryźliwy, ale to nie działa. Strasznie go z kolei rozstaniem, czy rozwodem tez nie skutkuje bo wtedy zaczyna, że jak ja go zostawię to on się zabije itp. Wie, że strasznie boję się tego i wykorzystuje to przeciwko mnie.

Przez ostatnie 2 lata wciąż starałam się mu tłumaczyć, że tak być nie może, że takie życie to istne piekło kiedy żyje się obok siebie a nie z sobą, a każda próba rozmowy kontaktu kończy się kłótnią. Oczywiście mam na myśli rozmowy na poważne tematy. Do rozmów o głupotkach w stylu jakie wiadomości w Internecie albo jaki jest film czy wyjście gdzieś to mój mąż jest bardzo zainteresowany, dopóty nie zaczynają się rozmowy które maja wpływ na nas, nasze życie, nasz związek.To te rozmowy ucina mówić, że nie ma ochoty o tym rozmawiać, albo, że nie będzie, albo zwyczajnie wychodzi np do sypialni czy innego pokoju byle nie słuchać.

Ja nie umiem się go pozbyć, szukam drogi jak sprawić by stał się normalnym, życzliwym człowiekiem.

11

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?

Twój obecny mąż jest DOROSŁY. Był dorosły zanim go poznałaś, także nie widzę senu ciągnąc go za rękę przez życie po co? Bo nie ma pracy czy nic nie ma? A co on jest jakiś upośledzony?
Zostawił dla Ciebie wszystko, ale to był jego wybór i musi ponieść każde tego konsekwencje. Życie nie nadaje nam żadnych gwarancji a już na pewno nie gwarantuje miłości między ludźmi. Nie traktuj go w ten sposób i zacznij działać. Postaw sprawę na ostrzu noża i nie traktuj go jak kogoś upośledzonego, nie zdolnego do podejmowania decyzji.

12

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?

okropna_baba.. Twój mąż jest dorosły, i myśląc,  że on dla Ciebie zostawił wszystko.. jesteś w błędzie .
On to zrobił dla siebie - tego chciał, tez dla siebie ... podobała mu się laska która fika koziołki w łóżku, jest inna jak jego spowszedniała żona .. zakochał się .. zauroczył.... nie ważne co nim kierowało- ON TO ZROBIŁ DLA SIEBIE !
Teraz też patrzy tylko na siebie- jak napisałaś " jemu jest dobrze :... pomimo Twoich prób , rozmów ... nie chce nic zmienić...
Człowiek wtedy robi coś dla innego , gdy wbrew sobie .. gdy stara się zrobić wszystko by innemu pomóc... by mu dać szczęście ..a to trudne zadanie , wymaga poświęcenia ....
Zastanów się jak Twój mąż teraz pomaga Tobie w tych ciężkich chwilach ??
Dalej myślisz ,że on coś zrobił dla Ciebie ???

Nie jesteś jego matką , nie jest chory , nie wymaga opieki .....  nie musisz być za niego odpowiedzialna.. 
A straszenie że on się zabije??? to szantaż ... znęcanie się ...
Tak dramatyczne kroki chce podjąć w razie Twojego odejścia.. a próby naprawy związku nie chce ?????
Może spróbujcie terapii małżeńskiej ...
Pozdrawiam Cię , nie daj sobie zabrać prawa do szczęśliwego życia

13

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?

Moim zdaniem, Twój zmarły mąż wiedział o Twoich romansach i to, że osłabła łącząca Was więź to było tego konsekwencją. Poza tym, wtedy, gdy miałaś wypadek, zapewne wiedział już, że jest chory, tyle, że nie powiedział Ci tego. Dlatego nie był gotowy na przyjazd.
Teraz jednak już go nie ma.
Obecnego męża porównujesz do zmarłego. Z tamtym było wygodnie, przestał Cię pociągać i nie przeszkadzał romansować. Z Twojego postu wynika, że zainteresowałaś się tym, że masz męża dopiero wtedy, gdy uległaś wypadkowi. On to czuł i dlatego nie przyjechał.
Gdy obecny mąż był jeszcze kochankiem, nie przeszkadzało Ci, że jest leniem i egoistą. Teraz zbierasz owoce prozy życia w małżeństwie z tym człowiekiem.
Ponoć byłej żonie zostawił wszystko, aby być z Tobą? A miał cokolwiek, co mógłby zostawić, skoro praca nie jest dla niego priorytetem i była żona po prostu uwolniła się od niego?
Chcesz zmiany jego postawy? Zmuś go do tego, a nie oglądaj się na to, co on powie, że zrobi lub będzie chciał zrobić, aby temu przeciwdziałać. On dobrze wie, czego od niego oczekujesz. Jeśli ma to gdzieś, to skąd u Ciebie te skrupuły?
Wybacz gorzkie słowa, ale nie można inaczej odnieść się do Twojej sytuacji.
Pozdrawiam.

14

Odp: Jak mogę sobie wybaczyć?

"Ja przed wyjazdem naszykowałam jedzenia na wszystkie dni, wystarczyło włożyć do piekarnika, a nawet kiedy jestem to sama nic nie przełknę, jak nie zapytam czy też ma na coś ochotę."

A on chciał mieć naszykowane, czy gdyby nie było naszykowane to by prawie nie zauważył, tylko coś sobie sam zrobił i przez głowę by mu nie przeszło żeby mieć do Ciebie za to pretensje?
Szykujesz jedzenie na czas kiedy Cię nie będzie bo to jest rzeczywiście niezbędne (co by można było zrozumieć gdyby pan był inwalidą), czy dlatego, że sama tego potrzebujesz i sama się z tym dobrze czujesz? Robisz to dla niego, czy dla siebie, tak naprawdę?
Chciałabyś, żeby ktoś robił dla Ciebie rzeczy, które są Ci raczej obojętne, a potem spodziewał się wdzięczności i tego, że Ty będziesz robić dla niego to samo, przy czym Ty nie masz na to kompletnie ochoty?

Nawet w zdrowym związku, chęć zmuszenia kogoś, zeby się w ten sposób zmienił w kalkę nas samych, spowodowałby na dłuższą metę problemy.

Nie chcę usprawiedliwiać twojego męża, też ma swoje za uszami, ja bym się na Twoim miejscu dała JEDNĄ szansę na terapię małżeńską a jak nie to rozwód. Nikogo nie skrzywdzisz, pan jest zdrowy i jak będzie taka potrzeba, zarobi na swoje utrzymanie. Jego decyzja o rozwodzie z byłą żoną była właśnie tym - jego decyzją. Sam ją podjął, podobnie jak Ty swoją.

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Jak mogę sobie wybaczyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026