Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia?? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 31 ]

Temat: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

Jestem mezatka z 16 letnim stazem.Mamy 2 dzieci.Od kilu lat nie sypiam z mezem .Przestal mnie pociagac seksualnie.Oczywiscie probowalam sie przemoc ,niestety kazde zblizenie powoduje u mnie niesmak .Ja uwielbiam seks,uwielbiam erotyke.Codziennie ubolewam nad tym ,ze kazdego dnia starzeje sie nie korzystajac z tak pieknego doznania jakim jest seks.Moj maz nigdy nie byl w tych sprawach dobry,jakos mi to nie przeszkadzalo dopoki zaczelam zauwazac inne mankamenty.Bede bezwzgledna sorry..nie cierpie jak przy mnie siedzi,nie slucham jak do mnie mowi ,widze tylko same zle strony w nim.Nawet jak je to mnie denerwuje .Unikam go jak moge.Czesto placze z powodu braku milosci .Chcialabym kochac ...oczywiscie podobaja mi sie mezczyzni na ulicy,jednak jestem mezatka niestety.Chcialabym odejsc ,od lat mecze sie z ta mysla ,od lat czekam na jakis krach ,czekam na jakies wydarzenie ktore wzmocnilo by mnie w swoim niezrealizowanym dotychczas postanowieniu.Majac dwoje dzieci trudno jest sie rozstac z mezem .Wspolne rachunki.Strach przed czyms nowym,strach,ze nie dam sobie rady.U mnie w rodzinie nie bylo rozwodow ,nie wiem jak zareagowalaby rodzina .A ja umieram kazdego dnia patrzac na osobe ,ktorej nie kocham .Nie mam kolezanek,nie mam zadnych rozrywek,nawet pracuje w pojedynke .Nie potrafie zagadac do ludzi ,zawsze mialam niska samoocene co nie pomaga mi w tej calej sytuacji.Oczywiscie napisalam tu ogolnikowo o moich zmartwieniach .Juz kilka lat temu trafilam na te strone jednak nie mialam odwagi sie zarejstrowac.Teraz czuje ,ze musze sie podzielic z tym co czuje .Prosze nie mowcie mi tylko ze mam probowac poukladac jakos swoj zwiazek.Ja to przerabialam.Czekam na jakis odzew na jakas nutke nadziei.Czuje ,ze zycie ucieka a ja gdzies bladze w beznadziei.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

podejmij po prostu decyzje o rozwodzie, przecież od lat waszego małżeństwa nie ma,

3

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

byłam w związku prawie 16 lat w tym prawie 14 to czas małżeństwa. rozstanie nie było łatwe. trwało kilka lat. kilka niepotrzebnych lat poświęconych na sklejanie tego czego się nie dało skleić. mam 2 dzieci. w tej chwili już prawie dorosłych. w momencie rozstania miały kilkanaście lat. z perspektywy czasu ocena rozstania jest jednoznaczna - nie mogłam podjąć lepszej decyzji. kiepski seks, niezrozumienie ogólne, brak jakiejkolwiek sympatii i akceptacji i tak dalej... tego małżeństwa nie było... po rozstaniu życia nie ułożyłam sobie z żadnym innym mężczyzną. tak jak byłam w małżeństwie sama tak sama jestem nadal - różnica jest jednak znacząca - jestem wolna, mogę z szacunkiem patrzeć codziennie rano w lustro, spotykać się z kim chce i kiedy chce. swojego księcia może jeszcze poznam, może nie. mam kilka związków za sobą...obawy, że będzie trudno po rozstaniu z mężem, że sobie nie poradzę towarzyszyły mi przez cały czas rozstawania. teraz też czasem wracają. ale nie to jest najgorsze. najgorsze jest to, że przez przedłużanie agonii mojego związku poraniliśmy siebie tak bardzo, że nic już nie zostało, żadne dobre wspomnienie...i tego najbardziej żałuję - nie rozstania tylko właśnie tego, że zdecydowałam się na nie zbyt późno

4

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
samotnosc w tlumie napisał/a:

Jestem mezatka z 16 letnim stazem.Mamy 2 dzieci.Od kilu lat nie sypiam z mezem .Przestal mnie pociagac seksualnie.Oczywiscie probowalam sie przemoc ,niestety kazde zblizenie powoduje u mnie niesmak .Ja uwielbiam seks,uwielbiam erotyke.Codziennie ubolewam nad tym ,ze kazdego dnia starzeje sie nie korzystajac z tak pieknego doznania jakim jest seks.Moj maz nigdy nie byl w tych sprawach dobry,jakos mi to nie przeszkadzalo dopoki zaczelam zauwazac inne mankamenty.Bede bezwzgledna sorry..nie cierpie jak przy mnie siedzi,nie slucham jak do mnie mowi ,widze tylko same zle strony w nim.Nawet jak je to mnie denerwuje .Unikam go jak moge.Czesto placze z powodu braku milosci .Chcialabym kochac ...oczywiscie podobaja mi sie mezczyzni na ulicy,jednak jestem mezatka niestety.Chcialabym odejsc ,od lat mecze sie z ta mysla ,od lat czekam na jakis krach ,czekam na jakies wydarzenie ktore wzmocnilo by mnie w swoim niezrealizowanym dotychczas postanowieniu.Majac dwoje dzieci trudno jest sie rozstac z mezem .Wspolne rachunki.Strach przed czyms nowym,strach,ze nie dam sobie rady.U mnie w rodzinie nie bylo rozwodow ,nie wiem jak zareagowalaby rodzina .A ja umieram kazdego dnia patrzac na osobe ,ktorej nie kocham .Nie mam kolezanek,nie mam zadnych rozrywek,nawet pracuje w pojedynke .Nie potrafie zagadac do ludzi ,zawsze mialam niska samoocene co nie pomaga mi w tej calej sytuacji.Oczywiscie napisalam tu ogolnikowo o moich zmartwieniach .Juz kilka lat temu trafilam na te strone jednak nie mialam odwagi sie zarejstrowac.Teraz czuje ,ze musze sie podzielic z tym co czuje .Prosze nie mowcie mi tylko ze mam probowac poukladac jakos swoj zwiazek.Ja to przerabialam.Czekam na jakis odzew na jakas nutke nadziei.Czuje ,ze zycie ucieka a ja gdzies bladze w beznadziei.

