Witam! Chciałabym się poradzić, bo nie wiem co myśleć. Narzeczony przed dwoma dniami stwierdził, że po 6-ciu latach związku, właściwie nic Nas poza dzieckiem nie łączy i chyba powinniśmy się rozstać. Chciałam walczyć. Powiedział, że to przemysli. Pojechał na 10 godz nad staw. Wrócił w nocy, na moja prośbę, i stwierdził, że już mnie nie kocha. Nie chciał się zgodzić na żadne próby ratowania związku. Zawsze myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi, więc choćby dla dobra dziecka. Przed znajomymi i rodzina chciał mówić, że to wspólną decyzja Tak właściwie to ja mówiłam. On się prawie nie odzywał. Na próby ze strony rodziców, znajdował kolejne preteksty. W końcu przechwycił pomysł wyjazdu na tydzień, żeby pomyśleć. Pojawiło się światełko. Ale zaczęłam intensywnie myśleć o jego zachowaniu w ostatnim czasie. Rano mówił, że wszystko w porządki, a po południu okazało się, że chce odejść. Najpierw był miły, przepraszał, że tak wyszło. Następnego dnia napisał, że nie da się wrobic, że tylko On jest winny. Po czym znów rozmawiamy i znów przeprasza. Jak powiedziałam, że się wyprowadzam z dzieckiem, to gorliwie pomógł mi zawiezc rzeczy do mamy. Mieszkamy z jego rodzicami i po rozmowie z Nimi, stwierdził właśnie, że może wyjedzie i jeszcze pomyśli. Nie wiem czy wydłuża w obawie przed rodzicami czy rzeczywiscie się namyslil. Szczera rozmowa nic nie da, bo jest bardzo skryty, a własną mamę czy nawet mnie potrafił oklamywac prosto w oczy. Jego mama mnie wspiera. Myśli, że może chodzi o jakąś kobietę. Owszem, zaniedbalam się mocno, bo nie mam za dużo czasu dla siebie. Przerwę od dziecka mam tylko na toaletę i posiłki. No i kiedy śpi, ale zabkuje i jest bardzo niespokojna. Rzeczywiscie podejrzewalam, że może ma kogoś. Nie przyznaje się. Wręcz zarzeka się, że cieszy go, bo mnie nie oszukiwał z powodu innej kobiety.. To też mnie zastanowilo, bo sam o tym wspomniał. Chce mieć pewność. Nie mogę spytać, choć planowalam dać Mu na ręce córkę, popatrzeć mi w oczy i powiedzieć, że nie ma innej kobiety. Ale czy mogę mu zaufać na słowo nawet wtedy ? Telefon trzyma przy sobie. Bacznie go pilnuje. Nie chce też go sploszyc, skoro powiedział, że jeszcze pomyśli. Jak wyjedzie to może zateskni. Jakkolwiek niepokoi mnie, że się tak dziwnie zachowuje. Nic nie wskazywało, że chce rozstania. Nagle wylał mi kubel zimnej wody. W szoku to do mnie nie docierało. Nie poznaje go wcale. Nigdy się tak wobec mnie nie zachował. Z dystansem. To mogą być wątpliwości przed ślubem czy rzeczywiscie koniec ? Staram się w Niego wierzyć, ale coraz trudniej mi to wychodzi..
1 2014-08-11 06:02:02 Ostatnio edytowany przez gabiolka (2014-08-11 06:48:43)
Podobne tematy
a powiedz dlaczego bierzesz na siebie wine za rozstanie ze to wspolna decyzja przed rodzina i znajomymi? dlaczego ty się tłumaczysz?
Kocham go. Mimo wszystko. Choć powoli dociera do mnie jak bardzo mnie zranił. Koniec końców jego rodzice i moja mama znają prawdę. Nikomu więcej nic jeszcze nie powiedziałam. Nawet nie odwołaliśmy jeszcze wesela oficjalnie. Nie wiem czemu, ale umiemy z Nim spokojnie rozmawiać w pewnych momentach.
Jak dla mnie ma kogoś, dlatego się tak miota - i chce i nie chce z Tobą być
niestety w tej sytuacji mało zależy od Ciebie, możesz jedynie czekać na jego decyzję.
5 2014-08-11 09:22:59 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2014-08-11 09:25:52)
To typowe zachowanie dla kogoś, kto miota się pomiędzy jedną relacją a drugą.
jestem pewna, że chodzi o " kogoś".
Masz rację nie chcąc go spłoszyć.
Niestety, musisz dorwać jego telefon, inaczej sprawa się nie wyjaśni.
Wiem, do czego Cię namawiam ale jesteście przed ślubem a on robi Ci wodę z mózgu. Nie czujesz się bezpiecznie ani dobrze.
Niestety obawiam się, że jednak jest jakaś pani..to typowe zachowanie faceta, który ma kogoś ale jeszcze nie jest pewny co z tego będzie, jak już będzie jej pewny to odejdzie... niestety tak to działa; póki co może Cie zwodzić jeszcze przez jakiś czas..np. będzie Ci mówił, że "się wypaliło" , że "nie pasujemy do siebie" i tym podobne rzeczy... to zachowanie może być przeplatane stwierdzeniami typu "musze przemyśleć" , "nie wiem co czuje do Ciebie" "musze pomyśleć" etc.... moja rada (coś podobnego kiedyś "przerabiałam") zadbaj o siebie, pokaż mu że jesteś atrakcyjna, idź do fryzjera, bądź pewna siebie, zapisz sie na aerobik, zumbe, nie żebraj o uczucie, zdystansuj sie, kup sobie fajne ciuchy - powiedz żeby został z dzieckiem bo masz wizyte u kosmetyczki... i pamiętaj bądź pewna siebie....i obserwuj... zobaczysz jak będzie się zachowywał
no i zgadzam się z Betsy... przeszukaj telefon (wiem, że tak się nie powinno ale przynajmniej będziesz wiedziała na czym stoisz) a jeśli jak piszesz pilnuje mocno swój tel...coś ma do ukrycia na 100%
O kasiulek ( moja imienniczko) - dodałabym do tych wszystkich sztampowych tekstów jeszcze stare ale jare " potrzebuję czasu, coś pękło, potrzebuję złapać dystans, między nami nie było już tak, jak dawniej"
Jacy oni są przewidywalni....
Dokładnie Betsy (Kasiu)..albo jeszcze teksty w stylu "musimy od siebie odpocząć"... "zobaczymy ... może kiedyś do siebie wrócimy"... fakt - są baardzo przewidywalni i niestety za tym prawie zawsze stoi inna kobieta.. wtedy poprostu trzeba się odciąć nie żebrać o uczucie..aż szanownemu panu się "zmieni"
10 2014-08-11 10:19:17 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2014-08-11 10:21:25)
Mój mąż tak zachowywał się po tym, jak mnie zdradził. Dokładnie te same tanie teksty, te same zdania..
I natychmiast urwał kontakt z tą dziunią zaraz po tej całej akcji.. ale przez jakiś czas tak się właśnie zachowywał. Bał się tego, co zrobił, nie chciał abym o cokolwiek pytała i węszyła, kąsał wręcz mnie bo byłam łatwym celem, obwiniał za marazm w naszych relacjach, sam się usprawiedliwiał.
A tamta desperatka zaczęła wypisywać smsy , trzymał telefon przy tyłku, żebym tylko nie zobaczyła.
Dlatego wiem o czym piszę. Ja tutaj akurat nie mam wątpliwości.
Nie wiemy czy już doszło do zdrady fizycznej ale do emocjonalnej z całą pewnością. Stąd tylko krok.
U mnie Betsy była identyczna sytuacja (cholera..witaj w klubie) to standard zachowań... i to kąsanie... i obwinianie, czepanie się wszystkiego i o wszystko byle tylko zrzucić ewentualną winę za to, że kogoś sobie znalazł - potem chłód jakbym była trendowata... ale ja go nie sparwdzałam, nie grzebałam w rzeczach... no bo jak żyć bez zaufania do najblizszej osoby, poprostu po zachowaniu czułam ze ktoś jest..nawet nie musiałam węszyć... (dałam mu niestety przyzwolenie niejako na zdrade) pół roku wcześniej wybaczyłam..mało tego wyciągnęłam pierwsza do niego ręke po ewidentnej zdradzie (przypadkowo znalazłam w jego plecaku 3 zużyte prezerwatywy włożone do opakowania i wydrukowane na drukarce zdjęcie jakiejś "niuni" )...nawet nie powiem jakie było tłumaczenie mojego "znaleziska" bo słabo mi się robi...wiem jedno powinnam wtedy spakowac rzeczy i odejść... nie zrobiłam tego dając tym samym przyzwolenie "oo super! jak coś takiego mi wybaczyła..mało tego uwierzyła w moje tłumaczenie no to hulaj dusza-piekła nie ma...
My się zbieramy po tym " wydarzeniu".
Jednorazowy wyskok był.. ale cierpienia tyle, że świat nie pomieści.
Ciągle taplamy się w tym choć ciut lżej, minęło dopiero kilka miesięcy.
Nie będę opisywać tego wszystkiego, ma to swój osobny wątek.
Jedna rada dla autorki postu, jedna i ta sama, musisz MIEĆ PEWNOŚĆ.
On sam może się nie przyznać.. choć kto wie, mój się przyznał , dozował mi informacje aż powiedział cała prawdę.
Ale raczej kłamią, niestety.
I popieram rady odnośnie fryzjera, kosmetyczki. Zrób to dla samej siebie, przede wszystkim dla poprawy samopoczucia.
Chociaż powiem Wam szczerze - całe życie dbałam, ćwiczyłam, pracowałam nad sobą .. jak ma zdradzić to zdradzi. zazwyczaj z brzydszą i glupszą.
Ale tak, łatwiej to znosić widząc w lustrze kobietę wartą uwagi, atrakcyjną, czyli samą siebie.
Masz rację Betsy... jak ma zdradzić to zdradzi... ja też jestem atrakcyjna kobietą, mężczyźni sie ze mna oglądają... więc to nie ma znaczenia..poprostu ten typ tak ma
Nie pocieszyłyśmy Betsy biednej Gabiolki...
