netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

jestem jedną z Was

52 odpowiedzi6 172 wyświetleniazałożony przez ewalita, 29.08.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » jestem jedną z Was

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 53 ]

1

Temat: jestem jedną z Was

Mój świat się zawalił,własnie dowiedziałam się że mój mąż chce rozwodu po 32 latach małżeństwa.Przez 29 lat byliśmy naprawdę zgodnym,normalnym małżeństwem,Były jakieś nieporozumienia ale to tak jak w każdym normalnym związku.Problemy zaczeły się jak mój mąż odszedł na emeryturę i zaczą mieć za dużo czasu.Zawsze był człowiekiem bardzo aktywnym zawodowo więc oboje uznaliśmy że piodczas sezonu wakacyjnego pojedzie do pracy sezonowej żeby zapełnić wolny czas,żeby mieć kontakt z ludźmi.No i tak się stało i nic nie zapowiadało że coś sie może wydarzyć.Wrócił po 2 miesiącach-w międzyczasie ja byłam u niego-i zaczęły się problemy.Po miesiącu ponownie pojechał tam gdzie był okłamując mnie że jedzie z kolegą po samochód do niemiec.Ale kłamstwo miało krótkie nogi i wyszło na jaw.Było mu wstyd,przepraszał oczywiście winą obarczał mnie.Wiadomo że stałam sie bardziej czujna tym bardziej że podejrzewałam że za tym stoi też jakaś kobieta.Wypierał sie oczywiście ale nadeszły kolejne wakacje i kolejny dylemat no i ja kretynka zgodziłam sie żeby znowu pojechał w to samo miejsce bo właściciele bardzo go o to prosili.Też byłam u niego ale już było inaczej,stawał sie jakiś nieobecny,nie pozwolił mi póść tam gdzie pracował.Ale nie to było najgorsze-po powrocie bardzo sie oddalił,powiedziałabym że nawet mnie zupełnie odsunął,wcześniej był bardzo czułym mężem,chętnie okazującym uczucia.Moja podświadomość mi podpowiadała że coś jest na rzeczy,no i po pewnym czasie znalazłam telefon który służył mu do kontaktu z panienką.Nawiasem mówiąc panienka sama dała mu ten telefon a w dodatku ja ją poznałam.Mój mąż zaczął utrzymywać powiedziałabym dość intymne kontakty esemesowe z panienką kora jest w wieku naszej córki i ma tak jak on nie jest wolna bo ma mężą i dziecko.Była wielka afera,był czas na myslenie i oczywiśćie teksty że już nigdy nie będę przez niego płakała,twierdził że telefon wyrzucił.I w takim przekonaniu żyłam aż do wtorku to jest 2 lata.Okazało się że telefon jest dalej a jego zawartość powaliła mnie na kolana.W tym momencie mój mąż uznał że w takiej sytuacji to nie ma sensu tylko on widzi rozwód.Powiedział to w emocjach a jak ochłónął to uznał że to było pochopne i trzeba to wszystko przemyśleć i sie zastanowić.W tej chwili jeszcze przez miesiąc nie będzie go w domu i po powrocie mamy porozmawiać.Obecnie piszemy esemesy,zaczliśmy nawet wczoraj rozmawiać,do tej pory mój mąż nigdy nie widział problemów i nie chciał rozmawiać.Jestem na zakręcie i nie wiem co mam robić,wydaje mi się że on wybrał najkrótszą drogę.Twierdzi że coś do mnie jeszcze czuje a ja już nie wiem w co wierzyć.A może tylko gra na zwłokę bo nie ma co ze sobą zrobić.Powiedzcie swoje zdanie

2

Odp: jestem jedną z Was

trzy lata? ewalita, on ma romans trzy lata?
i cos do ciebie czuje?
jasne, przecież jesteś jego domem, miejscem, bezpieczenstwem i stabilizacją.
idealny ukłąd jest TERAZ
ty tutaj i dbanie o współny dom
ona tam, seks, przyhjemnoiści, uczucia, emocje i zpełnienie
jestes mu poitrzebna ewalita
bo jesli to trwa tyle czasu, to znaczy, że oni nie zamierzają być razem
zamierzają się bzykać i dobrze bawić a ty i jej maż macie wam zapewnić stabilizację i bezpieczenstwo

3

Odp: jestem jedną z Was

może ja niespójnie to wszystko napisałam ale on się z nią nie spotyka a utrzymują tylko kontakt esemesowy ale bardzo intymny.nie mogę stwierdzić na 100 procent czy on z nia spał a nie widzieli się już 2 lata,ich kontakt był raz przez dwa miesiące jak razem pracowali i potem po roku znowu przez 3 miesiące a od dwóch lat trwa to w esemesach

4

Odp: jestem jedną z Was

ewalita
tłumaczysz to sobie jak potrafisz, ale tak naprawdę facet jest w innym świecie od 4 lat, jest zaangażowany emocjonalnie. Spójrz prawdzie w oczy jakie są fakty, nie chce być z Tobą, chce rozwodu.

5

Odp: jestem jedną z Was
stokrotka1978 napisał/a:

ewalita
tłumaczysz to sobie jak potrafisz, ale tak naprawdę facet jest w innym świecie od 4 lat, jest zaangażowany emocjonalnie. Spójrz prawdzie w oczy jakie są fakty, nie chce być z Tobą, chce rozwodu.

Pewnie masz rację,tylko najgorsze jest to że on sam chyba nie wie czego chce,bo raz mówi że tak a potem że trzeba przemyśleć bo to pochopna decyzja.A mnie taka niepewnośc wykańcza

6

Odp: jestem jedną z Was

ewalita
no i co czekasz cierpliwie na jego decyzję bo biedny nie wiedział co robił I CO MA TERAZ ZROBIĆ (a przypominam, ze to nie jednorazowy skok w boku, a DŁUGOLETNI ROMANS). A gdzie jesteś Ty w tym wszystkim? Pasuje Ci taka rola, że czekasz co on zdecyduje?

7

Odp: jestem jedną z Was

Nie zgadzam się z wypowiedziami moich poprzedniczek.
Twój maż nie chce rozwodu! On tak powiedział, bo nie może dłużej ukrywać "romansu" a zrezygnować z niego też nie chce..
Twój maż się zauroczył, poczuł, że w jego wieku może wzbudzić jeszcze pożądanie w młodej lasce i to oślepiło..
Jeśli chcesz być z nim, to musisz to przeczekać..