Musisz niestety podjac "meska" decyzje i poprostu odejsc.
Idziesz do adwokata, piszesz pozew i czekasz na rozprawe..
Czy Twojemu mezowi jest z Toba dobrze i nie przeszkadza mu fakt, ze praktycznie nic Was juz nie laczy oprocz potomstwa?
Albo facet ma babe na boku albo poprostu jakas dupa z niego. Sorry, ze pisze tak prostolinijnie, ale jak facetowi to nie przeszkadza, ze zona z nim nie spi. Normalny facet potrzebuje seksu. Mysle, ze Wy juz wcale nie macie ochoty byc ze soba, a jestescie tylko z przyzwyczajenia, wygody, jakiegos finansowego bezpieczenstwa i ze wzgledu na dzieci i rodzine (aby nie zranic ojca, matki, babci), nie rozumiem tego. Zycie jest zbyt krotkie aby sie meczyc w nieistniejacych zwiazkach. Przeciez to tylko formalnosc, wspolne mieszkanie, meble..
Jak poczekasz jeszcze kilka lat w takim cierpieniu to zrobi sie z Ciebie zrzedliwa baba, tak leniwa, ze nie pomyslisz nawet o zmianie w swoim zyciu. Takie zaniedbania potem sie mszcza - dzieci tez pewnie widza, ze nie dzieje sie dobrze, wiec i przykladem dla nich jestescie kiepskim.
Czasem trzeba zmienic swoje zycie o 180 stopni, radykalnie odkreslic przeszlosc i zaryzykowac, poleciec po bandzie. Znalezc w sobie tyle odwagi i sily, aby drugi raz stanac na nogi od zera. Naprawde warto - zrobilam to.
Wyjechalam, zostawilam doroslego syna aby uczyl sie zycia, zamknelam wszystkie sprawy zawodowe i finansowe, wzielam pare tysiecy i w droge. Nie zaluje ani chwili. Dzieki temu jestem od 5-ciu lat w dobrym zwiazku, mam calkiem inne srodowisko, spotkalam na swej drodze wiele interesujacych ludzi, przezylam piekne chwile. Moj poprzedni swiat byl marazmem, wpadalam w depresje, nie chcialo mi sie zyc, cierpialam i marzylam o innym zyciu. Jakas moja czesc wiedziala, a wrecz byla pewna, ze jeszcze ZYCIE przede mna. Marzenia sie spelniaja. Teraz mam szczescie, ktorego mi brakowalo latami. Powinnam sie rozwiezc o 10 lat wczesniej, zylabym pelnia zycia.
Nie wazne jednak w ktorym momencie podejmie sie ta trudna decyzje, wazne, ze sie ja podejmie.
Zycze odwagi i zacznij w koncu marzyc, a nie plakac. Zacznij dzialac i zrob cos wreszcie z czystego zdrowego egoizmu dla siebie !!!!!!
Porozmawiaj z mezem i powiedz co czujesz. Jak cierpisz, czego Ci brakuje, powiedz mu, ze sie meczysz i placzesz i nie widzisz przyszlosci w Waszym zwiazku. Porozmawiaj - to wazne, aby dojsc spokojnie do dobrych wnioskow, aby w zgodzie sie rozstac i dla dzieci i ze wzgledu na przeszlosc zachowac tylko dobre wspomnienia. Po co chrzanic wszystko, po co ubolewac, inni na tym cierpia, bo my stajemy sie powoli innymi ludzmi, a potem krzywdzimy oprocz siebie, jeszcze innych.
Zycze Ci zdrowej, madrej decyzji. Zawsze mozesz udac sie po porade do psychologa. Przebrnac ten czas latwo nie bedzie, ale gdy oboje zaakceptujecie fakt ROZPADU tego niezyjacego malzenstwa, bedzie juz tylko lepiej.
Powodzenia i szczescia w przyszlosci:)

5

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
atlantyda napisał/a:

byłam w związku prawie 16 lat w tym prawie 14 to czas małżeństwa. rozstanie nie było łatwe. trwało kilka lat. kilka niepotrzebnych lat poświęconych na sklejanie tego czego się nie dało skleić. mam 2 dzieci. w tej chwili już prawie dorosłych. w momencie rozstania miały kilkanaście lat. z perspektywy czasu ocena rozstania jest jednoznaczna - nie mogłam podjąć lepszej decyzji. kiepski seks, niezrozumienie ogólne, brak jakiejkolwiek sympatii i akceptacji i tak dalej... tego małżeństwa nie było... po rozstaniu życia nie ułożyłam sobie z żadnym innym mężczyzną. tak jak byłam w małżeństwie sama tak sama jestem nadal - różnica jest jednak znacząca - jestem wolna, mogę z szacunkiem patrzeć codziennie rano w lustro, spotykać się z kim chce i kiedy chce. swojego księcia może jeszcze poznam, może nie. mam kilka związków za sobą...obawy, że będzie trudno po rozstaniu z mężem, że sobie nie poradzę towarzyszyły mi przez cały czas rozstawania. teraz też czasem wracają. ale nie to jest najgorsze. najgorsze jest to, że przez przedłużanie agonii mojego związku poraniliśmy siebie tak bardzo, że nic już nie zostało, żadne dobre wspomnienie...i tego najbardziej żałuję - nie rozstania tylko właśnie tego, że zdecydowałam się na nie zbyt późno