Przeraża mnie myśl, że mogłam się tak pomylić. Niczego nie widzieć. Byłam zajęta dzieckiem, to mnie chyba tłumaczy. Wciąż tłoczy się tysiące myśli. Próbuje teraz wychwycić niepokojące sygnały, które mogły dać mi do myślenia. I rzeczywiscie kilka sytuacji się zgadza. Nie wiem co robić. Tak w zasadzie to już nie wiem nawet czy chce to ratować. Dociera do mnie jak bardzo mnie zranił. Że nie zapomnę wielu słów. Na przykład, nie da się wrobic w poczucie winy i status najgorszego. Jak powiedziałam, żeby zachował obrączki, to stwierdził po co. Nie będą się zgadzać imiona ani czas (grawer wewnątrz). Gdyby może się starał, przeżywał. A On wszystko z dystansem robi. Jakby mu wcale nie zależało. Ja już nie potrafię rozmawiać, a On jak gdyby nigdy nic pyta, czy może się położyć koło mnie. Byłam taka slepa i naiwna. On był moim pierwszym chłopakiem. Pierwszym mężczyzna. Miał być jedynym. Właściwie to miałam wcześniej problemy z zaufaniem mężczyznom. Dlatego późno się związałam. Miałam 21 lat, a on 20. Znajomi mnie namawiali, żebym sprobowala. Pracowaliśmy razem. No i się otworzyłam. Nie wiem jak się podniose i czy jeszcze komuś zaufam...
16 2014-08-11 11:39:39 Ostatnio edytowany przez Betsy80 (2014-08-11 11:43:25)
gabiolka - na pewno jest Ci ciężko jak cholera.
Znam ten ból, żal i wiem, jak to jest , kiedy patrzysz na człowieka a wydaje Ci się jakby był obcy, jakby wszystko miał w poważaniu, jakby za przeproszeniem podcierał się tym, co Was łączyło, wspólnymi latami, doświadczeniem, przeżyciami.
Najczęściej jest tak, że jak dowiesz się co się stało i masz dowody, pokazujesz mu to on " mięknie" i dociera do tego zakutego łba, że nie ma odwrotu, że może w tej chwili wszystko stracić i traci. I zaczyna się histeria i żebranie o szansę.
Nie to jest jednak najważniejsze ale dalsze miesiące, czas, w którym on może wiele dobrego zrobić aby postarać się choć trochę wynagrodzić krzywdę jaką zrobił.
Jeśli nie kiwnie palcem i nadal będzie grał kozaka - szkoda Twojej uwagi, czasu i zaangażowania.
Dlatego zastanawiam się, jak będzie reakcja Twojego narzeczonego jak się dowiesz, jak powiesz mu prosto w twarz, jak zapytasz go o decyzję..
Teraz on ma przewagę Twojej nieświadomości, strachu ( bo przecież ślub) , może Ci wciskać kitu całe tony, nic nie jesteś w stanie zweryfikować.
Stać Cię na detektywa?
Najlepiej by było właśnie. Nic się nie odzywaj, nie rób nic a niech ktoś go sprawdzi.
Przed Tobą jedna z ważniejszych decyzji w życiu, musisz ją podjąć z pełną świadomością tego, co bierzesz.
Ja jestem z mężem razem 15 lat, po ślubie prawie 10.. I co? Doczekałam się ..a myślałam, że jesteśmy niezłomni...
Nie daj sie wrobic w wine za rozpad. Powiem Ci tak, chlopak dosc wczesnie wszedl w powazny i dlugi zwiazek, nie mial zbyt wiele czasu zeby sie wyszalec, posmakowac zycia i innych panien. Moze sie to teraz na Was odbija. Czy on byl entuzjasta decyzji o slubie czy moze tak naprawde to Ty zdecydowalas?
facet jak mówi, że nie kocha to znaczy ZAWSZE że jest jakaś inna... zawsze.
Po 6 latach związku decydujecie sie na ślub i zapewne to była świadoma decyzja obojga, macie dziecko, mieszkacie z jego rodzicami a On przed samym ślubem sie rozmyśla???
Przez 6 lat Cie poznawał a Ty jego, skoro po takim czasie postanowiliscie sie pobrac to chyba nie była pochopna decyzja, wiec nagle mu sie odwidziało?
Najłatwiej byłoby go oskarzyc o to ze sobie kogos innego znalazł. Pytanie tylko czy to moze byc prawda?
Witam. Cóż można powiedzieć w takiej sytuacji? Naprawdę nie wiem. Dla mnie to wręcz nie do pojęcia, aż mi wstyd, że jestem tej samej płci, co ten, przepraszam za wyrażenie, gnojek. Domysły o przyczynach jego zachowania, które przytaczają forumowiczki może i odpowiadają prawdzie, lecz nie w tym rzecz. Paradoksalnie, w ciągu kilku dni dowiedziałaś się o ojcu Waszego dziecka więcej, niż przez te sześć lat, kiedy byliście razem. Przy całym bólu i upokorzeniu, które odczuwasz i odczuwać będziesz jeszcze długo, w sumie masz szczęście, że do ślubu nie doszło. Trzeba po prostu spojrzeć na to z innej perspektywy. Wyobraź sobie, co by było, gdyby uległ Twoim błaganiom i presji Waszych rodzin o powrót do poprzednich relacji i wzięcia ślubu? Co widzisz?
Trochę życie ludzi znam, więc myślę, że obraz ten wygląda, mniej więcej, tak:
1. Już na weselu, a później każego dnia, w każdej obcej młodej kobiecie, z którą zatańczył, zamienił kilka słów na ulicy, bądź tylko się za nią obejrzał, widziałabyś tę, która chciała go Ci odebrać, choć nie masz dowodów, że chodziło o kobietę.
2. Zadręczałabyś samą siebie myślami: dlaczego on mnie już nie kocha, dlaczego nie chce się ze mną kochać, dlaczego warczy na mnie, ...znów wrócił pijany, ...bije mnie, a dziecko na to patrzy...,
...co ja w nim widziałam?
Jednym słowem, Wasze małżeństwo nie przetrwałoby dłużej niż rok, góra dwa. Potem rozwód, upokarzające procedury i jawna wrogość między Wami.
Do tego czasu posiadłabyś pełnię wiedzy o "mężu".
Gdy tak na to spojrzysz, przestaniesz odczuwać wstyd przed ujawnieniem Twojego dramatu poza najbliższą rodzinę i będziesz mogła głośno mówić o tym człowieku "nie warty mnie złamas". Jesteś młoda, znajdziesz kogoś dla siebie, tymczasem składaj wniosek o alimenty.
Pamiętaj jedno. Gdy po roku, dwóch, niedoszły mąż będzie błagał Cię o możliwość powrotu, pozwól znów dojść do głosu wyobraźni...
Pozdrawiam.
Musisz być silna kochana nie poddawaj się ja jestem po rozstaniu 3,5 roku w toksycznym związku nie mam siły żyć , myśleć nic.
Nie możesz się poddać nie jest Ciebie wart .
Dziękuje za wszystkie odpowiedzi. Dodają mi otuchy. Te pierwsze pomogły przejrzeć na oczy. Cały czas mówi, że o nikogo nie chodzi. Jednakże mama zwróciła mi uwagę na pewną rzecz. Nie wspolzylismy dość długo. Przed porodem jakieś 2 miesiące i pół roku po. Ogólnie byłam szczera, że mam sumienie. Jestem osoba wierzaca i chce dopiero pp ślubie. Przez cały związek rzadko wspolzylismy. Zwykle na moje "nie", On nalegał, aż w końcu dostawał co chce. W końcu bałam się nawet całować. Od razu ręce zaczynaly mu wędrować. Mówił, że do Niczego nie dojdzie, a pozniej pytał, cóż może poradzić, że tak na mnie reaguje. I mówił, że tylko na mnie. Że sam mój widok. Przyznam, że od dawna miałam duże wahania wagi. Ale bardzo długi czas już mam nadwage, a po porodzie też ciężko mi zrzucić ten brzuszek. Nie mam czasu. Dlatego dziwię się, że mogłam go, aż tak pociągać. Widziałam też, że ma nagie zdjęcia kobiet na telefonie. One były piękne, szczuple. Może to u mężczyzn normalne. Jakkolwiek niedawno znów zaczął się starać o seks. Przy calowaniu na łące, jak tylko Mała poszła spać albo zostawiliśmy sami w domu. W końcu sama uleglam. I kilka razy doszło do zbliżeń. Dwa razy nawet mu nie przeszkadzalo, że jestem bierna. Mówiłam wcześniej, że jestem zmeczona i nie mam siły. Przytulac się za bardzo nie chciał. Ja z kolei potrzebowalam takich zwykłych czulosci, choćby polezec razem. Pogadać.
Ze ślubem wyszło tak, że udało Nam się zdobyć fundusze. Rzeczywiscie ja wyszlam z inicjatywa, ale się że mną zgodził. Mógł przecież powiedzieć, że nie chce. Nie zmuszalam go. Pytałam nawet, czy gdyby nie dziecko to by się że mną ożenił. Mówił, że tak, tylko może nie teraz jeszcze. Z drugiej strony ile mogłam czekać ? Nawet bez dziecka. Rozmawialismy wcześniej, że weźmiemy ślub. Zwodzil mnie ? Głupia już jestem. Te Myślałam, że znam trochę mężczyzn. Mam wśród nich przyjaciol. Jeden niedawno się ożenił. Zawsze się bardzo lubili. Nawet podobnie myśleli. Poza tym rwal się strasznie do zakupow na wesele. Jego mama go stopowala.
Teraz właściwie nie chce mi się z Nim rozmawiać. A On się dziwi czemu... W niedzielę, po rozmowie z jego rodzicami, miałam jeszcze nadzieję. Jego mama tłumaczyła mu, że zauroczenie nie trwa przez całe życie. Że są problemy. Wymiany zdań. I często. wazniejsza w małżeństwie jest przyjaźń i przywiazanie. Potem porozmawialismy sami. Zdecydował się wyjechać odpocząć ode mnie, żeby zobaczyć czy będzie tęsknil. A potem tego samego wieczoru zniknął na kilka godzin, mówiąc, że idzie porozmawiać z najlepszym przyjacielem. Wrócił o 4 nad ranem. Kolega nic mu nie doradził, bo o tym nawet nie rozmawiali... Dociera do mnie, że nawet gdyby zmienił zdanie, nie wróci już tych słów, które powiedział. A mnie to nie daje spokoju. Nie płakał w ogóle przy naszych rozmowach. Nawet, gdy ja się rozkleilam w parku, przy wszystkich, pozostał niewzruszony. Nawet mnie ofuknal, że robię scenę. Jego mama ma jeszcze nadzieję, że to się wyjaśni. Ja coraz mniejsza.
