Witam wszystkich serdecznie ![]()
Jestem tegoroczną maturzystką i absolwentka technikum ekonomicznego. I właśnie tutaj zaczyna się mój problem... Zupełnie nie wiem dlaczego wybrałam taką a nie inną szkołę średnią. W wieku 16 lat (pewnie jak większość nastolatków) zupełnie nie wiedziałam co chcę robić. Nauczyciele doradzali mi dobre liceum w naszym mieście, bo uważali, że z moimi ocenami i umiejętnościami powinnam mierzyć wysoko. Nie chciałam tam iść, bo uważałam, że sobie nie poradzę. Poza tym (może jestem jakimś dziwnym przypadkiem) przerażała mnie perspektywa zdawania matury już za 3 lata, czułam, że po liceum nie będę do tego jeszcze gotowa. Akurat tutaj się nie pomyliłam. Maturę, choć rok później, zdałam bardzo dobrze wtedy kiedy byłam na to psychicznie gotowa. Miałam lepsze wyniki niż większość koleżanek, które zdawały ją rok wcześniej a wydaje mi się, że tegoroczna matura była trudniejsza.
Rodzice namawiali mnie studia, ale nie potrafiłam się ugiąć, nie chcę iść na kolejny kierunek, którego nie jestem pewna. Nie chcę nawet myśleć o tym, że przez kolejne lata miałabym uczyć się czegoś, czego nie lubię tylko po to, żeby mieć papier. Powiedziałam im, że zrobię sobie roczną przerwę, w między czasie zastanowię się co chcę robić i może wtedy pójdę na studia. Oni w ogóle nie przyjmują tego do wiadomości. Uważają, że powinnam iść na byle co, byle tylko mieć papierek, bo wtedy na pewno znajdę sobie lepszą prace, a bez tego papierka będę całe życie zamiatała ulice..
Już od jakiegoś czasu myślałam nad swoim wymarzonym zajęciem. I właśnie przy czytaniu książki "Myśl i bogać się" do mojej głowy przyszedł pomysł, którego nie mogę się pozbyć. Uwielbiam piec ciasta, wymyślać desery, w dodatku ma duszę artysty, od najmłodszych lat uwielbiałam rzeźbić i malować. Jest to coś, czemu mogłabym się poświęcić bez reszty, nie patrzyłabym na to jak na pracę, lecz jak na poświęcanie się swojej pasji. Chciałabym zająć się wypiekaniem tortów na różne okazje, takich jak najbardziej naturalnych. O piękne chemiczne słodkości nie trudno, aLE ja jestem ich zdecydowaną przeciwniczką.
Moja rodzina nie chce o tym słyszeć, uważają, że chyba zwariowałam, to tak jakbym cofała się w rozwoju. Chciałabym kształcić się w wymarzonym kierunku, nauczyć się gdzieś cukiernictwa, ale nie wiem, czy nie jest dla mnie za późno.. Nie mogę iść już przecież do zawodówki, poza tym nawet bym nie chciała. Cieszę się, że mam wykształcenie średnie, ale nie wiem co robić by realizować swoją pasję. Jestem bardzo ambitna, mogę opłacić sobie różne kursy i szkolenia, mogę na początek uczyć się za darmo pod okiem fachowca. Niestety wydaje mi się, że po kursie ciężej byłoby mi znaleźć pracę niż po zawodówce. Po jakimś czasie chciałabym otworzyć własny interes, jak wcześniej wspominałam, związany z wypiekaniem jak najbardziej naturalnych ciast i tortów na różne okazje, ale do tego chciałabym mieć jakieś doświadczenie.
Cała rodzina mówi, że to głupota, studia są bardzo ważne, a nie jakieś głupie kursy, po których nic nie będę miała i będę ciężko pracować, wszyscy będą mnie wykorzystywać. Nikt nie rozumie, że chcę robić coś co lubię, inaczej nie będę szczęśliwa.
Co mam robić?
Jak myślicie? Czy takie kursy pomogą mi w spełnieniu moich marzeń czy może jest na nie już za późno? Czytałam w internecie różne opinie, ale nie znalazłam niczego konkretnego. Czytałam pytania ludzi, którzy tak jak ja dość późno zorientowali się co jest ich pasją, ale nikt nie odpowiedział niczego konkretnego. Naprawdę nie wiem już co robić..
Z jednej strony czuję, że jestem zw lepszej sytuacji niż osoby po zawodówce a z drugiej nie wiem co dalej.
Nie wykluczam w przyszłości opcji pójścia na studia, ale musi to wynikać z mojej chęci zdobywania wiedzy a nie tylko z tego, żeby mieć byle jaki papierek, ważne, że mam wyższe.