Witam. Przejde do rzeczy. Od dluzszego czasu przerazliwie zanikla mi wiara w siebie.Ponad rok temu przezylam zawod milosny. Czlowiek ktorego mialam za najwieksza milosc i on mnie podobno tez stwierdzil ze jednak nie wie co do mnie czuje a potem ze to jednak nie milosc. Ja bardzo dlugo zbieralam sie zeby sie przed nim otworzyc tak na 100% on tez dlugo o to zabiegal. A potem zdeptal to wszystko.Potem poznalam mojego obecnego faceta. Jestem juz z nim prawie 10 miesiecy, ale ciagle boje mu sie zaufac, mysle ze on ma mnie za kogos innego niz jestem i dlatego ze mna jest, ze pozna mnie lepiej i powie to samo co tamten, ciagle dopatruje sie w nim oznak ze mnie nie kocha, ciagle rozwazam kazdy jego gest, slowo. Zarowno czule jak i oschle-te oschle czesciej. Boje sie ze pozna madrzejsza, ambitniejsza, piekniejsza, obyta, ktora zwiedzila troche swiata tak jak on.Uwazam tez ze jestem nieatrakcyjna, ze ludzie zadaja sie ze mna z litosci jak patrze na te wszystkie rowiesnice to wydaje mi sie ze jestem paskudna.nie mam fury znajomych. jedna zaufana przyjaciolke. Czesto oni (przyjaciolka i facet) pytaja sie co mi jest ze jestem taka zdolowana.A ja nie potrafie wydusic slowa z tego co tu teraz pisze poprostu jezyk kolkiem mi staje i koniec.... zatyka mnie, lzy zaczynaja naplywac mi do oczu i na tym sie konczy. slysze potem ze dorosli ludzie rozmawiaja o problemaxh a ja milcze jak dzieciak.mysle tez czasem ze jestem nikim..I ze nie zostawie po sobie nic wartosciowego na tym swiecie.Nie mam wsparcia w rodzinie. Bo zyjemy pod jednym dachem ale jak obcy ludzie. Nie odzywam sie z nimi od pol roku. Mam do nich duzo zalu bo jako rodzice nigdy mnie nie wspierali, a wrecz wysmiewali.me sukcesy a podkreslali porazki. Ja na zewnatrz wygladam na wygadana, pyskata, ale to co sie mna dzoeje w srodku to jest istna masakra....I nie wiem jak sobie z tym poradzic...nie wierze w cudotworstwo psychologow, psychoterapetow, bo chodzilam, i nie pomogl...i to nie kwestia zmiany psychologa...bo chodzilam do kilku roznych. wedlug mnie strata czasu. Ktos ma jakies pomysly?Bede bardzo wdzieczna bo nie chce byc takim wewnetrznie zdolowanym czlowiekiem.
1 2014-08-25 00:10:27 Ostatnio edytowany przez MataHari (2014-08-25 01:04:38)
Podobne tematy
Hej MataHari, gdy czytałam Twój post czułam się jakbym czytała o sobie, albo jakbym to ja sama pisała..
Czy tak było już też wcześniej? Czy dopiero jak Ciebie zostawił, to straciłaś wiarę w siebie? Jakie są Twoje relacje z rodziną? znajomymi?
Ile masz lat?
I jeszcze jedno pytanie
czy próbowałaś może terapii nie indywidualnej, a grupowej?
Myslalem, ze kazda kobieta taka jest, wiec uzalezniaja szczescie od faceta. On poprawia humor, organizuje zycie, rozumie i wtedy kobieta jest ok. Jak nie to zrywa:P
ale pieprzysz thepass. A w ogole to jest jakis dzial gdzie cie nie znajde? musze pisac moje watki na ciaza, porod zebys nie syczal swoimi postami?
Zaczytana- Nie bylo tak. Nie probowalam terapii grupowej. pozatym ja nie potrafie rozmawiac o swoich problemach z jedna osoba to co dopiero w grupie. Wiekszosc tlumie w sobie i mam problem z ujawnieniem co mi lezy na watrobie.