Atlantyda, nie ulozylas sobie nowego zwiazku, ale ulozylas sobie SWOJE NOWE ZYCIE i to jest najwazniejsze. Nie dusisz sie juz z facetem, ktorego nawet sympatia nie darzylas. Czasem zdarza sie, ze jestesmy tak zauroczeni, az wydaje nam sie, ze to milosc. Potem szybko dziecko, nastepne i zycie w kieracie. Zamykamy sie z tymi dziecmi, z tym nielubianym mezem w czterech scianach, rutyna, praca, obowiazki - no i zapominamy, co jest w zyciu wazne. No dobrze - rodzina jest wazna, ale czy bycie z kims bo tak wypada, trzeba i nalezy jest dobrym rozwiazaniem. Przekonalas sie sama, ze nie.
Widze, ze tez zbyt pozno sie zdecydowalas, takich kobiet jest naprawde wiele i nie tylko kobiet.
Lubie jasne systuacje i nawet jak moj cos tam mruczy pod nosem i jakis taki nie swoj jest, to od razu reaguje, rozmawiam i pytam sie czy jest jakis problem. Takie rzeczy sie zauwaza, jesli znamy osobe, ktora kochamy lub nie kochamy, tylko zyjemy obok niej. Jak sie reaguje, mozna w pore bardzo wiele rzeczy wyjasnic i nie psuc wspomnien (jak zauwazylas). Zbyt dlugie trwanie w beznadziejnym zwiazku powoduje niechec do tworzenia nowego (niekoniecznie zwiazku). Zyjemy tylko jeden jedyny raz i przyzyjmy to zycie jak umiemy najlepiej.
Pozdrawiam serdecznie:)

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

A ja napisze tak -  że jak czytam wasze posty to mógłbym przysiąc że pisała je moja żona przed i po rozwodzie. A ja także czekałem na zrozumienie na dyskusję na realizację zaplanowanych i uzgodnionych działań "naprawczych" . Też potrzebowałem miłości i ciepła oraz seksu.  Ale tego wszystkiego nie było przez niezrozumienie wzajemne - już nieważne kto kogo nie chciał słuchać. Musi być rozmowa a jak jej nie ma to wszystko sie wali.
A ja nie wiem z tekstu czy samotność w tłumie rozmawiała kiedyś ze swoim mężem co ją boli a co boli jego w tym związku?

7

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
Piotr Introwertyk napisał/a:

A ja napisze tak -  że jak czytam wasze posty to mógłbym przysiąc że pisała je moja żona przed i po rozwodzie. A ja także czekałem na zrozumienie na dyskusję na realizację zaplanowanych i uzgodnionych działań "naprawczych" . Też potrzebowałem miłości i ciepła oraz seksu.  Ale tego wszystkiego nie było przez niezrozumienie wzajemne - już nieważne kto kogo nie chciał słuchać. Musi być rozmowa a jak jej nie ma to wszystko sie wali.
A ja nie wiem z tekstu czy samotność w tłumie rozmawiała kiedyś ze swoim mężem co ją boli a co boli jego w tym związku?

Popieram. Jesteście małżeństwem, pomyślcie czy zrobiliście wszystko alby przetrwało. Rozwód jest ostatecznością

8 Ostatnio edytowany przez Szarlotkanagorąco (2014-09-02 16:04:35)

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
samotnosc w tlumie napisał/a:

Bede bezwzgledna sorry..nie cierpie jak przy mnie siedzi,nie slucham jak do mnie mowi ,widze tylko same zle strony w nim.Nawet jak je to mnie denerwuje .Unikam go jak moge.

Według mnie jak ktoś czuje się w ten sposób to jest to śmierć związku. Ja tak się czułam pod koniec bardzo krótkiego związku, a i tak uciekłam z niego mocno wymęczona. Takie uczucia oznaczają, że osoba jest nam totalnie obojętna i nie chcemy jej w naszym życiu.
Mnie to doświadczenie nauczyło, iż lepsza jest samotność w pojedynkę niż w związku.
Poza tym to jest fatalny wzór związku do naśladowania dla dzieci. Dzieci się uczą, że małżeństwo to związek dwóch osób, które żyją obok siebie i nie darzą się żadnymi ciepłymi uczuciami.

Kochać sa­mego siebie - to początek ro­man­su na całe życie.
Człowiek nap­rawdę po­siada tyl­ko to, co jest w nim.

9

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
Piotr Introwertyk napisał/a:

A ja napisze tak -  że jak czytam wasze posty to mógłbym przysiąc że pisała je moja żona przed i po rozwodzie. A ja także czekałem na zrozumienie na dyskusję na realizację zaplanowanych i uzgodnionych działań "naprawczych" . Też potrzebowałem miłości i ciepła oraz seksu.  Ale tego wszystkiego nie było przez niezrozumienie wzajemne - już nieważne kto kogo nie chciał słuchać. Musi być rozmowa a jak jej nie ma to wszystko sie wali.
A ja nie wiem z tekstu czy samotność w tłumie rozmawiała kiedyś ze swoim mężem co ją boli a co boli jego w tym związku?

Piotrze moje rozstawanie trwało 4 lata, bardzo długie 4 lata. rozmów było wiele, wiele "projektów naprawczych". mam w sobie wiele miłości, ciepła i tego też potrzebowałam i potrzebuje, podobnie jak seksu. rozmowy nic nie dały. czasem myślę, że szkoda, a czasem że tak miało po prostu być.

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

ok atlandyda ale mówimy o samotności w tłumie a jak to było u niej nie wiemy.

11 Ostatnio edytowany przez atlantyda (2014-09-02 21:48:54)

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

tak Piotrze mówimy o samotności w tłumie, z perspektywy czasu wiem dwie rzeczy - czasem rozmowy nic już nie są w stanie sprawić a niepewność i tak pozostanie

12

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

A ja sie zastanawiam tylko jak mozna kogos niby na poczatku kochac i akceptowac i wszystko jest oj a potem i to po tylu latach raptownie nasza bliska osoba jest calkowicei przecwienstwem kochania zaczynamy ja niebawidziec zle sie czuc przy niej nie rozumiem przeciez takie cos to na poczatku w ciafu kilku pierwszych lat wiedziec czt jednak nam razem. Czy moze jednak byly to malzenstwa z powidu dzieci czy innych ? to takie tez i pytanie do was kobiet ktore po tak dlugim czasie sie chcecie rozesc bo naprawde po tym jak takie cos czytam to zaczynam sie zastanawiac czy wchodzic w zwiazek bo odejdzie odemnie kobieta juz nie po 5 a nawet po 10 czy wiecej latach a niechcialnym tego.

Ropzsumem jeszce szarlotkenagoraco bo w krotkim zwiwzku ale w takich dlugich?.