8

Odp: jestem jedną z Was

A - jeśli mogę spytać, w jakim wieku byliście kiedy wzięliście ślub? 32 lata to szmat czasu... Rozumiem, że go szkoda, a widać że byłabyś skłonna mu wybaczyć. Ja niestety nic mądrego w tej materii Ci nie poradzę. Wg mnie powinnaś poszukać kogoś - mediatora, terapeuty - i spróbować rozmawiać z mężem skoro jeszcze nie jest pewien czego chce.

9

Odp: jestem jedną z Was

takata
jeśli powiedział, ze chce rozwód to po coś to powiedział. Mam wrażenie, ze kobiety starają się czytać między wierszami, zastanawiać się, że pewnie to co powiedział to znaczy cos innego, a facet przecież mówi wprost. Przecież nie powiedział, tak chce z nią być, żeby spróbowali naprawić to małżeństwo.

A czekać przepraszam ma na co?

10

Odp: jestem jedną z Was
takata napisał/a:

Nie zgadzam się z wypowiedziami moich poprzedniczek.
Twój maż nie chce rozwodu! On tak powiedział, bo nie może dłużej ukrywać "romansu" a zrezygnować z niego też nie chce..
Twój maż się zauroczył, poczuł, że w jego wieku może wzbudzić jeszcze pożądanie w młodej lasce i to oślepiło..
Jeśli chcesz być z nim, to musisz to przeczekać..

Problem zasadniczy polega na tym że w tej chwili i w takim stanie psychicznym w jakim jestem to właściwie ja chyba sama nie wiem czego chcę.Z jednej strony to wszystko mnie przerasta a z drugiej nie jest łatwo przekreślć 32 wspólnych lat z czego 29 było naprawdę udanych.Mamy dorosłe dzieci.mamy wnuka,mamy kredyty.Samo życie.Ale będę wdzięczna za każdą odpowiedź bo może wtedy inaczej na to wszystko spojrzę.

11

Odp: jestem jedną z Was
stokrotka1978 napisał/a:

takata
jeśli powiedział, ze chce rozwód to po coś to powiedział. Mam wrażenie, ze kobiety starają się czytać między wierszami, zastanawiać się, że pewnie to co powiedział to znaczy cos innego, a facet przecież mówi wprost. Przecież nie powiedział, tak chce z nią być, żeby spróbowali naprawić to małżeństwo.

A czekać przepraszam ma na co?

No własnie w spokojnej rozmowie powiedział że warto sprobować.Nie myśl sobie że ja go tłumaczę bo chwilami mi sie wydaje że to i tak nie ma sensu.Wyczynem jest że zaczeliśmy rozmawiać bo do tej pory to on nigdy nie widział problemu jak ja chciałam porozmawiać bo zawsze uważałam że najlepsza jest szczera rozmowa.

12

Odp: jestem jedną z Was

ewalita
poczytaj proszę mój watek.

Wiem i rozumiem, że Ci ciężko, ja przeżyłam traumę, koszmar prawie dwóch lat. Chodziłam do psychologa, na terapię i do psychiatry i mogę powiedzieć, że wychodzę na prostą.

13

Odp: jestem jedną z Was

Ja nie pomogę...moja wiedza tak daleko nie sięga, choć pewnie decyzję będziesz musiała podjąć sama:-( Mogę jedynie zostawić worek dobrych myśli :-) Powodzenia!

14

Odp: jestem jedną z Was
maga164 napisał/a:

A - jeśli mogę spytać, w jakim wieku byliście kiedy wzięliście ślub? 32 lata to szmat czasu... Rozumiem, że go szkoda, a widać że byłabyś skłonna mu wybaczyć. Ja niestety nic mądrego w tej materii Ci nie poradzę. Wg mnie powinnaś poszukać kogoś - mediatora, terapeuty - i spróbować rozmawiać z mężem skoro jeszcze nie jest pewien czego chce.

Mieliśmy po 22 lata i nie był to jakiś ślub z przymusu a wręcz przeciwnie,był we mnie bardzo zakochany i przez te wszystkie lata okazywał to na każdym kroku,żeby było jasne z mojej strony też było oczywiście uczucie.

15

Odp: jestem jedną z Was
Joannka napisał/a:

Ja nie pomogę...moja wiedza tak daleko nie sięga, choć pewnie decyzję będziesz musiała podjąć sama:-( Mogę jedynie zostawić worek dobrych myśli :-) Powodzenia!

Dzięki,dobre i to a zwłaszcza ten worek

16

Odp: jestem jedną z Was
ewalita napisał/a:
takata napisał/a:

Nie zgadzam się z wypowiedziami moich poprzedniczek.
Twój maż nie chce rozwodu! On tak powiedział, bo nie może dłużej ukrywać "romansu" a zrezygnować z niego też nie chce..
Twój maż się zauroczył, poczuł, że w jego wieku może wzbudzić jeszcze pożądanie w młodej lasce i to oślepiło..
Jeśli chcesz być z nim, to musisz to przeczekać..

Problem zasadniczy polega na tym że w tej chwili i w takim stanie psychicznym w jakim jestem to właściwie ja chyba sama nie wiem czego chcę.Z jednej strony to wszystko mnie przerasta a z drugiej nie jest łatwo przekreślć 32 wspólnych lat z czego 29 było naprawdę udanych.Mamy dorosłe dzieci.mamy wnuka,mamy kredyty.Samo życie.Ale będę wdzięczna za każdą odpowiedź bo może wtedy inaczej na to wszystko spojrzę.

Ewa osobiście uważam, że związkowi zawsze warto dać szanse, jeśli obie strony tego chcą. Myślę, że Twój mąż wspomniał o rozwodzie przyparty do muru, ale ochłonie i zobaczysz, ze się z tego wycofa..
Rozwód to najkrótsza droga, piszesz, ze mieliście udany związek macie dzieci, wnuka i mnóstwo wspólnie przeżytych chwil..
Czy jesteś pewna, że chcesz to przekreślić, bo Twojemu mężowi hormony uderzyły do głowy!
Osobiście przeczekałabym, porozmawiała z mężem i jeśli jest wola z jego strony, dałabym nam szanse po 30 latach wspólnego małżeństwa.

17

Odp: jestem jedną z Was
takata napisał/a:
ewalita napisał/a:
takata napisał/a:

Nie zgadzam się z wypowiedziami moich poprzedniczek.
Twój maż nie chce rozwodu! On tak powiedział, bo nie może dłużej ukrywać "romansu" a zrezygnować z niego też nie chce..
Twój maż się zauroczył, poczuł, że w jego wieku może wzbudzić jeszcze pożądanie w młodej lasce i to oślepiło..
Jeśli chcesz być z nim, to musisz to przeczekać..

