Witam Was...
Przeczytałam kilka wątków, postów, artykułów. Zajrzałam do rozumu, serca i nic... cisza głucha.
Ponieważ na forum jest kilka mądrych i doświadczonych kobitek i panów pozwoliłam sobie zapytać Was o zdanie.
W skrócie sytuacja wygląda tak, że poznaliśmy się jeszcze za czasów licealnych, coś iskrzyło ale jeszcze to nie było to. Na studiach związaliśmy się ze sobą i tak trwaliśmy 6 lat. Było super! Zakochani w sobie, zawsze murem za sobą, dogadywaliśmy się jak najlepsi kumple ale czegoś w tym wszystkim brakowało a sami nie wiedzielismy czego... Zaczęliśmy się kłócić, oddalilismy się od siebie i w końcu rozstaliśmy. W tym czasie każde z Nas kogoś miało ale jednocześnie nie utracilismy ze sobą kontaktu. Byliśmy jak najlepsi kumple, po prostu rozumieliśmy się jak nikt inny. Ciężko było zupełnie zerwać kontakt.
Od ponad pół roku jesteśmy sami i jakoś tak los znów łączy coraz ciaśniej nasze drogi. Dogadujemy się ze sobą rewelacyjnie, znam Go jak nikt inny, odwrotnie jest tak samo. On jest wspaniałym facetem, uczciwym, dobrym, zaradnym, przystojnym. W każdy weekend staramy się gdzieś wyjechać, wieczorami wspólne spacery, dzielimy się codziennością i jest fajnie ale brakuje tego czegoś... Znajomi na nowo Nas zaakceptowali, rodziny też zaczynają inaczej patrzeć ale jednak boje się/boimy zabrnąć zbyt daleko żeby nawzajem siebie nie skrzywdzić. Nie ma chodzenia za rękę, przytulania, pocałunków... i nie wiem czy to kwestia braku uczucia a może kwestia na nowo "poznania siebie" jako partnera a nie przyjaciela.
Zastanawiam się czy zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę (tylko która?) czy może przeczekać i czas pokaże co między Nami jest...