13

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

mar3 długość związku nie ma znaczenia, czasem ludzie są sobie obcy po 4 czasem 16 a czasem 30 latach. o każdy związek trzeba dbać, nie utrzymasz bliskości intymności i zaangażowania w związek bez dbania o to, zawsze muszą starać się dwie osoby, związek powinien być dla obu zaangażowanych osób wyzwaniem, zaskakiwaniem bo to pozwala człowiekowi się rozwijać. nie można ani się starać ani kochać za dwoje. w takim układzie zawsze ktoś będzie cierpiał

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
mar3 napisał/a:

A ja sie zastanawiam tylko jak mozna kogos niby na poczatku kochac i akceptowac i wszystko jest oj a potem i to po tylu latach raptownie nasza bliska osoba jest calkowicei przecwienstwem kochania zaczynamy ja niebawidziec zle sie czuc przy niej nie rozumiem przeciez takie cos to na poczatku w ciafu kilku pierwszych lat wiedziec czt jednak nam razem. Czy moze jednak byly to malzenstwa z powidu dzieci czy innych ? to takie tez i pytanie do was kobiet ktore po tak dlugim czasie sie chcecie rozesc bo naprawde po tym jak takie cos czytam to zaczynam sie zastanawiac czy wchodzic w zwiazek bo odejdzie odemnie kobieta juz nie po 5 a nawet po 10 czy wiecej latach a niechcialnym tego.

Ropzsumem jeszce szarlotkenagoraco bo w krotkim zwiwzku ale w takich dlugich?.

Ja myślę, że możliwe mechanizmy są różne:
1. Ludzie po urodzeniu się dzieci, zaniedbują rozmowę o rzeczach ważnych,emocjach etc. i wspólne przyjemne spędzanie czasu i cieszenie się swoim towarzystwem. Czas płynie i następuje coraz większe oddalenie, tak że już po pewnym czasie nie ma nic przyjemnego w tym byciu razem, tylko rutyna.
2. Ludzie biorą ślub na etapie "motyli" i widzą siebie przez różowe okulary, nie znają się. Jak emocje przygasają, nagle,po kilku latach,  odkrywają, że ta druga osoba wcale im się tak nie podoba, nie spełnia ich oczekiwań, nie jest dobrym partnerem/rodzicem, są  rozczarowane, ale są dzieci, zobowiązania finansowe etc, więc ciągnie się to dalej. Kobiety wtedy zwykle koncentrują się na dzieciach. To chyba najczęstszy motyw. Związki z tak zwanej "wielkiej miłości".
3. Chęć posiadania rodziny. Czasem kobieta nie czuje wielkich emocji to mężczyzny, ale jest w wieku gdy się pragnie stabilizacji, dzieci etc, więc decyduje się na małżeństwo myśląc, iż będzie szczęśliwa, bo dany facet jej to zapewni. Czasem okazuje się, że to wypali, innym razem po spełnieniu się jako mama, odkrywa się, że brak prawdziwej bliskości z partnerem.

Kochać sa­mego siebie - to początek ro­man­su na całe życie.
Człowiek nap­rawdę po­siada tyl­ko to, co jest w nim.

15

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
atlantyda napisał/a:

byłam w związku prawie 16 lat w tym prawie 14 to czas małżeństwa. rozstanie nie było łatwe. trwało kilka lat. kilka niepotrzebnych lat poświęconych na sklejanie tego czego się nie dało skleić. mam 2 dzieci. w tej chwili już prawie dorosłych. w momencie rozstania miały kilkanaście lat. z perspektywy czasu ocena rozstania jest jednoznaczna - nie mogłam podjąć lepszej decyzji. kiepski seks, niezrozumienie ogólne, brak jakiejkolwiek sympatii i akceptacji i tak dalej... tego małżeństwa nie było... po rozstaniu życia nie ułożyłam sobie z żadnym innym mężczyzną. tak jak byłam w małżeństwie sama tak sama jestem nadal - różnica jest jednak znacząca - jestem wolna, mogę z szacunkiem patrzeć codziennie rano w lustro, spotykać się z kim chce i kiedy chce. swojego księcia może jeszcze poznam, może nie. mam kilka związków za sobą...obawy, że będzie trudno po rozstaniu z mężem, że sobie nie poradzę towarzyszyły mi przez cały czas rozstawania. teraz też czasem wracają. ale nie to jest najgorsze. najgorsze jest to, że przez przedłużanie agonii mojego związku poraniliśmy siebie tak bardzo, że nic już nie zostało, żadne dobre wspomnienie...i tego najbardziej żałuję - nie rozstania tylko właśnie tego, że zdecydowałam się na nie zbyt późno

Jak doszło do tego, że w ogóle wzięłaś ślub? Kochałaś męża na początku, czy po prostu wzięłaś ślub z rozsądku? Mam faceta i jest mi z nim jako tako. On jest dobry, uczynny, zawsze mi pomoże, ale... nie czuję do niego miłości czy mocnego pociągu. Niestety trzyma mnie przy nim to, że On jako jedyny potrafił zaakceptować to skąd jestem, co posiadam (chodzi mi w tym przypadku, że nie posiadam TOTALNIE niczego - brak domu, samochodu, oszczędności. Mieszkam w mieszkaniu komunalnym. Mam tylko pracę i ledwo wiążę koniec z końcem). Boję się, że inny facet jak się dowie, że naprawdę nie mam niczego to stwierdzi, że nie będzie z "taką" osobą. Ze mną ciężko będzie wziąć kredyt. Oszczędności też nie mam, które mogłyby być wkładem własnym w mieszkanie itd. I jak czytam ten wątek to nie wiem, czy dobrze robię. Tzn. czuję że popełniam ogromny błąd będąc z nim, ale... strach przed kolejnym dorzuceniem z powodu bycia tą biedniejszą mnie przeraża. hmm

16

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

Oj wy biedne egoistki. Żal mi tych oszukiwanych mężów, z którymi jesteście dla wygody. Was wcale. Powinnyscie tez poczuc jak to jest byc traktowaną przedmiotowo, by sie odechciało marnowania zycia komus.