Problem zasadniczy polega na tym że w tej chwili i w takim stanie psychicznym w jakim jestem to właściwie ja chyba sama nie wiem czego chcę.Z jednej strony to wszystko mnie przerasta a z drugiej nie jest łatwo przekreślć 32 wspólnych lat z czego 29 było naprawdę udanych.Mamy dorosłe dzieci.mamy wnuka,mamy kredyty.Samo życie.Ale będę wdzięczna za każdą odpowiedź bo może wtedy inaczej na to wszystko spojrzę.

Ewa osobiście uważam, że związkowi zawsze warto dać szanse, jeśli obie strony tego chcą. Myślę, że Twój mąż wspomniał o rozwodzie przyparty do muru, ale ochłonie i zobaczysz, ze się z tego wycofa..
Rozwód to najkrótsza droga, piszesz, ze mieliście udany związek macie dzieci, wnuka i mnóstwo wspólnie przeżytych chwil..
Czy jesteś pewna, że chcesz to przekreślić, bo Twojemu mężowi hormony uderzyły do głowy!
Osobiście przeczekałabym, porozmawiała z mężem i jeśli jest wola z jego strony, dałabym nam szanse po 30 latach wspólnego małżeństwa.

O rozwodzie powiedział kiedy prawda wyszła na jaw.I w tamtym momencie było dla niego najważniejsze aby odzyskać ten przeklęty telefon.W tej chwili twierdzi że to było pochopnie powiedziane i że może warto probować.Tylko widzisz jego założenie jest takie że "jak sie nie uda" to wtedy rozwód.A moim zdaniem jeśli ktoś na początku drogi zakłada "jak się nie uda" to nie ma powodu wysilać się  żeby się udało.Zachował się jak pies zerwany z łańcucha,wyjechał,poczuł wolność i zaczęły się problemy.Tylko powiedz mi jak ja miałabym mu teraz zacząć znowu ufać.Chwilami odnosze wrażenie że jemu odpowiada życie w takiej iluzji a nie naprawdę z jego wszystkimi konsekwencjami-problemy,sprawy domowe,rodzina.Dodam że w tej chwili nasze dorosłe dzieci wiedzą o wszystkim bo były świadkami tego.

18

Odp: jestem jedną z Was

Ewa, nigdy mu już w pełni nie zaufasz, bo teraz wszystko się zmieniło..
Nie zapomnisz o tym co się stało, ale możesz wybaczyć..
Pytanie czy zmienił się też on, czy najzwyczajniej w świecie "głupio" się zachował na starość.
Słowa" jak się nie uda" - świadczą tylko o tym, że nie jest pewien, czy uda mu się Ciebie udobruchać i że liczy się z konsekwencjami swojego zachowania..
Ewa, teraz działają emocje i to naturalne, ale myślę, że potrzebujecie czasu i poukłada się Wam.
Na rozwód zawsze jest czas..

19

Odp: jestem jedną z Was
takata napisał/a:

Ewa, nigdy mu już w pełni nie zaufasz, bo teraz wszystko się zmieniło..
Nie zapomnisz o tym co się stało, ale możesz wybaczyć..
Pytanie czy zmienił się też on, czy najzwyczajniej w świecie "głupio" się zachował na starość.
Słowa" jak się nie uda" - świadczą tylko o tym, że nie jest pewien, czy uda mu się Ciebie udobruchać i że liczy się z konsekwencjami swojego zachowania..
Ewa, teraz działają emocje i to naturalne, ale myślę, że potrzebujecie czasu i poukłada się Wam.
Na rozwód zawsze jest czas..

No cóż przysłowie "glowa siwieje ....... szaleje"ma tu odniesienie idealne.Mozna powiedziec ze teraz mamy taka mala separacje bo spotkamy sie dopiero za miesiąc.Teraz rozmawiamy przez esemesy a nawet udalo sie nam porozmawiac przez Tel.Jest to czas mówienia sobie o tym co zaszło i o tym co dalej.I są to rozmowy spokojne,juz bez emocji.Ale doskonale wiem ze to jeszcze o niczym nie świadczy bo to jest wszystko bardzo świeże.On rozumie wagę problemu ale ja się boje ze to jest gra na zwłokę,wyciszyć emocje a potem grzeczny rozwód bez orzekania o winie,tym bardziej ze za miesiąc nie miałby gdzie wrócić s zima idzie a tak zimę przeczeka a na wiosnę powie ze sie jednak nie udalo i sobie wyjedzie ponownie.Moze to tylko moja wyobraźnia.

20

Odp: jestem jedną z Was

ewalia
to się tylko może udać jeśli postawisz twarde warunki, terapia, naprawa, jego staranie, inaczej będzie pewnie jak mówisz, za rok tu wrócisz.

Poczytaj inne wątki, naprawdę warto, między innymi Leny-jak się żyje w zawieszeniu, Joanki, która super zrobiła i wątki innych dziewczyn.

21

Odp: jestem jedną z Was

Ewa, pół roku to bardzo dużo..
Rozmawiajcie i jeśli tak zdecydujesz, to zawsze możesz zabronić mu dalszych wyjazdów..
Wtedy on będzie musiał dokonać wyboru..

22

Odp: jestem jedną z Was

Wiecie,nawet nie myślałam że opinie obcych kobitek mogą zadziałać na człowieka pozytywnie.Właściwie powiem inaczej,nigdy nie myślałam że kiedykolwiek będę musiała korzystać z takich porad ale cóż najwyraźniej życie lubi zaskakiwać.Wiadomo że nikt za mnie decyzji nie podejmie a każda z Was ma po trosze racji.Właśnie dzwonił do mnie i niby ma świadomość że to on nawalił i że to on teraz musi się bardzo starać żeby zmienić nasze życie.Powiedzcie mi tylko czy teraz w rozmowach powinnam sie ciągle skupiać na tym co było czy należy probować ten temat zamknąć a skupić sie na tym co chcemy i jak chcemy żeby było.Bo ja już sama nie wiem czy takie wałkowanie w kółko tego co się zdarzyło nie doprowadzi mnie do jakiegoś oblędu.

23

Odp: jestem jedną z Was
takata napisał/a:
ewalita napisał/a:
takata napisał/a:

Nie zgadzam się z wypowiedziami moich poprzedniczek.
Twój maż nie chce rozwodu! On tak powiedział, bo nie może dłużej ukrywać "romansu" a zrezygnować z niego też nie chce..
Twój maż się zauroczył, poczuł, że w jego wieku może wzbudzić jeszcze pożądanie w młodej lasce i to oślepiło..
Jeśli chcesz być z nim, to musisz to przeczekać..