Gabiolko. Jesteście w związku 6 lat i skądś jednak macie dziecko.. jeżeli jesteś osobą wierzącą i uważasz, że sex przedmałżeński jest sprzeczny z twoimi przekonaniami i wszystkim, w co wierzysz - trzeba było nie uprawiać go wcale.
Rozumiem i szanuję takie wybory, każdy ma do nich prawo. Z pewnością twój narzeczony też by szanował i miał prawo zdecydować wtedy czy tak chce żyć czy nie. Jednak dostawał sprzeczne sygnały.
Nie uznajesz sexu przed ślubem i sex Cię nie cieszy - jednak mu pozwalałaś a on uznał to ( i słusznie) za furtkę.
Bo sex w związku jest ważny. A przynajmniej powinien być ważny dla kochających się kobiety i mężczyzny.
Nie chcę Cię dobijać ale Twój ostatni post zmienia troszkę postać rzeczy.
Ważniejsze od tego, co dzieje się teraz jest jednak coś innego.
To, co dzieje się z Tobą i w Tobie.
Mam wrażenie, że Twoja kobieca pewność siebie, poczucie własnej wartości i siła - leżą i kwiczą.
Musisz kochana coś z tym zrobić, zacząć budować się na nowo.
Psycholog, psychoterapeuta czy seksuolog.. Znajdź kogoś, kto Ci pomoże.
Znajdź ostatnią resztę sił aby zawalczyć po prostu o siebie. Zdecydować o czymś.
Jeśli podejmujesz jakąkolwiek decyzję to niech będzie ona w pełni konsekwentna, świadoma, jedna.
Inaczej nie będziesz traktowana poważnie.
Jest to niezwykle przykre, że akurat teraz , przed samym ślubem dzieją się takie przykre rzeczy, że nie było szans aby wcześniej cokolwiek ustalić, zmienić, przemyśleć.
Tutaj jest ewidentna wina Twojego narzeczonego, że skoro godził się wcześniej na taki związek to dlaczego nagle teraz mu wszystko nie odpowiada?
Miał 6 lat na decyzję!!!
Obstaję przy tym, że jest ktoś inny.
Ale jeśli się uda jakoś posklejać to bez Waszej pracy nad związkiem i sobą daleko nie zajedziecie.
Gabiolka, szukaj czegoś dla siebie, jesteś młoda, nie możesz żyć w tych kompleksach. Już wystarczy. Jesteś młodą mamą, masz być silna i piękna.
Och, wiem dobrze, że powinnam być twarda i nie dać się przekonać. Ale robiłam to z miłości i cóż tu dużo mówić chwil słabości. Nie jestem z kamienia, a. On potrafił być uparty. Do tej pory żałuję, że nie zaczekalam. Do ślubu. Nie wybielam się, wiem, że też ponosze winę. Po około roku związku dałam mu w kość, bo miewalam różne nastroje. Wytrwał i ja się zmienilam. Miewalismy kryzysy i jedno rozstanie. Po urodzeniu dziecka chyba dojrzalam. Choć rzeczywiscie były chwile, że się na niego obrazalam, bo mi nie pomagal. Nie chciałam wtedy rozmawiać. Ale gdy opadły emocje i się uspokajalam, próbowałam przegadac problem.
Dziś jego mama zapewniła mnie, że On nikogo nie ma. Na pewno. Rozmawiała z Nim i tak stwierdziła. Jakkolwiek nie wyobrażam sobie, że tak po prostu moglibyśmy do siebie wrócić. Nie wiem na czym byśmy tem związek oparli. Do niedzielnego popołudnia palił za sobą wszystkie mosty. Dawał do zrozumienia, że nie ma odwrotu. Zaufania nie ma. Przyjaźń, gdyby była to by ze mną rozmawiał. Choć w sumie. Nawet najlepszemu przyjacielowi wmowil, że była to wspólną decyzja. I tamten pochwalił, że umiemy się tak dogadać... On chyba z nikim nie umie być po prostu szczery.
Oczywiście chce w siebie zainwestować, ale jestem obecnie bez pracy. Poza tym najpierw chciałabym, żeby ta sprawa się wyjaśniła do końca. Muszę pomyśleć. co dalej. Wiecie, gdyby zawalczyl. Gdyby wykazał jakąkolwiek skruchę, po tym ile rzeczy mi powiedzial. A zachowuje się jakby nic się nie
stało.
Witam. Przeczytałem Twoje posty uzupełniające, Gabiolka.
Nowe fakty, które przytoczyłaś, w żaden sposób nie wpłynęły na mój sposób postrzegania osoby byłego już (na Twoje szczęście) narzeczonego. Wpędził Cię dodatkowo w poczucie współwiny za rozpad związku. Nie oczekuj, że szybko się ukorzy. To jeszcze za wcześnie. Jeśli to kiedyś nastąpi, pamiętaj, co napisałem o spojrzeniu na Waszą wspólną przyszłość. Co do pewności Twojej niedoszłej teściowej, że Twój były nikogo nie ma, to uważam, że tak naprawdę wie ona o tym jeszcze mniej niż Ty. Weź się w garść i podnieś głowę. Pozdrawiam.
Jego mama nagle zmieniła front i zaczęła go tłumaczyć, obwiniając mnie. Powiedzial jej, że go ciągle ochrzanialam. Stwierdziła, że za dużo od Niego wymagalam. Za bardzo naciskalam. Powinnam być bardziej wyrozumiala i cierpliwa. Po tym co mi powiedzial, jak mnie zranił, chciała mnie przekonać, że pewne rzeczy trzeba przemilczeć. Bo się pogubil. Ona wciąż ma nadzieję, że to nie koniec. A On zwala winę na mnie. Systematycznie. To jego mama i zrozumiałe, że go broni. Ale obwiniac mnie ? Można być takim slepym ? Naiwnym ? Chociażby jako kobieta mogłaby mnie zrozumieć. Ale może to taki ttyp, że jak problemy to zamiesc pod dywan. Zapomnieć. Ja nie potrafię. Może gdyby miał wyrzuty sumienia, jakkolwiek było mu przykro. A On idzie w zaparte i chce się wybronic. W nocy przeszłam załamanie. Nie mogłam nawet wziąć dziecka na ręce. Myślał, że to będzie rozstanie w zgodzie. Nie umiem z Nim rozmawiać. Nie znam tego czlowieka. Jak Rozmawialismy to zaproponowal mi 300 zł miesięcznie na dziecko. Nawet przystalam. Jego mama była zbulwersowała. Teraz to nie ma dla Niej znaczenia. Wina jest moja i już.
No nic, teraz może być tylko lepiej. Ale nie chce go na razie widzieć, rozmawiać, itd. Nawet o dziecku. Nie ograniczam mu kontaktów broń boże. Ale o tym jak to będzie wygladac dalej na dłuższą mete nie potrafię rozmawiać...
Co do tej wagi. Zrób badanie hormonów szczególnie tarczycy TSH.
Excop - jak zwykle super trafna analiza.
Witam. Należało się spodziewać, że "teściowa" weźmie stronę syna. W głowie ma jedną myśl: "Co ludzie powiedzą?", gdy rozejdzie się, że ślub odwołany. Dlatego naciska na Ciebie i próbuje doprowadzić do tego, abyś, dla świętego spokoju, parła do zawarcia małżeństwa. Synowi też pewnie nakazuje to samo. Broń Boże, nie ugnij się, bo będziesz żałować.
Nie napisałaś w ogóle, z czego utrzymwaliście się do tej pory i kto "rządził kasą". Ty nie pracujesz i mieszkasz z dzieckiem u matki byłego. Jak sobie wyobrażasz dalszy pobyt?
Jeśli masz możliwość, natychmiast bierz dziecko i wracaj do matki. Wnieś do sądu o alimenty. 300 zł, które proponuje na dziecko jego ojciec, to śmieszna kwota. A co z Tobą? Pracowałaś kiedykolwiek?
Musisz znaleźć cokolwiek, choćby pracę w systemie nakładczym w domu.
Pozdrawiam.