'She's the kind of girl you dream of'
"Mało pewne siebie kobiety zawsze będą biec za tym, czego nie mogą mieć, szukać czegoś czego nie ma."
Nie ma możliwości obdarzenia najgłębszym uczuciem jakim dysponuje człowiek, kogoś, kto nie jest dla ciebie dobry i traktuje cie nie tak jak byś chciał. Zakochanie w wyobrażeniach.
|Tylko pod mailem|

17

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
YES-woman napisał/a:
atlantyda napisał/a:

byłam w związku prawie 16 lat w tym prawie 14 to czas małżeństwa. rozstanie nie było łatwe. trwało kilka lat. kilka niepotrzebnych lat poświęconych na sklejanie tego czego się nie dało skleić. mam 2 dzieci. w tej chwili już prawie dorosłych. w momencie rozstania miały kilkanaście lat. z perspektywy czasu ocena rozstania jest jednoznaczna - nie mogłam podjąć lepszej decyzji. kiepski seks, niezrozumienie ogólne, brak jakiejkolwiek sympatii i akceptacji i tak dalej... tego małżeństwa nie było... po rozstaniu życia nie ułożyłam sobie z żadnym innym mężczyzną. tak jak byłam w małżeństwie sama tak sama jestem nadal - różnica jest jednak znacząca - jestem wolna, mogę z szacunkiem patrzeć codziennie rano w lustro, spotykać się z kim chce i kiedy chce. swojego księcia może jeszcze poznam, może nie. mam kilka związków za sobą...obawy, że będzie trudno po rozstaniu z mężem, że sobie nie poradzę towarzyszyły mi przez cały czas rozstawania. teraz też czasem wracają. ale nie to jest najgorsze. najgorsze jest to, że przez przedłużanie agonii mojego związku poraniliśmy siebie tak bardzo, że nic już nie zostało, żadne dobre wspomnienie...i tego najbardziej żałuję - nie rozstania tylko właśnie tego, że zdecydowałam się na nie zbyt późno

Jak doszło do tego, że w ogóle wzięłaś ślub? Kochałaś męża na początku, czy po prostu wzięłaś ślub z rozsądku? Mam faceta i jest mi z nim jako tako. On jest dobry, uczynny, zawsze mi pomoże, ale... nie czuję do niego miłości czy mocnego pociągu. Niestety trzyma mnie przy nim to, że On jako jedyny potrafił zaakceptować to skąd jestem, co posiadam (chodzi mi w tym przypadku, że nie posiadam TOTALNIE niczego - brak domu, samochodu, oszczędności. Mieszkam w mieszkaniu komunalnym. Mam tylko pracę i ledwo wiążę koniec z końcem). Boję się, że inny facet jak się dowie, że naprawdę nie mam niczego to stwierdzi, że nie będzie z "taką" osobą. Ze mną ciężko będzie wziąć kredyt. Oszczędności też nie mam, które mogłyby być wkładem własnym w mieszkanie itd. I jak czytam ten wątek to nie wiem, czy dobrze robię. Tzn. czuję że popełniam ogromny błąd będąc z nim, ale... strach przed kolejnym dorzuceniem z powodu bycia tą biedniejszą mnie przeraża. hmm

...dobrze postaw się na jego miejscu... chciałabyś być z ukochanym człowiekiem, nawet wiedząc on nie kocha Ciebie? ...co jeśli później znajdziesz tę pokrewną duszę ? ....w jakim położeniu postawisz swojego wówczas partnera..czy on wie czym sie kierujesz?

Dziś mam dobrą radę...zróbcie lemoniadę..

18

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
YES-woman napisał/a:
atlantyda napisał/a:

byłam w związku prawie 16 lat w tym prawie 14 to czas małżeństwa. rozstanie nie było łatwe. trwało kilka lat. kilka niepotrzebnych lat poświęconych na sklejanie tego czego się nie dało skleić. mam 2 dzieci. w tej chwili już prawie dorosłych. w momencie rozstania miały kilkanaście lat. z perspektywy czasu ocena rozstania jest jednoznaczna - nie mogłam podjąć lepszej decyzji. kiepski seks, niezrozumienie ogólne, brak jakiejkolwiek sympatii i akceptacji i tak dalej... tego małżeństwa nie było... po rozstaniu życia nie ułożyłam sobie z żadnym innym mężczyzną. tak jak byłam w małżeństwie sama tak sama jestem nadal - różnica jest jednak znacząca - jestem wolna, mogę z szacunkiem patrzeć codziennie rano w lustro, spotykać się z kim chce i kiedy chce. swojego księcia może jeszcze poznam, może nie. mam kilka związków za sobą...obawy, że będzie trudno po rozstaniu z mężem, że sobie nie poradzę towarzyszyły mi przez cały czas rozstawania. teraz też czasem wracają. ale nie to jest najgorsze. najgorsze jest to, że przez przedłużanie agonii mojego związku poraniliśmy siebie tak bardzo, że nic już nie zostało, żadne dobre wspomnienie...i tego najbardziej żałuję - nie rozstania tylko właśnie tego, że zdecydowałam się na nie zbyt późno

Jak doszło do tego, że w ogóle wzięłaś ślub? Kochałaś męża na początku, czy po prostu wzięłaś ślub z rozsądku? Mam faceta i jest mi z nim jako tako. On jest dobry, uczynny, zawsze mi pomoże, ale... nie czuję do niego miłości czy mocnego pociągu. Niestety trzyma mnie przy nim to, że On jako jedyny potrafił zaakceptować to skąd jestem, co posiadam (chodzi mi w tym przypadku, że nie posiadam TOTALNIE niczego - brak domu, samochodu, oszczędności. Mieszkam w mieszkaniu komunalnym. Mam tylko pracę i ledwo wiążę koniec z końcem). Boję się, że inny facet jak się dowie, że naprawdę nie mam niczego to stwierdzi, że nie będzie z "taką" osobą. Ze mną ciężko będzie wziąć kredyt. Oszczędności też nie mam, które mogłyby być wkładem własnym w mieszkanie itd. I jak czytam ten wątek to nie wiem, czy dobrze robię. Tzn. czuję że popełniam ogromny błąd będąc z nim, ale... strach przed kolejnym dorzuceniem z powodu bycia tą biedniejszą mnie przeraża. hmm