Problem zasadniczy polega na tym że w tej chwili i w takim stanie psychicznym w jakim jestem to właściwie ja chyba sama nie wiem czego chcę.Z jednej strony to wszystko mnie przerasta a z drugiej nie jest łatwo przekreślć 32 wspólnych lat z czego 29 było naprawdę udanych.Mamy dorosłe dzieci.mamy wnuka,mamy kredyty.Samo życie.Ale będę wdzięczna za każdą odpowiedź bo może wtedy inaczej na to wszystko spojrzę.

Ewa osobiście uważam, że związkowi zawsze warto dać szanse, jeśli obie strony tego chcą. Myślę, że Twój mąż wspomniał o rozwodzie przyparty do muru, ale ochłonie i zobaczysz, ze się z tego wycofa..
Rozwód to najkrótsza droga, piszesz, ze mieliście udany związek macie dzieci, wnuka i mnóstwo wspólnie przeżytych chwil..
Czy jesteś pewna, że chcesz to przekreślić, bo Twojemu mężowi hormony uderzyły do głowy!
Osobiście przeczekałabym, porozmawiała z mężem i jeśli jest wola z jego strony, dałabym nam szanse po 30 latach wspólnego małżeństwa.

SPALIĆ ZA SOBĄ wszystkie mosty... można ZAWSZE!
Warto jednak, zdaje mi się NIE BYĆ w gorącej wodzie kąpaną?!
Inne sytuacje, innych ludzi NIE powinny być dla nas wskazówką... bo zwyczajnie NAS nie dotyczą. No i te osoby na barki odpowiedzialności za NIETRAFIONA Decyzję odpowiedzialności NIE WEZMĄ... Najwyżej powiedzą: sorry, nie chciałam wink
Myślę podobnie jak takata - 3O lat UDANEGO pożycia "nie w kij dmuchał" - doradczyniom czynów gwałtownych w postaci rozwodu, i połowy tego okresu często dochrapać się nie udało... dlatego uważam, że miejsca do porównań BRAK.

NAJLEPIEJ znasz swego mężą. Najlepiej wiesz czy danie OSTATECZNEJ szansy ma sens... najlepiej w drodze np. SEPARACJI. Jak mu się "wody do uszu naleje" to NAMACALNIE zobaczy CO MOŻE stracić. I wtedy będzie wiadome i jemu i Tobie: Z czego jest gotów definitywnie zrezygnować.
Trzymaj się i niech moc będzie z Tobą smile

24 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-08-30 00:12:43)

Odp: jestem jedną z Was

Dzięki Ci Anhedonia za to co napisałaś.Zgadzam się z Tobą w 100%.Ja na szczęście nie należe do osób działających impulsywnie,owszem w tym pierwszym odruchu mogą paść różne słowa ale to jest powodowane emocjami i to jest chyba zrozumiałe ale potem kiedy emocje opadają góre bierze rozum.Mój mąż działa podobnie i w tej chwili z jego strony jest wola walki o nasze małżeństwo,wie że czeka go dużo pracy żeby naprawić to co [wulgaryzm].Ja wiem że rozwód to jest zawsze ostateczność ale wiem też że bardzo łatwo można przekreślić coś czego się potem żałuje.Łatwiej by było gdyby całe nasze życie było do bani ale tu się rozbija wszystko o ostatnie 3 lata.Co do tej separacji to teraz trochę właśnie tak jest bo spotkamy się dopiero za miesiąc i całe szczęście bo wydaje mi się że gdyby był przy mnie teraz to ciągle jeszcze jest we mnie dużo złości i bólu a to nie zadziałałoby na korzyść bo wiem też że ja ze swojej strony muszę się powstrzymać od jakichś docinek związanych z tym co zaszło a w tej chwilo pewnie byłoby ciężko.Rozmawiamy,piszemy esemesy i jest ten czas na to aby opadły emocje całkowicie.Wiem że może nie być łatwo ale jak sama powiedziałaś warto próbować.

25

Odp: jestem jedną z Was

takata Tobie też bardzo dziękuję bo właśnie tego bardzo potrzebowałam-zdrowego spojrzenia z boku i powiedzenia jak to wygląda oczami osób trzecich.

26

Odp: jestem jedną z Was
ewalita napisał/a:

Dzięki Ci Anhedonia za to co napisałaś.Zgadzam się z Tobą w 100%.Ja na szczęście nie należe do osób działających impulsywnie,owszem w tym pierwszym odruchu mogą paść różne słowa ale to jest powodowane emocjami i to jest chyba zrozumiałe ale potem kiedy emocje opadają góre bierze rozum.

Proszzzzz Cię bardzo smile Z tym "zrozumiałe" dla szerokiego ogółu, to bym nie przesadzała wink
Jestem z frakcji w której własna godność nade wszystko. Dlatego poniżej mojej godności byłoby NIE DAĆ OSTATECZNEJ - jednej, jedynej SZANSY. Choćby po to, żeby się przekonać, że WARTO (bądź nie) DLA człowieka z którym przeżyłam ponad połowę własnego żywota - nie wspominając o innych aspektach typu uczucia czy przysięga smile
SAMA chciałabym mieć taka szansę, gdyby mnie się zdarzyło "pogubić"... więc "Żyj i daj żyć"
Ale powtarzam - RAZ... Sama nazwa "ostateczna" na to zresztą wskazuje smile

27

Odp: jestem jedną z Was

Tak mi się przypomniało czytając wątek ewality, co się mówi zanim dojdzie do zdrady:
"Gdyby mój mąż mi zrobił coś takiego, wywaliłabym za drzwi! Szmaty przez okno!" itd.
Kiedy już jesteśmy w takiej sytuacji, prawdopodobnie żadna z nas nie robi tego.
Punkt widzenia zmienia się wtedy całkowicie.

28

Odp: jestem jedną z Was

Nie wiem czy TAK się mówi ZAWSZE...
Chyba to zależy również od wielu innych czynników... od wieku? I wychowania. Kiedyś mówiło się: "na dobre i na złe" teraz: "wymienić na lepszy model"
No i sytuacje nie zawsze nadają się do porównywania.
W jednym przypadku "zdrajca" uznaje swoje winy i CHCE naprawić szkody... w drugim się obraża i czeka na ruch skrzywdzonej/go (podświadomie ?) dążąc do tego BY za niego zadecydować - bądź GODZIĆ się na jego :"niedoskonałość".
Na każdą sytuację trzeba patrzeć indywidualnie.