no faceci...masakra zachowuja sie jak ostatnie gnojki...szkoda dziecka i tak na prwde tylko ze wzgledu na nie ja zdecydowałam sie walczyc o Nasz związek...mały miał rok jak "tacie" się nagle z dnia na dzień odwidziało...spakował sie i wyszedł...byłam w szoku...cos tam sie psuła ale nigdy bym nie przypuszczała, że Nas zostawi...wracał odchodził, wracał odchodził...a ja już byłam zmęczona ta niestabilnościa i szkoda mi było małego...stwierdziłam, że sama nie dam rady skorzystałam z pomocy w Poradni Psychologiczno Pedagogicznej Magdaleny Senderowskiej....dzieki temu nauczyłam się walczyc o siebie...postawiłam ultimatum...albo w prawo albo w lewo jak chce wrócić ok ale razem idziemy naterapie małżeńską...wrócił...dalismy sobie szanse...mineły 2 lata...cieszymy sie soba , mała ma tate...a ja jestem spokojna...i mam nadzieje, że to sie juz nigdy nie powtórzy
Witam ponownie po ponad roku. W ferworze zmian nie pisałam (przeprowadzka, remont, praca). Po odwołaniu ślubu przeniosłam się z córką do mamy. Udało mi się znaleźć pracę i umeblować mój stary pokój dla mnie i dziecka. Mój były-niedoszły-mąż oczywiście zmienił zdanie po kilku miesiącach, ale nie specjalnie się starał, więc podejrzewam, że to inicjatywa rodziców. Wynajął pokój niedaleko Nas, ale córki często nie odwiedzał. Małą się nie interesował, nawet podczas dwóch tygodni urlopu ojcowskiego (który wziął niemal po roku od urodzenia dziecka). Dopiero ponad 6 miesiącach od planowanego ślubu rzeczywiście podjął starania. Przy pierwszym podejściu nawet się zastanawiałam, czy dla dobra dziecka spróbować. Ale starał się tylko wobec mnie. Dziecko trzymał na dystans. Kategorycznie odmówiłam. Przy kolejnej "przemianie" też sporo myślałam. Dopóki nie powiedział, że z kimś był. A później znalazłam wiadomość, że ta pani nie jest zainteresowana poważnym związkiem. Pewnie dlatego w te pędy rzucił się do powrotu. Do tej pory jednak nie przyznał się, co było przyczyną naszego rozstania. Mam tylko domysły. A kiedy próbuję porozmawiać, to mnie zbywa. Chciałabym wiedzieć, dlaczego moja rodzina rozpadła się z dnia na dzień jak domek z kart. On natomiast chciałby, żebym zapomniała o tych miesiącach jakby ich nie było. Sam się stara to zrobić, bo nie może sobie darować, że zachował się jak ostatni kretyn. Z jednej strony chce mi się śmiać, bo w sumie to było do przewidzenia, że jak go rzuci ta panna, dla której zostawił mnie, to wróci z podkulonym ogonem. Ale z drugiej strony chce mi się płakać. Zmarnowany związek, wyrzucona do kosza przyjaźń, lojalność i roztrzaskane serce. Tak po prostu, po sześciu latach razem. Jakby ich nie było. A później "zapomnijmy, że to się wydarzyło, przecież mamy dziecko, które potrzebuje obojga rodziców w domu". Miłość dawno się skończyła, ale tej pory nie mogę przeboleć tej przyjaźni. Był kimś najbliższym mi na świecie. A potraktował mnie jak śmieć, który w każdej chwili można wyrzucić. Widzę, że ma łzy w oczach, kiedy wychodzi od Małej i jest mi go nawet żal, bo mam te resztki empatii dla Niego. Ale jak pomyślę, że On na moje łzy nie reagował wcale, to bierze mnie złość. I wychodzi ze mnie cały żal. Zwłaszcza wtedy, kiedy rości sobie nadzieję, że jeszcze możemy być razem. W takich chwilach wracają te złe momenty. Najgorsze momenty w moim życiu. I już mu tak nie współczuję. I cieszę się z tego, bo z litości mogłabym się ugiąć. Dziecko nie będzie pamiętać, ale ja nigdy nie zapomnę. Nie chcę być lekiem na samotność, do czasu kiedy znów pojawi się ktoś ciekawy na horyzoncie. Możliwe, że nigdy już nie zaufam żadnemu mężczyźnie. Bo miał być tylko On na całe życie. To może głupie, naiwne i staroświeckie, ale o tym zawsze marzyłam. I ten właśnie człowiek sprawił, że patrzę na pary na ulicy i myślę sobie: "kiedy ją zdradzi ? kiedy odejdzie ?". Nie potrafię wybaczyć jemu, że odebrał mi wiarę w miłość, a sobie, że tak źle wybrałam... Ale jest też dobra strona, mam wspaniałą córkę, która daje mi mnóstwo radości. Dała mi siłę w najtrudniejszych momentach. No i mam pracę, dzięki czemu jestem niezależna. Dużo czeka mnie jeszcze pracy nad sobą, ale mam kogoś kto kocha mnie bezgranicznie i dla Niej warto walczyć o każdy dzień. Nawet jeśli nie wyjdę już poza rolę matki.
Witaj Autorko ![]()
Nawet nie wiesz jak miło się czyta o Twoim sukcesie
Nie żałuj go, bo on litosci dla Ciebie nie mial.
Tym bardziej, ze mial szansę was nie stracic..później mial szansę Was odzyskac.
Jaki masz teraz kontakt z jego matką? Wciąż Cię obwinia?
Jeśli chodzi o jego matkę, to nie rozmawiamy o tym. Raz tylko, zaraz na początku po rozstaniu, jego ojciec powiedział mi, że wiele z żoną przez Nas (mnie i mojego eks) przeszli... Mam ogromny żal, zwłaszcza do jego matki, bo w chwili mojego załamania nerwowego, zamiast pocieszenia, usłyszałam, że nie powinnam myśleć o sobie. Że powinnam była być dla Niego bardziej wyrozumiała. Ze względu na złe warunki mieszkaniowe i dobro dziecka, musiałam przeprowadzić się do obcych ludzi na drugi koniec miasta, gdzie większość dnia byłam sama. On pracował, jego rodzice również. Nie czułam się jak u siebie, choć starali się, żeby tak było. Byłam wykończona. Wszystkim. Sama z płaczliwym dzieckiem. Usypianie dziecka to był koszmar. Trzy godziny płaczu codziennie. A jak prosiłam, żeby mnie zmienił, to wytrzymywał góra 20 minut, po czym wręczał mi dziecko i stwierdzał, że nie potrafi i już. Dlatego byłam sfrustrowana i zła na Niego.
Ale jak tylko wróciłam do swojego domu, zaszła ogromna zmiana. We mnie i dziecku. Ona się uspokoiła i ja również. Bo wreszcie czułam się jak u siebie. Bo miałam spokój. I chociaż bolało strasznie: rozstanie i jego okoliczności, to właśnie dlatego doszłam do wniosku, że to była mimo wszystko dobra decyzja. Wiele mnie to wszystko kosztowało nerwów i jeszcze sobie z tym radzę, ale jestem zadowolona. Nikomu nie muszę się tłumaczyć i wiem na czym stoję.
Co do jego rodziny, to jego matka próbuje podtrzymać relacje. Jest bardzo miła. Może ma nadzieję, że się zejdziemy. Właściwie to nie mam co do tego wątpliwości, bo opowiadała mi kiedyś o bratanicy, która się rozwiodła po zdradzie męża. I teraz są w bardzo dobrych relacjach i według niej niedługo do siebie wrócą. Może myśli, że czas wymazuje takie rzeczy, jakby ich nie było. Nie rozmawiamy już o tym w ogóle. Wracają do mnie jej słowa, że "niektóre rzeczy trzeba przemilczeć". Pewnie dlatego jej syn do tej pory nie wyjaśnił mi konkretnych powodów rozstania. Żeby w razie czego zostawić sobie furtkę.
Jego mama sprawia, że czuje się zobowiązana uczestniczyć w ich życiu. Zaprasza mnie do nich bardzo często. I zwykle się wymawiam, bo choć chcę zachować dobre relacje, wciąż mam żal o jej zachowanie po rozstaniu. Jest kobietą i do pewnego stopnia powinna być dla mnie bardziej wyrozumiała wtedy. Dla Niej ja się nie liczyłam. Tylko dziecko i jej syn, który przecież mnie zranił. I teraz tak po prostu zaprasza mnie do siebie i rozmawiamy sobie jak gdyby nic się nie stało. A z tego co słyszałam, czuje się odrzucona, kiedy nie przyjmuję zaproszeń. Cytuję: "Skoro ma teraz swoją rodzinę, to o Nas już nie pamięta". Po prostu szkoda słów. Czy u innych też tak jest po rozstaniu ? Czy to normalne, żeby dążyć do takich relacji, skoro wcześniej nie dało się wsparcia ? Czy to normalne wymagać od innych takich zobowiązań ? Gdyby nie dziecko, zerwałabym kontakt całkiem.
Witam ponownie po ponad roku. W ferworze zmian nie pisałam (przeprowadzka, remont, praca). Po odwołaniu ślubu przeniosłam się z córką do mamy. Udało mi się znaleźć pracę i umeblować mój stary pokój dla mnie i dziecka. Mój były-niedoszły-mąż oczywiście zmienił zdanie po kilku miesiącach, ale nie specjalnie się starał, więc podejrzewam, że to inicjatywa rodziców. Wynajął pokój niedaleko Nas, ale córki często nie odwiedzał. Małą się nie interesował, nawet podczas dwóch tygodni urlopu ojcowskiego (który wziął niemal po roku od urodzenia dziecka). Dopiero ponad 6 miesiącach od planowanego ślubu rzeczywiście podjął starania. Przy pierwszym podejściu nawet się zastanawiałam, czy dla dobra dziecka spróbować. Ale starał się tylko wobec mnie. Dziecko trzymał na dystans. Kategorycznie odmówiłam. Przy kolejnej "przemianie" też sporo myślałam. Dopóki nie powiedział, że z kimś był. A później znalazłam wiadomość, że ta pani nie jest zainteresowana poważnym związkiem. Pewnie dlatego w te pędy rzucił się do powrotu. Do tej pory jednak nie przyznał się, co było przyczyną naszego rozstania. Mam tylko domysły. A kiedy próbuję porozmawiać, to mnie zbywa. Chciałabym wiedzieć, dlaczego moja rodzina rozpadła się z dnia na dzień jak domek z kart. On natomiast chciałby, żebym zapomniała o tych miesiącach jakby ich nie było. Sam się stara to zrobić, bo nie może sobie darować, że zachował się jak ostatni kretyn. Z jednej strony chce mi się śmiać, bo w sumie to było do przewidzenia, że jak go rzuci ta panna, dla której zostawił mnie, to wróci z podkulonym ogonem. Ale z drugiej strony chce mi się płakać. Zmarnowany związek, wyrzucona do kosza przyjaźń, lojalność i roztrzaskane serce. Tak po prostu, po sześciu latach razem. Jakby ich nie było. A później "zapomnijmy, że to się wydarzyło, przecież mamy dziecko, które potrzebuje obojga rodziców w domu". Miłość dawno się skończyła, ale tej pory nie mogę przeboleć tej przyjaźni. Był kimś najbliższym mi na świecie. A potraktował mnie jak śmieć, który w każdej chwili można wyrzucić. Widzę, że ma łzy w oczach, kiedy wychodzi od Małej i jest mi go nawet żal, bo mam te resztki empatii dla Niego. Ale jak pomyślę, że On na moje łzy nie reagował wcale, to bierze mnie złość. I wychodzi ze mnie cały żal. Zwłaszcza wtedy, kiedy rości sobie nadzieję, że jeszcze możemy być razem. W takich chwilach wracają te złe momenty. Najgorsze momenty w moim życiu. I już mu tak nie współczuję. I cieszę się z tego, bo z litości mogłabym się ugiąć. Dziecko nie będzie pamiętać, ale ja nigdy nie zapomnę. Nie chcę być lekiem na samotność, do czasu kiedy znów pojawi się ktoś ciekawy na horyzoncie. Możliwe, że nigdy już nie zaufam żadnemu mężczyźnie. Bo miał być tylko On na całe życie. To może głupie, naiwne i staroświeckie, ale o tym zawsze marzyłam. I ten właśnie człowiek sprawił, że patrzę na pary na ulicy i myślę sobie: "kiedy ją zdradzi ? kiedy odejdzie ?". Nie potrafię wybaczyć jemu, że odebrał mi wiarę w miłość, a sobie, że tak źle wybrałam... Ale jest też dobra strona, mam wspaniałą córkę, która daje mi mnóstwo radości. Dała mi siłę w najtrudniejszych momentach. No i mam pracę, dzięki czemu jestem niezależna. Dużo czeka mnie jeszcze pracy nad sobą, ale mam kogoś kto kocha mnie bezgranicznie i dla Niej warto walczyć o każdy dzień. Nawet jeśli nie wyjdę już poza rolę matki.