Yes-woman, każda sytuacja jest inna, ślub był pomysłem mojego byłego męża - podobnie jak brak zgody na rozwód przez 4 lata, czy kochałam - tak, ale nie była to szaleńcza miłość mojego życia o czym oboje wiedzieliśmy, nie byłam z moim mężem dla wygody, w momencie ślubu nic nie miał, w moim przypadku martwienie się że sobie nie poradzę nie dotyczyło sfery materialnej, cały czas myślę że gdybym umiała wcześniej zakończyć to małżeństwo to teraz mój kontakt z byłym mężem wyglądałby inaczej (obecnie nie mamy kontaktu - nie widzieliśmy się kilka lat). po kilku latach małżeństwa zaczęliśmy dużo pracować, czasem kilka dni się nie widzieliśmy, potem efekt kuli śnieżnej - brak wspólnych znajomych,brak wspólnych zainteresowań, inny pomysł na życie i wychowanie dzieci, zmęczenie owocujące kiepskim seksem... słuchaj swojej intuicji - ona najlepiej Ci podpowie co robić, ludzi musi coś łączyć poza pieniędzmi żeby mogli być razem - inaczej wcześniej czy później wszystko się rozsypie, a im później tym gorzej

19

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
thepass napisał/a:

Oj wy biedne egoistki. Żal mi tych oszukiwanych mężów, z którymi jesteście dla wygody. Was wcale. Powinnyscie tez poczuc jak to jest byc traktowaną przedmiotowo, by sie odechciało marnowania zycia komus.

obrażanie ludzi nic nie daje dobrego

20

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

Ha, ale jakby facet odszedł po iluś tam latach mówiąc, że nie kocha, to by był podły drań i jak on mógł, a potem posypałyby się komentarzy na temat jacy to mężczyźni są niewierni.

To ma być wierność? Do bycia z kimś, kto nas pociąga nie potrzeba żadnej wierności.

A próbowaliście czegoś takiego jak terapia małżeńska?

Annuszka już kupiła olej...

21

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
atlantyda napisał/a:

mar3 długość związku nie ma znaczenia, czasem ludzie są sobie obcy po 4 czasem 16 a czasem 30 latach. o każdy związek trzeba dbać, nie utrzymasz bliskości intymności i zaangażowania w związek bez dbania o to, zawsze muszą starać się dwie osoby, związek powinien być dla obu zaangażowanych osób wyzwaniem, zaskakiwaniem bo to pozwala człowiekowi się rozwijać. nie można ani się starać ani kochać za dwoje. w takim układzie zawsze ktoś będzie cierpiał

czyli mam rozumiec ze to ty nie dbalas i nie angazowalas sie w zwiazej z mezem tyo po co slub
jakie wyzwanie jakie zaskakiwanie nic takiego nie trzeba nawet jaks sie jest dlugo ze soba i jest codzienniosc to mozna zyc jak przyjaciele ale razem przeciez jak nam ta osoba pasowala to znajsc ja juz np, 5 lat wiemy jaka jest i jezeli przez tyle lat nam idpowiada to i powinna przez kolejne i jeszce kolejne 5 pasiwac , jak dla mnie nie byliscie dobrano ppprostu wtedy i tyle, a po drugie duzo ludzi wlasnie nie potrafi rozmawiac naprawde szczerze i mowic na poczatku ziwazku ze cis im nie asuje czy jak bo jak nie pasuje to po co byc razem i marniwac drugiej osobie czas i potem sie po tylu larch rozwidzic

22

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
Szarlotkanagorąco napisał/a:
mar3 napisał/a:

A ja sie zastanawiam tylko jak mozna kogos niby na poczatku kochac i akceptowac i wszystko jest oj a potem i to po tylu latach raptownie nasza bliska osoba jest calkowicei przecwienstwem kochania zaczynamy ja niebawidziec zle sie czuc przy niej nie rozumiem przeciez takie cos to na poczatku w ciafu kilku pierwszych lat wiedziec czt jednak nam razem. Czy moze jednak byly to malzenstwa z powidu dzieci czy innych ? to takie tez i pytanie do was kobiet ktore po tak dlugim czasie sie chcecie rozesc bo naprawde po tym jak takie cos czytam to zaczynam sie zastanawiac czy wchodzic w zwiazek bo odejdzie odemnie kobieta juz nie po 5 a nawet po 10 czy wiecej latach a niechcialnym tego.

Ropzsumem jeszce szarlotkenagoraco bo w krotkim zwiwzku ale w takich dlugich?.

Ja myślę, że możliwe mechanizmy są różne:
1. Ludzie po urodzeniu się dzieci, zaniedbują rozmowę o rzeczach ważnych,emocjach etc. i wspólne przyjemne spędzanie czasu i cieszenie się swoim towarzystwem. Czas płynie i następuje coraz większe oddalenie, tak że już po pewnym czasie nie ma nic przyjemnego w tym byciu razem, tylko rutyna.
2. Ludzie biorą ślub na etapie "motyli" i widzą siebie przez różowe okulary, nie znają się. Jak emocje przygasają, nagle,po kilku latach,  odkrywają, że ta druga osoba wcale im się tak nie podoba, nie spełnia ich oczekiwań, nie jest dobrym partnerem/rodzicem, są  rozczarowane, ale są dzieci, zobowiązania finansowe etc, więc ciągnie się to dalej. Kobiety wtedy zwykle koncentrują się na dzieciach. To chyba najczęstszy motyw. Związki z tak zwanej "wielkiej miłości".
3. Chęć posiadania rodziny. Czasem kobieta nie czuje wielkich emocji to mężczyzny, ale jest w wieku gdy się pragnie stabilizacji, dzieci etc, więc decyduje się na małżeństwo myśląc, iż będzie szczęśliwa, bo dany facet jej to zapewni. Czasem okazuje się, że to wypali, innym razem po spełnieniu się jako mama, odkrywa się, że brak prawdziwej bliskości z partnerem.

punkt pierwszy nie jest wiekkim oroblemem z pomoca i chcia mozna odswierzyc wiec raczej malo prawdopodobne zeby sie rzejsc
punkt drugi  zgadzam sie za szybko to zle nie widza wad ktore wychodza pozniej i moga naprawde przeszkadzac w byciu razem
punkt trzeci uwazam za oszystwo ze strony kobiet