29

Odp: jestem jedną z Was

Anhedonia, ja miałam na myśli takie babskie spotkania, kiedy to jest wesoło i lecą teksty "gdyby mój mi tak zrobił... to ja bym...". Pewnie dlatego byłam przekonana, że tak to się kończy, jak w filmach... ona wyrzuca mu rzeczy przez okno, on skamle pod drzwiami...

Okazuje się, że od środka, to ma zupełnie inny wymiar.

30

Odp: jestem jedną z Was

hej ewa, poczytałam twój wątek
i zacznę od tego - długi staż małżeński a to zmienia, dużo zmienia

odnoszę wrażenie, że wcale nie chcesz mysleć o rozstaniu, rozwodzie...
i może nawet słusznie
nastawiam się w takim razie na myślenie, jak uratować to małżeństwo

zgadzam się z tym, co napisała takata - mąż się zauroczył, zafascynował, powiew świeżości, nowości i ... młodości
nie sadzę, że jest gotowy na zmiany
to zabawa, to taki sobie "smaczek", młoda mężatka - ja starszy pan i proszę jeszcze może być pięknie ...

na pewno, rzeczowa na ile można spokojna rozmowa z mężem, jasne przedstawienie swojego stanowiska, konsekwencji jego postępowania ...
może nawet pokusiłabym się o rozmowę z tamtą panią ale to tylko pod rozwagę

31

Odp: jestem jedną z Was
in_ka napisał/a:

hej ewa, poczytałam twój wątek
i zacznę od tego - długi staż małżeński a to zmienia, dużo zmienia

odnoszę wrażenie, że wcale nie chcesz mysleć o rozstaniu, rozwodzie...
i może nawet słusznie
nastawiam się w takim razie na myślenie, jak uratować to małżeństwo

zgadzam się z tym, co napisała takata - mąż się zauroczył, zafascynował, powiew świeżości, nowości i ... młodości
nie sadzę, że jest gotowy na zmiany
to zabawa, to taki sobie "smaczek", młoda mężatka - ja starszy pan i proszę jeszcze może być pięknie ...

na pewno, rzeczowa na ile można spokojna rozmowa z mężem, jasne przedstawienie swojego stanowiska, konsekwencji jego postępowania ...
może nawet pokusiłabym się o rozmowę z tamtą panią ale to tylko pod rozwagę

On nigdy nie miał zamiaru się z nią wiązać,jest to znajomość tylko i wyłącznie przez esemesy,panienka zrobiła z siebie taki troche sex telefon,myślę że rozumiesz co mam na myśli.Dla jasności sytuacji dodam że chociaż mam już swoje lata to jestem bardzo atrakcyjną kobietą,i nie jest to tylko moje zdania,wszyscy uważają że mam najwyżej 45 lat a panienka z którą flirtował mąż ma lat 28 i wygląd miotły i proszę uwierzcie mi że nie kieruję mną złosliwość.Co do rozmowy z nią to owszem rozmawiałam ale ona oczywiśćie się wszystkiego wypiera a robi to ze strachu przed mężem że się wyda.Mąż jej tak ufa że uwierzy we wszystko co ona powie.A ponieważ oni się  ie spotykali tylko pisali to mogła ukrywać.I jeszcze jedno-ma też dziecko w wieku naszego wnuka.

32

Odp: jestem jedną z Was

Zapomiałam dodać że we wczorajszej rozmowie mój mąż stwierdził że to nie ja teraz się muszę starać tylko on musi zrobić wszystko żeby naprawić to co zepsuł,bo z mojej strony nie ma żadnej winy.Za sukces ja poczytuję sobie to że w tej chwili mąż zaczął ze mną normalnioe rozmawiać i widzi problemy i wie że do tej pory nie chciał rozmawiać jak ja prosiłam bo uważał że ja się czepiam i tyle.Na chwilę obecną zmienił rozumowanie.

33

Odp: jestem jedną z Was
Joannka napisał/a:

Anhedonia, ja miałam na myśli takie babskie spotkania, kiedy to jest wesoło i lecą teksty "gdyby mój mi tak zrobił... to ja bym...". Pewnie dlatego byłam przekonana, że tak to się kończy, jak w filmach... ona wyrzuca mu rzeczy przez okno, on skamle pod drzwiami...

Okazuje się, że od środka, to ma zupełnie inny wymiar.

Masz 100% racji Joannka tylko że ja powiem inaczej-my zwykle mówimy że nam się coś takiego nigdy nie przytrafi a takie sytuacje są tylko w babskiej prasie i paradokumentach.

34

Odp: jestem jedną z Was
ewalita napisał/a:
in_ka napisał/a:

hej ewa, poczytałam twój wątek
i zacznę od tego - długi staż małżeński a to zmienia, dużo zmienia

odnoszę wrażenie, że wcale nie chcesz mysleć o rozstaniu, rozwodzie...
i może nawet słusznie
nastawiam się w takim razie na myślenie, jak uratować to małżeństwo

zgadzam się z tym, co napisała takata - mąż się zauroczył, zafascynował, powiew świeżości, nowości i ... młodości
nie sadzę, że jest gotowy na zmiany
to zabawa, to taki sobie "smaczek", młoda mężatka - ja starszy pan i proszę jeszcze może być pięknie ...

na pewno, rzeczowa na ile można spokojna rozmowa z mężem, jasne przedstawienie swojego stanowiska, konsekwencji jego postępowania ...
może nawet pokusiłabym się o rozmowę z tamtą panią ale to tylko pod rozwagę

On nigdy nie miał zamiaru się z nią wiązać,jest to znajomość tylko i wyłącznie przez esemesy,panienka zrobiła z siebie taki troche sex telefon,myślę że rozumiesz co mam na myśli.Dla jasności sytuacji dodam że chociaż mam już swoje lata to jestem bardzo atrakcyjną kobietą,i nie jest to tylko moje zdania,wszyscy uważają że mam najwyżej 45 lat a panienka z którą flirtował mąż ma lat 28 i wygląd miotły i proszę uwierzcie mi że nie kieruję mną złosliwość.Co do rozmowy z nią to owszem rozmawiałam ale ona oczywiśćie się wszystkiego wypiera a robi to ze strachu przed mężem że się wyda.Mąż jej tak ufa że uwierzy we wszystko co ona powie.A ponieważ oni się  ie spotykali tylko pisali to mogła ukrywać.I jeszcze jedno-ma też dziecko w wieku naszego wnuka.

Zapomniałam dopisać że ostatni raz widzieli się dwa lata temu i od tego czasu jest to znajomość tylko esemesowa.