Matahari, a jest coś co ci sprawia przyjemność? Jakieś hobby, które sprawia, że przez pewien wyłączasz myślenie i cieszysz się chwilą? Czemu nie wierzysz w psychologów? Dobry psycholog potrafi bardzo pomóc. Musisz odbudować swoje poczucie wartości, bez niego każdy związek będzie tylko uzależnieniem i nieustanną próbą dopasowania się do drugiej osoby, a nie kompromisem.
6 2014-08-26 17:27:25 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-08-26 17:51:10)
I dlatego nie masz przyjaciół. Jesteś chodzącym problemem, a ja pojawiam sie tam gdzie problem.
Uszczypliwosc uszczypliwością. Fajnie tak? Na pewno. Kazda osoba z kompleksami tak robi. Tylko to nie ma sensu.
Roznimy sie, mamy odmienne zdanie na kilka tematow. Ok. Nie tolerujesz tego. Tak jak w tym wątku o nagich zdjęciach. Twoje zdanie jest takie, ze nie pozwoliłabys i samoocena Ci spada, a wiesz czemu? No bo masz kurde niską wartosc. I nie badz taka pewna, ze wszyscy inni są tacy jak Ty i zareagowaliby tak samo. Popatrz, generalizujesz. Robisz to co ja. Tylko nie widzisz tego, tylko sie irytujesz i szkoda, ze nie mozemy sie zgodzic. Pisze w wielu wątkach, z czym masz problem dokładnie?
Ze zacytuje Najmana: po co ta agresja?
Wewnetrzny luz daje przyzwolenie na odmiennosc, nie ma zazdrosci i mozesz... ignorowac:)
Chcesz to sie powyżywaj dalej, badz dalej dzieckiem.
-
I wiesz, ze sie spodziewałem tego po Tobie? Zero zaskoczenia.
7 2014-08-26 17:44:51 Ostatnio edytowany przez MataHari (2014-08-26 17:47:54)
obecnie nie ma juz nic takiego. Wygaslo wszystko. zainteresowania, wiara w siebie, dobry nastroj, wszystko.
Otoz to....moge ignorowac
wiec thepass ignoruje Cie ![]()
obecnie nie ma juz nic takiego. Wygaslo wszystko. zainteresowania, wiara w siebie, dobry nastroj, wszystko.
Otoz to....moge ignorowac
wiec thepass ignoruje Cie
Ja widzę dwa wyjścia. Albo idziesz do psychologa i razem z nim odbudowujesz swoje poczucie wartości i to kim jesteś. Albo sama powoli odbudowujesz swoją prywatną przestrzeń, do której nikt nie ma wstępu (jakieś hobby, sport, wolontariat), co daje ci więcej pewności siebie. Ale opcja z psychologiem moim zdaniem lepsza. Jest bardzo dużo świetnych specjalistów, musisz im tylko zaufać.
zaufalam,nie raz, nie dwa, i sie zawiodlam.
10 2014-08-28 18:58:53 Ostatnio edytowany przez Iris7 (2014-08-28 19:01:41)
zaufalam,nie raz, nie dwa, i sie zawiodlam.
Terapia nie dała żadnych efektów, czy efekty były krótkotrwałe? Może trafiłaś na niezbyt profesjonalne osoby? Zasięgnij w internecie informacji jakich psychologów ludzie polecają. Na różnych forach internetowych takie tematy na pewno są poruszane i padają konkrety, nazwiska. Jesteś osobą wierzącą?
MataHari, wbrew temu co sądzisz, Twoje zachowanie nie jest ani dziwne, ani odosobnione. Mnóstwo osób ma kłopoty z adekwatną oceną własnej osoby. Gdybyś nie koncentrowała się na swoim lęku, tylko porozglądała dokoła, to spostrzegłabyś, że nie jesteś jedyną kiepsko myślącą o sobie. Są różne sposoby radzenia sobie z takim myśleniem. Jeden to taki, który Ty stosujesz: głośne zachowywanie się (głośny śmiech, głośna mowa, wygadana, pyskata), bardzo pewne, wykonywanie zamaszystych gestów, a wszystko po to, by ukryć swoje obawy. Drugi - to stać się niewidzialnym.
