Hey,
chciałabym prosić o jakąś radę, choć sama nie wiem czy w ogóle jest sens cokolwiek robić. Krótko opowiem o co chodzi.
Napisał do mnie facet na jednym z portalii gdzie jestem zalogowana. Spodobały mi się jego zdjęcia i opis. Pisało się ciekawie, spytał czy się spotkamy, więc zaproponowałam sobotę. Wziął mój numer i zadzwonił następnego dnia wieczorem. Rozmowa też dość ciekawa, z tymże on mówił dużo o sobie ale uznałam, że może chce mi zaimponować.
Następnego dnia i kolejnego napisał z rana smsa typu dzień dobry jak poranek itp., parę smsów w ciągu dnia + tekst, że cieszy się, że mnie pozna.
Zdziwiło mnie, bo zaczął proponować pójście do kina (jestem kinomanką
), zaczęliśmy analizować repertuar po czym nagle stwierdził, że może jednak po prostu spotkanie na zasadzie rozmowy... to ok przytaknęłam grzecznie choć przecież można iść do kina, skoro sam chciał mnie zaprosić (!) i wcześniej porozmawiać na kawie, ale nie skomentowałam. Mieszka w mieście obok mnie (bardzo blisko) i zaproponował, że może spotkamy się w jego mieście bo w moim nie zna specjalnie fajnych miejsc, a ja rzuciłam propozycją paru miejsc w moim mieście. Więc powiedział, że ok tak też możemy zrobić i żebym myślała, gdzie pójdziemy (też trochę dziwne, tak jakby chciał uciec od zaproszenia mnie gdzieś...), no ale nie chcę wyrokować.
Ja czekałam aż dzień przed wstępnie umówionym spotkaniem odezwie się a on nic, nawet smsa. Więc zaplanowałam sobie inaczej dzień, przecież czekać nie będę i szanuję mój czas.
W końcu przed południem dzisiaj napisał, czy ja przyjadę do jego miasta bo jest jakiś festyn. Nawet nie spytał gdzie mi odpowiada, tylko "hey, wpadniesz "tam i tam"? Dziś jest festyn". Dziwaczna forma zaproszenia na randkę... napisałam więc grzecznie, że przepraszam ale nie dał znać konkretnie i wcześniej więc inaczej zaplanowałam sobie dzień. Na co on odpisał jedynie "ok".
Czy jest sens się do niego w ogóle odzywać jeszcze? Ciekawa jestem jego osoby ale wolałabym żeby inaczej to zostało rozegrane...
Jak uważacie?