Witaj, Gabiolko.
Wszystko przed Tobą, dzielna dziewczyno! Za wcześnie chcesz swoje marzenia o prawdziwym, opartym na miłości związku z mężczyzną zawiesić na kołku na strychu.
Masz córkę. Wielu mężczyznom to może przeszkadzać, jak wynika z kilku wątków traktujących o tym problemie.
Równie dużo jest jednak tych, którzy kochając kobietę, jej dziecko potraktują jak własne, o ile będą oboje - matka i dziecko, tego chcieli.
Teraz jesteś zawiedziona i uprzedzona. Powoli, daj czasowi leczyć.
A tymczasem ciesz się, że "tatuś" nie został Twoim mężem.
Witam ponownie po ponad roku. W ferworze zmian nie pisałam (przeprowadzka, remont, praca). Po odwołaniu ślubu przeniosłam się z córką do mamy. Udało mi się znaleźć pracę i umeblować mój stary pokój dla mnie i dziecka. Mój były-niedoszły-mąż oczywiście zmienił zdanie po kilku miesiącach, ale nie specjalnie się starał, więc podejrzewam, że to inicjatywa rodziców. Wynajął pokój niedaleko Nas, ale córki często nie odwiedzał. Małą się nie interesował, nawet podczas dwóch tygodni urlopu ojcowskiego (który wziął niemal po roku od urodzenia dziecka). Dopiero ponad 6 miesiącach od planowanego ślubu rzeczywiście podjął starania. Przy pierwszym podejściu nawet się zastanawiałam, czy dla dobra dziecka spróbować. Ale starał się tylko wobec mnie. Dziecko trzymał na dystans. Kategorycznie odmówiłam. Przy kolejnej "przemianie" też sporo myślałam. Dopóki nie powiedział, że z kimś był. A później znalazłam wiadomość, że ta pani nie jest zainteresowana poważnym związkiem. Pewnie dlatego w te pędy rzucił się do powrotu. Do tej pory jednak nie przyznał się, co było przyczyną naszego rozstania. Mam tylko domysły. A kiedy próbuję porozmawiać, to mnie zbywa. Chciałabym wiedzieć, dlaczego moja rodzina rozpadła się z dnia na dzień jak domek z kart. On natomiast chciałby, żebym zapomniała o tych miesiącach jakby ich nie było. Sam się stara to zrobić, bo nie może sobie darować, że zachował się jak ostatni kretyn. Z jednej strony chce mi się śmiać, bo w sumie to było do przewidzenia, że jak go rzuci ta panna, dla której zostawił mnie, to wróci z podkulonym ogonem. Ale z drugiej strony chce mi się płakać. Zmarnowany związek, wyrzucona do kosza przyjaźń, lojalność i roztrzaskane serce. Tak po prostu, po sześciu latach razem. Jakby ich nie było. A później "zapomnijmy, że to się wydarzyło, przecież mamy dziecko, które potrzebuje obojga rodziców w domu". Miłość dawno się skończyła, ale tej pory nie mogę przeboleć tej przyjaźni. Był kimś najbliższym mi na świecie. A potraktował mnie jak śmieć, który w każdej chwili można wyrzucić. Widzę, że ma łzy w oczach, kiedy wychodzi od Małej i jest mi go nawet żal, bo mam te resztki empatii dla Niego. Ale jak pomyślę, że On na moje łzy nie reagował wcale, to bierze mnie złość. I wychodzi ze mnie cały żal. Zwłaszcza wtedy, kiedy rości sobie nadzieję, że jeszcze możemy być razem. W takich chwilach wracają te złe momenty. Najgorsze momenty w moim życiu. I już mu tak nie współczuję. I cieszę się z tego, bo z litości mogłabym się ugiąć. Dziecko nie będzie pamiętać, ale ja nigdy nie zapomnę. Nie chcę być lekiem na samotność, do czasu kiedy znów pojawi się ktoś ciekawy na horyzoncie. Możliwe, że nigdy już nie zaufam żadnemu mężczyźnie. Bo miał być tylko On na całe życie. To może głupie, naiwne i staroświeckie, ale o tym zawsze marzyłam. I ten właśnie człowiek sprawił, że patrzę na pary na ulicy i myślę sobie: "kiedy ją zdradzi ? kiedy odejdzie ?". Nie potrafię wybaczyć jemu, że odebrał mi wiarę w miłość, a sobie, że tak źle wybrałam... Ale jest też dobra strona, mam wspaniałą córkę, która daje mi mnóstwo radości. Dała mi siłę w najtrudniejszych momentach. No i mam pracę, dzięki czemu jestem niezależna. Dużo czeka mnie jeszcze pracy nad sobą, ale mam kogoś kto kocha mnie bezgranicznie i dla Niej warto walczyć o każdy dzień. Nawet jeśli nie wyjdę już poza rolę matki.
Witaj, Gabiolko.
Wszystko przed Tobą, dzielna dziewczyno! Za wcześnie chcesz swoje marzenia o prawdziwym, opartym na miłości związku z mężczyzną zawiesić na kołku na strychu.
Masz córkę. Wielu mężczyznom to może przeszkadzać, jak wynika z kilku wątków traktujących o tym problemie.
Równie dużo jest jednak tych, którzy kochając kobietę, jej dziecko potraktują jak własne, o ile będą oboje - matka i dziecko, tego chcieli.
Teraz jesteś zawiedziona i uprzedzona. Powoli, daj czasowi leczyć.
A tymczasem ciesz się, że "tatuś" nie został Twoim mężem.
35 2015-10-30 09:59:20 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-10-30 10:07:37)
Jeśli chodzi o jego matkę, to nie rozmawiamy o tym. Raz tylko, zaraz na początku po rozstaniu, jego ojciec powiedział mi, że wiele z żoną przez Nas (mnie i mojego eks) przeszli... Mam ogromny żal, zwłaszcza do jego matki, bo w chwili mojego załamania nerwowego, zamiast pocieszenia, usłyszałam, że nie powinnam myśleć o sobie. .
Wstrząsające: ONI przeszli. A Ty pewnie nie ? K....a
Jak nie chcesz z nimi kontaktu to ogranicz go tylko do spotkać z wnuczką ale na TWOICH warunkach, bo to Twoje dziecko.
Jego mama sprawia, że czuje się zobowiązana uczestniczyć w ich życiu. Zaprasza mnie do nich bardzo często. I zwykle się wymawiam, bo choć chcę zachować dobre relacje, wciąż mam żal o jej zachowanie po rozstaniu. Jest kobietą i do pewnego stopnia powinna być dla mnie bardziej wyrozumiała wtedy. Dla Niej ja się nie liczyłam. Tylko dziecko i jej syn, który przecież mnie zranił. I teraz tak po prostu zaprasza mnie do siebie i rozmawiamy sobie jak gdyby nic się nie stało. A z tego co słyszałam, czuje się odrzucona, kiedy nie przyjmuję zaproszeń. Cytuję: "Skoro ma teraz swoją rodzinę, to o Nas już nie pamięta". Po prostu szkoda słów. Czy u innych też tak jest po rozstaniu ? Czy to normalne, żeby dążyć do takich relacji, skoro wcześniej nie dało się wsparcia ? Czy to normalne wymagać od innych takich zobowiązań ? Gdyby nie dziecko, zerwałabym kontakt całkiem.
Nie przejmuj się niczym co mówi jego matka.
I dokładnie tak właśnie jest: Ty masz Swoją rodzinę, masz Swoje dziecko ,NIE jej dziecko i to jest Twoja rodzina, nie ona.
Nie chcesz z nią rozmawiać to nie MUISZ, nie masz wobec niej żadnych zobowiązań, nic Cię z nią nie łączy. To jest dla Ciebie obca kobieta.
Co z tego,że kiedyś tam mieszkałaś , już nie mieszkasz.
Miej w nosie co ona mówi bo Ona ma w nosie Ciebie.
Chce zachować twarz i pokazać ,że wnuczek/ wnuczka ją odwiedza.
Robi to wszystko tylko dla Siebie, bo tak chce.
A Ty jak na razie się temu poddajesz. Przestań jak nie chcesz.
Witaj, przeczytalam Twoja historie wzruszyla mnie az sie poplakalam bo wrocili mi moje wspomnienia. Mam corke i meza ktory porzucil nas po 4 mcach po slubie. Corka jest moja z innego zwiazku. 9 lat razem roznie bywalo. Zachowywal sie jak Twoj facet. Nie sypial ze mna nie rozmawial wychodzil na cale dnie nie idbieral tel. Wszystkim obarczyl mnie ze to moja wina. Nie wspieral ja dawalam z siebie wszystko on mnie ignorowal. Psychicznie bylam wykonczona...koszmar tak Ci wspolczuje bo to straszne uczucie serce krwawi ze ktos z kim planowalo sie przyszlosc my dziecko tak iszukal zranil. Trzymaj sie. Moge meila Ci podac pisz jak chcesz Justyna7314@wp.pl
A z tego co słyszałam, czuje się odrzucona, kiedy nie przyjmuję zaproszeń. Cytuję: "Skoro ma teraz swoją rodzinę, to o Nas już nie pamięta". Po prostu szkoda słów.