35

Odp: jestem jedną z Was

no to układaj swoje życie z mężem, zapomnij o panience, nie drąż tematu tylko trzymaj rękę na pulsie i żyjcie w miarę szczęśliwie wink

36

Odp: jestem jedną z Was
ewalita napisał/a:
takata napisał/a:

Nie zgadzam się z wypowiedziami moich poprzedniczek.
Twój maż nie chce rozwodu! On tak powiedział, bo nie może dłużej ukrywać "romansu" a zrezygnować z niego też nie chce..
Twój maż się zauroczył, poczuł, że w jego wieku może wzbudzić jeszcze pożądanie w młodej lasce i to oślepiło..
Jeśli chcesz być z nim, to musisz to przeczekać..

Problem zasadniczy polega na tym że w tej chwili i w takim stanie psychicznym w jakim jestem to właściwie ja chyba sama nie wiem czego chcę.Z jednej strony to wszystko mnie przerasta a z drugiej nie jest łatwo przekreślć 32 wspólnych lat z czego 29 było naprawdę udanych.Mamy dorosłe dzieci.mamy wnuka,mamy kredyty.Samo życie.Ale będę wdzięczna za każdą odpowiedź bo może wtedy inaczej na to wszystko spojrzę.

Masz to samo co ja Ewalito . Sentymentalnie rozpamiętujesz przeszłość . A przeszłość to przeszłość . Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś , Czas zamknąć za sobą drzwi do tej przeszłości . Szkoda tylko , że nie mamy po 20 lat . Pozdrawiam i przytulam . Ale z jednym się zgaszam z innymi . Wygzi się i wróci . Jak chcesz to czekaj

37

Odp: jestem jedną z Was

Myślę że na razie żadna decyzja nie była by ta właściwa,choć muszę przyznać całkiem szczerze że coraz częściej zastanawiam się czy faktycznie nasze dalsze wspólne życie ma jeszcze sens,czy ja faktycznie chcę jeszcze z nim być bo jednak te trzy ostatnie lata kładą się cieniem na tych dobrych.Najważniejsze jest dla mnie to że zaczynam coraz spokojniej o tym myśleć,nawet o tym że się rozstaniemy.

38 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-08-31 10:52:56)

Odp: jestem jedną z Was
ania224 napisał/a:

...Masz to samo co ja Ewalito . Sentymentalnie rozpamiętujesz przeszłość . A przeszłość to przeszłość . Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś , Czas zamknąć za sobą drzwi do tej przeszłości . Szkoda tylko , że nie mamy po 20 lat . Pozdrawiam i przytulam . Ale z jednym się zgaszam z innymi . Wygzi się i wróci . Jak chcesz to czekaj

2 lata się nie widzieli i się "wygzi"... Faktycznie: "to samo" wink
A wystarczyłoby wyjść poza czubek własnego nosa i pisząc do kogoś ZAPOZNAĆ się z jego sytuacją...

Ewalita - cień, cieniem ale życie macie jedno... Zadaj sobie to stereotypowe pytanie: "CO będę robić/co się ze mną będzie działo za 5, 10, 15 lat..."? Widzisz siebie samą czy z nim? Wolisz BEZ kłamcy czy... może (z pomocą psychologa np.) ZASYPAĆ ten DÓŁ? Nie wiem czy to czujesz - ale ja osobiście Ci zazdroszczę, że POWAŻNY kryzys małżeński spotkał WAS dopiero po 29 latach... Do tego taki trochę "wirtualny" więc mało rzeczywisty...
Ale jak już była mowa: w KAŻDEJ chwili możesz spalić wszystkie mosty. Twoje prawo... najwyżej zostaną zgliszcza. Byleście tylko OBOJE za to nie płacili, bo to nie będzie dla Ciebie żadnym zadośćuczynieniem krzywd.
Może zrób "bilans" wink ?

39

Odp: jestem jedną z Was

ewa
nawet jeśli to znajomość sms-wa to też można się zaangażować emocjonalnie chociażby, ale na pewno jest to mnie szkodliwe od regularnego romansu.

Rzuciło mi się w oczy to co napisałaś o tej panience swojego męża. To takie trochę nie fair co piszesz, bo tak naprawdę umniejszasz winę swojego męża. Zrobiła z siebie seks telefon bo Twój mąż ją tez do takiej roli sprowadził. Chodzi mi po prostu o to, że to nie ona jest winna, ale oni są współwinni. A to co jej mąż naopowiadał i czy jej nie przestawił innej opcji niż tobie, tego nie wiesz i się nie dowiesz. Czy kochanka jest brzydsza i gorsza? Pewnie tak, "moja też była", ale jak to mówił mój kolega nałogowy zdradzacz, kochanka nie musi być mądrzejsza czy ładniejsza ale inna.

40

Odp: jestem jedną z Was

Wiesz Anhedonia mój mąż zawsze twierdził że łatwo przechodziliśmy wszelkie małe kryzysy bo mieliśmy bardzo dobre fundamenty.To zawsze były jego słowa.Teraz na moje stwierdzenie że już nie ma fundamentów tylko są ruiny odpowiedział mi że z ruin też da się wybudować tylko
trzeba się postarać.
Pytasz mnie jak sobie wyobrażam za 5,10,15 lat,otóż nie wiem bo zawsze myślałam że się razem zestarzejemy,zresztą nie raz sobie to wyobrażaliśmy jak to będzie jak będziemy staruszkami.
Bardzo się cieszę że nie ma go teraz przy mnie bo wiem że to byłby koszmar,ten czas jaki będziemy oddzielnie daje szanse na uspokojenie się bo po 5 dniach od całego zdarzenia(zdarzyło się we wtorek) jest wszystko tak świeże chociaż i tak już ciut mniej boli.

41

Odp: jestem jedną z Was
stokrotka1978 napisał/a:

ewa
nawet jeśli to znajomość sms-wa to też można się zaangażować emocjonalnie chociażby, ale na pewno jest to mnie szkodliwe od regularnego romansu.

Rzuciło mi się w oczy to co napisałaś o tej panience swojego męża. To takie trochę nie fair co piszesz, bo tak naprawdę umniejszasz winę swojego męża. Zrobiła z siebie seks telefon bo Twój mąż ją tez do takiej roli sprowadził. Chodzi mi po prostu o to, że to nie ona jest winna, ale oni są współwinni. A to co jej mąż naopowiadał i czy jej nie przestawił innej opcji niż tobie, tego nie wiesz i się nie dowiesz. Czy kochanka jest brzydsza i gorsza? Pewnie tak, "moja też była", ale jak to mówił mój kolega nałogowy zdradzacz, kochanka nie musi być mądrzejsza czy ładniejsza ale inna.

