Witam
Mam pewien problem związany z tańcem. Zawsze wydawało mi się, że nie ma w tym większej filozofii i nie należę do grona osób, które totalnie nie potrafią się poruszać. Do czasu. Swojego TŻ poznałam ok 9 miesięcy temu, oczywiście jesteśmy parą. W zasadzie można powiedzieć, że jesteśmy zgrani i dogadujemy się w wielu dziedzinach. Jednak nie w tej... Okazało się, że generalnie mój TŻ dobrze tańczy, kiedyś trenował salsę, u niego na imprezach rodzinnych wszyscy wymiatają na parkiecie: tańce "tańce na 3", walczyki, salsa, amatorskie tanga itp. No a ja niestety nie potrafię i nawet jak mój TŻ mówi żebym dała się poprowadzić to staram się ale nie wiem czy po prostu jestem taką łamagą że nawet poprowadzić się nie dam bo nogi mi się plątają czy co.. Męczy mnie to bo widzę, że przeze mnie na tych imprezach nie bawi się dobrze, a czasem nawet siedzi przy stoliku i patrzy jak inni się bawią bo ja się zniechęciłam do tańca z nim i nie chcę tańczyć. Nie chcę o tym z nim "poważnie rozmawiać" bo to w zasadzie temat który kończy się kłótnią (trochę niestety cierpi na tym moja duma kiedy np słyszę "jeżeli dasz się w końcu poprowadzić to będzie to wyglądało tak i tak" (przecież próbuję dać się poprowadzić!!!)), a poza tym wstyd mi przed nim. Jednak lekko to żenujące że facet który potrafi tak fajnie tańczyć ma dziewczynę co ma dwie lewe nogi. Poradźcie co robić, bo powoli tracę wiarę w siebie i zaczynam się zastanawiać czy jednak nie byłoby mu lepiej z kimś z kim mógłby się dobrze bawić.
Podobne tematy
Witam
Mam pewien problem związany z tańcem. Zawsze wydawało mi się, że nie ma w tym większej filozofii i nie należę do grona osób, które totalnie nie potrafią się poruszać. Do czasu. Swojego TŻ poznałam ok 9 miesięcy temu, oczywiście jesteśmy parą. W zasadzie można powiedzieć, że jesteśmy zgrani i dogadujemy się w wielu dziedzinach. Jednak nie w tej... Okazało się, że generalnie mój TŻ dobrze tańczy, kiedyś trenował salsę, u niego na imprezach rodzinnych wszyscy wymiatają na parkiecie: tańce "tańce na 3", walczyki, salsa, amatorskie tanga itp. No a ja niestety nie potrafię i nawet jak mój TŻ mówi żebym dała się poprowadzić to staram się ale nie wiem czy po prostu jestem taką łamagą że nawet poprowadzić się nie dam bo nogi mi się plątają czy co.. Męczy mnie to bo widzę, że przeze mnie na tych imprezach nie bawi się dobrze, a czasem nawet siedzi przy stoliku i patrzy jak inni się bawią bo ja się zniechęciłam do tańca z nim i nie chcę tańczyć. Nie chcę o tym z nim "poważnie rozmawiać" bo to w zasadzie temat który kończy się kłótnią (trochę niestety cierpi na tym moja duma kiedy np słyszę "jeżeli dasz się w końcu poprowadzić to będzie to wyglądało tak i tak" (przecież próbuję dać się poprowadzić!!!)), a poza tym wstyd mi przed nim. Jednak lekko to żenujące że facet który potrafi tak fajnie tańczyć ma dziewczynę co ma dwie lewe nogi. Poradźcie co robić, bo powoli tracę wiarę w siebie i zaczynam się zastanawiać czy jednak nie byłoby mu lepiej z kimś z kim mógłby się dobrze bawić.
Ja to w ogóle nie umiem tańczyć,dwie lewe nogi,kiedyś nawet zapisałam się na kurs niestety bez skutku,kurcze no nie idzie mi to,mój M wie o tym i nie przeszkadza mu to bo okazało się że z niego też marny tancerz.
To żaden wstyd nie umieć tańczyć,skoro z twojego faceta taki tancerz to dlaczego w domu na spokojnie cię nie uczy,wytłumaczy pokaże,pośmiejecie się i kto wie.......