Możesz spokojnie ją poinformować, że pamięć masz dobrą.
Bardzo wszystkim dziękuję za słowa otuchy. Wychodzę z założenia, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Może po roku czasu widać to o wiele wyraźniej, ale cieszę się, że tak wyszło. Teraz mój niedoszły mąż przejrzał na oczy i docenił swoje dziecko. Bo córka ma niemal dwa latka i już coraz lepiej się komunikuje z otoczeniem. Wcześniej pewnie był dystans, bo skoro nie umiała odpowiedzieć, to myślał, że nic nie czuje i nie widzi... No, ale nie będę narzekać. Kontakt mają dobry. Widać, że zmienił nastawienie. Nawet ją zabiera do siebie na 2 dni co jakiś czas. Cieszę się tym bardziej, bo sama straciłam ojca w wieku 12 lat i wiem jak to jest bez Niego. Myślałam, że Ona nawet nie pozna tego poczucia bezpieczeństwa: że ten mężczyzna będzie ją chronił za wszelką cenę. No i tym bardziej bolały okoliczności rozstania. Teraz trochę boli fakt, że będzie to rozbita jakby nie patrzeć rodzina. I nie pomaga fakt, że inicjatywa nie była moja. Jak to wpłynie na dziecko ? Teraz jest we mnie sporo obaw w tym kierunku. Ale jestem dobrej myśli. Moje dziecko dało mi siłę w trudnych chwilach ponad rok temu. Na pewno tego nie zmarnuję.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim ![]()
Moze i dzielna ale i bierna. Wybaczcie ale jak wyglada 6 lat zwiazku, dziecko i brak seksu, brak podstawowej wiezi, budowania bliskosci, relacji, intymnosci. To szok co wyrabiala autorka i jesli chciala byc wierna swojej wierze to powinna w niej jednak wytrwac. Ona zafundowala narzeczonemu taka hustawke uzaleznienia ze chyba nikt nie chcialbym sie znalezc w takiej sytuacji przez 6 lat! Facet zachowal sie nieladnie, nieodpowiedzialnie ale to co robila autorka to cos nie do pomyslenia. Autorka zniszczyla radosc, relacje, to co dla dwojga mlodych ludzi, bedacych juz w stalym, kilkuletnim zwiazku, jest wazne. Slub powinien byc juz conajmniej 4 lata temu. Zupelnie nie rozumiem tej sytuacji. Facetowi sie nie dziwie ale widze ze jest slaby ze na cos takiego sie godzil. Nie rozumiem dlaczego do slubu nie doszlo? Przeciez to jakis absurd, osoba, ktora nie chce wspolzyc przed slubem, ma z narzeczonym dziecko, kochali sie miedzy soba kilka razy w ciagu 6 lat. Ogromny toksyk ze strony kobiety tutaj jest. Facet musial bardzo kochac ze wytrwal tyle czasu. Poza tym tyle jest tutaj nieprzerobionych lekcji, tylko trudnosci w radzeniu sobie z roznymi rzeczami, tyle braku komunikacji i brania pod wuage kompromisu, relacji, itp. wogole nie zdawalem sobie sprawy ze takie rzeczy moga sie dziac realnie. bo jestem za zyciem w zgodzie z soba ale tez i za konsekwnecja swoich wyborow. Fudnowanie komus tresury, bo tak to trzeba nazwac, jest niezwyklym kurestwem w plaszczyku "dobroci".
Czy te relacje mozna uratowac? Wszystko mozna. Widac ze facet do tej pory jakos szanowal zdanie autorki. I po slubie nagle by sie ta relacja odbudowala? Po takim toksyku musialo by minac wiele miesiecy albo i lat. Ew, mozna podejrzewac ze za tym wyborem autorki moze sie kryc jej aseksualnosc. W kazdym razie wszystko nie tak.
musisz się dowiedzieć czy ma kogoś i dorwać telefon jak inni radzą ?
nie masz innego wyjscia bo bedziesz nie pewna do konca
my kobiety zagrniczne powiemy ci co nas spotkało ze strony dupków polskich !
wyobraż sobie ze fagas polski nas oszukiwał nie powiedział w prost ze ma drugą kobietę i do tego żonę
zonę czy nażeczoną dla tego zwiał . ale potem jak nas oszukał i ta ozna czy nazeczona kopnwła go w tyłek
ale w tedy bylismy ostrozniejsze i wyczulismy czy kłamnię czy muwi prawdę !
na drgi dzień powiedział niewie czy w padnie !
całe szczeście ze ja z tym idiotą nie byłam w zwiazku piekło bym przezyła prawdziwym tylko byłam jego przyjaciółką więc szybko sie pozbierałam !
moja sister to samo przezyła nieiwedziala czy pierwszego faceta brać czy wybrać drugiego faceta !
wiec mu sisz tez tak samo postąpić czy cię dupek oszukuje czy nie ?
musisz go sprwdzić nie masz innego wyjscia , ale za mocno go nie naciskaj jesli ma się z tobą ozenić 1
zabież telefon to bedziesz wiedziała na czym stoisz należa ci się od niego jakieś wyjaśnienia to tyle
41 2015-11-06 21:38:32 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-11-06 21:39:48)
Odniosę sie do dwóch ostatnich wpisów : Mańka i kszczawinska006
To było rok temu. !!!!! 2014-08-11
Może warto jest przeczytać świeże wpisy autorki a nie pisać jak automat dla zasady?
Odniosę sie do dwóch ostatnich wpisów : Mańka i kszczawinska006
To było rok temu. !!!!! 2014-08-11
Może warto jest przeczytać świeże wpisy autorki a nie pisać jak automat dla zasady?
Masz racje ![]()
Ale mam takie dwie uwagi. Po pierwsze nie wierze w milosc ze strony autorki. To bylo przywiazanie, forma przyjazni co potwierdza to co dzisiaj czuje autorka. Ona oszukiwala tego mezczyzne.
Po drugie wg. mnie to ona, przytocze jej slowa "potraktowała GO jak smieć". A raczej ciagle tak traktowala. Jak smiecia, natreta, kogos nieodpowiedniego, zle sie zachowujacego, itp.
I tak jak napisalem, jestem za zyciem w zgodnosci z soba, swoja wiara i przekonaniami ale i za konsekwnecja. Tutaj niestety wg. mnie zostal skrzywdzony mezczyzna postepowaniem autorki. I to bardzo skrzydzony. To co przeczytalem z jej strony to nie byla milosc tylko jakas karykatura zwiazku, bycia razem. Wrecz nie moge wyjsc z podziwu jak ten facet wytrzymal z autorka dluzej niz rok w tym.
Związek się zakończył. Jak dla mnie nie trzeba już tego roztrząsać .
Maniek : możesz popatrzeć?
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=90512&p=2
Chciałabym poznać Twoją opinię ![]()
Maniek, skoro tak dobrze wczuwasz się w sytuację mojego byłego narzeczonego, to może wytłumaczysz mi, czego On ode mnie teraz chce ? Skoro tak bardzo go krzywdziłam i terroryzowałam, to po co znowu chciałby się w to pchać ?? Od Niego nie jestem w stanie usłyszeć rzeczowej odpowiedzi, więc może Ty mi powiesz. Najwyraźniej dobrze go rozumiesz. Zważywszy, że przez ostatni rok mamy raczej chłodne stosunki, nie mogłam mieć na Niego większego wpływu. Nawet nie narzucałam mu kontaktu z córką. Bo tak przy okazji, rozumiem, że brak seksu tłumaczy obojętność wobec własnego dziecka. W każdym razie, sam przyznał, że był w związku z inną kobietą. Mniemam, że lepszą, bo seks był. Dlatego za nic, nie mogę sobie wyobrazić, po co miałby chcieć wracać do mnie. Wszak posmakował w końcu lepszego życia i chyba powinien szukać kogoś takiego, kto da mu to czego potrzebuje. Dla mnie podstawą związku nie jest seks, a wzajemnie zaufanie, wspólne zainteresowania i właśnie przyjaźń. Trwałą bliskość buduje się, gdy się kogoś poznaje, rozmawia. Seks nie przekona mnie, czy mogę na kimś polegać czy nie. Fizyczna bliskość to uzupełnienie bliskości emocjonalnej. Ja byłam szczera od początku w swoich przekonaniach. Może nie do końca konsekwentna, ale czy są ludzie nieskazitelni ? Idealni ? On natomiast z tej "wielkiej miłości do mnie", najwyraźniej ślepej, najpierw wyznał, że mnie już nie kocha. No, może jak siostrę. A teraz twierdzi, że się pomylił, a to, że tak mnie potraktował, utwierdziło go w przekonaniu, że naprawdę mnie kocha. Chyba naprawdę zrobiłam mu pranie mózgu. Dlatego dla jego własnego dobra, dałam mu błogosławieństwo do szukania szczęścia gdzieś indziej. Życzę mu tego z całego serca.
45 2015-11-09 10:54:35 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-11-09 10:56:12)
Maniek, skoro tak dobrze wczuwasz się w sytuację mojego byłego narzeczonego, to może wytłumaczysz mi, czego On ode mnie teraz chce ? Skoro tak bardzo go krzywdziłam i terroryzowałam, to po co znowu chciałby się w to pchać ?? Od Niego nie jestem w stanie usłyszeć rzeczowej odpowiedzi, więc może Ty mi powiesz. Najwyraźniej dobrze go rozumiesz. Zważywszy, że przez ostatni rok mamy raczej chłodne stosunki, nie mogłam mieć na Niego większego wpływu. Nawet nie narzucałam mu kontaktu z córką. Bo tak przy okazji, rozumiem, że brak seksu tłumaczy obojętność wobec własnego dziecka. W każdym razie, sam przyznał, że był w związku z inną kobietą. Mniemam, że lepszą, bo seks był. Dlatego za nic, nie mogę sobie wyobrazić, po co miałby chcieć wracać do mnie. Wszak posmakował w końcu lepszego życia i chyba powinien szukać kogoś takiego, kto da mu to czego potrzebuje. Dla mnie podstawą związku nie jest seks, a wzajemnie zaufanie, wspólne zainteresowania i właśnie przyjaźń. Trwałą bliskość buduje się, gdy się kogoś poznaje, rozmawia. Seks nie przekona mnie, czy mogę na kimś polegać czy nie. Fizyczna bliskość to uzupełnienie bliskości emocjonalnej. Ja byłam szczera od początku w swoich przekonaniach. Może nie do końca konsekwentna, ale czy są ludzie nieskazitelni ? Idealni ? On natomiast z tej "wielkiej miłości do mnie", najwyraźniej ślepej, najpierw wyznał, że mnie już nie kocha. No, może jak siostrę. A teraz twierdzi, że się pomylił, a to, że tak mnie potraktował, utwierdziło go w przekonaniu, że naprawdę mnie kocha. Chyba naprawdę zrobiłam mu pranie mózgu. Dlatego dla jego własnego dobra, dałam mu błogosławieństwo do szukania szczęścia gdzieś indziej. Życzę mu tego z całego serca.