Jak jednak naprawdę zacząć sobie radzić ze sobą?
Przestań myśleć nad tym, jak inni Cię ocenią.
Przestań myśleć, że jesteś owieczką w stadzie wilków.
Przestań źle myśleć o innych.
Przestań być wrogiem swej osoby. Zlikwiduj, a przynajmniej weź na bardzo krótką smycz wewnętrznego krytyka i zacznij zauważać swe zalety. Masz je. Masz ich sporo, tyle tylko, że albo ich nie zauważasz, albo deprecjonujesz. Gdy zauważysz jakąś zaletę, zapisz ją w małym notesiku. Zapisuj systematycznie, gdy tylko usłyszysz dobre słowo na swój temat.
Witam cie po przeczytaniu twoje wypowiedzi myślę że jeden z problemów to twój były chłopak jak by nie było na pewno był mężczyzną z którym mogłaś spędzić resztę życia tu bym na twoim miejscu zastanowił się jak często wracasz myślami do poprzedniego chłopaka jak często myśli o tym że cie zranił to pierwsza rzecz nad która bym się na twoim miejscu zastanowił kiedy dasz sobie z tego sprawę uważam że musiała byś małymi kroczkami zamknąć przeszłość wracając do niej możesz ciągle się ranić. To co mogę tobie sugerować to popatrzeć jaką osobą byłaś dla niego czy gdy byliście razem to dobrze ze sobą się czuliście czy ty sprawiałaś uśmiech na jego twarzy jeśli tak to spróbuj popatrzyć czy to on również nie stracił kogoś z kim mógł spędzić resztę życia. Oczywiście w tej wypowiedzi najważniejsze dla mnie jest to abyś to ty znalazła własną odpowiedź.
Uważam teraz że jesteś z obecnym mężczyzna pomyślał bym nad kilkoma pytaniami dotyczącego związku
1. Czy faktycznie chcesz być z obecnym mężczyzną ?
2. Co czujesz do obecnego mężczyzny czy faktycznie to uczucia które powodują że z nim chcesz być ?
3. Czy nie masz może chłopak tylko dla tego aby uciekać od przyszłości ?
Co do zaufania nie przejmuj się tym uważam że jeśli masz takie obawy to próbuj małymi krokami poznawać go i innych ludzi. Jeśli przykładowo chcesz wiedzieć co o tobie ktoś myśl ale nie chce przykładowo być bezpośrednia zawsze możesz zadać pytanie pewien prosty sposób. Przykład : Mam koleżankę która była w długi związku strasznie zawiodła się na chłopaku teraz nie umie tak mocno otworzyć się przed nowym chłopakiem jak myśli co powinna zrobić ? Jak widać to tylko przykład ale myślę że w prosty sposób możesz poznawać opinie innych a również rozwiązywać problemy. Zastanów się czy ten mój przykład może być pomocny dla ciebie to najważniejsze.
Co do rodziców to ja to widzę osobny temat. Ale z tego co opisywałaś to również zastanawiam się czy nawet kiedy wspominali o twoich porażkach i nawet kiedy cierpiałaś czy to w jakiś sposób nie sprawiało że byłaś silniejsza ? To pytanie na które chciał bym poznać odpowiedź od ciebie...
Teraz wspomniałaś również o sukcesach.
Ja bym chciał abyś również spróbowała pomyśleć w jaki sposób doszłaś do swoich sukcesów nie ważne czy one są dla ciebie małe czy duże.
1. Czy na swój sukces ciężko pracowałaś ?
2. Czy gdy osiągałaś sukces musiałaś być wytrwała, cierpliwa ?
3. Czy kiedy osiągałaś sukces to czy po drodze musiałaś rozwiązać problemy aby go osiągnąć.
Myślę że najważniejszą rzeczą dla ciebie w moje wypowiedzi i nie tylko powinno być zastanowieniem się nad problemami jak bardzo negatywnie bolą cie w środku jak bardzo często myślisz o nich ? Teraz chciał bym byś spróbował pomyśleć o pozytywnych chwilach jak często nad nimi się zastanawiasz ?