23

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
YES-woman napisał/a:
atlantyda napisał/a:

byłam w związku prawie 16 lat w tym prawie 14 to czas małżeństwa. rozstanie nie było łatwe. trwało kilka lat. kilka niepotrzebnych lat poświęconych na sklejanie tego czego się nie dało skleić. mam 2 dzieci. w tej chwili już prawie dorosłych. w momencie rozstania miały kilkanaście lat. z perspektywy czasu ocena rozstania jest jednoznaczna - nie mogłam podjąć lepszej decyzji. kiepski seks, niezrozumienie ogólne, brak jakiejkolwiek sympatii i akceptacji i tak dalej... tego małżeństwa nie było... po rozstaniu życia nie ułożyłam sobie z żadnym innym mężczyzną. tak jak byłam w małżeństwie sama tak sama jestem nadal - różnica jest jednak znacząca - jestem wolna, mogę z szacunkiem patrzeć codziennie rano w lustro, spotykać się z kim chce i kiedy chce. swojego księcia może jeszcze poznam, może nie. mam kilka związków za sobą...obawy, że będzie trudno po rozstaniu z mężem, że sobie nie poradzę towarzyszyły mi przez cały czas rozstawania. teraz też czasem wracają. ale nie to jest najgorsze. najgorsze jest to, że przez przedłużanie agonii mojego związku poraniliśmy siebie tak bardzo, że nic już nie zostało, żadne dobre wspomnienie...i tego najbardziej żałuję - nie rozstania tylko właśnie tego, że zdecydowałam się na nie zbyt późno

Jak doszło do tego, że w ogóle wzięłaś ślub? Kochałaś męża na początku, czy po prostu wzięłaś ślub z rozsądku? Mam faceta i jest mi z nim jako tako. On jest dobry, uczynny, zawsze mi pomoże, ale... nie czuję do niego miłości czy mocnego pociągu. Niestety trzyma mnie przy nim to, że On jako jedyny potrafił zaakceptować to skąd jestem, co posiadam (chodzi mi w tym przypadku, że nie posiadam TOTALNIE niczego - brak domu, samochodu, oszczędności. Mieszkam w mieszkaniu komunalnym. Mam tylko pracę i ledwo wiążę koniec z końcem). Boję się, że inny facet jak się dowie, że naprawdę nie mam niczego to stwierdzi, że nie będzie z "taką" osobą. Ze mną ciężko będzie wziąć kredyt. Oszczędności też nie mam, które mogłyby być wkładem własnym w mieszkanie itd. I jak czytam ten wątek to nie wiem, czy dobrze robię. Tzn. czuję że popełniam ogromny błąd będąc z nim, ale... strach przed kolejnym dorzuceniem z powodu bycia tą biedniejszą mnie przeraża. hmm

i tu wlasnie niska samoocena i wydaje sie ze nikt nikogo takiego nie zechce a to nie porawda wyobraz sobie odwrotna sytuyacje jetses bogata spodobal ci sie facet ale malo zarabia nie ma mieszania skreslilabys go ? pracujesz czyli jest dobrze nie zbijasz bakow i udajesz ze szukasz pracy wiec jest dobrze facet widzi ze jedna knasz prace a jaka to maklo wazne zawsze mozan zmienic kiedys, wiec tylko oszukujesz meza i sie sama meczysz co nie jest fer wobec niego

24

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
samotnosc w tlumie napisał/a:

Jestem mezatka z 16 letnim stazem.Mamy 2 dzieci.Od kilu lat nie sypiam z mezem .Przestal mnie pociagac seksualnie.Oczywiscie probowalam sie przemoc ,niestety kazde zblizenie powoduje u mnie niesmak .Ja uwielbiam seks,uwielbiam erotyke.Codziennie ubolewam nad tym ,ze kazdego dnia starzeje sie nie korzystajac z tak pieknego doznania jakim jest seks.Moj maz nigdy nie byl w tych sprawach dobry,jakos mi to nie przeszkadzalo dopoki zaczelam zauwazac inne mankamenty.Bede bezwzgledna sorry..nie cierpie jak przy mnie siedzi,nie slucham jak do mnie mowi ,widze tylko same zle strony w nim.Nawet jak je to mnie denerwuje .Unikam go jak moge.Czesto placze z powodu braku milosci .Chcialabym kochac ...oczywiscie podobaja mi sie mezczyzni na ulicy,jednak jestem mezatka niestety.Chcialabym odejsc ,od lat mecze sie z ta mysla ,od lat czekam na jakis krach ,czekam na jakies wydarzenie ktore wzmocnilo by mnie w swoim niezrealizowanym dotychczas postanowieniu.Majac dwoje dzieci trudno jest sie rozstac z mezem .Wspolne rachunki.Strach przed czyms nowym,strach,ze nie dam sobie rady.U mnie w rodzinie nie bylo rozwodow ,nie wiem jak zareagowalaby rodzina .A ja umieram kazdego dnia patrzac na osobe ,ktorej nie kocham .Nie mam kolezanek,nie mam zadnych rozrywek,nawet pracuje w pojedynke .Nie potrafie zagadac do ludzi ,zawsze mialam niska samoocene co nie pomaga mi w tej calej sytuacji.Oczywiscie napisalam tu ogolnikowo o moich zmartwieniach .Juz kilka lat temu trafilam na te strone jednak nie mialam odwagi sie zarejstrowac.Teraz czuje ,ze musze sie podzielic z tym co czuje .Prosze nie mowcie mi tylko ze mam probowac poukladac jakos swoj zwiazek.Ja to przerabialam.Czekam na jakis odzew na jakas nutke nadziei.Czuje ,ze zycie ucieka a ja gdzies bladze w beznadziei.

.....nie mam wątpliwości lepiej się rozwieść niż żyć bez miłości i szacunku,przecież dzieci widzą że rodzice się nie kochają i nie mogą patrzeć na siebie....rodzina jest wartością ale tylko kiedy między ludźmi jest miłość,zaufanie,wzajemny szacunek i namiętność..... nie ma po co ciągnąc takiego związku,szkoda życia...sama wiem że do tego musiałam sama dojrzeć...akurat moje małżeństwo było ciągłą orką na ugorze i sama się teraz zastanawiam na co ja wtedy liczyłam...chyba na cud, jeśli wierzysz w cuda trwaj, albo podejmij decyzję...uwierz nie taki diabeł straszny jak go malują...

