Chciałabym się kogoś poradzić. Pewnie nie ja jedna mam taki problem z facetem więc może ktoś z Was mi pomoże. Chodzi o to, że nie wiem jak mam rozmawiać ze swoim facetem. Jak mówię mu o czymś, co mi nie pasuje zaraz wybucha z tego awantura, że go nie doceniam, że go odcinam od znajomych. Problem jest taki, że ma on mi za złe, że jak wychodził na imprezy to nie chciałam żeby wracał nad ranem bo martwię się o niego, jak je u mamy śniadania a u nas w mieszkaniu nie to powiedziałam mu że czuję się jak bezużyteczna rzecz, którą zaraz wyrzuci bo woli iść do rodziców to oskarża mnie o to że chcę go odciąć od rodziny, a przecież stać nas na to, by śniadanie sam sobie robił albo jak ja wychodzę do pracy to przecież dla siebie robię to i dla niego też by mogła robić ale nie... on woli iść do mamy. Między nami jest 5 lat różnicy (on jest starszy), a wydaję mi się, że to ja jestem starsza od niego. Gdy się kłócimy, nie słucha mnie to co mówię do niego więc podnoszę głos (wiem,że tak nie powinnam), ale nie wiem jak do niego dotrzeć, żeby w końcu mnie wysłuchał. Zawsze to ja jestem winna, bo tylko mi coś nie pasuje, nie pasuje mi to,że codziennie jest u rodziców, że nie mam szans kupować jedzenia takiego jak chcę, bo jego rodzice w tygodniu kupują jedzenie i ja tylko drobne rzeczy mogę kupić... doceniam to że nam pomagają, ale czuję się jak niewolnica bo mi tego nie wolno i tamtego. Kiedyś mój facet mi powiedział, że nie stać mnie na jego wyżywienie i dlatego chodzi do rodziców. Zabolało mnie to i boli do dziś.... Ok zarabiam mniej ale to nie znaczy, że ciągle tam musi chodzić tak jakbyśmy nie mieli za co żyć a z drugiej strony to kim ja jestem, że tak mnie traktuje. Jemu mama robi śniadania a ja muszę sobie sama robić ale mi to nie przeszkadza, że sama o siebie potrafię zadbać, bardziej wkurza mnie to, że w taki sposób jak on robi chodząc tam, że czuję się obcą osobą. Ma on do mnie pretensję, że ja w tym wszystkim widzę problem, bo co złego jest w tym że mieszkamy razem a on przed pracą leci do mamy na śniadanie...... Kiedy on zrozumie, że jeśli jest się w związku to nie leci się z byle czym rodziców, że rodzice są po to by pomagać ale jeśli potrzebujemy tej pomocy, że to ta druga osobą, z którą się zwiąże powinna być najważniejsza... A ja się czuję jak intruz oskarżana przez niego, że chcę by on zrezygnował z tych codziennych wizyt i wtedy mi się obrywa, że chcę go odciąć od rodziny. Gdy jest kłótnia, on uważa że nic złego nie zrobił, że tylko jest moja wina i teraz jak się pokłóciliśmy.... chciałam wyjechać, choć na 2-3 dni żebyśmy przemyśleli to wszystko bo czuję że traci to wszystko sens, bo ciągle ja czuję się winna wszystkiego co się dzieję. On powiedział, że nie ma nic do przemyślenia. Nie wiem co robić. Po kłótni jest tak że przez parę dni mimo, że wydaje się już być ok to on mi ciągle coś zarzuca, a ja wtedy jeszcze bardziej jestem przybita bo już miała być zgoda a i tak czuję, jakby się nade mną wyżywał psychicznie. Przestałam jeść. Czasami coś skubnę, wypiję ale nie jadam śniadań, kolacji, tylko trochę coś na obiad przegryzę bo boję się tego wszystkiego, że przeze mnie sięto rozpada. Jak mówię, że robię wszystko tylko żeby był szczęśliwy i że gdy coś mi nie pasuje to wolę o tym powiedzieć to się wkurza na mnie i twierdzi że chcę nim rządzić.
Proszę pomóżcie, bo nie wiem co mam robić.........