Wspomniałaś że byłaś o psychologów nie wiem też czego od nich oczekiwałaś uważam że jeśli do ciebie nie dotarli to powinnaś szukać innych osób lub inne rozwiązania na swoje problem.
Myślę że przede wszystkim trzeba być świadomym tego że z dnia na dzień nie zmienisz się nie rozwiążesz od razu wszystkich problemów chociaż dlatego że każdy człowiek musi zmienić pewne rzeczy swoje jak świadomość podchodzenia do problemów, budowanie swoje pewności siebie to również buduje człowiek każdego dnia to co przeżywasz twoje myśli, emocje jakie przeżywasz kształtują twoja osobowość to w jaki sposób na zareagujesz powoduje budowanie twoje osobowości w jaki sposób siebie oceniasz czy właśnie jesteś pewna siebie, czy masz problem emocjonalnie które trzymasz w środku i nie wiesz w jaki sposób je uwolnić rozwiązać. Drugą rzeczą jest abyś również spróbowała się zastanowić jaką osobą chcesz być kiedy znajdziesz odpowiedź ustal go za cel.
Mam nadziej że moja wypowiedź w jakiś sposób sprawi że poczujesz się lepiej że znajdziesz pytania które stawiasz nad sobą a co ważniejsze dla mnie że sam znajdziesz na nie odpowiedź uważam że to będzie duży krok dla ciebie oczywiście jeśli jeszcze będziesz chciał porozmawiać pisz śmiało zawsze luźna możemy porozmawiać.
Jeśli w jakiś sposób są tu kobiet które również mają rożne problem chętnie z wami o nich porozmawiam na pewno nie dam wam rozwiązania bo uważam że każda z was jest wstanie sam na nie znaleźć odpowiedź a chętnie lepiej was przez nie poznam sprawi to po prostu że będę lepszym człowiekiem czego również życzę wam.
Wiem że pytanie jest stare ale myślę ze również dalej mogą być osoby które mają podobne problemy.
Podepnę się pod temat. Nie wiem czy ktoś tutaj jest w stanie mi pomóc, ale się chociaż wygadam ![]()
Mam od lat (od zawsze?) problem z niską samooceną. Czasami, tak jak teraz, ten problem bardzo mi ciąży i utrudnia normalne funkcjonowanie w społeczeństwie.
Jestem z rodziny z przemocą. Ciągłe awantury, straszny strach. Ale bardziej o mamę niż o siebie. Ojciec psychopata. Pierwszy powód do załamania się mojego poczucia własnej wartości. Potem rozwód, po którym jako nastolatka musiałam pełnić rolę córki, matki, partnera i psychologa dla swojej mamy, która wpadła w straszną depresję. Moja mama- półsierota, te same problemy z niską samooceną, czarnowidztwem, ogromną, niezaspokojoną potrzebą bycia kochaną. A tak bardzo skrzywdzona przez męża tyrana. Starała się być dobrą matką, dbała o nas, choć bardziej bytowo niż emocjonalnie. Chyba nie potrafiła, nie miała dobrych wzorców. Swoją pesymistyczną postawę niestety skutecznie prze lata przenosiła na mnie.
Nigdy nie było ze mną problemów wychowawczych, zawsze byłam spokojna, ułożona, bardzo dobrze się uczyłam. Ale gdy przynosiłam do domu 6kę, to było ?aha?, a jak 4kę to ?ale jak to, czemu tylko 4? A co dostała koleżanka??.
Świetnie zdałam maturę. Rekrutacja na studia- ?Ojej, no nie wiem czy się gdzieś dostaniesz?. Mamo dostałam się do Lublina- Aha. No ale do Warszawy i Krakowa, to się pewnie nie dostaniesz.- Mamo, są wyniki, dostałam się do Warszawy.- Aha. No ale do Krakowa to pewnie się nie uda, bo tam najwyższy poziom.- Mamo! Dostałam się do Krakowa!- Aha. No olaboga, teraz to akademik trzeba załatwiać. A tak w ogóle to nigdy nie pogodzę się z tym, że poszłaś na ten kierunek, a nie na medycynę. Bo powinnaś być lekarzem.