Motylek75: No właśnie nie raz próbował ale problem w tym że albo ja nie jestem podatna albo nie wiem dlaczego ale nie umiem dać się poprowadzić. PRÓBUJĘ DAĆ SIĘ POPROWADZIĆ ale to nie wychodzi...tańczę jak chcę podobno. Nie pocieszyłaś mnie z tym, że nawet kurs nic nie dał ![]()
Hmm... ja osobiście jestem też marną tancerką, tak że znam twój ból. Ale może jednak twój partner nie jest urodzonym nauczycielem? Może jest mało cierpliwy? Sądzę, że gdyby zamiast "daj się wreszcie poprowadzić" było spokojne "teraz tak, teraz tak" byłoby lepiej. Mógłby nauczyć cię kroków, zamiast próbować zrobić z ciebie obiekt do prowadzenia
Na pewno lepiej by ci szło, gdybyś rozumiała, na czym dany taniec polega, a nie tylko starała się za nim nadążyć.
Ja też nie umiem tańczyć, ale jakoś nie widzę powodu do robienia z tego życiowej tragedii.
Zuzas, niech Ci poza imprezą w domu wyjaśni, o co chodzi z tym prowadzeniem. Poćwiczcie "na sucho". Myślę, że jak Ci też trochę wyjaśni, o co chodzi w danym tańcu, jakiś najbardziej podstawowy krok, to bardzo nie zaszkodzi, może najwyżej pomóc. Jak Ci z tuzin razy wyjdzie w domu, to i na imprezie będzie łatwiej. ![]()
Ja miałam faceta i dziewczynę tancerzy i jak faktycznie z nikim nigdy nie potrafiłam tańczyć (sama też nie), to z nimi to jakoś wychodziło, ALE oboje mieli tę samą metodę, czyli za każdym razem najpierw przypominali mi, o co chodzi w podstawach danego tańca, kilka kroczków i za 30s zanim się ogarnęłam jakimś cudem tańczyłam.
Kinko i Vian - dziękuję za rady, tego potrzebowałam. Faktycznie chyba bez rozmowy się nie obejdzie, ale trudno trzeba schować wstyd i dumę do kieszeni i porozmawiać. Może faktycznie jak przyjmiemy to na zasadzie zabawy to jakoś ruszy i mniej w końcu będzie nerwów w związku z tym tematem.
Cynicznahipo - nie wiem skąd wyczytałaś, że robię z tego tragedię życiową. Wydaje mi się, że to jest jedna właśnie z funkcji tego forum - możliwość przedstawienia swojego problemu i przegadanie go z innymi, poczytanie rad, ewentualne wsparcie. Owszem to nie jest tragedia życiowa aczkolwiek chciałabym żeby mój mężczyzna dobrze się przy mnie bawił i chyba nic idiotycznego nie ma w tym, że komuś zależy na drugiej osobie (docelowo na tym żeby się układało).
Pozdrawiam!
Kinko i Vian - dziękuję za rady, tego potrzebowałam. Faktycznie chyba bez rozmowy się nie obejdzie, ale trudno trzeba schować wstyd i dumę do kieszeni i porozmawiać. Może faktycznie jak przyjmiemy to na zasadzie zabawy to jakoś ruszy i mniej w końcu będzie nerwów w związku z tym tematem.
Cynicznahipo - nie wiem skąd wyczytałaś, że robię z tego tragedię życiową. Wydaje mi się, że to jest jedna właśnie z funkcji tego forum - możliwość przedstawienia swojego problemu i przegadanie go z innymi, poczytanie rad, ewentualne wsparcie. Owszem to nie jest tragedia życiowa aczkolwiek chciałabym żeby mój mężczyzna dobrze się przy mnie bawił i chyba nic idiotycznego nie ma w tym, że komuś zależy na drugiej osobie (docelowo na tym żeby się układało).
Pozdrawiam!
Nigdzie nie napisałam, że robisz z tego tragedię życiową, tylko, że dla mnie to problem małej rangi. Ot, tyle.
Zuzas, ja się dziwię Twojemu chłopakowi lekko, bo chyba logiczne jest, że jak ktoś nie zna nawet podstaw np. jive'a, to go nie zatańczy choćby nie wiem kto go prowadził.
Najpierw trzeba pokazać na czym to w ogóle polega i to nie na imprezie a w domu, na luzie.
Zapisz się na kurs, pełno jest, albo poproś chłopaka, żeby Cię nauczył. Salsa, walczyki itp. są do nauczenia i nie w tym nic złego, ze nie umiesz tego tańczyć jak nigdy się ich nie uczyłaś. Jak ktoś nie wie co i jak, to tak jak Vian napisała, choćbyś miała najlepszego prowadzącego, to bez podstaw nogi Ci się zaplączą na supeł. ![]()