Ale ja w najmniejszym stopniu nie chcę umniejszać winy mojego męża tyle tylko że zawsze wyznawałam zasadę że"jak suka nie da to pies nie weźmie".Pamietaj że gdyby ona była wartościową kobietą to nie pozwoliłaby sobie na to żeby facet który jest starszy od jej ojca był dla niej kimś takim,po prostu powiedziałaby "wal się dziadu" ale najwyraźniej jej to też odpowiadało

42

Odp: jestem jedną z Was

ewa
przepraszam jeśli błędnie to zinterpretowałam, tak mi się wydawało. Oczywiście, że jakby kobieta miała klasę, ale niewiele jest takich.

43

Odp: jestem jedną z Was
stokrotka1978 napisał/a:

ewa
przepraszam jeśli błędnie to zinterpretowałam, tak mi się wydawało. Oczywiście, że jakby kobieta miała klasę, ale niewiele jest takich.

Ależ nie przepraszaj ja sie wcale nie gniewam.Miałaś prawo interpretować po swojemu.

44

Odp: jestem jedną z Was

Ewalita Myślę, że chcesz jeszcze spróbować? Ale proszę pomyśl o sobie, zastanów się jakie wyjście będzie dla Ciebie najlepsze?Ja nie wiem też tego, jakbym się zachowała będąc w takiej sytuacji jak Twoja. Wiem za to co zrobiły dwie z moich koleżanek. Wzięły rozwód. I ? na pewno nie wyszło im to na dobre.  Wydaje mi się, że gdyby dały mężowi drugą szansę, dalsze życie ułożyłoby się im lepiej, ale tego też nie jestem pewna na 100%. Każda z nas jest bowiem inna.  Oczywiście że można a nawet powiedziałabym, że trzeba dać drugą szansę, ale tylko pod warunkiem, że oboje tego chcemy, że  nie tracimy przy tym godności i kiedy wiemy, że nie skrzywdzimy tą decyzją siebie? W jednym z postów piszesz, że On rozumie wagę problemu ale ja się boje ze to jest gra na zwłokę,wyciszyć emocje a potem grzeczny rozwód bez orzekania o winie,tym bardziej ze za miesiąc nie miałby gdzie wrócić s zima idzie a tak zimę przeczeka a na wiosnę powie ze sie jednak nie udalo i sobie wyjedzie ponownie.Moze to tylko moja wyobraźnia.  Ewalita, pamiętaj o tym, że przynajmniej przez pierwszy okres odbudowy Waszego związku, będziesz ?widziała wszelkie poczynania męża na czarno?, będziesz podejrzewała go o rzeczy których teraz nie robi( tak zakładam), podobnie  jak w tej Twojej odpowiedzi, którą zacytowałam. Odpowiedz sobie zatem na pytanie, czy dasz radę żyć w taki sposób i czy jesteś na tyle silna, aby w ten sposób żyć i nie wpaść na przykład w depresję. Czy jesteś na tyle silna, aby wygrać z ciągłymi podejrzeniami, albo czy przypadkiem nie wpadniesz  w jakąś obsesję?  Bo cóz z tego, że męża będziesz miała przy sobie, skoro nie będziesz się tym potrafiła cieszyć? I sobie i jemu, gdyby naprawdę on  chciał nadal być z Tobą dalej w związku,  popsujesz  życie. Pamiętaj, że chcieć nie zawsze znaczy móc? Życzę powodzenia i trafnej decyzji?

45

Odp: jestem jedną z Was

SMs-y czy nie SMSy. Cyba wszyscy zapomnieliście , że ten facet chce sie rozwieść .
Do Anhodemi!
Dokładnie tak !! Trzeba wyjść za czubek własnego nosa . Dla mnie to czy on odszedł czy ją  notorycznie zdradza i myśli o innej to prawie to samo
. Może dla mnie to by lepiej było , żeby w ogóle odszedł . Nie można mieć przecież wszystkiego , A mąż naszej autorki ją TYLKO trwale od długiego czasu zdradza .CHCE MIEĆ I ŻONĘ I KOCHANKĘ  Rzeczywiście to rzaden problem . Gorszych głupot to ja jeszcze nie czytałam . Kobieta cierpi , a jej się karze " nie palić za sąbą mostów". Gdyby to jeszcze napisał facet

46 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-08-31 18:38:16)

Odp: jestem jedną z Was
ania224 napisał/a:

SMs-y czy nie SMSy. Cyba wszyscy zapomnieliście , że ten facet chce sie rozwieść .
Do Anhodemi!
Dokładnie tak !! Trzeba wyjść za czubek własnego nosa . Dla mnie to czy on odszedł czy ją  notorycznie zdradza i myśli o innej to prawie to samo

DLA Ciebie... a dla autorki?
Chyba to jej życie a nie Twoje?
Ty wogóle czytasz słowa autorki - czy skupiasz się na tym, by było "po mojemu... (po głupiemu)"?
A w razie gdyby skutki przerosły wyobrażenia i uczyniły ją nieszczęśliwą, powiesz "sorry - pomyliłam się"

ewalita napisał/a:

Wiesz Anhedonia mój mąż zawsze twierdził że łatwo przechodziliśmy wszelkie małe kryzysy bo mieliśmy bardzo dobre fundamenty.To zawsze były jego słowa.Teraz na moje stwierdzenie że już nie ma fundamentów tylko są ruiny odpowiedział mi że z ruin też da się wybudować tylko trzeba się postarać.

ewalita napisał/a:

Zapomiałam dodać że we wczorajszej rozmowie mój mąż stwierdził że to nie ja teraz się muszę starać tylko on musi zrobić wszystko żeby naprawić to co zepsuł,bo z mojej strony nie ma żadnej winy.Za sukces ja poczytuję sobie to że w tej chwili mąż zaczął ze mną normalnioe rozmawiać i widzi problemy i wie że do tej pory nie chciał rozmawiać jak ja prosiłam bo uważał że ja się czepiam i tyle.Na chwilę obecną zmienił rozumowanie.

Autorka być może potrzebuje różnych punktów widzenia... niekoniecznie "jedynie słusznej racji"... Ni mojej, ni twojej.
Ja jej nie wciskam swojej percepcji na siłę, doradzam rozwagę i namysł.
Czy to nie Ty w swoim wątku robisz dokładnie odwrotnie od tego co radzisz TUTAJ?