Praktycznie nigdy nie słyszałam od mamy pochwał. Wiedziałam, że pewnie w głębi duszy się cieszy moimi sukcesami, ale nigdy tego nie potrafiła okazać, a ja bardzo tego potrzebowałam.
Nigdy nie usłyszałam od niej żadnego komplementu odnośnie mojego wyglądu. Wiem, nie jestem miss polonia, jestem przeciętną dziewczyną, z wieloma kompleksami. Z kompleksami bardzo skutecznie podsycanymi jej słowami, że mam to brzydkie, tamto też, a koleżanka oh jaka to ładna dziewczyna. No strasznym jest usłyszeć od własnej matki ?masz krzywe nogi, nie ubieraj tej spódnicy, bo odkrywasz ich najbrzydszą część?. No kurcze, mam krzywe, nie chcę, żeby mówiła mi nieprawdę, ale co mi da, że mi to wytknie?
W dniu mojego ślubu nie usłyszałam od niej nawet głupiego ?ładnie wyglądasz, cieszę się, że jesteś szczęśliwa?. Chodziła ze mną na przymiarki sukienki. Wielokrotnie ją pytałam co myśli, czy się jej podoba itd. Wykręcała się przed odpowiedzią, że aż krawcowa widząc jej zachowanie patrzyła na mnie wymownie. I ja wiem, że jej się ta sukienka podobała, mamy podobny gust, czułam to (no chyba, że mi się wydawało), ale potrzebowałam to po prostu usłyszeć. Potrzebowałam usłyszeć, że cieszy się, że po wielu zawirowaniach jakoś się nam ułożyło, a nie słyszeć tuż po moim ślubie biadolenia, że moja starsza siostra to pewnie ślubu nie weźmie i że ona się tym tak martwi. No i że ona to pamięta, jak on mnie zostawił. No właśnie, jak facet zostawił mnie miesiąc po zaręczynach, to ona zamiast mnie wspierać, to siadała, zaczynała płakać i wypytywała czy aby to nie jest moja wina. Za jej małżeństwo też się obwiniała. Nawet nas- dzieci obwiniała. Wszystkich tylko nie jego.
Niedawno usłyszałam ?ty nigdy nie będziesz mieć tak dobrze, jak twoja koleżanka, jej się w życiu wszystko udaje (cudowny mąż, kasa od rodziców, dobra praca, dziecko), ale ty nie masz co o tym marzyć?. A co, niech mnie kurde dobije?
Takich sytuacji oczywiście była cała masa. Podałam kilka drobnych przykładów.
Mam problemy zdrowotne, które wyłączyły mnie z jakiejkolwiek aktywności sportowej. Przytyłam. Zawsze byłam szczupła, w sumie to chuda. Gruba jakoś nie jestem, ale już nie chuda. Czuję się ze sobą okropnie, nigdy tyle nie ważyłam. Nie potrafię się głodzić i być na ostrej diecie, brak mi trochę silnej woli i potrzebuję czasem zjeść coś słodkiego. Mam nadzieję, że wreszcie się wyleczę i zacznę się ruszać, tak lubiłam chodzić na zumbę.
Pojechaliśmy do niej na weekend, mieszka samotnie, jeździmy, żeby z nią pobyć.
Usłyszałam od niej, że strasznie przytyłam i tym podobne. Że nogi to mam chyba grubsze od niej. Powiedziałam jej, że doskonale widzę jak wyglądam, jest mi z tym źle i takie jej uwypuklanie tego jest dla mnie przykre i mi nie pomaga. Szczególnie, że wie jaką mam sytuację zdrowotną.
No ale czarę goryczy przelało to, jak na następny dzień za moimi plecami zaczęła mówić to samo do mojego męża. Że jak ja to utyłam, jaki mam brzuch wielki (no kurde bez przesady, nie mam aż tak wielkiego), że pewnie się opycham itd. No zagotowało się we mnie. Powiedziałam jej tylko, że czy musi jeszcze z moim mężem rozmawiać na temat mojej wagi, pokazując mu wskaźnikiem gdzie ma patrzeć, żeby dostrzec mój tłuszcz? Wyszłam z płaczem. Przepłakałam cały dzień, skumulował się we mnie wieloletni żal. Nie było żadnej reakcji z jej strony. Nie odzywamy się.