Nie bede pisal do Ciebie z przekonaniem bo mysle, ze Twojego sposobu myslenia nie zmienie. I odniose sie do calosci. Otoz wg. mnie, to normalne ze ktos ma swoje zasady, ktorych przestrzega. W waszym przypadku dziwie sie ze do malzenstwa nie doszlo w ciagu 2-3 lat? To chyba maximum okresu w ktorym mozna utrzymywac kogos na dystans a jednoczesnie wystarczajace zeby sie poznac. Tak w zwiazku wazne jest zaufanie i inne, ale rowniez intymnosc. Ty swojego faceta tresowalas po prostu jak jakiegos psa, raczej tez nie kochalas a jesli byla milosc to ja zabilas. Wg. mnie wina lezy wylacznie po Twojej stronie. To co czytam to jakas karykatura zycia. Facetowi sie nie dziwie, bo w koncu po 5 latach hustawki, ktora mu zafundowalas, odszedl. Z twojej strony jakiejs wielkiej milosci z Twojej strony tez nie widze, moze jakies przywiazanie. Tylko po co ten Twoj zal ze ktos sobie moze ulozyc zycie. Ta zlosliwosc i zazdrosc. Wszystko sprowadzasz tez do jednego ale nie w tym rzecz. Zniszczylas ten zwiazek i nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.
I teraz inne sprawy wynikaja z wczesniejszych, z natury myslenia kobiety i mezczyzny. Trzeba podjac samodzielny wysilek zeby to zrozumiec. Facet na pewno nie mial doswiadczenia zeby to wszystko prawidlowo ocenic i zrozumiec.
Czy bylas szczera? Watpie? Ukrywanie swoje aseksualnosci, podawanie perspektywy odleglego malzenstwa, zgoda na nie w obliczu ciazy, dziecka, brak oddania i intymnosci, sa budowaniem na klamstwie a nie na prawdzie. Tutaj pod plaszczykiem zasad wdarlo sie wiele klamstwa do waszych relacji. Tutaj tez zawsze cos bylo wazniejsze od milosci, to bylo zapatrzenie w siebie, brak kompromisu, brak budowania wiezi, itp. Niesamowite ze cos takiego wogole jest mozliwe. Czy nie mozna bylo np. 4 lata temu powiedziec sobie. Nie nie chce byc Twoja zona, nie chce z Toba budowac wiezi fizycznej, nie kocham Cie. Nie bo bylo wygodnie miec kogos ale nadal byc egoista, zapatrzona w siebie egoistka.
On rowniez mogl byc egoista. Nie umial rozwiazywac problemow. W jakima sensie tez byl slaby a moze za bardzo zakochany?
Takie rzeczy skads sie biora. Sa to przyklady z dziecinstwa. Przyklad, ktory znowu moze powielic Twoje dziecko.
Maniek, nie dostrzegam odpowiedzi na moje pytanie. Silisz się natomiast na psychoanalizę zakończonego już związku, nie znając nawet wszystkich szczegółów. Nawiasem mówiąc nie wiele ma ona wspólnego z rzeczywistością. Nie znasz mnie i nic o mnie nie wiesz, a osądzasz mnie bardzo jednoznacznie. W Twoich oczach jestem wielką perfidną manipulantką, której wpadł w sidła po prostu słaby, nieogarnięty chłopiec. Potrafię być bardzo samokrytyczna i przyznać się do błędu, jeśli argumentacja jest konkretna. Twoja mnie nie przekonuje. Choć teraz i tak nie ma to znaczenia, bo związek się rozpadł, powiem Ci parę rzeczy.
Przeczytałam wszystkie posty od samego początku i nie rozumiem, na jakiej podstawie stwierdzasz, że nie chciałam ślubu. W żadnej mojej wypowiedzi nie padły takie słowa. Faktem jest, że zwlekaliśmy ze względów finansowych. Przynajmniej w moim przekonaniu.
I wiele można mi zarzucić, ale nie kłamstwo. Nigdy mojego partnera nie okłamałam. Poznał mnie bardzo dobrze i wiedział o wszystkich moich ewentualnych problemach, które z aseksualnością nie mają wiele wspólnego. Kiedy pojawiał się kryzys, chciałam rozmawiać, On nie widział problemu. Myślę, ale może to tylko moje odczucie, że gdyby był uczciwy, to by dał jasno do zrozumienia, że taki związek mu nie odpowiada. A jednak był ze mną przez 6 lat i, jak sądzę, decyzję o ślubie podjął świadomie. Mógł powiedzieć cokolwiek. Dał mi jednak wierzyć, że tego ślubu rzeczywiście chce. Być może przestał mnie kochać z dnia na dzień.
Ironia w poprzednim poście była skierowana do Ciebie. Bo jak wspomniałam, oceniasz wszystko jednotorowo. Zarzucasz mi jak to nazwałeś "kurestwo", a jego bronisz, choć również tego człowieka nie znasz. Wbrew temu co myślisz miał więcej doświadczenia niż ja, jeśli chodzi o związki. Nie przyszło Ci nawet do głowy, że może to On mnie oszukiwał. Że był ze mną, bo wiedział, że mogę mu ulec. Że może nie dawałam tyle, ile chciał, ale zawsze coś. A gdy znalazł kogoś, kto dał mu nadzieję na więcej, odszedł. Kiedy okazało się, że ta druga kobieta jednak go nie chce na dłużej, to wrócił na stare śmieci. Czy go kochałam ? Tak. Nic co powiem Cię pewnie nie przekona, bo mnie nie znasz. Zresztą nie zależy mi na tym jakoś specjalnie, bo dopowiadasz sobie to czego nie wiesz i uważasz, że wszystko rozumiesz, jakbyś w tym związku uczestniczył.
Pomimo okoliczności rozstania, życzę mu dobrze. Jest ojcem mojego dziecka. Naprawdę mam nadzieję, że znajdzie kogoś kto da mu szczęście. Bo sama układam sobie życie na nowo. A żal owszem pojawia się, bo gdy ja chcę zerwać z przeszłością, On do Niej uparcie wraca. I wymaga ode mnie, że zapomnę i wszystko będzie jak dawniej. Żąda wyjaśnień gdzie chodzę i z kim. Zdaje mu się (jego rodzinie chyba też), że tego minionego roku po prostu nie było.
gabiolka
przeczytałam wszystko i fajnie że napisałaś po roku kontynuację!
jesteś super silna i ciesze się ze dałaś sobie radę! ja też bym już nie potrafila wrócić do kogoś takiego i zbudować na nowo relacji jakby nigdy nic sie nie stało. bylam 5 lat w związku i jak sie dowiedzialam o kimś innym odeszłam. płakałam dlugo w samotności ale honor był dla mnie ważniejszy.
super że masz pracę, i że udało Ci sie wyremontować pokoik dla dziecka i dla ciebie! idziesz malymi krokami w dobrą stronę.
co do miłości to nie jest latwo to jest prawda, ale znajdziesz ją kiedyś na pewno. poki co skup sie na sobie jak to robisz teraz i nie dawaj już mu sznasy. ten dupek na to nie zasluguje. 3maj się, bądz dzielna ![]()
Pomimo okoliczności rozstania, życzę mu dobrze. Jest ojcem mojego dziecka. Naprawdę mam nadzieję, że znajdzie kogoś kto da mu szczęście. Bo sama układam sobie życie na nowo. A żal owszem pojawia się, bo gdy ja chcę zerwać z przeszłością, On do Niej uparcie wraca. I wymaga ode mnie, że zapomnę i wszystko będzie jak dawniej. Żąda wyjaśnień gdzie chodzę i z kim. Zdaje mu się (jego rodzinie chyba też), że tego minionego roku po prostu nie było.
Gabiolka dlaczego na to pozwalasz?
Dla Ciebie miniony rok był i minął.
Nie chcesz do niego wracać to przecież nie musisz, nie musisz jemu mówić gdzie i co robisz.
Tym,że pozwalasz sie wkręcać w ich rodzinę ,a nie chcesz chyba tego, robisz źle dla siebie.
takaja87, napisałam po roku, bo czułam, że muszę zakończyć ten wątek. Po cichu liczę, że dam komuś w podobnej sytuacji nadzieję na lepsze jutro. Na świeżo może się wydawać, że nie ma już nic do przeżycia. Jest ból. Myśl, że już zawsze tak będzie. Jakby nie patrzeć życie się wali. Plany sypią. Mnie siłę dało dziecko, które kocham nad życie. Pewnie, że jeszcze boli. Zwłaszcza, że On, czy chcę czy nie, ze względu na dziecko uczestniczy w moim życiu w pewnym stopniu. Ale mam teraz swoje życie i staram się nim cieszyć. Co do miłości, to może masz rację, może jeszcze nie wszystko stracone, ale jedno wiem na pewno. Będę bardziej konsekwentna i ostrożna.
rojka, nie tłumaczę się mojemu byłemu. Napisałam tylko, że On tego ode mnie wymaga. Dałam mu jasno do zrozumienia, że najwyraźniej zgubił wątek. Co do jego rodziny, również i te kwestię z nim wyjaśniałam. Niestety nie wszystko zrozumiał. Jego mama ma na Niego ogromny wpływ. Ma niemal 30 lat, a każe mu się tłumaczyć gdzie chodzi. Ja z kolei nie chcę kolejnych konfrontacji, bo po każdej kłótni moje nerwy są w strzępach, a noc nieprzespana. Czego bym nie powiedziała i ile razy bym tego nie powiedziała, zwykle wracamy do punktu wyjścia.
