Mhm, długo się zbierałam i zastanawiałam czy tu napisać - wcześniej pisałam o tym w wątku na temat tego, jak w związku dogadać się w sprawie dziecka, ale już nie chcę off topów tworzyć (bo nigdy nie wiem, kiedy to jest tylko małe wtrącenie, a kiedy off top) ![]()
Trochę się boję, że mój facet to znajdzie, ale nie przegląda takich stron, więc prawdopodobieństwo jest niewielkie...
A więc: poszłam za radą forumowiczek i zapytałam faceta co sądzi o posiadaniu dzieci i oznajmiłam, że "sama nie chciałabym mieć dziecka, na pewno nie przed 30stką, jak mi nie odbije i nie poczuję instynktu to wcale".
Przyjął to ze spokojem, aczkolwiek zaczął zachowywać się nienaturalnie i unikał tematu, co mnie zainteresowało, a że dociekliwa jestem, to postanowiłam drążyć temat ![]()
No i wczoraj przez cały poranek drążyłam, drążyłam i drążyłam (okropne, wiem) aż się czegoś dowiedziałam w końcu. Powiedział: "ty mnie meczysz że nie chcesz dziecka a ja nawet nie wiem czy moge". Szczerze mówiac ja nie wiedziałam co powiedzieć, a on znowu na pół godziny się zamknął w sobie.
No ale potem się dowiedziałam.
Zaznaczył, że jego zdaniem dziecko to decyzja kobiety (moim zdaniem jest pół na pół) i on instynktu ojcowskiego nie posiada -tak przynajmniej mówił. Aczkolwiek jego była - 3 lata starsza od niego - miała silny instynkt macierzyński, więc się zgodził... ale nie wyszło. Ona się przebadała, wszystko ok, on się przebadał i ok nie było. Przebadał się raz, okazało się że nie ma plemników, potem nie kontynuował badań, bo się rozeszli przez to staranie właśnie.
Mi to w ogóle nie przeszkadza i nie jest dla mnie problemem.
Problemem jest to, że on ma z tego powodu kompleksy. Do wczoraj uważałam, że on żadnych kompleksów nie posiada, bo jest taki pewny siebie, a tu jednak, i to naprawdę ogromne, nie chce nawet o tym rozmawiać. Jeszcze potem ja zwyczajnie byłam zmęczona (już wiem czemu - dzisiaj znowu jestem przeziębiona) i nie miałam ochoty na seks, a on sobie ubzdurał że to przez to. Nie mówił tego po to, żeby na mnie coś (seks) wymusić, po prostu widzę że jego to boli, nawet sam powiedział że "mogę nie chcieć faceta który strzela ślepakami" - absurd. On uważa że to niemęskie i że przez to nie jest w pełni facetem.
Jak mu w ogóle przemówić do rozsądku?
jeszcze do wczoraj było tak sielankowo a tu nagle... du*a blada.
Edit: No i się wkurzyłam trochę na niego, bo on patrzył jak się zastanawiam co z antykoncepcją, jak biegam po lekarzach i pytam o spiralę, ale nic mi nie powiedział ![]()