Powtarzam - ZAWSZE się zdąży WSZYSTKIE mosty popalić. NIC się nie stanie, jeżeli odsunie się definitywne decyzje w czasie - na rzecz RZETELNEGO namysłu. Co nie oznacza, że należy się bujać z decyzją BEZ KOŃCA... Nawet w sądzie wymyślono, że w sytuacji "tymczasowej", gdy się nie jest pewnym, można skorzystać z separacji a nie OD RAZU brać rozwód.
Ale pośpiech rzadko jest dobrym doradcą tongue

47

Odp: jestem jedną z Was

Anhedonia jestes bardzo mądrą kobietą.Pewnie gdybym była poddatna na sugestie wszystkich to już wniosłabym sprawę o rozwód.Na szczęście już nie kierują mną emocje tylko rozum.Ostatnio nawet staram sie mniej tu zaglądać żeby nie budzić wyciszonych emocji.Ja myślę podobnie jak Ty że zawsze należy dawać szansę i próbować chocby po to żeby sobie nie powiedzieć że -kurcze a może jednak mogło sie udać.Należy brać pod uwagę czasokres małżeństwa i to jak w nim było.Ja w tym momencie oczywiście nie wiem jaki będzie finał ale wiem że zrobię wszystko żeby był dobry własnie po to żeby niczego potem nie żałować.Rozumiem i doceniam wszystkie wpisy,w końcu po to tu zajrzałam pierwszy raz,chociaż może bardziej po to żeby mieć możliwość wywalenia z siebie tych negatywnych emocji.Będę tu zaglądać i na pewno powiem jak się moje losy dalej potoczyły.

48

Odp: jestem jedną z Was

ale oprócz tego, że emocje wyciszysz powinnaś całą tą sytuację "przerobić"
bo inaczej te złe emocje będą ... nawracać ale oczywiście, to ty wiesz najlepiej czego potrzebujesz

49 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-09-04 05:29:12)

Odp: jestem jedną z Was
ewalita napisał/a:

Anhedonia jestes bardzo mądrą kobietą.Pewnie gdybym była poddatna na sugestie wszystkich to już wniosłabym sprawę o rozwód.Na szczęście już nie kierują mną emocje tylko rozum.
(...)
Będę tu zaglądać i na pewno powiem jak się moje losy dalej potoczyły.

Dziękuje ci bardzo za miłe słowa.
Otóż widzisz, z tym Twoim "przypadkiem" to dziwna jest sprawa... na naszym blogu, jednym wielkim, wspólnym głosem krzyczymy: "jeśli Cię nie szanuje, kłamie i oszukuje, tudzież <chodzi na boki> - UCIEKAJ" dla własnego dobra... smile
JEDNAK, suma sumarum, zalecamy kierowanie się rozsądkiem zamiast romantycznego rzucania się w wir dramatycznych wybuchów emocji...
myślę, że NAJLEPIEJ WIESZ, co jest priorytetem w twej sytuacji.
BO u Was... łatwo narobić "bigosu" (bez mała 30 lat "dobrze żarło" i nagle ZONK!?)... przez obosieczną "zdobycz" współczesności typu sms-y??? No bądźmy poważni. ŁATWO zepsuć, a kto WEŹMIE za to na swe barki odpowiedzialność? JEDNA, JEDYNA szansa KAŻDEMU się należy...
Jeżeli (druga strona) JĄ ZAWALI to i tak się dowiesz i kroki stosowne podejmiesz (co się odwlecze to nie uciecze) - LECZ "WSZYSTKO CO BYŁO W MEJ MOCY" przestanie być pustym słowem a stanie się FAKTEM. smile Myślę, że wspominać nawet o "przerobieniu" sprawy nie ma co... to wszak "oczywista oczywistość"... i właśnie SIĘ DZIEJE (?)
Będę trzymać kciuki - a Ciebie trzymam za słowo smile POWODZENIA
Que sera sera...

50

Odp: jestem jedną z Was

bo może Anhedonia, to też kwestia ... wieku

po 50 już nie tak łatwo wszystko zmienić, zapomnieć kilkadziesiąt lat, zaczynać wszystko od nowa...
może też łatwiej ... zrozumieć, wybaczyć, zapanować nad emocjami
i żyć dalej ... pomimo

51

Odp: jestem jedną z Was
in_ka napisał/a:

bo może Anhedonia, to też kwestia ... wieku

po 50 już nie tak łatwo wszystko zmienić, zapomnieć kilkadziesiąt lat, zaczynać wszystko od nowa...
może też łatwiej ... zrozumieć, wybaczyć, zapanować nad emocjami
i żyć dalej ... pomimo

Coś w tym jest,bo wydaje mi się że wiek faktycznie ma wielkie znaczenie jak i staż małżeński.Faktem też jest że moje pokolenie trochę inaczej zostało wychowane i mamy inne postrzeganie związku,rodziny.Tak jak kiedyś powiedziała Alhedonia-na dobre i na złe.Oczywiście nie popieram życia w jakiejś patologi przez lata tylko dlatego że tak ślubowałam ale u mnie tej patologii nie było.
Jak teraz patrzę już właśnie bez emocji to widzę że jeden moment przeoczyłam-mój mąż po odejściu na emeryturę jakby zapadał się w sobie,jakby zaczynała go dopadać jakaś depresja.Ale facet oczywiście się nigdy do takiego czegoś nie przyzna-co najwyżej powie że nie jest wariatem bo niestety taki mit pokutuje w naszym społeczeństwie.
Zaraz się okaże że niektóre z Was zakrzyczą mnie że zaczynam bronić męża.Otóż nie,nic z tych rzeczy.Na to co zrobił nie ma wytłumaczenia i tyle.
Co do tego przetrawiania to jestem za,z tym że już wiem że nie należy dzielić włosa na czworo bo nic dobrego z tego nie będzie.Wałkowanie w kółko tematu nie przyniesie porządanego rezultatu.Żeby mówić o przyszłości trzeba się odciąć od przeszłości.Być może uważacie inaczej ale dla mnie jest to jednoznaczne.

52

Odp: jestem jedną z Was

Ponoć starsi "nie są TAK w gorącej wodzie kąpani" jak świeżo upieczeni dorośli? wink znaczy WIĘKSZĄ rozwagą się ponoć cechują? Przynajmniej ta część, która miała szczęście (?) dojrzeć.
ZAWSZE zostaje jeszcze omawiany patent w postaci separacji. Nawet kościół ją honoruje... jako "kubeł zimnej wody" na zgubiony łeb?
COŚ w tym jest...

Posty [ 53 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » jestem jedną z Was

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026