Poza tym moja córka jest już bardzo bystra i wszystko dostrzega. Nie chcę, żeby wyczuwała napięcie między rodzicami albo mną i dziadkami. Przyzwalam na pewne rzeczy, w moich oczach nieszkodliwe. Jednak potrafię stanowczo postawić sprawę, kiedy mi coś ewidentnie nie pasuje, a ma wpływ na wychowanie dziecka lub moją niezależność. Muszę powiedzieć, że jego matka ma bardzo silny, dominujący charakter. Jak tam mieszkałam, nie potrafiłam się postawić w sprawach dotyczących dziecka. Miałam rzeczywiście wrażenie, że ona myśli, że to jej dziecko. Teraz też podejmują pewne decyzje bez porozumienia ze mną, jak np kupno zabawek. Z jednej strony co to szkodzi ? Z drugiej chciałabym mieć jednak jakąś kontrolę nad tym, czym bawi się moje dziecko. Oni ją rozpieszczają, a ja wymagam. Rozmowę na ten temat też już mamy za sobą.
"Że był ze mną, bo wiedział, że mogę mu ulec"
Związek nie polega na walce o dominacje i tym ze ktos ma albo nie ma komus ulec. Traktowanie seksu w sensie nagrody i kary, niezrozumienie ze jest to element wiazacy, budujacy wiez, to traktowanie siebie i kogos w sposob przedmiotowy. To samo dotyczy stawiania pieniedzy na pierwszym miejscu przed budowaniem zwiazku, relacji, itp. Tak to widze, mam takie zdanie jakie mam i nie widze powod zeby je zmieniac. Samo prawo def. relacje miedzy malzonkami jako wiez fizyczna, psychiczna i materialna. Zaburzenie tej rownowagi, odrzucenie jednego z filarow oznacza dzialanie przeciwko relacji.
Poza tym, ja u was milosc nie widze, nie widze jej przede wszystkim, z Twojej strony. I na ty polega oszustwo. Tworzenie relacji z kims bez milosci, dzialanie przeciwko tej realcji i zlosc, pretensje, zal do kogos o wlasciwie efekty swojego wlasnego dzialania. Tak to widze.
A skoro wszystko jest juz jasne to skad ten gniew, zal, zlosc? Podobno najtrudniej jest wybaczyc samemu sobie i podobno przede wszystkim to innych obarcza sie swoja wina.
Witam.
Podziwiam Cie ze masz juz to za soba.Ja jestem w sytuacji gdy maz po 8 latach nagle sie odkochal i zostawil mnie z 7 miesieczna coreczka i 7 letnim synem!
Byl moja pierwsza miloscia oczekiwana i przemyslana decyzja bo bylam pewna ze nigdy mnie ktos taki nie skrzywdzi.a tu masz jestem obwiniana za wszystko.jestem chodzacym zlem...
Boze na szczecie mam cudowne dzieci i wsparcie moich rodzicow rodzina meza umywa rece jeszcze mam wrazenie ze mnie obwiniaja...
Jeszcze raz gratuluje i mam nadzieje ze tez bede po jakims czasie patrzec na swiat tak jak Ty teraz.
Maniek, dziękuję za wyrażenie swojego zdania. Zakończmy na tym. Nie chcę tego rozgrzebywać. Poszłam już z życiem dalej i tego się trzymam.
załamana1982, na pewno będzie lepiej. Może nie dziś, nie jutro, ale będzie. Tylko musisz walczyć o siebie i dzieci ! Tak mi poradziła moja mama i tylko to dało mi motywację. Oczywiście wsparcie bliskich jest bardzo ważne, ale kiedy człowiek zostaje sam na sam z problemami, inaczej się patrzy na sytuację. Ja jeszcze nie wszystkie łzy przelałam. Nie było kiedy. A po jakimś czasie się odcięłam od tego. Nie myślę o tym. Staram się żyć dniem dzisiejszym i skupiać na wychowaniu córki, która bardzo szybko rośnie. Rok temu robiła pierwsze kroki, a dziś już całkiem ładnie mówi i rozumie wszystko co do Niej mówię. Tylko rok, a tak wiele zmian. Ty masz podwójną motywację. Do tego dziecko, które ma już świadomość sytuacji. Musisz być silna. Wyznaczaj sobie cele, choćby mniejsze i na krótki czas. No i pomyśl też o sobie. Zrób dla siebie coś miłego albo coś, co chociaż pozwoli się wyładować. Wiadomo, że przy dzieciach nie można się załamywać, a gdzieś te stresy się odkładają. Mnie np w rozładowywaniu napięcia pomogło rozebranie starych mebli, przed remontem. Naprawdę się wyżyłam.
Jeśli chodzi o przyszłość, to staram się na tym bardzo nie skupiać. Kiedyś marzyłam o tym jedynym i gromadce dzieci. Poważnie, to było to, czego chciałam do szczęścia. A teraz ? Teraz mam awersję do mężczyzn. Mam przyjaciół wśród nich, ale miłość ? To już nie dla mnie. Może za świeże to wszystko po prostu. Mam dziecko i ono jest i będzie dla mnie najważniejsze. Człowiek uczy się przez całe życie. Doświadczenia go kształtują, więc postrzeganie świata, własnego życia też może się zmieniać.
Dlatego trzymam kciuki za Ciebie i wierzę, że przyjdzie dla Ciebie wkrótce taki dzień, kiedy spojrzysz na wszystko inaczej. Kiedy na sercu będzie lżej. Wiem, że tak będzie.
Dziękuję za odpowiedź.
Zdaję sobie sprawę, przynajmniej mam nadzieje, że czas leczy rany ale nigdy nie zaufam żadnemu mężczyźnie.
Najgorsze dla mnie sa jego przyjazdy.teraz tez jest i ma zostac az do niedzieli.nie wiem jak dam rade ale synek jest przeszczesliwy.niestety widze jaki stosunek ma do coreczki.twierdzi ze kocha ale watpie i tak bardzo zal mi malenstwa.
Wiem że walczyc mam dla kogo bo teraz to faktycznie walka żeby codziennie wstać i zająć sie dziećmi. Moja mama też mi powiedziala i dala kopa ale gdy jestem sama i poloze dzieci spac to właśnie samotnosc mnie dobija.
Co do wyladowania stresu zgadzam sie ale szczerze jestem tak zmeczona mala, w nocy sie budzi w dzien marudna ze nie mam sil.Przez to wszystko fatalnie sypiam jak mala sie budzi na karmienie to niestety zaczynam rozpamietywac i nie spie.jezeli przespie 3 godz.w nocy to duzo a w dzien nie mam jak.
54 2015-11-11 22:32:22 Ostatnio edytowany przez gabiolka (2015-11-11 22:35:39)
załamana1982, doczytałam wątek z Twoją historią i rzeczywiście sytuacja jest ciężka. Zwłaszcza ze względu na kredyt i kłopoty finansowe, bo to może utrudnić nowy start. Na Twoim miejscu poszłabym po bezpłatną poradę prawną. Są instytucje pomagające samotnym matkom, organizując takie spotkania. Ja byłam. Wsparcie finansowe można uzyskać od MOPSU. Mnie tak doradzano, ale znalazłam pracę (dzięki życzliwości dobrych ludzi) i nie kwalifikowałam się np do zasiłku rodzinnego ze względu na "wysokie" zarobki.. Może warto poszukać pracy, którą mogłabyś wykonywać w domu, żeby nie martwić się o córeczkę. No i konieczne jest stanowcze postawienie sprawy wobec męża. Skoro odszedł i nie wykazuje chęci, żeby ratować małżeństwo, to skup się na ratowaniu reszty, czyli siebie i dzieci. Teoretycznie, przysięgało się wytrwać w zdrowiu i w chorobie (depresja), ale dzieci potrzebują spokoju, poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Mówię to z doświadczenia, bo mój tata miał problem z alkoholem i często były awantury. Mama nie zdecydowała się na rozwód, a tata zmarł. Teraz mam nerwicę i za bardzo się wszystkim przejmuję.
Skup się na tym jak zorganizować życie sobie i dzieciom, żeby jak najmniej odczuły napięcie. Jak już zrobisz pierwszy krok, reszta jakoś pójdzie. Myślę, że jak się na tym skoncentrujesz, to na przeżywanie będzie mniej czasu.
Mój niedoszły mąż też miał obojętny stosunek do córki. Przez pierwszy rok. Nie wiem jak było z Twoim synem, ale gdzieś czytałam, że mężczyźni nawiązują bliższą więź jak dziecko już potrafi się komunikować. U mnie tak właśnie było. Wcześniej nie pomagał mi przy dziecku prawie wcale. Uciekał wręcz z domu. I ja też byłam sfrustrowana. W końcu dziecko ma dwoje rodziców. Narzekał, że nie ma siły po pracy, a rano musiał się wyspać przed pracą. Ja teraz pracuje i zajmuje się dzieckiem po pracy. Wstaję ok 5-6, a kładę się nawet o 23. Nikogo nie interesuje, czy mam siłę. Taka jest konieczność. Na szczęście nigdy ojcostwa nie podważał, a dziecko dopiero teraz go przypomina. Zupełnie nie wiem, jak bym się zachowała, gdyby było inaczej. Teraz na szczęście buduje relacje z córką i widzę, że mu zależy. I Ona też bardzo za nim jest.
Karmisz ? Ja piłam Melissę na uspokojenie. W czasie pomiędzy jego decyzją, a moją przeprowadzką do mamy, potrafiłam wychylić ze 3 szklanki dziennie. Raczej nie zaszkodzi. Twoja stanowcza decyzja potrzebna jest również Tobie. Im szybciej tym lepiej. Bardzo dobrze, że masz oparcie w bliskich, możesz z nimi pogadać, żeby się zorientowali w możliwościach pomocy ze strony państwa. Domyślam się, że jesteś wyczerpana. Dlatego właśnie powinnaś zacząć działać jak najszybciej.