Dziś mam dobrą radę...zróbcie lemoniadę..

25

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
antykobieta napisał/a:

Ha, ale jakby facet odszedł po iluś tam latach mówiąc, że nie kocha, to by był podły drań i jak on mógł, a potem posypałyby się komentarzy na temat jacy to mężczyźni są niewierni.

To ma być wierność? Do bycia z kimś, kto nas pociąga nie potrzeba żadnej wierności.

A próbowaliście czegoś takiego jak terapia małżeńska?

nie ma znaczenia kto chce odejść - kobieta czy mężczyzna, jeśli ktoś chce odejść jest jakiś powód i nigdy nie leży on po stronie jednej osoby. co do wierności - wszystko zależy od definicji jaką się przyjmuje.

terapia małżeńska nie zawsze jest możliwa. na terapię zawsze muszą zgadzać się obie strony. terapia może pomóc w momencie kryzysu a nie rozpadu, celem terapii jest zdefiniowanie problemu i zastanowienie się nad rozwiązaniami wszystkimi możliwymi, terapia nie spowoduje, że pokocha się kogoś na nowo. poza tym jest wiele innych przeciwwskazań do terapii małżeństwa czy pary

26

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
mar3 napisał/a:
atlantyda napisał/a:

mar3 długość związku nie ma znaczenia, czasem ludzie są sobie obcy po 4 czasem 16 a czasem 30 latach. o każdy związek trzeba dbać, nie utrzymasz bliskości intymności i zaangażowania w związek bez dbania o to, zawsze muszą starać się dwie osoby, związek powinien być dla obu zaangażowanych osób wyzwaniem, zaskakiwaniem bo to pozwala człowiekowi się rozwijać. nie można ani się starać ani kochać za dwoje. w takim układzie zawsze ktoś będzie cierpiał

czyli mam rozumiec ze to ty nie dbalas i nie angazowalas sie w zwiazej z mezem tyo po co slub
jakie wyzwanie jakie zaskakiwanie nic takiego nie trzeba nawet jaks sie jest dlugo ze soba i jest codzienniosc to mozna zyc jak przyjaciele ale razem przeciez jak nam ta osoba pasowala to znajsc ja juz np, 5 lat wiemy jaka jest i jezeli przez tyle lat nam idpowiada to i powinna przez kolejne i jeszce kolejne 5 pasiwac , jak dla mnie nie byliscie dobrano ppprostu wtedy i tyle, a po drugie duzo ludzi wlasnie nie potrafi rozmawiac naprawde szczerze i mowic na poczatku ziwazku ze cis im nie asuje czy jak bo jak nie pasuje to po co byc razem i marniwac drugiej osobie czas i potem sie po tylu larch rozwidzic

rozumieć nie oznacza interpretować, ewentualnie parafrazować.
dbać muszą obie strony i to miałam na myśli, zazwyczaj jeśli jedna odpuszcza druga po jakimś czasie też
bycie dla kogoś wyzwaniem jest absolutnie konieczne z mojego punktu widzenia, każdy związek i każdy człowiek muszą się rozwijać - to nieunikniony proces. miłość nie jest stanem permanentnym, nigdy nie jest na zawsze do grobowej deski, ewentualnie tylko w bajkach

27

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

Ręce opadają...

Thepass święta prawda...

28

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

Już sam tytuł mówi sam za siebie - "męczyć się", ale w imię czego, skoro miłości nie ma...

29

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
assassin napisał/a:

Ręce opadają...

Thepass święta prawda...

Podpisuje się pod tym również. . . Ale chłopaki? My nie mamy serca , więc po co się kłócić smile Kobieta zawsze rację ma smile my źli, my niedobrzy, my tacy i tacy smile ale zwróć tylko uwagę to wybuch jak Etna smile

Nulla ? reale, tutto ? lecito.

30

Odp: Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??
atlantyda napisał/a:
mar3 napisał/a:
atlantyda napisał/a:

mar3 długość związku nie ma znaczenia, czasem ludzie są sobie obcy po 4 czasem 16 a czasem 30 latach. o każdy związek trzeba dbać, nie utrzymasz bliskości intymności i zaangażowania w związek bez dbania o to, zawsze muszą starać się dwie osoby, związek powinien być dla obu zaangażowanych osób wyzwaniem, zaskakiwaniem bo to pozwala człowiekowi się rozwijać. nie można ani się starać ani kochać za dwoje. w takim układzie zawsze ktoś będzie cierpiał

czyli mam rozumiec ze to ty nie dbalas i nie angazowalas sie w zwiazej z mezem tyo po co slub
jakie wyzwanie jakie zaskakiwanie nic takiego nie trzeba nawet jaks sie jest dlugo ze soba i jest codzienniosc to mozna zyc jak przyjaciele ale razem przeciez jak nam ta osoba pasowala to znajsc ja juz np, 5 lat wiemy jaka jest i jezeli przez tyle lat nam idpowiada to i powinna przez kolejne i jeszce kolejne 5 pasiwac , jak dla mnie nie byliscie dobrano ppprostu wtedy i tyle, a po drugie duzo ludzi wlasnie nie potrafi rozmawiac naprawde szczerze i mowic na poczatku ziwazku ze cis im nie asuje czy jak bo jak nie pasuje to po co byc razem i marniwac drugiej osobie czas i potem sie po tylu larch rozwidzic

rozumieć nie oznacza interpretować, ewentualnie parafrazować.
dbać muszą obie strony i to miałam na myśli, zazwyczaj jeśli jedna odpuszcza druga po jakimś czasie też
bycie dla kogoś wyzwaniem jest absolutnie konieczne z mojego punktu widzenia, każdy związek i każdy człowiek muszą się rozwijać - to nieunikniony proces. miłość nie jest stanem permanentnym, nigdy nie jest na zawsze do grobowej deski, ewentualnie tylko w bajkach

to tylko twoje takie zdanie i pewnie nie bylo zgodne z twoim facetem dlatego pewnie nie wyszlo tylko ciekawe dlaczego wczsesniej do tego nie doszlas

Posty [ 31 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Czy powinnam meczyc sie z mezem ktorego nie potrafie dazyc miloscia??

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018