Jest mi strasznie ciężko, tym bardziej, że z mężem od dawna różnie mi się układa w tych sprawach. Kiedyś była między nami ogromna chemia, kochaliśmy się często, była iskra. To sprawiło, że moje straszne zakompleksienie trochę się wyciszyło. Czułam się dla niego atrakcyjna. Teraz tego nie ma, jego zainteresowanie bardzo spadło (dodam, że to się zaczęło, zanim przytyłam), plus porno. To wszystko też niszczy resztki mojego poczucia wartości. Czasem czuję się jak śmieć. Czuję się nic nie warta, niekobieca, nie dość że ze zrytą psychiką, to jeszcze zdrowie mi siadło. A on, zdrowy, wysportowany, przystojny mężczyzna. Boję się ciągle, że nie ułoży mi się, tak jak mojej mamie. Że odejdzie kiedyś do innej, lepszej bo przecież większość jest lepsza de mnie. Nie skrzywiona takimi patologiami, nie taka problemowa.
Te myśli mnie wyniszczają, odbijają się na pewno negatywnie na moim związku.
Chodzę do psychologa, ale jest to mało efektywne, ciągle jestem bombardowana nowymi sytuacjami, w których najbliższe mi osoby- mama i mąż, depczą moją godność. Nie umiem się temu przeciwstawić. Depczą pewnie dlatego, że im podświadomie na to pozwalam, bo zawsze wracam jak wierny pies. Nawet teraz, po tym jak mama sprawiła mi taką przykrość, jest mi jej szkoda, że siedzi tam sama i myślę o niej.
Nie wiem skąd, w jaki sposób mogłabym czerpać siły, żeby coś zrobić z tym moim zakopleksieniem, żeby zacząć wierzyć w to, że mogę być szczęśliwa, żeby przestać uzależniać swojego samopoczucia od tego co powie i zrobi mama czy mąż. Żeby po prostu zacząć się czuć sama ze sobą dobrze ![]()
Kochana! ty jestes po prostu wszystko na nie! cudotworstwo psychologow? moze wlasnie dlatego zaden ci nie pomogl bo spodziewalas sie dotkniecia magiczna rozczka albo udzielenia ci zlotej rady na szczescie i nie umialas podjac wspolpracy? praca nad soba to najciezsza praca a psycholog nie ma rozwiazac wszystKich twoich problemow tylko zmienic tok twojego myslenia tak,zebys ty sama mogla sie z nimi uporac. wez sie w garsc i chciej cos zmieNic bo narazie to wyglada mi to tak jakbys siedziala nad rozlanym Mlekiem zaplakana i czekala az ktos przyjdzie i wypowie magiczne zaklecie ktore zamieni twoje zycie w bajke! Musisz albo zasiegnac pomocy specjalisty albo sama sprobowac jakos poczuc sie bardziej atrakcyjna
niewiem, moze jakies hobby, sprobuj poznac nowych ludzi, moze bardziej zadbaj o Swoj wyglad - moze wtedy bardziej sie sobie spodobasz?
infinity, chciałabym porozmawiać z Tobą na priv o Twojej sytuacji. sprawdź maila ![]()
widzę, że nie jestem sama.... moja samooocena też pozostawia wiele do życzenia, mimo iz teoretycznie nie mam powodów się zadręczać:( (jedynie jak już to wygląd)
Hej nie umiem sobie poradzic nie wiem czy sama ze soba czy z calym swiatem?
Infinity, u Ciebie jak w lusterku widać całej zło, jakie wyrządziła Ci rodzina, osoba najbliższa. Trudno się z tego wyleczyć i w zasadzie jest tylko jedna, dość bolesna droga, to jest zerwanie kontaktu i zbudowanie swojego świata od nowa. Silne podstawy funkcjonowania wynikają właśnie z domu. Niewielu psychologów Cię poprowadzi, bo to ciężka praca. Ale są do tego odpowiednie techniki i możliwości i to dobra wiadomość. Masz szansę ![]()
I możesz zmienić siebie, możesz odbudować swoje poczucie wartości.